- Chyba zostanę terrorystą! - oświadczył Bobik, prężąc muskuły i przybierając groźną minę, którą podpatrzył niedawno u znajomego mastyfa neapolitańskiego.
Labradorka próbowała nadstawić uszu, co ze względu na ich kłapciatą konstrukcję wyszło jej tak sobie. Przyjęła więc nie całkiem dla niej typową pozycję półsiedzącą i zapytała z czymś w rodzaju zainteresowania:
- Serio? A kogo będziesz terroryzował?
- Och, bo to mało jest nadających się obiektów? - zbył ją Bobik. - Państwa, miasta, rze… Nie, rzeki może nie bardzo. Ale osoby ludzkie. Koty. Myszy. W ostateczności nawet inne psy.
- I w czym się wyspecjalizujesz? Podkładanie bomb, porwania, zamachy?
- Jakie bomby? jakie porwania? - wnerwił się Bobik. - Ja chcę zostać terrorystą umysłowym, nie fizycznym. Chcę przy pomocy różnych akcji, zasadzek i punktowego nękania wprawić wszystkich w stan takiego pomieszania myślowego, żeby nie byli pewni dnia ani godziny. Żeby żyli w ciągłym strachu, że mogę przypuścić atak słowny. I żeby w końcu zgadzali się na wszystko, cokolwiek szczeknę, choćby dla świętego spokoju. Bo jak nie, to znowu z czymś wyskoczę…
- Ty wiesz, że to nie jest zły pomysł? - zapaliła się Labradorka. Sterowałbyś wszystkim jak niewidzialna ręka. Znaczy, wszyscy by dobrze wiedzieli, kto steruje, ale ze strachu nikt by o tym nie mówił. I nawet nie musiałbyś się ukrywać, bo przecież szczekania nawet najgorszych bzdur nie zalicza się do czynów kryminalnych. Bierz się do roboty, mały! Ułóż konkretny plan, zwerbuj siatkę wspólników i popleczników, a potem to już tylko szczekać na potęgę.
Bobik aż spuchł z dumy. Chyba pierwszy raz w życiu Labradorka tak wyraźnie pochwaliła jego zamiary. Pobiegł szybko po kartkę i długopis, żeby zanotować pchające mu się do głowy terrorystyczne myśli. Labradorka, nie chcąc mu przeszkadzać, wsadziła nos w gazetę i zaczęła czytać. W miarę lektury jej mowa ciała wyrażała coraz większe zaniepokojenie. Odłożyła gazetę i sięgnęła po tygodnik, potem po jeszcze jeden, w końcu z rozczarowaniem podniosła łeb znad prasy i westchnęła:
- Bobik, chyba nie masz się co wysilać. Na ten numer ktoś już wcześniej wpadł. Nawet niejeden ktoś. Powiedziałabym wręcz, że konkurencja jest olbrzymia.
- Naprawdę? - zmartwił się Bobik - I nie widzisz dla mnie żadnych szans?
- Niestety, nie - przyznała Labradorka szczerze, choć z widoczną przykrością. - Nie oszukujmy się - przy całej motywacji i pewnych wrodzonych zdolnościach, ty jesteś tylko amatorem. A to, co widziałam w prasie, to jest poziom profesjonalny. Nie dorównasz, nie mówiąc już o przeskoczeniu.
Bobik bez słowa włączył bardzo smutną muzykę, podkulił ogon i położył się na kanapie. Trochę go złościło, że znowu nie wyszło na jego, ale w duchu przyznawał Labradorce rację. Jak już być terrorystą umysłowym, to tylko na całego.
czwartek, 21 styczeń 10 | Autor: Bobik
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu, korzystając z RSS 2.0
Możesz dodać komentarz, albo dać trackback z twojej strony.
Możesz dodać komentarz, albo dać trackback z twojej strony.
Jeśli chcesz dodać odnośnik do komentarza, wykopiuj jego link, klikając (prawym przyciskiem myszy)
na datę komentarza.
na datę komentarza.
499 komentarzy
499
dodaj komentarz
do Bobika
ja bym jednak pomyślał o bombach… nie ma się co certolić…
Psychobójca?
Dzień dobry
Uważajta, uważajta. Niby zrezygnowałem z uprawiania terroryzmu na szerszą skalę, ale nie powiedziałem, że na blogu nie mogę… A akurat się dziś od rana wnerwiłem na jednego takiego i nastrój mam bojowo-nadgryźliwy 
Pomysłowy Hokobomber…
I teraz wszyscy za jednego takiego będą terroryzowani? To nie fair.
jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!
Szczeniaczku! No, lapy mi opadaja… Oczywoscie, ze jestes amatorem i nawet nie moge powiedzioec, ze zdolnym - w tej wlasnie dziedzinie. Masz rozliczne zdolnosci, ale tu akurat Bozia nie dala.
Uczitsja, uczitsja i jeszczo raz uczitsja - jak mawial jeden Sepleniacy Kot.
Otworz sobie gazete, poczytaj Mistrzow Gatunku i zobaczysz jaki trzeba miec umysl, zeby zrobic z niego narzedzie terroru. I nie mozesz to lepiej trafic niz ten Kolega:
http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/01/21/o-nienawisci/
Może Labradorka chciała oszczędzić mi skrajnego upokorzenia i - nie mogąc przyznać mi żadnych profesjonalnych umiejętności terrorystycznych - przynajmniej o zdolnościach coś bąknęła, bo tego i tak nikt nie sprawdzi?

Ale jedno można o mnie powiedzieć bez zastrzeżeń - ja się chętnie uczę. Więc jak mi zbiorowo napiszecie krótki podręcznik terroryzmu umysłowego, z wymienieniem Mistrzów Gatunku, to postaram się go szybko przyswoić.
Vesper, jak coś zrobisz z jednym takim (byle szybko i skutecznie), to mogę sobie odpuścić terroryzowanie blogu.
Musiałabym jakieś namiary dostać
To się da zrobić. Jeden taki mieszka u mnie w domu i nie jest to mój tata.
I ma takie wrodzone zdolności do wnerwiania mnie, że mimo całej wściekłości czasem mnie podziw dla jego warsztatu zbiera… 
a na ile liter?
Jakieś resztki domysłom trzeba zostawić. Niech i one się pożywią.
Też znam takiego jednego, który zawsze potrafił mnie wkurzyć i dysponował w tej dziedzienie niespotykaną techniką. Może to ten sam?
Ale ja się też chętnie i szybko uczę. Wyćwiczyłam specjalne metody przepuszczania tego co mówi takim specjalnym kanałem, z ominięciem mózgowych ośrodków analizy mowy.
Ten sam to chyba nie, ale może na jednej uczelni nauki pobierali?
Tę metodę z przepuszczaniem też znam, ale ona nie skutkuje, kiedy nie chodzi o ośrodki mowy, tylko na przykład o to, że jeden taki nie robi tego, co miał zrobić. I co już tysiąc razy obiecał.
Pewnie tak, ale jeśli obietnice przepuścić przez ten kanał, to się potem unika frustracji.
Zanim, Bobiku, przystapisz do nauki, musisz sie najesc mandragor*
Nie sposob zostac Mistrzem Gatunku nie najadlszy sie mandragor.
Wyhodowanie madragory latwe nie jest, bo powstaje ona jedynie z zasiania w ziemie siemienia powieszonego. Wyciagniecie z ziemi korzenia tez nie przelewki - wymaga jednego zdechlego psa i z tym tez mozna miec pewne problemy.
Ale bez madragopry ani rusz.
__________________________________________.
* Mandragora ogłupiająca, zwana przez Greków morion przyprawiająca o dur i pomieszanie duchowe, “(…)pierw się najadłszy Mandragor, błądziły w Limbach szalone kobiety” CK.Norwid - Tyrtej)
Jagoda mandragory , żółta, woniejąca według jednych przykro, według innych seksownie, uważana za środek przeciw bezpłodności, pobudzające żądze miłosne, próżność (w małych dozach) głupotę (w dużych).
Źródło: “Słownik mitów i tradycji kultury”- Władysław Opaliński
Z cyklu: Mistrzowie Gatunku w Akcji:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7479649,Szczatki_Mikolaja_Kopernika_beda_eksponowane_w_katedrze.html
Bobiku, to się nazywa nabieraniem mocy urzędowej.
Tylko spokojnie i bez nerw. Minie parę miesięcy (albo lat) i się zrobi. Dla mnie to żaden problem, no ale ja mam na drugie Cierpliwość
Mam to przećwiczone, bo pan mąż jest w tej dziedzinie specjalistą wysokiej klasy. Co ciekawe, nabieranie dotyczy wyłącznie sfery prywatnej
Mordko, uważaj, to bardzo niebezpieczna roślina, szkodzi nawet niewinnie piszącym
Chętnie obejrzałabym szczątki kurii, kapituły i urzędu. Wystawione z dala od siedzib ludzkich i zwierzęcych
A nie mógłbym tej mandragory najeść się tylko tyle, żeby żądze miłosne wzbudziła?
Chociaż… Gdybym przez nieuwagę przesadził i pożarł dawkę ogłupieniową , mogłaby wzbudzić żądze miłosne do…
Nie, nawet cicho tego nie powiem.
Nie wiem, co macie przeciwko szczątkom. Mnie jak się uda (z rzadka, niestety, bo w domu rzekomo dbają o moje zdrowie) dorwać do szczątków obiadu, to uważam, że miałem dobry dzień.
Bobiku,
z przecieków na tym blogu wyciągam wnioski, że w Twoim ogrodzie i za kanapą roi się od różnych szczątków i relikwi. Mimo młodego wieku wietrzę w Tobie eksperta od ekshumacji i ponownych pogrzebów
Nareszcie jakaś szansa na zrobienie kariery! Chyba się zacznę specjalizować w szczątkizmie.

Ale z substancjami psychowzmacniającymi na pewno szybciej mi pójdzie. Dawać tę mandragorę! Łykam potrójną dawkę i lecę się starać o posadę.
Jagulary się rozmnożyły
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/51,95190,7476602.html?i=0
A my mamy problem ornitoligiczny.
Od paru miesiecy na tym samym drzewie przed domem siadaja te zielone papugi. Czasami jest jedna, czasem kilka, najwieksza odnotowana liczba to 9. Ale zawsze i caly dzien co najmniej jedna - Dyzurna Drzewowa. Od kilku tygodni Stara kladzie na trawie pod drzewem orzeszki ziemne w lupinkach - sa bardzo dobrze widoczne na ciemno-zielonej trawie.
Ale jak dotad nie udalo sie zwabic ani jednej papugi na ziemie, choc orzeszki znikaly. Wczoraj Stara przylapala sroke, jak je znosila do siebie. Pewnie jest to ta sama sroka, ktora ubieglej wiosny zwachala drogie suszone robaki i lojowy torcik zakupiony dla tej rodziny Rudzikow, co to pamietacie uwily sobie gniazdo w donicy z kwiatami przed drzwiami E.
Co powinnismy zrobic z tym dokarmianiem papug? Jak je zwabic na ziemie?
Co te papugi mają robić na ziemi? Dać się złapać? Na orzeszki?
To są inteligentne ptaki. Może one wolą pokonwersować? Skoro żyją tak od kilku miesięcy, to pewnie nie są aż tak głodne, by schodzić na ziemię
Pofatyguj się do nich na drzewo.
Pofatygowac soe to bym nawet moze i pofatygowal, nie zwazajac na artretyzm, ale one to moga opacznie zrozumiec.
Nikt ich tu nie lapie, co mnie samego dziwi, bo ich baranie glosy zaklocaja porzadek i moim zdaniem kwalifikuja sie jako antysocial bahaviour , za co sie w naszej dzielnicy wlepia mandat.
Chcemy tylko nawiazac blizsza znajomosc.
Ta Dyzurna wlasnie w tej chwili rozdarla dziob, ze az strach.
Właśnie też zacząłem pisać, że papugi raczej nie mają odruchu szukania żywności na ziemi. A poza tym mogły nigdy nie być żywione orzeszkami ziemnymi, a i w angielskiej naturze raczej ich nie znajdą, więc nie uważają ich za coś na ząb, przepraszam, na dziób.
Ja bym kupił w sklepie z.o.o. jakąś przeznaczoną dla papug mieszankę i zawiesił na drzewie w dostępnym od góry pojemniku. Może się załapią.
No to wysylam Stara do sklepu!
A tu jeszcze jeden opis działania mandragory, z trochę innej beczki.
http://wyborcza.pl/1,75476,7465836,Celebryci_plota_o_nauce.html
Tak, tak, jak chcesz miec porade medyczna, to najlepiej pojsc do wokalistki z Atomic Kittens.
Tylko wstyd prawdziwym kocietom przynosi.
“sa bardzo dobrze widoczne na ciemno-zielonej trawie” - szczęściarze, strasznie tęskno mi do trawy
Celebryci rzeczywiscie plota okropnie, ale naukowcy tez maja problem, bo wiele juz razy alarmowali na rozne tematy, po czym okazalo sie, ze nie zawsze mieli racje… Wystarczy przypomniec sobie kampanie o szkodliwosci jajek, z ktorej sie pare lat temu wycofali. Tymczasem z kolei substancje nieszkodliwe pare lat temu (na przyklad zmiekczacze plastiku) okazuja sie jednak szkodliwe. Mysle, ze nasz umysl pragnie uproszczen, a tymczasem rzeczywistosc, i odkrywanie rzadzacych nia praw, to jednak skomplikowana sprawa, i niekonczacy sie proces… No i dzieki Bogu za celebrytow, bo dzieki nim wlasciwie prawie kazdy moze sie czuc od nich madrzejszy (albo przynajmniej w rownym stopniu madry), co oznacza, ze wbrew pozorom spelniaja jednak pozyteczna role spoleczna.
Trawa jest zielona przez caly rok, nawet pod sniegiem. Raz tylko pamietam jak byla zolta w czasie straszliwej suszy i obowiazywal zakaz podlewania w Londynie. Daily Telegraph zamiescil wtedy na ten temat nawet artykul redakcyjny, przypominajac, ze gdybysmy chcieli zyc posrod wyschnietej zoltej trawy, to wyszlibysmy za maz za Greka na jakiejs wyspie….
Mordko, białość widzę, białość
Z jajkami to wielka ulga… Ale odkrycie, ze cholesterol moze byc “dobry” (HDL) lub “zly” (LDL) jest stosunkowo nowe - pozne lata osiemdziesiate XX wieku, choc odkrycie samego cholesterolu pochodzi jeszcze z drugiej polowy XVIII stulecia.
Stara opowiada, ze w pamieta ze swego podrecznika biologii w liceum, ze przestrzegano tam przed jedzeniem… sardunek z puszki. Zatruwala wiec wiele lat zycie swemu ojcu, ktory sardynki kochal, ale mial troche chore serce.
Zas nasza Jasiunia swemu bardzo choremu na serce mezowi wtykala krwiste befsztyki (ktorycgh nie lubil), bo to rzekomo bylo na serce dobre. Dzis tego okropnie zaluje, zastanawiajac sie czy nie doprowadzila go wczesniej do grobu nieodpowiednia dieta.
Kurcze blade! Dyzurnej nie ma, orzeszki dzisiejsze tez zniknely, a na drzewie siedzi ta freaking sroka i patrzy na mnie wymownie i bezczelnie.
A rozrzucić jej po trawniku brylanty wielkości kurzych jaj, niech się udławi!
Bobik, Ty chyba juz czerwonyś cały
Twoje zdrówko idzie…
A wogle to jakby co, to Shiraz Malbec, Cabernet-Malbec, a jak się skończy to będzie, łoj będzie
Czy coś przegapiam? Mam czerwone. Jakby co, to natychmiast się włączam
Ojej, jeśli tajemnica, to włączając się, nic a nic nie muszę wiedzieć
Czerwony, czerwony, ale jaki zdrowy się czuję!
Haneczko, to chodzi o rzadką okazję pomieszania realu z wirtualem. Włączamy się, a co!

Zdrowie zdrówkujących!
Wystarczy dodać dwa do dwóch, że zeen jest na Śląsku…
Inne zdrówka też były pite? Hę?
Pani Kierowniczko, w dodawaniu (poza Kasą
) jestem kiepska. A w śledzeniu gdzie, kto, z kim i dlaczego - beznadziejna
Ale czerwone gorliwie osuszam 
Ja natomiast popijam produkt pt. Grzaniec zbójnicki - Herbatka z prądem. Też czerwonawe, ale urżnąć się nie mogę, bo ciężko pracuję
A w Katowicach mieszka foma. Właściwie nic nawet dodawać nie potrzeba…
Gdybym to posiadał
skrzydełka jak gąska,
poleciałbym dzisiaj
napić się do Śląska.
Lecz nie dysponuję
niestety skrzydłami,
więc dziś ci na Śląsku
muszą grzmocić sami.
Spoko,spoko, Pani Kierowniczko. Pani też pypeć na języku wyrośnie…
Pani Kierowniczko,
a od jakich toastów czwarty raz zgaduję ile to jest 4+5?
niech żyje kierownictwo i jego dodawanie!!!
Każdy by poleciał. Niestety, pracować trzeba jak cholera, czyśmy to jacy tacy… I co mam z tego? Nawet toastu
No, Łajza się popisała tym razem
Gdybym to posiadał
skrzydełka jak gąska
patrzyłbym jak foma
swymi jaje pląska
alem nie gąskowy
ani minorowy
jaje fomy wonią
sprawiają,
że skronią
walę o mpodłogę
dłużej już nie mogę…
No proszę! Za kierownicze dodawanie toasty się wznosi. A na moje dodawanie na bramce stale wszyscy napieprzają.
m się zeenu wzięło i wpier… oliło…
zdrowie Kierowniczki po raz …. nasty!
i Bobika tesz!
Wygląda na to, że malbeca skończyli, caberneta skończyli, a teraz leci to łoj bedzie.

Tym bardziej ich zdrowie!
teszszsz…
awruk….
Ło matko
Mam nadzieję, że ktoś nad nimi czuwa i rankiem alkaprimem poratuje 
haneczko, dajboże…
Dlatego zachęcam, żeby pić ich zdrowie, bo jutro rano będzie im potrzebna co najmniej potrójna porcja.
A ktoś jeszcze za kółko pewnie musi siąść…
Niechby i poczwórna
Raz się tego tam, a zostaje na zawsze
Nie żałujcie sobie chłopaki 
Jej, co tu się dzieje
Za kółko musi siąść taksówkarz

My sobie też nie żałujmy. Co z tego, że wirtualnie.
Vesper, ja tylko kibicuję wampirom
To one dzisiaj mają jakiś zlot?
Jasne, vesper. Bal wampirów.
To się musi dziać
Im wyżej dzisiaj wzlecą, tym niżej jutro…
Raz wampiry jak fakiry
Urządziły sobie bal,
Caberneta sobie piły,
A na blogu było żal
uuuaaa, alesz piękna czerwonabielizna….
Nie wiadomo czemu, zrobiłam się na szaro
A jam nie stronkowata 
Strąkowata też nie
Piły także i malbeca,
już w bieliźnie samej,
Bobik tylko smętnie szczekał
i przyzywał mamę…
malbec to juszszsz odległa pszeszłość…
Znaczy, malbekiem zajmą się historycy?
Byle nie z ipeenu.
NYT od przyszłego roku wprowadza opłaty za wydanie sieciowe.
http://www.polityka.pl/rynek/ekonomia/1502489,1,platne-media-w-sieci–coraz-blizej.read
Może ja też się powinienem nad tym zastanowić?
Fortunę byś zbił
Przeciez Cie od dawna do tego, Bobiku, namawiam. Kochajmy sie jak bracia etc.
PS Wywiesilem na tym drzewie brzoskwinie w siatce po mandarynkach. Zobaczymy rano czy sie szkusza. …
Vesper, czy ja wyglądam na takiego, co bije słowa żeńskiego rodzaju gramatycznego?
Mordko, a pytałeś, czy nie wolałyby kawioru, fłagrasa i kieliszka chablis?
To wszystko mozesz miec, Przyjacielu, niezaleznie od zaslug blogowyvh - w TYM domu przynajmniej.
Dziękuję za ofertę, Mordko, ale tym razem wyjątkowo nie myślałem o sobie, tylko o papugach.
Rzeczywiscie, Bobik, teraz widze o co pytales… To moj czwartkowy pijacki stupor sprawil , ze fatalnie kontaktuje.
No, zobaczymy. Jesli beda krecic dziobem na brzoskwinie, to sprobuje ukrasc Starej troche kawioru, zwlaszcza, ze sam go nie tykam…
To masz jakiś czwartkowy stupor? A nic nie mówiłeś, że się udzielasz na pijackiej niwie.
Bo nie jestem Ostentacyjnym Kotem. Discretion is the better part of valor.
No to ja też nie będę ostentacyjnie oświadczać, że biorę kryminał do poduszki i udaję się nawiązać z tąż poduszką bliski kontakt. Nawet dobranoc powiem całkiem nieostentacyjnie, kursywą.
Mordechaju, niech Ci Helena zorganizuje jakies ptaszyny w domu. Jedna z moich ciotek tak wlasnie zorganizowala swojej Persicy ciekawy teatrzyk domowy, bez potrzeby wspinania sie gdzies po drzewach. Tylko kanarki w klatce dosc szybko sie zuzywaly, bo jakies, nie wiedziec czemu, nerwowe byly, gdy kocica godzinami je z bliska obserwowala…
A z tym NYT, to nie ma co sie martwic, bo zostaje zawsze tabloid The National Enquirer, ktory w tym roku ma zamiar sie ubiegac o Nagrode Pulitzera w dziedzinie dziennikarstwa, i choc sie przed tym wzdrygam, to jednak wlasciwie, czemu nie - skoro wykryli to, czego inne gazety nie odkryly. I choc dotyczylo to osobistego zycia polityka, to kiedy ten polityk sprzedawal sie wyborcom jako nienaganny maz i ojciec rodziny, to trudno. Nie trzeba bylo ich kusic.
http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2010/01/21/AR2010012102670.html
Moja Stara uwaza, ze jak NE dostanie Pilitzera to bedzie to koniec cywilizacji jaka ja znamy.
Ale ona to juz pare razy przepowiadala
I pewnie za każdym razem miała rację
NE otrzymujacy Pulitzera czy WaPo rozwazajacy pomysl na spotkania z dziennikarzami i politykami po 25 tysiecy dolarow od wejsciowki, oraz drukujacy za odplatnoscia artykuly roznych milionerow, nie podajac czytelnikom, ze to reklama (a wszystko, zeby zwiekszyc dochodowosc). Rzeczywiscie, kolejne konce cywilizacji, jaka znamy.
Labradorka miala racje, ze ta dzialka juz jest raczej zajeta… 
A może by tak Bobik o tego Pulitzera powalczył?
oj, tu też nie tak grzecznie, jak się wydawało…
można…?
może można…
to bardzo dziękuję za wszystkie alkazelcery, okłady, życzenia, ograniczenia w złorzeczeniach. na usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że w toastach nikt nie został pominięty…
…jakaś dziwna cisza…?
Dzień dobry.
Jak o mnie chodzi, to nie dziwna, bo to w miarę normalna pora mojego przystępowania do obowiązków życiowych. Ale frakcja poranna chyba faktycznie zaspała. 

