Już od wczoraj przygotowywałem się do dzisiejszych obchodów Dnia Kota. Miałem zamiar zaraz z rana złożyć życzenia Kotom blogowym, ale kiedy tu zajrzałem, żadnego Kota jeszcze nie było. Rozeszły się wczoraj po ciepłych kątach i nawet uśmiechów nie zostawiły. Cóż było robić, przeszedłem się do Kota Sąsiadów. Dzikus wprawdzie z niego straszny i zbliżyć się do siebie zanadto nie pozwala, ale myślałem, że przy święcie będzie łaskawszy. Kiedy jednak wspiąłem się na tylne łapy i zajrzałem przez okno zobaczyłem, że Kot Sąsiadów pogrążony jest w głębokim śnie. Nieuprzejmie by było w taki dzień brutalnie go obudzić, więc nawet nie szczeknąłem, ale z ciekawości zacząłem się przyglądać jego snom, bo pomyślałem sobie, że może znajdę w nich jakąś wskazówkę, czego należy Kotom życzyć. Wiecie chyba jak to jest – najczęściej życzymy bliźnim tego, co nam samym wydaje się atrakcyjne, ale niekoniecznie pokrywa się to z ich marzeniami. Każdy ma w końcu swój własny pomysł na to, jak powinien wyglądać właściwie urządzony świat. Ja też mam, ale dziś chciałem być altruistą, zapomnieć o własnym psim ego i, jak to mówią Anglosasi, chociaż raz wejść w buty Kota.
I rzeczywiście, kiedy tak obserwowałem kocie sny, wpadł mi w oko jeden, który wydał mi się kwintesencją pozostałych i świetnie się nadawał do celów życzeniowych. Wyglądał on mniej więcej tak:
“Świat jest niesłusznie urządzony” -
każdy tę śpiewkę chyba zna,
lecz, jeśli spojrzeć z innej strony,
da się to zmienić w trymiga.
Zwijam się na kaloryferze
i w szybkim tempie mi się śni
mysz gigantyczna, wielkie zwierzę,
tłuste, że się nie mieści w drzwi.
Ja na to rosnę w mym marzeniu
i jestem już postury lwa,
i widzę nagle – ku zdumieniu -
że to rośnięcie nadal trwa.
Słonie sięgają mi po kostki,
człowiek to ledwo marny puch,
a dinozaury-niedorostki
łby gdzieś tam mają, gdzie mój brzuch.
I słusznie, bo w obliczu kota,
czym jest przedpotopowy gad?
choćby marudził i się miotał,
to kotom się należy świat!
Więc rosnę dalej. Ponad Andy,
już Himalaje mam u nóg,
hołd mi składają wielkie pandy
i czuję się jak młody bóg.
A stąd już kosmos niedaleko,
w nim wełny kłębków krąży rój,
rozlane w drodze gwiezdne mleko
samo na język pcha się mój
i wszystko czeka, by mi służyć,
mnie bawić, dla mnie tylko żyć…
Wystarczy snu kwadransik zużyć
i wszystko tak jest, jak ma być!
Życzę więc wszystkim Kotom, żeby dzisiaj świat zrezygnował ze swoich przyzwyczajeń i chociaż na kwadrans zaczął być urządzony tak, jak trzeba.
do Bobika

Świat właściwie urządzony
Bez wątpienia jest tak gdy
Jestem zawsze doceniony
No i górą zawsze my!
Kto od kota oczekuje,
że być dołem zechce on,
ten się srogo rozczaruje –
to nie trafia w koci ton!
Kot pójdzie górą,
Kot pójdzie górą,
A mysz w dolinie.
Jak kto nie pomoże,
to się kot nieboże
z myszą rozminie!
Mysz pójdzie dziurą,
mysz pójdzie dziurą,
pod miotłą siądzie.
Więc nadzieja wszystka
kota tylko w Whiskas -
no bo nie w rządzie…
A dlaczego nie?
Moje kochanie.
Kto wątpi w premiera
bieda go zżera!
Ale i tak,
czy kto chciał, czy nie chciał:
Mrrrrau!
Kici, kici kotku mały
Co masz taką mordę wredną
Czego znów wytrzeszczasz gały
Stoisz z miną moczopędną…
Podejdź bydlę to pogłaszczę
Grabie już przygotowane
Czego znów wydzierasz paszczę
Futro masz nierozczesane
Leć no teraz obszczać kąty
Sąsiadowi jak należy
Grał ci kiedyś na dwa fronty
Będzie miał zapaszek świeży
No, jak skończysz dam ci michę
Może nawet Whiskas dam,
Jak nie zrobisz jak należy
To Whiskasa zeżrę sam…
Oj, widzę, że zeen musiał dziś od swojego kota wyjątkowo mocno po nosie oberwać.
A było życzenia ładnie złożyć i nie fikać…
A co się właściwie dzieje z Kotami? Czemu się żaden nie pokazuje? Czy się wszystkie zmówiły i poszły w jakimś tajnym zakątku świątecznie opychać się myszami i wznosić toasty?
Bobik
Wszystkim kotom
dużo własnych dróg
porządnych opiekujacych
pełnych misek
firanek do skakania
czy to nie podpadajace , wszystkie koty gdzieś przepadły , a uczta dla składających życzenia
Niunia, my się prosić nie będziemy! Uznajemy nasz obowiązek życzeniowo-uczczeniowy za spełniony i zabieramy się do wtranżalania przygotowanej wałówy.
Już chciałem warknąć, że dla późno przychodzących kości, ale właściwie równie dobrze od kości możemy zacząć.
Bobikm dzieki, ale swietowanie bede musial odlozyc na kiedy indziej.
W domu zaloba bo wysiadl…….. no, jak mu tam na “b”. Stara przemaweia STRASZNYMI slowami – nawet nie wiedzialem, ze takie istnieja.
Nie sklamalam, nie zmyslalam, my naprawde dzisiaj mamy swieto! Wlasnie w Teleexspresie skladala nam zyczenia Maria Kaczynska, ktora tez dla nas otworzyla dzisiaj w Warszawie pierwsze w Polsce schronisko dla bezdomnych kotow. Tam tez bedziemy leczone i sterylizowane, wreszcie, no bo ktorego kota stac dzisiaj na wiecej dzieci? Czasy ciezkie, kryzysowe, a tak moze da sie przetrwac?
Moja dogadza mi dzisiaj jak moze, nawez paczki posypane cukrem niby tak przypadkiem zostawila na stole i potem niby nic, tak, jakby ten cukier jeszcze tam byl, nawet okiem nie mrugla. A teraz czyta mi ksiazeczke, nie wiem jeszcze, czy mam sie smiac, czy juz obrazic, ale ona sie caly czas chichra, a ksiazka nazywa sie “Kot w stanie czystym”, napisal ja Terry Pratchett. A zaczyna sie tak:
“Az nazbyt wielu ludzi w tych czasach przyzwyczaja sie do nudnych, masowo produkowanych kotow, ktore czesto wrecz ociekaja zdrowiem i odzywczymi witaminami,jednak nie moga sie rownac z dobrymi, starymi kotami, jakie bywaly kiedys. Kampania na rzecz Prawdziwych Kotow dazy do zmiany tej sytuacji, pomagajac ludziom rozpoznawac koty Prawdziwe, kiedy je spotkaja….
Na przyklad wszystkie koty z pyszczkami, ktore wygladaja, jakby ktos wkrecil je w imadlo, a potem wielokrotnie walil mlotkiem owinietym skarpeta, sa Prawdziwymi Kotami…”
No i co wy na to? Mam sie obrazic, czy nie? Bo moja dalej sie chichra.
A moze po prostu teraz wzniose toast mleczkiem ze smietanka za wszystkie koty i koteczki, czy sa prawdziwe, czy nie, za nasze piekne kolorowe sny, za pelne miski i czyste kuwety.
W imieniu wlasnym i tych wszystkich jeszcze leniwych i zaspanych dziekuje za zyczenia i fajne rymowanki. I na podtrzymanie na duchu jeszcze cytat mojego ulubionego J.Pilcha: “Po paru latach, jakie od dnia stworzenia przeszly,dzis juz jasno widac, ze Panu Bogu poza kotami nic sie do konca nie udalo.” Czyz to nie genialne?
Bobiku! Gdy bedzie Swieto Psa, tez bede cytowac!!!
Autor tej ksiazki, Koto, Terry Pratchett ma dzis wystapic w godzinnym programie telewizyjnym i opowiadac o postepach swego Alzheimera, ktorego mu zdiagnozowano dwa lata temu, w wieku 58 lat. Widzialem migawke w ktorej opowiadal, ze nie jest juz w stanie zawiazac krawata.
Nie zamierzamy tego ogladac. Mamy dosc wlasnej sklerozy i rozpaczy, i to nie tylko z powodu b.
Sorry, za kwasne wpisy.
Kocie Mordechaju! masz racje, tez nie chce go w tym stanie ogladac, to wole juz sobie dalej poczytac. Kto tak fajnie pisze o nas kotach, niech juz zawsze zostanie jak ten jego kot, “w stanie czystym”.
Słuchajcie, co się właściwie dzieje? Jakieś miazmaty rozpaczy po świecie krążą i żyć nie dają. Ja też, mimo Dnia Kota mam dziś taki nastrój, że tylko iść i się powiesić. I wszyscy wokół mnie. Żadnej uśmiechniętej gęby jeszcze dziś nie widziałem. Biometeo jakie, czy ki diabeł?
Mordechaju, a czy hydraulik jakiś się zapowiedział? I w jakim czasie – najbliższym, czy raczej koło dalszego?
U nas sezon na kaczki. Dundee pewnie zaszyty gdzies w krzakach obserwuje i cieszy sie dodatkowo w swoim dniu.
http://picasaweb.google.com/WandaTX/SezonaKaczki?authkey=MGL5tLvY0_U#slideshow/5303822982868381362
Dla podniesienia niskich nastrojow, usmiechniete:
http://picasaweb.google.com/WandaTX/Lizaki?authkey=3lkgq5K0nfY#slideshow/5303825720177179986
I do tego sie jeszcze krwawe lowy gotuja! A moze by tak psinka dzisiaj zjadla troche marchewki?
O!!! przepraszam, ale zdaje sie, ze Dundee to tez nasz w stanie czystym. Cofam marchewke, niech sobie pogoni te kaczki!
Panno Koto – Dundee to kot, psinka to Kama
Kama tylko wystawia. Dundee sprawy doprowadza do konca
Moze to ten moment w zimie, kiedy juz sporo jej uplynelo, zeby podciac energie z poprzedniego lata, a wiosny jeszcze nie widac – wprost przeciwnie, dalej pada snieg.
Tymczasem dzisiaj uslyszalam w NPR krotki wywiad z Davidem Denby’m, ktorego recenzje filmowe zawsze czytam w New Yorkerze, bo oprocz znania sie na kinie, ma tez swietne pioro. Wlasnie napisal ksiazke o tytule “Snark”, co w tym przypadku oznacza latwa uszczypliwosc, i splycenie rozmowy na internecie, ktorego w ogole jest ogromnym wielbicielem. Bardzo ciekawie mowi; chyba przeczytam te ksiazke. Tu jest ten 6-minutowy fragment, niestety po angielsku, ale moze kogos zainteresuje. Mnie zaraz w glowie kliknely blogi, nie tylko polityczne…
http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=100763005
Wando, czy to aby na pewno są kaczki? Według mnie kaczka nie pływa, tylko leży w brytfannie w towarzystwie pomarańczy, ma ciemnobrązową, błyszczącą, jakby lakierowaną skórkę i pachnie tak, że aż w nosie kręci. To w basenie wcale tak nie wygląda!
Wlasnie dla podniesienia nastroju zzarlam paczke chalwy – i juz mi lepiej!
Hydraulik sie jeszcze nie zapowiedzial, bo nie byl dzwoniony do.
Jutro. Dzis za duza psychiczna kruchosc, Bobiku, Stara moglaby sie jeszcze rozplakac w telefon. Do tego nie dopuscimy. Niech juz lepiej mowi glosno te slowa, co to wiesz….
Dzis z rana skopala bardzo pieknie roze pod oknami, umascila je wlasnym – ze sie tak wyraze – kompostem, ktory wreszcie po dwoch latach dojrzal i z poczuciem, ze odniosla nad soba w zwyciestwo wrocila do domu. A tu na nia – hyc! Lubudu! B i cala reszta. ?$%&^*” !
Wando
ja rozumiem ,ze te na patyku to dla nas od Dundee
Modrchaju
szukam w pamieci na “B” po kolei
beczka śmiechu
balon
bałwan
brykiet
burbon
i dochodzę do wniosku ,że Tobie pewnie teraz potrzebny brykiet i burbon
Jak to bylo z tym starym kawalem? Po stawie plywa, kaczka sie nazywa?
A zamiast pomaranczy moze tez byc kiwi, albo jabluszka w srodku, albo bambusiki….mniam, mniam…
Emi
gdzie jest Babka , czy szykuje poczęstunek dla kotów czy dla nas
Lizaki sa dobre na drobne i wieksze smuteczki, chalwa zreszta tez. Ale najlepszy jest kogiel-mogiel wlasnorecznie ukrecony w ladnej filizance albo ukochanym kubeczku
Oczywiscie lizaczki do podzialu
smacznego
Mnie słodycze w ogóle nie poprawiają humoru, za to pogarszają żołądek.
) jako płytkiego, prymitywnego i przeważnie anonimowego, w odróżnieniu od ironii, która się mieści na całkiem innej płaszczyźnie intelektualnej. O ile w ironii Denby widzi narzędzie wyrafinowanej krytyki, o tyle w smarku przede wszystkim wyładowania resentymentów.
W tej rozmowie z Denbym opis “snarka” (a może by to nazwać smarkiem? Całkiem by pasowało
A taki np. Onet głównie smarkiem stoi…
Ja tam, jak mam takie nastroje, i mam chwile czasu, zeby im przeciwdzialac, raczej nie jem slodyczy, ale wole spacer (o ile nie ma sniezycy), albo jakas ciekawa ksiazke, lub film, ktore przeniosa mnie gdzie indziej. Dopoki cos mnie jeszcze ciekawi, wiem ze ja wygrywam z nastrojem, a nie – on ze mna. Ale kazdemu pomaga inna kuracja, bo nie jestesmy przeciez tacy sami. Pewnie bliski bylby mi program filmowy Krolika – moze jakis chick flick, albo napredce zorganizowane spotkanie z przyjaciolka, zeby ten chick flick ogladac w towarzystwie, i nawzajem sobie podawac chusteczki do ocierania lez…
Tak, Bobiku, on ironii wcale nie potepia, tylko takie plytkie, odruchowe wypowiedzi na tani poklask. Ale w ogole to snark to chyba kuzyn sound bite z telewizyjnych wiadomosci. Wszyscy juz wiedza, ze zacytuja tylko kilka sekund z ich wypowiedzi, czyli zrobia wlasnie sound bite, wiec sa zmuszeni do juz nadmiernych skrotow, a wlasciwie tylko wypowiedzi wyglaszanych po to, zeby je zauwazyc, a nie zeby cos wytlumaczyc. Na anonimowym internecie ta chec bycia zauwazonym jest chyba jeszcze wieksza. I do tego dolaczaja sie resentymenty.
http://picasaweb.google.pl/terkon11/MojeZeskanowaneObrazy04?authkey=CcR8tWCtNiA#5303845607006870802
Z głodu mi graj kiszki,
Co widać po mej tuszy.
Lecz boję się tej myszki,
Bo bardzo po niej suszy!!
Wszystkim Blogowym Kotom w Dniu Ich Święta-
Najlepsze Życzenia składają Emi z Babką !!
Jestem jestem Kochani!Już podaję wiadomości:
Zyczenia dla kotów powyżej.
Moja klawiatura wygląda jak ruski generał, ma wszystkie złote zęby.
Zrobiłam to za radą nietoperzycy, a literki miałam na złotym tle, ale może dzięki temu będzie mniej literówek.Oby.
Wczoraj nabyłam nowego hydraulika p.Jarka wprost ze sklepu z tym sprzętem i bardzo sobie chwalę.
Poprzednik( kochliwy) chyba już w nasze okolice nie zagląda.
Bardzo się ucieszyłam wierszykami Bobika i zeena, Bobik ma tylko z kotami widac doświadczenie sąsiedzkie, ale zeen- widać,że kocią naturę zna od podszewki.
A Twój kot zeenie nie sika gościom do toreb? Bo moje lubią gości zniechęcać do wizyt.
Babko, to moze teraz powinnas tytulowac komputer “panem generalem”?
A wlasciwie – “towarzyszem generalem”, chyba ze ta moda przterwala wszystkie zmiany rezimow, i dzisiejsi generalowie tez lubuja sie w zlotych koronach…
A ja usmazylam nalesniki i przeslalam Niuni Hermesem (nadziane tradycyjnie – miesem, i eksperymentalnie – curry warzywnym, ktorego wczoraj zrobilam bardzo duzo i dzisiaj je zagospodarowuje).
Witaj Moniko,A mnie dzisiaj naleśniki żle się smażyły, oczywiście musiałam wziąć nie tę makę i była powtórka z rozrywki.
Zeby nie być gorsza od wczorajszego Bobika , (lubię działania w zespole) przypaliłam też krupnik- zajęta tymi generalskimi żębami.
Kto się nie boi czarnego kota- kolejne zdjęcie już archiwalne:
Nasz pierwszy kocur o imieniu KOCUR,przezył u nas bez chorób 17 lat.
http://picasaweb.google.pl/terkon11/MojeZeskanowaneObrazy05?authkey=LH6cvt6N-Gs#5303853594206130434
Bardzo piekny, Babko. Bardzo lubie czarne. A pomylki z maka mnie sie zdarzaja takze. Kiedys upieklam domowy chleb – zwykle nic nadzwyczajnie trudnego, ale tamtym razem w roztargnieniu siegnelam po make gryczana. Wyszla niezwykle interezujaca cegla o przedziwnym szarawym kolorze, ktorej do dzisiaj nie moge zapomniec. I zupelnie nie do jedzenia – niestety nie byly to bliny w ksztalcie chleba. A co do przypalania, to w filmie “Sabrina” ktos twierdziL, ze przypalanie jest jednak objawem szczescia, a niedopiekanie – depresji.
Bobiku, dzięki za odpowiedź,
Mnie też dzisiaj nastrój biometeo dobija bo sypie, jak już nie powiem co, zatem nie mogę wychodzić, słowem łańcuszek niedogodności, bo wtedy Emi poszkodowana=ja zestresowana= Emi zestresowana itd.
Nie powiem,żebym sobie zasłużyła na taki tryb życia.
Czuję się jawnie i niesprawiedliwie poszkodowana.
Taka złość mnie ogarnęła,że się dzisiaj przyłapałam na zdrożnej myśli, że jakby to było możliwe i zamienne- chętnie bym komuś złamała nogę!:evil:
Widać z tego,że aniołem nie jestem, ale Was tam tyle aniołów to chwatit, jak już przy rosyjskim zostajemy.
Ale i zmojej strony też Wam nic nie grozi, bo się chyba wirtualnie nie da kości nikomu łamać, najwyżej podsyłćć.
podsyłać*Pardon, ale narazie mnie złoto po oczach wali!
Dobra, mogę dziś robić za dyżurną rozradowaną gębę. W sumie długo się nie napracuję…
Co to za rozradowana gęba, która nawet uśmiechnąć się nie potrafi?
A ja mogę Helenie coś przyjemnego obwieścić. Jej B. to jest mały pikuś. Po prostu główka od szplki, na której może się zmieścić zaledwie 2836 diabłów.
U nas przed chwilą w kuchni rozległ się podejrzany dźwięk. Po przeprowadzeniu wizji lokalnej okazało się, że było to kapanie z sufitu. Po przezwyciężeniu pierwszego szoku tata poszedł sprawdzić, co się dzieje i znalazł następujący horror: w dachu musiała się zrobić jakować nieszczelność, przez którą obfite nadreńskie opady wchodziły sobie do domu, ale nie przeciekały zaraz na dół, tylko wsiąkały w materiał izolacyjny. Dopiero kiedy ten pampers się napełnił, zaczęło się lać i na dół. Czyli cała izolacja do wymiany, a i z dachem trzeba coś zrobić. To jest tyle diabłów, że nawet ich jeszcze nie zdołałem policzyć.
Jakby to było przyjemnie, gdyby się zepsuł tylko B.
Bobiku, to ja Ci mówię, Ty się wódki napij!
A, to ciekawe. Mój tata też coś bardzo podobnego mówił. Tylko tak jakby bardziej do siebie, a nie do mnie.
Opowiem wam cos smiesznego, no za wyjatkiem Heleny i Kota M., bo ich nic nie rozweseli z powodu b. Ja uwazam, ze Londyn nie zasluguje na miano Stolicy Swiata, dopoki problem b. nie moze byc rozwiazany w ciagu godziny, no moze dwoch jesli to week-end.
Otoz rano wlaczylam blog a tu nic zadnych wpisow. Mysle: Bobik odsuniety od kompa, albo strajkuje, albo zmilcza dzien kota- coraz to powiekszajacego sie gangu. Az tu nagle okazalo sie, ze towarzyska rozmowa sie kreci juz pod nowym wpisem bez zadnego ostrzezenia. Ha, ha, v. funny.
Ja dzisiaj nie gotuje obiadu, bo:
-mam zlamana noge,
-nie chce mi sie nic robic,
-chce mi sie tylko jesc.
Bobiku, moze nie bedzie tak zle? Nam kiedys tez tak nagle dach zaczal przeciekac, co ciekawe, tez w kuchni. Okazalo sie, ze wcale nie trzeba bylo wszystkiego tak gruntownie wymieniac. U nas to byla dziura w kominie, nieduza, ale jednak. Lalo sie bardzo dramatycznie, i przecieklo dopiero po nasaczeniu izolacji. Ale jakos sie wysuszylo po zalataniu dziury, juz nie pamietam jak ten material izolacyjny osuszyli, ale wiem, ze nic nie wymieniali i nie bylo to – w porownaniu z naszymi przerazonymi oczekiwaniami – az takie drogie.
pies od wódki zidjocieje…Tak myślę czy nie stać się jeszcze dodatkowo abstynentką? moja siostra na ten pomysł stwierdziła że potem tylko grób.
Bobik, nie masz pojecia jak Wam wspolczujemy!
Moze gadam glupoty, ale wiem, ze mozna wypozyczyc taka maszyne, ktora wysusza – taka przemyslowa suszarka. Moze byloby tio taniej niz wymieniac cala izolacje?
Wyglada na to, ze wszyscy musimy sie napic.
Biedny Tata! Czy on, Zlota Lapka, bedzie probowal; sam to naprawiac?
Czy macie ubezpieczenie na dom?
piję Martini. Bobiku nie martw się, jutro Cię rozweselę bo opowiem jak smażyłam naleśniki . Jutro ten dzień nastanie , próba generalna naleśnikowania.
Zdaje sie, ze wyszedl Swiatowy Dzien Klapouchego… A z tym materialem izolacyjnym i jego osuszaniem Helena ma racje. U nas cos chyba tez wtryskiwano, oprocz osuszania (srodki przeciwko zaplesnieniu).
Ale mnie nastraszyłeś Bobiku, może to przez czarnego kota, którego posłałam linkiem?One podobno mają dziewięć żyć ?
(czy to się w ogóle odmienia?).
Szczerze współczuję nic nie poradzę, mnie to tylko tfu, tfu sąsiad może zalać z góry.Raz mnie tak zalał- masą samopoziomującą.Czułm się , jak w horrorze
He, he, ubezpieczenie! Jakieś tam ubezpieczenie mamy, ale jak co do czego, to zawsze gdzieś stoi małym druczkiem, że właśnie takich przypadków to nie obejmuje.
Złota Łapka będzie się musiała jakoś sama z tym uporać.
W każdym razie w abstynencję nie mam dziś najmniejszego zamiaru wpaść!
Króliku, ktoś to mawiał (bodajże Michnikowski) – “moje hobby to raz dziennie coś na ciepło!”. Ale przecież Ty nie musisz mieć takiego hobby. Jak Ci się robić nie chce, to jedz na zimno. Psy tak zawsze robią i szczególnie z tego powodu nie cierpią.
Bobiku, ma nadzieje, ze nastepny Dzien Kota bedzie laskawszy, trzymaj sie cieplo i sucho jak sie da.
Odprowadziliśmy rurką do zlewu 90-litrowy kubeł wody i na razie przestało kapać. Jakież to dziwne rzeczy potrafią cieszyć…
mój pies dziwnie na mnie patrzy gdy przychodzę do domu .Czasem myślę czy aby nie ma Alzheimera. Ciekawe czy zwierzęta chorują na tę straszną chorobę.?
zastanawiam się z których to Kotów jest panna Kota. Ja osobiście lubię kotów nizinnych ale są różne gusta. Zaświadczam, że chociaż nic na to nie wskazuje, mam po kolei w mózgownicy .. papa dobrej nocki
Dzień Kłapouchego to jest bardzo ładna nazwa. Chyba ją sobie przyswoję.
Trzymaj sie Bobiku. I pamietaj, ze alkohol ma takze wlasciwosci antyplesniowe i osuszajace, wiec abstynencja jest absolutnie niewskazana.
Jak już o dziecięcych sprawach mowa- podsyłam zdjęcie c,b.gobelinu, który wytkałam z rysunku małego chłopca.Wówczas miał lat 4.
Wg. autora jest to spotkanie tygrysa ze lwem.
Bobiku suszej Ci?Biedny Twójj Tata oj, biedny!!
Wybaczcie z rozpędu wysłałam komentarz, a o linku zapomniałam.
http://picasaweb.google.pl/terkon11/MojeZeskanowaneObrazy?authkey=XUl2bBnPqD4#5303883155133440962
Jarzebino, niestety zwierrzetom przytrafia sie demencja starcza. To jest bardzo przykre. Ale “dziwnie patrzy” chyba nie swiadczy jeszcze o demencji.
Pewnie Jarżębinko coś zmieniłaś w swoim wyglądzie.Wiem,że zwierzęta dziwaczeją, jak ludzie na stare lata, ale znacznie rzadziej.
Króóóólllliiikkku !!Jak Ci tam, stale się dopytuję !?????
Nic nie piszesz, a ja się z Tobą solidaryzuję w niedoli.
U mnie ok.Już wychodzę.Dzisiaj nie byłam, bo śnieg wali jak na Alasce,a te 6 ytg. bardzo mnie wdodatku wydelikaciło i nieco rozleniwiło.
Odrabiam zaległości porządkując dokumentację , bo chyba niebawem utonę w papierach.
Czy ktoś wie co z rysiem?
Żeby nawet na Dzień Kota się nie pojawił? :schock:
Chyba zamiast Dnia Kota, powinien być Dzień Naleśnika!Monika smaży, ja próbowałam dwa razy, Jarzebina też smaży.Zmawiamy się wirtualnie, czy jak?
Na widok tego tygrysa i lwa swiat sie usmiecha
Ja uznałem, że Dzień Kota wcale nie wyklucza Dnia Kłapouchego, ale do tego ostatniego musi być koniecznie jakaś mruczanka.
Nie dość, że febra tobą miota,
jeszcze ci spłonie dom do tego…
W ten właśnie sposób się Dzień Kota
zamienia w Dzień Kłapouchego.
Wyrzucasz przypalony garnek
(twój ulubiony, niech szlag trafi…),
witasz uprzejmie myśli czarne,
bo one z twojej są parafii,
nalewasz sobie sporą setkę
(dziś z abstynencją masz na pieńku)
walisz się ciężko na kozetkę,
i śpiewasz sobie pomaleńku:
Dwa smutki lepsze od trzech smutków,
ale od czterech lepsze trzy,
od kota lepsza kość w ogródku,
kot za to lepszy jest niż pchły.
Sześć zmartwień gorsze jest od pięciu,
a siedem gorsze niźli sześć,
od pcheł jest gorszy dzień w zamknięciu,
szczególnie, gdy nie dają jeść.
A gdy prześpiewasz razy trzysta
tekst cały tej mruczanki miłej,
toś w każdym razie już skorzystał,
bo przez ten czas się nie martwiłeś!
