czwartek, 28 styczeń 10 | Autor: Bobik

- Lubię Jamniki - oświadczył Bobik radośnie. - Z nimi się tak fajnie rozmawia. Pingpongowo.
- Pingpongowo? - zdziwiła się Labradorka. - Co przez to rozumiesz?
- No, to leci tak, że Jamnik mi szybkiego bonmota, a ja mu jeszcze szybszą aluzję. On zaraz odbija cytatem, to ja rymowanką. Ping-pong, ping-pong! A jak się jeszcze zejdzie kilku innych pingpongistów i wszyscy równolegle albo na krzyż odbijają, to zabawa jest, że boki zrywać!
- To dość ciekawy punkt widzenia - przyznała Labradorka. A jak się wobec tego rozmawia na przykład z Border Collies?
- Futbolowo. Kilka długich podań, jakieś usypiające czujność kręcenie się po środku pola, a potem nagły atak i - bum! Siedzi! I trzeba kontrę obmyślać. Ale na szczęście nie taką szybką, jak w pingpongu. Można sobie dać trochę czasu na zastanowienie.
- No dobra, a z Dobermanami?
- O, z nimi to pokerowo. Najważniejsze to zachować spokój i umieć blefować. A na przykład z Pitbullami - rozgadał się Bobik - rozmawia się zapasowo. Pitbull, jak zapaśnik, tylko usiłuje złapać, nie wypuścić i rzucić na deski. To właściwie nie są przyjemne rozmowy. Cały czas trzeba sapać i kombinować, jak się tu wywinąć. To już z dwojga złego wolę gadać ze Spanielami. To jest wprawdzie jak jakaś dość głupia gra, taka stoi różyczka w czerwonym wieńcu, ale przynajmniej się pies przy tym nie zmęczy.
Labradorka znudziła się już nieco tą wyliczanką i zaczęła spoglądać tęsknie w stronę kanapy, ale przypomniała sobie, że jeszcze o coś chciała zapytać.
- To znaczy… Ty uważasz, że każda rozmowa jest jakąś grą?
Bobik zastanowił się i obwieścił z miną zastępcy Einsteina:
- No, nie każda, ale mniej więcej co druga. Grą albo zabawą. Bo albo ktoś komuś chce udowodnić swoją wyższość, albo obie strony chcą mieć z tego jakąś przyjemność.
- A Foksterrier? Jak z nim rozmawiasz, to w co grasz?
Bobik zamilkł i zaczął tylną łapą drapać się za uchem. To było trudne pytanie i szukanie odpowiedzi na nie wcale nie sprawiało mu przyjemności. I jak na złość wpatrywanie się w sufit tym razem w ogóle nie chciało być pomocne. W końcu westchnął bezradnie i przyznał:
- Z Foksterrierem to chyba nikt nie wie, w co jest grane.
Labradorka nie miała zamiaru zaprzeczać. Bobik poczuł się trochę głupio, bo przypadek Foksterriera zdawał się przeczyć tak sprytnie wymyślonej teorii. Ale zaraz poweselał, mrugnął do Labradorki i stwierdził:
- Wiesz co? Z Foksterrierem rzeczywiście nie da się ani grać, ani bawić. Ale musisz przyznać, że rozmawianie o nim, chociaż nie zawsze przyjemne, potrafi jednak czasem być szalenie zabawne.

Możesz śledzić komentarze do tego wpisu, korzystając z RSS 2.0
Możesz dodać komentarz, albo dać trackback z twojej strony.
Jeśli chcesz dodać odnośnik do komentarza, wykopiuj jego link, klikając (prawym przyciskiem myszy)
na datę komentarza.

465 komentarzy

  1. Z seterem można pogadać o trendach, z bokserem - uważać na lewy sierpowy, z bobtailem, komondorem i puli - zabawić w ciuciubabkę, ze spanielem pogadać o Cockerze, z ogarem pójść do lasu, afgana wystawić do wiatru, z pudlem… Z żadnym psem nie będzie nudno :cool:

  2. No, prosze. A ja wciaz odbijam pileczke pod poprzednim wpisem. :roll:

  3. Ale Cie tam doczytalam, Heleno, razem z Bobikiem. :-) Diane Keaton tez bardzo lubie. A z tym oredziem, to mnie sie wydaje, ze w ponad tydzien po Szoku w Massachusetts dalej wsrod demokratow szuka sie linii, ktora jakos by zagospodarowala strach i gniew wyborcow, ktorzy wlasciwie przez wszystkie partie czuja sie nieco opuszczeni w obliczu rosnacego bezrobocia (a siatka socjalna zostala w duzej mierze zdemontowana dawno temu). Wiec tutejsze reakcje to wina ogolnie panujacego nastroju. I jeszcze zima wszyscy sa bardziej depresyjni.

    A teraz znikam odbijac pileczke kulinarna. ;-)

  4. Ach, z pudlem… Jedną z moich ulubionych zabaw jest szarpanie na strzępy pudeł, w których Starzy przynoszą zakupy. :-)
    Jest to równocześnie działalność bardzo pożyteczna, bo starannie zebrane strzępy są znakomite na rozpałkę.
    Przy psie to i Koza się pożywi. :D

  5. cieplo,tylko 0°,wczorajszy snieg plynie

    juz piatek dla lubiacych dwa wolne dni

    brykam,odwaznie bez pierzyny :) :D

  6. rzeczywiscie Foksiu jak chce bywa zabawny do lez

    ale tylko jak chce

    do zabawy Foksiu :)

  7. A co z ratlerkami?

  8. bo foksterrier to szczwany lis…

  9. Dzień dobry. :-) Druga zmiana przyszła. :D
    Do rozmów z ratlerkami muszę, niestety, używać stoperów. One mają bardzo wysokie C, które nawet bębenek potrafi roznieść w drebiezgi. ;)

    Jak ktoś ma na zbyciu bułę z szynką, to reflektuję. :-)

  10. Nie radzę bawić się w chowanego z chihuahuą. Bardzo jednostronna zabawa :roll:

  11. Buły z szynką nie mam. Chrupki chlebek Wasa mam. Żytni. Może być?

  12. Miałam, ale zjadłam.

  13. mam bułę z pieczenią, ale całej nie oddam!

  14. Dobra, to ten chlebek wasa teroz bedzie nasa, fomie zostawię bułę, a nawet z, tylko pieczeń porwę pod nieuwagę i kwestia śniadania będzie załatwiona. :-)
    Sprawdzę tylko, czy się jakiś chihuahua między kromki nie wkręcił. ;)

  15. Chihuahua między kromkami to nie taki zły pomysł. Chrupałby.

  16. Może sobie chrupać, byle nie tupał. :-)

  17. Chihuahua is not a dog, is a lunch

  18. W rzeczy samej :D

  19. 8O :lol:

  20. No i Bobik na sniadanie coś uciułał…

  21. Bobik Wieczny Ciułacz… :roll:

  22. Jakże smętny los ciułaczy
    w śniadaniowej porze,
    gdy uprawiać trza w rozpaczy
    orkę na ugorze.

    Kiedy przed oczyma duszy
    befsztyk i te rzeczy,
    a tu pospolitość kruszy
    marzeń spiż i skrzeczy.

    Tak by chciało się wyżebrać
    chateaubrianda kawał,
    fłagras wrzucić popod żebra,
    ryzykując zawał,

    do turneda się przystawić,
    choć jeszcze w szlafmycy,
    nos ucieszyć, ząb zabawić
    potrawką z grasicy…

    Ach, gdzież sny me? Wokół jawa
    podła i nieczuła,
    marny wic - duchowa strawa
    i z kiełbasą buła. :cry:

  23. Tragiczny rozziew miedzy tym, co jest a tym, co byc mogloby, Bobiku. :lol:

    Tutaj takze - tyle, ze tragiczne pomylki zostaja na stale (z bledem w slowie “tragedia”), podczas gdy Twoja sytuacja moze jednak ulec zmianie… ;-)

    http://www.huffingtonpost.com/2010/01/28/misspelled-tattoos-perman_n_439993.html?slidenumber=YAC8X0Vlreo%3D&&&&&&&&&&&&&

    Zreszta kielbasa z sucha bula nie jest znow tak zla - to po lekturze nowej ksiazki Barbary Ehrenreich na temat niebezpieczenstw pozytywnego myslenia. Po ponad dwustu stronach odginania sie z hurra-optymizmu w rzeska i niczym niezamacona ponurosc, jakos dziwnie optymistycznie sie poczulam. Moze zanurzanie sie w negatywizm i czarne mysli przeksztalci sie wkrotce w nowa metode terapeutyczna, wedlug zasady “fight fire with fire”? ;-)

  24. Kot Mordechaj  29 styczeń 10,   15:59

    Osobiscie zawsze marzylem, zeby miec wytatulowane pod ogonem “Sweet pee”.
    Chyba poprosze Stara by zafundowala mi taki tatularz na nastepne urodziny. :twisted:

  25. O, rzeczywiście, jaka piękna takastrofa, przepraszam, tradgedia! :lol:
    Hurrapozytywne myślenie nigdy mnie nie przekonywało, czemu już tu kilka razy dawałem wyraz. Istota ludzka smutna jest z natury… itd. Owszem, w pewnych sytuacjach pomyśleć pozytywnie nie jest źle, ale wiele z “pozytywistycznych” terapii przegina i usiłuje zbanować z życia wszelkie myśli czy uczucia, które nie są hurra. Wpędzając przy tym nieszczęśnika, który takiej terapii się poddał, w jeszcze gorsze poczucie winy i nieudacznictwa, kiedy myśli już niby pozytywnie, a dalej mu wszystko nie wychodzi i w drewnianym kościele cegła na łeb leci.
    A poza tym - kto nigdy w życiu nie zaznał delektowania się swoim rozdzierającym smutkiem, dzięki któremu jest się Innym Od Wszystkich, ten chyba nigdy nie był nastolatkiem/-ką. :cool:

  26. Mordko, nigdy nie jest za pozno. To tylko sprawa skutecznosci Twoich srodkow perswazji… ;-)

    Ja sie tez z Toba, Bobiku, i Ehrenreich, w duzej mierze zgadzam, nie tylko co do niebezpieczenstw pozytywnych terapii, ktore potrafia glebiej wpedzac nieszczesnikow w depresje, ale i co do sprawy, ktorej ona sporo miejsca poswieca - wplywu hurraoptymizmu na decyzje ekonomiczne, od indywidualnego wpadania w dlugi, ktorych nie sposob potem splacic do zabawy w kasyno w bankach (slynne credit default swaps mialy usunac tradycyjne ryzyko, i omal nie zatopily nas wszystkich). Z tym, ze jednak zycie to jednak mieszanka (czesto w roznych proporcjach, w zaleznosci od czasu, miejsca i osoby), a po wyjsciu z werteryzmu i Innosci od Wszystkich niezle jest praktykowac zdrowy realizm, bo z kolei tarzanie sie w zupelnej beznadziei, o ile sie nie jest nastolatkiem lub w stanie depresji klinicznej, jest jednak dosc monotonne, i niebezpieczne wzmacnia postawe “Why bother?”.

    (A poza tym Ehrenreich swietnie opisuje optymizm u evangelical Christians: swiat jest z gruntu zepsuty, ale my mamy gwarantowany sposob na to, zeby to przezwyciezyc - co jest interesujaca gra przeciwnosci. Duzo z tego mozna zreszta odniesc do Pesymisto-Optymistow Torunskich.)