Zaraz zjem śniadanie i walnę w jakiś taraban, to się musowo wszyscy obudzą!
Jak na mnie, to jest nawet wcześnie. Dzień dobry.
aaa, jeszcze… wśród podziękowań za troskę zapomniałem przeprosić…
mam nadzieję, że ktoś lubi tulipany
Vesper, to może dla Ciebie za głośny był ten taraban?


No, trudno. Jak już zbudziłem, to zbudziłem. Ale mogę za to skoczyć po croissanty.
Kwiatów nie będę przynosił, bo na najbliższe miesiące obowiązki kwiaciarskie przejmuje foma.
Kwiatki to ja Tobie mogę, Bobiku, za serducho ze złota. Ale bukiet serdecznych serdelków pewnie sprawi Ci większa radość, więc proszę - serdelki.
O, dziękuję, Vesper. Nawet nie przypuszczałem, że dzień się tak miło zacznie.

Serdelek dla pieska jak róża, jak bez,
lecz sorry, w wazonie nie trzyma go pies,
a zjada. Bo przecież ze smutku by padł,
gdy zwiędłby serdelek mu kiedyś jak kwiat.
Co to za jakieś kwiatki, co zmniejszają ekran?
U mnie też…
Dla vesper zresztą
A wczoraj w Sejmie RP też był cyrk…
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7483079,Kuriozalne_zakonczenie_przesluchania_Chlebowskiego_.html
Nie ma to jak porcja purnonsensu na śniadanie
Wiecie, że jak przyznaję się do bycia zwierzęciem politycznym, tak na śledzenie tej całej afery hazardowej brakło mi sił. W związku z tym nie mam na ten temat żadnego własnego zdania, bo musiałbym w tym celu wgłębiać się w kto komu i dlaczego. W gruncie rzeczy z tego wszystkiego, po pobieżnym zerkaniu na prasowe notki, zostaje mi wrażenie (nie tylko z wczoraj) jednego wielkiego cyrku - może nie w meritum, ale w sposobie załatwiania. I przez komisję, i przez media.
Wstydzilem sie przyznac, ze ja tez nie bardzo wiem o co chodzi w calej aferze z ustawa hazardowa, no ale skoro Bobik sie przyznal, to i ja sie pod powyzszym podpisuje.
A moze ktos nam w kapsulce opowie o co chodzi?
Ja Wam moge w nagrode opowiesziec cos o reiversach (albo reaversach) o ktorych sam sie wczoraj pierwszy raz w zyciu dowiedzialem ku swemu wielkiemu zadziwieniu. Bylo to bandyckie plemie, ktore od czasow wczesnego Sredniowiecza zamieszkiwalo granice (bardzo czesto przesuwajace sie) miedzy Szkocja i Anglia (t.zw. Northern Territories) . Potomkami reiversow byli/sa m.in. Richard Nixon i Neil Armstrong (jak sama nazwa wskazuje) .
Kwiatki na Dywaniku też widziałam. Wstawię do wazonu, nie będę się na roślinach wyżywać
Fakt, rośliny to - z małymi wyjątkami - łagodne, niewinne istoty i nie powinny cierpieć za cudze przewinienia.

Ale jeżeli ktoś kiedyś koniecznie miałby się ochotę na roślinach wyżyć, to mam w ogrodzie trochę chwastów do dyspozycji.
Mordko, to było za bardzo w kapsułce. Co te bandyckie plemiona wyczyniały, że takie interesujące?
To bylo jedno plemie, skladajace sie z 90 rozpoznawalnych do dzis nazwisk, rodow, klanow. Nie byli ani Anglikami, ani Szkotami i zamieszkiwali mocno gorzyste tereny graniczne, a poniewaz granica angielsko-szkocka byla przez 400 lat mocno ruchoma, to reiversi znajdowali sie nieustannie to po jednej, to po drugiej stronie i deklarowali lojalnosc do tych czyja arnia akurat zajmowala ich tereny.
Zyli zas wylacznie ze zbojnictwa - z rabowania dobytku i owiec ludnosci po obu stronach granicy.Byli tolerowani przez wladze zarowno Szkocji jak i Anglii, gdyz ich zbojnicki fach zniechecal innych do naruszania akrtualnej granicy. Jesli stawali sie zanadto uciazliwi dla wladz, wysylano na nich wojsko aby ich troche uciszyc i utemperowac.
Dzis potpomkow reiversow najwiecej jest po szkockiej stronie, w okolicach miasta Carlisle (inne reiverskie nazwisko) ale dalej nie uwazaja sie za Szkotow, tylko wlasnie za osobne plemie, maja wlasne swieta, folklor, piesni i obrzadki.
Zaraz poszukam w Wikipedii.
O, tu cos na ten temat, ale jeszcze sam nuie przeczytalem…
http://en.wikipedia.org/wiki/Border_Reivers
Jakoś mi się to tak na pierwszy rzut oka kojarzy z obecnym Afganistanem. Zbójeckie plemiona, które nie poczuwają się do lojalności wobec nikogo poza własnym klanem, łupią po równo i granice mają gdzieś.
Tylko w krajobrazie zamiast pól szkockiej whisky, łany maku przeplatanego marychą.
A takie o sobie spiewaja ballady (z tekstem):
http://www.youtube.com/watch?v=QgrUPCLm5Us
Tez mialem skojarzenia z Afganistanem
Od rana ciężko pracowałam oczami. Jak miło popatrzeć na tulipany
Nie wiem czemu mi się skojarzyło
http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,7482217,Poznanska_kuria_pozywa__Gazete_Wyborcza_.html
Afganistan, ale i wszystkie miejsca niedostepne, gorzyste, gdzie nie dociera juz wladza zewnetrzna, i gdzie sie zyje wedlug wlasnego, honorowego kodu. A ten duch reivers, przeniesiony do Ulsteru, a potem do Ameryki, do dzis zyje. To wlasnie ich potomkowie (zwani tutaj Scotch-Irish) szczegolnie znani sa zadziornosci, niecheci do wladzy federalnej, a nawet stanowej, i przywiazania do prawa posiadania broni, bedac przeciwwaga dla powaznych, pracowitych, zdyscyplinowanych purytanow. I cala legenda wild West tez jest tez z tymi ideami spokrewniona. Nawet Nixon, o ktorym wlasnie ostatnio rozmawialam z paroma bliskimi osobami, porownujac roznych amerykanskich prezydentow, mial w sobie cos takiego, ze nie ufal sobie do konca, ze moze wygrac wybory zupelnie legalnymi sposobami (w sumie szkoda, bo byl niezwykle inteligentny, i na pewno zrobil wiele, do czego inni nie mieli odwagi).
A tu ulubiona, juz nie-anonimowa, ale piekna ballada, “The Highwayman” Alfreda Noyesa:
http://www.poemhunter.com/poem/the-highwayman/
I jeszcze sam poeta to czyta (lepiej nie zwracac uwagi na animacje, bo jest nieco creepy) - bo ballady koniecznie trzeba czytac na glos:
http://www.youtube.com/watch?v=dYtgmLdDkg0
Najpiękniejsze są ballady szczekane!

No, może jeszcze być odrobina wycia pod koniec zwrotek, bo to od razu robi wichrowe wzgórza i samotnego wilka na skale.
Wycie zupelnie niezbedne, zwlaszcza pod koniec takich ballad jak “The Demon Lover”.
Dzień dobry.
Pochwalę się, a co moje prawo (Marylka twierdzi, że chyba zachłystnąłem się czymś, czego nie rozumiem
).
MAMY OD DZISIAJ:
Downstream <=16.000 kbit/s oraz Upstream <= 1024 kbit/s
Jesteśmy ( z Marylką ) tacy szybcy, że… nie nadążamy
Gonimy, brykamy (© rysberlin), …. i nie wiemy jak to wykorzystać
, ale wszystko o wiele szybciej “się ładuje”.
Możecie zacząć piracić
Dobry pomysł, ale jak to się robi?
Noooo, trzeba zasłonić czarną przepaską jedno oko, zamiast dłoni założyć hak i przyczepić sobie drewnianą nogę. Do tego dobrze jest mieć statek. I papugę, która klnie.
Papugę w ogóle dobrze jest mieć, bo w razie czego i w sądzie może reprezentować.
Chyba że chodziło o bigbit, to mógłbym sięgnąć do jakichś wspomnień z wczesnego szczenięctwa. 
Też bym chętnie poudzielał rad, jak wykorzystać, ale najpierw musiałbym coś z tych bitów rozumieć.
Papug, to w okolicy Moguncji mamy zatrzęsienie, co prawda nie klną, ale hałasują niesamowicie
A jak ze statkami, Moguncjuszu? Bo porządny pirat w zasadzie powinien mieć statek morski. Pirat żeglugi śródlądowej to już nie to samo.
Statek morski i uczucie bycie “prawdziwym” piratem to znowu latem w Trójmieście … albo w Pucku!
.. uczucie bycie… ????
jeżeli to: … bycze (
) uczucie bycia… 
Z tymi nowymi bitami to może bicie uczucie bycia?

Jak się tak zastanowię, to może jednak bycie piratem śródlądowym nie jest wcale takim złym pomysłem. Przy sprzyjającym grafiku jest nawet szansa na kolację do domu zdążyć. A założę się o wszystkie kudły z ogona, że Marylka lepiej gotuje niż kucharz okrętowy.
ciagle zimno,podobno bedzie zimniej niz wczoraj,co za czasy!!!
S-Bahn zapowiada poprawe,czekam wiec czasami tylko 12-15 min,chyba zrobie prawo jazdy i odbiore zonie auto
wielu nieobecnych pozdrawiam innych tez ,do kiedys tam moze
juz jutro
wracam do ksiazki-wciaga

Obecna, ale teraz kibicująca ręcznym
Między Rysiem a mną (i chyba również Moguncjuszem) leżą meteorologiczne światy. Z 10 stopni różnicy. U mnie plusowo, ciepły wiatr i trawa zielona - no, prawie jak u Heleny.
Ale wiecie, że w czasach blogowych zupełnie inaczej zacząłem odbierać komunikaty meteorologiczne? Dawniej interesowało mnie, prawdę mówiąc, tylko to, jaka pogoda będzie w mojej najbliższej okolicy. A teraz patrzę dalej własngo nosa, myśląc sobie: u Rysia zimno, u Moniki śniegi, u Heleny wiosna, u Wandy cie… o, przepraszam, Wanda właśnie w Warszawie, więc zasypana, tak samo jak Kierowniczka. Itd…
Mam to samo, też się pogodowo poszerzyłam
Uparcie wrzuca mi się nieistniejąca strona. Kasuję zarazę, a ona się uparcie wcina
Przepraszam za mylące szarzenie.
Zaraz, o jakie szarzenie chodzi?
Czegoś najwyraźniej nie kumam.
Aha, teraz skumałem. Ciekawe, czemu się wcina?
A właśnie że nie jestem zasypana
Nic nie sypie, dziś było słoneczko. I ziiimno…
Przypomniał mi się stary dowcip o Korsykanach. Jeden z nich oblał egzamin z historii, chociaż był bardzo obkuty. Po wyjściu wyjaśnia: nie mogłem odpowiedzieć, bo zapytali mnie, kto zabił Henryka IV. Wiedziałem, że to ten Ravaillac, ale Korsykanin nigdy nie sypie!
Korsykanin pewnie nawet sypania śniegu nie widział…
Więcej szczegółów, Mordko. Kto co twierdził przy tym zakładzie?
Niestety, dalem slowo honoru, ze nie opowiem. Powstala pewna kontrowersja co do koloru czesci garderoby. JA miau’em racje, comme d’habitude. Ktos inny byl uparty jak osiol. Musialem utrzec nosa.

Haneczko, tata twierdzi, że szarzejesz przez ciasteczka. Żeby się tego pozbyć, trzeba podobno wejść do przeglądarki na opcje, znaleźć cookies i je zlikwidować.
Mam nadzieję, że nic nie pokręciłem podczas przekazywania tego kilerskiego zlecenia. W każdym razie na pewno przesłanie brzmiało: zlikwidować cookies.
Byty Doskonale z definicji zawsze maja racje, wszystko jedno na jaki temat…
A tego sniegu to jest u nas jeszcze tyle, ze dzisiaj przez chwile powaznie sie zastanawialam, czy nie zatrzymac drugiej, pomylkowo do nas przyslanej odsniezarki, i dopiero sie przemoglam i odwiozlaqm ja na poczte, jak sobie przypomnialam ze i tak jedna osoba dwoch naraz nie bedzie obslugiwac. 
Eee, takie zakłady, o których potem nie wolno opowiadać…
Widziałem przed chwilą, że między Rysiem a mną już 14 stopni różnicy!
Widzę, że kiełbaski są wiele lepsze niż odśnieżarki. Można spokojnie jeść dwie naraz.
I nawet śnieg w ogóle przy tym nie przeszkadza.
Haneczko, CCleaner.com (bezplatny, ale wdzieczny za datki) fenomenalnie i szybko oczyszcza z cookies i innej zarazy.
Polecony nam przez Carrie, nasza platna specjalistke komputerowa.
Tak, kielbaski stanowczo lepsze, i zdrowsze od cookies (teraz to i komputery cierpia na cukrzyce).
Wiadomosc dla Heleny, choc nie tylko - it worked! Obama przywrocil do lask Volckera, i maja te monstra bankowe jednak zaczac regulowac… Szybko zareagowal - choc doradcy twierdza, ze myslal juz o tym od jakiegos czasu, to dziwnie jakos zwierzyl sie ze swoich zamiarow dopiero po wyborach w Massachusetts. Jak powtarza moja przyjaciolka - a blessing in disguise…
Może byśmy napisali scenariusz horroru o jakimś monstrum bankowym? To mógłby być samograj.
Ma ktoś dobry tytuł?
Ha! To bardzo dobra wiadomosc takze dla UK, poniewqz to oznacza, ze beda musieli wprowadzoc tu bardzo podobne regulacje.
Obejrzalam wlasnie strasznie poruszajacy (ale caly tydzien byl taki!) program z Haiti. Sni mi sie to wszystko po nocach.
Wiec zostawiam Was tu z Natalie Merchant, nagranie zeszloroczne w slynnej szkole dla niewidomych, gdzies niezbyt daleko Moniki:
http://www.youtube.com/watch?v=ZBiVd8SxCkc&feature=PlayList&p=2AF8F2A2503703E3&index=5
Bardzo niedaleko, Heleno - Watertown jest tuz obok Cambridge, (przejezdam obok czesto, ostatnio wczoraj), choc szkoly, gdzie ksztalcila sie Helen Keller nigdy nie widzialam od srodka. Motherland bardzo piekny. Dzis w radiu wieczorem byla transmisja na zywo z kolejnego juz koncertu Jamesa Taylora na rzecz Haiti…
Dzień dobry, zamarznięty na kość

Termometr nam zdechł, był tylko do -20. Koty bardzo zdegustowane. Siedzę w robocie okutana cebulkowo, grzejnik na full, łapy grabieją.
Dziękuję za porady, zaraz zadziałam
Dzień dobry
Czytam z przerażeniem o temperaturach u Haneczki. Grabiejące łapy to jedna z najgorszych tortur. 

Ale nie wiem, czym by tu Haneczkę najlepiej odmrozić. Bo przecież wrzątkiem nie będę polewać.
Najlepiej działa na mnie

Tego mamy pod dostatkiem.
Ale oprócz tego apeluję do wszystkich o wrzucanie dziś wszelkiego rodzaju rozgrzewaczy. Przecież nie możemy dopuścić do tego, żeby łapy Haneczki zmieniły się w grabie. Mogłaby wprawdzie wtedy z powodzeniem zająć się grabieżą, ale z pisaniem miałaby trudności, a to byłaby dla blogu katastrofa.
Tu pierwszy rozgrzewacz.
http://www.youtube.com/watch?v=WJ33LLlmCo8&feature=PlayList&p=F26BE5095BA8E37E&index=9
Mróz wielgachny, słońce równie wielkie. Prawdziwa “przedwojenna”, porządna zima

jeszcze przez nastepne trzy tygodnie. A potem mam zamiar być wolnym człowiekiem 

Sokrates przyniósł upolowanego ptaka
U mnie wielka ŻABA
Czy ktoś może wie, jak to się robi?
Jotko, właśnie miałem zamieścić ilustrowane hasło, które dla Ciebie też może być jak znalazł. Znakomicie nada się do walki z żabskiem.


Hasło niby banalne, ale popatrzcie na ilustrację, to zrozumiecie, dlaczego ma właściwości podnoszące na duchu.
UWAGA!
Nawet z pozornie beznadziejnej sytuacji może się znaleźć jakieś wyjście!
http://www.youtube.com/watch?v=Y6NyQSHTVOU
I nie zawsze wygrywa silniejszy.
Kolejny rozgrzewacz. Tym razem kawa (jak pewnie już wiecie, nie cierpię kawy pić sam), ale nie w żadnych tam filiżaneczkach, tylko w solidnych kubkach, o które łapy sobie można grzać.

W kawie jest kropla calvadosu, ale ćśśś…, żeby się szefostwo Haneczki nie zwiedziało!
No, doprawdy, Bobiku! Po czyjej stronie jest Twoja lojalnosc? Czy po stronie brutalnie napadnietej lwicy czy tej chuliganki w wieziennym stroju, ktora zachowala sie podstepnie i zastosowala chwyty ponizej ogona? Przeciez ona mogla ja utopic!!! Nie mowiac o pozbawieniu sniadania!
Biedna lwica, nie wyglądała zdrowo, pewnie była chora
Ciasteczka wymiecione
Lwica chyba nie była chora, tylko po prostu młoda, durna i zaskoczona, że jakieś roślinożerne śmiało jej dać odpór.
A chuliganka wytrwała i z pomyślunkiem. Nie siłom go, to sposobem. 

To lubię, jak czasem w znanych, odwiecznych scenariuszach następuje niespodziewany zwrot akcji.
To nie zaden zwrot akcji, tylko wbrew naturze i Boskim Prawom. Cywilizacja smierci i postmodernizm w jednym. .
Kot Schroedingera nie pozostaje dluzny:
http://www.youtube.com/watch?v=5SvtsKsh9Fo
Że cywilizacja śmierdzi, to zebry dobrze wiedzą. Dlatego zwykle nie pchają się w okolice autostrad, albo zakładów przemysłowych.
Ale z tym postmodernizmem może być coś na rzeczy. Zamiast pokornie zastosować się do jakiejś tradycyjnej konwencji, chuliganka pomyślała sobie anything goes i rzuciła się na lwicę…
Dyzurna wroocila (wczoraj nie bylo caly dzien ani jednej, bo byl straszny deszcz) i oglada z odleglosci zawieszona brzoskwinie. Musze znalezc jakis zgrabny drucik i zawiesic na nim passioflore. MOze jak sie zorientuje, ze na tym drzewie jest nieustajacy bankiet, to sie odwazy przeniesc sie na nizza galez. Tynczasem siedzi dosc wysoko i ma nastriszone piora, ogladam ja przez lornetke operowa.
Przez lornetka operową? To już wiem, jak te papugi wyglądają.
http://www.youtube.com/watch?v=w1h0kfyT_dY&NR=1
Chyba te papugi troche zmarznieta Haneczke rozgrzeja w jej meteorologicznej lodowce.
A u mnie z rana na krzaku ostrokrzewu na patio, pod oknem w kuchni, pojawil prawdziwy najczerwienszy kardynal. Ladnie wygladal na tle sniegu. Niczego tam akurat nie wywieszalam, choc na drzewie w glebi ogrodu mamy porzadny bird-feeder, zalecany przez Audobon Society. Do ogladania tego kardynala nawet lornetki nie bylo potrzeba. Wystarczylo siedziec przy stole kuchennym i spokojnie popijac hebate… Zas jako astrologiczna lwica mam uczucia mieszane i divided loyalties ogladajac pojedynek lwio-chuliganski. 
Co Wy tak z tą lwicą… Przecież nic się jej w końcu nie stało, poza utratą śniadania
. Ale, znając życie i naturę, prorokuję, że wcześniej czy później jakieś żebra w zęby jej wpadną. 