Moniko,nie mogę do mojej klawiatury mówić Panie Generale, ponieważ u komisarza Fomy bywa wielce zasłużony Generał i jak sądzę nie ma On złotych zębów, jak moja klawiatura.
Ale coś wymyślę.
Może:”Moje złotko?Albo mój skarbie?”.:smile:
Ostatnio wszyscy w złoto inwestują…
Bobiku, uff –
to Ci opowiem choc nie wiem czy cudze opowiesci moga poprawic nastroj.
A wiec zmienili nam dach. Bo tu czasem sie zdarza sie grad i wowczas sie nalezy w ramach odszkodowania. A w kuchni mamy skylight. Tydzien po wymianie przyszla jedna z tych teksaskich ulew, co to suche strumyki zamienia w rwace nieprzejezdne rzeki, auta zmywa z ulicy i w ogole nieszczescie. A nam przez ten skylight wprost do kuchni lalo sie wiadrami. Nie do smiechu bylo ale przynajmniej szybko sie wyjasnilo.
Niech Ci tam szybko sie obsusza
Mruczanka jest bardzo piekna i poetytcka, ale jest jedno miejsce, co do ktorego nie jestem powien czy Poecie lapa sie nie powinela: cos o kosci i o pchlach.
Chyba nastapilo lekkie przejezyczenie wskutek zapijania smutkow i mialo byc:
Od kosci lepszy kot w ogrodku
Szczegolnie gdy nie gryza pchly.
Tak mialo byc, nie?
Bobiku – przepiekna mruczanka. I oprocz wzmianki o Dniu Kota, nadaje sie na tyle innych dni. Chyba sie jej naucze na pamiec.
Zwlaszcza, ze mysl mi bardzo bliska, a forma mruczanki jest rownie cenna jak forma sonetu, i pewnie wczesniejsza…
Bobiku Kochany!Cudne!!Znow będę na pamięć wkuwać?
( musiałam uzyć liczby mnogiej , choć noga jedna)!
Lejesz ten wiersz, jak dobrą gorzałę w moje zranione serce i członki
Wando TX to bardzo zabawne wydarzenie :dzieciak znajomych plastyków,żeby od niego wydębić prawa autorskie musiał być przekupiony jakimś wówczas modnym zagranicznym cyborgiem sporej wielkości.
Gobelin był bardzo kolorowy.Tło z naturalnej grubej owczej wełny a reszta w oranżach i żółciach.Niestety nie mam kolorowego zdjęcia
Włąściwie żałuję,że go sprzedałam, ale to taki głupi zawód, ktoś z wielkich powiedział,że ” szkoda iż nie można zamienić przyjemności zarobkowania na radość tworzenia.”
Jeszcze gorzej, jak brak tego i tego.Chyba te moje wierszyki to taki produkt zastępczy.
Zas a propos sonetow, tu link dla Mordechaja:
http://www.huffingtonpost.com/john-lundberg/a-short-history-of-the-so_b_166811.html
Wando, oczywiście, że opowieści o cudzych kłopotach (zwłaszcza ex) są bardzo pocieszające.
Trochę się teraz zaczynam czuć jak znana skądinąd żaba – “niech pani chucha i dmucha, bo pani musi być sucha”. Ale, zważywszy na tę nalaną setkę, właściwie wcale nie chcę, żeby mnie jutro suszyło.
Moniko telepatia? Z tym:” na pamięć”?
Babko, no kurczę, że też musiałaś ten gobelin sprzedać. Sądząc z opisu kolorystycznego tak by mi pasował do sypialni…
A wierszyki rzeczywiście trudniej spylić niż gobeliny.
Moniko, we wszelkie dni poza 17 lutego można stosować tę mruczankę podmieniając pierwszą zwrotkę:
Nie dość, że dręczy kac namolny,
jeszcze ci spłonie dom do tego do tego
w ten właśnie sposób dzień dowolny
zmienia się w Dzień Kłapouchego.
Nic straconego, karton w skali 1:1 mam, może to latami potrwać, ale jak mnie coś najdzie to może powtórzę ?
Tylko,żeby mnie naszło…
A czy Ty Bobiku za duży nie jesteś na takie infantylne rysunki?
Goła Lady nad łóżkiem, np . rasy nagi chiński grzywacz nie byłaby lepsza?Coś , jak Amor i Psy (che)?:smile:
Gobelinów od 10 lat już nikt nie kupuje.Za kryzysu poprzedniego, kiedy nic nie było w sklepach dla nas to był czas prosperity.Wszystko sie sprzedawało .
Z trudem uchowałam kilka wskutek protestów Rodziny,że wszystko sprzedam i przejżdżę.
O wierszacg nawet nie wspomnę.Moj wydawca narazie milczy jak grób.
A “Smoki” wykupywałam sama z drukarni, bo
wydawca nie zapłacił .
Jedna z lepszych mruczanek. Powinina sie tytulowac Hymn na 17-go Lutego.
Babko, nie pisalam, bo nic dobrego nie slychac jesli chodzi o moja noge, ale Dzien Klapouchego jest odpowiedni zeby wyznac, ze: kolano przesuniete, sa pekniecia, wszystkie trzy sciegna zerwane, rekonwalescencja kolana w marcu, potem operacja na sciegna, potem jeszcze jedna rekonwalescencja. Ma to zajac od 6 mies do roku. W tym tygodniu dostaje knee brace do rekonwalescenji #1.
Babko, czy chodziło Ci o taką pin-up-girl?
http://www.ecards-tiere.de/fotos/hunde/hunde1/nackthund.jpg
Może faktycznie stosowniejsza w mojej sypialni od lwa z tygrysem?
Króliku, natychmiast przestaję się martwić dachem. Ciebie to dopiero naprawdę dorwało!
Przykro mi bardzo króliku, ale musisz to porzetrwać,To okropne. Te ścięgna ważne!!Stale stosuj żel.Aż mi się wierzyć nie chce,że na biegówkach, aż takiej kontuzji się można nabawić,Trzymam kciuki za Twoją pomyślną kuracje.Bardzo to niesprawiedliwe.
Nie zamierzam być doradcą, ale ja te ściegna w udzie miałam tez mocno naciagnięte i bardzo mi pomagał żel żywokostowy i jem do dzisiaj te galaretki z kurzych łapek.Cholerna robota przy nich , ale jak trzeba to trzeba.
Wszelkie galaretki owocowe, żelki wszystko to wcinaj.Celęcina też szczególnie giczki itp.
Posyłam Ci coś starego i zabawnego w nawiązaniu do mojego komentarza powyżej.Trzymaj się!!
http://www.youtube.com/watch?v=kSlF-EyaiqY
Bobiku cudna Ona!Nie wiem, czy nie Najpiekniejsza.Muszę sobie taką kiedyś namalować, miałam taki obrazek, zdobi teraz pewną Lecznicę,.Jest przepiękna!!Ja zawsze mówię,że przypominają mi małego konika.
W dodatku nie ma problemów z drdeami, jak u Ciebie i Emi.Buziaki!
To tu jeszcze “Śniadanie na trawie” – panie gołe, panowie ubrani. No, może “Śniadanie na kanapie”.
A ta z obrożą, to chyba “Historia O”, albo coś w tym rodzaju?
Rabie galaretke ile wlezie, Babko.
Jakos to nam sie wszystko wytrzynasci: b., dach, kolano. Dopoki naprawialne to nie jest zle.
Mam nadzieję,że to będzie szybciej króliku.Tylko dbaj o siebie.Nie mogę Cię inaczej wesprzeć, jak tylko wirtualnym słowem.
Bobiku!Te sexówy są przepiękne!
I popatrz jedna z kilkoma biustami- starczy za trzy!
Jaki men by się oparł takiej pokusie!
Nie potrzebny Ci lew z tygrysem.
Natura zaiste jest cudownym twórcą.
Czasem się zastanawiam, czy to nie profan taki człek, jak ja?
Przecież nic lepszego nie stworzy!!
Bobiku, dopiero teraz doszlam do komputera. Za wersje uniwersalna mruczanki bardzo dziekuje – na pewno (niestety) przyda sie. Mam nadzieje, ze sie osuszasz na wszelkie, w tym plynne, sposoby.
Kroliku, trzymaj sie – ja mialam dwie operacje kostki, i przy drugiej juz stwierdzilam, ze zaczynam sie do nich przyzwyczajac… W kazdym razie bylo to zajecie mniej wiecej na tyle czasu, co u Ciebie. Pocieszalam sie jedynie nadrabianiem brakow w czytaniu, choc mialam wrazenie, ze nie musialam nic lamac ani operowac, zeby zwiekszyc ilosc lektur. Wlasnie w tym roku mija dokladnie dziesiec lat, i jestem dowodem na to, ze jest zycie nawet po takich przezyciach…Galaretki swietne, i zel, ktory wspomina Babka tez bardzo mi pomagal.
A co do tych psich pieknosci, to one sa takie rozebrane naturalnie (wiem, ze sa bezwlose rasy), czy przy pomocy psiego fryzjera?
Nie, Moniko, te szkarady takie sie urodzily, Chybam bym umarl z zaambarasowania, jakbym mial tak wyjsc na podworko…
Dzieki za atykulik o sonetach, choc zupelnie nie jestem w stanie pojac w jaki sposob ten ostatni wiersz kwalifukuje sie jako sonet. Przez osiem godzin w autobusie to mozna byloby napisac 14 linijek z rymami abab cdcd etc, jak sie jest poeta.
Curioser and curioser. Dziekuje, Mordechaju. Biedactwa, rzeczywiscie bardzo oryginalna uroda, dla nielicznych chyba amatorow. Zas co do sonetu, to ogolnie sie zgadzam, ze mozna sie bylo wysilic na rymy. Ale lubie niektore sonety Gerarda Manley’a Hopkinsa, a one tez mialy forme nieklasyczna. Tylko na lamanie konwencji mozna sobie pozwolic w nielicznych przypadkach, i raczej temu nierymowanemu sonetowi nie dalabym tego samego benefit of the doubt, ktory latwo mi przychodzi dac Hopkinsowi.
O wrodzonej wrednosci Niemcow pisze profesor filozof z Rzepy:
http://www.rp.pl/artykul/264289_Incydent_monachijski_.html
Dzień dobry!
Na całych połaciach- śnieg! I sypie….
Widzę, że będzie co po południu czytać
Niuniu, melduję gotowość do pomocy przy sniadanku. Ciekawe, czy moje malutkie jeszcze nóżki pozwolą mi nadążyć w bieganku za wami? Tyle śniegu dokoła…..
Amigo
Ty sie nie przejmuj małymi łapkami , ja mam male łapki i popatrz jak mi idzie .Najpierw przygotujemy śniadanko .Wczoraj był dzien Kota i Kłapouchego a jutro dzien NALEŚNIKA , więc dziś zrobimy małą uwerturę do jutrzejszego dnia .
Dziś będą nalesniki z owocami i bita śmietaną .Tylko zadnych sztucznych owoców wszystko świerzutkie : kiwi , mandarynki ,banan , ananas,winogrono , smietankę zaraz ubijemy i gotowe .Dla tych co wolą cos bardziej tresciwego zrobimy farsz miesny z papryka , ogóreczkiem , cebulką
Babko
do przyjaciół a skoro jesteś jeszcze o jednej nodze rysuj , potem wystawimy na aukcję u Bobika i gotowe
co to znaczy jak mi sie “zachce” , Tobie zawsze ma się chcieć :
Króliku
rosół z lanymi kluseczkami będzie o 13 mojego czasu więc zapraszam, jak nie zdążysz wleje do weczka i wyślę do Ciebie Hermesem
Bobiku
dzisiaj trzeba byc pragmatycznym Le Corbusier mawiał d=Dom jest maszyną do mieszkania wiec wszyscy na ochotnika naprawiamy Twój dom w rytm znanej piosenki narzędzia widać jakie trzeba na obrazku , niech kazdy wybierze sobie odpowiednie dla siebie
http://www.youtube.com/watch?v=OzqWAN1lWGY
Dzień dobry
Piszę tylko, że nie mam czasu nic napisać, bo muszę lecieć w teren. Jak wrócę, to pogadamy!
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article320470/Wstrzasajace_wyznania_corki_pedofila.html
Zalaczam linka z Dziennika, ale ostrzegam, ze jest to strasznie przykra lektura i osoby o slabych nerwach, niech pomina.
Wywiad z 45-letnia kobieta, ktora cale zycie az do zamazpojscia byla potwornie molestowana i gwalcona przez ojca na oczach calej rodziny. Wydala teraz o tym ksiazke.
Najbardziej wstrzasnelo mna wyznanie, ze kiedy odwazyla sie opowiedziec o swej sytuacji rodzinnej nauczycielce, ta ja odeslala z kwitkiem i nic w tej sprawie nie zrobila.
Bezsilnosc i groza.
A rozmawia z nia moja dawna kolezanka redakcyjna Renatka Kim, ktora ogromnie lubie i ktora w swoim cxzasie namowilam na zrobienie kilku bardzo dobrych materialow radiowych. Byla potem swietnym sprawozdawca sejmowym dla TVP.
Witajcie wszyscy pocieszyciele strapionych.Jesli któś nie wie czemu jestem taak optymistycznie nastawiona z rana to odsyłam do Komisarza Fomy.
Otóż wczoraj gaworząc o kryzysie z Bobikiem i pod wpływem złotych zebów , które zafundowałam mojej klawiaturze( Niuniu!Jak one pięknie błyszczą!), rozważając ewentualne skutki finansowe- postanowiłam lokować w dzieła sztuki!Złoto tylko w klawiaturę.
Dla pewności będę te prace kupowała tylko od siebie!Komisarz upewnił mnie,że obrałam dobry kierunek, wierzę Mu!!
Moniko!Nagie i nie nagie chińskie grzywacze,to nie są brzydactwa, jak pisze Helena, kilka odmian i te z włosem widać na tej uroczej kanapie i wbrew pozorom to mądre pieski.I maja coraz więcej amatorów.
Posłużę cytatem ze “Szwejka”:”Tak brzydki,że aż piękny”.
Mordka tego nie zrozumie,bo koty to piecuchy i nago w samej fryzurze -nie lubią chodzić.
TWK informuję,że pichcę(brr) dzisiaj pomidorową z lanymi kluskami , polędwiczki wieprzowe, ziemniaczki i ogórek kiszony w sosie musztardowym( nowość, przepis sąsiadki, pycha).
Widział kto Rysia?
Nigdy i nigdzie nie twierdzilam, ze te psy sa brzydkie. Ja to jestem ja, a Mordka to jest Mordka. Nie jestesmy nawet blizniakami i czasami roznimy sie w pogladach. Mordka ma bardzo silne poczucie decorum i godnosci wlasnej i wierze mu kiedy mowi, ze nie wyszedlby na podworko wylacznie we fryzurze. Wygladalby zreszta jak wariat.
Nie przyszloby mi do glowy mylic np Bobika z jego Mama, Emi z Babka, Amiga z Malgosia czy Weronika. Ani urody czy jej braku z madroscia.
Babko,ja widzialem rysia brykal tu i tam w sombrero na glowie
przeczekal w ukryciu wczorajszy dzien “kociokracji” i jest tutaj
niuniu,dziekuje za pocieche przy pani gawryluk
mrozi mnie jednak takie porownanie
Heleno,trudno sie czyta, wstretne
Rys
niech nic Cie nie mrozi , bo nam zamarzniesz i juz sie nie pojawisz , kto mi będzie dzien dobry na powitanie mówił i wrzątek przygotowywał , mały Amigo dwoił sie i troił ostatnio by Cie zastąpić
Ty lepiej powiedz ile tych pozycji sprzedaleś przez ten czas co Cię nie było .Babka juz sie denerwowała jak mogłes
Wróciles w sam raz jutro dzien NALEŚNIKA , liczę na Twoją pomoc
martwimy sie o czytelnikow mlodych,a tu w sobote
sprzedalismy 500(!)sztuk stephenie meyer”breaking dawn”
(po niemiecku)
innych pozycji duzoooooooooooo
niuniu,nalesniki bynajmniej i owszem zawsze
A jak się obserwuje kocie sny? Bo bym może jaki eksperyment zrobił…
Rys
Moja Młoda czyta srednio za kilkunastu czytelników , na tapecie ma obecnie Stephenie Meyer “Intruz ” jakby ona była Twoją klientką firma by nie zbankrutowała , na razie tylko Moja mówi ,że zbankrutuje bo ksiązki u nas drogie ale co zrobić niech Młoda czyta ja zrezygnuje z jednej kawki tygodniowo , liczy się gest no nie
Jutro od rana patelnie w garśc i do pracy
Hoko@ z kotami i eksperymentem jest tak,że te potwory szaleją w nocy, a w dzień tylko śpią,Zatem jeśli masz naturę sowy, może zaeksperymentujesz, mnie się nigdy nie udaje,łażą po oczodołach i innych niezbędnych do życia organach bez żenady i szacunku.Pomysłów mają tysiąc na minutę.Ale kiedyś obserwowałam, jak jeden podrygiwał w czasie snu.Może był w kociej dyskotece?
Heleno!Pewnie się ” przeklawiaturzyłam”(?) skądże bym śmiała mylić takt z nietaktem, zatem wybacz.
Ale jak mnie pomylisz z Emi czy też utożsamisz, poprawisz tym samym mój image , ponieważ ona i młodsza i łagodniejsza i bardziej życzliwa światu.
Problem może być tylko z brodą
Zgłaszam votum separatum. Patelnia tak, naleśniki nie. Dostaliśmy od znajomych domową kaszankę
Świat pojaśniał
Haneczko@ !Chyba z separatum wobec patelni trzeba zrezygnować?
Na czym podgrzejesz kaszankę?
hej Rysiu, gdybyś Ty był bliżej:”Czapkę sprzedam, pas zastawię” z głodu padnę, a książek nakupię.
Patelni nie objęłam
Nalatałem się dzisiaj, że mi już łapy do nie powiem czego wchodzą, ale nie po śniegu, niestety.
U nas ani złamanego płatka! Ale przynajmniej dziś nie leje, to już jakiś plus dodatni.
Czy w Dzień Naleśnika jest obowiązek smażenia, czy obowiązek zjadania? Wolałbym wiedzieć, zanim się zabiorę do jednego bądź drugiego.
I czy wolno w ten dzień korzystać z kaszanki, czy też jest to surowo wzbronione?
dobrze usmarzona domowowyrobiona kaszanka to tez nalesni
malesnik
Babko, lokowanie w dzieła bardzo mi się podoba, bo zyskami należy się, jak sama nazwa wskazuje, dzielić.
Chętnych chyba nie zabraknie!
Ja jestem po lataniu i przed lataniem. Potem będę j.w. Potem dolecę, wyląduję i sprawdzę, czy można już zwinąć skrzydła.
A wszystko to, niestety, po śniegu
I po tym wszystkim mam nie korzystać
niuniu,bylem wlasnie kilka dni w szczecinie i zwiedzilem
antykwariaty w poszukiwaniu poleconej przez Helene
Anny Frajlich (zero) wpadlem tez do ksiegarn kilku i
empiku(czy to jest jeszcze ksiegarnia)i potwierdzam
na polskie zarobki sa ksiazki bardzo drogie
wiec jaka kawe pijesz Ty czy Wy ze jedna tygodniowo
w cenie ksiazki,
Babko.strawa duchowa tez syci
Jako osoba smazaca nalesniki wlasciwie nawet przez sen, pozwalam sobie zauwazyc, ze nalesnik moze sluzyc jako danie glowne, a takze za opakowanie innych dan, a nawet przesylek lokalnych i miedzynarodowych. Jak ktos nawet nalesnikow nie lubi (wszystko jest przeciez mozliwe), to wystarczy rozpakowac, a w srodku moze byc kaszanka, curry, udziec barani itp. Niunia, jako wierny rozpakowywacz i przepakowywacz cos o tym wie. (Juz poslalam, dzisiaj kielbaski i duzo salatyz kozim serem, oraz – przyznaje, zlamalam sie – truskawki, nawet calkiem jadalne, z Florydy.)
Rysiu, nie tylko ksiazki w Polsce drogie, ale takze ich wysylka, przynajmniej za granice. Smutne, bo przeszkadza propagowaniu polskiej kultury, i zmusza do przewozenia wszystkiego w walizach przy okazji wyjazdow. A Empiki tez mnie zadziwily, bo nawet na to, ze to siec sklepow, sa wyjatkowo ostrym i nieprzyjemnym miejscem, zupelnie innym niz Borders czy Barnes and Noble. Ale ja i tak najbardziej lubie niezalezne ksiegarnie, gdzie ludzie sprzedajacy ksiazki po prostu sami bardzo je lubia i moga o nich wiele powiedziec.
Moniko, naleśniki oddaję wszelkie należne honory, ale one w każdej chwili, a świńskie domowe to rzadkość
Naleśniki z kaszanką? Na to jeszcze nigdy nie wpadłem. Ale nawet gdybym wpadł, to byłoby to i tak nic wobec śledzi z kaszanką, które na północy Niemiec się jada.
Moniko,wczoraj zjadlem paczke truskawek hiszpanskich
tylko z cukrem niezle,tylko moje dzieci kreca glowa,tato
a srodowisko,transport i tym podobne,a ja ochraniam miejsca
pracy(sic!)
“naleśnikom”. Żądza wzrok mi zmąca.
też tak lubie Moniko.Nie znoszę, kiedy mnie ktoś pogania przy stoisku , a szczytem dla mnie luksusu jest oczytany sprzedawca, zawsze można zasięgnąc języka.
Za komuny w Empikach były cudownie wydane ruskie monografie w dwóch, a nawet trzech językach, ktor kupowałam na prezenty moim niemieckim kumom.Były zacHwycone.Sztuka cerkiwna ikony, mam do dzisiaj te wydania, z marszu kupowałam dwie lub trzy dla siebie i na prezenty.
Bobiku właśnie się zastanawiam , czy już iść za radą Fomy i czy sobie sprzedać ulubiony mój portret znajomego konia, czy poczekać, jak cena wzrośnie?
Heleno,dobrze ze mamy Bobika on wie jak to jest w
niemieckiej szkole,z tego co pamietam to od namlodszych klas
rozmawia sie z dziecmi o przemocy i molestowaniu w domu
w dalszym i bliskim srodowisku
nauczyciela(jak i wychowawcy w przedszkolu )podchodza do
najdrobniejszych sygnalow bardzo uwaznie
Też twierdzę, że książki w Polsce są za drogie. Gdzie te czasy, kiedy mogłem kupować je na kilometry i nie robiło to mojej kieszeni szczególnego uszczerbku. (tu łza, która się kręci) W większych miastach są niby tanie książki, ale tam przeważnie chłam. Dlatego przeszedłem ostatnio na biblioteczność.
Babko, ja bym spylił od razu, bo przy kryzysie ceny dzieł niekoniecznie muszą rosnąć. A jak wzrosną, to sobie jeszcze raz sprzedasz i zarobisz podwójnie.
Powiedziabym przerażający chłam.Druk jest fatalny, wyblakły prawie zlewa się z tłem.Jakby oszczędzano na farbie, albo jakby były te kartki z drukarki w której zasobnik ma tusz na wykończeniu.
Nieraz się zastanawiałam w czym rzecz.A dzisiaj ciekawe artykuły w GW o królowej papieru, czyli o papierze toaletowym zdobywanym za komuny za makaulaturę(10 makulatury= jedna rolka) i wiele ciekawych jeszcze innych, w tym poeta konfident UB, z zupełnie wg. mnie rewelacyjnymi wierszami.
Zaskakująće, ale pewnie takich i dziś( bez UB) jest wielu.
Bobik
Moja mówi ,ze zadnego Pana Kryzysa jej nie przedstawili , więc póki co ona nic o tym nie wiem , wlasnie zrobila zakupy w hurtowni narzędziowej : niblery , gietarki itd Twój Tata będzie wiedział i dostała oprócz tego co jak mówi słusznie jej sie nalezy upust za to ,że jest wierną klientką , kilka par ocieplanych rekawic i butelke białego reńskiego wina , mówi ,że jak znalazł do jutrzejszych naleśników
Zdecydowanie jutro jest dzień JEDZENIA NALEŚNIKOW
Ryś
wiesz taki bajerek
ja pije Jacobsa capucini z czekoladką ale to nie o cenę chodzi tylko o gest
Moniko
Oooo, Borders! Ooo, Barnes and Noble -wspomniane przez Monike. Mysmy tam z E. chodzily na caly dzien czytajac za darmo w glebokich miekkich fotelach i popijajac espresso i capuchino. MOja mama tez tam zawsze chodzi – to bylo wybawienie dla niej, kiedy przez dwa lata trwal kapitalny remont jej kamienicy na sto mieszkan, zmieniano balkony, okna i przebudowywano basen i halas oraz kurz byl nie do wytrzymania od dziewiatej do piatej , A poten jeszcze przyszlo tynkowanie i naprawianie szkod po huraganie i caly nowy landscaping. Wtedy dawala noge do Barnes and Noble’a , pozywiala sie w ich kawiarni i wracala do domu na kolacje.
Jakiez to cywilizowane miejsca Borders oraz Barnes and Noble. U tych ostatnich zawsze kupouje plocienne torby z portretami pisarzy na prezenty – Dickens i Szekspir, Virginia Woolf i Oscar Wilde, Sama mam taka ukochana torbe z Dickensem of course, I zawsze sie zaopatrywalam tam w cudowne kalendarze scienne , a i Renatka zamawia co roku z zoltymi labradorami, zawsze inne. My tu mamy slabiutki wybor kalendarzy – wybierac trzeba albo Simpsonow albo jakiegos Chagalla. .
Tak bardzo nam brakuje w Londynie Barnes and Noble’a, bo tu jakby ktos usioadl w ksiegaerni w krzesle (jakby je cudem znalazl) i zaczal sobie cos czytac, to zawsze przyleci ktos i powie, ze krzeslo musi “wrocic do biura”.
Ooooo, Barnes and Noble!!! Dlaczego u nas nie ma Barnes and Noble’a? Albo Borders? POdobno Bordersa mieli gdzies otworzyc, ale bez calego tego cudownego wystrtioju z zacisznymi kacikami i fotelami do czytania i ogromnym wyborem kawy i herbaty na miejscu z jakims pysznym keksem.
Oooooooo. Jak boli.
Coś mi sie wydaje,że dzięi temu gestowi -bajerkowi o którym wspomina Ryś może się doczekamy wreszcie po tylu latach niezrealizowanego za komuny hasła :”klient nasz pan”!!
Niuniu: babka tyle różnych rzeczy robiła w życiu,że jej nie straszne szlifierki, gietarki i przeciagarki.Ma do dzisiaj sprzęt (nie na skalę budowlaną), ale srebrny, miedziany drut przeciągnie do odpowiedniego fi.
Nie jest to wiedza perfekcyjna, ale kryzysy mnie dopadały czasami i trzeba było robić coś, co się aktualnie sprzedawało np.biżuterię z bursztynu i srebra.
Właśnie wczoraj robiłam taki bilans na czas kryzysu , co jeszcze umiem i wyszło mi bez przechwałek,że:
/umiem tkać, aplikować, malować na jedwabiu.
A nie zrobię w życiu swetra na drutacg, serwetki na szydełku i nic nie uszyją z ciuchów, choć i w modzie pracowałam.
/ obrabiać i szlifować burszytn i inne minerałyi oprawiać( i lutować) w srebro.
/czerpać papier i wyrabiać z niego książeczki unikaty i obrazy.
/ jeżdzić konno, a nie mam zupelnie nabiżństwa do samochodu i całe życie marzyłam tylko o dwukółce z kłapouchem.
Widać z tego,ze mam mocno pomerdany organizm, ale też za nic nie umiem przelożyć tej wiedzy na finansowe konkrety.
Jestem, jak ten konik polny:”byle do wiosny”
A moze sledzie z kaszanka w nalesniku?
Ja jak Babka gotuje dzisiaj rosol.
Bobiku, jak rozumiem kryzys z dachem zalagodzony przy wspolpracy natury. Swietnie.
