Mój projekt Integralnej Przestawki na Noc nie jest jeszcze tak zaawansowany, żebym mógł przedstawić go publicznie. Ale zainteresowało mnie, czy podejmowane już były podobne inicjatywy i jakie były ich efekty. Rozejrzałem się po necie i stwierdziłem, że do propagowania sowiego trybu życia trzeba się zabrać niemal całkowicie od podstaw. Istnieje wprawdzie Projekt Aktywnej Ochrony Sów w Polsce, ale i jego działacze przyznają, że sowy, ze względu na swój skryty i w zasadzie nocny tryb życia, są słabo poznane, a nasza wiedza w społeczeństwie na temat sów jest bardzo powierzchowna.
Znałazłem jednak dowód, że przynajmniej część gatunku postanowiła nie liczyć na społeczeństwo i wziąć sprawy we własne skrzydła. Z dużym nakładem pracy doprowadzono do zorganizowania I Kongresu Jedności Sów, z udziałem krajowych delegatów i zagranicznych gości. Honorową Przewodniczącą obrad została znana w całym świecie, pochodząca z Wysp seniorka walki o prawa nocnego ptactwa. Obrady odbyły się w idyllicznej, wiejskiej scenerii, ale ich przebieg był burzliwy. Udało mi się skopiować pilnie strzeżone przez Biuro Obrony Błędu sprawozdanie, którego najciekawszą część postanowiłem Wam udostępnić.
Pierwsza, ożywiona godzina obrad dobiegała końca.
- Czy są jeszcze wnioski w sprawach formalnych? - zapytała Przewodnicząca.
Rękę podniósł delegat Lewego Skrzydła.
- Wnoszę o dopuszczenie do obrad przedstawiciela Suwnicowych - zawiadomił, drapiąc się łapą po grzbiecie.
Z prawego drążka dobiegły odgłosy niezadowolonego pohukiwania. Przewodnicząca uciszyła je machnięciem skrzydła i obwieściła
- Nie widzę przeszkód w dopuszczeniu do obrad Sów Nicowych. Czy są jakieś dalsze wnioski? Nie widzę. Przechodzimy zatem do punktu trzeciego. Poproszę o zabranie głosu Dyla Sowidrzała.
- Jak wszyscy zapewne wiecie - zaczął Dyl Sowizdrzał - lata skowroniego ucisku i nachalnej propagandy w rodzaju “kto rano wstaje, temu pan Bóg daje” doprowadziły do przejścia niektórych sów na częściowo lub całkowicie dzienny tryb życia. Odwrócenie tego niebezpiecznego trendu i - w dalszej perspektywie - nawrócenie wszelkich rannych ptaszków na jedynie słuszne życie nocne, jest celem naszej działalności i tematem dzisiejszych obrad. Działająca pod moim kierownictwem Komisja może zaprezentować wyniki dochodzenia w sprawie porannego wstawania…
Gwałtowne gwizdy i fukania przerwały wystąpienie. Ze środka sali dał się słyszeć okrzyk
- Sowizdrzał! Przyznaj się, kto ci zapłacił za te wyniki! Coś my już o tobie wiemy!
Okrągłe oczy Przewodniczącej świadczyły o całkowitym niezrozumieniu sytuacji. Siedzący obok niej w charakterze ozdoby, obwieszony rzędem medali Jenerał nachylił się i szepnął jej do ucha
- Jego dziadkiem był Till Eulenspiegel. No, wiadomo, nie nasz…
- Aha, to teraz już wszystko niejasne - odszepnęła Przewodnicząca i dodała głośno - w związku ze związkiem udzielam głosu Jenerałowi.
Zaskoczony, ale mile połechtany Jenerał wyprostował się na drążku, wkładając w to całą moc swego autorytetu.
- W okopach będziemy żyć, a dniowi się nie damy! - zagaił i zastygł w postawie sygnalizującej głęboki namysł.
Tu i ówdzie podniosły się okrzyki oburzenia.
- W okopach?! Jak jakieś gryzonie? Stary a głupi! Nie wstyd mu z czymś takim wychodzić?
- Ciekawe, czy żyjąc jak myszy zaczniemy polować na siebie samych? - sarkastycznie zapytał prezes Sowiego Związku Łowieckiego.
- Cisza! Cisza! - Przewodnicząca zaczęła walić w stół skrzydłem. - Jeżeli Jenerał woli w okopach, to na jego własny użytek nie możemy mu tego zabronić, ale proponuję, żeby tego wniosku nawet nie protokołować. Proszę o kontynuowanie obrad!