U mnie karmnik nie w głębi ogrodu, tylko tuż za szybą ogrodowych drzwi. Może trochę wbrew regułom, ale ja okropnie krótkowzroczny jestem i zwykle zanim zdążę skoczyć po lornetkę, nie ma już czego oglądać.
Ale kardynałowie i tak do mnie nie przychodzą. Może uznali, że ja już dla pewnych idei jestem stracony?
Myslisz Bobiku, ze u mnie jeszcze widza szanse? Juz czesciej sie w Concord poawiaja u drzwi swiadkowie Jehowy (ale i to bardz rzadko, i bez przekonania).
To byl na moje nieulornetkowione oko raczej pokaz mody, cos jak u Felliniego…
A ten karmnik to jest w plytszej glebi ogrodu, bo w glebokiej glebi ogrodu fruwaja dzikie indyki, ktore potrafia mniejsze ptaki porzadnie przeploszyc samym swoim rozmiarem (takie SUVy wsrod ptakow, i wlacza sie to w ruch podobnie, zupelnie nie zwracajac uwagi na mniejsze pojazdy). 
Wiem, że wszyscy znają, ale nie mogę sobie odmówić przyjemności wrzucenia.
http://www.youtube.com/watch?v=CYzRL9YIswQ
Mozesz przypominac do woli.
Moj kardynal byl troche jak te na wrotkach, ale z wyrafinowanym czubem w ksztalcie czerwonej fontanny… A kiedys, w Wyborczej chyba, czytalam powazne doniesienia o podobnym pokazie mody w Polsce, choc projekty byly nieco bardziej utylitarne… 
Tu znalazłem takiego (fontannę ma akurat złożoną) i nawet też na śniegu. Ale na prawej łapie widać wyraźnie, że jest żonaty!
http://www.rewaldi.com/wp-content/uploads/2009/12/11U04731.jpg
Oooo, jaki piękny! Pokaz z Felliniego też, z radością sobie przypomniałam
To bardzo nieroztropne, Bobiku. A co jesli na te strone zagladaja jacys poslowie z PiSu i poczuja sie obrazeni w swych religijnych ucziciach? Kto bedzie po sadach wloczony? Kto pojdzie siedziec: Fellini czy Pies?
Zapewniam Cie, ze Psa latwiej bedzie dorwac i powiesic. .
Ja chce tylko tu podkresloc, ze uprzedzalem i ze nie mialem z ta wrzuta nic wspolnego.
Tak, to moj model, Bobiku. A tu tymczasem, co zlego, to nie Kot.
Jakby po Bobika mieli przyjsc, to chyba jednak po wszystkich. Co prawda nie brales udzialu, Mordechaju (w odroznieniu ode mnie), ale tez wykazales sie biernoscia i nie zwalczales, a powinienes byl. Samo umycie lap, uzbrojonych w eleganckie pazury, chyba nie wystarczy jako linia obrony. 
No właśnie. Czemu sam mam wisieć? Ja jestem towarzyskie zwierzę.
A Vesper to przypadkiem nie mówiła o radości z oglądania? I o przypominaniu sobie! Czyli recydywistka z niej!
Dla mnie co najwyżej może być zarezerwowana najgrubsza gałąź, żebym się na pewno nie urwał.
Czy możecie mi wytłumaczyć, dlaczego moja rodzina twierdzi, że coraz bardziej przypominam Hucuła?
Prawie odtajałam. Chcę kardynała

Fellini zawsze żywy
ciagle zimno
tylko -12° daleki nam do haneczki,ale mielismy kilka godzin
SLONCA
bylo wspaniale
Wyjaśnili mi, o co chodzi z Hucułem. To przez ten kożuch włosem na wierzch.
Haneczko, widziałaś przecież, że kardynał już z obrączką. Nic nie pomoże chcenie, co ornitolog złączył…
do ogladania,warto
http://www.cnn.com/interactive/2010/01/world/haiti.360/index.html
Wiecie, że ja o Haiti nie jestem w stanie… Czasem po prostu słów brakuje. Można tylko jakąś kroplę w morzu wpłacić na odpowiednie konto, trwać w osłupieniu i właściwie nic więcej.
a,to jak znane nam radio tylko na wizji
http://www.youtube.com/watch?v=FnQVkGcn7Vo&feature=PlayList&p=B08D2EFB12BE31A1&index=50
Też nie jestem w stanie. Wpłaciłam i więcej nie patrzę, bo po prostu nie mogę.
Bo nie ma nic gorszego niż bezradność.
A życie toczy się dalej. Samolubne geny walczą o przetrwanie.
No właśnie.
Moje samolubne geny zatkały się przed chwilą zapiekanką z brokułów z orzeszkami cashew i w ogóle nie przyjmują do wiadomości, że świat nie jest doskonały.
Świat jest. Dopóki choć jeden stwór, choćby bakteryjny, prze do istnienia. Potem też jest, ale to już nie na mój rozum.
A na czyjkolwiekk, Haneczko?

Ci wszyscy fizycy przecież tylko udają, że wiedzą, korzystając z tego, że to nie na nasz rozum.
No, po prostu kolejny spisek do kupy z nielegalnym zatajeniem, albo co.
Moje osobiste zdanie: sokratesowska świadomość niewiedzy jest jedyną rozsądną postawą.
Niemniej jednak - wstąpić z pozycji wiedzącego - jakże miło!
Na dobranoc chyba nic lepszego nie mogę zrobić, niż wrzucić coś, co może i następny dzień rozjaśnić. Kołysankowe, ale ogólnie użyteczne.
http://www.youtube.com/watch?v=sWpERZAIy3E
A moze nie tylko samolubne geny? Moze u wielu osob to raczej reakcja obronna wobec zalania obrazami ludzkiego cierpienia i naszego wlasnego wspolczucia na jego widok, polaczonego z fizyczna niemoznoscia natychmiastowego zanurzenia sie w aktywnej pomocy, chocby ze wzgledu na oddalenie od miejsca, w ktorym akurat zdarzylo sie nieszczescie, jak i na ogrom potrzeb. Bo przeciez tak zostalismy zaprojektowani - nasze neurony lustrzane zmuszaja, zeby chciec biegnac z pomoca, zeby cos zrobic, a tu poza datkiem, ta kropla wody w morzu, o ktorej napisal Bobik, w wiekszosci zrobic mozemy niewiele. W eksperymencie na rezusach, kiedy zwierzeta slyszaly przerazliwy krzyk z bolu innego, ukrytego przed ich wzrokiem rezusa, gdy siegaly po ulubione jedzenie, wolaly raczej nie jesc, niz musiec jeszcze raz tego krzyku sluchac…
Dzień dobry
Dzisiaj jeszcze polarek. W mundurku może sobie tu usiąść generalicja 
“poznaniacy” switem choralnie
my mamy - 17°,chyba zaczniemy grzac
czy w takie zimno w niedziele mozna bez wyrzutow sumienia
spedzic dzien z herbata i ksiazka bez brykania przez parki?
haneczka i Bobik maja racje te stwory(chocby bakteryjne) i ci
wiedzacy “lepiej” maja nas w garsci
dlatego mam do tygodni ciagle lekkie przeziebienie i nic ale to nic
mi nie pomaga
Rysiu, nic nie pomaga, bo brykasz. Rozstań się na trzy dni z głupim S-Bahnem, otul pierzyną, książki, herbatka i ani pół nosa za drzwi
Dzień dobry.
Ja na razie mogę światu zaoferować ćwierć przytomnego nosa, a reszta pozostaje w poranno-kanapowym rozmemłaniu. I może tak zostać jeszcze długo, bo cosik nie mam motywacji, żeby ten stan zmieniać. 

Monika ma oczywiście rację z reakcją obronną, aczkolwiek Haneczka z samolubnymi genami też. Współistnieją w nas te rzeczy (i jeszcze kilka innych). Z tylu różnych składników jesteśmy ulepieni, że czasem okropnie ciężko się w tym wyznać.
Zdecydowanie wolę mieć kawałek racji, niż całą
Nie ma sprawy, Haneczko. Jakiś kawałek tortu dla Ciebie zawsze się znajdzie.
Pozdrowienia z zimnego i zaśnieżonego Kampinosu, Wanda i Tina:
http://picasaweb.google.pl/krysiaszklarska/Kampinos?authkey=Gv1sRgCKa1tM_v5IbDigE#slideshow/5430257145620951026
Ale tej Tinie dobrze!
Ja już nie wiem odkąd nie byłem w uczciwym lesie. 

Tu mnie czasem prowadzają do czegoś, co z wielką pompą nazywają lasem, a tak naprawdę to jest kilka drzewek na krzyż i goła ziemia zamiast porządnego poszycia. Jak się tam jakiegoś grzyba znajdzie, choćby trujaka, to się robi zdjęcie i jeszcze wnukom pokazuje.
Nie było grzybów
ale za to byli prawdziwi narciarze-biegacze i mnóstwo śladów zwierzyny; takie “dołki” po nocnym odpoczynku saren, ziemia powywracana przez dziki na dużym terenie i ślady łosi - łosie ponoć w PK zostały odnowione do takiego stanu, że teraz jest ich za dużo i zarząd parku zastanawia się jak ich pogłowie zmniejszyć a i kiedy nie gadaliśmy słychać było dzięcioły.
brrrr, wszystko zamarzło, akumulator też
to gitarę zostawiam w cieple i lecę
Nie tupcie! Kota boli glowa i suszy go. Niepojete dlaczego.

Kto szybko dostarczy do Zachodniego Londynu kiszonego ogorka i Alke-Selzer, moze dostac w nagrode jedna draca morde papuge na drzewie.
PS
Razem z drzewem.
foma, to jest pyszne
ocieplilo sie (do - 10°) poszlismy wiec brykac,bylo bardzo fajnie
mimo lodu tu i tam
z jednego cieszylem sie ogromnie:papugi dra japy u Heleny i Moguncjusza u nas tylko lisy czasami przebiegna cichaczem
teraz pierogi z truskawkami i cukrowa smietanka,pycha
Papuge poszczulem tym:
http://spieprzajdziadu.com/muzeum/index.php?title=Grafika:ImperatorK.jpg
Opychanie się pierogami z truskawkami pośród kopnych śniegów? Czy przypadkiem nie od takiej właśnie rozpusty upadło Cesarstwo Rzymskie?
Mordko, mogą być same kiszone ogóry za samo drzewo? Drewna mi się przyda każda ilość, bo przecież mam Kozę na utrzymaniu.
Przyslij chlopa, Bobiku, i zabieraj drzewo.
Tfu,
nie tak sie chcialem wyrazic 
Znaczy - chlopa do drzewa.
Chłop i tak się ucieszył, że nie został odesłany na drzewo.
Mordko, przy okazji poszczułeś mnie
A tu jak poszczuc telemarketera:
http://www.youtube.com/watch?v=sz0dWjY_VuA&feature=related
Moj tesc zawsze twierdzil, ze telemarketerom sie nudzi, i najlepiej rozmowe z nimi przeciagac w nieskonczosc w kierunku absurdystycznym, gdzie i tak te rozmowy zwykle oscyluja, az im sie znudzi. Oczywiscie, samemu trzeba nieco czasu zainwestowac w taka metode szczucia…
A tu diagram z poradami, co zrobic, jak jedzenie spadnie na podloge. Zauwazylam, ze w przypadku, gdy jedzenie zostanie polizane przez kota dochodzi sie tylko do odpowiedzi “zjedz” albo “to od ciebie zalezy, co zrobisz”.
http://www.huffingtonpost.com/2010/01/24/you-dropped-food-on-the-f_n_434570.html
Najbardziej mi się podobało pytanie “Are you a puma?”

W każdym razie, jeżeli jedzenie zostało polizane przez psa, odpowiedź ma brzmieć: nie jedz tego, zostaw psu.
Ja w ogole nie jestem pewna, czy ten caly diagram nie zostal napisany przez pumy (nie-pumom wyszlo, zeby nie jesc)…
Polityka historyczna atakauje, ale Polnische Wirtschaft i tak jest gora::
http://wyborcza.pl/1,75248,7489152,Czy_w_tym_roku_pod_Grunwaldem_beda_tylko_Polacy_.html
Czy zostalo nam jeszcze troche wierzb placzacych?
Co do pum, mam w rodzinie psicę, która wabi się Puma
A, rzeczywiście, o tej psiej Pumie już słyszałem.
Znalazłem zdumiewający artykuł o czarnej Polonii na Haiti. Niesamowita historia.
http://wyborcza.pl/1,75480,7486464,Czarna_Polonia.html?as=1&ias=5&startsz=x
To jest bardzo ciekawe. Ja tez kiedys pisalam o tej czarnej Polonii na Haiti - w Nowym Dzienniku, ale bylo to w latach kiedy na wyspie rzadzil Bebe Doc Duvalier i hordy tonton macoute. Wiedzialam skad sie tam wzieli Polacy, ale nie wiele wiecej.
A ja obejrzalam w tej chwili dlugi i piekny program o Etiopii, kraju zalozonym ok. 3 tysiecy lat temu przez syna krola Salomona i Krolowej Szeby, z tak zdumieaqjaca i swietnie zachowana starozytna architektura i sztuka, ze postanowilam, ze przed smiercia musze jednak Etiopie, a przynajmniej jej polnocna czesc zobaczyc. Dawno nic we mnie nie rozbudzilo takiej potrzeby podrozy jak ten program i Etiopii. No i jest to przeciez ojczyzna dziadka ukochanego Puszkina. A dziejsi Etipczycy bardzi sa swiadomi swego starotestamentowego dziedzictwa - wiele ich kosciolow ma krzyz wpisany w gwiazde Dawida. Dowiedzuialam sie m.in., ze tak ich rozwscieczyla w XVI albo XVII w. portugalska proba katolicyzowania kraju, ze wyrzneli wszystkich jezuitow, ktorzy przyjechali nawracac. Pozniej nikt juz nie mial odwagi.
Jestem wstrzasnieta:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7490161,Biskup_Pieronek__Szoah_to__zydowski_wymysl_.html
Napisalam list do Premiera apelujac aby to jednoznacznie potepil, zanim odbije sie szerokim echem na calym swiecie.
ciagle zimno
tylko brykanie ratuje brzed zamarznieciem
hurrraaaa poniedzialek! nowy ciekawy tydzien
o ile pamietam to Biskup Pieronek byl i jest wazna osobistoscia KK w Polsce,niestety po otwarciu Pontifex.Roma nie znalazlem
innego znanego mi jezyka,dlatego opieram sie tlumaczeniu,
wypowiedzi Biskupa o Szoah sa IDIOTYCZNE,GLUPIE,KRETYNSKIE
Mam nadzieję, że zwariował, na zdrowy rozum to nie do pojęcia.
Dzień dobry
I na razie tyle uśmiechania, bo powarczeć muszę.
Ja nie mam takiej nadziei, że biskup zwariował. Wprawdzie jego opinia “kościelnego intelektualisty” już od dawna mi się wydawała bardzo naciągana, ale tzw. swój rozum to on ma. Więc zastanawiałbym się raczej, dlaczego on to powiedział akurat teraz i co chciał przez to osiągnąć. Bo że powiedział tak o, nie przewidując konsekwencji, nie uwierzę.
Na pewno wiedział, że w świecie może się to odbić szerokim i nieprzychylnym echem, bo przecież nie tak dawno były przykłady. Musiał też wiedzieć, że w kraju będzie to woda na młyn rewizjo… tfu, niektórych grup wewnątrz Kościoła, jak i szerzej, pewnej formacji umysłowej (tego ostatniego słowa użyłem tu z przykrością), tylko czekającej na to, żeby się podeprzeć “autorytetem”. Więc zapewne uznał, że trzeba wesprzeć tę formację, albo też do czegoś potrzebował jej wsparcia. I ważniejsze mu to było, niż ewentualne międzynarodowe zawirowania.
Przy tym zauważcie, że on to sformułował bardzo sprytnie, niby nie negując ani istnienia obozów zagłady, ani tego, że Żydzi w nich ginęli (w razie czego ma gotową linię obrony), ale równocześnie prezentując w pigułce podstawowy arsenał współczesnego antysemity. Żydowski spisek, Żydzi pociągający za wszystkie sznurki, władza nad światem poprzez lobbies w USA, żydowska propaganda i oczywiście koronny numer - w Polsce nie ma żadnego antysemityzmu, tylko Żydzi są obiektywnie źli, więc w gruncie rzeczy sami sobie winni, jak ktoś ich nie cierpi. I tak jest, bo biskup daje na to swoje biskupie słowo, a on przecież z założenia wie lepiej. A już zwłaszcza wtedy, jak można coś na tym ugrać.
Czyli nie żaden wariat, a zwyczajne bydlę.
O, jest od razu ciekawostka. To buńczuczny dziennikarz znadinterpretował słowa biskupa, bo wśród dziennikarzy “jest taki uzus”!
Ale biskup prostował ani korygował nie będzie, bo po co? 
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7490317,Pieronek_tlumaczy__Dziennikarz_dopowiedzial_kilka.html
nie wiem jak inni, ja już trochę jestem bielą zmęczony…
Ja się nie mogłem zmęczyć, bo przez jakiś czas bieli nie miałem, ale w nocy znowu spadła i muszę przyznać, że wygląda bardzo urodziwie. Znacznie atrakcyjniej, niż roztop.
swieci slonce
pasuje do tulipanow
Bobiku,to jest tak zawsze,”nie to powiedzialem i w ogole przeciez ja mam racje”
Dryfy wizerunkowe biskupa Pieronka zawsze mnie zdumiewały. Pamiętam, że na początku lat 90, kiedy przez Polskę przetaczała się regularna światopoglądowa wojna, pojawienie się biskupa Pieronka na ekranie telewizora, wywoływało we mnie taki pik andrenaliny, jakiego nie dawał żaden ekstremalny sport. Rzucało mnie z wściekłości za każdym razem, gdy biskup miał coś do powiedzenia o roli kobiet. Potem na jakiś czas zniknął z mediów, a kiedy pojawił się ponownie, to już w wersji stonowanej, jako “kościelny intelektualista”
Adrenaliny oczywiście. Andrenalina byłaby bez sensu. Już raczej andronalina, bo to, co wtedy mówił, większego sensu nie miało.
Andronalina jest bardzo ładnym wynalazkiem.
Można by nawet przyjąć taki sposób mierzenia idiotyzmu w wypowiedziach. Załóżmy, że norma wynosi 10 jednostek andronaliny na 100 słów. I teraz już można mierzyć, na ile ktoś przekroczył normę. 
przy ulubionym Heleny (Terli cos tam) przekroczenie normy
byloby stale i nieustajace
Tak. Tylko poziom andronaliny należałoby mierzyć u słuchacza.
Mierzenie u słuchacza prowadziłoby do bardzo dużych rozbieżności w wynikach. Chyba że ustalimy, że aparatura pomiarowa stoi u nas i nie zgadzamy się na wypożyczanie.
Jasne, że stoi u nas! A u kogo miałaby stać?
W ogóle proponuje przenieść zbiory z Sevres do nas 
Okej, ale włącznie z porcelaną. Żeby słonie też coś z tego miały.
A dopóki nie przyjdą słonie, będzie na czym jeść i z czego pić
dlaczego slonie?ja tez chetnie chodze “szeroko”
Ileż to roboty? Szybko pomajstruję przy idiomie i od dziś będzie się mówić “Ryś w składzie porcelany”.
Z Wikipedii: “Ryś ma dobrze rozwinięte zmysły wzroku i słuchu. Sprawnie wspina się po drzewach, dobrze skacze. Nie jest za to dobrym biegaczem, szybko się męczy”
Opis niepełny, bo o porcelanie ani słowa.
W ogóle Wikipedia pomija ten aspekt w opisach. Nie znajdziesz tam nic o krokodylach i porcelanie, myszach i porcelanie, marmozetach i porcelanie. I co robić ten, kto chce sobie sprawić zwierzątko, ale ma w domu porcelanę? Liczyć, że wszystko się jakość ułoży?
Made in China…
Co za idiotyczne “wyjaśnienie”. Mam rozumieć, że dziennikarz już raz przekręcił wypowiedź pana biskupa, a pan biskup beztrosko udziela mu kolejnego wywiadu? Straszna cholera mnie trzęsie. Wzorcowy grób pobielany.
przenosze od pana Szostkiewicza
http://www.deon.pl/religia/kosciol/komentarze/art,53,o-wypowiedzi-biskupa-komentarz-j-augustyna-sj.html
do Bobik 10:35
mysle ze tu nie ma kalkulacji,przemyslen czy tym podobnych,
Biskup Pieronek tak mysli i wierzy w to co powiedzial
No, Haneczko, w tej obronie androlina tak około 100 na 100, bo już chyba głupiej nie można.
Wikipedię stanowczo należy uzupełnić o porcelanowy aspekt. Ale przynajmniej wiemy, że sprawienie sobie na blogu Rysia w niczym zakwaterowaniu tu również porcelany nie szkodzi. Ewentualne straty będą natychmiast wirtualnie uzupełniane i nawet jeszcze dla słoni wystarczy.