Ja mam totaj dwie kochane male ksiegarnie: Wordsworth’s w Waterloo i Nicolas Hoare w Toronto. Swiat bylby znacznie gorszym miejscem bez tych dwoch sklepow/czytelni/miejsc spotkan z autorami. W Nicolasie mozna nawet zima posiedziec i poczytac przy prawdziwym kominku.
Nalesniki kazdy lubi swoje, ale ja z powodu moich francuskich inklinacji, snobizmow, pamieci z przeszego zycia, najbardziej je lubie w formie deserowej, duzo jajek. Creme de la creme- Crepe Suzette z pomaranczowym maslem i Grand Marnier. Zrobilam raz jeden, byly niebianskie.
Niedeserowe nalesniki lubie w formie krokietow lub omletow. Pojde sprawdze ten rosol…
A wiesz Bobiku,że i takie doświadczenie mam z realu.
Sprzedałam kiedys gobelin w Niemczech i zaprzyjażniłyśmy się z nabywczynią.Zabrała mnie do swojej reydencji,zeby wybrać odpowiednie miejsce.
Po kllku latach nawiedziła mnie w Gdyni z tym gobelinem pod pachą i ja struchlałam!!!:mad:
A Ona widząc moja minę i zaskoczenie wyjaśnia,że sprzedała rezydencje, przeprowdza się do małego mieszkania i pamięta z jakim żalem sprzedawałam ten gobelin i nawet zacytowała:”jak ukochanego psa”.
_To ja Ci go przywiozłam i nie chcę żadnych pieniędzy.: schock:
Zupełnie zgłupiałam.
Wybrała sobie dawa skromne obrazki z papieru czerpanego.
Gobelin rok później sprzedałam po korzystnej cenie i teraz wisi w Londynie na poczytnym miesjcu.
Czułam się , jakbym sprzedawała most Kierbedzia!
Króliku rosół to był wczoraj, a dzisiaj była ekstra pomidorowa na tym rosole.Wczoraj też były dukrotnie smażone naleśniki(pierwsze się nie udały, złapałam nieodpowiednia mąkę).
Zaciekawilo mnie to masło pomarańczowe, jest gotowe do nabycia pewnie u Was, a jak robić, wiesz może?
też wole naleśniki w formie deserowej, ale np. omlety robię zupełnie inaczej i tez lubię.Niestty siostra twierdzi,ze ma uczulenie na jajka,więc czasem robię tylko dla dla siebie .
polecam:
http://www.europeana.eu/portal/
Babko, maslo sie robi samemu. Zmiksowac kilka lyzek cukru ze skorka pomaranczowa, dodac kilka lyzek soku z pomaranczy, zmiksowac z maslem w pok. temperaturze, uformowac oselke, lub schlodzic w miseczce.
Babko,u Ciebie jak u mojej babci mama mamy,niedziela
rosol
poniedzialek rosol z innym makaronem
wtorek pomidorowa na niedzielnym rosole
sroda ogorkowa na niedzielnym
czwartek………….
piate……………..
niedziela dobry rosol z domowym makaronem
pon……………………………………….
Dobra księgarnia to skarb, niestety w Polsce nie bardzo dostępny. Ale w Krakowie, jest takie mił miejsce ksiegarnia Massolit z literatura angielskojęzyczną, prowadzona przez amerykańskie małżeństwo. Bardzo mili ludzie, choć jak na mój gust o nie co za bardzo lewicowych poglądach. ale są uroczy, a amerykańskie doświadczenie życiowe pozwoliło im zacząć w Polsce praktycznie od zera i zbudować znana w całym mieście markę. Księgarnia mieści się w XIX kamienicy, to są właściwie dwa ogromne mieszkania, pełne półek z książkami, foteli, sof, pysznych muffinów, kawa, herbata. Niestety zakazy dla palaczy, ale choć z bólem, rozumiem.
księgarnia “Tania książka’ zwana tania jatka na Brackiej jest całkiem przyzwoicie zaopatrzona i zawsze można coś upolwać.
Książki faktycznie drogie, martwię o młodsze poklenie, które przy tych cenach nie ma absolutnie szans na wykształcenie nawyku kupowania książek. widzę po moich dzieciach, chetnie przyjmują książkowe prezenty, ale żeby tak same biegały po księgarniach, to raczej nie.
Bobiku, tak sobie myślę, że nie za dobrze być większym , takim ponad Andy. Nie znalazłyby się odpowiednie kolana do wdrapania, ani rece odpowiednio duze by mile głaskać no i jakież musiałyby być bażanty by się nimi najeśc
.
Zabieram się do czytania komentarzy….Jak zawsze dyskusja była ożywiona, nazbioerało się zaległej lektury….
A u nas naleśniki były dziś na śniadanie! Nieczęsto to się zdarza. Z dżemem morelowym.
Dla Heleny, ktora teskni za Barnes and Noble i Borders, a takze dla wszystkich pozostalych, ktorzy lubia dobre ksiegarnie – fragment mojego ulubionego filmu Nory Ephron, “You’ve Got Mail”. Melodia “Remember” jest na smutno, bo bohaterka wlasnie musiala zamknac swoja niewielka niezalezna ksiegarnie, ale tez widzi, ze sa uroki duzych ksiegarn typu “Barnes na Noble” i “Borders”. Ciekawe, ze w tej wiekszej ksiegarni sprzedawca wie jednak troche mniej o tym, co sprzedaje (ale pozniej i to sie zmieni). Choc ja sama jeszcze bardziej lubie moj Concord Bookshop (tez mozna siedziec godzinami przy stolach i na kanapach) i niezwykle zatloczony Harvard Bookstore, gdzie tez sa krzesla i lawki (ale miejsca mniej, bo prawie wszedzie sa ksiazki na duzo mniejszej powierzchni).
http://www.youtube.com/watch?v=aPwpa15fvKM
Zas sam film lubie za wiele rzeczy – za to, ze dzieje sie w ksiegarniach, za to ze jest wspolczesna wersja “Pride and Prejudice”, i za to, ze w formie dowcipnej komedii romantycznej przemyca duzo interesujacych psychologicznych spostrzezen, unikajac ciezkosci i nudy.
Zono, nalesniki z dzemem morelowym bardzo u nas lubiane na sniadanie, jako ostatnia, koronujaca wszystko jego czesc.
Moniko,
Film pod tytułem “Masz wiadomość” był w Polsce kilka lat temu. Uroczy!
Nora Ephron jest bardzo utalentowana, ale rzadko robi cos nowego, bo jej filmy sa pelne finezji, i nie lubi robic byle czego. Ale jak sie przyjrzec jej bohaterom, to latwiej sie rozumie, czemu Amerykanie prowadza w Krakowie najbardziej urocza ksiegarnie – po prostu odwoluja sie do wlasnej nieco swobodniejszej tradycji, i traktuja przy tym klientow, jak doroslych ludzi, zas sama ksiegarnie, jako cos wiecej niz tylko miejsce kupna i sprzedazy, ale tez przestrzen spotkan i budowania spolecznosci. A ze nie pozwalaja palic – no coz, i tu sa bardzo amerykanscy, bo tu juz naprawde malo kto to robi, i bardziej sie zdaje sobie sprawe ze szkodliwosci second hand smoking. Zas stanem, w ktorym jest najmniej palaczy jest Massachusetts… Mysle, Zono, ze mimo to, lubilabys chodzic po Concord, albo po Cambridge i Bostonie, bo takie doswiadczenia, jak w Massolicie sa tutaj bardzo czeste.
na pewno Moniko, bym lubiła ale na razie się nie zanosi!
zakaz palenia rozumiem i nie protestuję! A w Massolicie dokładnie tak jak piszesz. Rózni mili ludzie się tam spotykają. I nic to nie przeszkadza, że miejsce choć stosunkowo blisko Rynku ( rzecz w Krakowie kluczowa) schowana jest w małej uliczce , ale ma spore powodzenie. Empiku nie lubię, nigdy nie mogę tak nic znaleźć, ciasno i staraszny chaos, Prawie nigdy tam nie chodzę, choć mają całą kamienice w Rynku.
Dzieki, Moniko. Ja ten film widzialam (po raz drugi) zaledwie pare tygodni temu w tv. Jest uriczy, indeed.
Male ksiegarenki tez sa urocze, ale ja naprawde trace glowe i czuje nieslychane exhilaration jak wchodze do duzej ksiegarni. Oczywiscie, ze ksiegarnia prowadzona przez Meg Ryan byla specjalistyczna (ksiazki dla dzieci) i to jest jeszcze cos zupelnie innego….
I z ta nieznajomoscia autora jest troche przerysowane to make a piont- dzis zaden sprzedawca – zazwyczaj b. mlodzi ludzie, studenci z duza – jak to sie w Polsce nazywa – “nadreprezentacja” gejow, po pierwsze maja pod reka komputer i sprawdzaja czy cos jest na polkach, a po drugie – takie jest moje doswiadczenie – kochaja ksiazki. Tu w Londynie oczekuje sie od nich, ze beda czytac nowa beletrystyke. Na polce poswieconej nowosciom wydawniczym przy kazdej ksiazce jest malutka karta indeksowa na ktorej podpisany z imienia i nazwiska sprzedawca ksiazek napisal kilka zdan czy mu sie podobala dana poozycja i dlaczego. To mily zwyczaj i czesto kieriowalam sie rekomendacja sprzedawcy przy siegnieciu po cos, czego nie znalam i nic o tym nie czytalam. Chyba nigdy sie nie zawiodlam.
W malej ksiegarni z wlasciocielka nad glowa nie mialabym odwagi walnac sie w fotel i czytac albo ogladac obrazki. A potem wyjsc nic nie zakupiwszy. Duza – pozwala na anonimowosc wtedy kiedy jej pragne.
Uwielbiam ksiegarnie takie jak Barnes & Noble czy ta kapitalisty Foxa, bo mam poczucie, ze moglabym tu spokojnie zostac do rana, ze moge latac od dzialu do dzialu, sprawdzic nie tylko to po co przyszlam, ale obejrzec jeszcze polki z “obrazkami”, sprawdzic czy nie ma jakiejs nowej ksiazki dla zaawansowanych brydzystow, obejrzec kartki na zapas, rzucic okiem na kulinaria i powertowac nowego Jamie’go, sprawdzic czasopisma, ktorych nie ma w kiosku, ktorych nie sprzedaja w kiosku, i wyjsc z poczuciem, ze zostalam “ubogacona” jak mowi Glemp.
Zono, ja jednak mam nadzieje, ze kiedys moze “sie zaniesie”. Moja Ciocia z Krakowa zwiedzila spora czesc Stanow, ale dopiero w Bostonie i okolicach poczula sie zupelnie jak u siebie w domu, jak w Krolewskim Miescie, tyle, ze w amerykanskiej wersji… To tez jest wczesniejsza stolica, i cos z tego zostalo. Dodatkowo zas ciesze sie, ze nie jestem jedyna osoba, ktora miala trudnosci ze znalezieniem czegokolwiek w Empikach (znam ten w Rynku – brrr).
Heleno, ja tez uwielbiam takie osobiste rekomendacje, u nas na porzadku dziennym. No a tu gdzie jestem, nawet w malej ksiegarni niezaleznej mozna sobie pomieszkac i poczytac. A “You’ve Got Mail” obejrzalam sobie w ramach walentynkowej relaksacji, wiec takze mam go bardzo na swiezo. Ephron zreszta nie jest przeciw duzym, bo w koncu kapitalista Fox zatrudnia wszystkich ksiegarzy z malej ksiegarni u siebie, i ich wiedza nie ginie (o tym jest pozniej w filmie). Ja tam, jak Puchatek, lubie miec oba rodzaje.
Ja tez bardzo lubie Nore Ephron, choc jedna moja przyjaciolka, ktorej imienia nie wymienie tym razem, zywi do niej wielkopanska pogarde, bo nie jest onha dosc cool ( t.zn. nie jest za trudna). Wtedy przypominam jej, ze adjustowalam i poprawialam jedna mala ksiazeczke NE po polsku – nie belletrystyke, lecz opwiadajaca o doswiadczeniach dzieci, ktore wyszly z choroby nowotworowej (“Nic mi nie jest, mialem raka”) . Malgosia Koraszewska, ktora ja przetlumaczyla, nie wziela za to honorarium, a sama autorka tez zrezygnowala z praw, zeby kisazka byla jak najtansza dla dzieci i ich rodzicow.
Wiec – Nora Ephron jest cool, jesli o mnie chodzi.
Uf! Doczytałam. Składam zaległe życzenia wszystkim kotom.
Króliku, bardzo współczuję…..Mam nadzieję, że wszystko się dobrze skończy.
Babko, gobelin upamietniający spotkanie kota z lwem, piękny!
Czterolatek tak pięknie zachowujacy proporcje budowy kotów- talent! Co z niego wyrosło, może wiesz? Rozwijał zdolności?
Jakoś telepatycznie tez wpadłam na pomysł by zrobić naleśniki. Tym razem pikantne, meksykańskie.
Heleno, ten b. naprawdę mocno irytujacy, że się dosadniej nie wyrażę…
Bobiku, współczuję. Mam nadzieje, ze szybko i małym kosztem da sie naprawić dach.
Rysiu, wspominając sprzedane ilości ksiazek, przypomniałes mi piękne, dawne czasy , gdy jadac do babci na wakacje, moja Mama zawsze zabierała sporą sumę gotówki na wizytę u swojej koleżanki, pracującej w księgarni. Spod lady , specjalnie odłożone dla nas stosy ksiazek, wielka radość, a potem ból głowy, gdzie te pięknie pachnące świeża farbą drukarską skarby, upchać….
Nora Ephron nie musi byc cool – cool to pojecie dla tych, ktorzy chca za kims nadazac, i ustawiaja sie przed lustrem rano probujac rozne miny. Dlatego cool jest tak bliskie nastolatkom, ktore dopiero przymierzaja osobowosci. Nora Ephron jest creative, intelligent, sophisticated and kind. Dla mnie zupelnie wystarczy. A wedlug definicji osoby, zarzucajacej Ephron zbytnia latwosc, Szekspir tez nie byl cool, biedaczek, bo rozumieli go i ci, co mieli miejsca stojace, i wyrafinowana publicznosc w lozach.
Jak mowisz? …creative, intelligent, sophisticated and kind ?
Bede Cie cytowac, Moniko. Niech mi tylko jeszcze raz skrzywi nosa na Nore Ephron…
Króliku dzięki za przepis.Tego mi trzeba było!Zaraz jutro robie to maselko.
A propos naleśniki , ktore chyba od wczoraj blogowi goście Bobika wcinaja, co kraj to obyczaj.
Francuzi zapraszali na naleśniki w Angouleme okropnie to celebrując.
Myśmy natomiast mówili: “u nas, jak bryndza w domu, to wiadomo:naleśniki!Jak się to terz pozmieniało!!”
Rysiu racja; rosół, ale tylko zimą na kilka dni, jako podstawa do kolejnych zup.Poprostu na dwie osoby szkoda mi czasu,żeby codzienne nową zupę gotować, zwłaszcza,że sama małóo jadam w przeciwieństwie do siostry, która widać szybko spala i jada jak ciężko pracujący rolnik.
Małgosiu czterolatek ma dzisiaj lat 28 i chyba poszedł w zawód rodzinny czyli jest plastykiem,ale straciłam kontakt z Jego Rodzicami.Faktycznie bardzo był moim zdaniem zdolny
i pełen fantazji.
Z dziećmi tak bywa,że wspaniale rysują póki ich ktoś nie zacznie uczyć.
Szału dostawałam, bo cudownie rysujące dziecko nagle nic innego tylko kaczor Donald, Myszka Miki.
Myśle ,że to było ewidentne psucie.
Szczególnie te książeczki tzw.kolorowanki.Zabijają inwencję
twórczą fantazję i tłamszą wyobrażnię.
Wczoraj kolejny raz “Hamlet” Zeffirellego(90 r) z Melem Gibsonem oglądany kilkakrotnie i jakże za każdym razem wydaje się inny.
Nie wiem, czy macie podobne odczucia, jak ja:nie lubię czytać książki, kiedy już została zaadaptowana na scenariusz filmowy.
Zazwyczaj jestem rozczarowna filmem.
Lubię natomiast odwrotną kolejność: na przystawkę film, a potem delektowanie się książką.
Bobiku- odbierz dwa krótkie mile!
Mam nadzieję,że dach się osuszył !!Dobranoc Wszystkim !!
Idę czytać !!
dziwna historia z tymi ksiegarniami.tez lubie male
“dzielnicowe” czesto ze stala klientela gdzie sprzedawcami sa
ksiegarze,odwiedzam tez te ogrommen na kilku pietrach
gdzie mozna(jak z Helena)anonimowo zaglebic sie w czytaniu
tam niestety ksiegarzami sa czesto sprzedawcy
takie to czasy
film “masz wiadomosc” widzialem
lekka,ciepla.mila opowiesc
dobranoc
My teraz całą rodziną czytamy pasjonującą, kilkudziesięciostronicową książkę pt. “Instrukcja obsługi telefonu”. Nikt nic za cholerę nie kapuje i nie ma nawet nadziei, że w ostatnim rozdziale się coś wyjaśni, ale każdy, kto rozszyfruje chociaż jedno zdanie jest z siebie szalenie dumny. Praktycznych skutków to nie ma żadnych, bo telefon do tego co piszą w instrukcji i tak się nie chce stosować, ale zabawa jest przednia!
To jest ta właśnie rozrzutność w produkowaniu niepotrzebnych dokumentów i papierów, a książki i tak drogie!
Mam taka instrukcje do komórki w kilku językach bardzo mi obcych, do dziś nie wiem , jak się SMS -y wysyła, a przecież udowodniłam jakam zdolna, choćby z powodu piccasy, prawda Niuniu?
Ja tez nie lubię czytać po obejrzeniu filmu. Lubię sama wszystko sobie wyobrazić i zobaczyć oczyma duszy. Mało moim zdaniem jest ekranizacji dorównujacych książce. Niestety. Do chlubnych wyjątków zaliczam m. in. “Nad Niemnem”. Filmem byłam równie zachwycona jak książką.
Babko, Bobiku, instrukcje obsługi to zaiste porywajaca lektura!
A jaki to telefon?
Są pisarze, którzy maja szczęście do ekranizacji. np Reymont, Ziemia Obiecana, to jest w porządku książka, ale film Wajdy jest genialny, Chłopów, niestety nie przebrnęłam do końca, a film Rybkowskiego jest nawet po latach wybitny.
Noce i Dnie Dąbrowskiej, sa trudne do przebrnięcia ( nawet dla amatorów pisarki), a film bardzo Ok ( sorry Heleno, ja do Dzienników Dąbrowskiej mam słabość). A Lalka Prusa, moim zdaniem najlepsza polska powieść, jakoś mi na ekranie nie podchodzi ( ani w jednej, ani w drugiej wersji. Przedwiośnie, które jej takie filmowe zostało skopane do szczętu przez Bajona, kilka lat temu.
Byle jaki, Komisarzu
Marki AEG, cecha charakterystyczna: za diabła się nie daje wyregulować. Uparł się, że po dwóch pipnięciach będzie włączał automatyczną sekretarkę i co mu zrobisz?
Instrukcji w ogóle się nie boi i pokazuje o, takiego!
Bobiku, idź jutro do serwisu, a teraz poczytaj sobie kryminal, szkoda życia!
Jakiego serwisu? Kryzys jest, oszczędzać trza, kupilim w ebayu.
Nówka wprawdzie, ale wredna.
A nie macie tam jakiś punktów napraw, złtych rączek, Bobiku jest taki macher Na Kremerowskiej!
Ba, na Kremerowskiej…
A ten nasz telefon chyba nie zepsuty, tylko skomplikowany jak jaki bohater Dostojewskiego.
Ale nasz zabytkowy zegar ścienny naprawdę wozimy z Niemiec na Karmelicką, do pana Płonki.
Dla tych panów z Kremerowskiej żaden Karamazow nie jest zagadką! Ale na poważnie, dla fachowca instrukcja ie ma tajemnic, a normalny użytkownik głupieje po pierwszym akapicie.
A Płonka to na Szewskiej??
Adaptacje potrafia byc lepsze lub gorsze od wlasnej wyobrazni. Np. w Przeminelo z Wiatrem za diabla nie da sie pojac co Scarlett widzi w Ashleyu w wersji filmowej i kudy on sie moze mierzyc do Clarka Gable’a?
Lubilam bardzo Noce i Dnie filmowe, bo obydwie glowne role bardzo mi pasowaly.
Bobiku, ja tez mam taki telefon. Wlacza sie po przech sygnalach. Mam go juz ze 20 lat. Kosztowal $100, bo tyle wtedy kosztowaly telefony. Nigdy go nie rozgryzlismy.
Sorry, Płonka rzeczywiście na Szewskiej. Może wcześniej był na Karmelickiej? A może już “fabryka Lilpopa,róg Złotej, Żurawia, adresy się mylą…”
Ale zegar i tak do niego wozimy.
Króliku, ja nie mogę mojego telefonu rozgryzać ponad 20 lat. Tyle to psy nie żyją.
Wracaj do kraju Bobiku!!
z telefonem oczywiście
Ale wydaje mi sie, ze komorki sa troche bardziej intuicyjne w obsludze. Chociaz to tez zalezy od modelu. Ciekawe, ze iPhone w ogole nie ma instrukcji – tam wszystko jest na intucje, wiec mozna i tak zrobic, jesli sie chce. A stacjonarne to przekomplikowane okropnosci, obliczone nie na zwyklych ludzi.
ciekawe czy juz ktoś napisał doktorat ( nawet nie wiem z jakiej mógłby byc dziedziny, jakieś interdyscyplinarne podejście?) z analizy pisania instrukcji?? po za telefonami, niezłe sa również instrukcje podłączania DVD, a w dawnych czasach video
No, fakt faktem. Większość naszych książek to zabytki, kupione w czasach słusznie minionych. Wtedy było nas stać na przypadek, dzisiaj tylko na przyjaciół.
“Nad Niemnem” nie trawię (“Na mogiiiłęęę”). “Chłopi” rewelacja w obu wersjach. “Ziemia obiecana” Wajdy (przed samoceznzurą) potęga. “Masz wiadomość” okropne. “Bezsenność w Seattle” beczę za każdym razem .
Przed chwilą przestałam latać. Za chwilę padnę. Życie życie…
Haneczko, jak całkiem padniesz, to już nie będzie życie…
“Nad Niemnem” też nie mogie i nigdy nie zmogłem. Byłem zawsze bardzo pilnym czytaczem lektur, na ogół zresztą miałem je wszystkie już wiele wcześniej odczytane i chyba jedynym przypadkiem, kiedy przez coś nie przebrnąłem mimo kilku podejść, było właśnie “Nad Niemnem”.
Nie wiem, czy ktoś napisał doktorat z instrukcji, ale bywały bardzo smakowite zbiory cytatów. Zwłaszcza instrukcje przetłumaczone na polski z obcego – sam cymes!
Ja “odpadłam” od Chłopów, Krzyżaków i Nad Niemnem, resztę mam przeczytane, ale nie sadze Bobiku, żeby te lektury ułatwiały rozumienie instrukcji obsługi telefonu!
Bobik, grzeczna byłam i przebrnęłam w przypisanym czasie. Ale nigdy więcej. A ja lubię wracać
Bobiczku, życie będzie. Tylko cholernie (czasem) trzeba się sprężyć i dać radę
Żono
“Chłopi” nie tego
No jak to miło, że się różnimy
Film super, ale ja tej gwary, a raczej stylizacji na gwarę nie kupuje! Może jeszcze kiedyś spóbuje, ale nie mogę obiecać
Podobnie jak Haneczka padam, dobranoc wszystkim!
Wszyscy na wszystkich poupadali…
No to jak Żona Sąsiada za Haneczkę, to Bobik za Żonę Sąsiada i też dobranoc!
Dobranoc
Jeszcze tylko to http://rtoip.ovh.org/trash/ktl.swf
No to juz cichutko sie wlacze, ze instrukcji obslugi nie znosze w zadnym jezyku i jak nie potrafie zrozumiec na intuicje to nie uzywam albo uzywam zle
A byly takie dobre czasy, ciekawe czy ktos jeszcze pamieta czarny telefon na korbke – dzwonilo sie poprzez pokrecanie korbki a potem prosilo mila panienke, zeby polaczyla z panem doktorem S. i o dziwo laczyla, w tle bylo slychac tajemnicze trzaski i zgrzyty. Potem za rusz nie moglam sie polapac kiedy w Wwie po raz pierwszy zobaczylam telefon z okragla tarcza….i bez korbki.
woda czeka,patelnie tez(lepiej miec dwie
)
hop! hop!
idziemy na zimowy spacerek ,sniezno,zimno
co tam my zuchy!!!!!!!!!!
Dzień dobry!
Życzę rozgryzienia instrukcji choć ja sama też wszystko na intuicję . Zróżnym skutkiem
Niuniu, Amigo już pobiegł Ci na spotkanie!
To ja jakiś ewenement- bardzo mi się podobało “Nad Niemnem”, “Chłopi” czy np. “Lord Jim”, którego (parokrotnie zreszta ) przeczytałam jako jedyna w klasie.
Amigo , Rysiu
wdzieczna jestem , nie poradziłabym sobie bez Was , zatem do pracy patelnie w dloń
http://www.youtube.com/watch?v=PnCVZozHTG8
na stoliczku wszystkie smaki , do wyboru do koloru
Dla konserwatystow oczywiście paczki są , naturalnie z różą i lukrem .Bobiku jeśli jeszcze masz wątpliwości ,otwórz drugie oczko , zostaw ten telefon , on sam się podłaczy
Koniec mówienia o jakimś tam kryzysie , Moja mówi , a ja jej wierzę ,że żadnego Pana Kryzysa nikt jej nie przedstawiał .W gospodarce jest tylko spowolnienie , nic ponadto .Czy jak ktoś wolniejszy to sobie nie poradzi , pewnie że poradzi , popatrzcie na żółwia , jak powoli ze spokojem wszystko wykonuje , pewnie i z instrukcją do telefonu dałby sobie radę i uśmiechnąłby się do nas
Smacznego moi Mili
Moniko, Małgosiu
specjalnie dla Waszych pociech , dla dorosłych też może być
http://www.youtube.com/watch?v=PRaISrinXVI
Rys
Moj Młoda mówi ,ze znowu jesteśmy iles tam lat za murzynami, u Was już wyszla czwarta część poczynając od “Zmierzchu” , ona trzy pierwsze przeczytala tak jak ja szamiem wołowinkę : raz i nie ma , a teraz czeka na polski przekład ?Breaking dawn”
Opowiadal mi wczoraj taksowkarza Ahmed, ze on swojego jedenastolatka przekupuje pieniedzmi albo innymi nagrodami za kazda przeczytana ksiazke – inaczej kijami nie zagoni do czytania. Podobno tylko od Harry Pottera nie mogl sie oderwac,.
A ostatnio jego syn zarabia na naprawde duza nagrode – jesli przeczyta 12 wyznaczonych przez ojca (!) ksiazek i zostanie z nich odpytany to wtedy moze liczyc na to, ze jego kuzyn z Pakistanu przyjedzie na cale lato. Synek zaliczyl juz 7 lektur z tej listy i rodzice sa zachwyceni. A kuzyn i tak mial przyjechac….
A mój Miko sam już sobie książki w sklepie wybiera i każe czytać
You, lucky devil!
Bobiku, sproboj znalezc manual do swojego telefonu AEG tutaj:
http://safemanuals.com/user-guide-instructions-owner-manual/AEG/FAV%206081%20W-_E
Niuniu, nie wiem, która wersja naleśnikowa lepsza . Ale się z Weroniką naśmiałyśmy
Dzień dobry
Jaka szkoda, że ten mój projekt w szkole ma skromny budżet, bo widzę, że najlepszą metodą na młodzież jest przekupstwo (Miko się jeszcze nie zalicza do młodzieży, tylko do szczeniactwa) 
Tkał, tkał, aż odetkał.
Telefon już został rozgryziony, bo mój tata do wszelkich urządzeń ma (uczciwszy uszy Heleny) podejście hydrauliczne – nie ma takiej rury, której nie można odetkać.
Niunia, jakiś tam Kryzys musi być, bo inaczej Komisarz nie miałby kogo brać za łeb.
Mazl tow!