  27. Kot Mordechaj  29 styczeń 10,   17:13

    Jakby ktos chcial skorzystac z mojej terapii hurra-pesymistycznej, to jeszcze do konca miesiaca ma 15% znizki.
    Prowadze takze wysylkowa sprzedaz moich ksiazek:
    “Kto mi, kurcze, wyzlopal do polowy wody z miski?”
    oraz:
    “Najlepsze potrawy na bol duszy”

  28. Wiecie co, no załamałam sie po prostu. Co za cholerny kraj! Zrobiłyśmy z Zosią przed domem bałwana. Dużego, pięknego bałwana, większego od Zosi o dwie głowy, z nosem z marchewki, oczkami i guzikami z orzechów. Postawiłyśmy w takim miejscu, żeby Zosia widziała go przez okno. Zdążyłyśmy przyjść do domu, zjeść obiad i bałwana nie ma. Ukradli. No żesz, @#$%^&*&^%$#!!! Żeby bałwana ukraść??? !!! Fajną lekcję o otaczającym ją świecie dzisiaj Zosia dostała :(

  29. Mordko, jesteś pewien, że tej drugiej książki nie napisałeś do spółki ze mną? :roll:

  30. Bałwana ukradli? 8O
    Rzadko mi się zdarza zaniemówić, ale chyba właśnie zaszedł ten przypadek. 8O

  31. Mnie też zatkało. Wyjrzałyśmy przez okno, bo Zosia chciała pomachać bałwanowi i szok. Śladu po nim nie ma 8O

  32. Kot Mordechaj  29 styczeń 10,   17:41

    Wszystko Ci sie Bobik pomieszalo. Razem tosmy napisali dzielo “Wodka i papierosy w procesie wychdozenia z najglebszych dolow psychicznych - badania terenowe”

    Mnie tez ta kradziez balwana zdumiala. Do czego moze byc komus potrzebny balwan?

  33. Może to jakieś żądne bałwana dziecka zrobiły? Też niefajnie, ale jednak łatwiej usprawiedliwić. Może sobie pomyślały: ktoś go ulepił, poszedł i już o niego nie dba, to go weźmiemy do siebie. Nie wiedząc, że Zosia chciała mu jeszcze pomachać.

  34. Do PR na przykład. Może ktoś chciał się przed żoną pochwalić, jak to się rewelacyjnie z dzieckiem na spacerze bawił …

  35. To był jakiś zając z wiewiórką w zmowie :cool:

  36. Kot Mordechaj  29 styczeń 10,   17:49

    Daleko nie moglo go zlodzieje zawlec. Przeszedl bym sie po dzielnicy :evil:

  37. Albo krecik

  38. Naprawdę, Mordko? Chyba faktycznie mam jakieś zaniki myślowe. 8O
    A nie wiesz przypadkiem, z kim napisałem “Negative Thinking. How To Enjoy Your Life After Midnight”?

  39. To trzeba sobie było samodzielnie ulepić. Poza tym, zabranie takiego dużego bałwana wymagało jednak jakiegoś ekwipunku w postaci sanek albo pracy zespołowej, żeby przetoczyć te trzy wielkie śnieżne kule. No i teraz tłumacz dziecku, dlaczego ktoś zamiast sobie zrobić swojego bałwana, zabrał coś, co ona z takim wysiłkiem i zaangażowaniem robiła.
    Ale to dzielna dziewczynka. Nie z tych, co usiądą i w ryk. Właśnie wymyśliła, co powie złodziejowi, jak go spotka, przećwiczyła to dwa razy, a teraz konstruuje pułapkę na złodzieja :)

  40. Gdyby się przydała jeszcze jedna pułapka, to specjalnie dla Zosi znalazłem odpowiednią. :-)

    Na złodzieja najlepsza pułapka,
    to podobno z grysiku jest papka.
    Taki złodziej się cicho podkrada,
    a tu papka buch! Na łeb mu spada,
    w nos się wpycha i uszy zalepia,
    włosów śliską ohydą się czepia,
    a jak jeszcze do ust się dostanie,
    nie pomoże płacz, zębów zgrzytanie,
    wycie, plucie, jęk i bicie w dzwony -
    złodziej wpadł i już jest załatwiony! :D

  41. Moze Bobiku napisales to “Negative Thinking” z tym samym wspolautorem, co “Memory Lapses and Collapses. The Bracing Power of Bad”? ;-)

    Kradziez balwana Zosi zadziwiajaca, i chyba rzeczywiscie z premedytacja, jesli tak szybko i bez sladu. :shock: A przy okazji, kradziez jednak sprzyja inwencji: najpierw zlodzieje musieli wymyslisc sprytny sposob, teraz Zosia wymysla na nich pulapki. Kapitalizm w dzialaniu. ;-) Musze przyznac, ze moja Zosia jest raczej spokojna posiadaczka balwana, ale za to wymysla sposoby, jak przy pomocy zapalonej swieczki robic na nim ciekawe wzorki.

  42. Kot Mordechaj  29 styczeń 10,   18:23

    Mogly to byc jakies biedne dzieci z patologicznej rodziny, ktorym nigdy nikt nie pokazal jak sie lepi balwana. Myslaly, ze Balwan juz nie jest nikomu potrzebny i postawily go przed swoim oknem. I teraz patrza i sie strasznie ceisza, ze maja takiego pieknego balwana.
    Mysle, ze tak bylo. Powiedz, Vesper, Zosi

  43. Vesper,
    sprawdziłaś czy nie ma śladów morderstwa? 8O W dzisiejszych czasach można zginąć nie tylko przez kilka marnych orzechów :(

  44. Może to jakaś sekta zwalczająca bałwochwalców :roll:

  45. Mordko, Tiny Tim ukradl balwanka i cieszy sie nim w nieogrzanej izbie, jednoczesnie cierpiac na ataki suchotniczego kaszlu i odwracajac wzrok od ojca-alkoholika, udrapowanego gdzies pod stolem, na ktorym zreszta nie ma zadnej strawy, tylko dogasajacy ogarek? :shock:

  46. Kot Mordechaj  29 styczeń 10,   18:55

    Dokladnie taki obraz widze oczyma duszy, Moniko. W kacie cichitko gasnie malpka kataryniarza - ta z Sans Famille.

  47. Bobik 18:08 pelen wypas :)

  48. vesper i Zosia,przepraszam i prosze o wybaczenie ale to

    zlodziejstwo (i do tego tutaj komentarze) to jak z Mrozka i

    ja :oops: :oops: :oops: obsmialem sie do lez

  49. Potega tych samych obrazow, Mordko, odpowiednio wczesnie poznanych w dziecinstwie. Moze jeszcze zapach szarego mydla, po czasach, gdy starsza siostra starala sie dorabiac praniem, ale nic z tego nie wyszlo i stoczyla sie na dno…

  50. okiem wyobrazni widze dzieci (bez czapki i rekawiczek)

    z patalogicznej rodziny ladujacych balwana Zosi na stare

    poobijane sanki,najpierw dyskretne patrzac w kierunki kazde

    wgryzaja sie w marchewke,a chwilke po lupia wydlubane

    orzechy,slinka leci i ciagna z mozolem sanki z kalekim

    balwanem pod okna patologicznych rodzicow

    :? 8-O :oops:

    oczywiscie Mordechaj ma racje,dzieci chcialy po przyjacielsku zaopiekowac sie samotnie stojacym balwanem

  51. Moniko :lol: (kara za dorabianie na “czarno”)

  52. vesper,dla Twojej Zosi balwan z berlinskiego sniegu tez z

    marchewka :D

    http://farm3.static.flickr.com/2775/4266387018_0d7197a2cb_o.jpg

    :D

  53. Ależ proszę, Rysiu. Śmiej się do woli :) Gdyby nie złość i smutek na buzi mojego dziecka, to sama bym się obśmiała do łez. Bo kradzież bałwana w zimie jest śmieszna do n-tej potęgi i rzeczywiście jak żywcem z Mrożka :)

  54. Ponieważ nie wiem, gdzie ten wierszyk ma szansę dotrzeć do osoby, dla której w największym stopniu jest przeznaczony, wrzucam w dwóch miejscach i mam nadzieję, że chociaż w jednym z nich zostanie odebrany

    Poruszać się wśród ludzi trzeba trochę umieć,
    jak nie wiesz jak, to łatwo zostać dla nich durniem.
    Przez delikatność mogą ci nie wytknąć błędu,
    lecz dłuższy czas pochodzisz z zawstydzoną gębą

    Nabroić łatwo, trudniej błędy ponaprawiać,
    nie wchodzi w grę tchórzostwo zwykłe czyli nawiać,
    cierp ciało, jakeś chciało tak durnej zabawy,
    zaznaj internetowej, szerokiej niesławy…

    więc bardzo prosić wszystkich chcę o wybaczenie,
    szczególnie tę, której imienia nie wymienię,
    i proszę: uwierz, że to nie jest żadna sztuczka,
    że to solidna dla mnie na przyszłość nauczka…

    Nauki nigdy nie dość, zatem znikam,
    słysząc jak cholernie głośno zegar tyka…

  55. The quality of mercy is not strain’d,
    It droppeth as the gentle rain from heaven
    Upon the place beneath. It is twice blest:
    It blesseth him that gives and him that takes.

    (Kupiec wenecki, Akt IV, sc,1)

  56. Piesku, kompletnie zakalapuckalam sie w poczekalni, bo nie potrafie poprawnie napisac wlasnego imienia :oops:

  57. Heleno, dobrze, ze to nie byl tatuaz… ;-)

    A gry i zabawy jezykowe poprzez internet potrafia byc szczegolnie najezone pulapkami… Wtedy nagle moze sie okazac, ze zaczelo sie rozmowe z sympatycznym jamnikiem, a konczy sie ja z rotweilerem (choc i rotweilery bywaja rozne, o czym tu juz kiedys pisalam; znalam jednego niezwykle lagodnego, zyjacego spokojnie pod fortepianem jednej z moich ciotek, ktorymi natura hojnie mnie obdarzyla). ;-)

  58. Tak, Moniko, bylby straszny obciach :lol: :lol: :lol:

  59. No widzisz, jednak internet bardziej litosciwy - jednak mozna porawic, usunac… :lol:

  60. Ano wlasnie: poprawic. ;-)

  61. Heleno, ten cytyt z Willa to jeden z moich ulubionych. Bardzo prawdziwy. :-)

    Pułapki rozmów (nie tylko w sieci) faktycznie polegają często na tym, że rzadko kto jest tak czysto rasowy. A ja, jako zatwardziały kundel, dobrze wiem, że chociaż na ogół wyłazi ze mnie puli, to nigdy nie ma gwarancji, że kawałek pudla, terriera czy pitbulla się nie ujawni. I za kogo mnie wtedy należy brać? Za pitbulla? Kiedy przecież ja jestem takim łagodnym, wesołym pieskiem. ;)
    Ale tak naprawdę dobrze wiem, że nie jestem ani tym, ani tym. Jestem raczej, jak każdy, takim pudełkiem czekoladek - nigdy nie wiadomo, co akurat będzie jedzone. :-)

  62. Tak, Szekspir w sprawach przebaczania niedoscigniony (nie mowiac o wierszu)… :-) Czy mysmy z Helena juz kiedys tego nie wyciagaly razem w zwiazku z zalozeniem Partii Krwawiacych Serc? ;-)

