Wyższa klasa

pon., 27 maja 2013, 23:27
– Trzeba powiedzieć, że technika jednak szalenie ułatwiła życie – skonstatował z zadowoleniem Bobik, odwracając na chwilę wzrok od ekranu komputera.
– Może byłabym skłonna przyznać ci rację – zawiadomiła wielkodusznie Labradorka – gdybyś nieco uściślił swoją wypowiedź. W jakiej to konkretnie sprawie twoje pieskie życie dzięki technice stało się łatwiejsze?
– Chodzi mi o klasę – posłusznie sprecyzował szczeniak.
– Klasę…? – zakrztusiła się Labradorka. – Myślisz, że uda ci się przejść do następnej klasy dzięki jakiejś technicznej sztuczce?
– E, to się już od dawna robi – nadął  się Bobik. – Banał. Referaty z gugla, zadania ze ściąga.pl, komórki na klasówce i te numery. Ale teraz myślałem o czym innym. O wyższych i niższych klasach.
– A cóż to ma wspólnego z techniką? – spytała Labradorka i Bobikowi wydało się, że słyszy w jej głosie lekko ironiczny odcień, czego bardzo nie lubił.
– Dużo ma! – odwarknął z naciskiem. – tylko musi się na to spojrzeć z prespek… z persek… no, z pieskiejtywy. Dawniej, żeby należeć do wyższej klasy, należało się odpowiednio urodzić. Jak pies się urodził kundlem, to kundlem zostawał i nie było szczekania. Potem się zrobiło z tym łatwiej czyli trudniej. Dało się przebić do wyższej klasy, ale trzeba było się czegoś nauczyć, czymś się wykazać, coś osiągnąć, no i jeszcze mieć klasę. To też nie każdemu kundlowi wychodziło i niejeden przechodził przez życie, wyższej klasy nawet nie powąchawszy. Ale teraz, dzięki wynalazkom technicznym, sytuacja zmieniła się całkowicie. O, zobacz tę reklamę – „Zasiadając we wnętrzu Forda można poczuć zapach klasy wyższej”. A wiadomo, że jak pies poczuje interesujący zapach, to już pójdzie tym tropem i nie spocznie, póki źródła zapachu w zęby nie dorwie. I tak jest nareszcie całkiem demokratycznie. Każdy kundel może być w wyższej klasie, jeśli tylko zasiądzie w odpowiednim wnętrzu.
– Czy to jednak nie jest jakieś takie… nowobogackie? – zaniepokoiła się Labradorka.
– Skąd ci się to wzięło? – szczeknął z oburzeniem szczeniak. – Czy tu gdzieś jest mowa o pieniądzach? Przecież nie musisz nawet tego Forda kupować. Wystarczy, że zasiądziesz.
Labradorka spróbowała jeszcze raz znaleźć dziurę w całym.
– Ale jeśli ta wyższa klasa dzięki zasiadaniu będzie dostępna dla każdego, to wszyscy zasiądą i klasa niższa zniknie – zauważyła sceptycznie. A wtedy zniknie i wyższa, bo nie może być niższego bez wyższego i na odwrót.
– Ty z twoim rozumowaniem! – lekceważąco machnął łapą Bobik. – Gdyby świat miał się opierać na rozumie, to wiesz, ile rzeczy oprócz reklamy trzeba by zlikwidować? A jak się rozumem nie przejmować, to zaraz wszystko robi się proste. I ja, zwykły kundel, mogę bez przeszkód napawać się upojnym zapachem klasy wyższej.

Majowe rozczarowanie

pt., 17 maja 2013, 19:51

Bobik był wściekły. Tak się cieszył na spotkanie z wiosną, robił pracochłonne przygotowania, poszedł nawet do fryzjera, choć szczerze tego nie znosił, a ona po prostu nie przyszła. Bez wyjaśnień, bez dania racji, bez najmniejszego „przepraszam” – ot, tak.
– Czuję się zrobiony w konia – poskarżył się Labradorce – a jest to dla psa pewien dyshonor. Nie, żebym miał coś przeciw koniom, ale nie mogę ukryć, że pieska tożsamość odpowiada mi najbardziej i nie życzę sobie, żeby mi ją bez powodu rozmywano.
– A ta wiosna to pierwszy raz taki numer ci wycięła? – zainteresowała się Labradorka.
– Nooo… nie pierwszy – burknął z ociąganiem szczeniak.
– No to już się powinieneś przyzwyczaić – skonstatowała bezlitośnie sąsiadka.
– Wcale się nie przyzwyczaiłem! – krzyknął z rozżaleniem Bobik. – Za każdym razem cierpię i jestem na nią okropnie zły. Jak ona mi tak będzie robić, to się zemszczę i w końcu za którymś razem ja się nie stawię na spotkanie!
– Hmm… Może zastanów się, co ty z tego będziesz miał – poradziła Labradorka.
– Niewiele – przyznał Bobik po dogłębnym zastanowieniu. – No dobrze, prawdę mówiąc, to w ogóle nie widzę, co miałbym z tego mieć. Ale może kryją się w tym jakieś przyjemności, których jeszcze nie znam i przez to nie umiem sobie ich wyobrazić? Nieraz słyszałem od innych psów, zwłaszcza tych mniejszych, że zemsta jest rozkoszą.
– Owszem, coś w tym jest – potwierdziła Labradorka. – Te małe psy w pewien sposób rację mają. Zemsta jest rozkoszą durniów.

Bajka o arcywilku

śr., 8 maja 2013, 19:12

Owca to zwierzę krnąbrne oraz humorzaste,
słusznym jest, żeby pieczę nad nią trzymał pasterz,
bo jak taka owieczka nadto się ośmieli,
kto wie, co do durnego łba jej może strzelić.
Podjęto więc decyzję z lekkością motylka
i oddano owieczki w ręce arcywilka,
ponieważ wilki, jaką by miarą nie mierzyć,
najlepszą się opinią cieszą wśród pasterzy.
Pasał wilk, podjadając jagnięcy paprykarz,
aż go kiedyś znienacka podpatrzył dziennikarz
i narobił rabanu: to granda, to chryja,
co nam się tu o dobrym pasterzu nawija,
wszak dostrzec może nawet najgłupszy pudelek,
że owieczki ktoś drutnął, a to są daniele.
To atak bezprzykładny! – wilk na to odrzecze.
Ja wiem, że mnie kazano pilnować owieczek,
obydwaj zatem przyjąć możemy bez sprzeczki,
że to, czego pilnuję, to właśnie owieczki.
I dosyć jeszcze zębów mam na takich gości,
co wchodzą na pastwisko, by szargać świętości!

Morału z historyjki tej nie będzie wcale,
bo ona wszak traktuje o braku morale.