A, dziękuję, dziękuję.

Nie mam w tej chwili czasu na uczciwą prasówkę, bo zaraz lecieć muszę, ale zauważyłem w “Polityce” artykuł, który mam sobie zamiar przeczytać po powrocie, a pewnie i na jego temat coś kłapnąć, więc Wam od razu wrzucam link. Najwyżej kłapniecie przede mną.
http://www.polityka.pl/obciach-uwznioslony/Lead33,1150,282872,18/
Jak Miko za szczeniaka wsiąknie, to i za młodzieży nałóg go nie popuści
Stanęło mi właśnie za plecami Doświadczenie Życiowe, klepnęło w ramię i powiedziało grobowym głosem: “może być różnie, ale nie waż się, szczeniaku, mówić tego głośno i psuć innym humoru”.
Czy możliwe, że ma to coś wspólnego z moim wyjściem do krwiożerczej młodzieży?
Witajcie!
“Obciach ” polknęłam wczoraj, a zanim przeczytam całą “Politykę” z Niezbędniekiem – pewnie mi zejdzie ze dwa dni, bo nawet siedząc w domu czasu mam coraz mniej.
Fomo, Miko niebawem sam sobie poczyta, tylko nie stosuj kar jakie u nas w domu stosowano za różne psoty:”Tydzień bez książki “itp.Latem dochodził ” miesiąc bez wyjścia”.
innych kar nie stosowali, a więc te były dotkliwe.
ciagle pada,sniegu nowego 5 cm,zimno
jest pieknie
zima
Moim zdaniem autor nie pamieta za dobrze PRLu, gdyz wszelkie postmodernistyczne zabawy z estetyka kiczu byly i wtedy bardzo powszechne, wiec nie mozna mowic o jakiejs obecnej “modzie”. Pamietam jak w drugiej polowie lat szescdziesiatych znalazlam sie na obszernym krakowskim poddaszu, gdzie bardzo wowczas awangardowy rezyser teatralny urzadzil sobie mieszkanie. Pierwsze co zobaczylam to stojaca na honorowym miejscu gipsowa figure Matki Boskiej – w blekitnym plaszczu z lelijami, z twarza tepa i pobozna – prosto ze sklepu Veritasa anie jakas wyratowana z “kosciolka” ludowa reprezentacja “bogini”. W tym czasie ludzie z “gustem” zaopatrywali sie w drewnianych, grubo ciosanych “jezusow frasobliwych” z Cepelii, ktore dzis sa pewnie rownie obciachowe jak wtedy ta szkarada gipsowa ze sklepu z dewocjonaliami .
W innym zaprzyjazionym mieszkaniu pamietam kolekcje wszelkiej masci i wykonanych w roznych mediach jeleni na rykowisku – oleodrukowych, malowanych, haftowanych etc – podzcas kiedy inni wieszali na scianie “Sloneczniki” van Gogha, sygnalizujac swe upodobania do kultury “europejskiej”.
Abstrachujac zas od zabaw postmodernistycznych, sama jestem zachwycona i bez cienia ironii ciesze sie, kiedy odwiedzam domek moich romskich przyjaciol w Londynie, zwlaszcza kuchnie, gdzie kroluje moja przyjaciolka Zosia. Jest to prawdziwe krolestwo nieoczekiwanie zestawianych barw, ksztaltow, ozdob wszelkiego rodzaju ustawionych na starannie wykrochmalonych i odpicowanych , ozdobionych koronkami serwetek – wszystko kupione za grosze na bazarach lub wyratowane ze smietnikow. Miejsce, ktore mowi o wielkim umilowaniou zycia, swiata, o optymizmie i o checi wyjscia z szarosci i przygnebiajacej nedzy dzielnicyu, w ktorej mieszkaja. Zawsze z ich domu wychodze z odnowionym sercem i czlowieczenstwem. Bez obciachu.
Babko, ja nawet dobranocki nie mogę za karę zakazać
Jak pytam, czy chce obejrzeć bajkę na dobranoć, to mówi: Nie!
Zdrowa doza obciachu moze sie przydac. Moj Lenin z wosku mierzy jednak 20 cm. Pamietam znajomych na studiach (oni z filmowki), ktorzy mieli trzymadlo do spuszczania wody w klozecie z wyrzezbionego w drewnie pokaznego rozmiaru penisa. Co jednak “jajeczne” za mlodu, moze byc sprosne i satyrowate w pozniejszym wieku, kiedy to trzeba wreszcie miec klase. A nie wrzeszczec jak male dziecko w samolocie “ratunku, bija mnie Niemcy”.
Z kolei sama tzw klasa nuzy. Cale mieszkanie wyposazone w off white, albo cala garderoba czarna. Dobrze tez miec troche poczucia humoru i jesli ten jelen wyjatkowo przystojny a rykowisko wiosennie zielone i przypomina nam najlepsze wakacje zycia to czemu nie powiesic tego landszaftu w sypialni gdzie niewiele osob zaglada.
zagladam i czytam: trzymadlo w postaci hm…..
kroliku co to znaczy,prosze,pokaznego rozmiaru
Włączę się do dyskusji.
Wydeje się,że zawód uprawiany niegdyś z pasją upoważniał by mnie do krytyki wszystkiego co zobaczyłam w cudzych domach, a niezgodnego z tym co mi wbijano do głowy przez lata studiów.
Dość mam krytyczny stosunek do wielu spraw( ogólnie) ale mam chyba taką postawę i wymagam również tolerancji od gości:
“Wolnoć Tomku w swoim domku”: , czyli każdy sobie zdobi,
jak chce i w jakim otoczeniu czuje się najlepiej .
Nie uważam,żeby trzeba było być niewolnikiem cudzych gustów.
To co dzisiaj jest szpanem, za kilka lub kilkanaście lat młodzież nazwie może nie obciachem, a innym słowem.
Bobiku, a jadnak postraszyłeś i dobrze by było trochę rozwiać niepokoje.To wprawsdzie tylko sieć, ale widocznie te wirtualne cienkie nitki tak znów słabe nie są.
Mam dzisiaj fatalny dzień w nocy mnie złapał paskudny atak
kamicy nerkowej( pewnie to wskutek braku ruchu) dawno chyba ze 20 lat czegoś takiego nie przeżyłam.
Emi złamała pazur na lodzie, co dla psa jest bolesne i musi chodzić w buciku, na szczęście mam takie na wszelki wypadek.Siła złego na jednego i w dodatku nadal pada śnieg.
W następnym wcieleniu nadal zamierzam mieszkać na Nowej Zelandii, albo w Burkina Fasso, co mi kiedyś sugerował dr.PA2155.
Dzisiaj w Sejmie Minister Finansów moim zdaniem miał bardzo dobre wystąpienie.
Nadal nie kupiłam od siebie jeszcze żadej pracy(pomysł na kryzys- lokata kapitału), nie jestem przekonana
co mi się aktualnie podoba.
Pozdrawiam Was z całego serca,
Pozdraw
Rysiu, nie prowokuj, bylam wtedy tylko impressionable young girl. Moze ta pokaznosc to tylko wytwor mojej wtedy zdumionej wyobrazni.
Obaj wlasciciele tego mieszkania sa dzisiaj tuzami kultury. Jeden swietnym rezyserem filmowym, drugi wydawca. Mnie, jak temu Jasiowi z dowcipu, kojarza mi sie oni tylko z jednym.
A może największym obciachem jest lęk przed obciachem? Obciach jest wykluczający, kryteria zmieniają się jak w kalejdoskopie. Nie lubię wykluczania z tak śmiesznych powodów jak metki i jelenie. Tracić czas i nerwy, żeby nie wypaść z obiegu z powodu kropek zamiast pasków? A jeleń nie świadczy o domu. Dom, to znacznie więcej niż jeleń.
Fomo, MIKO jest dzieckiem z charakterem, ale też doświadczenie mi mówi,że dopiero zaczyna smakować wartość słowa “Nie” i chyba lepiej,żeby wcześniej umiał je zastosować, bo to gwarancja,że czasem będzie umiał odmówić ( ta obecnie popularyzowana asertywność) bez kajania się, dlaczego własnie tak postąpił.
Gdyby mnie jej uczono nie popełniłabym wielu błędów za którymi czasem przychodzi niesmak, albo i inne brzydkie uczucia.
“Nie”- nie jest takie złe!Może tylko brzydko wygląda?
I “Nie” niczym nie obniża wartości jednostki.
Popatrz na Bobika – zawsze, jak Mu proponują marchewkę, czy buraki mówi :Nie!Wie czego chce!!
Już nie wspomnię o tem,że jeśli Miko będzie w co nie wątpię będzie miał powodzenie u panien, też czasem musi umieć powiedzieć Nie!
Przytoczę tu zabawne powiedzenie mego Taty, a był ponoć niezłym bawidamkiem za młodych lat:
“Gdybym miał się żenić ze wszystkimi w Gdyni , którym naobiecywałem- miałbym harem do dzisiaj”
kroliku:
och,Babko,cieple pozdrowienia z paroma butelkami dobrego
piwa(slyszalem,ze pomaga) od nosiciela Twojej pierzyny
No własnie Haneczko!Miałam takie wydarzenie za mlodych lat.Moja bardzo blisko spokrewniona kuzynka, ktora wyjechała do Australii jako 18-latka, wyszła tam zamąż i dobrze Jej się wiodło zapłaciła za lekarstwo dla mnie w jakiejś niemieckiej firmie, która je produkowała, a u nas było nie do zdobycia.
Napisałam do Niej z pytaniem, czym się mogę zrewanżować Obrazem?Gobelinem?
A Ona mi na to,że o niczym nie marzy, tylko o makatce(olejno malowanej) z jeleniem na rykowisku, bo to Jej przypomina rodzinne strony.Osłupiałam.
Kupiłam Jej tego jelenia na Hali Targowej w Gdyni, a pamiętam ,że to był czas, kiedy jako studenci walczyliśmy z kiczem i nawet w słynnym gdańskim “Żaku” odbył się heppening z paleniem jelenia na rykowisku.
Dziękuje Rysiu, zastosuje tylko musze się rozglądnąć za ‘ “donosicielem”, bo dzisiaj nikogo nie ma w domu.
,
kiedys,dawno temu w strym empiku(chodzilismy tam na
wagary i czytalismy “zachodnia” prase)bylem na spotkaniu z
panem hasiorem
ktos zapytal sie co on mysli o tych malowanych farba olejna
oponach w ogrodkach przydomowych?
hasior:jak ktos lubi,to prosze,dlaczego nie
wlasnie
Hasior był mistrzem wykorzystania wszelkich ludowych produktów w swojej sztuce.Chyba jedynym artysta w Polsce, no może póżniej Baka, który doskonale umiał sobie z tym radzić.
Ostatnio miałam duży dylemat, ponieważ władzę jakiejś Gminy , chcą zlikwidowć słynne “Organy” Hasiora na Snożce w Pieninach.
Chodzi o to,że ten obiekt był poświęcony” utrwalaczom władzy luidowej”.Ale są i tacy, którzy protestują, ponieważ ich krewni zginęli w walkach bratobójczych.
Wywołałęś rysiu diabła z pudełka. !!!
Zaprzyjaźniony internauta z tamtych stron, gdzie zginęli Jego krewni walczący po stronie “Ognia” odbył ze mną długą sieciową dyskusję na ten temat.
Występowałam li tylko z pozycji obrońcy dzieła.
O prace Hasiora bili sie Skadynawowie i inne Kraje, tylko własny chce Go zrównć z ziemią.
“Co po artyście w czasie marnym” ?
Babko, mam nadzieje, ze uda ci sie pozbyc tych kamieni.
Chyba jest to w dzisiejszych czasach do zrobienia nie-operacyjnie, w niektorych przypadkach.
Babka z Gdyni:
Czy wiesz, co dla mnie jest ekwiwalentem “jelenia na rykowisku”? Polska klasyka szkolna. Czasami prosze rodzine o kupienie mi “Dziadow” lub “Faraona” a oni mysla, ze zwariowalem. Oni chca czytac klasyke angielsaka lub francuska, ktorej mam po dziurki w nosie. Przebywanie na obczyznie ewokuje (w przebycie innych zaspokojonych juz doznan) inne potrzeby.
Czasem jednak trudno o hasiorowska postawe akceptujaca wszystko co sie komu podoba. Na mojej jedrzejowszczyznie byl w latach 70-ych, 80-tych zwyczaj wpuszczania w tynk domow kawalkow roznokolorowych szkielek i lusterek. Nigdzie indziej tego nie widzialam.
Królik, Babko
A Emi wykazała się zbyt daleko posuniętą empatią. Biedna psica. Pogłaszcz ją, Babko, ode mnie.
nawet gdy milczę, myślę o Was wspierająco
Haneczko!To bardzo mądre co napisałaś:lęk przed obciachem, czyli coś w rodzaju naszej ulubionej Hiacynty Bouqiet:”co ludzie powiedzą”?
Dla mnie to coś takiego, jak ubieranie wszystkich w jednakowe mundurki.
A przecież nie ma dwóch identycznych osobników, jak dwóch identycznych odcisków palców.
Nawet Pan Prezydent nieco różni się od brata, choć pochodzą z ciąży bliźniaczej.
Babko, tak Ci wspolczuje – kamica nerkowa to okropny bol. Sa teraz sposoby nieinwazyjne, ale tez trzeba uwazac na diete (niestety unikac szpinaku, na przyklad). Mam nadzieje, ze Ty i Emi szybko wydobrzejecie.
A w ogole absolutnie zgadzam sie z Haneczka. Nawet wczoraj w mojej reakcji na nazywanie Nory Ephron uncool wlasnie o to mi chodzilo. I dlatego tak lubie ogladac Hiacynte, bo to czysty przypadek proby nadazania. Ludzie sie smieja, bo ona probuje w sumie nadazac za nieco przebrzmiala moda, ale zjawisko jest takie samo we wszystkich grupach wiekowych. Dlatego tak mi sie podoba Onslow – bo ma odwage byc soba. I niech u siebie w domu ma tego jelenia (o dziwo razem z ksiazkami na temat fizyki ciala stalego – to dziedzina mojego meza, wiec moze dlatego tak nam sie rzuca w oczy), oglada kryminaly i footie. I tak jest uroczy, cieply i ciekawy.
Zdrowa dawka kiczu, jesli przynosi posiadaczowi-uzytkownikowi radosc, nikomu jeszcze nie zaszkodzila. Sama mam w sypialni troche rzeczy, ktore moze, surowo ocenoajac, nie nadaja sie na fotografowanie do pisma z wystroju domu. Ale dla mnie one cos znacza i to jedynie sie liczy.
A strach przed obciachem to oczywiscie strach przed wykluczeniem. A poniewaz wykluczenie zostalo wpisane niejako w moj zyciorys, to nauczylam sie sobie z tym radzic jeszcze bodaj w szkole pdostawowej. Dlatego, choc lubie rzeczy piekne i jesli mozna modne, to nie przezywalam nigdy rozpaczy, ze nie mam czegos co wszyscy akurat maja. I umoem czekac na to co mi sie podoba.
Obciachowo jest np nie miec telefonu komorkowego. A dla mnie mysl, ze jestem zawsze i wszedszie dostepna, budzi groze. Wiec jedyna komorke jaka posiadam ( a juz zapomnialam jak uzywac) to stara spora minolta, ktora mi sprezentowala wspomniana wyzej Zosia, jak sama nabywala nowszy model. Uzywam jej tylko w Polsce, zeby sie nie zgubic – jestem okropna z topografii miast.
Czasami pozyczam komorke od E. – np jak ide jej kupowac buty i musze zadzwonic do sklepu, ze maja w kilku kolorach taki model, ktory mi sie podoba, wiec niech zadecyduje czy chce niebieskie czy czerwone.
POzatym genialnie funkcjonuje bez komorki. Jesli chcialabym cos miec (ale mnie tymczasem nie stac), to blackberry czy tego nowego iphona z podrecznym inrternetem. O, to jest genialny gadzet. I bardzo cool, co tu duzo gadac.
…musze zadzwonic ze sklepu, oczywiscie, nie do sklepu.
Zgadza się kroliczku i dzięki za troskę, nadal się martwię o twoją nogę.
Nie tylko’”na naszej kielecczyżnie” bo to rodzinne strony mojego Taty.
Kiedyś musiałam jechać pod Łódź do fabryki tkanin “Vera”, bo trzeba bylo wybrać materiały do wystroju wnętrz
Nie pamiętam, jak się nazywała ta miejscowość.
Taksówkarz obwióżł mnie po okolicy, gdzie stały bardzo duże i niebywale bajeranckie cygańskie wille.
Nie wzięłam aparatu, ale to bylo cos niebwałego!!
dziewoje, fontanny, na tarasach w ściane betonowe głowy dzików( szkoda,że nie trofea).Krasnali wtedy bylo malo.Czułam się , jak w bajce!!
Ale mieliśmy też takiego mieszkańca Gdyni, który w swoim ogródku miał rzeźby z betonu przedziwnej urody.
Np. dziewoja w opalaczu wleczona za gardło przez lwa naturalnej wielkości.
Wszyscy tam chadzali zwiedzać to swoiste muzeum.
I tu dochodzimy do sedna; jakie są granice kiczu,czy one istnieją?Czy można uszeregować zachwyt?
PA 2155 wspomina o tem.I jakaś tęsknota, za czymś co te dzieła nam na myśl przywodzą.
Bardzo znana rzeżbiarka czasów pop-artu Niki de Saint Phalles, ktorej prace ogladałam kiedyś w Centrum
Pompidou w Paryżu- zupełnie mnie zauroczyła swoimi pracami!Mam gdzieś slidy, może się uda je odtworzyć?
Przepiękny konik(a wiadomo, że to moje hobby) zrobiony z masy epoxydowej, grzywa cała w kwiatach, wyglądał z oddali, jak” konik-krakowianka”
W zbliżeniu te kwiaty były zdobione z rączek, nóżek, główek
itp.odpadów plastikowych lalek!!
Albo epietafium słynnych algierskich OAS.
Nie dało się obok tego przejść obojętnie!Nadal jestem pod wrażeniem, mimo,że to było 25 lat temu!
Heleno, nie ty jedna tak masz!
Mam komórkę cos pewnie podobnego, jak ta z ktora wczoraj walczył Tata Bobika.Nikt z z moich znajomych i zdolnej okolicznej mlodziezy nie potrafi wyłaczyć budzika, który mnie od pół roku budzi w porze najmniej odpowioedniej.Siostra mi to kupiła i owszem prosty telefon do Niej,żeby się w lesie nie zgubić itp.
Ale już wysłać SMS a – za Boga!
Co gorsza czytałam kiedyś,że ludzie chcą prostych użytecznych , łatwych w obsłudze komórek, a producenci oferują coraz bardziej bajeranckie.
Ciekawe, jak daleko zabrniemy w tym “wyścigu zbrojeń”?
PA2155 Mój Hasek i Jego Szwejk jest już tak wyczytany,że powinnam go wyrzucić.A ja nie mogę!!
Heleno, nie wiem, czy iPhone jest cool, ale mam go od dwoch lat (my jestesmy zdecydowanie Early Adopters, ale tylko w rzadkich przypadkach, glownie w sferze pomyslow), i jest zdecydowanie bardzo przydatny. Ostatnio czytam sobie Jane Austen i Szekspira na nim, a przy tym prawie wszystkie gazety. Nie ma zadnej instrukcji, i rzeczywiscie jest niepotrzebna. Mysle, ze ludzie, ktorzy go stworzyli nie sa cool, ani tez nie boja sie obciachu. Jednostki prawdziwie tworcze zwykle sie specjalnie nie przejmuja mysleniem grupowym, i nie staraja sie za czyms nadazac, a po prostu wymyslaja ciekawe nowe rzeczy. Jedna z najnowszych, jaka sobie mozna zainstalowac jest bezpretensjonalny program pt. “Have 2p”, ktory wynajduje toalety publiczne w danej okolicy. Niezwykle przydatne przy podrozach z malymi dziecmi, choc ktos moze powiedziec, ze “obciachowe” albo “uncool”…
A uraz do telefonii komorkowej bierze sie takze i stad, ze poterafia byc one bardzo niebezpiecznym narzedziem kontroli.
Jeden moj bardzo fajny kolega redakcyjny, Grzes, postanowil kiedys nie przyjsc do pracy i wyskoczyc z zona do Brukseli na dwa dni. Wiec rano zadzwonil do redakcji i powiedzial szefowi strasznie obolalym tinem i smarkajac sie do sluchawki, ze jest ciezko przeziebiony i niestety musi przez najblizsze dwa dni pozostac w domowych pieleszach ( a juz byl w Belgii). Niestey szef kilka godzin pozniej zadzwonil do niego by o cos tam zapytac. I nie bardzo wiem jak, ale zorientowal sie z miejsca, ze Grzes przebywa zagranica, a nawet konkretnie w Brukseli – komorka mu to pokazala.
Z tego sie zrobila straszna chryja z dyscyplinarka i grozba wyrzucenia Grzesia z pracy (szef go nie lubuil i bal sie jego ostrego jezyka). I nie pomoglo nawet to, ze Grzes od kilku lat nie wzial ani jednego dnia chorobowego i wyrabial norme jak malo kto – ten nasz duren potraktowal sprawe z cala pryncypialnoscia, jaka dawala mu wladza, pozal sie Boze, .
Nie przeczytałem jeszcze artykułu Pęczaka, bo po pierwsze rzuciłem się oczywiście do czytania blogu
ale przy lekturze komentarzy od razu coś mi się na myśl nasunęło. W niemieckiej socjologii (pewnie i w innych też, ale z tą akurat mam kontakt) są dwa pojęcia-świętości odmieniane przez wszystkie przypadki (fakt, że tylko cztery) – pluralizacja i indywidualizacja. Te dwa proces zaczęły się już w latach 60-tych XXw i polegają, jak same nazwy wskazują, mniej więcej na tym, że przestał obowiązywać jeden wzorzec, do którego wszyscy starają się równać, jeden styl życia, jedna estetyka itp., co mam ten skutek, że każdy musi sobie niejako na własną rękę taki wzorzec skonstruować, nieraz w postaci kolażu z kilku innych. Dzieje się to najczęściej pod wpływem otoczenia, grupy towarzyskiej (a nie jest, jak wcześniej, wynikiem przynależności do klasy czy warstwy społecznej), ale może być i na odwrót – ktoś, komu wzorzec własnej grupy nie pasuje, może sobie poszukać innej, gdzie będzie się czuł na miejscu, a nawet programowo odciąć się od wszystkich i to jest też akceptowane. W efekcie pojęcie kiczu czy obciachu jako takiego straciło sens i zaczęło być wyłącznie relatywne, tzn. ma sens tylko w odniesieniu do standardów danej grupy. Czyli obciach, kicz nie jest już żadną obiektywną miarą np. estetyczną, a stał się jednym ze środków samookreślenia jakiejś grupy i włączania do niej, bądź wykluczania z niej.
I dalej wynika z tego, że nawet ów przysłowiowy jeleń na kiczowisku wiszący w czyimś mieszkaniu niewiele mówi o właścicielu, jeżeli nie znamy standardów jego grupy i funkcji, jaką teń jeleń wobec tych standardów pełni. Bo może on wisieć akceptująco, obojętnie, wyzywająco, ironicznie, pochwalnie, wyśmiewająco, czołobitnie i na mnóstwo jeszcze innych sposobów.
A teraz muszę przeczytać artykuł i sprawdzić, czy przypadkiem nie wyważam drzwi szeroko otwartych
Monika, Have 2p to absolutnie rozkoszna facility!
Ten iphone, o ktorym marze to sie pojawil dopiero ub. jesieni, zapomnialam jak sie nazywa, ale ogladalam i ogladalam w sklepie – zaledwie 200 dolarow w Ameryce , ale niestety z kontraktem! A bardzo bardzo mi sie podobal w sklepie, przez ten internet. Tu niesterty tez tylko z kontraktem! No way!
A ten propjektant -projekctanci Apple’a sa NIESAMOICIE cool. Kto inny jeszvcze wymyslil kolorowy przezroczysty komputer stacjonarny, albo to cudowne biale cacko- ich laptop. Jakiez to wspaniale w dotyku!
Mnie wscieka, ze producenci robia tylko czarny czy szaro-srebrny sprzet elektroniczny, bardzo macho. Chociaz widzialam ostatnio w katalogu nowe Delle – w wielobarwnych koszulkach. Ale nie umywaja sie do radosnego designu Apple’a.
Może to być nawet jelen, którego ktoś upolował z dwururki!
A tu link do chyba najbardziej niezwykłego dzieła Niki de Saint Phalle – Ogrodu Tarota. Niestety, u mnie walk through nie funkcjonuje, ale może na jakiejś innej przeglądarce pójdzie?
http://www.nikidesaintphalle.com/
Patrzcie, jaka dwublogowa Łajza – u mnie dziś też o kiczu…
W dodatku nawet bez tego kłamca musi mieć dobrą pamięć, mimikę i co tam jeszcze do osiągnięcia efektów potrzebne.
U nas w domu Mama dostawała histerii przed każdym egzaminem, kiedy już byliśmy na studiach.
Wytresowała nas tak,że między jedną łyzką zupy, a drugą trzeba było ze szczegółami opowedzieć wszystko”co było w szkole”i to trwało nawet , jak już pracowałam.
Mój adoptowany brat, bawidamek i obibok, tzw. zdolny leń
uknuł na potrzeby własne takie powiedzonko”Najważniejsze,żebyśmy zdrowi byli”!
Oblałam kiedyś egzamin ze statyki.
Mama już od progu:”zdałaś”?Ja tekstem brata.
Przy drugiej łyżce zupy powiadam:”i wiesz na czym mnie oblał?”
Tragedia!Nie dość,że oblałam to jeszcze kłamca!!
Chyba się trzeba z tym talentem urodzić.
Heleno, iPhone w Europie pojawil sie pozniej. Pierwsza generacja i druga generacja iPhone’a w obsludze niczym sie nie roznia (roznice sa techniczne – w zawartosci pamieci i mozliwosci odbioru sygnalow). Swietnym pomyslem jest mozliwosc ciaglego nadazania za software (bezplatna), wiec raz nabyty telefon sie tak szybko nie starzeje. A co do projektantow Apple, to oni sa cool tylko w takim sensie, ze wymyslaja przedmioty, ktore inni uznaja za cool. Bo samo pojecie coolness zawiera mysl o wrazeniu, jakie sie zrobi na innych, a moim zdaniem ich kreatywnosc jest glownie jednak czyms innym motywowana, a robienie wrazenia jest bardziej juz kwestia dzialu marketingu.
A pamiętsz Bobiku,że miała też wspaniał szalenie wzruszające inskrypcje do swojego malarstwa, (które mnie znacznie mnie zachwyciło).?
Ten wzorzec indywidualistyczny zaczal obowiazywac w srodwiskach artystowskich lub koloartystowskich chyba znacznie wczesniej – co najmniej na poczatku XX wieku, a moze jeszcze w epoce Romantyzmu. Ale jest prawda, ze dzis nikt nie musi byc artysta, aby prowokowac czy wylamywac sie z szeregow wlasnej grupy spolecznej, wystarczy poczucie niezgody i buntu wobec czegokolwiek.
To prawda, że korzenie tej współczesnej indywidualizacji tkwią we wcześniejszych nurtach, ale to było zjawisko ograniczone do kultury (w dodatku wysokiej) i jej twórców, a w latach 60-tych zrobiło się to zjawisko socjologiczne na skalę europejsko-amerykańską, a potem jeszcze szerszą, a związane było m.in. z zanikaniem marksowskiego modelu klas społecznych, ale i z kilkoma innymi rzeczami.
A działalność Łajzy dziś rzeczywiście ciekawa.
Wydaje mi sie, ze wzorzec indywidualistyczny obowiazywal wczesniej tez wsrod arystokracji, ktora – chocby ze wzgledow ekonomicznych, i ze wzgledu na wieksza mozliwosc podrozy, wczesniej mogla sobie wybierac, co chce, a takze – nadprodukowac ekscentrykow. Dobry przykladem moze byc chociazby dwufasadowy palac opisany w “Architecture of Happiness”, gdzie arystokratyczne malzenstwo nie moglo sie zdecydowac, czy wybrac gotyk, czu klasycyzm, wiec wybralo oba. Takich przykladow “folly”, jak to ladnie nazywaja Anglicy, jest w historii arystokracji duzo, duzo wiecej. Teraz mozliwosc podobnych wyborow nareszcie maja wszyscy. A czy z tego korzystaja, to juz inna sprawa.