I tak nie ma mowy o takich szkodach, jakich w realu biskup w składzie słów potrafi narobić.
Rysiu, mnie nie chodziło o to, w co biskup wierzy lub nie wierzy, tylko o to, że jako dostojnik Kościoła, który w jego wewnętrznej i zewnętrznej polityce bierze od lat aktywny udział, nie mógł sobie nie zdawać sprawy z możliwych konsekwencji takiej wypowiedzi. Z czego wnoszę, że korzyści z podłączenia się pod mniej lub bardziej jawnie antysemickie nurty wydały mu się większe od strat.
A jeżeli z konsekwencji sprawy sobie nie zdawał, to powinien natychmiast złożyć dymisję i zostać prostym wikarym w Bździągwie Górnej, bo mniej więcej na tyle starczałyby jego kompetencje.
Bobiku,nic dodac,nic ujac-mozna jeszcze tylko dac poniesc sie
emocjom i napisac cos “nieuprzejmego” i potem zalowac tych
slow
Masz Bobiku racje, ale z tymi wypowiedziami, to jest caly czas delikatna gra miedzy tym, co sie uwaza samemu i w swoim srodowisku (gdzie, jak slusznie zauwazyles, juz nie wali sie wprost po oczach, tylko mowi sie boczkiem, kodem, puszczajac do siebie oko, nudge nudge, wink wink) i tym, co nalezy mowic na zewnatrz, tak, zeby nie wyalienowac swoich i nie narazic sie nie-swoim. Czasem sie przekracza granice tego, co dopuszczalne na zewnatrz rzeczywiscie z kalkulacji, tak jak napisales a czasem moze jednak zawodzi ta wyrobiona “dwu-jezycznosc” uzalezniona od kontekstu, i nagle na salonach zaczyna sie mowic gwara, w chwili obnizenia dzialalnosci wewnetrznego cenzora. Z wiekiem zreszta u niektorych ten cenzor naprawde robi sie slabszy. Moze zreszta najbardziej szokuje wiec nie to, ze tak mowi dostojnik-”intelektualista”, ale ze w tym wszystkim nie ma za grosz wspolczucia dla ogromnego cierpienia Zydow, i tych, ktorzy ich oplakuja. Tyle, ze tu sie przenosimy z rozwazan politycznych (jak przedstawiciel organizacji funkcjonujacej publicznie mogl cos takiego powiedziec) na poziom podstawowy, znowu lustrzanych neuronow, ktore wyraznie dzialaja slabo i mocno wybiorczo (wylacznie wobec wlasnej grupy), albo w ogole skostnialy. No i sprzecznosc miedzy przypisywaniem sobie prawie monopolu na etyke i milosc blizniego jest uderzajaca…
Chyba nie jest przypadkiem, że etyka czy miłość bliźniego tym razem w ogóle nie przyszła mi do głowy. Bo KK w Polsce z własnej woli stał się instytucją głównie polityczną, coraz bardziej oddalającą się od ewengelicznego przesłania. Ja już od tej instytucji takich rzeczy jak miłość bliźniego nawet nie oczekuję, co najwyżej się jeszcze upieram, że nawet od Kościoła trzeba się domagać, żeby grał fair. A i to zwykle okazuje się wymaganiem za dużym.
Zastrzeżenie: mówię rzeczywiście o instytucji, nie o wszystkich wiernych czy duchownych, bo tu oczywiście jest całe spektrum postaw i poglądów. I drugie zastrzeżenie: niechęć do instytucji KK w Polsce nie bierze się z jakiegoś mojego “zoologicznego antyklerykalizmu”, bo kościoły w innych krajach potrafią mieć inne oblicze i wtedy nie mam problemów z koegzystencją.
Ciekawe. Ja tez juz nie oczekuje od Kosciola w Polsce tego samego czego oczekuje od kosciolow i innych instytucji religijnych w Wlk. Brytanii. Od tych ostatnich oczekuje i domagam sie respektowania elementarnych zasad wspolzycia spolecznego. Mowa nienawisci nie wchodzi tu po prostu nigdzie w rachybe. Od tego jest policja, aby pilnowala.
Ja te etyke przypomnialam, razem z miloscia blizniego, dlatego, ze polski KK (i nie tylko) odmienia te pojecia przez wszystkie przypadki, gdy mu tak wygodnie. W koncu na tych pojeciach buduje on uzasadnienie swojej szczegolnej, uprzywilejowanej roli w polskiej przestrzeni publicznej, wiec niestosowanie sie do pojec, ktore w innych okolicznosciach przywoluje w swoich licznych wypowiedziach (np. przy uzasadnianiu de facto przymusowych lekcji religii w szkolach publicznych, albo obecnosci krzyzy w panstwowych budynkach) jest jednak szczegolnie razace, choc moze oni sami nie zdaja sobie z tego sprawy.
W tym przypadku ja jestem jeszcze wieksza pesymistka niz Ty, Bobiku, bo ja sie gry fair po nich raczej nie spodziewam… Sa za mocno zaplatani w swoja moralna dwujezycznosc, w takie double moral accounting, w ktorych prywatna mowa wyskakuje na wierzch bardzo czesto. Co nie oznacza, ze pojedyncze osoby wewnatrz nie probuja zyc w wiekszej zgodzie z gloszonymi tam pogladami. Sama mam pare takich osob w rodzinie i wsrod przyjaciol. Ale mysle tez, ze te szczegolnie oddane innym jednostki zachowalyby sie tak samo, gdyby sie urodzily gdzie indziej, w innej religijnej tradycji… Moze nawet byloby im latwiej.
“Antysemityzm, szowinizm w kontekście poczucia krzywdy to taki sekret przekazywany w zaciszu domowym, w familialnej atmosferze z pokolenia na pokolenie. Czasem mam wrażenie, że to obok języka jedyne lepiszcze, które ludzi tu wiąże ze sobą. Tak więc wypowiedź biskupa należy traktować jako szczerą i będącą wyrazem powszechnych poglądów.”
to jest cytat z wypowiedzi Kartki z podrozy z 25.01.2010
12:45 z Blogu Gra w klasy
podoba mi sie,bardzo bliskie gorzkiej prawdy
To samo mialam na mysli piszac o dwujezycznosci - co innego w domu, wsrod swoich, co innego na wynos… I nie da sie tego odkrecic tylko wymaganiem, zeby hierarchowie inaczej sie wypowiadali publicznie(choc to jakis poczatek), bo ta druga sfera pozostaje zupelnie nietknieta. To wymaga duzo glebszej pracy, zupelnie od samych podstaw…
tak,Moniko,pracy i odebrania im tej wiary ze sa jedyni nieomylni
Dlatego trzeba przypominac, Rysiu, ze nie sa jedynym zrodlem etyki, dobra, i milosci, tak jak to sie sami chetnie przedstawiaja, ustalalajac swoj monopol, a monopole nie tylko w ekonomii sa niebezpieczne. Trudne zadanie, bo kazda krytyke wobec siebie wykorzystuja, zeby u siebie przedstawiac sie, jako ofiary zewnetrznej agresji.
A na innym temat - wczoraj wychodzilam, nieco objuczona “lupami”, z mojego ulubionego Concord Bookshop, i moj znajomy ksiegarz, John, otwierajac dla mnie drzwi wyjsciowe (bo w rekach torby i raczka dziecka) mowi do mnie tak: “Moniko, czy jestes zupelnie pewna, ze masz chwilowo dosyc ksiazek do czytania?” Taki moj tutejszy Rys.
OK. Zmiana tematu.
Wiem, ze trudno w to uwierzyc, ale nie tylko biskupi potrafia zrobic z siebie idiote:
http://www.youtube.com/watch?v=EikujS53hvg
Mordko, ostatnia scena w filmiku przypomniala mi niezwykle skoczna i dynamiczna Rudzie, ktora tak wlasnie przewracala choinke. Wybor choinki na pewno byl uzasadniony przyjemnym dzwiekiem tluczacych sie ozdob choinkowych i porcelany stolowej (dzisiejszy leitmotif, ta porcelana…), oraz wyrazem szoku na twarzach osob siedzacych przy stole.
No dobrze, ale dlaczego przy tym filmie ktoś się śmieje?
http://www.youtube.com/watch?v=BE0puWNL4XU&feature=related
Bo ludzie sa czesto wstretni
E, też mi nowość!

A poza tym - nic nie jest doskonałe. Pamiętam czasy, kiedy nawet kiełbasa potrafiła być wstrętna, a innej nie było.
Haggis tez rozny bywa…
Ale nie wszystko jest nieswieze, nawet po 214 latach (dzisiaj Wieczor Burnsa).
http://www.youtube.com/watch?v=vXX2AJkKJNI
Tae to the Lassies!
Tae to the Laddies!
Otwieramy whisky!
Otwieramy kaszanke!
Przyznam sie, ze u nas wszyscy kompletnioe dzis o Burnsie zapomnieli na rzecz Szekspira. Albowiem oto ogloszono, ze archeolodzy z Museum of London odnalezli na East Endzie (Shoreditch) doskonale zachowane fundamenty teatru, w ktorym Will stawial pierwsze kroki i wystawial swoje wczesne dramaty (jak Romea i Julie). Fundamenty znajdowaly sie pod jakas okropna buda - magazynem.
Miasto postanowilo odbudpowac ten teatr na tych wlasnie fundamentach.
Jednak dobrze jest miec kumatego, oczytanego i wyksztalconego mera z wyobraznia! Powiedzial, ze Szekspir jest najlepsza brytyska marka eksportowa, ma glebokie zwiazki z Londynem, wiec nie ma o czym mowic. Odbudujemy mu teatr! Zwlaszcza, ze jest naprawde potrzebny, bo na kazde przedstawienie Szekspira trzeba kupowac bilety wiele miesiecy naprzod.
Ale Burnsa poznalam jednak o wiele wczesniej przed Szekspirem, wiec dolewam se whisky i wznosze tradycyjny toast to the Immortal Memory of Robbie Burns!
Tu jest wiadomosc na ten temat:
http://news.bbc.co.uk/1/hi/england/london/7544616.stm
No to podwojny wieczor na czesc obu (co sie pewnie zakonczy widzeniem podwojnie).
To jeszcze dla Mordki o jednej malej szarej (choc domyslam sie, ze nie zgodzi sie z niektorymi stwierdzeniami poety, np. “poor beastie, thou maun live”…).
A ja ide pogryzac oatcakes.
http://www.robertburns.org.uk/Assets/Poems_Songs/toamouse.htm
Za Burnsa i za Willa naraz?
Nie przesadzacie Wy z tą towarzyską rozpustą? 

Poza tym jest to pewnego rodzaju zamach na wolną wolę, no bo faktycznie, jak tu za nich nie wypić?
Mysle, Moniko, ze ten wiersz to w pierwzym rzedzie Bobik powinien prezeczytac, bo cos ostatnio jakis malo tolerancyjny dla malych szarych fellow-mortals.
To the Immortal Memory raz jeszcze!
Chwilowo nie poczuwam się do żadnej social union z tymi szarymi!
Znowu zaczęły mi moje żarło podiwaniać, chociaż tylko Natura jedna wie, gdzie je razem ją zanoszą, po zlikwidowaniu starych magazynów.
Są w końcu jakieś granice brawury. A przynajmniej powinny być!
zimno!!!!!!!!
-16° to jednak mimo wszystko nie moj swiat
targam wiec pierzyne Babki z Gdyni dzien caly i wszedzie z soba,zazdrosne spojrzenia ida krok w krok po peronach
S-Bahnu,bywaja tez tacy z odrobina odwagi i dosiadaja sie
blisko,ciasno do pierzyny-tak to jest zima
brykam wiec w dzien czynow
ziiiimno, zamiast oszronionych kwiatów - termos z herbatą
Dźdźdźń dddobrrry
Dzień dobry.
O, jak mi żal szczękających. Chyba dziś znowu trzeba będzie serwować dużo rozgrzewaczy.
U nas wczoraj meteorolodzy pokazywali mapę Niemiec zasuniętą z grubsza przez środek na zamek błyskawiczny. Wschodnia część skuta mrozem, jęcząca w śnieżno-lodowych okowach, a w zachodniej względny lajcik, tzn. w okolicach -2. Wprawdzie i na zachodzie zapowiadano oziębienie, ale w największych porywach nie przekraczające -10.
Tak że jak dotąd miałem sporo szczęścia. Ale to nie znaczy, że się nim egoistycznie upajam i zapominam o empatii wobec marznących.
Od znajomych z Kielecczyzny doszły mnie słuchy, że to zima na poważnie, bo zaczęły ich w nocy okradać zdeterminowane dzikie zwierzęta. Jedno nawet zrobiło dziurę w klatce i porwało najtłustszego królika. Kur też już się kilku w ten sposób pozbyli… Poza tym powracający brak prądu. Zużyli już karton świec, uczą się żyć bez radia i telewizora. Dlatego takie doniesienia jak od Ciebie, że jest -2, to dla mnie promyk nadziei, że w ogóle może być cieplej. Wczoraj rozczuliła mnie kuzynka, która mieszka w Glasgow, skarżąc się, że zimno - tylko 7 stopni (plus oczywiście)
Jest -19, mimo pięknego słońca
Nie przeszkadza mi to, dziś nigdzie nie muszę wychodzić. Nawet zakupy zrobiłam przez internet, ha!
Oj, jak już kury i króliki znikają, to faktycznie jest na ostro.

To może i te moje myszy też tak z desperacji… Rozpaskudzone łagodnymi nadreńskimi zimami i jakiekolwiek mniej niż zero traktują jako dopust boży, usprawiedliwający obrabowanie psiej miski?
Czyżbym powinien wykazać zrozumienie, wziąć pod uwagę okoliczności łagodzące i potraktować te małe szare… no, powiedzmy, ze średnią surowością?
Jako dwu-zimowa ofiara psujacego sie bojlera, starsznie wspolczuje tym wswzystkim marznacym bez pradu - ludziom i zwierzom.
U nas nieustannie zapowiadaja powrot zimy, ale nc sie nie dzieje, wczoraj stwierdzilam nawet, ze musze szybko obciac roze, bo zaczynaja juz budzic sie listki.
O, jak dobrze jest miec nowy bojler! Odpukac…
No tak, ale jak zrobić zakupy przez internet, jak jest akurat dłuższa przerwa w dostawach prądu? Nawet i komórka się w końcu rozładuje.
A nawet gdyby się nie rozładowała, to przez kopne śniegi i tak zakupów nie dowiozą…
Wtedy to rzeczywiście klops. Trzeba było zrobić zapasy na wypadek wojny.
Mogę się do czegoś przyznać. Zapasy na wypadek wojny to ja właściwie zawsze mam.
Gdyby mnie jakieś kopne śniegi zaskoczyły, miesiąc-dwa mógłbym przeżyć spokojnie, razem z rodziną i myszami.
Tysiąc razy sobie obiecuję, że wyrzucę to i owo, ale jakoś to najczęściej wyłącznie w sferze zamierzeń zostaje.
No, taką mam jakąś chomiczą naturę, że nawet jak nie chcę, to mi się gromadzi.
Piwnica z gumy by mi się przydała.
Ja się już kiedyś zastanawiałam, dlaczego nikt nie wymyślił jakiegoś sprytnego programu do kompresowania gratów w domu. Ubrania, książki, meble, które akurat do niczego nie pasują, ale na pewno sie kiedyś przydadzą, mogłyby być przechowywane w formie zzipowanej. Zapasy na wypadek wojny też.
Znajomi mają na szczęście co jeść, bo sobie sami przewidująco wyhodowali i zarchiwizowali (bez kompresji, choć w przypadku kiszonej kapusty to może i o niedużej kompresji może być mowa), a czego nie wyhodowali, to dokupili odpowiednio wcześnie. Odruch chomikowania mają na szczęście wyrobiony. W moim osiedlowym sklepie ludzie wykupili łuskany słonecznik (dla ptaków)
Heleno, kuzynka z Glasgow też miała przeboje z bojlerem, wielomiesięczne. Od września do grudnia w mieszkaniu zimno i brak ciepłej wody. Oczywiście kupili elektryczny grzejnik i życie jakoś toczyło się wokół niego. Ale co jesienią pochorowali, to ich… A w bojlerze specjaliści wymieniali część po części, w interwałach średnio co dwa tygodnie, do każdej przychodził inny specjalista. Umawianie trwało długo, najpierw zawsze fachowy ogląd, potem dopiero termin naprawy (oczywiście nie od razu). Popsuta okazała się część ostatnia… Krótko przed Gwiazdką bojler ożył. A teraz kuzynka się przeprowadza i go porzuca.
To ptaki nie potrafią sobie same wyłuskać słonecznika?
Ciamajdy jakieś!
U mnie dostają wszystko niełuskane. Niech popracują!
Zdigitalizowanie gratów jest bardzo dobrym pomysłem. Muszę zapytać tatę, czy nie da się tego jakoś wykonać.

Ale pasztetówki skomprymować nie pozwolę! Wręcz przeciwnie, dowiem się, czy nie dałoby się jej kopiować i wklejać do miski.
To ludzie bezrefleksyjnie kupują łuskany
Najtrudniejszą sztuką jest wysypanie w takim miejscu, by i wróble skorzystały. Gołębie są strasznie czujne i agresywne. Jak tylko stołówka otwiera podwoje, nadlatują całą chmarą, a wróble nie mają śmiałości nawet się zbliżyć.
Tak, trzeba stosować różne systemy parytetowe. Dla małych ptaszków rzecz jasna też, ale i dla samiczek, bo samce przeważnie agresywniej walczą o pożywienie
Gołębie to rzeczywiście zaraza potrafi być. Ja też przy karmniku widzę, że jak one się pojawią, to wszyscy inni wolą się trzymać z daleka i przeczekać. Rozważam nawet zrobienie drugiego, bardzo niskiego karmnika, gdzie ci terroryści (fizyczni) po prostu by nie mogli wleźć.
po przerwie !!!!
slonecznie i zimno
na moich terenach zielonych coraz mniej wrobelkow,kiedys
bylo ich bardzo duzo
Beato, o bojlerze napisze kiedys epopeje, choc bogata tworczosc poetycka by Bobik ukazywala sie tu systematycznie.
Glebokie wspolczucie dla rodziny w Glasgow i gratulacje, ze prze3d bojlerem uciekli. . Jakbym to na wlasne oczy widziala.
Czy ich hydarulik nnie nazywal sie czasem Declan? Bo brzmi podejrzanie jak Declan…
Lece na pedikiur.
Bobiku,Ty jestes jak moja lepsza polowa,ona tez potrzebuje przechowanka z gumy,nasza “pekamera” jest lepsza niz
Bauhaus,codziennie odkrywam przedmioty BARDZO DO CZEGOS POTRZEBNE o ktorych ze istnieja nie mialem pojecia,a
jedzenia zapasow mamy wiecej niz sklep internetowy……….
teraz do pozycji-wlasnie przegladam F.Goosen “Radio Heimat..”
bawie sie
Dość to pocieszające, że chomicza natura wydaje się być w świecie dość licznie reprezentowana.
Dzięki temu widzę dla mojej własnej możliwość prowadzenia bujnego życia socjalnego, jak również ewentualność powołania grupy samopomocowej w razie czego. 
Heleno, dziekuję za wyrazy współczucia - przekażę do Glasgow. Nie wiem, jak się nazywał hydraulik, ale podejrzany to był na pewno. Szczególnie że występował w wielu postaciach i każda upierała się, że zna się tylko na jednej części bojlera…
Prawdziwym hydraulikiem jest Declan, a to wszystko w Glasgow to były jego awatary!

Wczoraj, na moich oczach, gołębie obsiadły pana jedzącego bułkę. Dosłownie go oblepiły, stał cały w ptakach. Delikatnie odsuwając pióra z twarzy spojrzał na mnie i bardzo łagodnie się uśmiechnął: “Widocznie są bardziej głodne ode mnie”. Pokruszył bułkę i sypnął w rozłopotane dzioby
No, moj Declan tez nie byl w jednej postaci! Bylo jeszcze paru declanoidow.
Na paznokciach kwitnie jaskrawa perlowa fuksja! Ach!
Feed the birds…
http://www.youtube.com/watch?v=XHrRxQVUFN4&feature=related
Chomikowanie w Nowej Anglii jest konieczne i uswiecone dlugim zwyczajem protestanckiej zapobiegliwosci, wiec nie musze sie nawet tlumaczyc ze swoich zwyklych zapasow wojennych.
Przed kazda zapowiedziana sniezyca jest zawsze w sklepach spory ruch, bo wszyscy kupuja wode (na wypadek zamarzniecia rur, gdyby wysiadl prad i ogrzewanie), mleko i chleb, zeby miec cos wiecej niz to, co w piwnicy. To taki nowoangielski rytual, w czasie ktorego wymienia sie z przypadkowo spotkanymi osobami najnowszymi wiadomosciami na temat ile cali sniegu przewiduja meteorolodzy. Ten rytual jest jak najbardziej uzasadniony rzeczywistoscia drzew walacych sie pod ciezarem sniegu na naziemne przewody eletkryczne. A co do komputerow i komorek, ktore staja sie nieprzydatne, gdy nie ma pradu, to moze juz niedlugo bedzie inaczej. Apple jest wyraznie zainteresowane projektami ogniw slonecznych, i przewiduje sie, ze niedlugo sie pojawia jego pierwsze komputery i komorki, ktore sobie poradza bez podlaczania do pradu. Moze tez ktos wreszczie wymysli komputer nakrecany na korbke?
(Bardzo duze zapasy w piwnicy moga wskazywac na to, ze wlasciciele sa swiadkami Jehowy, badzi skrajnymi evangelicals Christians, ktorzy zapobiegliwie przygotowali sie do Armageddon…)
Wynika z tego, że świadkowie Jehowy i evangelical Christians niewielkie mają zaufanie do Pana. Oni przecież tak czy owak podczas tej ostatecznej walki mają zostać ocaleni, nie ze względu na zapasy, tylko dzięki swej niezłomnej wierze. A po Armageddonie nastąpi raj na Ziemi i żadne zapasy nie będą potrzebne. Kto by się zresztą wtedy żywił zjełczałymi świeczkami i konserwą Pułtuską, skoro rajskie owoce będą na wyciągnięcie ręki?
Niedowiarki mają przynajmniej w miarę zdroworozsądkowe powody do chomikowania, w związku z tym, że na żadne interwencje nadprzyrodzonych sił nie liczą.
Powiedzialabym, ze oni maja niewielkie zaufanie do wszystkiego, to sie i na Pana przenosi (albo odwrotnie, ale wychodzi na to samo).
Zapomnialam jeszcze dorzucic do chomikow osoby (na szczescie nieliczne), ktore nie wierza w zaden rzad (federalny lub stanowy), no i tych, ktorzy do dzisiaj ukrywaja sie w lasach przed Y2K, czyli armageddonem cyfrowym z roku 2000. Okazow nalezy poszukiwac glownie w stanach Montana i Oregon, ale trudno je zauwazyc, bo uzywaja kamuflazu i wtapiaja sie w teren, zas ich chatki tez sa odpowiednio ukryte przed okiem ciekawskich (zwlaszcza z urzedu podatkowego).
Tak już zupełnie serio, to w przypadku mojej rodziny jedyne, co da się zmagazynować bez użycia prądu, to makarony, mąka, woda i oliwa. Jesteśmy wszyscy alergikami, sporo produktów mamy wykluczonych z diety, konserw nawet nie możemy tknąć, podobnie jak większości wędlin. Chyba mielibyśmy poważny kłopot, gdyby zdarzyły się trudności w zaopatrzeniu.
No, tak, alergicy zawsze maja trudniej. Sama wiem cos o tym, stad moje stale konszachty z kozami… Chociaz czesc uczulen, to reakcja na rozne chemikalia, wiec domowe przetwory, ograniczone do nielargizujacych skladnikow moze bylyby jakims rozwiazaniem (tyle, ze to jednak mocno czasochlonne i pracochlonne).
Moniko, bardzo lubię Mary P.
Przy “moim” Gołębiarzu było ich więcej, znacznie więcej
Bardzo na poważnie, to największym problemem jest brak prądu, a co za tym idzie brak ogrzewania. Pan mąż ma teraz pełne ręce pękniętych rur. Bobik słusznie kocha kozę.
Niezależnie od moich związków uczuciowych z Kozą, zawsze lepiej mieć plan B.
Przepraszam za zminimalizowanie Kozy
Plan B. w toku 
Na razie -16.
jest -15°
ma byc - 20° i moze nawet wiecej-brrrrrrrrr
dzisiaj mialem “pracowity” dzien
Monikowy John otwiera drzwi i zegna dobrym slowem,przy tej ilosci klientow stalbym chyba tylko w drzwiach
i zdarl gardlo
duze sklepy tez maja czasami urok
pilnujcie ciepla
dobranoc
Rysiu, nie czuję się kompetentna :shock; http://glosrydzyka.blox.pl/2010/01/Radio-Maryja-o-seksie-kiedy-wytrysk-jest-grzechem.html
Mordka mi się z pomięszania omsknęła
Co to jest?! Chcecie mnie, niewinnego szczeniaka, zdemoralizować przy pomocy Radia Maryja?

