Majowe rozczarowanie
Bobik był wściekły. Tak się cieszył na spotkanie z wiosną, robił pracochłonne przygotowania, poszedł nawet do fryzjera, choć szczerze tego nie znosił, a ona po prostu nie przyszła. Bez wyjaśnień, bez dania racji, bez najmniejszego „przepraszam” – ot, tak.
– Czuję się zrobiony w konia – poskarżył się Labradorce – a jest to dla psa pewien dyshonor. Nie, żebym miał coś przeciw koniom, ale nie mogę ukryć, że pieska tożsamość odpowiada mi najbardziej i nie życzę sobie, żeby mi ją bez powodu rozmywano.
– A ta wiosna to pierwszy raz taki numer ci wycięła? – zainteresowała się Labradorka.
– Nooo… nie pierwszy – burknął z ociąganiem szczeniak.
– No to już się powinieneś przyzwyczaić – skonstatowała bezlitośnie sąsiadka.
– Wcale się nie przyzwyczaiłem! – krzyknął z rozżaleniem Bobik. – Za każdym razem cierpię i jestem na nią okropnie zły. Jak ona mi tak będzie robić, to się zemszczę i w końcu za którymś razem ja się nie stawię na spotkanie!
– Hmm… Może zastanów się, co ty z tego będziesz miał – poradziła Labradorka.
– Niewiele – przyznał Bobik po dogłębnym zastanowieniu. – No dobrze, prawdę mówiąc, to w ogóle nie widzę, co miałbym z tego mieć. Ale może kryją się w tym jakieś przyjemności, których jeszcze nie znam i przez to nie umiem sobie ich wyobrazić? Nieraz słyszałem od innych psów, zwłaszcza tych mniejszych, że zemsta jest rozkoszą.
– Owszem, coś w tym jest – potwierdziła Labradorka. – Te małe psy w pewien sposób rację mają. Zemsta jest rozkoszą durniów.
Bajka o arcywilku
Owca to zwierzę krnąbrne oraz humorzaste,
słusznym jest, żeby pieczę nad nią trzymał pasterz,
bo jak taka owieczka nadto się ośmieli,
kto wie, co do durnego łba jej może strzelić.
Podjęto więc decyzję z lekkością motylka
i oddano owieczki w ręce arcywilka,
ponieważ wilki, jaką by miarą nie mierzyć,
najlepszą się opinią cieszą wśród pasterzy.
Pasał wilk, podjadając jagnięcy paprykarz,
aż go kiedyś znienacka podpatrzył dziennikarz
i narobił rabanu: to granda, to chryja,
co nam się tu o dobrym pasterzu nawija,
wszak dostrzec może nawet najgłupszy pudelek,
że owieczki ktoś drutnął, a to są daniele.
To atak bezprzykładny! – wilk na to odrzecze.
Ja wiem, że mnie kazano pilnować owieczek,
obydwaj zatem przyjąć możemy bez sprzeczki,
że to, czego pilnuję, to właśnie owieczki.
I dosyć jeszcze zębów mam na takich gości,
co wchodzą na pastwisko, by szargać świętości!
Morału z historyjki tej nie będzie wcale,
bo ona wszak traktuje o braku morale.

Ostatnie komentarze