Wlasnie, ja to tez intuicyjnie umieszczam w latach szescdzesiatych ( takze w PRL) i to nawet przed rokiem 68 w Europie, kiedy pamiec wojny i wyrzeczen odchodzi w przyszlosc, no i na scene wkracza nowe pokolenie.
Zajrzalam do “Architecture of Happiness” – Castle Ward, dwufasadowy, klasycystyczno-gotycki, powstal w 1767 roku. Tez lata szescdziesiate…
Widzę, że mnie na spacer wyprowadzą. Nareszcie! Mam tylko nadzieję, że gdzieś daleko w pola, gdzie nie będzie słychać tej piekielnej muzyczki, nie będzie widać tych cholernych przebierańców i nie będzie zionąć przetrawianym od 11.11 piwskiem.
Bo o tej właśnie porze zaczął się u nas karnawał, z całą jego nadreńską pompą i mizerią. Niektórzy lubią, ale dla mnie makabra! Wrrrr!!!
Czy ktos pomyślał o biednym zapracowanym psie i zostawił chociaż jednego naleśnika ?
Doroto.Wywalilo mnie znów z Twojego bloga, a nawet się dość wysiliłam, zwlaszcza,że o Gdyni była mowa.
Karnawal? Czy to nie jest dzisiaj Tlusty Czwartek a wiec raczej koniec karnawalu? Acha, pamietam, ze w Italii tez w lutym byl taki ludyczny karnawal, eine Paraden czy cos w podobie.
iPhone planuje niestety dopiero za rok, bo jestem zamknieta w planie trzyletnim z moim obecnym tzw (przeze mnie tylko) komorkodawca.
Powiem wam, ze lubie miec komorke w kieszeni. Mozna z niej wolac o pomoc w roznych nieprzyjemnych sytuacjach.
Niuniu posyłamy Ci pierogi z mięsem.Bardzo mi przykro, zapomniałśmy ześ głodna biedactwo, ale babka się zajęła pisaniem na bloga Pani Kierowniczki, skąd ją wywaliło na aout.
Kroliku, dla mnie komorka w kieszeni dokladnie w tych samych celach, jeszcze nawet przed przejsciem na iPhone. Wystarczy pojezdzic troche samochodem po zasniezonej Nowej Anglii z niemowleciem i przedszkolakiem, zeby wiedziec, ze gdy samochod wysiadzie, to mozna od razu wezwac pomoc z paru zrodel, bez dlugiego marszu do najblizszego domu, pukania do drzwi, tlumaczenia – a wszystko z dwojka malych dzieci. Pare razy tak mnie telefon wybawil z opresji, i dlatego zawsze sprawdzam przed wyjsciem, czy mam go przy sobie. To taki sam odruch, jak sprawdzenie, czy sie wzielo klucze.
Niuniu, przeciez przesylka powinna dotrzec, chyba, ze w ramach Tlustego Czwartku, ktos przejal. Ale tez chyba sie odgrazalas, ze sama bedziesz smazyc. Na wszelki wypadek wyslalam ogromna ilosc, z butla syropu klonowego i sloikiem morelowego dzemu.
Moniko
>Hermes jeszcze nie dotarł , ale Moja Młoda chce przechwycić i nalesniki i sos klonowy , a niech tam
ja dla Wszystkich usmazylam , a dla siebie zapomniałam zostawić
Niech przechwytuje, ale to i tak bylo takze dla niej.
Rozejrzalam sie po moim domu w sprawie kiczu i oto co znalazlam: dwa “stylizowane” obrazki w kuchni kot i ges (od drogiej przyjaciolki), w moim gabineciku, rysunek w olowku wrony z podpisem “wrona” (aluzja do WRON? jakas pamiatka?), pomaranczowy kafelek z aniolkiem z podpisem “moj aniolek dobry duszek”. I to tylko po pierwszym rzucie oka. Mam tez bialoruskie lalki ze slomy i cepeliowskie pudeleczka na wszystko. Moge rownie dobrze zaczac wmurowywac kawalki lusterek w tynk domu. You can take the girl out of kieleckie, you cannot take kieleckie out of the girl. Ugh…
Moniko
Moja choc zajeta nie wiem czym poleca w nowym niezbędniku wywiad z prof.Gadaczem “Słupnik z Krakowa “
Kroliku, a nie refletowalabys na glowy wawelskie w roznych rozmiarach? Mam pelna szafe tego, choc nigdy w zyciu sama nie kupilam, podobnie jak cala kolekcje lnianych (nieuzywanych) obrusow z Polskiego Lnu, zadrukowane wszelka polna rozlinnoscia w barwach buraczkowych i pomaranczowych. Z innymi skarbami sie nie rozstane, chocbys mnie na kolanach blagala. Ale glowy i te obrusy – just for the askong.
Nasze łapikurze zostały w większości w Krakowie, albo poszły na rozkurz.
Ale jak się rozejrzeć… Widzę na przykład w tej chwili świecznik z brązu w kształcie gołego, wdzięcznie przegiętego aniołka, trzymającego w ręku również przegiętą gałązkę, na której czubku mieści się podstawka na świeczkę. Gdyby to była jakaś wspóczesna produkcja, to bym powiedział: co za kicz okropny. Ale ponieważ to autentyczna secesja z rodzinnych zasobów, to nie żaden kicz, tylko zabytek, prawda?
Emi
, powiedz Babce ,że Moja wysłala coś do niej .Uważaj na oblodzone nawierzchnie , paznokieć odrosnie , a w buciku Ci na pewno twarzowo
przepraszam trochę dziś jestem skołowana dniem , za pierogi
To jest absolutnie zabytek Bobiku, i jesli potrzebujesz mosiezny swiecznik do pary z aniolkiem (kupidonkiem raczej) trzymajacym to na czym sie stawia swieczke, to tez moge wydac. To nie jest z rodzinnych zasobow, tylko z nowojorskiego bazaru dobroczunnego – oryginalnie lampka elektryczna, jednakowoz ja z niej czas jakis temu powyciagalam wszystkie druty i kable i teraz sluzy za swioecznik, a raczej lezy na boku jako swiecznik na dachu szafy w mojej sypialni. MOzesz to z powrotem przerobic na lampe.
Dzisiaj u Emi z Babką Dzień Kłapouchego?
Podsyłam trochę dobrych fluidów, zaszkodzić nie zaszkodzą.
Helena zaintrygowala mnie glowami wawelskimi w szafie, bo lniane obrusy z flora i fauna mam rowniez, dzieki Heleno.
Glowy wawelskie, a z czego one sa Heleno i jak duzo? Nikt mnie nie kochal dostatecznie mocno, zeby mi dac choc jeden, a ty masz ich cala szafe?
Pączki zalicone. Oto wynik pstrykania na spacerku z pieskiem
http://picasaweb.google.pl/lh/photo/paEoRzzEa5Zw9RcqQTO_mg?feat=directlink
Ale uroczy ten laciatek w sniegu
pelen inwencji i radosci zycia.
Wando, zastanawiam się, jak ja mogłam dotad żyć bez takiego łobuziaka?
Mój kolega pojechał do Wilna w 1988 roku. Przywiózł sobie stamtąd wizerunek wodza rewolucji, przypinany do klapy (na taką śrubeczkę z tyłu). Gdy wszyscy ze śmiechem mówili mu – Maciek, co to za obciach na twojej piersi? On z radosnym uśmiechem- To nie obciach tylko towarzysz Włodzimierz Ilicz.
O, to, to Małgosiu. Mój tata pochodzi z rodziny bezpsowej i na początku trudno go było namówić na psa, a teraz w ogóle nie może zrozumieć, jak bez psa można żyć.
Małgosiu Amigo cacko, a tego Lenina też mamy w wersji dzicięcej. To sie nazywa:Lenin rebionok.
Jeszcze mam z brązu zagończyka na koniu co jest moją ulubiona rzexbą- niewielki, a z durnostojek 10 koni kolorowych malowanych z Kurdwanowa pod Krakowem, które to konie wyłudzałam za kartkową wódkę od kolegi.
Najstarszy koń ma chyba przeszło 90 lat, albo i więcej, bo pamiętam,że jak go wyłudziłam to już miał chyba z 7o!!
Koni była cała kolekcja , ale ponieważ w naszych domach stale jakieś dzieci się przeijały zal było nie dać.Mam też konika z wełny robionego przez moja Mamę , gdzies w latach 8o-tych.
Specjalistka od durnostrojek jest moja siostra.Dostaje jakieś zupełne paskudztwa, ale zgodnie z tym co napisałam rano nie moge protestować, zreszta Ona sie tym otacza w swoim pokoju.
Ale mam też różne niesamowite drobiazgi z którymi sie nie rozstane za skarby:np.Moniko!Ganesh ( miniaturka ok. 0,70 mm dostałam w pociągu jadąc przez Niemcy do Francji od jakiegoś Profesora Hindusa, podobno patron artystów.Załuję zaniechania tej znajomości, ale jakoś się korespondencja dawno ,dawno urwała, a Profesor był bardzo przystojny i pięknie mówił po francusku.
Podróż mi zleciała , jak biczem strzelił.
Glowy, Kroliczku, wawelskie sa z gipsu w glebokich ramkach z czarnego drzewa. Produkowala je masowo Cepelia przez jakies 40-45 lat. . Skoro nigdy sie z nimi nie zetknelas, to mozna je uznac juz za unuikaty jak misie Steiffa, ktore sa im bardziej sfatygowane tym wieksza cene osiagaja na aukcjach. Najwazniejsza w misiu jest olowiana plombka w uchu. Podobno.
Moglabym te glowy troche sfatygowac, albo dac Mordechajowi do sfatygowania i sprobowac pokazac je na Antiques Road Show.
.
To i tak Bobiku dokonałeś , albo raczej Twoja Mama cudu
przemiany zapatrywań.
Ja z rodziny liczno- pisej, więc kto psa nie lubił, nie był zbyt wylewnie witany w naszym domu.
W latach najazdu letnich gości na morze, gdzie w dużym dość mieszkaniu robiło się ciasno i z psami wylądowałam na materacu w kuchni pod stołem(bo kuchnia ogromna i stół wielki) mój Tata się specjalinie nie przejął córką.Idąc w pospiechu( kto pierwszy , ten lepszy) do łazienki mruknął pod nosem:”żeby moje psy pod stołem spały?Czy to nie przesada? Zmitygował się po paru sekundach widząc moje otwarte oko i dodał: “I moje dziecko”,:smile:
Głowy wawelskie Heleno są bardzo dekoracyjne do gabineciku.
Mam dwie i bardzo je lubię, ale nie mam gdzie powiesić.Może jak pojadę z żona sąsiada do Warszawy wiosną, przekażę Jej ?
Kiedy ekspert od Steiffa oglada kolejnego wycirucha, to stnadardowe frazy. ktorych musi koniecznie uzyc to:
A. So full of character!
B. Plucky little fellow!
Mysle, ze daloby sie to zastosowac takze do wawelskich glow,
Niestety do obrusow Polskiego Lnu juz nie.
kieleckie zwierzatka gliniane:
http://picasaweb.google.com/WandaTX/KroliczekIPiesekKieleckie?authkey=lbVgAvHDjU8#slideshow/5304611413116496866
Nigdy nie oddawaj zadnej podobizny Ganesha, Babko, bo on, oprocz bycia Twoim patronem, a takze patronem tworczego myslenia, i wszelkich sztuk, po prostu przynosi szczescie. A szczescia sie przeciez nie oddaje, nawet jak je trzeba odkurzac.
Malgosiu, Amigo sliczny! A cepeliowskich replik glow wawelskich jakos nigdy nie widzialam, juz wiecej tych oblysionych miskow Steiffa. Za to swego czasu dostawalam zakladki do ksiazek pod postacia trudnych do rozszyfrowania kopii arrasow wawelskich. Odstapilabym chetnie, ale przy ktorejs przeprowadzce zaginely w tajemniczy sposob. Na szczescie nie dotknelo to ksiazek, w ktore zostaly zatkniete.
Ja tez mam malutkiego porcelanowego albo raczej fajansowego Ganesha – prezent od osmioletniej romskiej dziewczynki, ktora spotkalam podrozujac z taborem. Nazywala sie Markiza ( i byla prawdziwa markiza) i zaskoczyla mnie pytaniem: skoro Bog stworzyl wszystko, to kto stworzyl Boga?
A na pytanie kim chcialaby zostac, odpowiedziala: albo fryzjerka, albo zakonnica.
Podobno jest juz gdzies pod Londynem i jest juz duza panna na wydaniu. Nie znam jej nazwiska, bo bym odszukala.
Ona mi podarowala wlasnego Ganesha. Ma jakies 5 cm.
Moniko, a gdzieżbym Gansha oddała!To pamiatka i takizman!I nietrzeba Go odkurzać, bo jest taki maleńki.Długie lata Go nosiłam na szyji, a teraz się boję,że zgubię w lesie.
WandoTX te moje malowane konie, ona też chyba mają kieleckie pochodzenie,pamiętam, raz w czasie zniw w wakacje przyszedł domokrążca z całym worem takich koni, a mysmy wszystkie wnuki mojej Babci sami byli w domu.Przekopaliśmy wszystkie szuflady w poszukiwaniu pieniędzy i nic nie znalexliśmy oprócz papierkowych starych rubli z czasów carskich, które Babci służyły za zakładkę do książki(mam je do dzisaj, bo potem na wiążaniu strychu znalazłam cała kasetkę z tymi rublami).
Domokrążca nie chciał takiej zapłaty i skończyło się na okropnych łzach.
Ale Babcia za parę dni kupiła mi takiego konia w Pińczowie na jarmarku.
Heleno – to podwojne szczescie. Zreszta, o ile wiem, Romowie pochodza chyba z Polwyspu Indyjskiego, ale nie wiedzialam, ze tez maja cos wspolnego z Ganeshem. A moze to tylko ta niezwykle inteligentna dziewczynka? Zwlaszcza, ze Ganesh jest odpowiedzialny za kreatywnosc w kazdej dziedzinie i jest patronem inteligencji (cechy, nie – klasy spolecznej). U nas w domu dosc sporo Ganeshow, od duzych do zupelnie malutkich, glownie z drzewa sandalowego, rzezbionych recznie w regionie skad pochodzi rodzina meza. Niektore sa juz bardzo stare, ale dalej pieknie pachna.
Maslgosiu, obejrzalam zdjecia Amiga w sniegu i chce Ci powioedziec, ze ten Wasz Pies jest tak rozkoszny, ze chce sie go zlapac i jesc lyzkami. Raczej nie przyjezdzaj z nim do Londynu, bo bedziesz wracala sama.
Ma strasznie DOBRE oczy.
dobranoc
Dobrej nocy wszystkim
Każdy Krakus obowiązkowo musi znać gipsowe główki wawelskie.
Chyba zresztą dalej je tłuką i w Sukiennicach sprzedają. Ale Krakusy na szczęście je tylko rozdają, nie dostają.
Romowie sa swoadomi, ze wyszli z Indii, ale religie przyujmuja kraju “osiedlenia”, choc nie jest to do konca wlasviwe slowo. Nasi sa katolikami, ale niektpore zwyczaje sa rodem z Indii.
Markiza byla niezwyklym dzieckiem – skupionym, refleksyjnym, pelnym zasdaniczych pytan, nieoczekiwanych skojarzen. I bardzo chora – miala straszliwa dziecieca astme.
POznalam ja w zabawnych okolicznosciach. Byl koniec lipca i od tygodnia padalo, a raczej lalo jak z cebra. Musialam w pewnym momencie “pojsc w krzaki”, byl wieczor, i przedzierajac sie przez jakies zarosla, wpadlam do rowu wypelnionego woda. A poniewaz bylam, zgodnie z nakazami Romanipenu, w dlugiej spodnicy, to kiedy wygramiolilam sie z tego rowu, ociekalam woda. Powyciskalam spodnoce jak moglam i pobieglam do plonacego ogniska, aby sie wysuszyc, I wtedy dziewczynka, ktora mi sie uwaznie przygladala, zapytala co sie stalo. Wiec powiedzialam. Ona parsknela smiechem, ale natychmiast schopwala glowe w raczki i sie poprawila: Przepraszam pania, ale to JEST troche smieszne.
Zapewnilam ja, ze sie nie obrazilam i tez uwazam, ze jest to troche smieszne. Zaczelysmy rozmawiac i dowiedzialam sie, ze wychowuje ja babcia, ze kiedy miala 3 latka jej mama wyjechala do Kanady i odezwala sie, dopiero w zeszlym roku, ze ojciec pracuje w innym miescie, ale regularnie przyjezdza i spedza z nia weekendy, ze spedzila rok z ojcem w Finlandii “gdzie wszystkie dzieci , neizaleznie od kolory skory sa rowne, a do nauczycieli mowi sie po imioeniu”, ze Finlandia jest cudownym krajem, ktory sie moze tylko przysnic, ze ma astme i jest uczulona na dym z papierosow i na psy, ktore kocha.
Rozmawialysmy ze dwie godziny zanim przyszla babcuia aby ja zabrac na noc do namiotu. POtem Markiza nie odstepowala mnie o krok, chciala byc tylko w mojej bryczce i rozmawialysmy bardzo duzo. Nie wszyscy dorosli byli z tego zadowoleni, uwazajac, ze Markiza to “stara malutka” (co za okropne wyrazenie) i powinna byc wiecej z dziecmi, a nie z dorosla gadzi.
Kiedy skonczyl sie tabor, musialam w cuagfu 15 minut wyjechac do Warszawy koprzystajac z okazji samochodowej ( o pociagu nie bylo mowy, bylam tak brudna, bo nie moglam wejsc do zimnej rzeki) i nie pozegnalam sie z Markiza. Probowalam ja znalezc przez wszystkie szkoly w Tarnowie i sie nie udalo. A moi przyjaciele wiedzieli tylko tyle, ze jej babcia nazywa sie Lusia. Nie wiedzieli gdzie nmieszka, bo bylo to gdzies na przedmiesciach. I tak nie udalo mi sie odnalezc Markizy, ktorej obiecalam ze przyjedzie do Londynu, do mnie. Naprawde bardzo sie staralam. Bardzo. Mam do dzis starszne wyrzuty sumienia.
Amigo to wielka moja duma. Córka jest zazdrosna bo on nie odstępuje mnie na krok. Mamy też swój codzienny rytuał- gdy pracuję, on sobie ucina spanko mając głowę na mojej stopie, gdy wychodzę z domu, pozwalam mu sobie ściągnąć jakiś mój sweter czy bluzkę, na którym się kładzie i czeka powrotu, a po południu – zasiadam w fotelu, on przylatuje by go wziąć na kolana i jest długie, conajmniej godzinne głaskanko.
O poznaniu sąsiadów nie wspomnę….
Krakowskie głowy też były w mojej rodzinie. Ciocia studiowała na UJ.
Malgosiu, bo Amigo doskonale wie kto jest przewodnikiem stada. Przeciez on byl kiedys wilkiem!
Heleno, bardzo czesto chore dzieci maja wiecej czasu na myslenie. Sluchalam kiedys paru wywiadow z roznymi ludzmi, ktorzy opowiadali o swoim dziecinstwie i zapadnieciu na polio (lata czterdzieste i piecdziesiate). Bylo wsrod nich duzo artystow i pisarzy, ktorzy twierdzili, ze dluzsza choroba, uniemozliwiajaca udzial w zwyklych dzieciecych zabawach, jest jakos odpowiedzialna za to, kim teraz sa. A “stara malutka” to dziwny zwrot. Hindusi mowia o “old soul”, czyli duszy, ktora przeszla juz wiele wcielen, i juz prawie sie oczyscila z tego, co nieduchowe, i wlasnie dlatego – jest stara dusza. Ale dlaczego dziewczynka miala taki wazny hinduistyczny symbol, jakby ja sama okreslajacy, pewnie pozostanie tajemnica. Ganesh jest odpowiedzialny miedzy innym za spisanie Mahabarathy…
A co do glow wawelskich, to musze dojsc, czemu nigdy moja krakowska rodzina nie obdarzyla mnie ani jedna. Moze uznali mnie za swoja, i dlatego mi sie upieklo? Bo sami ani jednej nie maja.
W zasadzie tak, ale… Zwykle psowie rzeczywiście orientują się na dorosłych, domowe dzieci traktując przyjaźnie, ale z pobłażaniem, a czasem nawet próbując je wychowywać. Ale moja mama miała w dzieciństwie jednego psa, który był absolutnie zorientowany na nią i jak ktoś z dorosłych mu wydawał polecenie, to najpierw sprawdzał, co mama o tym sądzi i dopiero potem ewentualnie wykonywał, jeśli było potwierdzenie. Przed panią domu, czyli mamy mamą miał wprawdzie szalony respekt i starał jej się nie narazić, ale za alfę uznawał jednakowoż dziecko.
Jeszcze dzisiaj tutaj zdazylam, przeczytalam artykul o obciachu, tez mi sie wydaje, ze u zrodel lezy przede wszystkim strach przed wykluczeniem z grupy, czlowiek to jednak stadne zwierze!
Rozejrzalam sie dzis po mieszkaniu i stwierdzilam, ze kiczu ci u mnie pod dostatkiem, chociaz z kazda jedna sztuka jestem zwiazana uczuciowo i rozstanie nawet z ta najmniejsza, nie jest wogole brane pod uwage. Kazda kocia figurka ma swoja historie, byl czas, kiedy sama wyszukiwalam ciekawsze egzemplarze, dzis juz troche przystopowalam z braku miejsca na polkach. Bylam kiedys w eleganckim sklepie meblowym i zauwazylam, ze na jednej komodzie stoja dwa zlote koty, bardzo fajne w formie, oczywiscie jako dekoracja. Uparlam sie, ze musze je miec. Odszukalam szefa sklepu i przekonalam go, te koty beda jeszcze lepiej wygladac na mojej komodzie. Szef nawet nie bardzo wiedzial, ile ma za nie skasowac, w koncu sprzedal mi je za dosc przyzwoita cene, stoja do dzisiaj u mnie. Z glowy wawelskiej musialam tez sie posmiac, wisi sobie u mnie w stolowym w kaciku, nawet nie wiedzialam, ze to juz zabytek. Mam tez na scianie male jelenie rozki, tak smiesznie ulozone, wisza jako dekoracja nad portretem-karykatura mojego (hi, hi ), kiedys zobaczyl je znajomy mysliwy i okazalo sie, ze to unikat, zdarza sie w przyrodzie bardzo rzadko. A wiec, nie dajmy sie zwariowac, kazdy trend kiedys sie konczy i staje sie obciachem, gromadzmy wokol siebie to, co sprawia nam przyjemnosc, a gdy nasi znajomi stukaja sie w czolka, to wymienmy moze znajomych? Na takich bardziej dla nas trendy?
Wymiana znajomych czasem okazuje się bardzo dobrym pomysłem…
Dlaczego miala Ganesha, nie wiem. Podarowalam jej swoja latarke (wazny sprzet na taborze nocujacym w lesie), nazajutzr wpadl do nas na godzine samochodem jej ojciec, wiec porosila go zeby zawiozl ja do domu i wrocila z Ganeshem dla mnie. Powiedziala mi, ze on przynosi szczescie, ktorego zreszta bardzo wtedy potrzebowalam i ona to bardzo wyczuwala .
To byla cudowna dzieczynka, Markiza. Nigdy takiej nie spotkalam.
Pewnie masz racje, z ta choroba.
To ciekawe, co mowisz o wyczuwaniu, bo w mojej rodzinie i mnie samej zdarzylo sie pare razy w waznych momentach zyciowych spotkac Romki, ktore za kazdym razem dokladnie przewidzialy, co sie stanie. Zasadniczo w takie rzeczy nie wierze, a jednak musze sie liczyc z faktem, ze tak sie pare razy zdarzylo. Paradoks w sam raz dla Bobika. Moze czytaja aure.
Panno Koto, masz racje – lepiej w takich sytuacjach wymieniac znajomych, jesli im tak przeszkadzaja nasze ulubione przedmioty.
To wynika pewnie nie z jakichs nadprzyrodzonych zdolnoscui, tylko z umiejetnosci sluchania i obserwacji, z calej ustnej tradycji przekazu, ktora takie umiejetnosci wyrabia. Mam to samo z Zosia i Mackiem. ale i z ich chlopcami – wrazliwosc na slowo, na nastroj. Oni wiedza np, ze cos sie stalo, zanim im powiem, nawet wtedy kiedy staram sie byc up beat.
To zupełnie jak ja! Nikt mi nie musi mówić, że zaraz pójdę na spacer, wystarczy, że ktoś z domowników sobie pomyśli “zaraz wyjdę z psem”, a ja już wszystko wiem i biegnę do smyczy!
Pfi! Ja tez wiem kiedy sie szukuje wizyta u weterynarza, zanim Stara pojdzie do szafy po koszyk. Albo kiedy zbliza sie z tabletka. Ma wtedy taka falszywa morde.
Moze wykluczenie, jakos lepiej rozwija wrazliwosc na niewerbalne sygnaly, bo to pomaga w przetrwaniu roznych trudnych sytuacji?
A to pewnie tez!
Dobry wieczór!
Poszukałam w domu kiczu, trochę by się znalazło: upchane po kątach w sypialni indiańskie talizmany albo chiński karton z widoczkiem. części bardziej reprezentacyjnej mieszkania pilnuje nasza Zosia, która ma dość wyśrubowane kryteria tego co można lub nie można powiesić lub postawić.
Głowy wawelskie , to faktycznie w Krakowie symbol prezentowego kiczu, dalej jest tylko góralska ciupaga kupiona pod wawelskim wzgórzem. Z tymi głowami to jest ciekawa sprawa. jak wiadomo w XIXI wieku na Wawelu stacjonowały wojska austriackie i prawie nic z wystroju ( po za oczywiście arrasami) się nie zachowało. Większość renesansowych kasetonów z główkami ( z sali o ile pamiętam senackiej, a nie chce mi sie teraz googlować) tez zniknęła. Po wyprowadzce Austriaków, głowy zostały rekonstruowane na podstawie takich samych , które były w rezydencji wtedy juz książąt Sanguszków w Podhorcach na Ukrainie. O ile pamiętam rekonstrukcja nastąpiła jw latach 20 tych juz w II RP. Po II wojnie Podhorce znalazły sie po za granicami Polski, a Ukraińcy urządzili w pałacu szpital dla chorych na gruźlice. W latach 80-tych (lub 70-tych) XX wieku wybuchł pożar i cześć rezydencji uległa znacznemu zniszczeniu miedzy innymi kasetony z głowami. Więc teraz powinni je rekonstruować na podstawie tych z Wawelu…..
Podhorce to piękny pałac, pięknie położony, niestety zniszczony, przynajmniej tak go widziałam kilka lat i raczej wątpię by sie wiele zmieniło
Dla mnie symbolem krakowskiego prezentu (ale nie całkiem kiczu) jest słynny segmentowy smok, o którym dopiero ostatnio się dowiedziałam (dzięki wystawie w Muzeum Narodowym), że jest według projektu Stryjeńskiej.
Mnie się coś widzi, że te głowy to z Sali Poselskiej. Może jednak lepiej sprawdzić?
Eh, to jeszcze Wam pokaze dusze kwiatu z garazu:
http://picasaweb.google.com/WandaTX/DuszaKwiatu?authkey=jbmf65L9nNw#slideshow
dostalam z komentarzem “moj maz nie moze na to patrzec” (
?)
Witajcie, Dziewczynki. Co tak pozno?
Masz racje Bobiku, w sali poselskiej. Wszystko trzeba zawsze sprawdzać!
Wando, piękny!!!
Pora na kawe i paczka z roza,
dobranoc…
Ciekawe gdzie tez Austriacy te kasetony wywiezli?
