- Lubię Jamniki - oświadczył Bobik radośnie. - Z nimi się tak fajnie rozmawia. Pingpongowo.
- Pingpongowo? - zdziwiła się Labradorka. - Co przez to rozumiesz?
- No, to leci tak, że Jamnik mi szybkiego bonmota, a ja mu jeszcze szybszą aluzję. On zaraz odbija cytatem, to ja rymowanką. Ping-pong, ping-pong! A jak się jeszcze zejdzie kilku innych pingpongistów i wszyscy równolegle albo na krzyż odbijają, to zabawa jest, że boki zrywać!
- To dość ciekawy punkt widzenia - przyznała Labradorka. A jak się wobec tego rozmawia na przykład z Border Collies?
- Futbolowo. Kilka długich podań, jakieś usypiające czujność kręcenie się po środku pola, a potem nagły atak i - bum! Siedzi! I trzeba kontrę obmyślać. Ale na szczęście nie taką szybką, jak w pingpongu. Można sobie dać trochę czasu na zastanowienie.
- No dobra, a z Dobermanami?
- O, z nimi to pokerowo. Najważniejsze to zachować spokój i umieć blefować. A na przykład z Pitbullami - rozgadał się Bobik - rozmawia się zapasowo. Pitbull, jak zapaśnik, tylko usiłuje złapać, nie wypuścić i rzucić na deski. To właściwie nie są przyjemne rozmowy. Cały czas trzeba sapać i kombinować, jak się tu wywinąć. To już z dwojga złego wolę gadać ze Spanielami. To jest wprawdzie jak jakaś dość głupia gra, taka stoi różyczka w czerwonym wieńcu, ale przynajmniej się pies przy tym nie zmęczy.
Labradorka znudziła się już nieco tą wyliczanką i zaczęła spoglądać tęsknie w stronę kanapy, ale przypomniała sobie, że jeszcze o coś chciała zapytać.
- To znaczy… Ty uważasz, że każda rozmowa jest jakąś grą?
Bobik zastanowił się i obwieścił z miną zastępcy Einsteina:
- No, nie każda, ale mniej więcej co druga. Grą albo zabawą. Bo albo ktoś komuś chce udowodnić swoją wyższość, albo obie strony chcą mieć z tego jakąś przyjemność.
- A Foksterrier? Jak z nim rozmawiasz, to w co grasz?
Bobik zamilkł i zaczął tylną łapą drapać się za uchem. To było trudne pytanie i szukanie odpowiedzi na nie wcale nie sprawiało mu przyjemności. I jak na złość wpatrywanie się w sufit tym razem w ogóle nie chciało być pomocne. W końcu westchnął bezradnie i przyznał:
- Z Foksterrierem to chyba nikt nie wie, w co jest grane.
Labradorka nie miała zamiaru zaprzeczać. Bobik poczuł się trochę głupio, bo przypadek Foksterriera zdawał się przeczyć tak sprytnie wymyślonej teorii. Ale zaraz poweselał, mrugnął do Labradorki i stwierdził:
- Wiesz co? Z Foksterrierem rzeczywiście nie da się ani grać, ani bawić. Ale musisz przyznać, że rozmawianie o nim, chociaż nie zawsze przyjemne, potrafi jednak czasem być szalenie zabawne.
archiwum » styczeń, 2010 «
- Chyba zostanę terrorystą! - oświadczył Bobik, prężąc muskuły i przybierając groźną minę, którą podpatrzył niedawno u znajomego mastyfa neapolitańskiego.
Labradorka próbowała nadstawić uszu, co ze względu na ich kłapciatą konstrukcję wyszło jej tak sobie. Przyjęła więc nie całkiem dla niej typową pozycję półsiedzącą i zapytała z czymś w rodzaju zainteresowania:
- Serio? A kogo będziesz terroryzował?
- Och, bo to mało jest nadających się obiektów? - zbył ją Bobik. - Państwa, miasta, rze… Nie, rzeki może nie bardzo. Ale osoby ludzkie. Koty. Myszy. W ostateczności nawet inne psy.
- I w czym się wyspecjalizujesz? Podkładanie bomb, porwania, zamachy?
- Jakie bomby? jakie porwania? - wnerwił się Bobik. - Ja chcę zostać terrorystą umysłowym, nie fizycznym. Chcę przy pomocy różnych akcji, zasadzek i punktowego nękania wprawić wszystkich w stan takiego pomieszania myślowego, żeby nie byli pewni dnia ani godziny. Żeby żyli w ciągłym strachu, że mogę przypuścić atak słowny. I żeby w końcu zgadzali się na wszystko, cokolwiek szczeknę, choćby dla świętego spokoju. Bo jak nie, to znowu z czymś wyskoczę…
- Ty wiesz, że to nie jest zły pomysł? - zapaliła się Labradorka. Sterowałbyś wszystkim jak niewidzialna ręka. Znaczy, wszyscy by dobrze wiedzieli, kto steruje, ale ze strachu nikt by o tym nie mówił. I nawet nie musiałbyś się ukrywać, bo przecież szczekania nawet najgorszych bzdur nie zalicza się do czynów kryminalnych. Bierz się do roboty, mały! Ułóż konkretny plan, zwerbuj siatkę wspólników i popleczników, a potem to już tylko szczekać na potęgę.