A jak teraz przez całą noc będą mi się śnić drogi rodne kobiety, to co?
Piekło i szatani! Nigdzie pies przed tym cholernym grzechem nie jest bezpieczny, nawet na własnym blogu!
Haneczko - Mary P. jak najbardziej, podobnie jak Twoj pan Golebiarz.
Ale po kontakcie z Glosem Torunskim oslablam i osunelam sie na krzeslo, w poblize filizanki z herbata…
Rysiu, ten sklep jest calkiem spory, tyle ze niezalezny, w malym rozczytanym miescie, i dlatego stali klienci maja szczegolne traktowanie (zwlaszcza, gdy sie okazuje, ze laczy ich z ksiegarzami wspolnota przeczytanych ksiazek). Co, przyznam, jest bardzo mile, choc nie podwaza atrakcyjnosci duzych sklepow z ksiazkami, ktore maja swoje uroki.
O mój Boże!

Z jednej strony śmieszne, z drugiej straszne, a trzeciej wstyd, bo w końcu należę do Kościoła i bardzo bym chciała, żeby księża przestali się wypowiadać o czymś, o czym nie mają lub nie powinni mieć pojęcia. I żeby poddali się jakiejś obowiązkowej psychoterapii, żeby zgłębić swoją obsesję na punkcie seksualności.
Chyba ja jednak zadzwonie do tego programu. Ktos mi musi wreszcie przystepnie wytlumaczyc gdzie sie znajduje ten pinkwolony punkt G - w drogach rodnych czy na bezdrozach.
Dobry pomysł. Tam są Autorytety. Na pewno pomogą
Polskie drogi…

A gdzie się znajduje punkt G to bardzo proste - po punkcie F, a przed punktem H.
A moglbys to Bobik narysowac i pozaznaczac?
Mam rysować w drogach rodnych?

Niektóre zadania chyba jednak przekraczają moje możliwości.
Rozumiem. Drogi rodne to tylko po wyzszej szkole jazdy Komunikacji Spolecznej ksiedza dyrektora doktora filozofii…
Czy macie dosyć forsy pod ręką? Bo podobno bankomaty zamarzają.
Może oprocentowanie kredytów też zamarznie
O, nie, oprocentowanie banki na pewno będą wrzątkiem polewać i farelkami grzać.
Zamarzaja, ale w roznej temperaturze, w zaleznosci od klimatu.
A co do drog, to po ozywczej herbacie (swiezutki Darjeeling prosto z Indii, po znajomosci) moge tylko podziwiac cudowna zywotnosc tej synekdochy, ktora nie oni pierwsi wymyslili, ale ktora dobrze sie trzyma, mimo odwilzy i mrozow.
Czesc za calosc oraz zabawa w jurystyczne sztuczki (co wolno, a co nie)… Po skandalu pedofilskim w Bostonie, znany komentator i historyk, absolwent jezuickiej szkoly i katolik, Garry Wills, napisal swietna serie artykulow o dojrzalosci emocjonalnej u wielu ksiezy, ktora utyka gdzies na poziomie nastoletnim, tzn. w momencie, gdy zaczynaja mieszkac w seminarium i przestaja miec normalny kontakt z zewnetrznym swiatem.
Ja właśnie też postanowiłem stracić dobrowolnie kontakt z zewnętrznym światem.
Przestraszyłem Was?

Nie, nie idę do seminarium, tylko mówię dobranoc.
Kolorystycznie juz jestes przygotowany…
Dobranoc. 
cieplej
tylko -15°
brykam wiec otulony pierzyna(smetnie spogladajac na wypasione)
haneczko
czekam wiec niecierpliwie na szkice Bobika -gdzie lezy!!!
teraz do S-Bahn,moze przyjedzie!
brykam
ziiiimno jak wczoraj, ze śniegiem, czyli lepiej niż wczoraj
a zanim Bobik zmieni się w grafika - grafika rysowana obiektywem
Dzień dobry.
Jeżeli kogoś to pocieszy, to mogę donieść, że u mnie dziś -8, czy minusdwustopniowe tropiki się skończyły.
Jeszcze wprawdzie nie marznę na full, ale zacząłem zbliżać się do wschodnioeuropejskiej normy.
Piękne te fotograwiury od fomy. Mam zresztą swoje osobiste powody, żeby mi się podobały. Jako krótkowidz nieprzepadający za noszeniem okularów (w domu i ogrodzie, bo poza nie nosić nie mogę) często oglądam świat z takiej właśnie perspektywy - przybliżając oko do szczegółu i wpadając w zachwyt nad nim. A szczególnie często zdarza mi się to w przypadku roślin. Wgapię się w jakiś listek czy szypułkę i widzę w nim gotowe, skończone, doskonałe dzieło sztuki.
Całe drzewo też jest skończoną doskonałością, ale żeby to dostrzec trzeba wrócić po okulary, a następnie stanąć w odpowiedniej odległości.
Też jestem krótkowidzką i z oceną estetyczną listków się zgadzam. Choć od kiedy noszę szkła kontaktowe to i całym lasem potrafię się zachwycić
Nie bardzo za to umiem nawiązać zerwaną nić porozumienia z okularami - kiedyś po przerwie chciałam wyjść w nich do sklepu i mało nie spadłam ze schodów. W szkłach czy spojrzysz w dół czy w górę, wada zawsze skorygowana. W okularach już nie, chyba że by mieć takie pływackie, otulające oko ze wszystkich stron.
Kiedyś byłam daleko, teraz jestem krótko

Piękne i bardzo na czasie, jak zamrożone. Dzięki, foma
Coś się nie mogę przekonać do szkieł kontaktowych. Wszelkie pakowanie paluchów w oko wprawia mnie w dziką panikę tudzież niezborność ruchową i w końcu soczewka nieodmiennie ląduje gdzieś pod szafą.

A tak by właściwie było przyjemnie zobaczyć świat normalnie i z ostrymi konturami zamiast rozmazanych plam, a bez balastu na nosie.
Muszę się odsieciować terenowo, więc jak zwykle życzę dobrej zabawy beze mnie i składam mglistą obietnicę, że powrócę tu.
Też jestem krótkowidzem i też oglądam świat ze sprcyficznej perspektywy. Kiedyś miałam soczewki i doskonale sie wnich czułam. To były takie dwutygodniowe, pierwsza para na próbę. Poszłam po kolejne, ale tamtych juz nie było, więc dostałam inne. Koszmar. Uwierały w oko. Każde następne też. Chodzę więc w okularach. A kiedy chcę się czemuś naprawdę przyjrzeć, oglądam w maksymalnym zbliżeniu
Wygląda na to, że na Blogu Bobika mamy (jak dotąd nieujawniony) podzespół Widzących Krócej
Od pewnego czasu stosuję soczewki jednodniowe. Nie wychodzi to najtaniej, ale komfort wielki. W ogóle nie czuję, że coś jest między okiem a światem. Z tymi uwierającymi też swoje przeszłam, szczególnie jak mi się dzień przedłużał.
I ten wiatr wpadający do oczu… Po kilku dniach noszenia szkieł, po kilku rowerowych wypadach bez okularów wolę jednak mieć coś na nosie.
Krócej, nie znaczy gorzej, prawda? Wręcz przeciwnie, mamy dokładny ogląd sprawy z bliskiej perspektywy, a z dalszej, no cóż … Powiedzmy, że zbyt duża ilość detali nie zakłóca nam obrazu.
No i racja, bez niczego na nosie człowiek jakiś taki … obnażony.
A ja jestem dwa w jednym. Nikt mnie nie przebije.
Trzymajcie kciuki, bo wlasnie ide do kliniki okulistycznej na spotkanie ze specjalista badz jego cztertnastoletnia corka - cos takiego mialam przedostatnim razem - jakas niedouczona nastolatke, ktora wystrzelila mi cztery wykluczajace sie nawzajem diagnozy. A w dodatki mowila niemal wylacznie po chinsku, wiec wszystko kazalam zapisywac na karteczce, aby sie skonsultowac jeszcze z doktorem Googlem…
Heleno, kciuki w trzymaniu! Cztery diagnozy na raz
Podejrzane, jak by nie spojrzeć: czy z bliska, czy z daleka.
Trzymaj sie, Heleno. I niech wszystko zapisuje ta czternastoletnia specjalistka lub jej ojciec.
A Blog Bobika wyraznie ma profil okularowo-kontaktowy (obie opcje sa mi nieobce),
z tym, ze teraz, po slynnych okularach Sary Palin rozne juz sa z tym skojarzenia (powiedzmy delikatnie, ze Sarah intelektualistka nie jest, zas okulary przydaja jej sie glownie do polowan na renifery i innych rozkosznych zabaw z bronia palna). 
to mam cos wspolnego (
) z Sara Palin ja tez poluje …..
tylko ze zazwyczaj na S-Bahn, gdy brykam przez tereny zielone i przez okularow szkla w kierunku dworca wygladam…..

jak jedzie to brykam szybko bardzo,a nawet szybciej
dodam ze nigdy,przenigdy do (jakby co czesto glupiego)
S-Bahnu nie strzelam,slowo
ciekawe komentarze !!!!!!
http://www.zeit.de/politik/deutschland/2010-01/bg-auschwitz-2
idzie cieplo,juz tylko -8°,niestety pada snieg,przykrywa zlodzone chodniki i bedze jeszcze niebezpieczniej
foma,fajny link
posiedze tam troche
pora na remanent lodowki,moze ukrywa sie cos tam dla miesozernego glodnego mnie
Uff!! Dzisiaj mnie uziemiło na całkiem długo i oddycham z naprawdę dużą ulgą, że wreszcie w perspektywie herbata, a potem nawet kolacja.
Rysiu, jesteś całkiem pewien, że ten “mięsożerny, głodny ja” to jesteś Ty, a nie ja?
Rys na berlinskim safari, teraz wewnatrz lodowki…
(Do przegladu zawartosci lodowki to dopiero trzeba miec dobre okulary, bo zawsze sie cos ukryje w jakims kacie).
Do herbaty, Bobiku, cos od autora zwariowanej herbatki u Kapelusznika, ktory dzis obchodzi urodziny (razem z Mozartem).
A short direction
To avoid dejection,
By variations
In occupations,
And prolongation
Of relaxation,
And combinations
Of recreations,
And disputation
On the state of the nation
In adaptation
To your station,
By invitations
To friends and relations,
By evitation
Of amputation,
By permutation
In conversation,
And deep reflection
You’ll avoid dejection.
Learn well your grammar,
And never stammer,
Write well and neatly,
And sing most sweetly,
Be enterprising,
Love early rising,
Go walk of six miles,
Have ready quick smiles,
With lightsome laughter,
Soft flowing after.
Drink tea, not coffee;
Never eat toffy.
Eat bread with butter.
Once more, don’t stutter.
Don’t waste your money,
Abstain from honey.
Shut doors behind you,
(Don’t slam them, mind you.)
Drink beer, not porter.
Don’t enter the water
Till to swim you are able.
Sit close to the table.
Take care of a candle.
Shut a door by the handle,
Don’t push with your shoulder
Until you are older.
Lose not a button.
Refuse cold mutton.
Starve your canaries.
Believe in fairies.
If you are able,
Don’t have a stable
With any mangers.
Be rude to strangers.
Moral: Behave.
(Lewis Carroll, “Rules and Regulations”)
Skoro masz zamiar pic herbate, to juz sie po czesci do porad stosujesz…
Do wszystkich nie mógłbym się zastosować w żaden sposób, np. “love early rising” albo “refuse cold mutton”, ale część na pewno mi się przyda, dziękuję.

Czy już kiedyś mówiłem, że żurek z torby jest lepszy od całkowitego braku żurku?
Jak mówiłem, to powtarzam
Z tym żurkiem to poważnie?
Zawsze mi się zdawało, że jest odwrotnie, ale skoro zapewniasz, że lepszy z torby niż żaden, to może spróbuję
Z konieczności muszę uznawać dwie zupy z torby - żurek i grzybową. A to dlatego, że iżby je zrobić nie z torby, na ogół nie mam armat (chyba że niedawno wróciłem z Polski z bagażnikiem wypakowanym armatami).
Oczywiście wrzucam do gotowania jakiś ochłap kiełbasiany, dodaję śmietany, a potem ładuję jeszcze na talerz jajko na twardo i grule, co zdecydowanie podnosi żurkowość całości.
Przy nagłym, nieopanowanym ataku tęsknoty za żurkiem jest się w stanie rzucić na każdą torbę, która go obiecuje, ale ja się najchętniej rzucam na Knorra i jak dotąd zawsze wychodziłem z tego żywy.
Nie szkodzi, Bobiku, ze nie do wszystkich, bo sam autor sie nie do wszystkich stosowal (jakal sie, na przyklad), nie mowiac juz o tym, ze niektore wymogi sa niemozliwe, bo jak wchodzic do wody dopiero wtedy, gdy sie juz umie plywac?.
Po odpowiednim wyposzczeniu zurkowym, taki z torebki nie jest tak do konca zly…
Spocznij!
Wrocilam. Nie jest to to czego sie balam najbardziej -= choroba plamki zoltej (macular degeneration).
Specjalista, prof. Dowler z Moorfields okazal sie byc cudny. Potwoerdzil moja wlasna diagnoze wydana na podstawie zdjec wczesniej zrobionych i konsultacji z drem Googlem - jest to cos co sie nazywa BRAVO (Branch Retinal Veine Occlusion) . Pol godziny poswiecilismy zasadniczej kwestii dlaczego moj nastepny komputer powinien byc Mac’iem. Bo on sam ma prywatnego Maca, na ktorym pokazywal mi jak wyglada rak oka i choroba plamki zoltej.
Jeszcze rozmawialismy o tej nowej zabawce, ktora Apple ma dzis odslonic - nazywa sie to Tablica i jest jak juz donosi prasa komputerem, telefonem, telewizorem, powiernikiem/spowiednikiem i najlepszym przyjacielem dziewczyny zaraz po diamentach. Takze spiewa, tanczy, recytuje.
Poinformowalam Pana Profesora, ze z bardzo dobrych zrodel wiadomio mi, ze Tablica potrafi pozamiatac w kuchni, wyjac bielizne z pralki i rozwiesic, a na koniec przyrzadzic calkiem przyzwoita margarite.
Najbardziej ucieszyla go ta margarita, wiec postanowilismy, ze przyjrzymy sie tej zabawce blizej.
Z czego sie wzielo to to BRAVO nie zostalo do konca ustalone. Maja w tym pomoc dodatkowe testy, ktore zostaly pobrane.
Nastepna wizyta za cztery miesiace.
Bobiku,milem chwile slabosci,teraz oddaje Tobie nieustajace
prawo miesozenosci
(Moral: Behave)
p.sprzynajmniej do nastepnej chwili

dlaczego niby Apple,Heleno?
Bo wszyscy posiadacze Maca ( w tym Bobik) pieja z zachwytu. A Pan Profesor opowiedzial mi, jak kupil Maca i pojechal z nim na urlop. Na urlopie zona wylala na Maca szampana przy otwieraniu butelki. Mac sie najpierw troche zbuntowal, ale po krotkim pobycie na sloncu, postanowil, ze tym razem odpusci. I odpuscil.
Wiec sam, rysiu, rozumiesz.
A mój IBM jak się napił herbaty, zażądał ode mnie 500 PLN “odszkodowania” - musiałam mu zafundować doktora
Beato,droga herbata
Jestem prawie zawiana
Duje i sypie. Zapasy mamy, prąd jest, Maca nie mam. Mój IBM niczego nie pije i nie je, ale i tak potrafi wystawić niezły rachunek 
myslalem ze Mac jest lepszy dla majacych problemy ze wzrokiem
sam tez prywatnie uzywam stacjonarnego Apple,dostalem od syna, ktory osobiscie uwaza Maca za przereklamowany drogi
gadget
mimo ze mam klopoty z myszka to sobie bardzo chwale Maca,
jest wyjatkowo prosty i zrozumialy w obsludze,do tego wyglada
ladnie na stole ( :oops:)
http://www.letsgodigital.org/images/artikelen/64/apple-imac-computer.jpg
Bardzo mądry Pan Profesor. Co prawda ja mogłem leczenie Maciem zaordynować znacznie wcześniej, ale byłoby bez profesorskiej pieczątki.