    A pulapki sieciowe sa jednak troche inne niz w realu, abstrahujac juz od tego, ze kazdy jest jakas mieszanka. To jest jednak zwiazane z oddaleniem fizycznym, i niemoznoscia odczytywania na przyklad wyrazu twarzy, mowy ciala, no i samej realnosci wspolrozmowcy. No, a dodatkowe pulapki czasem czyhaja na tych, ktorzy maja szczegolna latwosc pisania, zwlaszcza creative writing, bo mozna zanadto zanurzyc sie w tworzona przez siebie fikcje. Tymczasem, choc gra sie fikcja, to jednak z prawdziwymi ludzmi za ekranami komputerow, z ktorych odczytuja skierowane do siebie slowa. I to tez jest mieszanka, w ktorej latwo sie nawet najbardziej doswiadczonym pogubic…

    (A tym jak roznie ludzie wchodza w bezposrednie interakcje i w interakcje poprzez komputer, to ciekawe doswiadczenie zrobili psychologowie zajmujacy sie ekonomia. Chodzilo o bardzo prosta sytuacje, zwana “ultimatum game”. A ma 10 dolarow, i ma za zadanie podzielic sie nimi w jaki chce sposob z B, ale pod warunkiem, ze B przyjmie jego oferte. Jesli B oferte odrzuci, jako niewystarczajaca, to i A, i B nic z kwoty 10 dolarow nie dostana. Eksperyment powtarzano wiele razy, i zawsze wychodzilo, ze w przewazajacej wiekszosci A oferowal B kwote, ktora B uznawal za warta przyjecia - zwykle w okolicach 5 dolarow, czasem nieco mniej, ale niewiele. Jedynymi osobami, ktore w te gre przewidywania uczuc i oczekiwan drugiej strony nie umialy grac byly osoby z Aspergerem (zadawaly pytanie typu: “czemu B nie przyjal mojej oferty, przeciez 10 centow to lepiej niz nic?”). Sytuacja zmieniala sie, gdy oferty skladano przez internet. Wtedy bylo duzo wiecej odrzuconych ofert, wlasnie dlatego, ze nie widzac osoby z ktora prowadzilo sie te gre/zabawe, osoby w grupie A duzo czesciej zle przewidywaly reakcje osob z grupy B. Jednym slowem - gdy porozumiewamy sie niebezposrednio, to sam sposob porozumiewania zwieksza niebezpieczenstwo, ze bedziemy sie zachowywac jak osoby z chwilowym Aspergerem.)

  63. Tak, oczywiście, w sieci ma się wiele mniej danych, bo przecież kufy nie potrafią zastąpić całej mimiki, tonu głosu, itp. A również to, że reakcja na to, co się pisze, jest zawsze odłożona w czasie, nie ułatwia sprawy. Bo na żywo pod wpływem reakcji, choć tylko podświadomie łapanych, następuje seria kolejnych modyfikacji w rozmowie i wzajemne dopasowanie się rozmówców.
    No, po prostu wtedy, kiedy natura neurony lustrzane wymyślała, sieci jeszcze nie było. ;)

  64. Strasznie ciekawy eksperyment.
    Zastanawialam sie wlasnie do jakiej sumy bym sama odrzucila. Chyba od zadnej, ale co bym myslala, to moje…
    Wiem, ze sama bym podzielila sprawiedliwie po rownu. A moja mama oddalaby dzieweic dolarow. Nie bylabym zadowolona obserwujac to z boku… :lol:
    A w sprawie przebaczania - nigdy nie mialam z tym problemu, jak druga strona okazala skruche. Ale jak nie okazala, no …. latami potrafie to hodowac w sercu, noca sie obudzic i rozmyslac o krzywdzie, zwlaszcza noca … :lol: :oops: :lol: :roll: .

  65. Robię dygresję, bo mnie coś rozbawiło, więc co się nie mam podzielić. Hillary chyba pierwszy raz w życiu robiła za Kopciuszka. I akurat Sarko wystąpił jako książę… :lol:

  66. A w Berlinie skandal w związku z odkrytymi wieloma przypadkami pedofilii w szkole jezuickiej. 8O

  67. No, nie calkiem jak ksiaze. Bo podobno byl “zaskoczony”. Powienien byl ukleknac i wlozyc jej prawego buta,
    Ja tez czesto wychodze z buta na obcasie na schodach, wiec rozumiem Frau Clinton

  68. JEZUITOW?????? Ja myslalam, ze oni tylko z nosem w ksiazkach :shock:

  69. Wygląda na to, że w siedemdziesiątych i osiemdziesiątych latach jezuici, przynajmniej w tej szkole, wtykali nosy całkiem gdzie indziej. :roll:

  70. Hmmmm, to ciekawe, jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło wyjść z buta na schodach. Widocznie nie mam genu Kopciuszka.

    Co do przebaczania … Bez uciekania się do górnolotnych stwierdzeń powiem, że dąsanie się wymaga konsekwencji dużo większej niż moja własna, więc nie uprawiam tej trudnej, żmudnej i nudnej sztuki. To było tak trochę a propos zeenowego wierszyka ;)

  71. Moze wszystkie te ujawniane dzos skanadale przyspiesza zniesienie wreszcie celibatu w kosciele katolickim. Bo nie da sie tego utrzymac przy dzisiejszej gotowosci do ujawniania takich tajemnioc. .
    Ale pewnie stanie sie to dopieroi jak Ratzinger odejdzie.

  72. Oh, good! :lol:

  73. Myślę, że KK prędzej odpuści z antykoncepcji, seksu przedmałżeńskiego i innych ciekawych teorii o drogach i bezdrożach, niż zniesie celibat. Za duży majątek jest stawką w tej sprawie. Przecież żony i dzieci księży nie mogłby być wyjęte spod prawa i nie móc dziedziczyć, nie mieć prawa do alimentów itp. Może jestem człowiekiem małej wiary, ale nie wierzę, by jedynie Pancerny Kardynał stał tem na przeszkodzie. Chodzi tu raczej o status quo całej instytucji.

  74. Ale przecież różne chrześcijańskie kościoły niekatolickie jakoś sobie z tym problemem radzą. Czy nie mógłby również KK skorzystać z tych wzorców i…
    Oj, sorry, znowu mi się na wishfulthinkizm zebrało. :roll:

  75. Inne chrześcijańskie kościoły nie zgromadziły na przestrzeni wieków takiego majątku. Siedem razy się zastanowią, zanim pozwolą, żeby choć część z tego uległa roztrwonieniu.

  76. Ale to jest jakos rozwiazywane w innych kosciolach chrzescijanskich - protestanckicj i prawoslawnych.
    Oczywoscie nalezy sie pogodzivc wtedy ze skromnjeszym finansowo zyciem niz w przypadku duchowienstwa katolickiego.Anglikanie dostaja glodowe emerytury, zony maja zazwyczaj za duzo obowaizkow parafialnych aby moc normalnie wypracowac sobie wlasna emeryture. Czasami miewaja jakies pol etatu, ale caly etat jest wlasciwie nie do pomyslenia. Podobnie u zon rabinow. Obowiazki parafioalne sa liczne i tego oczekuja wierni, jej calkowitego zaangazowania w sprawy parafii czy kongregacji.

  77. MInelam sie z Bobikiem.

  78. A jeszcze do wybaczania. Jak się zastanowiłem nad swoim własnym modelem, to częściowo mam podobnie do Heleny - jeśli ktoś wykaże skruchę, to wybaczanie mi przychodzi bardzo łatwo. Ale jak nie wykaże, to szkoda mi życia i nerwów na przeżywanie i rozstrząsanie tego. Raczej staram się machnąć ręką albo wyprzeć. ;)
    Niemniej jednak muszę przyznać, że nie mam pojęcia, jak by to było, gdybym miał komuś do wybaczenia jakiś czyn o skutkach nieodwracalnych, np. spowodowanie śmierci czy kalectwa, zwłaszcza jeśli chodziłoby o moich bliskich. Po prostu nie wiem, czy bym był w stanie. Co nie znaczy, że chciałbym się mścić, bo taka potrzeba nader rzadko ma do mnie dostęp, a jeżeli, to raczej w wymiarze żartobliwym, jeżeli “zemsta” byłaby zabawna. Ale wybaczenie… No, nie wiem.

  79. To jest właśnie sedno sprawy, Heleno, że trzeba by się było pogodzić z obniżeniem statusu finansowego. Ale tu nawet nie chodzi o mniejszą czy większą zamożność poszczególnych duchownych, bo sama znam takch, którzy żyją wyjątkowo skromnie, majątków nie gromadzą i z trudem wiążą koniec z końcem. Podejrzewałabym raczej, że chodzi o kapitał zgromadzony przez całą instytucję.

  80. W tej instytucji są równi i równiejsi i podejrzewam, że to właśnie ci równiejsi, którzy z bogactwa instytucji profitują, będą status quo bronić zębami i pazurami.

  81. To ja mam podobnie do Bobika. Szczere “przepraszam” właściwie wystarcza. Jak tego “przepraszam” nie usłyszę, to po jakimś czasie też macham ręką, wychodząc z założenia, że są większe problemy. Ale to chyba nie dlatego, że jestem wyjątkowo wielkoduszna. Wręcz przeciwnie. Jestem po prostu przekonana, że u każdego człowieka tkwi w duszy i umyśle coś brzydkiego, co po prostu czasem wyłazi na wierzch. Stąd brak rozczarowań. A kiedy brak rozczarowań, to i wybaczenie przychodzi łatwiej.

  82. Właściwie żeby nie wybaczyć nawet w obliczu skruchy, trzeba mieć jakieś nierealistycznie dobre mniemanie o sobie samym. Przekonanie, że mnie - skądże, nigdy żadna wpadka nie może się zdarzyć, żadne łajdactwo, żaden błąd. Bo przecież jeżeli samemu sobie przyznaje się prawo do wpadek i ma nadzieję, że będą wybaczone, to trzeba takie samo prawo przyznać i innym.

  83. Amen, Bobiku. Święte słowa.

  84. Vesper, a jak wyglądała gotowa pułapka na złodzieja bałwanów? :-)

  85. No, ja nawet probowalam nauczyc sie tego “machnac reka”, madre ksiazki czytalam, ale przyznaje, ze ze slabym skutkiem. Nad czym ubolewam, bo wiem ze z pewnoscia oszczedzilabym sobie mase nieprzespanych nocy. Ale mi to nie wychodzi i musi duzo lat minac, abym prawdziwie wybaczyka, pzreszla do porzadku dziennego.
    Brooding - bardzo nieprzyjemna cecha.

  86. Bardzo nieprzyjemna przede wszystkim dla tego, kto ją posiada. Bo przecież winowajcy, który nie wykazuje skruchy, jest zapewne doskonale obojętne, że jego ofiara sama siebie niszczy. :-(

  87. Trudno to opisać. Kluczową rolę w całej tej konstrukcji miała odegrać latarka, tamburyn oraz drewniana żaba, która jest jednocześnie jakimś instrumentem perkusyjnym, przywiezonym przez znajomego z Maroka. Potem niezbędne okazały się klucze nasadowe z warszatu taty, więc trzeba było z tatą ponegocjować, żeby zechciał pożyczyć . Potem Zosia wyjęła kółka z samochodów lego za pomocą lego narzędzia, a następnie zaczęła coś majstrowac przy kolumnach, więc postanowiłam przerwac proceder, serwując kolację. Ale Zosia odgraża się, że jutro wróci do sprawy :)

  88. No, wlasnie. Dlatego kupowalam wszystkie te ksiazki…

  89. Tak, nieprzyjemna cecha. Posiadam ją, ale w trochę perwersyjnej odmianie. O ile potrafię machnąć ręką na to, co ktoś zrobił, to sobie samej za Chiny Ludowe nie potrafię wybaczyć czegokolwiek. I rozdrapuję po tysiąckroć, chłoszczę się poczuciem winy i samoocena osiąga zero absolutne. A Zły za uchem siedzi i mówi “widzisz, widzisz, wiedziałem, że jesteś beznadziejna, teraz sie potwierdziło, widzisz, widzisz” I tak w koło Macieju przez lata całe z powodu jakiejś pierdoły.