Heleno,
lepiej późno niz wcale,
wizyty ( znanego ci ES), wizyta u Taty, wcześniej wizyta u fryzjera, a na końcu męczony przez dwie godziny scrabbel, z marnym skutkiem,
Króliku, było 194 ocalało 30,
tu trochę więcej
http://pl.wikipedia.org/wiki/G%C5%82owy_wawelskie
Oooo, a co u nich slychac? Ostatni raz rozmawialam we wrzesniu.
Dzieki, zono. Ile ja sie ciekawych rzeczy z tego blogowania z Wami dowiaduje.
Wando, Dusza znakomita. W moim pierwszym tu domu mialam zyrandol w postaci ogromnej kisci granatowego winogrona.
Ach, Dusza Kwiatu zaiste zachwyt wzbudza!
I przypomniała mi naszą bajaderę. To jest turecka lampa, która została w naszym domu po poprzenich mieszkańcach. Była tak doskonałym wcieleniem kiczu, że nie mieliśmy serca jej wyrzucić i spędza emeryturę w piwnicy. 
A z tym segmentowym smokiem to ciekawa rzecz. Dla mnie on się kojarzy kiczowo, pewnie dlatego, że od zawsze widywałem w Sukiennicach jego kolejne klony i kupujących je na przemian z ciupagami turystów, ale jak go umieszczę w innym kontekście czasowym, to rozumiem, że wtedy zapewne kiczem nie był. Co jest kolejnym przyczynkiem do tego, na ile te wszystkie historie są umowne i relatywne.
Ale o ile o kiczowość smoka można się spierać, o tyle nie ulega wątpliwości, że kupowanie go jest obciachem.
No, ja w pokoju dla gosci mam nad lozkiem lampke w ksztalcie tulipana. Musialam byc chyba na bani, jak kupowalam wlasnymi recami.
Króliku, blog zalicza się do zjawisk z dziedziny mądrości zbiorowej. Ponieważ nikt nie wie wszystkiego, to każdy się od innych czegoś nowego dowiaduje. I wszyscy mają udział.
Do smoka, szczególnie jeśli jest w wersji zabawki dla dzieci nic nie mam. Niestety ten który stoi pod smocza jamą i zieje ogniem jest potwornie obciachowy. Kicz a krakowskie pomniki, stawiane w moim pięknym mieście w ostatnich latach to osobny temat, Niestety od gadania, nie robi sie ich mniej , tylko więcej!
Oddalam sie, bo rozbolala mnie glowa. Mam wrazenie, ze scotch z prozakiem sie kloca.
A, to jeszcze jeden przyczynek do relatywności.
W wersji zabawki dla dzieci to może być i smok, i konik, i nawet ta nieszczęsna ciupaga, jak dziecina strasznie jej pożąda. Ale kiedy to samo dorośli kupują dla siebie albo innych dorosłych, a potem stoi toto na komodzie w charakterze “pamiątki z Krakowa”, to całkiem innymi ślepiami się ogląda.
Ja mam tylko Jameson’a i na razie jest dobrze, ale jutro tez jest dzień!
Dobranoc!
Ach i ciupage tez mam, sama kupilam, tyle, ze w wersji szkockiej, tzw”walking stick”, tez troche rzezbiony i kolorowany.
Pa!
Ledwo się impreza zacznie, a już wszyscy znikają
dzien dobry !!!!!!!!!
zakopalem sie w nowym sniegu jak Amigo
wspaniale!!! puszysto!!
teraz do czajnika biegiem !!!!!!!!!!
Rysiu, Amigo
jak ja Wam zazdroszczę sniegu
u mnie on na receptę , a nie ma lekarza co go przepisuje
tam gdzieś u góry o mnie zapomnieli
ale co tam zaraz dołączę do Amiga u niego snieg jest
u Emi też , więc na razie musi mi to starczyć
Rys przygotował wrzątek trzeba śniadanko przygotować
dziś mam barszczyk czerwony i paszteciki
łasuchy dziś tylko kawę dostaną co najwyżejz cukrem
a ja biegnę do Amiga i Emi , zobaczę jaki bucik ma Emi
potem wracam i Moją będę pilnować by ją praca nie przywaliła
http://www.youtube.com/watch?v=EeKTEI-ZF0Q
Rys
moja Młoda pyta czy może Berliński Ryś przeczytał już “Szkarlatny płatek i biały ” czy może na razie sprzedaje tylko pozycje i nie ma czasu
http://www.youtube.com/watch?v=aux5da6-hXk
niestety,nie tez szukalem w szczecinie bez efektu,
tutaj (niemcy)naklad wyczerpany,ale pamietam i znajde
Dzień dobry!
cos dla blgowych kotów
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,6298885,Teatr_im__Slowackiego_oglasza_casting_na_kota.html
Dzień dobry!
Dobrze, że na krótko…
Ech, czasy….
Amigo czuwał przy komputerze z samego rana, ale odcięto nas od swiata.
Nie wiem, o jakiego smoka wam chodzi? Ten wielki pod Wawelem jest naprawdę obciachowy. Za to ponoć ziele ogniem na zawołanie , a raczej na monety.
Zieje nie ziele oczywiście
http://miasta.gazeta.pl/krakow/51,95299,5983551.html?i=1
Ja mam słabość do takich smoków. Może sobie nawet kiedy takiego kupię…
Kiedyś dla jajca kupiłam drewniane jajco. Zielone. Z Pałacem Kultury
I co się z tego jaja wykluło?
To bardzo ladny smoczek, Doro!
Kiedys nasza Stara kupila cos podobnego w chinskim sklepie (byl to bardzo dlugi waz skladajacy sie ze zlaczonych segmentow) i umiescila na wielkim akwarium, ktore bylo wtedy u nas w domu, gdyz w jakiejs glupoiej ksiazce przeczytala, ze “zniecheci to kota do otwierania dachu akwarium” i rybolostwa.
Hahahahahahahaha!
Weza stracilismy na podloge i zanim Stara zdazyla krzyknac “A kysz!” podzielony byl na segmenty juz nie zlaczone.
Dalismy jej z Bratem (niech mu ziemia lekka bedzie) wspaniala nauczke: z kotem nie wygrasz z pomoca glupiej literatury przedmiotru. Jak mowila jedna nasza dawna weterynarka: Kot jest zawsze jeden krok przed toba. Ona sie naprawde znala na rzeczy. Jest czesto w tym domu cytowana.
Mordechaju, jak mawiają młodzi- Szacun!
Jak to się stało, że bedąc chyba ze 3 czy 4 razy w Krakowie nigdy mi taki smok w oko nie wpadł, a głowy i owszem?!
Moja ulubiona 13 brmka.
Posyłam Wam Smoka.
http://picasaweb.google.pl/terkon11/Wildshire?authkey=nblWcm3b4Gg#5304827546814339858
Smok Stryjenskiej , o której ostatnio pisano chyba był pierwowzorem tych wszystkich smoków z sukiennic.
Mnie najbardziej do wyobraźni przemawiają stylizowane chińskie smoki.
Doroto, ponieważ nie mogę na Twoja stronę wchodzic, przekaż Stanisławowi moje podziękowania,że napisał o gdyńskich wieżach to , co większość z nas mysli.
Te wieże to dopiero urbanistyczny( juz nie mówiąć o architekturze) obciachnaszego miasta.
Zostaną na wieki, jak te pomniki liczne i coraz paskudniejsze.
Dzień dobry.
Ile kroków przed tobą jest pies, to zależy od długości smyczy. Jak smycz jest długa, może to być z 15 metrów, a jak odpięta, nawet kilka kilometrów.
Kierowniczka na jarmarku
jajco se kupiła,
położyła je pod lampą,
grzała, hołubiła.
Po tygodniach kilku w jajcu
zrobiły się dziurki,
potem pękło i się wykluł
pałacyk kulturki.
“Co? Kulturka?!” – Kierowniczka
wrzasnęła przejęta.
Cóż się dziwić? Jakie czasy,
takie i pisklęta…
…ale coby to nie było,
trza dać żreć co rano.
Jak się ożre, może przejdzie
w kulturę kochaną.
By tak było, niewąskiego
trzeba by mieć farta,
bo kulturka, jak słyszałem,
ponoć nienażarta…
Tak między nami, wolę juz Pałąc Kulturki, niż posępne nasze wieże gdyńskie, nikomu na nic niepotrzebne, tylko deweloperom.
Musiałą zmienic trasę spaceró,żeby na to nie patrzeć.Gdynia doslownie “siadła” przy tej szkaradzie.
kilka miesięcy walczylismy wspólnie z dziennikarzami miejscowymi,żeby tym nie szpecić miasta, które miało piękna zabudowę.Nie udało się.
Co gorsza skutki takiej fanaberii przewiduję fatalne.
Po wybudowaniu tych wież wszystki okoliczne domy zaczęły nabierać wody w piwnice!
Mój Tata i Wujek naszej Moniki pogłębiali w czasie budowy Gdyni ten kawałek nabrzeża i wiadomo,że tam nie ma żadnych umocnień gruntowych.
Przy nawałnicy te kolosy się kiedyś zawalą.
Urbanistyczny chłam.Gdyby stały gdzieś w morzu, albo w innym miejscu, dałoby się to strawić.
Ale są tak usytuowane, że raz wyrastają (widokowo) na gmachu poczty, z innej perspektywy pojawiają się na dachu byłego kina “Warszawa”, albo “włażą” w naszą piękną marinę.
Rosłam z tym miastem po wojnie i nie mogę obojętnie patrzeć na to cialo obce.
Chciałam o tyn napisać u Pani Kierowniczki, ale mi się jak zwykle nie udało, to masz teraz Bobiku za swoje!!:smile:
A co tam, złamię się:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,37078,title,Zabronione-w-Warszawie-bo-sklania-do-rozwazan,wid,10869669,felieton.html
Obawy przed rozważaniami nawet komisarz by nie wymyślił…
A tu tak rzewnie te gdyńskie wieże pokazują
http://www.youtube.com/watch?v=fRYUSZrTmH4
Ciekawe, czy mieszkańców z wodą w piwnicy ta reklamówka wzrusza?
No bo Polska nie jest zadna kobieta, jak twierdzi Partia Kobiet.
Polska jest koltunem – first and formost. Koltunem stoi i koltunem z kazdym wygra.
Ja nie rozumiem, czemu ZTM nie zwrócił się wprost do Biura Nadużyć Intelektualnych? Przecież to oczywiste, że reklama będzie skłaniać do rozważań, skoro już sama informacja o niej skłania. O, takich na przykład:
Feministki nie są reprezentantkami POLSKICH KOBIET!!! Do garów baby. Niech feministki staną przed lustrem i zobaczą jak żałośnie wyglądają. Nie dość że brzydkie, to jeszcze głupie.
Publiczny autobus to nie miejsce na dewiacje. Tam jeżdżą dzieci , nie chcę aby moje pociechy oglądały jakieś chore europejskie reklamy . Później wyrosną nam takie dzieci jak w Anglii.
Potrzebna jest jak najszybsza interwencja Komisariatu! Przecież Komisarz chyba nie chce dopuścić do tego,żeby jego dziecko było jak w Anglii!
Reklamówka udana, ale jak widać zastosowano manipulacje, wieże sobie pływają w co piękniejszych miejscach, a w rzeczywistośći stoją i straszą.
Tak, bo autobus ma prowadzić od przystanku do przystanku i żadne rozważania nie były uwzględniane w jego trasie, a na odstępstwa od trasy Miasto środków nie przeznaczało. O!
Kiedys w Nowym Jorku pracowalam w jednej redakcji z bardzo wrednym dziadem – aroganckim, zarozumialym i dokuczliwym wobec wszystkich “peerelowcow”, ktorzy nie walczyli w Powstaniu Warszawskim, do ktorych to peerelowcow zaliczal w pierwszym rzedzie mnie i Renate.
Kiedys wybieralam sie sluzbowo na jakis bal polonijny, ale po pracy dopiero, wiec poszlam do lazienki, przebralam sie w balowa suknie, wlozylam wysokie szpilki, umalowalam sie wieczorowo i i wkroczylam na pokoje redakcyjne, zeby mnie koledzy ocenili.
I wtedy ten dziad sie odezwal: O! – powiedzial z uznaniem. – Do tego wlasnie sluza kobiety: zeby ladnie wygladaly i ladnie pachnialy.
Udalo mi sie zareagopwac bez chwili namyslu:
- To samo myslalam kiedys o mezczyznach. Ale juz przestalam liczyc na ladny zapach.
Nasze stosunki pogoprszyly sie wtedy jeszcze bardziej, Na szczescie zostal wyslany wkrotce na emeryture.
I wtedy dopiero roztaczał zapach starości , ale już nie w redakcyjnym pokoju, prawda?
Z dzsiejszego londynskiego Timesa:
Tajemniczy kierowca -recydywista, ktoremu uzbieralo sie 50 mandatow zarobionych w calej Irlandii i niemal codziennie zmieniajacy samochody, zostal wreszcie zidentyfikowany. Funkcjonariuisze drogowki otrzymali od swego komendanta list nastepujacej tresci:
“Prawo Jazdy is actually the Polish for driving licence and NOT the name of the driver on the licence!”
Jak czasem słucham “feministek”, a jestem niedowiarkiem zastanawiam się,czy to czasem nie potrzeba więzi z grupą, tak, jak my na blogu Bobika, dowalacze na niektórych blogach, seksocholicy na innych,a współczesne życie społeczeństw oferuje i dużo i nic, taka sprzeczność.
Do partii- nie, do kościoła też- nie, gdziś trzeba tę potrzebę zaspokoić.
Kobieta, moim zdaniem powinna ładnie pachnieć, nawet i po śmierci.
Nie jest jej wadą,że ma dzieci, jedno, a bywa,że kilkoro i te zazwyczaj są bardziej socjalne, niż jedynacy.W każdym razie lepiej sobie radzą w grupie i w życiu.
Kto to jest zatem “feministka” czy to paskudne babsko, nie dość,że nie umie gotowć, i jeszcze wredne, pyskate itd.?
Porwane zostały silne więzi społeczne, o których lat temu 20 mogliśmy myśleć,że to opoka.Dziś przyjaciel niegdysiejszy- jest zajadłym twym wrogiem( wzorcowy przykład to byli solidarnościowcy),
Nie wspomnę o tem że stale, jak widomo krążą nad światem wszelkie wojny religijne.
Zastanawiam się na co to ludziom potrzebne?Do spełnienia?
W dodatku, ktoś(chyba królik ?, siostra moja w biedzie) tu wczoraj pisał o Lęku przd odrzuceniem przez grupę.
Czasem mi się wydaje że ten lęk jest spirytus movens wielu zupełnie zbytecznych i dla państwa uciązliwych akcji.
Nie wątpię,że( a Ty to przełożysz na angielski, bo nie śmiem kaleczyć tego języka)
cd”.Kierowca został zidentyfikowany, po zapachu wszechobecnym w każdym z samochodów, do czego przyczynił się walnie nasze znakomite policyjne psy rasy John Russel Terrier.”
ps, wolałabym oczywiśćce,żeby to był sznauzer, jak Emi, ale wtedy cytat wymagałby niemieckiego.
Zjełczałych skarpet obłok wonny,
odorek potu nieuchronny,
niemytych zębów zgniłe tchnienie,
gaci niepranych objawienie…
Ach, jak uwielbiam zapach ten,
tak pachnieć ma prawdziwy men!
przyczyniły*i oczywiście**
Nie mogę zawalać na klawiaturę od czasu, jak ma złote
koronki, bardzo twarzowe. : wink:
Z przestępcy drogowego o danych personalnych Prawo Jazdy uchachrałem się już wczoraj u Kierowniczki
Babko, nie chcę rozpętywać znowu dyskusji o feminizmie, bo to już kiedyś u nas leciało, ale nie sądzę, żeby siłą napędową feminizmu była chęć przynależności do grupy, a raczej chęć sprzeciwienia się sytuacji, która jest do d…
Manifesty, hasła, itd. to po prostu znane i uznane metody działania, jak się chce coś zmienić. A o tym, że zmienić coś by należało, świadczą choćby cytowane przeze mnie wyżej “argumenty” przeciwników feminizmu.
beee Bobiku!
Przedstawiłeś wersję komunikacyjno, redakcyjno, sklepową!!!
bee .Kiedyś napadł na mnie , (jak się potem okazało )kafelkarz- amator damski i to nieomal w sercu miasta
vis a vis Teatru Muzycznego, czyli w miejscu ruchliwym.Zaatakował mnie za krzaczkiem , a którym z drugiej strony, czego się nie spodziewał sikała sobie spokojnie Prababka Emi-Pyza.
Dostałam wyćwiczone karate w krtań i tracąc przytomność
czułam tylko niebiański zapach bliżej mi nieznanej wody męskiej “Brutal.”
Dzięki psu uszłam z życiem, kiedy się ocknęłam uciekał pod Kamienną Górę z moją suką wiszącą mu na szaliku.
W życiu nie spotkałam, tak schludnego faceta.!!!
Kiedy go schwytano po miesąicu w tej samej okolicy( akurat tam, gdzie stoją obecnie te pskudne wieże) ponieważ- mocno poturbował panią, właścicielkę owczarka niemieckiego.
Schwytany na pytanie kogo jeszcze napadł, wymienił nieomal cała listę ofiar swoich, ale najbardziej rozwodził się nad kosztownym szalikiem, który mu podarł moj pies.
Zapomniałam dodać,że od tego czasu aż do śmierci moja Pyza atakowała wyłacznie domytych, wręcz przesadnie wypachnionych menów, jak leci, jesli tylko przechodził taki w pobliżu.Smierdziele jej nie interesowały.
A mnie sie te reklamy nie podobaly, choc absolutnie uwazam, ze maja prawo wisiec w autobusach. I nie dlatego, ze sie z nimi nie zgadzam, bo sie akurat zgadzam. Raczej dlatego, ze to sa przekazy wylacznie do przekonywania juz przekonanych, a wiec – w pewnym sensie – strata czasu i pieniedzy, ktore lepiej mozna wykorzystac, zeby przekonywac do wartosci feministycznych. Glowny moj zas zarzut do tych reklam jest taki, ze przywoluja na mysl Kosciol jako przeciwnika praw kobiet, co zreszta jest prawdziwe, ale mysle, ze lepsza technika perswazyjna jest niekoncentrowanie sie na przeciwniku w taki sposob, bo sie go dodatkowo umacnia w jego nadmiernej waznosci w calej debacie na temat praw kobiet. A chodzi o to, zeby w ogole nie legitymowac prawa biskupow do wypowiadania sie, co kobietom wolno, a co – nie. I wtedy w ogole lepiej ich nie wspominac, podobnie jak ich zdrowasiek. Inaczej duza czesc rozwazan, ktorych i tak chciano uniknac, przejdzie na boczny tor rozmowy o Kosciele i glowny przekaz sie rozmyje w klotniach o obraze czyichs uczuc religijnych.
Heleno, Babko, o Mr. Jazdy i jego przekroczeniach drogowych bylo dzisiaj rano do sniadania w bostnskim radiu.
Wiadomość dla PA 2155
Do wczorajszej rozmowy o kiczu i ksiąźkach.
Z dzisiejszej” Gazety Trójmiasto”Może się na przyda?
http//monika.univ.gda.pl~literat/books.htm#books
Biblioteka ma wszystkie pozycje literatury pięknej do 1939 r.
Współpracuje z Encyklopiedią Britanica.
Gość może i pocierpi, ale co użył to jego!!
Każdy ma jakieś marzenia
W tym konkretnym wypadku chyba jednak chodzilo o to przede wszystkim, ze stanowisko biskupow odegralo znaczaca, a wlasciwie prawdiopodobnie decydujaca role w rozmyciu ustawy o finansowanie in vitro. Bo ma to byc glownym tematem tergorocznych obchodow Dnia Kobiet, . Osobiscie z pewnymi wahaniami podchodze do kwestii calkowitego finansowania przez panstwo in vitro w Polsce, bo wiem, ze sytuacja w polskiej sluzbie zdrowia jest taka, ze nie ma czasami pieniedzy na procedury ratujace zycie juz narodzone. Ponadto samo haslo jest prawdopodobnie malo czytelne dla wielu. Oburzajace natomiast, ze urzad sprzedajacy miejsce na reklame na autobusie, cenzuruje tresc – z oportunizmu. ze ktos moze jej nie lubioc – tresci hasla, bo przeciez nie obraza ono nikogo.
Babko, Ty chyba nie uwazasz serio, ze organizacje kobiece prowadza jakas dzialanosc, bo zabraklo im innych wiezi spolecznych? Probuje zrozumiec Twoj wpis i ni w zab nie potrafie! I co to znaczy, ze Bobik przedstawil jakas wersje redakcyjno-sklepowa? Wersje czego?
Bo chyba nie chodzi Ci o ten bardzo smieszny wierszyk w odpowiedzi na moja dykteryjke?
Mnie te hasła tez szczeglnie sie nie podobają. podobnie jak same manify. mam wrażenie że przez swój, nazwijmy to tak – ekscentryzm – same feministki spychają się do swego rodzaju getta. one zapewne dobrze się bawią, ale nie jetem przekonana że to popycha sprawy o które walczą do przodu. mam wrażenie , że wręcz przeciwnie. Wiele Polek ( pewno większość) nie zgadza się z poglądami Kościoła w sprawie in vitro, ale nie sadze by wyśmiewanie sie z modlitwy na różańcu przeciągnęło je do ruchu feministycznego. Zbyt radykalne wyrażanie swoich przekonań prowadzi do izolacji.Czy MZK, powinno się zgodzić na te reklamy? Teoretycznie tak, bo MZK nie jest od cenzury. Ale mam wątpliwości. Dla wielu pasażerów, szczególnie ten o zdrowiu i zdrowaśkach mógłby sie wydawać obraźliwy, a nawet raniący. Inna sprawa , że uzasadnienie odmowo jest kuriozalne.
Heleno
oczywiście uważałam,ze Bobik w swoim wierszu trącił panów brzydko pachnących w sklepie, redakcji
i nazwałam ich “wersjami”, bo cuchną jeszcze w wielu innych miejscach.
Pokpiwam czasem Heleno, ponieważ uważam osobiście( a dosyć się napracowałam społecznie , nie partyjnie, tylko w takich prostych obywatelskich organizacjach i juź mnie nikt na to więcej nie namówi), że nie tędy droga.
I nawet się nie przejmuję,że nie ma komu porzekazać pałeczki.Metody są przestarzałe, młodsze pokolenia nie czują potrzeby ,zajęte organizowaniem swojego tu i teraz lub przyszłości.Bi kto im ją zorganizuje?
Nie będę wykładać mojego p-ktu widzenia, bo po co zanudzać gości Bobika.
A swoja drogą, jak w tej sieci łatwo o nieporozumienie czy też raczej o niezrozumienie.Przepraszam Bobiku.
Kaganiec na klawiaturę ( złote koronki muszą jej wystarczyć)!
Żono sąsiada
Moniczko, na temat Polaka o nazwisku Prawo Jazdy, tka angdota mi się przypomniała z moich rodzinnych archiwów.
Po podstawówce rodzielili nas mnie i adoptowanego brata, który jest moim rówieśnikiem.
Poszedl na Politechnikę i nasze drogi się rozeszły w sensie środowiska , znajomych itd.
Brat ma specyficzny rodzaj dowcipu i bardzo jest dzięki temu lubiany.
Spotkał po latach naszego kolegę z podstawówki i ten zapytał co u mnie słychać, na co brat z jadowitym usmieszkiem powiedział:
“Ona oddaje się sztuce !”
A Kolega:”Czy to ten Antoni z Warszawskiej, bo znam gościa?!”:smile:
To prawda, ze stanowisko biskupow odegralo glowna role, Heleno. Ale same reklamy, acz sluszne, pozostaja nieskuteczne w przekonywaniu tych, ktorych trzeba przekonac. Jest pare swietnych ksiazek, napisanych bardzo niedawno, na temat skutecznosci politycznej perswazji, takich autorow jak psycholog spoleczny i neurofizjolog George Lakoff, albo jego kolega Drew Westen. Po lekturze tych ksiazek inaczej sie patrzy na kampanie poityczne, i bardzo je wszystkim polecam, zwlaszca, ze sztab Obamy takze je wykorzystal w jego (skutecznej kampanii). Nie bede ich streszczac, bo duzo tam psychologii, socjologi i neurofizjologii, ale niech wystarczy sam tytul jednej z ksiazek Lakoffa – “Don’t Think of an Elephant!” (chodzi o Partie Republikanska), albo drugiej – “The Political Mind. Why You Can’t Understand 21st-Century American Politics with an 18th-Century Brain”. Bardzo te ksiazki polecam wszystkim zainteresowanym zmienianiem sytuacji politycznej gdziekolwiek.
Babko
nie wiem jak tam Wasze języki , ale nasze ( pieski) służą do wyjasniania spraw , jak wszystko wyszczekam Moja zrozumie , zresztą Moja mówi ,ze od tego ma ten język by tłumaczyć , jak ktoś nie zrozumie nawet 10 razy , wszak chodzi o to by ludzie się rozumieli , a reszta to już kwestia wyobrazni
Moniko
, zabrał w powrotna drogę książkę dla Rysia , a dla Ciebie skrzynke aksamitek a pomiedzy nimi wiesz co się znajduje
Hermes dotarł , mniam
Zono, widze, ze sie minelysmy komentarzami.
Babko,
A jak ten Sztuka Antoni wygladal? Trzeba bylo sie dopytac kolegi.
Niuniu kochana, bede czekac aksamitek, i zaraz zapakuje zwrotna poczte. Czy Ty jadasz swieze ryby atlantyckie, bo dzis zajrze do rybnego, maja zwykle swiezy polow na weekend. Zamierzam sie tez na zupe pomidorowa na rosole, bo mi Babka narobila smaku na cos przypominajacego dziecinstwo. No i piatek to Dzien Dobroci Koz Vermonckich dla Ludzi…
Moniko
rybki mniam , mniam , mniam
Niuniu dzięki, Emi jakoś znosi to chodzenie w bucie z cholewą
Buziaki dla Was , a dla Ciebie, i innych piesków wielka wołowa pręga.
Pewnie mam niewyparzony język niuniu, a zawsze mnie uczyli,że przed gotowniem ozór trzeba wyparzyć.:smile:
Moniko do końca życia się nie dowiem, jak wyglądał ten A.Sztuka, może powinnam żałować,?A niech to!:smile:
A ktoredy droga jesli nie przez samoorganizowanie sie spoleczenstwa? Zakladanie organizacji podobnie myslacych ludzi? Wychodzenie na ulice? Partia Kobiet probowala startowac w wyborach, Z oplakanym skutkiem.
Poki ten ruch kobiet w Polsce jest tak slaby, poki prymas Glemp w Czestochowie jednym tchem w jednym zdaniu wymienia feminizm wraz z patologiami spolecznymi takimi jak pijanstwo i pedofilia i wierni nie protesuja, dopoki rzekomo liberalny rzad nie jest w stanie zdobyc sie na jednego ministra, ktory zajmowalby sie nierownym statusem kobiet w spoeczenstwie (wbrew podjetym zobowaizaniom i wbrew unijnemu prawu), dopoki na ONZetowska sesje o sytuacji kobiet wyjezdza delegacja polskich mezczyzn, przekonujacych, ze w polsce nie istnieja jakies specyficzne problemy kobiet, to jaka jest jeszcze inna droga niz przez halasliwa obecnosc na ulicach i zakladanie wlasnych organizacji?
W ponad 40-milionowym kraju jest jedna jedyna szerokonakladowa gazeta codzienna , ktora gotowa jest oglaszac teksty zwrcajace uwage na nierowny status kobiet. To jaka jest jeszcze droga zwalczania tego stanu rzeczy?
W pierwszych latach transformacji bylam raz w Polsce Osmego Marca i uslyszalam w programie Polskiego Radia teksty tak seksistowskie, tchncae taka pogarda do kobiet i takim samozadwoleniem zaproszonych do studia panow, ze zadzwonilamm aby zprotestowac . Pani prowadzaca wogole nie wiedziala o co mi chodzi i nawet zachichotala rozkosznie w mikrofon. . Dzis taki program jak ten wtedy uslyszany bylby po prosu nie do pomyslenia. A dlaczego? Bo swiadomosc kobiet (i niektorych mezcztyzn) jednak sie troche przeorala, dzieki – popdejrzeweam- temu, ze znalazlo sie w Polsce niewielkie jak na tak duzy kraj grono kobiet, ktore chcialy dzialac i zmieniac.