Bardzo się cieszę, że Helena z dzisiejszej wizyty wyszła bez plamki.
A swoja droga przeraza mnie troche, ze mamy taki nawal co roku nowych technologii, ze moj cudny telefon z internetem, ktory dostalam dopiero na ostatnie urodziny od E. jest juz tak przestarzaly jak truchlo Brezniewa.
Gdzies czytalam niedawno, ze przecietny brytyjski nastolatek przegryza sie co roku przez piec telefonow komorkowych: jeden, zostawiony w kieszeni dzinsow, ktory przeszedl przez caly cykl prania i suszenia, drugi zapomniany na siedzeniu w autobusie, trzeci pozyczony dziewczynie, ktora go rzucila i wrocila do Szkocji, czwarty ukradziony na lekcji wuefu i piaty, ktory wpadl do kibla i zostal splukany w szemranej dyskotece w Camden Town.
Gdzies te wszystkie komorki musza przeciez ladowac. Mam wrazenie, ze grozi nam nie tyle roztopienie sie lodowcow na biegunach, co utoniecie pod miliardami ton wyrzuconej/ przestarzalej/zepsutej technologii.
u nas tez sypie gesto(zapowiedzieli 10-20cm)jutro ma byc
dodatnia a od soboty ponownie wielodniowe lekkie do - 8-10°
mrozy,zima tzryma mocno
pradu i zapasow wystarczy
Pewnie, ze Maca, Heleno - to swietna kuracja, jak zauwazyl Bobik. Dolacz do nas MacHeads, jak to sie w Stanach nazywa (u mnie w domu oprocz Maca, na ktorym zwykle sie tu odzywam, jeszcze dwa iPhony, i pare iPodow - przyznaje, ze jak Twoj profesor, moze mamy pewna slabosc, ale trudno).
Jedyny problem, to ze nawet male dziecko moze to wszystko intuicyjnie, bez instrukcji obsluzyc, co sie czasem roznie konczy… A ze nie macular degeneration to ogromna ulga. 
tak to odkrylismy dwa “kluby” u Bobika,patrzacych przy pomocy
i milosnikow Maca
I to w jeden dzien, Rysiu.
http://www.sueddeutsche.de/,tt3m1/computer/210/501465/text/
tym linkiem mowie dobranoc i milego klawiszowania nocnym
Moniko,pomysl do czego mozemy dojsc w tydzien
Uważam, że BRAVO też jest zbędne. Koniecznie musisz to mieć, Heleno?
BRAVO jest podobno z papierosow i cholesterolu.
Ci lekarze potrafia naprawde zatruc zycie czlowiekowi.
Rysiu
Nastepne zadanie dla profesora: jak zrobic, zeby tego BRAVA nie bylo…
Toteż staram się nie mieć z nimi kontaktu. Pan mąż ma cholesterol, ja papierosy. Ciekawe, co nam się urodzi.
Ja bym zrezygnował z cholesterolu.
To idzie w parze z rezygnacja z pasztetowki, Piesku
No, nie, Bobik doradza rezygnacje z miesa (moze jeszcze zostaje indycze, bo bardzo chude).
Mozna sie przerzucic na bazanty, w ktorych cholesterolu tyle co Kot naplakal.
Ja wiem, że nie wypada sobie robić jaj z pogrzebu itd., ale nie potrafię zachować całkowitej powagi czytając, co Helena ma. Bo “Bravo” kojarzy mi się zaraz z dość durnowatym magazynem ilustrowanym dla nastolatek, takim typu ze zdjęciami aktualnego idola i informacjami, czy wolno na pierwszej randce dać się pocałować z języczkiem.
Ale pewnie można się z tego “Brava” dowiedzieć gdzie jest punkt G.
Przepraszam, niedokładnie się wyraziłem. Zrezygnowałbym z cholesterolu na miejscu Heleny, ale nie na swoim.
Bobiku, ja zrezygnowałam, ale on się przyssał do pana męża
, podobno genetycznie. Łatwiej kopać się z koniem, niż z kodem 
A, teraz rozumiem, i dobudowuje szybko zawalona wizje swiata z gruzow.
Bazanty to tez niezla opcja, Mordko. Jeszcze zostaje mieso zwierzat karmionych trawa, jak drzewiej bywalo, bo one w tluszczu maja duzo kwasow tluszczowych typu omega-3 (rozpuszcza cholesterol).
Myslisz Bobiku, ze w Toruniu maja prenumerate tego pisemka?
Juz lece prenumerowac. Bo musze dowiedziec sie zanim umre.
Chyba, ze robia nas w konia z tym punkrtem. Tez bym sie nie zdziwila.
Nie, myślę, że w Toruniu mają prenumeratę całkiem innego pisemka. “Bravo”, o ile się nie mylę, nie potępia pettingu pozamałżeńskiego.
No wiecie co
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7500342,Czytnik_linii_papilarnych_sprawdzi__czy_dzieci_sa.html
Z tym robieniem w konia chyba jest coś na rzeczy. Ostatnio gdzieś czytałem, że nie ma jednego punktu G, tylko cały alfabet rozsiany w tych…no… drogach małżeńskich kobiety.
Ale nalezy czytac konkurencje.
A poza tym, to, co sie oficjalnie propaguje lub potepia, a to, co sie samemu robi, to dwie zupelnie inne rzeczy…
Przed chwilą widziałem, a przede wszystkim słyszałem w TV przemowę nowego niemieckiego Komisarza UE, wygłoszoną w Brukseli po angielsku. Com się uśmiał, to moje, a przy tym jaką satysfakcję miałem, że nie tylko polscy politycy potrafią się kompromitować.
Haneczko, ja nie rozumiem, co Cię dziwi. Sprawdzanie obecności w kościele przy pomocy odcisków palców mieści się jak najbardziej w dotychczas obserwowanej linii rozwojowej.
Bobiku, a co najbardziej szwankowało? Akcent, gramatyka, słownictwo?
Bobiku, mnie nieustająco dziwi, że jeszcze coś mnie dziwi
Oczami duszy widzę te paluszki nabożnie przykładane 
Wymowa. Skręcić się można było, ale przedtem jeszcze należało się zorientować, że to był angielski.
Uważam, że niemiecki angielski jest uroczy. Zawsze przypomina mi się scena z “Apollo 13″, kiedy jeden z naukowców zwraca się do astronauty “A zo, you arrrre goinggggg to wok on zi moon, ja?”
Haneczko, Ty sobie lepiej od razu spróbuj wyobrazić, jakimi metodami będzie wkrótce sprawdzane, czy nasienie przypadkiem nie zostało złożone na bezdrożach rodnych. Żebyś potem nie była zaskoczona.
Ręczę całą sobą, że angielski niemiecki dorównuje
A czego chcecie od francuskiego angielskiego? Absolutely charrrrming!
Muszę się dokształcić w temacie bezdroży rodnych. Reszta to pikuś
O tak, francuski angielski jest świetny. Ale włoski angielski też jest fajny.
No, nie mógł mi się nie przypomnieć ten cytacik z Lema
Tylko świnia i kanalia
lekceważy genitalia,
bo najbardziej jest dziś modne
reklamować części rodne.
Szkoda, że Wielki Wódz tu nie bywa, bo to ekspert od kaszubszczyzny. Wie na pewno, co to rodno ziemia, może wiedziałby tez coś o rodnych drogach i bezdrożach.
Że Wielki Wódz tu nie bywa to szkoda tak w ogóle.
A o co chodzi? Jak mali recydywisci nie chodza na msze, to trzeba ich jakos resocjalizowac. A jak odciski nie pomoga, to mozna tez i kajdanki zastosowac, i roboty przymusowe.
Nie rozumiem, Heleno, dlaczego pominęłaś karę chłosty?
Czyżbyś wpadła w zdradzieckie sidła jakichś, tfu, humanistów i na zdrowy rdzeń Ci się rzuciło?
Heleno, jak słyszę po raz enty “ta dzisiejsza młodzież”, to pytam, skąd ona i zaraz patrzę w lustro.
O nie, nie, chłosta i włosienica jest karą dla uprzywilejowanych. Całe Opus Dei się chłoszcze i we włosienicach chodzi. Młodociani absencjoniści niech szczotkami do zębów plebanię sprzątają.
Nie vesper, to sprzyja medytacji, bardzo niewskazane.
Szczotki do zębów nie są złe. A przy tym z głośników poważka na cały regulator.
Na drugi raz trzy razy się gówniarz zastanowi, zanim mszę opuści!
Vesper ma racje. Chlosta zdecydowanie dla uprzywilejowanych:
http://www.huffingtonpost.com/2010/01/26/pope-john-paul-ii-used-be_n_437075.html
tak na serio myślę, że dla dzisiejszej młodzieży być może największą karą byłaby długotrwała cisza w uszach i bezsieć. a co w tym czasie będą robili z rękoma, to ich sprawa…
Szczoteczka do zebow w garsc i szorowac plebanie! Tak, to jest pomysl na zrobienie z nich ludzi zarliwej wiary.
Foma
Chwileczkę, chwileczkę. Bezsieci nie można uznać za typowo młodzieżową karę. Przy okazji wprowadzenia tej drakońskiej metody zostałoby ukaranych również kilka nieco starszych egzemplarzy.
One egzemplarze mają sporo na boku, przetrwają
To znaczy, że starsze egzemplarze należy zaliczyć do form przetrwalnikowych?
Poza tym nie uważam, by to, co młodociani robią z rękami, było ich wyłączną sprawą. Myślę, że to, co robia z rękami jest przedmiotem wyjątkowego zaiteresowania stosownych a kompetentych instytucji.
Zasypiająco hibernujących
Dobranoc 
To regula, ze rece nalezy trzymac na koldrze (odmiana w Rosji - dlonie zlozone jak do modlitwy nalezy trzymac pod glowka) przestala obowiazywac w naszych permisywnych czasach? Robta co chceta?
Dobranoc, Haneczko. Ale spróbuj nie hibernować do końca zimy.
A to, co młodzież robi z rączkami istotnie od wieków już było przez stosowne instytucje bacznie obserwowane i w razie nadużyć ogień piekielny czekał na podorędziu, nie mówiąc już o wyschnięciu rdzenia mózgowego.
Późną porą dotarłem do sieci, z przyjemnością czytam. Helena w świetnej formie, co cieszy mnie podwójnie, gdyż uwielbiam, kiedy tak pisze, reszta też niczego sobie
Monika 27 styczeń 10, 23:09 - jakże aktualna uwaga - właśnie pytanie dlaczego tak postępuję, zaprząta moją uwagę od dni paru. Już, już zdaje mi się, że sięgam odpowiedzi - i nic, to nie jest odpowiedź, którą z pełnym przekonaniem mógłbym wygłosić. Zatem pomyślę sobie jeszcze czas jakiś, wszelako ważniejsze wydaje mi się, by zgrać nareszcie swoje myślenie z postępowaniem.
No, ale ustalić musze wpierw skąd ta rozbieżność się bierze…
zeen, kilka dziedzin nauki miałoby tu pewnie cząstkowe odpowiedzi, od psychologii po biologię, ale jeżeli chodzi o doprowadzenie do zgrania, to zawsze lepiej to funkcjonuje, kiedy ktoś te odpowiedzi sam znajdzie. Więc nie ma Ci co utrudniać sprawy podpowiadaniem.
Ale z tym zgraniem to jak z dotarciem do sieci - lepiej późno niż wcale…
Tego zgrania juz sie szuka od tysiecy lat, chociazby pod postacia Atmana (true Self), i rzeczywiscie kazdy ma to robic sam, zas samo szukanie juz jest fascynujace. Good luck, zeen.
A torunskim doradcom od wszystkiego, takie poszukiwanie w ogole nie przychodzi do glowy, i dlatego miedzy innymi sa tacy przerazajaco-komicznie plascy…
pada sniegodeszcz
mamy +1°
i to do jutra
brykanie w puchatym sniegu to radosc z rana
dla Beaty:
http://www.youtube.com/watch?v=icOO7Ut1P4Y
to Monika jeszcze tutaj
brykam do czynow,czwartek jest dobry na wszystko
jak Monika sadzila,to byl sygnal dla Obamy
http://www.faz.net/s/RubDDBDABB9457A437BAA85A49C26FB23A0/Doc~E6FFE01BB0ECF491386B6ACE39F7A8D2C~ATpl~Ecommon~Scontent.html
http://www.sueddeutsche.de/,tt2m1/politik/253/501508/text/
no dobra, z tą wolnością dla rąk pewnie trochę przesadziłem, ale skoro może być wolność nogi, to trudno jakoś dyskryminować inne członki…
zima, czyli nowy śnieg i lajtowe -7, tramwaje wypadają z torów, a służby miejskie w jarzeniowych kamizelkach uwijają się z łopatami jak pszczółki, zima
Pan mąż też się uwijał z łopatą jak pszczółka, barwnie przy tym bzycząc. Ja byłam pchaczem. Daliśmy radę
Rysiu (06:49): jestem pod wielkim wrażeniem

Dzień dobry
Gdybym to ja miał skrzydełka jak pszczółka, nie latałbym ja z łopatą do kółka, tylko patrzył, jak inni latają. 


A prawdę mówiąc, nawet i bez skrzydełek tak robię. Szkoła Mordechaja.
Herbata, kawa, prasówka, po blogach powęszyć… Chyba dzień się zaczął.
Dzien dobry!
A co myslicie o goraco debatowanych we Francji propozycjach zakazu noszenia przeze muzulmanki burek w urzedach, szpitalach i srodkach komunikacji.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,81048,7496801,Francja_Komisja_za_czesciowym_zakazem_muzulmanskich.html
W Wlk. Brytanii tez niektorzy postuluja wprowadzenia takiego zakazu, choc jak to Anglicy mniej glosno niz Francuzi.
Ja osoboscie jestem za takim zakazem (a tak!). Pomijajac kwestie “godnosci kobiety” bla-bla, uwazam, ze zaslanianie calkowite twarzy jest gestem absolutnie aspolecznym. Naszym podstawopwym narzedziem przetrwania w grupie, w tlumie, jest umiejetnosc czytania z twarzy, rozpoznawania zamiarow drugioego osobnika. Jesli nie mozemy odczytac z twarzy czyjegos nastroju, emocji, zamiarow wzgledem innych, czujemy sie zagrozeni, niepewni wlasnego bezpieczenstwa.
Dlatego zawsze odruchowo odsuwam sie od zakwefionej od stop do glow kobiety, tak jak odsuwam sie od mlodego faceta z nasunietym na oczy kapturem.
Dziękuję, Rysiu, za podrzucenie Oettingera.

Natomiast Helenie robię gorzki wyrzut. Co to ma znaczyć, że gdzie indziej takie linki się zapodaje, a przed nami ukrywa?
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Zamieszanie-w-Radzie-Europy—deputowani-protestuja-przeciw-Benderowi,wid,11899521,wiadomosc.html?ticaid=198ab
Ten film od fomy w pomysłach taki trochę toporystyczny, nie uważacie?
Zaznaczam, że uważam to określenie za bardzo pozytywne.
Sorry, profesor Bender jest politykiem mojej szczegolnej troski i obiecuje, ze odtad bede go przynosila na blog owinietego w koronkowa chusteczke z batystu.
To wspaniale, Heleno. Też należę do antyfanklubu Bendera.
Z burkami mam problem. Bo z jednej strony osobiście uważam ten ubiór za koszmarny i dla kobiet, które są zmuszane do jego noszenia poniżający i utrudniający życie (zaznaczam: zmuszanych, bo przecież są i kobiety noszące burki dobrowolnie i wtedy trudno mówić o poniżeniu). Ale równocześnie włos mi się odruchowo jeży na zbyt daleko posuniętą ingerencję państwa w sprawy stroju. Jest to jeszcze OK, jak chodzi o urzędniczki państwowe, nauczycielki, itd. Pracodawca może sobie nie życzyć przychodzenia w burce, tak samo jak nie życzy sobie dżinsów czy irokezów. Również zakaz burki, czy nawet nakryć głowy dla uczennic bym popierał, na takiej samej zasadzie, jak nie jestem za wieszaniem krzyży w szkole. Ale już środki transportu publicznego… Czy ktoś zabrania noszenia krzyżyków na szyi w metrze? Jarmułki w tramwaju? Wsiadania w habicie do autobusu? Argument, że habit nie zasłania twarzy, nie jest dla mnie przekonujący. Tu przecież nie chodzi o twarz, tylko o “demonstrację radykalizmu religijnego”.
Oczywiście nie zamykam oczu i na ten aspekt sprawy, że taki zakaz mógłby ułatwić pozbycie się burki tym kobietom, które jej nie cierpią, ale nie mogą czy potrafią się sprzeciwić domowemu panu i władcy. Tylko że jeżeli pan i władca jest rzeczywiście skrajnym fanatykiem, to raczej skutkiem takiego zakazu będzie już kompletne zamknięcie burkowych żon w domu, albo ganianie ich przez miasto na piechotę, skoro środkami transportu publicznego nie można.
To, że mnie się jakiś strój nie podoba, czy że kto inny uważa go za aspołeczny, jeszcze nie wystarcza, żeby wydać zakaz jego noszenia. Aspołeczną funkcję mogą pełnić również pewne ubiory subkulturowe, ale przecież nikt nie ściga dresiarza za samo noszenie dresu i nie zabrania mu przyjścia w dresie po pomoc socjalną (tu uwaga: nie miałbym nic przeciwko żądaniu odsłonięcia zakwefionej twarzy przed urzędniczką, w celu identyfikacji osoby). Dlatego zakazowe skoncentrowanie się tylko na burkach przybiera jednak posmak czegoś w rodzaju wojny religijnej. A mnie się trudno pod takimi wojnami podpisać.
Zgadzam się z Bobikiem, nie przeginać. A z ciekawości, jak radzą sobie na lotniskach z identyfikacją zakwefionych?
Już Wieszcz Adam ostrzegał, że osoby w burce należy unikać, bo nigdy nie wiadomo, może “pod burką wielkiego coś chowa”

Schować to można coś i pod budrysówką.
Na lotnisku w Teheranie radzą sobie bez problemu: panie na lewo, panowie na prawo i panie są kontrolowane wyłącznie przez inne panie. Co zreszą wcale nie jest takie nieprzyjemne, jak kontrola zaczyna być szczegółowsza.
Jasne, tutaj też pan nie sprawdza osobiście pani, ale dokument i twarz ogląda.
Bede bronila tego, ze przebywanie w zamknietych miejscach publicznych (jak srodki transportu) w stroju nie zezwalajacym innym na widzenie twarzy jest na tyle aspolecznym zachowaniem, ze powinno tu wkroczyc panstwo. Przypomne takze, ze na jednym z duzych centrow handlowych na polnocy Londynu dyrekcja wprowadzila rok temu zakaz przebywania mlodziezy z nasynietymi na oczy kapturami - ponierwaz wiele osob czylo sie ich towarzystwie niebezpiecznie i to bylo spolecznie nie do zaakceptowania. Naruszalo bowiem prawa innych uzytkownikow centrum do poczucia bezpieczenstwa. I nie jest to problem wydumany w duzym miescie.
Burka nie jest “strojem” w tym samym sensie co dzinsy czy habit zakonnicy. Burka jest komunikatem pasywno-agresywnym : odcinam sie od was wszyustkich i prosze sie do mnie nie zblizac. Noszenie burki nie jest czyms co dotyczy wylacznie noszacej je kobiety, ale takze wszystkich dookola niej. Irokez czy zakonnica wciaz moga sie do ciebie usmiechac, pokazujac, ze nie maja agresywnych zamiarow, kobieta w burce ( a czy jest to faktycznie kobieta czy ktos kto sie pod nia podszywa?) jest jedna wielka i byc moze niebezpieczna dla otoczenia niewiadoma.
Na niektore rzeczy musze sie po prostu zgodzic: kiedy widze kobiete w burce za kierownica, to mrozi mi to krew w zylach - po pierwsze ona zle widzi i nie moze prowadzic bezpiecznie, po drugie - kurcze, czy pod burka nie ukrywa bomby? Moge sie zzymac, ale musze sie z tym pogodzic.
Niech sobie kobiety nosza burki w zyciu prywatnym, niech nawet chodza ulicami i robia zakupy w sklepach. Ale panstwo powinno moim zdaniem okreslic bardzo dokladnie, ze kiedy kobieta dostaje pieniadze za to, ze sie komunikuje z innymi (w sluzbie zdrowia, w urzedach etc) spoleczeczenstwo oczekuje od niej, ze bedzie to robila z odslonieta przylbica.
To dla mnie W TYM MOMEMCIE nie jest kwestia rasy, religii czy nawet praw kobiet, ale tego co jest spolecznie do przyjecia, a co nie jest.
Opowiadalam tu chyba juz kiedys jak przed laty, po wielu miesiacach czekania w kolejce zostalam wreszcie przyjeta przez “panstwowa” psycholozke, ktora miala mi pomoc poradzic sobie z samobojcza wowczas depresja. I jakiz byl moj szok, kiedy okazalo sie, ze pani psycholog w przychodni jest zakwefiona od stop do glow. Ja mialam jej opowiadac bardzo intymne rzeczy z mojego zycia, nie majac mozliwosci obserwowania jej reakcji, nie wiedzac nawet czy jest stara czy mloda, a wiedzac jedynie, ze jest osoba na tyle pobozna, ze wiekszosci rzeczy nie moge jej opowiedziec. BYlam oburzona i nigdy doi niej nie wrocilam. Powinnam byla wtedy zlozyc skarge, ale tego nie zrobilam, bo czulam sie z tym zle i balam sie posadzenia o religijna nietilerancje. , Dzis z pewnoscia zaporotestowalabym. Kto potrzebuje passive-agressive psychologa?
No więc tam i dokument sprawdza pani, ale dzięki temu jest automatyczny parytet zatrudnienia na stanowiskach kontrolerskich.
Swoją drogą, całkiem na serio byłem zaskoczony, jak dużo Iranek pracuje w różnych służbach publicznych i w ogóle w widocznych miejscach. Bardzo się to różniło od mojego wcześniejszego wyobrażenia.
Bobiku, już nie marudzę i wracam do pracy. Sprawdzam noty do katalogu, a to bardzo nudne i żmudne
Heleno, centra handlowe mogą sobie zakazać noszenia kapturów, czy butów na szpilce, bo niszczą podłogę, albo wprowadzania psów
i to jest ich sprawa. Tak samo kościoły mogą zakazywać wchodzenia w szortach lub z odkrytymi ramionami, trudno - w lecie bardzo to utrudnia życie, ale ich teren, ich prawo. Czym innym jest jednak przestrzeń publiczna, a środki transportu, jak sama nazwa wskazuje, publicznego, też do niej według mnie należą.
Prawdę mówiąc, mnie wieczorem, w odludnym miejscu, wiele bardziej zaniepokoi grupa łysych nastolatków (nawet niezakapturzonych) od grupy kobiet w burkach. Z zakwefioną panią psycholog, czy może nawet sprzedawczynią śledzi, też nie bardzo miałbym ochotę rozmawiać, ale to jest rzecz do uregulowania przez pracodawcę - kiedy klienci się będą skarżyć lub omijać, niech sam zadecyduje, czy ma ochotę zakwefione osoby zatrudniać.
Sprawa bezpieczeństwa w sensie np. ukrywania bomby jest dla mnie o tyle o ile. Ludzka pomysłowość jest niewyczerpana i jak się zakaże burek, to terroryści szybko znajdą inne sposoby. Poza tym nie znam żadnych dowodów na to, żeby zamachy terrorystyczne były w jakimś znaczącym stopniu popełniane przez osoby w burkach. Niebezpieczny może być równie dobrze elegancki pan z teczuszką.
Burka jako komunikat agresywno-pasywny… Też mnie to nie przekonuje. Takie komunikaty można wysyłać również poprzez rozłożenie w metrze gazety i odcięcie się w ten sposób od otoczenia, albo choćby przez wyraz twarzy.
To wszystko nie znaczy, że ja burki darzę zachwytem (bardzo proszę znajomego Burka, żeby nie brał tego do siebie), wręcz przeciwnie, ale jeszcze raz powtórzę - nielubienie, czy inne subiektywne odczucia nie mogą być podstawą do stanowienia prawa.
A zresztą, francuska argumentacja odwołuje się niedwuznacznie do kwestii radykalizmu religijnego, nie żadnej innej i tu znowu wracamy do habitów - czy to przypadkiem nie jest wyraz pewnego radykalizmu? Tyle że w naszej kulturze oswojonego i powszechnie akceptowanego. Tak samo jak nakrywanie głów czy zakrywanie ciała w innych kulturach.
Pracodawca w angielskim systemie nie moze zakazac noszenia burki. Musi miec na to zezwolenie od panstwa. Przed lat usilowal nie przyjac do pracy w kasie manadzer lokalnego banku Barcleys (zreszta dobrze mi znanego, bo jest obok i czesto korzysta z niego moja mama jak jest w Londynie) i byla z tego powodu potezna awantura w calej prasie. Dzis w bankach zakwefione muzulmanki sa na porzadku dziennym. W banku mi nie przszkadza, bo wiem, ze przeszla przez rozne procedury bezpieczenstwa.
Zamachow lub prob zamachow bombowych (samobojczych i nie tylko) dokonanych przez zakwefione kobiety bylo multum - jeden w Londynie na lotnisku (byla w dodatku w ciazy), w Izraelu, w Rosji - ten slynny w teatrze, kiedy na widownie weszla grupa Czeczenow, w tym zakwefiona (choc nie do konca) kobieta.
Ze lysonie tez moga budzic strach? To prawda, ale ja widze ich twarze i mnie to wystarczy do oceny zamiarow.
Na religijny radykalizm tez nie ma miejsca w XXI wieku na zachodzie, w naszej, za przeproszeniem ja kogo, cywilizacji. I tu tez oczekuje ingerencji panstwa - aby bronilo mnie i innych ludzi przed szariatem, aby nie zezwalalo na obcinanie genitaliow urodzonym tu dziewczynkom czy gloszenia nienawisci po swiatyniach, aby bronilo uznanego pisarza przed grozbami fatwy, a ksiegarni sprzedajacych jego ksiazki przed wybijaniem szyb . Jestem za szczegolnie wzmozona obrona praw wszelkich mniejszosci, ale radykalowie, ktorzy nie szanuja praw moich wspoobywateli niechaj nie szukaja u mnie zrozumienia.
I dlatego jestem generalniem choc nie w szczegolach, za rozwiazaniami i argumentacja tych Francuzow (i Brytyjczykow) , ktorzy chca ten radykalizm ukrocic.
A jeszcze na marginesie: kiedy byla tu Roma z Brukseli, niedaleko mojego domu, w centrum handlowym dobrze Bobikowi znanym ( sklep TK Maxx) zobaczcylysmy spora grupe (parenascie) gleboko zakwefionych kobiet wciskajacych przechodniom ulotki, domagajace sie, aby Wielka Brytania wprowadzila prawo szariatu dla wszystkich! No, skopalabyn te glupie krowy! Sorry Bobik.
Nie skopalam oczywoscie, przeszlysmy, jak wiekszpsc przechodniow, wzruszajac ramionami.
Jestem za tym, żeby nie utożsamiać rzeczy, które tożsame nie są.