  90. Te dwie małe Zosie, Vesper i Moniki, naprawdę mają ze sobą dużo wspólnego. :lol:
    Szkoda, że Salvador Dali już nie żyje, bo po ostatecznym skończeniu pułapki warto by go było zatrudnić do jej sportretowania. :D

  91. Maszyna wieloowadowa do tej pory stoi :)

  92. Sobie samemu rzeczywiście często nawet trudniej wybaczyć niż innym. Ale mogę przysiąc na własny ogon, że chociaż trochę da się tego nauczyć. :-)

  93. Oczywoscie, kiedy jestesmy skrzywdzeni, to najgorsze staje sie poczucie wlasnej winy. Bo zostalismy pomniejszeni we wlasnych oczach. I podzwignac sie z tego, bez uwierzytelnienia naszej krzywdy ze strony krzywdzacegoi, jest bardzi trudne. Stad wieloletnie brooding.
    Ja tez po nocach nie rozstrzasam metod zemsty, tylko sie drecze nad soba - jak moglam pozwolic na to czy tamto?

    .

  94. O! Znowu sie rozminelam z Bobikiem!

  95. Heleno, stuff happens… I choc zgadzam sie z Toba, ze trzeba sie przyjrzec czasem swojej roli, zeby sytuacje sie nie powtarzaly (i szerzej - dynamice sytuacji) - to jednak zawsze: stuff happens. Przemysl, a potem daj temu odejsc, odplynac, jak misie-patysie na wodzie…

    A z tym poczuciem winy, to troche nasze juedo-chrzescijanskie korzenie odzywaja sie jak nozyce na stole. Nie wszyscy sa na szczescie tym obciazeni, no i dobrze. Obserwowalam to z bardzo bliska u tesciow, i widze to u meza i jego kuzynow, i u mojej japonskiej, buddyjskiej przyjaciolki.

    Zas co do Zos, to prawda, Bobiku, ze moja i Vesper bardzo podobne, czlonkinie tej samej Akademii Zos-Samos :-D (z tym, ze moja po tatusiu ma dodatkowo sklonnosci zdecydowanie piromanskie, niestety). ;-) Ale dzis uratowalam mielone przed kolejnym eksperymentem solnym (do tego trzeba ogromnej czujnosci). :roll: Zostawiam czesc dla Krolika, w zwyklym zestawie, bo mi go tu wieczorami brak, i wiem, ze nie mnie jednej…

  96. Nie wie ktoś przypadkiem, czego potrzebuję z jutrzejszego targu? Najchętniej bym zrobił teraz listę zakupów i miał z głowy. :-)

  97. Ludzka psychika jest niesamowicie ciekawa. Z jednej strony sobie trudniej wybaczyć, siebie łatwiej pognebić, a z drugiej, jeśli nie wybaczymy sobie, to innym tym bardziej … Kilka moich koleżanek własnie się porozwodziło z mężami. We wszystkich przypadkach panowie nagle stwierdzili, że żona i małe dziecko jednak nie odpowiada ich wizji osobistego szczęścia. Te kobiety, które potrafiły uznac swój udział w tej klęsce, przy czym nie chodzi o winę, tylko o współoodpowiedzialność, zdecydowanie szybciej się otrząsnęły. Te, które żyją z poczuciem, że sytuacja jest czarno-biała, bez półcieni, a one same w najmniejszym stopniu nie przyczyniły się do fiaska ich małżeństwa, choćby przez szeroko pojęte pobłażanie, tym jest zdecydowanie trudniej. Statystycznie ułożyło sie to mniej więcej po równo. Połowa przyjęła postawę współoodpowiedzialności i jakoś żyje dalej, połowa napędza się poczuciem krzywdy i tkwi w miejscu.

  98. Ja sama, Bobik, zakupilam wlasnie naprzeciwko przemyslowe ilosci baklazanow (nie odnotowalam gdzie sa one teraz w sezonie) i wszelkich niezbednych dodatkow do nich i zamierzam jutro robic kawior baklazanowy w luksusowej wersji mojej matki - dla mnie i E. Zawsze mi sie wydaje, ze starczy nam na dwa-trzy dni i nigdy nam nie wychodzi. :oops:

  99. Zosie samosie to ciekawy gatunek :) Moja Zosia, w przeciwieństwie do Monikowej Zosi, nie przejawia szczególnego zaiteresowania kulinariami. O ile Monika wie, że musi być czujna, kiedy mielone na obiad, to ja tego instynktu nie mam. Kiedyś zapomniałam, że Zosia wyżebrała ode mnie resztkę ziela angielskiego na przynętę dla dinozaurów i zorientowałam się dopiero podczas gotowania, że już nie mam. Nieopatrznie powiedziałam to na głos, a ponieważ moje dziecko wychodzi z założenia, że jak jest problem, to trzeba go rozwiązać, wkrótce z zupie pływało zielę angielskie z czarnej plasteliny.

  100. O, Królika bardzo brak, i kilku innych osób. Tak bym chciał, żeby życie im trochę odpuściło. Już niekoniecznie po to, żeby się na blogu częściej mogły pojawiać. :-)

  101. Heleno, Heleno, przepis, proszę! Też właśnie kupiłam, może nie przemysłowe ilości, a tylko cztery, ale chciałam zrobić pastę na kanapki. Jestem ciekawa, co Ty robisz z tych bakłazanów.

  102. Na okoliczność kryzysów małżeńskich należy się obowiązkowo na pamięć nauczyć szlagwortu: bo do tanga trzeba dwojga. I do zainicjowania, i do tańczenia, i do deptania po palcach, i do przyjmowania za to odpowiedzialności, i do uczenia się, jak tego nie robić… ;)

  103. A nie, Vesper, moja Zosia zupelnie nie jest zainteresowana kulinariami, wbrew temu, ze tak na to wyglada. ;-) Moja Zosia jest zainteresowana eksperymentem z dziedziny chemii (ile soli nalezy dodac do miesa) i psychologii (moja reakcja, gdy mnie przechytrzy), oraz ogolnego zainteresowania psotologia. ;-) O piromanii juz nie bede wspominac, dosc ze trzeba pilnoowac wszystkiego, co z tym zwiazane… A poza tym - nasze Zosie bardzo zosiowate. :-D

  104. Helena telefonicznie przeprasza, że na razie nie jest w stanie podać przepisu, bo jej walnęło połączenie z netem.
    Jeżeli do jutra się nie naprawi, to podam swój. :cool:

  105. Z góry dziękuję i niniejszym mówię dobranoc :)

  106. Dobranoc :-)

  107. mam pracujaca sobote

    brykam wiec przez zaspy sniegu do S-Bahn z nadzieja ze bedzie wczesniej lub………

    dzisiaj z pierzyna

    brykam :D

  108. nie tylko w gimnazjum,jak raz podniesc pokrywke to bulgocze

    http://www.tagesspiegel.de/berlin/Erzbistum-Berlin-Lichtenberg;art270,3016082

    raport poszedl do watykanu,a tam maja czas na zastanowienie sie, z odleglosci widac lepiej,na policje nie
    doniesiono,bowiem te przypadki nie byly ZNACZACE

    jakie powinno byc molestowanie zeby uznac je za znaczace?

  109. dlaczego Polska przegrywa?

    -bylejakie prawo,niechlujstwo sluzb panstwowych,czy spoleczenstwo dojrzewa do egzekwowania prawa-

    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7510193,Wyrok_goni_wyrok__Polska_przegrywa_przed_Europejskim.html

  110. Klasyczny rosyjski kawior z baklazana:

    4 baklazany lekko ponakluwac i wsadzic do pieca jak leca, na sredni ogien. Kiedy stana sie bardzo miekkie (t.zw. kapcie, ok 35-40 min) , wyjac i zedrzec skorke.
    Jedna duza cebule (lub dwie srednie) posiekac i usmazyc w oleju lib oliwie na zloty kolor - najlepiej w glebokiej patelni.
    Baklazany drobno posiekac (lub zemlic w procesorze, ale nie gladka mase, tylko taka z malymi grudkami).
    Wrzucic na petelnie z cebula, dodac dwie lyzki przecieru pomodorowego, mala plaska luzeczke cukru, sol, pieprz oraz sok z pol cytryny (badz balsamik, w ostatecznosci zwykly ocet - ok. lyzki stolowej)
    Mozna dodac zabek lub dwa czosnku, albo cala glowke upieczona wraz z baklazanami i “wycisnieta” ze skorek - ja tak robie), mozna dodac tez drobno posiekana ostra papryke lub tabasco. Starannie wymieszac.
    Na bardzo malutkim ogniu odparowac jesli masa jest za plynna. Najlepiej jesc nazajutrz, na zimno, ale nam to slabo wychodzi.
    V

  111. Ha! a my jutro 34 i tez wtedy bylo zimowo i mroznie, cud, ze goscie weselni nie pochorowali sie po porannym marszu do pociagu ( kto tam wtedy mial samochody :) ).

    Bobiku, co troche odpusci to zaskakuje nowym ale ogolnie ku lepszemu jak sadze

    :) usmiechy i uklony

  112. Wando! Jak dobrze, ze juz wrocilas! Bo soe juz denerwowalam, no i brakuje Cie na blogu.
    Obecnie moge sobie zostawoc do denerwowania sie Krolika i Jarzebinke, ktore tez orzestaly sie pokazywac. Jotka pewnie zajeta jak wol. Ze o Puchali nie wspomne.
    Dziewczyny! Wracajcie!

  113. Dzień dobry :-) Nie będę mówił, czy ja zaspałem, czy zaspy mnie przykryły i dotąd się z nich wygrzebywałem. Trzeba jakieś niedopowiedzenie zostawić, a nie tak łopatą, bo łopata potrzebna dziś do odgarniania. :-)

    Rysiu, na pewno wszystkiego po trosze. A dorzuciłbym jeszcze odziedziczoną po minionych czasach (i wcale nie mam tu na myśli wyłącznie PRL-u) arogancję wszelkich funkcyjnych, którzy czują się lepsi od przypadkowego społeczeństwa. Polska historia dość pilnie o to dbała, żeby koncepcja stanowiska czy urzędu jako służby - państwu, społeczeństwu - nie zdołała się zanadto w głowach zadomowić. Stanowisko to było wyróżnienie, przywilej i dostęp do postawu czerwonego sukna. I widać przecież jak na dłoni, że tak strasznie wiele się znowu nie zmieniło.
    Przy tym jest jeszcze taki paradoks, że ci, którzy służebną koncepcję urzędu zinternalizowali, często w istniejącej sytuacji nie widzą szansy jej realizowania, więc wcale nie chcą po te urzędy sięgać. Nieraz się słyszy, jak porządni ludzie z wysokimi kwalifikacjami mówią “polityka to bagno, brud i ja nie chcę z tym mieć nic wspólnego”.
    Właśnie ci ludzie mogliby być idealnymi kandydatami np. do administracji państwowej, ale czy ta administracja jest niepolityczna? A czy sądownictwo jest rzeczywiście całkiem niezawisłe?
    Dlatego czasem się uśmiecham pod wąsem, kiedy słyszę od kogoś zapewnienie “nie interesuje mnie polityka, nie chcę o niej rozmawiać”, a następnie tyradę przeciw głupiemu urzędnikowi, albo jakiejś niesprawiedliwości. Żyjemy zanurzeni w polityce, czy tego chcemy czy nie chcemy i stale o niej mówimy, jak nie wprost, to ogródkami. ;)

  114. Do helenowej listy Drogich Dawno Niewidzianych, jak już taką listę robimy, dorzuciłbym Żonę Sąsiada i Pannę Kotę, o których nie dalej jak wczoraj myślałem ciepło i z nadzieją, że też u nich idzie ku lepszemu, jak u Wandy. :-)
    A i tak na pewno się o kimś zapomniało. Dlatego zawsze się boję takich wyliczań, bo się kogoś pominie z przyczyn sklerotycznych, a jak ten ktoś akurat przez przypadek przeczyta, może sobie pomyśleć “uuu, a za mną to wcale nie tęsknią…” :roll:

  115. :oops: :oops: :oops: - po stokroc!