- Najważniejsza jest sowerenność! - wykrzyknął nieco spieniony przedstawiciel Prawego Skrzydła. - O tym powinniśmy rozmawiać! Jeżeli ciągle będziemy latać na pasku wiadomo jakich mocarstw, poranne wstawanie nigdy się nie skończy! Niech żyje wolność i niepodległość! - zakończył dramatycznie.
- Mierzeje, Volvo i nieodległość. Proszę zaprotokołować. - poleciła Przewodnicząca - Wniosek Prawego Skrzydła jak zwykle wiele wnosi do naszego rozumienia rzeczywistości - dodała z wyraźnym ukontentowaniem. - Czy są kolejne wypowiedzi w sprawie porannego wstawania?
- U nas nie jest tak źle - wyrwał się delegat z Krakowa - jest pagórek o nazwie Sowiniec i nawet lasek wokół niego, znaczy te, warunki naturalne…
Przewodnicząca surowo, karcąco zmierzyła go wzrokiem.
- Nie chodzi o warunki naturalne, drogi panie. Te już mamy i nie musimy ich wypracowywać. Rzecz w dostosowaniu do nas cywilizacji. Tysiąclecia niepowstrzymanego rozwoju, zwycięstwo myśli nad materią, piramidy, Petrarka, pestycydy, penicylina i godziny otwarcia Urzędu Skarbowego. Te rzeczy!
- Te wszystkie rzeczy były przeciwko nam nie przez władzę skowronków, tylko przez knowania Lewoskrzydłowych! To oni zawsze starali się zrobić nam koło pióra! - zawołał zacietrzewiony delegat z prawej strony.
- Prawe Skrzydło jak zwykle przesadza - odezwała się półgłosem zasępiona Sówka Płomykówka
- Delegatka Płomykówka broni delegata Lewoskrzydłowego, bo sama studiowała w Sowiecji! - wrzasnął rozindyczony Puchacz. - Są dowody, że to przy jej udziale z iskry wybuchnął płomień!
- Chwileczkę, chwileczkę. Chronologia się nie zgadza! - próbował uspokoić rozjuszonego Puchacza zagraniczny gość, grecka historyczka Sowiooka. - Płomykówka jest osobą młodą i w tych przedpotopowych aferach nie mogła brać udziału.
- Nie będzie byle ateńskie ptaszydło uczyć mnie historii! - nadął się Puchacz, nastroszył pióra i jeszcze mocniej uczepił się drążka.
Siedzący w końcu sali, zatopiony do tej pory w rozłożonych przed nim papierach delegat Uhu zerwał się nagle z miejsca i cichym lotem pofrunął do stołu prezydialnego, na którym złożył jakiś karteluszek. Przewodnicząca przeczytała go i z osowiałą miną przysunęła się do mikrofonu.
- Proszę państwa - obwieściła - muszę państwu zakomunikować przykrą nowinę. Jak wynika z przeprowadzonego przez zespół niezależnych ekspertów śledztwa, kolega Puchacz w latach najgorszego ucisku sów był ajentem restauracji “Skowronek” w Dniówkach Dolnych.
Tumultu, który wybuchł nagle wśród delegatów, nie były w stanie opanować już nawet siły porządkowe. Suwnicowy nie zdzierżył, wyjął spod skrzydła suwmiarkę i zdzielił nią Puchacza aż huknęło. Zaatakowany nie pozostał dłużny i przyłożył Suwnicowemu przyniesionym w przerwie z pobliskiego baru dorodnym szczurem. Płomykówka wykorzystała zamieszanie, żeby wyrwać kilka co efektowniejszych piór z ogonów innych delegatek. Lewoskrzydłowi nacierali na Prawoskrzydłowych dziobami, a ci odpierali ataki szponami. Pierze fruwało pod sufitem i oblepiało gęstą warstwą okna, stwarzając delegatom coraz lepsze warunki widoczności.
- A niech to wszyscy diabli! - mruknęła pod dziobem Przewodnicząca, po czym, rozejrzawszy się po zajętej coraz bardziej krwiożerczym naparzaniem się sali, wzięła kawałek brystolu i coś na nim nasmarowała dużymi literami. Wyfruwając bezszelestnie z Kongresu, zawiesiła napis na drzwiach z drugiej strony.
WYSZEDŁAM PO ANGIELSKU I NIE BEDE SIE TŁÓMATSZYĆ. POZDRUFCIE SKÓMBRIE. SOWA PSZEMONDŻAŁA.

do Bobika
Ostatnie komentarze