Zatem zamiast pouczac “nie tedy droga”, moze warto zastanowic sie czy istnieja jakies drogi lepsze, skuteczniejsze?
Moniko, jesdli chodzi o te reklamy, to tez mam zastrzezenia. Sa malo nosne i wbrew pozorim nie zmuszaja do zadnej refleksji (podczas kiedy inne ze spoleczna message , takie jak “bo zupa byla za slona”, mysle, ze akurat byly) . Oburza mnie jedynie stanowisko ZKM.
Moim zdaniem Heleno, te manify to nie jest forma samozorganizowania się społeczeństwa, tylko forma zabawy kilkudziesięciu kobiet. Powtarzam one sie w tym dobrze czuja ( i oczywiście mają do tego dobre prawo), ale idei feministycznych to nie rozprzestrzenia, a raczej przeciwnie. Nie wypowiadałam sie o kobiecych organizacjach, ani nawet o obecności na ulicach, tylko o manifach, które są dość specyficznymi happeningami.
Że w sieci o nieporozumienie łatwo to prawda, ale póki jest możliwość zwyczajnego spytania, o co chodziło i zwyczajnej odpowiedzi na to pytanie, to wszystko jest w porządku.
Czy hasła feministek są rozsądne, dyplomatyczne, chwytliwe, skuteczne i czy w ogóle dobre (w sensie przekonujące), można oczywiście dyskutować. Ale organizowanie legalnych manifestacji i głoszenie niesprzecznych z prawem haseł należy po prostu do demokratycznego porządku i tyle. Jeżeli jakaś grupa uważa, że w ten sposób najlepiej się do świadomości przebije, to jej świętym prawem jest do takich sposobów sięgać.
O uzsadnieniu ZTM dyskutować nie ma co, bo ono jest rodem z Krainy Absurdu, więc można je tylko obśmiać.
A czy antyklerykalne hasła są tak całkiem nieskuteczne, zwłaszcza wśród ludzi młodszych, to nie jestem taki pewien. Oczywiście nie przekonają moherów, ale podejrzewam, że niejedna osoba, której nadmierne wtrącanie się Kościoła w życie ludzi staje kością w gardle, akurat na te hasła może zareagować “wewnętrznym poparciem”. A może i zewnętrznym?
To sie przeciez, Heleno, zgadzamy. Mnie chodzi o to, co bedzie skuteczne, o to, zeby z oczu nie tracic celu, nawet jakby kusilo, zeby sie chwilowo na przeciwnikach “odkuc”. A te ksiazki moze trzebaby podarowac polskim ruchom kobiecym, zeby sytuacja jak najszybciej sie zmienila. Zas odwolywanie sie ciagle do przeciwnika i jego pogladow utrwala jego sposob myslenia w umyslach odbiorcow – zupelna odwrotnosc tego, o co przeciez chodzi. O tym pisza m. in. Lakoff i Westen.
Doczytałem, co było pisane, i widzę, że znowu nieporozumienie – ja o manifestacjach ogólnie, a nie o “tych” manifach.
Co do wolnosci slowa masz absolutna racje, Bobiku, i nikt sie tu chyba o to nie spiera. Co do reszty, to polecam Ci bardzo wspomniane przeze mnie ksiazki.
moze polski episkopat udzieli “azylu”
http://www.berlinonline.de/berliner-zeitung/archiv/.bin/dump.fcgi/2009/0220/politik/0040/index.html
/przepraszam za niemiecki tylko tak mam /
Rys
Moja mówi ,ze ten “azyl” to by była niewola , no chyba ,że “azylu” udzielielą rydzykowcy
Niuniu, ide lowic te rybki.
Rysiu, dreszcz mnie przeszedl, ze moze masz wlasciwosci profetyczne, i tak tez sie stanie… Tutaj tez bylo duzo o tym w porannej prasie. Argentyna ratuje swoj image jako miejsce azylu dla tego typu pogladow. Ale on chyba moze zwyczajnie wrocic do UK, w ramach wolnosci slowa. Tyle, ze na pewno spotka sie z ostracyzmem dla swoich pogladow.
A propos pytanie do Heleny,
Mnie sie wydaje że poglądy negacjonistyczne nie sa wUk Karane. ale antysemickie chyba tak. pamiętam przed laty jakąs straszą arystokratkę , która została ( i to chyba nie raz) na karę grzywny za publikowanie antysemickich pamfletów.
Heleno, czy w Uk to jest temat dla gazet. Czy cos piszą wiecej o Williamsonie. Zawsze się zastanawiam skąd sie tacy ludzie biorą?
niuniu,Twoja wie
Moniko,aby spotkalo go to w UK,aby
zono,nie wiem czy poglady antysemickie,ale negowanie
Zaglady/Shoa jest w niemczech karalne
i to dobrze tak
Tak Rysiu, wiem że tak na pewno jest w Niemczej i Austrii, ale wydaje mi sie , ze w Wielkiej Brytanii jest inaczej. Nie żeby popierali negacjonistów, tylko na niezwykle uwrażliwienie na wolność wypowiedzi, stąd moje pytanie do Heleny.
Kiedys juz o tym pisalam, ale tak, masz racje, Zono. Poglady negacjonistyczne nie sa tu karane, ale jest nie do pomyslenia gloszenie ich na jakims szerszym forum publicznym, gdyz nie ma na to spolecznego przyzwolenia. O Williamsonie sie pisze, ale jest on na takim marginesie, ze malo kto o jego istnieniu wiedzial, zanim B16 nie cofnal mu ekskomuniki. A to juz jest znacznie grubsza sprawa. I papez jest ostro krytykowany. Nie pierwszy raz zreszta. I nie pierwszy papiez.
Jakbyś sie Heleno. natknęła na jakieś story o biskupie, to daj namiar.Please!
Mnie się w takich sprawach społeczne przyzwolenie bądź jego brak wydaje nawet ważniejsze niż prawodawstwo, bo co z tego, że jest w prawie jakiś paragraf, jeżeli w praktyce zasądzane z niego kary są śmieszne, albo ich nie ma w ogóle, ze względu na “znikomą szkodliwość”.
Tak całkiem na marginesie – nie bardzo mogę się zorientować, czy na niespłacanie długów i nadużywanie kart kredytowych przez ministra sprawiedliwości jest w Polsce społeczne przyzwolenie, czy go nie ma? Nie chodzi mi o to, co w gazetach piszą, tylko co ulica mówi.
Przecież banki siedzą w marmurach na pieniądzach! Jak bankierzy będą mieli ciut cieńszą warstwę pod tyłkiem, to wilka nie dostaną. A jak dostaną, to im się należy, bo wywożą polskie pieniądze zagranicę.
Chociaż ulica używa dosadniejszych słów…
Oczywiscie, Zono.
Ja tez tak uwazam, Bobiku. W Polsce jest prawo, ale historyk, ktory publicznie mowi, ze w Auschwitz dobrze karmiono wiezniow swiezymi bulkami i serkiem, zostaje senatorem, a nastepnie jest wybrany marszalkiem tegoz Senatu. I wszystko jest OK.
Solidnosc w interesach nie byla nigdy u nas szczegolnie kultywowana cecha, zwlaszcza za czasow PRL, bo przezycie bylo mozliwe przy duzym przechytrzaniu systemu.
W Stanach tez ostoja jest brak przyzwolenia spolecznego, i dobrze to dziala.
No dobra, banki bankami, widzę że tu lepperyzm króluje, ale naciąganie ludzi na pożyczki i potem nieoddawanie, albo oddawanie po długich pieriepałach? To przecież każdego u ulicy też może spotkać. Jak wtedy nazywa takiego nieoddającego? I czy uważa, że taki facet ma kwalifikacje ma ministra i to akurat sprawiedliwości?
Jak taki jeden z drugim miał pieniądze, żeby pożyczyć, to się pewnie wcześniej nakradł, bo skąd by miał? I w ogóle dureń, że pożycza.
No, chyba że to jaki wujek czy kuzyn pożyczył, bo chciał pomóc, to go naciągacz okropny okradł, żeby takiego ziemia nosiła…! I jeszcze ministrem go zrobi. Wszystko jedna banda!
Nie tylko bankierzy wywożą pieniadze zagranicę .Ten proceder trwa o d dawna, conajmniej od 16 lat.
ulica o tem wie i jest bezradna.Właściciel kamienicy, rzekomy zgraniczny spadkobierca,(Kraków chyba miał takich nieskończonych w sądach spraw ponad 100?).
lokatorzy już dawno tam nie mieszkają, wynajmuje lokale na biura,Bankowi, aptece, piwnice na magazyn.
Kasa jedzie zagranicę, sądy i miasto są bezsilne, gdyż ten rzutki człowiek ma dwa obywatelstwa, adres w hotelu na antypodach,, na wszelki wypadek “żółte”papiery, a wszystko załatwia na miejscu pełnomocnik, na wszelki wypadek zmieniany co pół roku.
Oburza mnie i całą duszą popieram dzisiejsze gdańskie protesty Policji.
Jeśli Oni nie będą mieli godziwej zapłaty za solidną pracę- jak wyżej będzie długo, długo.. .
ps. i nie jest to podlizywanie się komisarzowi : wink:
Bobiku, pozyczal od rodakow z Chicago, wiec to w ogole bylo za granica, i wtedy pewne normy nie zobowiazuja, bo dzialo sie to w mitycznym dla wielu miejscu, co do ktorego nie mozna byc do konca pewnym, ze istnieje. A jesli nie istnieje, to dlugi tez nie istnieja, i koniec sprawy.
Babko, machaniem parasolką na kamieniczników nikt się komisarzowi nie podliże
Sam chciałbym mieć ze dwie kamienice i cały parter wynajmować bankom. Mógłbym nawet przysiąc na rynku w Krakowie, że co najmniej 3/4 zysków będę wydawał w kraju, u polskiego producenta/rzemieślnika/rolnika. A co!
Skorośmy zaakceptowali swobodny przepływ kapitału, to sami zacznijmy dziedziczyć zamki i hotele w Luksemburgu czy innych Włoszech, a szeleszczące EURO wyprowadzajmy nad Wisłę.
Ja sobie troche o tych pozyczkach Czumy poczytalam i odkrylam z niemalym rozbawieniem, ze od je m.in. pozyczal od “moich harcerzy”. t.zn, chlopcow (teraz juz pewnie dziadow), ktorzy zalozyli pismo, a potem organizacje Pomost. Jeden z nich nawet zaadoptowal mojego kota Abrasze, kiedy dostalam pilne wezwanie do Londynu. Mam wiec niejako rodzinne zwiazki z pozyczkami Czumy
Nigdy nie marzyłam o dużych pieniądzach.Byle godnie żyć.Bez fanaberii.Gdybym wygrała ten milion dolarów, który mi tu jakiś spam proponował przez 1/2 roku- przeznaczyłabym go w całości na udowodnienie,że to oszust.
Tylko nie bankom, bo one teraz robia sie z nagla niewyplacalne, i potem klopot. Raczej komus, kto bedzie uczciwie ten czynsz placil, i nie bedzie z nagla bankrutowal. Ale moze my tutaj jestesmy o pare krokow do przodu…
Rzecz w tym fomo,że nikt nie chce tych pieniędzy topić w Wiśle, bo są atrakcyjniesze miejsca do ich pomnażania i wydawania.
No tak, trudno liczyć na to, że pieniądze rzucą się do Wisły, bo nie będą chciały Niemca
dobranoc
I tu nieomylny nos zawiódł Pana Komisarza!
Ja nie używam parasolek, bo je gubię.W deszczu chodzę w sztormiaku i wellingtonach. ;smile:
Babko, kiedys sluchalam zabawnej audycji w BBC o dziennikarzu, ktory postanowil pojechac do jednego z krajow afrykanskich, z ktorego dostawal podobny spam i zaczac sie dopominac o nalezny mu majatek. W koncu zarzucil spamem zrodlo tamtego spamu, ale oczywiscie w tym samym czasie powstaly nastepne. Chociaz na poczatku roku u nas doniesiono, ze chwilowo liczba swiatowych spamow zmniejszyla sie o kilkadziesiat procent, bo wysiadl jeden z internetowych przepakowywaczy spamu w Kaliforni. Rzeczywiscie, przez jakis czas mniej dostawalam radosnych wiadomosci, ze cos odziedziczylam, ale zdaje sie ze powoli wszystko wraca do normy.
Zwłaszcza Bobiku, że tam obciachowy smok wawelski zione ogniem i połyka nie tylko dziewice, ale wszystkie śmieci z Wisły.
Ale w lokale w Krakowie bym inwestowała,
O ile mi wiadomo, wywóz legalnie zarobionych pieniędzy za granice nie jest nielegalny. Do tego nie trzeba mieć podwójnego obywatelsstwa. Konto w zagranicznym banku może mieć każdy polski obywatel. Inna sprawa jest płacenie podatków, czyli płacenie ich tam gdzie sie mieszka. jesli obuwatel pomiedzmy amerykański, czy francuski czy kazdy inny ma kamienice w Krakowie , czy tez nawet meszkanie ( sporo Brytyjczyków kupiło w ostanich latach) to trudnoo sie dziwić że chce miec pieniądze z czynszu na swoim koncie. Tam tez powinien zapłacić podatek od uzyskanego dochody, a podatek od nieruchomości w Polsce Inna sprawa to różne przekrety na nieruchomościach, przeważnie pożydowskich w Krakowie. Spraw był sporo,często b. skomplikowane, bo fałszowanie ksiąg wieczystych odbywał sie czasem tuz powojnie przez nieuczciwych , a ocalonych znajomych tych którzy zginęli. Znam jedną taka niesłychana historię. Ostatecznie w posiadanie kamienicy weszła córka takiego “przedsiębiorczego” człowieka, który za pomocą mocno naciąganych dokumentów przepisał po wojnie na siebie kilka kamienic po czym wyemigrował do Australii. Córka być może była przekonana że ojciec na prawdę mial ten majątek , bo tak był w księgach. Ale w powojennym zamieszaniu działy sie b. rózne rzeczy.
ale znam tez obywateli Izraela którzy absolutnie uczciwie jako prawowici spadkobiercy odzyskali swoja kamienice w Bielsku i teraz z niej żyja. Nie widzę w tym nic nagannego.
13!Ja od razu rozdysponowałam majątek piszac do spamera, żeby wpłacił pół miliona dolarów na biedne koty w Wellington na NZ.
Drugie zaś 555.555.55 na psy pociągowe na Alasce , a resztę ma mi przysłać czekiem.Przestało!!
Tak, Moniko, Burkina Faso jest potega, gdzie pieniadze leza na ulicy i wystarczy sie po nie schylic i je uprac. Tam starsznie duzo tez mojej nieznanej rodziny zginelo w licznych katastrofach samolotowych, ale przedtem zatroszczyli sie, abym byla powiadomiona o kapitale, gdyby im sie co zlego stalo.
Otóż Żono, tak byŁo i w Gdyni, ten nowy rzekomy właściciel nigdy nim nie był.Też jest z Australii i tez pojechał na pomerdanych księgach wieczystych, Zrzeszenie Właścicieli Nieruchomośći to była bardzo podejrzana instytucja.Tam się wszyscy pchali przy przekształceniach własnościowych na ich poczatku, bo to bylo zródło wiedzy, gdzie tanio kupić kamienicę.
Musimy byc spokrewnione, Heleno, bo i mnostwo mojej rodziny poginelo tam, pozostawiajac mi spory majatek. Teraz musze im tylko podac moj numer konta, zeby mi to wszystko zechcieli wplacic. W moim przypadku to zatroskani urzednicy bankowi mnie odnalezli, zebym nie byla stratna i nie przeoczyla spadku. Dobrze wiedziec, ze sa jeszcze na swiecie banki tak dbale o dobro klienta.
Nie rzucam słów na wiatr- moi Rodzice mieszkali w tej kamienicy przed wojną, a nad nimi prawowity właściciel.
Kraków to inna sprawa, w Krakowie zawsze były lokale prywatne.Inne warunki.Gdynia miała kamieniczników policzyć można ,na palcach jednej ręki,
No niestety Babko, początek lat 90-tych to był dobry czas na robienie i uczciwych i nieuczciwych interesów. Wszystko sie mogło zdarzyć.Jak to w czasie rewolucji.
Nareszcie rozumiem czemu przed miesiącem PA2155 polecał
mi , bym w drugim wcieleniu udała się nie na NZ, tylko do Burkina Fasso!
W dodatku tam są wspaniałe konie i bardzo dobre wyścigi na których też można nieźle zarobić.
smile: Pewnie spadkodawcy Heleny ten majątek na koniach zbili nim
ich spotkał ten straszny los.
W Krakowie była specyficzna sytuacja, bo właściciele byli nominalnie właścicielami przez caly PRL, choc i tu szczególnie w ścisłym centrum zdarzały się wywłaszczenia pod pretekstem rewaloryzacji zabytków. Właścicielami byli, ale nic z tego nie mieli. Znany jest obrazek leciwej już hrabiny P., odgarniającej śnieg przed swoim domem w Rynku, gdzie mieszkała na poddaszu. I tak miała szczęście że jej nie wysiedlili.
Często jednak sprawy są do dzisiaj b. skomplikowane. Do jedej nieruchomści, jest wielu właścicieli, spadki nieuregulowane, właściciele w nieustalonym miejscu. To min dlatego Kraków wciąż nie wygląda tak jak powinien. Fasady brudne, tynk spada/
Babko, a skad Ty jeszcze dziedziczysz (mam na mysli ten milion, ktory od razu zadysponowalas)?
Zono, to samo dotknelo podwarszawski Konstancin. Tylko czasem nie pozwalali zostac nawet na poddaszu.
Cholera jasna, podejrzewam, że przez zbyt skuteczny program antyspamowy kupa forsy mi już przepadła!
Nie mówiąc o tym, że nie mam szans sobie niczego przedłużyć ani powiększyć
To moze i z Kotem Mordechajem jestes spokrewniona? Bo jemu tez sporo rodziny rozbilo sie w samolotach i wlasnie w Burkino Faso. Byly to bardzo zamozne koty i nie zostawiali po sobie nigdy mniej niz pol miliona dolarow.
Moze chociaz male niebieskie tabletki dla psow w wieku powyzej sredniego? Czy nawet tego nie dostajesz, Bobiku?
Co byś powiedziała Żono na taka sytuacje, jakies 15 lat temu.Kazda z nas miała swój loka, ja pracownię, siostra kawalerkę,W tym miezkaniu została moja Mama leżąca prawie 90letnia pani, kaleka po wuypadku lotyniczym w Gander.ten rzekomy właściciel zawiadomil nas rano,żeby zabrać kwiaty z balkonów, bo będzie robil elewacje od strony podwórka.Zostawiłam śpiacą Mamę i poszłam do siebie parę przecznic dalej.A tu nagle sąsiad dzwoni,że mam natychmiast wracać, bo pali się tapczan z moja Matką.
Mamy tapczan stał tuż przy oknie balkonowym.Nie robili zadnego remontu tylko ucinali balkony,a wsporniki trzeba było ciąć palnikami i od tego zapalił się tapczan Mamy.
Wezwałam straż, policję, a to była sobota.
Nie bylo architekta miasta.Przywiozłam Ja dopiero w poniedziałek rano, a ona bezsilna, jak policja:własnośc prywatna.Drzwi balkonowe były dwa miesiące ziejącą luką(III P) i trzeba było je zakręcić na śruby,żeby sieczasem Mamie nie zechciało wyjść na balkon łyknąć powietrza.
Zbrałam mamę do pracowni na V p, bez windy.Nigdy już nie wyszła na powietrze.
To sprawa znana w Gdyni, a takich bylo kilkanaści.
Heleno, po prostu potwierdza sie, ze wszyscy jestesmy jedna wielka rodzina. No i hipoteza “out of Africa” sie potwierdza. All’s right with the world.
Podobno mamy tylko jedno życie i każdy jest kowalem swego losu?
Babko, okropna historia z Twoja Mama. Niestety, znam ich wiecej, nie tylko z czasow ostatnich przemian – najgorsze, gdy dotykaly bezbronnych starszych ludzi. “Przeksztalcenia wlasnosciowe” wyzwalaja straszne instynkty.
Dopiero teraz po latach mogę o tem mówić jako tako spokojnie.
Moja Mama np. ku naszemu oburzeniu zrezygnowała ze swjego dziedzictwa na Podkarpaciu, a byl tam spory kawał ziemi, bo”nie chciała się chandryczyć z siostrą.
Podobnie zrobił Ojciec z Olszówką.
Nie przewidzieli,ze ziemia i nieruchomość to majatek.
Babko, okropna sprawa. Ludzie bywają okrutni. Ale powiem Ci , ze nie wszyscy. Przez kilka lat opiekowałam się siostra mojego Taty. Ciocia przez cztery lata była praktycznie sparaliżowana. Kamienicy prywatne, mieszkanie tzw kwaterunkowe, mieszkała tam od 45 roku. Dwa pokoje.Akurat na początku jej choroby zmienił się właściciel, poprzedni był zaprzyjaźniony z moja rodziną. Byłam pełna najgorszych obaw.Wypowie? Podniesie czynsz? Byłby dramat.Tymczasem przez te kilka lat nic się nie stało. Czynsz pozostał na tym samym poziomie ( w miarę przyzwoity) nie było żadnych telefonów: “Czy ciocia jeszcze żyje.” Uczciwie przedstawiłam sprawę, ze po najdłuższym cioci życiu mieszkania oczywiście bez żadnych problemów zostanie im przekazane. i tak się też stało.
Bobik, powiekszaczy/przedluzaczy/utwardzaczy mam od groma i troche. Chetnie sie podziele.
Miałam wtedy Moniko takie starszne poczucie bezsilności, wyrzucałam sobie i Im, już nie Żyjącym, bo Mama umarła u mnie po trzech niespełna latach,Że nie walczyłam z nimi,żeby zmienili decyzję w sprawie tych dwóch majątków.
Że przejździłam wszystkie zarobki.SpadŁo to na mnie jak jakieś fatum.
Mam urazy, których w sobie nie wyplenię do końca życia.
Dobranoc Kochani.
Bobiku ciesz się,że masz stara ruderę.!!
Babko, u nas nic takiego, co ten wlasciciel zrobil nie mozna zrobic bez zezwolenia miasta (czy jest w zgodzie z kodem budowlanym, nie zakloci spokoju sasiadom, nie zabierze im widoku, czy jest szkodliwe srodowisku). To po prostu bylo zle napisane prawo, albo bezprawie. Prawa wlasciciela nie sa absolutne.
Ja to wiem żono i nie generalizuję.Prawowity właściciel żył jeszcze jakiś czas po wojnie i pamiętam Go jako mała dziewczynka.Był też uprzejmy,grzeczny i nigdy nie bylo żadnych problemów.Znali się z rodzicami sprzed wojny.
Wspaniale grał na fortepianie z córką na cztery ręce.
Potem nagle zmarł, córka poszła chyba do klasztoru, a potem już w latach 9o zaczęły się te koszmarne historie.
I nie tylko dot.to Mojej Mamy, tam mieszkały też inne rodziny.W sumie bylo 14 mieszkań.
Babko, chyba nie znajdziesz nikogo, kto nie podjąłby w życiu żadnej niesłusznej decyzji. I normalne jest, że czasem jeszcze po latach odczuwa się z tego powodu frustrację. Ale żyć urazami nie warto, zwłaszcza jak się już nic nie da zrobić. Bo dopóki się da, to urazy mogą nawet być jakąś siłą napędową do całkiem skutecznych działań, ale jak się nie da, są już wyłącznie siłą niszczącą.
Wiem z doświadczenia, że jest to absolutnie możliwe: obudzić się pewnego poranka, przyjrzeć się swoim urazom i stwierdzić – to są już zamierzchłe historie, które mnie właściwie w ogóle nie ruszają i w ogóle nie ma powodu, żeby się nimi przejmować. W tym momencie życie się robi o wiele przyjemniejsze. Warto spróbować.
Mysle, Babko, ze nie nalezy sobie wyrzucac, ze sie czegos nie odebralo, o jakies swoje nie zawalczylo. Przeszlosci nie da sie odredagowac na nowo.
A w sprawach spadkowych w ludzi wchodzi tyle diablow, ze czlowiek nie podejrzewa, ze az tyle istnieje. Wysluchuje codziennie sprawozdan o rodzinie niezyjacego od osmiu lat meza naszej zmarlej trzy miesiace temu przyjaciolki Zosi w Gdyni. Jej siostrze. ktora sie nia opiekowala do konca i ich bez mala 90- letniej matce rodzina zarzuca, ze zniszczyla testament. A faktem jest, ze Zosia nigdy testanmentu nie miala. Rozmawialam z nia o tym przed Jej smiercia i powiedziala mi, ze nie musi go robic, gdyz wszystko pzechodzi na siostre i matke mieszkajace w tym samym mieszkaniu. Nie moglam jej namawiac na zrobienie testamentu, bo … nie sposob bylo z nia mowic wprost, ze jest umierajaca. Ona jakby nie przyjmowala tego do wiadomosci.
Teraz rodzina meza domaga sie aby obie kobiety wyniosly sie z mieszkania, sprzedaly je, daly im polowe, a przy okazji wykopaly cialo Zosi ze wspolnego z Mezem grobowca. Jest to koszmar.
Rodzina meza te sprawe i tak w sadzie przegra, gdyz nie ma zadnych praw do wlasnosci po Zosi, ale tymczasem ganiaja obie panie po sadach i napastuja sasiadow, aby potwierzdili, ze istnial jakis testament. Koszmar, koszmar. I to bardzo pobozna rodzina…
A miałbyś mnie na swoim blogu Kochany piesku, gdyby było inaczej?:wink:
Przewijałam jego kilometry i ten tytuł Twojego postu”Świat włąściwie urządzony” stale jest aktualny, choć od kotów się zaczęło.
Miłego weekendu wszystkim, a Ty się dobrze wyśpij Bobiku i pij czasem zieloną herbatę, jak nie masz innej to z kapusty.
Emi ma z tego bardzo ładne wlosy.:smile:
To prawda, że sprawy spadkowe wywołują u ludzi jakiegoś szczególnego świra. Czy może się to brać stąd, że poza forsą jest w tym pewien emocjonalny podtekst: kto ma większe prawa do Drogiego Zmarłego, kto był mu bliższy, bardziej przez niego kochany, itp.? Nie wiem, czy tak jest rzeczywiście, bo sam się o żadne spadki nie użeram, ale tak sobie kombinuję, próbując to zjawisko zrozumieć.
Bobiku
wiele mnie ominęlo , ale taka dola psa , wiesz jak to jest gdy sie ma taką pania jak Moją , ciagle gdzieś gna .Ja ci mówię Ty nie “rudery” pilnuj tylko swojego Taty który ma głowe i ręce , które potrafia wyczarować wszystko , dobranoc
Babko
się
kolorowych snów
proszę
To właśnie jest takie ohydne Heleno.Perspektywa pieniądza wyzwala w ludziach najgorsze instynkty.
Nas na przykład nie nauczono ,że pieniadz to wartość, jak ziemia, dom itd.Moi Rodzice byli, jak motylki, ważne że jesteśmy razem, pojedziemy jutro na ryby, pieski z nami.
Nie nauczyli nas ani przewidywania, ani nawet walki o swoje.Takie historie i o wiele koszmarniejsze , jak z twoją Zosią znam też z moja nieżyjącą kumą z ul.Slowackiego.Tam to się dopiero rozpętało apogeum po Jej śmierci.
Moje zwierzaki nie walczą z soba nawet o michę.
Dobranoc Heleno, śpij dobrze !!Mimo wszystko!!
niuniu kochana, a co to za pilnuj Taty?
To Tata niech pilnuje Mamy i Bobika!
Najpierw kobieta,potem”kto mnie kocha- kocha mojego psa”(moje!!odkrywcze!!), a dopiero potem
Najzłotsza rączka!!
Dzieki, Babko. Ty tez spij dobrze.