  116. Nie jestem pewien, czy ten “klasyczny rosyjski” kawior nie przywędrował przypadkiem z Bałkanów, ale nie chce mi się teraz sprawdzać, bo kiedyś trzeba się kawy napić, a nie tylko tkwić przy klawiaturze. ;)
    W każdym razie dorzucę, że ja go zdecydowanie wolę z czosnkiem surowym, w dużej ilości, ale to żadna nowina, bo z masą czosnku wolę niemal wszystko oprócz tiramisu. :D Jak chcę ostry, to daję chili, a nie tabasco,bo tabasco ma tzw. własny smak, który mi trochę zakłóca, poza tym sypię mu szczodrze przyprawy do pizzy i siekanej zielonej pietruszki. I nie przesadzam z dokwaszaniem, bo wtedy coraz mniej smak bakłażana się czuje.
    Mikser nie wchodzi w grę. Tylko siekanie i ewentualne dodeptanie widelcem. Tak samo jak z awokado.
    Trudno, Heleno - jak chodzi o kulinaria, nie wytrzymam, żeby swoich dwóch groszy nie wepchnąć. :-)

  117. przerwa :D

  118. przy kanapkach,a tutaj Heleny przepis smakowicie pachnie :)

    (z Bobika “zywym” czosnkiem)

  119. Taki kawior baklazanowy jest staple food w kazdym domu w Rosji, nie mowiac , ze w restauracjach wchodzi do klasycznego zestawu “zakusek”, obok sledzia i czerwonego kawioru.
    Oczywiscie, ze lepsze swieze chili posekane drobno ( ostatnio nie opalam nad gazem i wtzucam razem z pestkami) niz tabasco, ale nie zawsze mam pod reka, wiec sie wyreczam tym co mam.
    Francuzi maja podobna paste, ale bez pomidorow (ktore nadaja potrawie nazajutrz pieknego koloru starego zlota), zato z duza iloscia czosnku i posiekanej pietreiszki.
    Generalnie powiem, ze trudno jest kawiopr baklazanowy zepsuc. W dodatku smakuje zawsze troche inaczej niz za poprzednim razem. E nawet ma swoja wlasna skale przy degustacji:
    1. Jest znakomity!
    2. Jest wybitny!!!
    3. Obawiam sie, ze juz pozarlam cala miske!!!

    Baklazany w liczbie szesciu zostaly juz wrzucone do pieca, za kwadrans dorzuce 4 kolorowe papryki i glowke czosnku (wersja luksusowa).
    Glowka upeiczonego zxosnku pogolebia smak. Mozna zawsze dodac jeszcze troche swiezego.
    Dokwaszenie mala iloscia cytryny lub balsamica jest niezbedne - nie wiem dklaczego, ale jest.

  120. Aaa, jesszcze w sprawie tego siekania v, mielenia w food processorze. Jak mam 2-3 baklazany (rzadko!) to siekam. Ale od czterech w gore - nie ma takiej sily by mnie zmusila. Chyba, ze JKMosc sie zapowie!
    Ale oczywiscie caly czas pilnuje aby nie za drobno, nie za maziowato.

  121. Tu jest ten przepis nie rozniacy sie w zasadzie od tego jaki robia wszyscy w Rosji. Tylko u mnie zamiast “miesistego pomidora” jest pasta pomidorowa lub passata, bo nie sposob znalezc o tej porze roku przyzwopitego miesistego pomodora z odpowiednia poludniowa glebia . Zreszta jest to zakaska na caly rok, wiec kiedys pomiodory o tej porze sie nie zdarzaly.

    http://www.aubergines.org/recipes.php?eggplant=133

  122. No i zapomnieli o odrobinie, chocby sczypcie cukru, ktory jest musowy, jak sie cos robi z pomodorami na ogniu - niezaleznie od jakosci pasty pomidorowej czy siekanych pomidprow. Musi i koniec. Malutko.

  123. Trochę jednak pogrzebałem za pochodzeniem kawioru bakłażanowego i ponoć jest on z “osmańskiego kręgu kulturowego”, czyli Turcja, Bałkany, a dopiero potem się rozlazł w inne regiony. Czyli jest to kulinarna historia na temat “jak imperium osmańskie cichcem podbiło Rosję”. :-)

  124. Rozliczne pasty baklazanowe sa spotykane wszedzie gdzie hodowane sa baklazany (Iran tez!).
    Ale akurat ten sposob przyrzadzania jaki podaje, jest bardzoi, bardzi tradycyjny w Rosji. Tak tradycyjny jak wodka czy bliny czy pielmienie (ktore tez przeciez wystepuja w swojej odniane takze np w Chinach czy Wloszech).
    W moim domu i w domach wszystkich znajomych baklazannaja ikra byla stalym punktem programu odkad siebie pamietam - jeszcze nawet na Syberii.
    PO przeprowadzce na Floryde moja matka zaczela w klasycznym przepisem eksperytmentowac i teraz dodaje po upieczonej i obranej papryce na kazdego baklazana, upeczony czosnek, czasami wrzuci tez upieczona cukinie czy dwie, no i jalapeno - czasami calkiem sporo, zaleznie od tego kto to bedzie jadl. Dodaje tez sporo pietruszki, ktora nie zawsze wystepuje w przepisach rosyjskich, bo sezonowa.
    Matka robi cala duza miednice ikry (o siekaniu nie ma juz dzis mowy, odkad ma ten drogi agregat Kitchen Aid) i roznosi - do dwu przyjaciolek (Rozy i Danusi ) i do szczegolnie milego doormana w recepcji domu.
    A reszta dla nas!

  125. Apetyt rośnie w miarę opowiadania o jedzeniu. :-) Idę pożreć rostbef, który przywędrował przed chwilą z targu.

  126. Done!
    Teraz lagodnie bulgocze sobie na wolniutkim ogniu - w duzej glebokiej patelni.

  127. Dziękuję za przepis :) Zrobię tę wersję bez pomidorów, bo mnie ostatnio pokarało alergią na nie :( Zosię zresztą też, ale ona nad tym nie ubolewa tak bardzo jak ja.

  128. Jak ten rostbef surowy i przypadkiem upadl na podloge, to zaloz, ze jestes puma, Bobiku… :lol:

    WSZYSTKO z baklazanow moze byc - kawior Heleny, takie wloskie nakladki na bruschetta z baklazana (z cukini i pomidorow zreszta tez), brinjal curry (brinjal to baklazan w hindi), baba ganoush (przekrecana w naszym domu na co innego, bo kazde slowo z innego znanego jezyka)… I pomyslec, ze razem z papryka to sa odmiany deadly nightshade… :roll: Zglodnialam. :-)

  129. Witam i odzywam sie. Dzieki za pamiec i dobre slowo.Dolaczm sie do pamieci i dobrego slowa dla innych, ktorzy sa na tzw sabbatical na blogu.

    Heleny rosyjski kawior jadamy jako Baba Ghanouj, egipskiego pochodzenia. Tez uwielbiamy na drugi dzien, ale zwykle znika jeszcze cieply.

    Mialam sie juz odezwac kilka dni temu, przy okazji dyskusji o burkach…

    Tu jest artykul znanego krytyka teatralnego o jego rodzinie w Yemenie i zmianach na przestrzeni ostatnich 20 lat. Odzwierciedla sytuacje moje przyjaciolki, ktorej ojciec opuscil Pakistan w latach 60-ych.
    http://www.theglobeandmail.com/news/world/from-bikinis-to-burkas/article1424587/

    Te nasze wspolczesne zdobycze dla kobiet i dzieci (dzieci-prawo do bycia niemolestowanym) sa tak niedawnie i takie w sumie kruche.

  130. A ja zanioslam juz kawior do E,. ktora sie nei spodziewala i bardzio ucieszyla, zas ona mi pokazala smieszny rysunek z dzisiejszej gazety:
    za biurkiem siedzi dyrektorsjko wygladajacy urzednik, a przed nim nieco speszony krolik.
    I urzednik pyta: Czy znowu urlop ojcowski?
    :lol: :lol: :lol:
    Bo tu sie akurat wprowadza takie urlopy (paternity leave) , ktore w Polsce wystepuja pod glupawo-infantylna nazwa “tacierzynskich”…

  131. Kroliku :-)

    Tacierzynski - okropne slowo… A ten zart rysunkowi przypomina mi Krolika z Puchatka, ktory krytykuje Kangurzyce za noszenie Malenstwa w kieszeni, twierdzac, ze nie wystarczyloby mu kieszeni, gdyby sie to mialo stac powszechna praktyka. ;-)

  132. O, jak fajnie,że wywołaliśmy Królika z lasu. :-)

    Rostbef półsurowy (well done uważam za niejadalny), więc wystarczy, jak będę tylko półpumą. :-)
    A poza tym, skoro tylu tu wielbicieli bakłażanów, to zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie przyjęły się kilka razy już gorąco przeze mnie polecane bakłażany po gruzińsku, z sosem czosnkowym i orzechami. 8O Jedna z najlepszych znanych mi zakąsek. :-)

  133. Kto powiedzial, ze sie nie przyjety? :shock: Tylko nie zawsze starcza czasu, zeby wszystko zapisac - problem juz zauwazony przez bohatera i narratora mojej ukochanej powiesci, “Life and Opinions of Tristram Shandy”. Tyle ma do zapisania, od prapoczatkow swojego zyciorysu, poprzez interesujace dygresje, ze ledwie dochodzi do swoich narodzin, a na opinie juz nie wystarcza miejsca…

    Kroliku - swietny artykul, dziekuje. Prawa kobiet, i w ogole szerzej - prawa czlowieka i demokracja to niestety cos, co nie zostalo nam dane raz na zawsze, i caly czas trzeba byc niezwykle uwaznym, zeby nie rozmyly sie i nie zniknely, bo jak sama napisalas - sa kruche.

    A tu dobry pietnastominutowy skrot na temat tego sytuacji politycznej w USA, i nie tylko. Wystepuja tam dwaj ulubieni przeze mnie amerykanscy komentatorzy sceny politycznej, Drew Westen (psycholog i neurofizjolog, autor m.in. swietnej ksiazki “The Political Brain” i znany juz chyba wszedzie Thomas Frank, autor “What’s the Matter with Kansas”)

    http://www.bbc.co.uk/programmes/b00qgyby

  134. Znalazłem coś, co by wskazywało, że to jednak króliki uprowadziły tego bałwana Zosi. Pewnie nie chciał oddać nosa. 8O
    http://images.paraorkut.com/img/funnypics/images/r/rabbit_attacks_snowmen-12079.jpg
    Nie zdziwiłbym się, gdyby dziś ktoś zadzwonił z żądaniem okupu… :roll:

  135. Bobiku, oględziny na miejscu przestępstwa przyniosły przełom w śledztwie. Bałwana nie uprowadzono. Bałwan został zamordowany 8O Bałwana rozwalono i rozwleczono po okolicy. Zadymka przysypała miejsce zbrodni, dlatego wyglądało tak, jakby bałwana nidgy tam nie było.