Oczywiście, że można zakazać obcinania genitaliów czy nawoływania do nienawiści i to nawet bez tworzenia nowych praw, tylko przez egzekwowanie już istniejących. W ogóle można się domagać od wszystkich mniejszości poszanowania obowiązującego prawa. Ale musi też być wobec tego prawa równość. Skoro wolno rozdawać ulotki nawołujące do zrobienia tego a tego w związku ze zbliżającym się końcem świata, albo piętnujące aborcję jako morderstwo, to wolno również próbować przekonywać do szariatu, jeżeli nie ma w tym zachęty do wyriezania niewiernych. I tak zdecydowana większość przekonywanych wzruszy tylko ramionami. Na tym, według mnie polega wolność słowa - uważam pana poglądy za obrzydliwe, ale jestem gotów dać się zamknąć za to, żeby pan mógł je (w ramach zakreślonych prawem) wygłaszać. Tak samo - mam jak najgorsze zdanie o burkach, będę walczył o to, żeby nikt nie był zmuszany do ich noszenia, ale równocześnie uważam, że poza wcześniej wymienionymi przeze mnie przypadkami nie mam prawa zakazywania noszenia ich tym, którzy chcą.
Jeżeli prywatny pracodawca nie może zakazać noszenia burki, to jest to chyba jakaś specyfika angielskiego systemu. Usiłuję sobie przypomnieć, czy widziałem choćby jedną zakwefioną osobę w banku albo przy kasie w mojej okolicy i pamięć nie podsuwa mi żadnego takiego przypadku. Z czego wnoszę, że tu pracodawca może sobie po prostu nie życzyć i wtedy każdy ma wybór - burka albo praca. I wydaje mi się to nawet wiele skuteczniejsze niż inne formy zakazu.
Jak chodzo o terroryzm, to nie twierdziłem, że w ogóle nie było zamachów dokonywanych przez kobiety w burkach, tylko że wcale nie była ich większość i że burka wcale nie jest konieczna do tego, żeby ukryć bombę. To się w dzisiejszych czasach robi na mnóstwo innych sposobów.
Z tego wszystkiego zostaje w końcu pytanie, czy radykalizm religijny powinien być dopuszczalny w XXI w. na Zachodzie. I tu bym powiedział tak: nie bądźmy hipokrytami. Albo uznajmy, że nie, nie ma dla niego miejsca, ale bez względu na wyznanie, albo przyznajmy, że boimy się nie tyle radykalizmu w ogóle, co konkretnie radykalizmu islamskiego. Wtedy trzeba powiedzieć wyraźnie: nie chcemy u nas ortodoksyjnych muzułmanów, nie rozumiemy ich, nie lubimy, będziemy się przed nimi bronić wszelkimi dostępnymi środkami, również poprzez zmiany w prawie. I dopiero reakcja społeczeństw Zachodu na takie jasne postawienie sprawy dałaby pewnie prawdziwy obraz nastrojów.
Totez ulotki byly absolutnioe legalne i ludzie wlasnie reagowali na nie wzruszaniem ramiom. A co ja prywatnie mysle o glupich krowach, to moja prywatna przyjemnosc…
) reakacje wsrod komentatorow sprowadzaly sie do pouczenia arcybiskupa, ze jego sugestie byly “ill-advised”, nie do konca przemyslane). W sumie oczekiwalam wiekszej awantury, a byla burza w szklance wody. Arcybiskupa poproszono aby zechcial jeszcze raz to przemyslec, przeformulowac. Jemu chodzilo zreszta glownie bodaj o elementy muzulmanskiego prawa rozwodowegp - no big deal.
Nawet wtedy kiedy Arcybiskup Canterbury w jakims wykladzie zasugerowal, ze niektore prawa szariatu mozna byloby wprowadzic jako metoda rozwiazywania konfliktow w spelcznosciach muzulmanskich (ach, ci protestanci z ich nieustajacym dazeniem do “oswajania Zla”!!!
Mysle, ze przynajmniej w tym kraju radykalizm religijny, taki, ktory moze zagrazac ladowi spolecznemu, dochodzi do glosu niemal wylacznie w srodowiskach (mniejszosciowych) muzulmanskich. Wiekszosc wyznawcow islamu niczym sie nie rozni od wyznawcow innych religii. Wiec mozemy udawac, ze rownie grozni sa fanatyczni wyznawcy roznych odmian chrzescijanstwa, judaizmu, hinduizmu, sikhizmu czy buddyzmu, ale nie jest to prawda. Grozni sa wahabici. Kiedys grozni bywali takze irlandzcy chrzescijanie, ale nie przez radykalizm religijny, tylko polityczny. Z nimi poradzilismy sobie. Ale radykalizm islamski przybiera na sile. I z nim sie nalezy zmierzyc. Pewnie nie tylko zakazami i metodami policyjnymi. Moze jest jakis “protestancki sposob” na unieszkodliwienie tego Zla. Ale trzeba sie z tym zmierzyc
Ogolnie zgadzam sie z Toba, Bobiku. U nas pracodawca zreszta moze te sprawy regulowac, i calkowicie zakwefionych pracownic tu nie ma. Do tego rzeczywiscie w caly problem jest zamieszana podskorna niechec do muzulmanow, ktora potrafi wyskakiwac w nieoczekiwanych momentach, nawet u zwykle lagodnych osob.
Ale tez panstwo czasem jednak ingeruje nawet w praktyki religijne, gdy sa one uwazane za za mocno krzywdzace dla jakiejs grupy wewnatrz danej mniejszosci religijnej. Na przyklad Mormoni maja w swoich tekstach zalozycielskich zalozenie, ze u nich panuje wielozenstwo. Panstwo federalne zareagowalo, i zmusilo juz nie tylko Mormonow, ale caly stan Utah, gdzie oni sie usytuowali i mieli ogromne wplywy, zeby tam zdelegalizowac poligamie (innym ich pogladem, ktory byli zmuszeni przez nacisk panstwa porzucic bylo widzenie ludzi o ciemniejszym kolorze skory jako “mud people”, takich troche niedorobek w dziele stworzenia). Do dzisiaj mala grupa “prawdziwych Mormonow” cichcem uprawia wielozenstwo (i tradycje malzenstw nastolatek), ale w sumie jednak ta praktyka zanikla pod wplywem ingerencji panstwowej. Byc moze jakims rozwiazaniem jest jednak uznanie, ze burka calkowicie zakrywajaca twarz, i zmuszajaca kobiete de facto do chodzenia w masce tez ma jednak podobna szkodliwosc spoleczna, jak tez narusza prawa samej kobiety, co oficjalne wielozenstwo, nielegalne w krajach zachodnich, lub brutalne okaleczanie dziewczynek. (Kiedys sluchalam fascynujacych wywiadow z mormonkami, ktore zostaly zmuszone do bycia zonami w rodzinie wielozenskiej - niezwykle to bylo interesujace. Byly wyraznie wdzieczne, ze panstwo sie o ich rawa upomnialo, gdy one same wewnatrz grupy tego zrobic nie mogly. Ich wizja byla zupelnie inna od wizji roztaczanej przez mezczyzn, mormonskich konserwatystow).
A z rozmow z muzulmanami, gdy mieszkalam w UK, wiem, ze ci oswieceni, a tacy byli moi znajomi, wlasnie mieli trudnosc z przeciwstawianiem sie argumentom imamow, ktorzy pojawiali sie nieproszeni w ich domach, zeby saczyc najmniej atrakcyjna wersje islamu, akurat tym ludziom bardzo obca (bo tam tradycji tez jest bardzo wiele, tylko ta burkowa jest najbardziej widoczna). Dlatego moze zabraniac pelnego zaslaniania twarzy, ale byc otwartym na chustki na glowach, i inne lagodniejsze wersje oglaszania swojej przynaleznosci religijnej.
A,tu już wchodzimy na całkiem inny teren. Przeciwko mierzeniu się z jakąkolwiek w moim przekonaniu niesłuszną ideologią metodami niepolicyjnymi na pewno nie będę protestował.

Z wahabityzmem (praktykowanym) można się zresztą mierzyć i policyjnymi, bo w pewnych zakresach jest sprzeczny z europejskimi prawami. Ale tam, gdzie nie jest, należy próbować odebrać mu atrakcyjność. Bo metody policyjne w walce ideologii, jak poucza mnóstwo zdarzeń z historii, na dłuższą metę prowadzą tylko do jeszcze większej radykalizacji.
Jak ma wyglądać w praniu to odbieranie atrakcyjności - noo, to dopiero jest temat na dyskusję…
Rysiu, dodatek do Twojego linku o State of the Union speech - pare osob spokojnie ja przespalo w Kongresie.
http://www.huffingtonpost.com/2010/01/27/democrats-asleep-reid-napolitano-sotu_n_439717.html
Moniko, ja nie jestem całkowicie przeciwny ingerencji państwa w obyczaje. To się zresztą stale dzieje, bo poglądy na różne sprawy się zmieniają, za tym idzie częściowo praktyka społeczna, a z czasem prawo to sankcjonuje i zmusza do zaakceptowania nowej praktyki również tych, którzy są jej przeciwni. To akceptuję, bo inaczej nigdy byśmy się może pewnych upiornych praktyk nie pozbyli.
Ja się tylko upominam o zachowywanie w tym pewnych zasad, np. równości wobec prawa. Jeżeli nie zakazujemy innych strojów wskazujących na przynależność do radykalnych grup religijnych, to zakazanie samych burek wydaje mi się jednak mieć posmak antyislamski i równość wobec prawa naruszać.
Przyjąłbym jeszcze argument mniejszego zła, tzn. postawienie ochrony praw kobiet nad prawem do takiego czy innego ubierania się. Ale mam tu naprawdę poważne wątpliwości, co by z tego koniec końców wyszło. Dla radykalnego islamisty zamknięcie kobiety w domu i zakazanie jej nawet wyjścia do sklepiku na rogu nie jest wcale trudne. I raczej zrobiłby to, niż pozwolił żonie chodzić po ulicach z odsłoniętą twarzą, zwłaszcza że wtedy nikt zapewne nie udowodniłby mu wchodzenia w konflikt z prawem. Dlatego obawiam się, że efekt mógłby być dokładnie odwrotny od pożądanego.
I jeszcze - wczoraj Ameryka stracila ciekawa i nieppokorna postac, historyka Howarda Zinna, autora alternatywnej “Peoples History of the United States”, wczesnego uczestnika Civil Rights Movement i przeciwnika wojny w Wietnamie (i dzielnego uczestnika II wojny swiatowej). Przypominal uparcie, narazajac sie na niepopularnosc, o cywilnych ofiarach przeroznych zbrojnych konfliktow, jako o nie do konca uswiadomionym koszcie wojny - jego zdaniem - za latwo ignorowanym przez opinie publiczna przy podejmowaniu decyzji o kolejnych amerykanskich ingerencjach w roznych czesciach swiata. W szczegolach mozna sie z nim bylo zgadzac lub nie, ale ogolnie to bardzo piekna i odwazna postac, z dlugiej amerykanskiej tradycji “civil disobedience”. Czesto pojawial sie w naszym lokalnym radiu bostonskim (mieszkal w Massachusetts), i na pewno bedzie jego glosu brakowac.
http://en.wikipedia.org/wiki/Howard_Zinn
Bobiku, to jest w ogole trudna sprawa, w ktorym momencie panstwo ingeruje, zwlaszcza, gdy moze sie wydawac, i nawet moze tak rzeczywiscie byc, ze przy tym panstwo w istocie puszcza oko do nietolerancyjnych bigotow, ktorzy z kolei wykorzystuja kazda okazje, by tepic muzulmanow. Nie wiem, czy tak latwo da sie to rozstrzygnac. Ale moze nalezy wszystkim przypominac, ze wahabici - skrajni w swoich praktykach - nie sa w sumie reprezentatywni dla wiekszosci muzulmanow, ktorzy czesto wewnetrznie, w diasporze zwlaszcza, czuja sie przez nich po prostu zastraszeni i przygluszeni (rozmawiajac z muzulmanami brytyjskimi wlasnie to bardzo czesto od nich slyszalam). No i panstwo jednak ma prawo ingerowac tam, gdzie zaczyna sie zaczyna sie bardzo ewidentna i rzeczywista krzywda jednostek, wszystko jednak jedno w imie czego ta krzywda sie dzieje. Wtedy chyba jednak zostanie zachowana rownosc wobec prawa…
A czy znasz, Bobiku, takie stroje, ktore wskazywalyby na przytnaleznosc do innej radykalnej grupy religijnej?
I naprawde ani we Francji, ani w Wlk. Brytanii nie chodzi o to by zakazac strojow relgijnych, tylko chodzi o odsloniecie twarzy i to tez tylko w okreslonych sytuacjach.. Bo chodzenie kobiet w masce przeszkadza w spolecznym wspolzyciu. Nie przeszkadza temu ani turban sikhow, ani habit zakonny, ani stroje hasydzkie, ani stroje tych co spiewaja na rogach Hare Kriszna. .
Caly czas mowimy o twarzy.
Zwlaszcza , ze chodzenie w burce, jak slysze nieustannie w telewizji z ust roznych teologow muzulmanskioch, nie jest religijnym nakazem, tylko kulturowym zwyczajem. I niektorych zwyczajow kulturowych nie musimy tolerowac.
Nie powinnismy takze godzic sie aby w panstwowych szkolach dziewczynki nie mialy prawa siedziec przy jednym stole z chlopcami, brac udzialu w szkolnych przedstawienoiach, chodzic na basen, czytac pewnych pisarzy, czy w jakikolwiek inny sposob okreslaly sie same jako uczennice dalszej kategorii, ktore musza sie bronic przed jakakolwiek inrterakcja spoleczna. Od tego sa szkoly relgijne - wspierane zreszta finansowo od paru lat przez panstwo w Anglii i Szkocji. Ale i one powoinny podlegac kontroli wladz oswiatowych, zeby nie wygladaly tak jak wiele szkol na Terytorium Palestynskim, gdzie dzieci uczone sa z podrecznikow slawiacych Hitlera czy gdzie dzieci czy uczy sie jak zostac meczennikiem Allaha.
Tak, tylko właśnie z tą ewidentną krzywdą jednostek… Ortodoksyjna muzułmanka (z typu tych, co rozdawały ulotki) będzie za ewidentną krzywdę uznawała zakaz noszenia burki. Tak samo jak nawet bardzo postępowe damy z Zachodu zapewne uznałyby za krzywdę wydany gdzieś tam zakaz zakrywania biustów przez Europejki.

Nie naruszałby mojego poczucia sprawiedliwości zakaz zmuszania kobiet do noszenia burki. Albo jeszcze szerzej, ogólny zakaz zmuszania do noszenia jakichkolwiek strojów będących wyznacznikami przynależności religijnej. Choćby pod karą więzienia, bez możliwości zamiany na grzywnę, żeby rodzina na tym nie ucierpiała. Nawet gdyby z początku nie był zbyt pilnie przestrzegany, bo chyba niewiele muzułmańskich kobiet podawałoby mężów do sądu, to jednak stanowiłby normę prawną i zawsze byłoby się do czego odwołać.
Ale zabraniać radykalnego, dobrowolnego noszenia burki, nie zabraniając równocześnie członkom Opus Dei chłosty i włosienicy? Nooo….
Bobiku, z ta ewidentna krzywda nie jest tak zle, bo oprocz tego, co dana muzulmanka, pod wplywem wychowania i srodowiska czuje, jeszcze wiekszosc nowoczesnych panstw ma cos takiego, jak prawa jednostki…
A przy okazji, wydaje mi sie, ze panstwo zaczelo sie o te prawa jednostki upominac i przy innych religiach - moze nie do samobiczowania, ale na przyklad do prawa ksiezy katolickich do dobierania sie do nieletnich, i do tego, czy wtedy kosciol ma prawo do ukrywania wewnetrznych dokumentow (tak sie stalo w Bostonie - dwoje dzielnych dziennikarzy udowodnilo istnienie calej afery pedofilskiej przez wymuszeni, droga sadowa, ujawnienia wewnetrznych dokumentow koscielnych). Panstwo nawet sie wtraca w to, co sie dzieje miedzy doroslymi ludzmi - wprzypadku sexual harrassment istnieja szczegolne prawa chroniace pracownika, ktory jest w sytuacji podleglosci sluzbowej, i w zwiazku z tym jest w szczegolnej sytuacji, gdy szefowi przychodzi do glowy “niewinny flirt”, bo odmowa moze oznaczac utrate pracy, albo zwichniecie kariery.
A jak ma byc rownosc wobec prawa, to moze wystarczy rowno wszystkim zabronic interakcji w zyciu spolecznym w maskach?
Postepowe damy z Zachodu, np. liczne korespondentki BBC (znacznie liczniejsze niz korespondenci) w krajach muzulmanskich bez szmerania wdziewaja chusty i zachowuja sie jak przykladne muzulmanki.
No i dobrze.
I o to mi chodzi - o zakaz chodzenia w maskach, chyba, ze jest karnawal w dzielnicy zamieszkalej przez potomkow emigrantow przybylych z Jamajki. Ale tego akurat karnawali pilnuje cala policja londynska, bo roznie na nim bywalo….
Heleno, naprawdę nie należy pewnych rzeczy stawiać na jednej płaszczyźnie, bo wtedy przestaniemy wiedzieć, o czym właściwie mówimy. W kwestii praw kobiet moje zdanie jest chyba wystarczająco znane i nie muszę go teraz przedstawiać. Dlatego wszelka dyskryminacja w tej dziedzinie, w programach szkolnych i gdzie indziej, będzie zawsze budzić mój sprzeciw. Ale byłoby arogancją z mojej strony przypuszczenie, że wszystkie kobiety (czy wszyscy ludzie) chcą tego samego i to ja wiem, czego. Nie musimy się zgadzać na kupowanie lalek wyłącznie dziewczynkom, a samochodzików wyłącznie chłopcom, ale nie powinniśmy mocą prawa zmuszać wszystkich dziewczynek do bawienia się samochodzikami.