Nie mysle, ze te swiry spadkowe maja cos wspolnego z checia zostawienia sobie kawalatka Pamieci. Chodzi o zwyczajna chciwosc, ktora przeslania absolutnie wszystko, kazdy ludzki odruch. Nie zezwolenie siostrze i matce Zmarlej aby umiescily Jej imienia na grobowcu, domaganie sie, aby zabraly cialo (chyba, ze oddadza polowe mieszkania) jest czyms tak ohydnym, ze ja to jestem w stanie wytlumaczyc tylko obecnoscia w nas diabla.
No tak, psy zawsze chcą widzieć ludzi lepszymi, niż oni są naprawdę.
Heleno, masz ogromna racje. Te teksty o kawalku pamieci zmarlego to redagowanie wlasnej twarzy, podczas robienia niegodziwosci, tylko zeby jak najwiecej dla siebie zabrac. Jak sie mowi o pamieci, to wtedy niby juz wszystko w jej imie wolno. Pewnie ten sam instynkt, ktory kaze ubiegac sie niektorym CEO’s o pieniadze podatnikow, a jednoczesnie wyplacac sobie nagrody z tak uzyskanych pieniedzy.
Nie było mnie cały dzień na blogu, siadłam i zanim doczytałam to muszę tylko napisać “Dobranoc” i pójść spać bo Amigo to bardzo ranny ptaszek.
Jestem przeciwko reklamom uderzajacym w czyjeś uczucia, zwłaszcza religijne. Zarówno chrześcijańskie, jak muzułmańskie, czy każde inne. Jak można cos reklamowac, atakując tak czułe miejsce potencjalnego odbiorcy? Gdyby niewybredne porównania czy żarty były zamieszczane np. w jakimś czasopismie skierowanym do konkretnego typu odbiorcy, o.k. Mnie bardziej oburza, noiż skłania do refleksji….
W pełni się zgadzam z Żoną sasiada w kwestii manify i ruchu feminitek. Zresztą już kiedyś o tym pisałam…
Wasze opowieści o przekształceniach własnościowych i spadkach- straszne. Najgorsze, ze nie są to pojedyncze przypadki…..
Pięknych snów!
Good morning to the Day; and next, my Gold:
Open the Shrine, that I may see my Saint.
Hail the World’s Soul, and mine!…
…
Well did wise Poets by thy glorious Name
Title that Age which they would have the best;
Thou being the best of Things, and far transcending
All style of Joy, in Children, Parents, Friends,
Or any other waking Dream on Earth.
(Ben Jonson, “Volpone”, Act I, Scene I)
Kiedys jakos plastyczniej ten ludzki odruch przedstawiano…
Moniko
to tylko poeci , dobranoc
Umykasz, godzino, zanim cię złowię.
Rani skrzydłem ulotny cień.
Samotnemu: cóż mi po słowie?
Na cóż mi noc? Na cóż mi dzień?
Miłej ani domu, o którym śnię,
Niczego w życiu nie posiadam.
Wszystko do czego się przykładam,
Bogaci się na mnie i trwoni mnie( Rilke)
Testament w Polsce jest niezbedny jesli malzenstwo nie ma dzieci. Wcale bowiem w takiej sytuacji po wspolmalzonku nie dziedziczy 100% automatycznie zona czy maz. Polskie prawo jest bazowane na francuskim, a nie angielskim. Ja mam testament i tez moj maz. Testamenty malzonkow powinny byc spisane oddzielnie. Wszystkie informacje mozna dzis sciagnac z internetu.
Myslelibyscie ze jestem prawnikiem i zyje z pisania testamentow, ale wcale nie. Kazdy powinien jasno wskazac najblizszym jakie sa jego zyczenia jesli mu cegla spadnie na glowe. Nie nalezy zostawiac tego najblizszym do zgadywania, bo zwykle w takich sytuacjach nie maja do tego glowy. Trzeba tez zaznajomic sie z obowiazujacym prawem spadkowym. W przypadku dalekich polskich znajomych (bezdzietnych) staruszka wdowa nie mogla zadysponowac swoim domem (wybudowanym kiedys z mezem), kiedy potrzebowala opieki bez splacenia jego 18 siostrzencow/bratankow, ktorzy mieli prawa spadkowe. Brrr…
Niuniu,
A prawo jest rzeczywiscie okropne, masz racje Kroliku. Do tego malo kto je zna. Testament zas to zadna fanaberia, tylko zdaje sie, ze to za praktyczne myslenie, do tego w okolicach tematu, ktorego wszyscy usilnie chca uniknac.
Ponieważ widzę, że zeszło na cytaty, to ośmielę się bezczelnie zacytować moją mamę:
Pora iść spać, pożegnać domowe bestiarium
i ciemne światło niedojrzałej pełni,
drzewa stojace murem za granicą okien,
zające balujące w trawie, psie przekazy
ostatnich wiadomości, maciejkę, herbatę.
Pora iść spać. Spokojnie, ciesząc się na jutro,
podziękować za wszystko nie wiadomo komu,
bo mogło być inaczej, mogło się być w gronie
bezdomnych, przepędzonych, ciągle szukajacych
sprawiedliwości – tego, co przypadkiem
nam się dostało, bez żadnej zasługi.
Dobranoc temu odjazdowo przyjaznemu blogowi
Dziś śniadanie duchowe , bo nie mam czasu muszę pędzić , Amigo , Emi dalej w drogę
Rysiu
Ty wszystko wiesz , gdzie co stoi , zaparz wrzątek , zapomniałam jednak Moja zostawiła w wazie zupę ogórkową na pysznym mięsku , wiadomo kosteczki nasze
Dziś Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego
W sobotę, 21 lutego w porannych “Sygnałach Dnia” ( od godz. 5.55 do 9.00) rozmowy m.in. o polszczyźnie na tle innych języków. Ponadto w radiowej Jedynce przez cały dzień nadawane będą rozmowy poświęcone zapożyczeniom z różnych języków: o godz. 9.50 ? o wpływach łacińskich, o godz. 10.50 niemieckich, o godz. 11.50 turecko-tatarskich, o godz. 13.50 francuskich, o godz. 14.50 ? rosyjskich, o godz. 15.50 z języków egzotycznych.
Moja zawsze chciała zadać pytanie prof. .Bralczykowi .Kiedy w latach 70 do naszej mieścinki zawitali KMM , ona po spotkaniu mówiła tak : Kuroń to brat łata , Modzelewski to profesorek zaś Michnik to cholernie inteligentny s***k( to nie pejoratywne określenie) czy profesor z tych 3 słów mógłby zrobić jedno zależy jej bardzo , a może ktoś w naszym koszyczku potrafi
Bawcie się dziś językiem za Rejem z Nagłowic
A niechaj narodowie wżdy postronni znają iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają! i Słowackim : Chodzi mi o to, aby język giętki ,powiedział wszystko, co pomyśli głowa
Moniko
Moja mówi ,że w naturze wszystko jest pisane językiem matematyki , trzeba mieć tylko wyobraźnię by to zobaczyć .Mam spytać to Zosia ?odczytała? ostatnio ciekawego
Bobiki
czy mógłbyś “bezczelnie” jakiś wiersz Mamy zacytować na dzień dobry , Moja kojarzy mi się z wierszem poniżej
Jakiś ptaszek o świcie oszalał, zwariował,
to się porwie z gałęzi, to o ziemię ciśnie,
przelatuje z jabłoni na kwitnącą wiśnię,
jak mała błyskawica siwa i różowa.
Krzycząc, że słońce wschodzi, leci ku kasztanom
i terczy słowo słońce gwiżdże słowo wschodzi,
kołysze się w gałęziach jak w zielonej łodzi
i kłuje ranną ciszę, deszczem haftowaną.
Wpatrzony w morelowy wśród obłoków pożar,
spada prosto z kasztanu w krzak pod moje okno
i krzyczy wielkim głosem, z radością okropną,
że słońce znowu wschodzi! Że go nikt nie pożarł(Pawlikowska)
Witajcie .tyle pięknych wierszy, a ja skromny swój z mojej monotematycznej wierszoteki, pisany rok temu.
?Świat oglądany z końskiego grzbietu?
Ciepła mnie niesie ukojenia fala
po wyjeżdżonych konno ścieżkach
wiecznie czułych wspomnień.
Nad ziemią frunę !W nicość się oddala
co było ze mną i co będzie po mnie!
Koń dziarsko stąpa , a kopyt nie słyszę!
Nad polem wiszę i pod niebem wiszę!
Wokół się wszystko wydaje mniej ciemne
mniej szare, zimne i mniej nieżyczliwe.
Wdycham woń potu i skowronka słyszę
tak blisko, jakby zaplątał się w grzywę!
Ptaki mi braćmi,owady ? siostrami
ziemia mi Matką, a las -Ojcem starym,
chyżo przemykam białymi wydmami,
morze się brata z koniem moim: ?Karym?.
To on mnie wyniósł na takie wyżyny.
On mi pozwala świat widzieć z wysoka:
chłopca na miedzy u boku dziewczyny,
żurawi taniec wśród wrzosów na stokach.
Ladny wiersz, Babo.
Sorry, wypadla mi literka z “Babki” …
No to trochę żywej prozy http://www.onet.tv/28962,4451,1,4587613,1,1,0,0,wideo.html
Dzień dobry
Moja przeglądarka nie posiada odpowiedniego oprogramowania, żeby wyświetlić ten materiał. Tak mi na powitanie powiedziało, jak chciałem skorzystać z Haneczki linka.
To ja wobec tego lepiej pójdę na targ, gdzie za całe oprogramowanie służy mi lista zakupów i legalne środki płatnicze, a jak już będę pewny, że będę miał co jeść w weekend, to się znowu zgłoszę.
Dzień dobry.
Jestem tu nowy, zanim zacznę obsiusiwać Twój hydrant, chciałbym się przedstawić – jestem Żużel i przybywam w pokojowych zamiarach.
Chciałbym też powiedzieć rzecz następującą:
Dzień Kota
obszczekiwałem zza płota,
a ten rudy niemota
znów utytłał się w kałuży błota.
(13)Nie szkodzi Heleno!

Wielkie dzięki za pochwałę!
Wstawiając ten wiersz myślałam o Tobie, widać moja słynna stacja telepatyczno- nawadcza zadziałała!
Bobiku!Mam nadzieję,że nie dasz się tym razem przywiązać do bariery przed marketem?
Dziewczynki z grupy TWK, niuniu,parcowita, troskliwa bardzo dziękuje za te wiersze.
Zawsze mnie sprowokujesz do tego bym sie obłożyła na noc książkami z tą poezją.
Nadal nie umiem sobie policzyć godzin żeby się wstrzelić w te dwie szychty na blogu Bobika.Monika mi tu wprawdzie przysłała grafik, ale chyba muszę go wydrukować i powiesić nad komputerem.
U nas śnieg, ładne slońce i zamierzam dziesiaj wyjść z Emi w dwie osoby, bo ponoc slisko.moż nawet zabrne do lasu?
POtrezebuje pomocy-porady.
Czy moj przekwitly 3-4 tygodnie temu amarylis (hippeastrum) w doniczce, moze byc -po kompletnym zaniku lisci – przesadzony do ogrodu?
Wiem, ze sie zaleca cebule zostawiac w doniczce, nie podlewac i dopiero zaczac podlewac jak sie chce aby zakwitl ponpownie. Ale mnie to nigdy nie wyszlo, nie chce mi sie trzymac doniczki z wyschneta ziemia, wiec wolalabym wrzucic to gdzies na grzadke.
Czy ktos to kiedys probowal? Czy po wyjeciu cebuli z donicy, musze jej dac odpoczac, np w lodowce?
Kiedy moge zasadzic? Kiedy to kwitrnie w umiarkowanym klimacie? Czy w ogole kwitnie?
Czy mam potraktowac jak inne rozliny cebulaste przy wsadzaniu do ziemi – t.zn posadzic to na na glebokosci 3x wielkosc cebuli? Czy tez tak jak kaza robic to w przypadku forsowania kwiataka w doniczce – t.zn, zeby wierzcholek cebuli byl ponad ziemia?
Dzizaz! Jestem kompletnie zgubiona, a w internecie mowia tylko o amarylisach w doniczce.
Hej Żużel( co za szykowne imię!) Bobik, jak już zaspokoi swoje obawy,że lodówka pusta, powita Cię z należnym merdaniem.
Ja jestem Emi- sznauzer min. ciamajda!!: oops:
A Ty jesteś mały, czy duży i jakiej jesteś maści może zużlowatej, jak ja?
O! Zuzel pokojowy! Witaj, rozgosc sie. Kotow nie zaczepiaj, nawet zza plota , dobrze Ci radze.
Heleno, napisz do jednego z ogrodów botanicznych. Polskie odpowiadają (np. Poznań, Wrocław). Brytyjskie pewnie też zechcą
Witaj Żużel, ja człowiek, ale zezwierzęcony. Nie trzeba się mnie bać.
Jestem Żużel bardzo żużlowaty – podobnie jak żużel czarny i nie za bardzo czysty… Jestem też zdecydowanie pokojowy, preferuję okolice wejścia do kuchni.
Z innej beczki, tej z amarylisami – mają bardzo smaczne cebule… Ekhem. A tak serio – to w ogrodzie mają nikłe szanse, są, podobnie jak ja, stworzone do życia na pokojach.
Zuzel, naprawde uwazasz, ze nic z tego nie bedzie?
Tym wieksza pokusa wysadzenia drania na zewnatrz!
Aby utrzec nosa sceptykom!
Żużel
Moja się z Tobą pózniej przywita jest nietoperzem , więc sam rozumiesz , teraz biegnę dalej
witaj ja jestem białym kundelkiem , miło Cię poznać , mam nadzieję ,że miejsce znajdziesz sobie w naszym koszyczku , na śniadanie zapraszamy rano , dziś wyjątkowo nietypowe , normalnie palce lizać mniam
Wpadam tylko na chwilę, żeby przywitać Żużla
i zawiadomić, że mnie nikt nie ukradł, po czym udaję się na jeszcze jedno umówione spotkanie z Bardzo Ważnymi Sprawami. Wrócę, jak je już odpowiednio obszczekam.
Na amarylisach nie znam się ni cholery, więc mogę tylko poprzeć ideę kontaktu z ogrodem botanicznym, albo zaproponować wyszukanie w sieci jakiegoś forum miłośników tej podstępnej rośliny.
Żużel, możesz sobie pod moją nieobecność poleżeć na kanapie. Na niej wprawdzie kilka psów już leży, ale na pewno się trochę posuną.
Dzieki Haneczko. Zamiescilam pytanie na stronie Swiat Kwiatow. Tam jest spory klub milosnikow “hippkow”, jak oni to nazywaja, ale ani slowa o tych kwiatach na zewnatrz. Tajemnicza sprawa
Hej, Babko z Gdyni!
Jest dla mnie absolutną zagadką, dlaczego nie udaje Ci się wejść na mój blog. Przecież już raz to się kiedyś udało:
http://szwarcman.blog.polityka.pl/?p=241#comment-30239
Z czego wniosek, że może jakaś pomyłka w czymś, jakiś odstęp za mało czy za dużo, czy też bo ja wiem co… przecież nawet w poczekalni nie widzę tych komentarzy. Może to sprawa dla Komisarza?
U mnie tez na razie sobota wychodzaca. Przy sniadaniu przeczytalam wszystkie wiersze, ktore sie przez moja noc tu pojawily – z wielka przyjemnoscia, ale to chyba zadne zaskoczenie.
Potem niestety doczytalam, ze Szczecin dostal w prezencie nowego arcybiskupa, zwiazanego z Radiem Maryja, ale zaraz sobie poprawilam humor czytajac w Huffposcie analize struktury zdan Obamy, i co z tego moze wynikac. Jakos sie laczy z Dniem Jezyka, choc tym razem nie polskiego.
http://www.huffingtonpost.com/2009/02/18/what-sentence-diagrams-re_n_167988.html
Babko, nim wydrukujesz moja rozpiske – teraz u mnie, Wandy, Krolika i PA jest ranek (do tego dzisiaj sloneczny, przynajmniej w okolicach Bostonu).
Niuniu, rybki wyslane.
Wlasnie wysluchalam w radiu reportazu z festiwalu filmow chrzescijanskich w Saint Antonio – z ogromna fascynacja. Kategorie nagrod – za najlepszy film o teorii kreacjonistycznej, o obciazaniu podatkami przez niedobre panstwo, o ratunku dla malzenstwa w stanie rozpadu przez “odkrycie Jezusa”. I wywiady z czlonkami widowni, wyraznymi entuzjastami drewnianych dialogow i banalnych, latwych do przewidzenia fabul. Okazalo sie, ze najwieksza nagrode dostal “Wdowi grosz”, choc i “Fireproof” i “Purpose-driven Life” mialy duze szanse. I tak ktos robi na tym duze pieniadze: pol miliona dolarow na produkcje, 33 miliony wplywow ze sprzedazy. Ciekawe, jakie to podobne do podejscia torunskiego, choc oczywiscie oni podchodza do kazdej nieswojej wersji chrzescijanstwa z niezwykla podejrzliwoscia. W kazdym razie sciezka dzwiekowa tych produkcji filmowych byla…interesujaca.
Fajowe festiwale tam macie! Fajne kategorie! Zabraklo kategorii “jak wyleczylem(lam) sie z homoseksualizmu z pomoca modlitwy” (slynna scena ze Slubu Altmana: jak znalazlem Pana Jezusa – pilem, cudzolozylem, oszukiwalem i kradlerm. Az kiedys wlaczylem telewizor i zobaczylem na ekranie twarz Pana. I Pan do mnie przemowil: David, enough is enough!)
Ale to diagramowanie zdan Obamy mnie bardzo zdenerwowalo, w zyciu o diagarmowaniu nie slyszalam. POszlam troche poszukac i rozumiem, ze jest to jakas metoda gramatycznego rozbioru zdania i graficznego przedstawienia jego struktury. Zastanawiam sie w jakim celu. Chyba Matylda bedzie musiala mi to wytlumaczyc
Declan znw nie przyszedl (to trzeci lub czwarty raz odkad powiadopmilam go, ze bojler ponownie wysiadl). Niestety nie moge poszukac kogos innego, gdyz byc moze trzeba znow wymianiac wiatrak, ktory juz wymienilaml ledwo 2 mies. temu. I nie cghce mni sie placic drugi raz.
dla Heleny :
http://www.cafebabel.com/pol/article/28811/romowie-z-owernii-przyklad-dla-europy.html
niuniu wlasciwie jako czlonek niemieckiego kregu jezykowego
powinienem latwo skleic trzy,cztery lub i wiecej slow w
jeden,brak mi jednak talentu
moniko;nowy biskup w szczecinie do dobra(
)
wiadomosc
znalazlem to :
http://wyborcza.pl/1,75248,6303810,Nowy_arcybiskup_w_Szczecinie.html
bedzie zle,a tam moja mama mieszka
Heleno wieczorem, albo jutroewiecej wieści o amarylisach.Nie uchowa się w ogrodzie.Podobno zasuszyć w doniczce na 3 miesiące.Narazie, bo mam gościa.
Doro – nie wiem co robie źle.Skomentowałam więc na blogu Bobika.
oczywiscie Moniko
przepraszam
i jeszcze jeden pies ,moze pogoni koty
Zuzel,i koty
Festiwal filmowy w naszym tu (?) San Antonio?
Troche turystyki: maja tam ciekwe misje, tu troche zdjec nie moich.
http://www.nps.gov/saan/photosmultimedia/photogallery.htm?eid=369764&root_aId=270#e_369764
A z okazji dnia jezyka przypomniala mi sie piosenka:
Ucz, ucz, ucz sie polskiego
na dobre i na trudne dni,
coz, coz, coz w tym jest zlego,
co zlego to nie my! (Osiecka slowa)
A teraz sie oddalam na dni kilka na Floryde do dosc wiekowej dalekiej rodziny i ich jeszcze bardziej wiekowych znajomych. Pa, pa!
Niunia – och czemuż mój węch tak daleko nie sięga…
Bobiku – dzięki wielkie za miejsce na kanapie, wskoczę po cichutku, jak moja pójdzie spać.
Skojarzenie z dniem języka (ojczystego dla niektórych):
http://www.youtube.com/watch?v=A_B5UrI7nAI
Znalazłem stronkę, którą powinienem właściwie wrzucić w Dzień Kota, ale lepiej późno, niż wcale.
Są tam różne stwory, o których nie wiedziałem nawet, że istnieją.
Ale większość cudna, jak to koty
Oj, to język trzeba dziś mieć czysty? A ja akurat rosół gotuję i muszę często próbować. Zawsze się przy tym ozór trochę zabrudzi.
Ale pierogi z tymi, no… z borówkami byłyby gorsze.
Babka mówi Bobiku,że ten Sfinx żywcem eksponat z Wystawy dzieł sztuki w Wa-wie, gdzie pokazują zmumifikowane zwłoki.
Rys
ale masz inne talenta
Emi
Moniko, zwłaszcza to “odkrycie Jezusa” przy rozpadzie stadła jest niezwykle odkrywcze,jeśli amant np. ma na imię Juan Jesus i dalej…:mad:
Po tej wystawie i odkryciach o których pisała Monika, oraz stałej nieobecności Declana i szaleństwach grzewczych kotła Heleny -dochodzę do wniosku,że świat zwariował !!
W związku z tem rysiu
nie wmawiaj sobie braku talentu, zasuniesz coś oryginalnego, jeszcze lepiej mało zrozumiałego i tylko trzymaj się wersji:”tak artysta wyraził swoją ideę”.
Kariera murowana!!!!
Ludzie dzisiaj są za skromni i mają zaniżone poczucie własnej wartości!Czarno widzę!!
Rozjaśnić mnie mogą tylko niunia, Monika i ewentualnie Bobik, jeśli się zanadto nie przywiązał do rosołu!!
ps. Bobiku trzeci dzień jadę na tym rosole!
Najpierw był w wersji oryginalnej, potem pomidorowa, dzisiaj dla odmiany z selera naciowego!!
Nie wiem co wymyślę na jutro, może jagodowa na rosole?Dobra metoda!!
Ale tylko zimą.
Byłam dzisiaj( w towarzystwie) na spacerze z Emi, psinka była radosna, jak skowronek.Widać,że jej brakuje mojego towarzystwa.Pospałm potem 2 godziny.
Rosół wyszedł taki, że odwiązać się od niego trudno. Zaraz sobie zaserwuję jeszcze wkładkę mięsną i będę chwalić życie wielkim głosem.
Ale jagodzianka to powinna być ponoć na kościach, nie na rosole.
swirki swirki
daj spokoj Heleno z bojlerem. po tygodniu nie czuc juz ze sie nie mylo
a Markiza mi sie podobala. naprawde szkoda ze nie udalo sie jej odnalezc
Nieczęsto bywa nasz skowronek.
Czyżbym Go rano przywabiła moim wierszykiem : ” i skowronka słyszę, tak blisko, jakby zapłątał się w grzywę”, ???
Gdzie fruwałeś skowronku?
Uważąm,że jak taki Dzień Ojczystego Języka, to każdy
z Bobikowych gości niech coś napisze.
Proponuję Bobiku,że Ty zaczniesz jeden wers i wezwiesz do następnego kolejnego poetę,żeby nie było zamieszania w bramach :
Była taka zabawa na lekcjach w szkole; pisalo się na papierku jedno zdanie, zawijało papierek i podawało następnemu i tak przez całą klasę.
Szczególnie przydatne na nudnych lekcjach matematyki.
To dlatego teraz muszę liczyć tylko na siebie.
Wzór:” Poszła Zosia do ogrodu” ( niunia)
Przyjechali ułani( Malgosia ) itd
Co Ty na to Mistrzu pióra i klawiatury?
Bobiku, ja do wczoraj rowniez na rosole przez trzy dni (wczoraj z kaszka manna i zielona pietruszka i odrobina parmezanu).
Heleno wychowalam sie w domu z popsuta hydraulika. Trwalo 15 lat zanim zostala naprawiona. Daje sie z tym zyc, ale wierze, ze jesli raj istnieje, to jest w nim ciepla biezaca woda.
Nasz zwierzniec sie powieksza, swietnie.
Dobry wieczór wszystkim, szczególnie powitalne dla Żużla.
W ramach walki z panem Kryzysem byliśmy z przyjaciółmi na kolacji. pyszna dorada (to ja) o podobno pyszne befsztyki (reszta) obmówiliśmy Pana Kryzysa i większość ostatnich blogowych tematów. Trochę wiśniówki na deser wprawiło nas w antykryzysowe nastroje. Może damy radę!
Dopisywanie zdań mi się podoba, ale najlepiej, żeby było do rymu, to zawsze wychodzi zabawniej.
Możemy zacząć od Babki propozycji, czemu nie?
Poszła Zosia do ogrodu,
i dopisuję swoje:
kupa była tam narodu
Brud mi nie przeszkadza, moge sie pojsc wykapac do E. w kazdej chwili. Przeszladza mi zimno. Choc dzis bylo nie najgorzej – pogoda iscie srodziemnomorska, niebo w blekitach, poprzetykanych gdzieniegdzie strzepkami bialych obloczkow. Tylko cyprysow brakowala i rozwalonych bram do ogrodow. Nie moglam jednak wysjc z domu bo od poludnia wypatrywalam mojego niewiernego Romea.
A Markizy nie moge odzalowac, tak.
ja sie wypisuję bo nie umiem rymować
O Boże! cyprysy!, a u mnie -6 C
Stali i wąchali kwiatki ( żona mimo,że nie chce)
poprawiając przy tym gatki
Sąsiadko, wystarczy się wstrzelić w wers bezrymowy
bo widzieli u sąsiadki (dalej żono, czekamy)
Nie umiem Babko, ale chetnie Was czytam!
jak się zgrabnie nosi szmatki.
Był w tej ciżbie pewien młodzian
Był ten młodzian skąpo odzian
( Co za uparta żona!Ską my to znamy?Zastąpiłam Cię !!)
gołym synem był powodzian
Zuzlu
milo Cie widziec w naszej gromadzie , z moją psiną Niuną jak widzę już się zaznajomileś
Bobiku , Babko
jutro poczytam i uśmieję się serdecznie ,chyba foma , Cubalibre by się przydali do tej rymowanki i Dora oczywiście , dziś przygnieciona mówię dobranoc Wam Wszystkim
Wdzięku tyle z sex-appealem
Miał, choć był zaledwie szczylem.
Babko, będę przestawiać wersy na właściwe miejsca, bo inaczej się robi chaos.
Ok.Bobiku, ale trzeba to potem zebrać do kupy, może kopiuj, dołożyłam Ci roboty, ale niech tam!!
Kiedy spojrzał w oczy Zosi
Mam obawy, czy nam z tego “Pan Tadeusz” nie wyjdzie.
rzekł: o nic nie będę prosił,
niech się Zosia wypcha sianem
Nadmierna konsumpcja zakrapiana wiśniówką powoduje senność,szczególnie u osób wywodzących się z Polski Południowej.
To zaś skutkuje osłabionym poziomem poezji pisanej na pniu!!
Inną będę miał nad ranem
W siana stogu, albo w szopie
Zosię w stawie zaś utopię,
bo nad wyraz jest szkaradna,
siła mnie nie wstrzyma żadna,
Wolę w stawie pieścić żaby
niż się tykać takiej baby
W przerwie: kolega dla Żużla ( po kulinariach).
http://wiadomosci.onet.pl/4588895,relacjetv.html
Jest to najzupełniej pewne:
Rano będę miał królewnę!!
Bobiku śpisz pewnie, jak i wszyscy inni weekendujący.Kończymy i idziemy spać.
ps. Dopchałm się do Pani Kierowniczki, w niewłaściwym miejscu wpisałam kod bramkowy.
Wszystkim mówię dobranoc, do jutra mam nadzieję.Pewnie na Wielka wodą właśnie wstają!
Nie śpię jeszcze, tylko się zaczytałem. To dorzucę jeszcze zwrotkę, a rano można dalej lecieć z koksem
z żabim udkiem i z płetwami.
A jak Zosia z ułanami
chce się zadać, kij jej w bary -
mam po uszy tej poczwary!
To be continued…