  136. Och teraz dopiero zobaczylam zagubionego Krolika! Good!
    Wroce tu po cudnym filmie, ktory ogladam!

  137. Vesper, to tym bardziej wygląda to na morderstwo w celach rabunkowych (marchew!). Dla mnie królik (nie nasz oczywiście) zdecydowanie jest głównym podejrzanym. :roll:

  138. Jedno jest pewne, ze balwanek Zosi sam sobie nie poszedl… jedni buduja, drudzy rozwalaja, ugh… tak juz jest od poczatku swiata.

    Teraz sobie obejrze filmik od Moniki, a potem na targ po dobrosci, bo w lodowsce pustki.

  139. Tak, wyglada na to, ze nie zadna Perfect Crime, tylko zwykly i pospolity Najazd Plemienia Wandali… ;-) Mam nadzieje, ze vesperowa Zosia jakos to czyms milo-sobotnim nadrobi…

    A u mnie tez Sobota w Toku, ze wszystkimi tloczacymi sie zajeciami.

  140. Już pierwsza zbrodnia popełniona przez Straszliwego Królika rozniosła się szerokim echem w bałwanim światku. Jej przerażające szczegóły podawano sobie szeptem z kuli do kuli, starając się nie wystraszyć przy tym małych bałwaniątek. Kiedy jednak nadeszła wiosna, potem lato, podczas którego bałwany zapadły w zwyczajowy letni niebyt, wreszcie pełna nadziei na nowe życie jesień, pamięć o morderstwie zatarła się, a świeży, grudniowy śnieg przysypał ją niemal doszczętnie.
    Porucznik Bałwański siedział w swoim gabinecie, z pewnym żalem spoglądając na ostatnią już kostkę lodu, która pozostała mu z drugiego śniadania, kiedy za drzwiami dało się słyszeć jakieś nagłe zamieszanie. Bałwański zerwał się zza biurka, wyskoczył na korytarz i ujrzał chwiejącego się i nieco uszkodzonego w górnych partiach inspektora Snowmana z Interpolu. Jego twarz była biała jak papier, a wokół ust wyraźnie znaczyły się buraczane zacieki zmęczenia. Na miejscu nosa ziała duża, wgłębiona, rzucająca się w oczy dziura.
    - Co się stało?! - wykrzyknął porucznik, zastanawiając się równocześnie, czy chodzenie bez nosa nie jest przypadkiem najnowszym londyńskim trendem.
    Snowman zatoczył się, dziwnie przekrzywił w sobie i wybełkotał:
    - Straszliwy Królik znowu uderzył! 8O

  141. Moniko, to wygląda raczej na Sobotę w Tłoku. :-)

  142. Bobiku :lol: :lol: :lol:

  143. Bakłażany wyszły rewelacyjnie. Nie wiem dlaczego nie wpadłam na to, żeby je upiec w całości. Zawsze sie bawiłam z wydłubywaniem miąższu, smażeniem i mieszaniem. A to takie proste! Zdjąć skórę, przesiekać z grubsza, resztę załatwia widelec.

  144. Kroliku, ten artykul i potem sesja pytan i odpowedzi Kamala Al-Solaylee absolutnie fascynujace i dobry backgraound do naszej dyskusji spzred pary dni. Wielkie dzieki! Musze sie otrzasnac, zanim zabiore sie za linke Moniki.

    Vesper, ciesze sie, ze baklazany wyszly.
    PO naszych nie zostalo, obawiam sie, ani sladu…

  145. bakłażany u bałwana to za co robią? :roll:
    czy aby to nie był ten królik?
    http://www.youtube.com/watch?v=wrqRv0s5McU

  146. Bobiku :lol: :lol: :lol:

    A Sobota rzeczywiscie w Tloku, bo bedziemy zaraz jechali do Wellesley obejrzec ewentualny nowy stol do jadalni. Przy okazji bedziemy kolo Alma Mater Hillary Clinton, Wellesley College, gdzie sie w mlodosci nalapal roznych niebezpiecznych pomyslow, i z przykladnej corki bardzo konserwatywnego ojca przeksztalcila sie w kogos zupelnie innego… Madeleine Albright tez jest absolwentka, jak rowniez Judith Krantz. ;-) Bardzo ladne jest to Wellesley, juz niezaleznie od tego, kto w nim studiowal.

  147. kroliku :D

  148. Smieszny i okrutny Stanislaw Tym - dla milosnikow jak ja:

    http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1502593,1,pies-czyli-kot.read

  149. ciagle mi kogos jeszcze brak :(

  150. koniec stycznia polecam wiec do czytania w lutym

    Katharina Hagena Das Geschmack von Apfelkernen

  151. mila,lekka,dowcipna(lekko ironiczna)

    oraz blyskotliwa,niesamowice wciagajaca,rewelacyjna!!!!

    Junot Diaz Das kurze wundersame Leben des Oskar Wao

    w oryginale “The Brief Wondrous Life of Oscar Wao”

  152. jutro jade do szczecina oczyscic regaly “empik” z polskich autorow wydawnictwa “czarne , oraz cos wydawnictwa “muchaniesiada.com”,maja ciekawe ksiazki wspolczesnych pisarzy ameryki lacinskiej

    wydam cala premie za dobra prace w 2009!a co tam zaszalec mozna :roll: :D

  153. wczoraj o 20.15 “arte” pokazala “Die Wannseekonferenz ”

    (Conspiracy) widzialem pierwszy raz,swietna inscenizacja,

    blyskotliwe aktorstwo

    bylem przygnebiony

    mimo to polecam ogladnijcie jak mozecie

  154. Rysiu, widzialam Konferencje w Wannsee ze dwa lata temu w tv. Bylo swietnie zagrane i chyba wrecz filmowane na miejscu.

  155. Rysiu: owocnej wyprawy, niech szczeciński Empik ściele Ci się jutro u stóp :D

  156. Słyszałem, jak Ryś odjeżdżając nucił pieśń bojową :lol:

    Na grzbiet zbroja, w dłoń pika,
    hej, na podbój Empika!
    Niechaj złoży w ofierze,
    wszystko co ma w papierze.

    Niech się broni zawzięcie,
    ja i tak to mam w pięcie,
    wpadnę, jatek narobię
    i poużywam sobie.

    Wszystko latać tam będzie,
    nawet mucha nie siędzie,
    kto mi książki odmówi,
    natrę go pastą Buwi.

    Jeśli wroga sklepowa
    książkę przede mną schowa
    lub gazetę ukryje,
    czarne chwile przeżyje.

    Krwi strumienie popłyną,
    gdy autora latino
    ktoś na blat nie wyłoży,
    zaraz każę batożyć.

    Potem policzę trupy,
    zbiorę łupy do kupy
    i spokojnie pośpieszę
    w swe berlińskie pielesze.

    Ale sława i chwała
    będzie za mną leciała,
    no i nie śmie nikt fikać
    mnie - zdobywcy Empika!

  157. Dzień dobry. :-) Widzę, że wszyscy się dzisiaj znakomicie wyspali. I słusznie, bo niewiele jest na niebie i ziemi rzeczy przyjemniejszych, niż obudzić się niedzielnym rankiem o 8 rano, zerknąć na świat boży, na słonko radosne i śnieżek cudny za oknem, po czym powiedzieć “chromolę to! Dziś mogę spać do południa.” :D
    Zresztą,kto śpi nie grzeszy, a z grzeszeniem trzeba zacząć uważać, bo naukowcy wzięli je pod lupę i zaczęli podliczać w punktach. Jak zechcą, to każdemu mogą wypunktować. ;)
    http://deser.pl/deser/1,97052,7509618,Najbardziej_grzeszny_narod_to___.html

  158. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   13:26

    Zajmowali sie tym “naukowcy”?
    Czy byl wsrod nich swiezo pasowany na doktora filozofii Tadeusz Rydzyk? Bo to na kilometr pachnie szkola komunikacji spolecznej w Toruniu.

    Wiosna jest tuz za rogiem w zachodnim Londynie.

  159. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   13:37

    A tu naukowy dowod na to, ze co trzeci golab nie jest rzymskim katolikiem:

    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7512645,Papiez_wypuscil_z_okna_trzy_golebie__ale_latwo_nie.html

  160. Nie miałam czasu przeczytać wpisów od wielu dni :(

    Dziś Wielki Hymn na cześć MĄDROŚCI PRZYRODY!!!

    Wczoraj padł mi telefon stacjonarny, przypuszczam, że z powodu “okoliczności przyrody”, “mobilnego” nie posiadam.
    Również wczoraj, Sokrates wskoczył, z rana, na moje biurko, komputer, drukarkę, a potem patrząc mi wprost w oczy, zaczął na onąż … siusiać!!!

    Przekaz: OLAĆ WIELKĄ ŻABĘ!!!

    I tak trzymać :)

  161. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   13:51

    Mam nadzieje, ze nie jest to zapalenie drog moczowych u Sokratesa - czesta w kocim rodzie przypadlosc i zawsze warta zbadania. :evil:
    Czy Sokrates szuka nowych zakatkow do wysiusiania sie - np w wannie albo za firanka?

  162. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   14:09

    Taka mam racjonalistyczna propozycje dla Gospodarza. Aby wydal mi zapasowe klucze ( a przy okazji mojej Starej) na Blog uzwzgledniajace wszystkie mozliwe pomylki, ktore moge (ona moze) popelnic przy wpisywaniu Imienia badz adresu mailowego. Z moch podliczen wynika, ze liczba mozliwosci przestawienia liter, dodania cyfr w srodku oraz innych potkiniec lapy na klawiaturze jest dosc ograniczone - ok 86730905 kombinacji.
    W ten sposob nie bede musial powtarzac moich wpisow z poprawiona wizytowka i nie beda sie one ukazywaly na blogu w zwielokrotnionych wersjach, a ja nie bede sie denerwowal czy wygladal na idiote. How’s that?

  163. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   14:58

    No, Sam do Siebie gadac nie bede.

  164. Oj, nawet na spacer nie można pójść, żeby zaraz jakiś rozwścieczony Kot nie prychał? ;)
    I Sokratesowi takie przyziemne motywacje, jak problemy z drogami moczowymi imputuje, zamiast zachwycić się jego Wielką Metaforą na temat olewania żabska.
    A ja tam uważam, że Sokrates ma rację i Jotka powinna wiele częściej słuchać jego mądrych, a przy tym tak poetycko wyrażonych rad. :-)

  165. Mordko, znaczy, że Ty chcesz, żebym Ci dał 86730905 kluczy? 8O
    Lecę sklep ślusarski obrabować!

  166. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   15:40

    Wielka Metafora moze ocalic chora dusze, ale nie chory pecherz moczowy, ktory nalezy do tej dziedziny, ktora sie zwykle okresla jako “Proza Zycia”.

    Tak, tyle chcialem kluczy plus drugie tyle dla Starej.

  167. Sokrates - Metafora, Mordka - Anafora.
    Wielka Literatura tworzona przez Koty. :lol:

    A co do golebi, to nigdy nic nie wiadomo - kiedys pare lat spedzilam w bardzo szacownej bibliotece, gdzie od czasu do czasu golebie lataly pod sufitem, i nie pozostawalo nic innego, niz kryc sie przed nimi pod biurko, na wypadek gdyby zaczely bombardowac (i w ich przypadku, Mordko, nie dopatrywalabym sie jakiejs szczegolnej dolegliwosci, ktora trzebaby leczyc). ;-)

  168. Żyję :???:

  169. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   16:02

    O, nawet nie wiedzialem, ze to sie tak fajnie nazywa! :twisted:
    Wyglada na to, ze jestem Wielkim Anaforeta!