Od prawa wymagam tego, żeby wszystkim zapewniało równe traktowanie i możliwość wyboru - zawodu, religii, stylu życia, itd. I nie uważam, żeby akurat to zapewniał zakaz zakrywania twarzy. Mogę tysiąc razy powtórzyć, również głośno i publicznie, że burkę uważam za rzecz okropną i palanta, który zmusza do chodzenia w niej żonę, bez skrupułów wsadziłbym do ciupy, gdyby była taka możliwość. A równocześnie, jeżeli ta żona, z powodów religijnych, kulturowych, czy innych sama w tej burce chce zapychać, to nie będę popierał zakazywania jej tego. I burkę traktuję tu tylko jako przykład, innych rzeczy też bym nie zakazywał, skoro komuś na nich zależy, a są sprawą prywatną.
Jak z tego widać, argument o aspołeczności burki i naruszaniu przez noszenie jej reguł współżycia społecznego, nadal mnie nie przekonuje. Tworzenie np. młodzieżowych klik, w których wszystkich spoza kliki uważa się za bandę matołów, też jest aspołeczne, ale nikomu nie wpada do głowy zakazanie tego.
Nawiasem mówiąc, rozróżnienie, co jest nakazem religijnym, a co historyczno-kulturowym, nie zawsze jest proste. Wystarczy pomyśleć o celibacie.
O, właśnie, przykład z korespondentkami BBC w krajach muzułmańskich jest dobry - wdziewają bez szemrania chustki, bo jest to wprawdzie dla nich pewna niewygoda, ale tak naprawdę nie narusza żadnej ich normy kulturowej. Ale gdyby te same korespondentki wysłać do kraju, gdzie prawo nakazuje, za przeproszeniem, latać z gołym tyłkiem? Jak by się czuły w takiej sytuacji? Też by to przyjęły tak bez szemrania?
A przy opcji - nie zakazywać noszenia czegoś tam, ale zakazać zmuszania do noszenia tegoż, nikt szemrać nie ma powodu.
Nie, Pieseczku. Burka mojej pani doktor psychologii nie byla w zadnymn wypadku jej sprawa prywatna. Ona bezposrednio dotykala jej mozliwosci wykonywania zawodu w publicznym systemie ochrony zdrowia. Gdyby pani Habib byla zatrudniona tylko do doradzania innym muzulmankom, wowczas nie byloby problemu, dla mnioe w kazdym badz razie. Gdyby Pani Habib byla anestezjologiem w czasie wykonywania mojej operacji, problemu by nie bylo. Moze nosic sedes na glowie, for all I care, bo nie mam z nia zadnego kontaktu. Ale kiedy ja siedze przed zakwefiona figura i mam jej mowic o sprawach absolutnie podstawowych w moim zyciu, a ona ma mi doradzac w sprawawch zycia, smierci, milosci, seksu i czego tam jeszcze, to ja mam prawo patrzec jej w twarz, nie zastanwiajac sie jednoczesnie jak ona ocenia moje wartosci i moje postepowanie pod katem wlasdnych nakazow i wierzen religijnych. Ja mam dosc ingerencji swego wlasnego super Ego, ktory wscibia swoj dlugi nos w moje zycie. .
Podobnie nie chcialabym miec do czynienia z urzedniczka w Ratuszu, ktorej wyrazu twarzy nie jestem w stanie ocenic, nie chcialabym sie bac, ze nauczycielka w przedszkolu wystraszy mi dziecko, albo, ze osoba noszaca swoja religie na zewnatrz bedzie wychowywala moje dzieci, bo moze sie okazac, ze teoria Darwina jest dla niej nie do przyjecia albo historia walki sufrazystek o rowzne prawa dla kobiet .
.Mowimy caly czas o sczegolnych sytuacjach, kiedy burka jest bariera do normalnego funkcjonowania innych ludzi w publicznej przestrzeni. Mowimy o tych sytuacjach kiedy ja nie jestem w stanie widziec jej w pelni jej wlasnegpo czlowieczenstwa, a widze tylko religoijnegp fanatyka, ktory musi sie kryc przed swiatem pod zwojami czarnych szmat.
Wtedy przestaje to byc jej prywatnym wyborem, a staje sie sposobem kontaktowania sie ze mna i innymi ludzmi. Przez szparke w zwpojach materialu.
Nie o tym, zeby zdzierac wszystkim muzulmankom ich burki.
Latania z golym tylkiem? Prosze bardzo. Znakomity dziennikarz-podroznik z BBC, ktporego nazwisko wylecialo mi w tej chwili z pamieci, odwiedzal rozne egzotyczne szczepy w Afryce i w Ameryce Lacinskiej. I zrzucal ubranie, a nawet jadl szczury i robactwo, jesli szczep, z ktorym zamieszkal i ktory przyjal go z otwartymi ramionami i fiutem na wierzchu tak wlasnie wewnatrz wlasnej spolecznosci funkcjonowal. Wiem dokladnie jak wygladajka jego genitalia, bo sie im uwaznie przyjrzalam.
Psycholog w burce to jak ksiądz za kratą konfesjonału. Spowiadający się chyba jednak woli nie widzieć uczuć malujących się na twarzy spowiednika w trakcie wysłuchiwania najgłębszych tajemnic grzesznika. Niektórzy psychoterapeuci specjalnie siadają u wezgłowia kozetki, aby nie peszyć klienta (pacjenta) patrzeniem mu w oczy i przymuszaniem do kontroli nad mimiką i mową ciała…
Burka chroni przed rakiem skóry
Cubalibre - ale ja nie chcialam do ksiedza, ja chcialam porozmawiac z kims o tym, ze sie czuje jak scierka. I zeby mi ktos powiedzial, ze nie jestem scierka
Burka chroni przed rakiem skory, ale powoduje w goracym klimacie odparzenia. Pamietam straszne rany na ciele u siostry Alojzy, w szpitalu w Lublinie na dermatologii. Bardzo cierpiala z powodu czarnego habitu i nakrycia glowy. Leczono ja konskimi dawkami cortizonu i ACTH - na zmiane.
Heleno, ale ja już na samym początku zaznaczyłem, że swoje wypowiedzi odnoszę do sytuacji prywatnych (aczkolwiek rozgrywających się w przestrzeni publicznej, jak jazda metrem), a nie zawodowych. Ubiór w sytuacji profesjonalnej to jest inna para kaloszy.
Ale powiem Wam coś ciekawego - w Niemczech i kilku innych krajach istnieje już od 1985 roku Vermummungsverbot, czyli zakaz maskowania się podczas demonstracji. Nic to nie ma wspólnego z jakąkolwiek religią (dotyczy nawet kasków motocyklowych), chodzi tylko o to, żeby można było uczestników zidentyfikować, jak dojdzie do rozruchów. A i o to, żeby do nich nie doszło pod osłoną anonimowości.
Czyli jak chodzi o bezpieczeństwo, to można kwestię zasłaniania twarzy załatwić bez tzw. naruszania uczuć.
No to dlaczego siostrze Alojzie nikt po prostu nie zakazał noszenia habitu, skoro pod nim cierpiała?
Siostra Alojza nie chodzila w masce. Bobik! Nie denerwuj mnie! Mowimy caly czas o TWARZY.
Ten niemiecki zakaz maskowania, predatujacy cala obecna kontrowersje jest bliski temu, o czym wspomnialam juz pare godzin temu. W Stanach maskowal sie Ku Klux Klan, wiec tutejsze skojarzenia z noszeniem masek sa szczegolnie niewesole… Maski, w wiekszosci innych kultur, w tym muzulmanskich, poza wahabitami, nie sa czyms codziennym. Z tym przykrywaniem, tak mi sie skojarzylo, ze na Poludniu Stanow kilkadziesiat lat temu czarnoskorzy kelnerzy, sprzedawcy itp. mieli obowiazek zakrywania rak rekawiczkami (bialy nie mogl przypadkowo byc dotkniety przez nie-bialego). Tez ten zwyczaj zniesiono, a przeciez noszenie rekawiczek jest w koncu mniej radykalne niz przymus ukrywania twarzy…
Może ja po prostu nie jestem takim fetyszystą twarzy, bo psy i po zapachu czyjeś zamiary potrafią wyczuć?
Ale na serio, mnie to robi dużą różnicę, czy istnieje zakaz maskowania się w pewnych sytuacjach, podyktowany względami bezpieczeństwa, czy zakaz noszenia konkretnie burek, uzasadniany niechęcią kulturowo-religijną. A w tym francuskim projekcie jednak mi dość wyraźnie właśnie takie uzasadnienie pobrzmiewa, mimo wszystkich górnolotnych bla bla.
wlasnie podali ze umarl J.D.Salinger
“buszujacy…..” to byla przez dosc dlugi czas jedna z moich
“podziwianych” ksiazek
Monika 16:15,spanie to rzecz ludzka
Tak, ten element zawsze moze byc obecny i tu taka niechecia kulturowa zdradza malutka antyeuropejska partia UKIP ( UK Independent Party), ale jest to srodowisko kompeltnie zmarginalizowane, nic nie znaczacy w glownym dyskursie publicznym. Wielu ludzi od nich sie odcina bardzo wyraznie i jednoznacznie. Dlatego mnie cieszy, kiedy rozmawiamy o tym spoza pozycji rasowych, by tak rzec.
Mnie chodzi o tio, zeby tez mauzulmanki uczestniczyly w zyciu spolecznym, a nie tylko obserwowaly go z boku niechetnym, osadzajacym okiem zza szparki materialu. Skoro mamy zyc pod jednym dachem, lepiej jest bysmy sie siebie nie bali.
David Blankett, byly minister oswiaty w rzadzie Tony’ego Blaira, niewidomy, mowil kiedys, ze on nie widxzac twarzy rozpoznaje i ocenia ludzi po glosie i dotyku, i ze jest to dla niego niezbedne - dotknac kogos, uslyszec glos. A tych zakwefionych nawet dotknac nie mozna…
Tak, Heleno, interakcja poprzez facial expressions jest jednak bardzo ludzka (szerzej moze - primate-specific), i do dzis jeszcze nie udalo sie tego akurat nauczyc komputerow (choc Steve Jobs moze i do tego z czasem doprowadzi, ze Mac bedzie odczytywal Twoj nastroj i zamiary, jak dotad potrafia to tylko robic ludzie).
A ludzkie niemowle umie odczytywac twarze prawie od get-go…
A z tym prawem, to jednak bardzo wiele zalezy od intencji, ale sam problem nie zniknie - kiedy obyczaj religijny zanadto narusza powszechnie przyjete spoleczne normy, i czy zawsze ma miec zielone swiatlo, tylko dlatego, ze ma uzasadnienie religijne? Wydaje mi sie, ze precedens jest taki, ze czasem panstwo wkracza, mimo wszystko. Problem chyba lezy w dookresleniu granic takich ingerencji, ktore potem powinny byc stosowane rowno wobec wszystkich, niezaleznie czy wyznawcy tam byli od setek lat czy tylko od paru, i jaki przy okazji maja kolor skory…
burka to dziwna “garderoba” i do dzisiaj spotkane (Berlin-
Kreuzberg czasami )burki wywoluja zdziwienie, szczegolnie te bez jakichkolwiek siatek czy szparek na oczy,ale zakaz noszenia uwazam za zbyt radykalny
mulzumanki w chuscie i dlugich plaszczach sa tak powszechne ze wlasciwie juz sie tego nie rejestruje
jestem w pogladacho zakazie blisko Bobika i Moniki
Widac Obama mowil za cicho, albo za monotonnie, Rysiu (to o tych spiacych).
Tez wlasnie uslyszalam o Salingerze.
Rysiu nie mozesz byc “blisko Bobika i Moniki”, bo Monika jest z mojej partii, hehe.

Pod taką burką nie ma obawy o odparzenia
Dobry wiecór
Coś przyniosłam.
Jarosław Pietrzak : Faszyzm wraca oknem do tego, kto drzwiami wypędza “wspólnotę” jako “wroga jednostki” - http://lewica.pl/?id=20807
Wyprzedziliśmy USA - http://www.radiownet.pl/radio/wpis/2750/
Moniko, ja wczoraj dlugo czekalam na Oredzie o Stanie Unii i obejrzalam wiekszosc, ale pod koniec zasnelam - u nas juz bylo po trzeciej nad ranem.
Jestem ciekawa reakcji. Dzis slyszalam tylko jakiego republikanina, ktory wyglosil kontr-oredzie, ktore mnie rozsmieszylo w jednym miejscu i dalej juz nie bylam w stanie sluchac:
“As a young kid, my dad told me, “Son, if you want a good job, you need a good education.”
Najwyrazniej tatusiowi nie udalo sie zapewnic mu dobrego wyksztalcenia, bo za takie dangling modifiers to sie dostaje dwojke nawet w miejskich szkolach…
Ale jakie sa reakcje?
Nooo, taaaka burke to sama bym chetnie wdziala, zwlaszcza z butami od Manola. Niestety te nasze chodza w czyms co sie nazywa raczej naqib a nie burka i sklada sie z wielkiej ilosci czarnych zwojow, tylko z cieniutka szpareczka na oczy. A niektore nosza jeszcze na nosie taki czarny dziob - wygladaja jak wrony.
pomylilem przy czytaniu okulary,przegapilem
moze cos,
ale zdawalo mi sie ze Bobik i Monika przeciw zakazowi
tak wiec pozostaje blisko Bobika i zmieniam okulary

Cubalibre,przynajmniej do prawie konca ud
Heleno, tez mam cos dla Ciebie: pierwsze dwie minuty (potem dalej zabawne, ale juz na troche inny temat).
http://www.youtube.com/watch?v=E6dH9Mqum08
A the State of the Union speech, to tak - troche robil triangulation, jak Bill Clinton swego czasu, czyli raz w lewo, raz w prawo, a przy tym duzo zapewniania, ze jest po stronie zwylych ludzi. Oczywiscie, nie zadowolil nikogo, bo liderka Demokratow, Nancy Pelosi, mu wytknela, ze jak chce teraz ograniczac deficyt budzetowy, gdy tylu ludzi jest bez pracy (po szesc osob na kazde otwarte miejsce), to i budzet Pentagonu tez powinien byc dokladnie zanalizowany (bo tam straszne kokosy robia prywatne firmy, ktore dostaja umowy bez przetargow). Dalsza lewica zauwazyla brak dostatecznych zebow w regulacji bankow, ale byc moze to kwestia przymusu mowienia w takich sytuacjach ogolnikami. Z tym, ze Obame teraz juz wszyscy, a nie tylko Republikanie, podejrzewaja o sklonnosc do pieknoslowia bez pokrycia. No a Republikanie, mimo wyciagnietej do nich reki, i sporych ustepstw wlasciwie sa teraz obstrukcjonistami, wiec krytykuja wlasciwie wszystko, a glownie, ze za malo trickle-down economics i ze niedostatecznie zmniejsza podatki dla najzamozniejszych, co by wszystko rozwiazalo. A naprawde to wszyscy czekaja, czy bedzie bardziej zdecydowany w dzialaniach.
Rysiu, to nie tylko okulary,
bo ja jestem jakims sensie blisko Bobika, uwazajac, ze ustawy powinny byc rowno traktujace wszystkich, bez dyskryminacji konkretnie jednej grupy.
To ja jeszcze jedno dołożę na “stary” temat, a potem się zamknę, uważając, że sprawę wyczerpałem.
Też bym sobie jak najbardziej życzył integracji i emancypacji muzułmanek, ale pomysł, że tego można dokonać przez zabronienie im noszenia zasłon wydaje mi się iluzoryczny. Te muzułmanki, które mają potrzebę odkwefienia się i wiedzą, że mogą w tej sprawie liczyć na pomoc - państwa, przyjaciół, jakiegoś kręgu wsparcia - zrobią to i tak, bez policyjnego dozoru. A te, które nie chcą, albo przestaną wychodzić z domu, albo pójdą na barykady (bo w obronie wiary i kobietom wolno).
Widywałem już muzułmanki dochodzące do zrzucenia chusty i zawsze działo się to wskutek silnej identyfikacji z krajem pobytu, z europejską kulturą i z poczuciem akceptacji przez otoczenie. Po prostu - trzeba mieć poczucie bezpieczeństwa, żeby podjąć taką decyzję. Czy to się da osiągnąć poprzez prawo odbierane przez muzułmanów jako antyislamskie?
A że nie każda muzułmanka marzy o zrzuceniu zasłon i że niekoniecznie jest to spowodowane presją rodziny i otoczenia, też jestem pewien. W pewnej znajomej, bardzo liberalnej muzułmańskiej rodzinie są dwie siostry, w podobnym wieku, z identycznymi życiorysami. I jedna nosi dekolty po pępek, dżinsy biodrówki, makijaż, obcasy i nie wyobraża sobie, żeby rodzice mogli jej wybrać męża, a druga jest zakutana w chusty, bez śladu makijażu, ze wzrokiem spuszczonym i absolutnie odmawia spotykania się z chłopakami. Ani jednej, ani drugiej nikt do niczego nie zmusza. Żadna nie jest ani wyróżniana, ani traktowana jak czarna owca. Rodzice są naprawdę tolerancyjni i dają im prawo wyboru. I żadna z tych dziewczyn nie wygląda na skrzywdzoną.
Doczytałam.
, świadomość. Dajmy sobie czas 
W szkołach, urzędach, wszystkim, co państwowe - stanowczo nie. To nie są miejsca do demonstrowania jakichkolwiek orientacji. Ulica, sklepy, pociągi itp., to strefa publiczna i zarazem, prywatna. Różnorodna, czy nam się to podoba, czy nie. Tu rażę i jestem rażona, wyglądem, sposobem zachowania, zapachem. Tu godzę się na innych, tak jak oni muszą się godzić na mnie.
Poza tym myślę, że tworzymy system naczyń połączonych i od bardzo niedawna mamy tego, jako taką
Czas na pewno tez moze pomoc, Haneczko, takze w widzeniu Innych jako wewnetrznie zroznicowanych, a nie monolitu.
Bobiku, historia siostr juz odnosi sie do troche innego zjawiska radykalizacji mlodych muzulmanow w diasporze (tez oczywiscie tylko niektorych), w porownaniu z pokoleniem ich rodzicow. Ale to juz bardzo dlugi temat polityczno-socjologiczno-psychologiczny. Zyciorysy i typ osobowosci u siostr, a co za tym idzie odpornosc na pewne idee nie musza byc w kazdym razie jednakowe, nawet jesli zostaly wychowane przez tych samych rodzicow, w tych samych warunkach. A istnieje i cos takiego, jak ciagla chec odrozniania sie od rodzenstwa (najlepiej to widac, gdy identyczne blizniaki sa wychowywane oddzielnie, bo wlasnie wtedy sa do siebie najbardziej podobne w drobnych preferencjach i w zyciowych wyborach). Juz nie odnoszac sie do kwestii religijno-politycznych, to jest cos, co fascynuje rodzicow nie-jedynakow - te wybujale bardzo rozne osobowosci, i ciagla interakcja miedzy nimi…
Przyznaję, że ja już zacząłem myśleć na inny temat, bo sam widziałem, że nowy wpis by się należał.
Sorry, ze odeszlam od stolika, ale sie tak wcoagnelam w podrzucony przez Monike kawalek z Diane Keaton ( ktora strasznie lubie i ktora dwukrotnie widzialam na zywo w teatrze w NYC) , ze z rozpedu obejrzalam caly fil, kawalek po kawalku (11 odcinkpw na YouTubie). W tym fragmencie o zatrudnianiu niani dla dziecka muzulmanka w czadorze nie umywa sie do mojej niezapomnianej Irmy Habib, ktora naprawde miala tylko cieniutka szparke na oczy! A jej angielski byl prawie nie istniejacy…
Dzieki, Moniko.
Dzieki tez za reakcje na Oredzie o Stanie Unii w kapsulce.
No, popatrz, demokraci tez kreca nosem.
Musze powiedziec, ze jak sie sluchja z oddali, to sie slucha bardziej prostodusznie - mnie sie tam wszystko rowno podobalo, bo i PB swieczke i diablu ogarek i kupa, mosci panowie.
A teraz wroce jednak na chwile do glownego watku - witaj, Haneczko w mojej partii!
Po pierwsze ja tez jestem za rownymi prawami dla wszystkich. I jesli inni pracownicy sluzby zdrowia, urzedow, szkol etc zechca zaslonic sobie twarz abynm jej nie mogla zobaczyc to tez powinni byc traktowani jak zakwefione muzulmanki.
Po drugie, jesli rzucisz okiem na moje wpisy, Piesku, to moze odnotujesz, ze ani narzu nie wspominalam o przymusowej asymilacji kogokolwiek. Nie wspomnialam tez tym razem ani slowa o emancypacji czyy tez prawah czlowieka muzulmanek. To jest wazny temat, ale ja NIE O TYM.
Tylko o tym, ze poprosze tez, ze przy calym ble ble szacunku do odmiennosci kulturowej poprosze o uszanowanie takze i naszej odmiennosci kulturowej, polegajacej na tym, ze wchodzimy w interakcje z ludzmi z odslonieta przylbica - to przeciez nawet w jezyku pozostalo. I tak bylo od setek lat. Mezczyzna wchodzacy do czyjegos domu zdejmuje nakrycie glowy - thrawback ze wczesnego Sredniowiecza, kiedy mogles dopstac w glowe obuchem, odslaniajac glowe, zdejmujac helm mowisz: wierze ci ze nie wyrzadzisz mi krzywdy. Wiem, ze twoim domu jestem bezpieczny.
Podobnie ze zdejmowaniem rekawiczki przy powitaniu - oto moja naga dlon, nie chowam w niej noza ani innego oreza.
Mysle, ze jest oblakane aby w XXI wieku godzic sie na to by nauczycielka w szkole, urzednioczka w ratuszu czy czy lekarka ukrywaly przed nami twarz. Jesli ukrywanie twarzy jest tak wazne, niech nie oczekuja, ze cala dotychczasowa kultura tego kraju zmieni sie po to jedynie, abysmy mogli wrocic do wczesnego sredniowoecza i zaakceptowac zwyczaje, z ktorymi rozstalismy sie pareset lat temu.
Pamietam jak po 7/7 i strasznych zamachach w Londynie sprzed pary lat musialam wsiasc do metra i pojechac do pracy. Jechalam na druga ppol. i pociag byl niemal pusty, podczas kiedy zawsze przedtem byl pelny pasazerow. W wagonie znajdowalo sie dwoch mezczyzn , wygladajacych azjatycko i jedna kobieta w czadorze. Nie balam sie tych chlopakow, choc nie spuszczalam ich z oczu, ale naprawde przetraszylam sie zakwefionej koboety. Nic na to nie poradze - siedzialam i sie trzeslam ze strachu. Walczyl we mnie ten potworny, potworny strach oraz “dobre wychowanie” - wydawalo mi sie, ze jesli wstane i zmienie wagon, bedzie to zbyt ostentacyjny gest odrzucenia. Dojeclam do pracy zlana potem . Ludzie tego dnia nie jezdzili metrem.
Heleno! Litości
Już nie wiem ile razy zaznaczałem, że cały czas nie mówię o sytuacjach zawodowych, bo w tychże też uważam, że wszelkie demonstrowanie przynależności religijnej jest nie na miejscu. I jak ktoś chce pracować, to się musi z tym pogodzić, koniec, kropka.

Ja o tym, że zakwefionej kobiecie ma się nie pozwolić jeździć autobusem czy metrem. To uważam za dyskryminację określonej grupy i zbyt daleko posuniętą ingerencję państwa. A lęk przed kobietami w burkach uważam za przesadny - ja go prawdę mówiąc, jeszcze nigdy w życiu nie odczułem, chociaż też zdarzało mi się znaleźć w okolicy, gdzie niedawno był jakiś zamach. Naprawdę bardziej boję się facetów z teczkami czy pakunkami, a jeszcze bardziej kilku łysoli z bejsbolami. I co w związku z tym? Z powodu moich osobistych lęków mam żądać zakazu golenia się na łyso?
Ja tez sie zupelnie nie boje kobiet w burkach, ale odczuwam ogromny smutek, gdy je widze (nawet jesli one go nie odczuwaja, co zreszta trudno stwierdzic). I jakies takie poczucie, ze “here for the grace of God go I” - przez przypadek urodzenia w zupelnie innym miejscu…
A gdzie ja sie upieralam przy zakazie jezdzenia? Przeciez tez mowilam ze z francuskimi propozycjami zgadzam sie w zasadzie, zas szczegoly sa do dyskusji. Mnie chodzi o to co my - w duzym miescie, gdzie zylismu z zamachami na codzien - odczuwamy na widok osoby w masce. Strach nie jest czyms z czym mozna dyskutowac. On jest responsem biologocznym. I on jest autentyczny.
Ja wsiadajac do metra po 7/7 nie wiedzialam nawet, ze sie bede bala. Ale sie balam jak diabli - kiedy zobaczylam kobiete z zaslonieta twarza. Moj strach jest tak samo valid jal jej potrzeba odesparowania sie ode mnie i innych ludzi.
Już miałem iść spać, ale temperament polemiczny mi nie daje.
Oczywiście, że strachy (wszelkie) mają wyraz fizjologiczny i nie da się z nimi dyskutować. Ale jednak są sposoby na ich przezwyciężanie. Ale nawet nie o to chodzi, tylko o to, że prawo ma służyć, teoretycznie przynajmniej, sprawiedliwości i skodyfikowaniu zasad współżycia społecznego, a nie terapii indywidualnych czy zbiorowych lęków. Bo jeżeli temu służy, to można dojść, niestety, do ustaw norymberskich.
A potrzeba odseparowania się przy pomocy burki jest tylko pewną interpretacją i niekoniecznie słuszną. Jest wysoce prawdopodobne, że ta rzekomo separująca się osoba, gdyby tylko miała pewność, że nie będzie w pobliżu żadnego faceta, który splamiłby ją grzesznym spojrzeniem, zrzuciłaby burkę i z przyjemnością wdała się w babską pogawędkę. Mnie się raczej wydaje, że dla kobiety, która latami chodziła zasłonięta, jest to tak naturalne, jak dla Europejek chodzenie w spódnicy lub w spodniach, a nie w samych gatkach. No i druga potrzeba prawdopodobnie realizowana przy pomocy burki - żarliwa religijność i przekonanie, że w ten sposób zarabia się jakieś punkty u Najwyższego Szefa.