Bobik aż spuchł z dumy. Chyba pierwszy raz w życiu Labradorka tak wyraźnie pochwaliła jego zamiary. Pobiegł szybko po kartkę i długopis, żeby zanotować pchające mu się do głowy terrorystyczne myśli. Labradorka, nie chcąc mu przeszkadzać, wsadziła nos w gazetę i zaczęła czytać. W miarę lektury jej mowa ciała wyrażała coraz większe zaniepokojenie. Odłożyła gazetę i sięgnęła po tygodnik, potem po jeszcze jeden, w końcu z rozczarowaniem podniosła łeb znad prasy i westchnęła:
- Bobik, chyba nie masz się co wysilać. Na ten numer ktoś już wcześniej wpadł. Nawet niejeden ktoś. Powiedziałabym wręcz, że konkurencja jest olbrzymia.
- Naprawdę? - zmartwił się Bobik - I nie widzisz dla mnie żadnych szans?
- Niestety, nie - przyznała Labradorka szczerze, choć z widoczną przykrością. - Nie oszukujmy się - przy całej motywacji i pewnych wrodzonych zdolnościach, ty jesteś tylko amatorem. A to, co widziałam w prasie, to jest poziom profesjonalny. Nie dorównasz, nie mówiąc już o przeskoczeniu.
Bobik bez słowa włączył bardzo smutną muzykę, podkulił ogon i położył się na kanapie. Trochę go złościło, że znowu nie wyszło na jego, ale w duchu przyznawał Labradorce rację. Jak już być terrorystą umysłowym, to tylko na całego.
- Rozebrałabyś już tę choinkę - rzucił w stronę Labradorki Bobik, patrząc wymownie na powczepiane w łapy i ogon jodłowe szpilki.
- Nie widzę powodów - mruknęła obojętnie Labradorka i przewróciła się z lewego boku na prawy.
- No jak to? Sypie się. I przecież już wszyscy chyba rozebrali. Połowa stycznia…
Labradorka spojrzała przelotnie na przerzedzoną zieleń choinki i pokiwała głową.
- No właśnie. Druga połowa zleci tak szybko, że nawet się nie obejrzę, jak będzie maj. A maj to już prawie jak koniec lata. A koniec lata to prawie zima i znowu trzeba będzie ubierać.
- Ale… zająknął się Bobik - To… To chyba nie całkiem tak. Po styczniu będzie jeszcze luty, po lutym marzec, po marcu kwiecień, po zimie wiosna, a po lecie jesień. Tak nas przynajmniej uczono w psiej szkole. Że w życiu jest wiele cudownych miesięcy i zachwycających pór roku. A że jest mnóstwo bardzo fajnych dni, które szkoda byłoby przegapić, to nawet wiem z doświadczenia, jakkolwiek by ono było krótkie!
- Ach, młodość… - sapnęła z pewną wyrozumiałością Labradorka. - Tobie się, Bobik, tylko zdaje, że coś wiesz o świecie. Pożyjesz dłużej, to zobaczysz, jak to naprawdę jest z czasem. Dla szczeniaka rok jest o wiele dłuższy, niż dla psa w sile wieku. A psemerytom już się nawet nie opłaca pamiętać, który jest rok, bo i tak za chwilę będzie następny. A tym bardziej choinki nie opłaca się ubierać i rozbierać, ubierać i rozbierać, ubierać i…
- Chwileczkę! - przerwał Bobik - Ale do grudnia to ta choinka już będzie całkiem bez szpilek.
- Owszem, będzie - przyznała z zadowoleniem Labradorka. - Wtedy już nawet ty nie znajdziesz powodów, żeby ją rozbierać.
- No, pokaż, co tam masz - zażądał ode mnie ten gliniarz.
A miałem akurat wszystko to, co chciałbym ukryć przed wymiarem sprawiedliwości. To, co sobie myślałem, kiedy na wycieczce w zoo kazano mi przeprosić pana wychowawcę za samowolne oddalenie się od grupy w celu dokładniejszego obejrzenia żyrafy. To, co czułem, kiedy rodzice zostawiali mnie na noc u ciotki, której koszula nocna pachniała grobową ziemią i butwiejącymi liśćmi, uniemożliwiając przyjęcie zwiędłego pocałunku na dobranoc bez histerii. To, co mi się powinęło, kiedy stanąłem na własnych nogach, usiłując udawać że nie potrzebuję nikogo i niczego, żeby wyjść na swoje porażki i własne złudzenia sukcesów. To, co starałem się zataić przed samym sobą, kiedy z rachunku wyszło mi, że byłbym skończoną świnią, gdybym zrobił to, co zrobiłem. To, czego żaden świadek na świecie nie powinien być świadom, żeby nie był zmuszony zeznawać przeciwko mnie.
Gliniarz patrzył chytrym, nieżyczliwym oczkiem. Ja kombinowałem.
- No, pokaż, co tam masz - rozległo się po raz drugi, tym razem już na ostro.
- Chciałbym skontaktować się z adwokatem i okolicznościami łagodzącymi - wykrztusiłem z wysiłkiem.
No, żebyście słyszeli, jak ten gliniarz się zaczął śmiać…

do Bobika
Ostatnie komentarze