  170. O rany!!! Nie straszcie mnie :( Ten nasz rudy, czyli wredny “z złożenia”, ale uwielbiany wbrew wszelkiej logice KOT :) siusiał dzisiaj nad ranem do wanny, czy mam się martwić? :shock:
    Osobiście wolę widzieć w tym metaforę, ale jednak …. Mordko, co radzisz? :eek: oddałam się, póki co, olewaniu ŻABY, ale czy to o to chodziło? :!:

  171. No jasne, Mordko, że jesteś Wielkim Anaforetą. Czyżbyś nie pamiętał już swego wybitnego anaforetycznego dzieła o bażancie?

    Bażanta dajcie mi tu zaraz,
    bażanta pieczonego,
    bażanta niech przyniesie Stara,
    nie zrezygnuję z tego!

    Nie jestem ja anachoretą,
    nie starczy mi korzonek,
    nie można mnie traktować dietą,
    jak mam mieć miły dzionek.

    Bażanta i z jagnięcia udziec,
    bażanta mi przynoście,
    bażanta…! I już nigdy, ludzie,
    nie mówcie mi o poście!

  172. Jotko, byłbym skończonym łajdakiem, gdybym chciał wrobić jakiekolwiek zwierzę w wizytę u nieludzkiego lekarza, ale bacznie poobserwować Sokratesa nie zaszkodzi. Bo jeżeli istnieje prawdopodobieństwo, że Mordechaj ma choćby kilka procent racji… No, choroby tych tam przewodów kanalizacyjnych do przyjemności nie należą… :roll:

  173. I Psy (Wielka Literatura) :lol: :lol: :lol:

    Miejmy nadzieje, ze u Sokratesa to jednak moze tylko wychlodzenie (jesli na objawy nie patrzec literacko).

    Ide sie otrzepywac ze zlotego proszku, ktory jest teraz w domu wszedzie (w Wellesley maja swietny sklep z art supplies, a dzieci musza Tworzyc). Egyptian Gold przylepia sie do wszystkiego, ale przynajmniej mozna sobie zycie ozlocic… ;-)

  174. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   16:40

    Piekny hold, Bobik, zlozony mojej osobie! i prawdziwie zyciowy!

    Jotko, to zalezy. Jesli Rudy nigdy nie siusia do wanny, a nagle zaczal, to jest to cos, czym mozesz zaczac sie martwic od natychmiast.
    Ta sie zachowuje kot z pecherzem - szuka nieustannie nowych miejsc dp wysiusiania sie, wybierajac czesto albo wanne, albo zlew - w kuchni lub lazience, Albo idzie w miejsce odosobnione - za dluga zwisajaca firanke. Albo - wybiera technologie.
    Pierwsze objawy zapalenia drog moczowych nie daja o sobie znac, bo Koty sa stoikami i nie latwo wpadaja w histerie ( w odroznieniu od niektorych innych czworolapow….) . . I dopiero kiedy zapalenie jest znaczne, zaczyna sie to siusianie, co u kotow jest dosc czeste, ale i niebezpieczne. W drogach moczowych odklada sie taki mineralny piaseczek. Zazwyczaj jeden zastrzyk antybiotykowy plus siedem dni tabletek rozwiazuje problem. Ale reakcja musi byc szybka.
    Tymczasem - nalezy zachecac kota do picia jak najwiecej wody - ustawiajac w paru miejscach domu szerokie (szersze niz szerokosc wasow) miski z woda. Dobry jest tez esencjonalny rosol z kury ugotowany z duza iloscia moczopednej pietruszki (korzen lub ziele).
    Nie dawac czerwonego miesa (bogatego w magnezjum, ktore pogarsza stan) - podawac natomiast rybe i drob. Zaprzestac na czas choroby suchej karmy - zawierajacej popiol.
    A regula jest taka, ze koty zawsze choruja niebezpiecznie.
    :evil:

  175. Wielkie dzięki Mordko :neutral:
    Natychmiast zaczniemy obserwować :idea:
    naprawdę bardzo kochamy tę rudą, bezczelną bestię :oops:

  176. A po cóż by się miało w domu źwirza, jak nie po to, żeby go kochać? 8O

  177. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   16:54

    Powinienem dodac, ze miska z woda dla kota powinny byc ZAWSZE szersza niz rozstawienie wasow.I gleboka. Wasy sa naszym organem sluzacym m.in. do ocenienia czy woda jest zdatna do picia, nie probuijac jej jezykiem. Dlatego chetniej korzystamy z kaluzy, niz z miniaturowych miseczek, ktore ustawiaja nam niektorzy Opekunowie. Im wiecej Kot pije swiezej wody, tym mniejsza szansa powaznych problemow urologicznych - jak i u ludzi.

  178. Prowda, cało prowda, świnto prowda, ale nie powiem, że g … prowda ;)
    tyle, że my pomieszkujemy ze źwirzem stosunkowo krótko i ciągle jeszce mnie zdumiewa rozmiar tej miłości :shock:
    ale może ja po prostu jestem w pewnych obszarach słaba na umyśle :oops:

  179. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   16:58

    Prof. dr.med. wet. Kot Mordechaj przyjmuje calodobowo, za wyjatkiem kiedy wypoczywa i lub je. :twisted:

  180. Mordko,
    miska z wodą dla Sokratesa jest zdecydowanie węższa od rozsatawu jego wąsów, czyli wiedział co robi siusiając mi na drukarkę i tym samym odsyłając na blog :shock:
    zaraz idę wyrzucić to badziewie :evil:

  181. No, w jednym momencie Kot Profesor zdecydowanie przesadził. Kałużankę pije się dlatego, że jest po prostu lepsza, niż ta bezsmakowa ciecz, która znajduje się w misce. :evil:
    Moja miska z wodą jest wystarczająco szeroka i Starzy chyba lubią się nią bawić, bo kilka razy dziennie wylewają z niej wodę i nalewają świeżej, ale ja i tak z niej korzystam tylko wtedy, kiedy wszystkie kałuże w okolicy są pozamarzane. :roll:

  182. Bobbiii :grin:
    dzięki za złagodzenie mojego wielkiego poczucia winy :roll:

  183. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   17:17

    Moj bl.p. Brat Pickwick najchetniej pijal z porcelanowej doniczki firmy Wedgwood. Osobiscie zakrekwirowalem w domu wszystkie miski do ugniatania ciasta. Przestalismy wtedy chorowac swiatek i piatej na t.zw. po naszemu wterynarskiemu “koci zespol urologiczny”. Przedtem to mielismy (zwlaszcza Pikus) roczby abonament do weterynarza, ktory bez przerwy leczyl nas antybiotykami .
    Stara zaczela tez wydzielac od swieta baranine, ktora kocham.
    Co nie uchrnilo nas niestety w starym wieku przed choroba nerek.

  184. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   17:27

    Tu znalazlem bardzo dobry artylul o kocim zespole urologicznym (FUS):

    http://www.cpvh.com/Articles/18.html

  185. Zespół urologiczny powinien nazywać się FUJ!

    Muszę się zacząć zbierać na proszoną kolację, na którą iść okrrrrropnie mi się nie chce. Tak okrrrrropnie, że wszystko w czarnych kolorach zacząłem widzieć, zwłaszcza jak do lustra patrzę. Chyba wezmę sobie od Moniki trochę tego pyłu do ozłocenia życia. :roll:

  186. Bobik niechętny kolacji :shock: To może pomyśl sobie, że gdybyś nie poszedł, ominęłyby Cię jakieś pyszności. W sprawie jedzenia zawsze warto przekonać się osobiście :-)

  187. Pylu jest sporo, bierz ile chcesz, Bobiku. :-)

    Moje dzieci, gdy musza isc na bardzo nudne spotkanie towarzyskie, powtarzaja mantre z ksiazeczki dla dzieci pt. “Froggy Goes to A Restaurant” (tak bym chciala ja polecic vesperowej Zosi, ale na polski niestety nietlumaczona):

    Be neat,
    Be quiet,
    And don’t put your feet
    On the table!

    (Oczywiscie, bohater ksiazeczki tylko czesciowo sie do tych zasad stosuje - “I dlatego, mamo, ona jest ciekawa.” - mowia moje dzieci…)

  188. Jedzeniu to ja oczywiście jestem chętny. :D Nawet wiem co będzie, bo ta kolacja ma być inauguracją specjalnego, wielkiego pieca do pizzy, który znajomi postawili sobie w ogrodzie (jedzone będzie też w ogrodzie, w “bawarskim” domku, ale na szczęście ogrzewanym). Ja jestem tylko przeciwny samemu iściu, do czego zaliczam też wszelkie zabiegi kosmetyczno-fryzjerskie przed. I temu, że tematy rozmów mogę przewidzieć z dużą dokładnością, jak również to, co kto na każdy z tematów powie. :-(
    Krótko mówiąc: będzie dobre żarcie i nudy na pudy. :roll:

  189. Don’t put your feet on the table?
    A jak ja niby miałbym jeść nie kładąc łap na stole? 8O
    Przecież na proszonej kolacji nie będę siedział pod stołem. ;)

  190. W Twoim przypadku ten przepis chyba sie interpretuje tak, ze na stol ida GLOWNIE przednie lapy. ;-) Ale mniejsza o to, bo dopiero niestosowanie sie do zalecen daje szanse na uczynienie takiego spotkania nieco ciekawszym… :roll:

    Zas z zabiegow kosmetycznych, to rzeczywiscie przypudruj sie na zloto - w kontrascie z czarnymi lokami tez powinno to nieco przelamac monotonie… :-)

  191. szczecin zasypany sniegiem

    gory sniegu

  192. Bobiku,dziekuje za “hymn”-Empik pokonany i moja portmonetka

    tez :D

    drugie dzieki za spakowany bagaz do Barowej wyprawy :D

    pomyslales o kazdym drobiazgu,wzruszajace :neutral:

  193. Kot Mordechaj  31 styczeń 10,   20:01

    W naszym domu usilowano wprowadzic regule, ze tylko przednie lapy na stole. Trwalo to latami i zdarzaly sie karczemne awantury, kiedy musialem Starej pokazac gdzie jej jej miejsce.
    W kocy wymyslilem kompromis: przednie lapy na stole, ale tylko wtedy kiedy przychodza goscie. We wszystkich innych przypoadkach, cztery lapy na stole plus czasami tylek.

  194. Heleno,bardzo mozliwe ze ten film o kenferencji byl tam filmowany,nad niektorymi scenami myslalem i dzisiaj

    ponownie kazdemu polecam

  195. ta lapa tez gotowa do polozenia na kazdym stole
    http://icanhascheezburger.files.wordpress.com/2010/01/funny-pictures-cat-shows-you-his-paw.jpg

    :)

  196. Miałem rację tylko częściowo. Nudy na pudy były, tak jak się spodziewałem, ale żarcie nie takie dobre. Piec do pizzy cosik jednak nie chciał działać, więc w zastępstwie serwowana była pieczeń, tłusta i źle przyprawiona, a do tego rozgotowany kalafior z sosem z torby. :-(
    Gdyby nie naprawdę rewelacyjne wino, Dornfelder barrique ze specjalnej, prywatnej dostawy, zameldowałbym się tu już wiele wcześniej. ;)

  197. Kot Mordechaj  1 luty 10,   00:06

    Jaka niesprawiedliwosc, Kolego! Wyrazy szczerego wspolczucia.
    Sos do kalafiora z torby? :shock: :shock: :shock:

  198. Rozgotowany kalafior, brrrrr

  199. No, słowo honoru, że torbacz! Nie zdawało mnię się. W końcu taki durny nie jestem, żebym prawdziwego Holendra od takiego z torby nie potrafił odróżnić!
    A przy tym trauma dzieciństwa mnię odżyła. Bo ja w szczenięctwie najmłodszym na kalafiora psychiczną alergię posiadałem, z rzygotliwością fakultatywną połączoną. Przeszło mnię potem, kiedy odkryłem, że kalafior może być al dente, nie w charakterze budyniu, ale zachowałem niemniej jednak wobec rzeczonej jarzyny należytą ostrożność.
    I patrz pan, dzisiaj mnię znowu to walniente serwują i to jeszcze z Holendrem fałszywym! No, gdyby nie to barrique… :roll:

  200. Rozgotowany kalafior to taka Twoja anty-magdalenka, Bobiku, skoro wspomniales dzieki niemu dziecinstwo… A dziecinstwo zawsze do pisania sie przydaje, a juz szczegolnie - traumatyczne. ;-)

    Tymczasem concordzkie dziecinstwo jest bogate w ekscentryczne typy, takie jak chociazby dzis spotkany po poludniu sasiad, idacy przez mroz w lekkich mokasynach na bose stopy, i pieknym szydelkowym berecie z wloczki, o ksztalcie i kolorze dyni, z jasno-zielona antenka. O rece dbal najwyrazniej bardziej niz stopy, bo nalozyl na nie jaskrawo-zolte irchowe rekawiczki. Mam nadzieje ze te bose stopy zwiastuja rychle przyjscie dlugo wyczekiwanej wiosny.

  201. No wiesz, Moniko, wobec takiej feerii kolorystycznej myśleć jeszcze o porach roku? Co Ty, Vivaldi jakiś jesteś, nie daj Boże? 8O
    Anty-magdalenkę sobie przyuważę. Nie ujdzie jej tak na sucho. Tak dobre określenie jeszcze się może przydać. :-)

  202. Niech dolaczy do wuja urojonego, Bobiku. I zlotego proszku… :-)

  203. Wuj urojony w złotym proszku
    przymila wszystkim się po troszku,
    w szacownym szmerze szarpie strój -
    ach, cóż za przeszarmancki wuj!

    I choć na szarą łapkę chrapkę
    ma wuj, swym szansom ansy kapkę
    pokaże, bo ma honor swój -
    ach, cóż za przeszarmancki wuj!

    Objawi nam harmoszkę w groszki
    i nikt mu nie zasunie gorzkich
    słów, bo studiował wszak na UJ -
    ach, cóż za przeszarmancki wuj! :-)

  204. Bobiku :lol: :lol: :lol:

  205. rysberlin  1 luty 10,   07:01

    lekko zimno,wiruje tez cos w powietrzu :)

    poniedzialek zaprasza jak zwykle,ja brykam tym chetniej ze

    smak rozgotowanego kalafiora jest brrrrrr… :mrgreen:

    lepiej w mroz z pierzyna Babki z Gdyni

    brykam,fikam :D

  206. http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,7514096,Krakowski_Rynek_zacznie_gadac_na_Blipie.html
    :-)

  207. A w ogóle to nieuchronnie idzie ku lepszemu. Targ na moim osiedlu wolno wraca do życia, przez ostatnie 2-3 tygodnie był w stanie hibernacji, resztki życia tliły się pod kocami. W końcu można kupić pyszne kiszone ogórki, których tu dawno nie było, bo groziło im zamarznięcie :-)

  208. Dzień dobry. :-) No, jak już ogórki budzą się ze snu zimowego, to jest faktycznie dobry znak. Ale prawdziwa wiosna będzie dopiero wtedy, kiedy pozostałe zakąski przylecą z ciepłych krajów. :-)
    Tylko niedźwiedziom w Zachodnim Londynie radziłbym pospać trochę dłużej,. Najlepiej do czasu, kiedy Mordechaj wyjedzie na wakacje. Bo inaczej może je spotkać to, co tego tu: :cool:
    http://deser.pl/deser/1,97052,7495455,Kot_vs_niedzwiedz__Niebezpieczne_starcie__WIDEO_.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=ujki&utm_campaign=a_deserHP0110

  209. Dzień dobry. Znowu sypie śnieg, będzie jeszcze ładniej i bardziej biało. Intensywnym potrząsaniem głową odganiam myśl o tym, co będzie, kiedy to wszystko białe się roztopi. Popłyniemy do morza, wszyscy jak tu stoimy.

  210. U mnie też w powietrzu fruwa to puszyste, białe, miętkie. :-) I nawet się nie bardzo przejmuję tym, że kiedyś popłynie, bo moja chata wprawdzie nie z kraja, ale na górce. Niezorientowanych informuję, że w mojej okolicy dziesięciometrowa różnica poziomów to już coś w rodzaju Himalajów. :D

  211. weekend nad morzem… ależ to brzmi. tylko co zabrać? kąpielówki czy uratowaną z powodzi wieżę? :roll:

  212. U nas przewiosnie tez troche zawrocilo od progu i w nocy leciutyko nasypalo. Ale juz prawie nie ma sladu. Nie wlaczylam radia od wstania (przed godzina) bo wyjatkowo nie mam dzis watriby do wysluchiwania, ze gdzies tam wysypalo dwa cale bialego i szkoly pozamykano.
    Sa takie dni w zyciu kobiety kiedy woli ogladac wnetrzarskie magazyny.

  213. Zabrać, oczywiście, wieżę. W przypadku spotkania z królem zawsze będzie można zrobić roszadę.

  214. Oglądanie ruchu przy zewnętrzarskim magazynie ziarenek, czyli scen karmnikowych, też nie jest złe. :-)

  215. Magazyny wnętrzarskie … Pełne pomysłów, których nie sposób zmieścić na swoich metrach kwadratowych, nie ważne ile by ich było. Magazyny wnętrzarskie relaksują tych, którzy się właśnie nie urządzają.

  216. król też popłynie ze zbożem do Gdańska? 8O

  217. Nie ze zbożem, tylko z szarżą ułańską. I nie popłynie, tylko pójdzie, dojdzie. Poza tym wszystko się zgadza. :-)

  218. Nie wiem jak to jest, właśnie się nie urządzać. U nas w domu się urządzanie jest stanem chronicznym, w porywach przechodzącym w permanencję. :-)

  219. główny dylemat urządzacza: gdzie upchnąć te magazyny wnętrzarskie…? :roll:

  220. Jak pchanie już absolutnie nie wychodzi, można spróbować ciągnięcia…

  221. od biedy można rozwlec…

  222. Kot Mordechaj  1 luty 10,   13:58

    Magazyny wnetrzarskie upycha sie tradycyjnie chyba pod lozkiem, nie?

  223. Niekoniecznie. W niektórych domach psy tradycyjnie upierają się, że podłóżko należy do nich i nie wolno tam upychać niczego oprócz kocyka, nadgryzionego pluszaka i kości. ;)

  224. Kot Mordechaj  1 luty 10,   14:19

    Ponadto nie odnosze wrazenia aby magazyny wnetrzarskie sluzyly KOMUKOLWIEK do relaksowania sie.
    Oto zaobserwowane na przestrzeni lat reakcje w grupie kontrolnej:

    1,Cooooo? Ile kosztuje ten pinkwolony wyciskacz do cytryn ( fotel Balzak/ zlew wydrazony w lawie/ jeden kafelek)???????!!! :shock: :shock:
    2. Starck moze to sobie w d.. wsadzic!
    3. G… prawda! Wiecej jest zdecydowanie wiecej!
    4. No, nie! Wypolerowany beton zamiast normalej podlogi musi byc morderczy jak bojler wysiadze!
    5. Pani Dochodzaca powyrywalaby odkurzaczem co do frendzla!
    6. Zrobilabyn to lepiej gdybym miala TAKI budzet!
    7. Starck! Idz na drzewo.
    8. Widzialam calkiem przyzwoita kopie, cztery razy taniej.
    9. Tak! Trzeba bylo wyjsc za dyrektora banku!

  225. 10. Dobra, pooglądaliśmy, a teraz trzeba wymyślić coś, w czym da się żyć.
    11. Jak się nazywał ten świetny wnętrzarz, który tak dobrze rozumiał, czego mi naprawdę potrzeba? Ebay? Allegro? Jakoś tak…

  226. Kot Mordechaj  1 luty 10,   14:46

    No to jeszcze dorzuce, zeby byl rowny tuzin:

    12. Ile glodnych dzieci na Haiti mozna byloby nakarmic, panie pinkwolony Starck!

  227. Fakt, wyciskacze do cytryn za równowartość PKB średniego afrykańskiego państwa, też mnie nieodmiennie dziwią.

  228. U nas swego czasu slynne byly zaslony do prysznica za 6 tysiecy dolarow, w budzecie wnetrzarskim jednego z CEO’s.
    A magazyny wnetrzarskie najlepiej stawiac na polce w miejscu Fiction+Advertising (choc czasem, jak ksiazki kucharskie, moga natchnac do wlasnych pomyslow)… ;-) Ja osobiscie sie ciesze, ze chwilowo zostalam zwolniona z wnetrzarstwa stosowanego przez zakup stolu do jadalni, i teraz moge choc na jakis czas miec od niego urlop. ;-)

  229. Mnie to w ogóle nie dziwi, że projektanci sobie takie ceny śpiewają, bo skoro ktoś kupuje, to czemu nie. Tylko właśnie to, że ktoś kupuje… :roll:

  230. Kot Mordechaj  1 luty 10,   17:32

    Na moje wnetrzarskie oko przyzwoity stol powinien miec nastepujace cechy:
    a. powienien byc cieplejszy niz podloga w zimie, a zimniejszy niz podloga w lecie.
    b. nogi stolowe powinny byc drewniane (najlepiej z miekkiego drzewa jak sosna czy osika), nigdy metalowe!

    No i niezle jest jak czasami jest przykryty dlugim obrusem, az do ziemi.

  231. Ależ oczywiście, że dziwi kupujący, a nie sprzedający.

  232. Sa ludzie, ktorzy naprawde nie wiedza, co zrobic z pieniedzmi. Nawet w tych ostatnich kryzysach, sprzedaz artykulow najbardziej luksusowych ucierpiala najmniej, duzo mniej niz srodkowa i nizsza czesc rynku.

    Mordko, a ja kupilam stol, ktory moze spokojnie nigdy nie byc przykryty serweta, choc rozumiem, ze serwety maja spory potencjal dla Bytow Doskonalych… I do tego blat stolu jest na tyle wabi-sabi, ze nikt sie nie domysli, jak dzieci dalej podejma tworcze dzielo dodawania mu charakteru. :roll:

  233. Ślubny przyniósł do domu nową wersję porzekadła o sześciu kucharkach:

    gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść, ale … jest co podupcyć :oops:

  234. rysberlin  1 luty 10,   18:26

    jozka, :o

  235. Pragnę zauważyć, że Leonardo Da Vinci tysz dekoratorem wnętrz był…
    Może zatem nie do końca tak z tym wyszydzaniem P. Starcka, co?
    Co on winien, że kilka ciekawych rzeczy mu wyszło? Znaleźli się chętni do kupna, to sorry bardzo - czemu im zabraniać?
    A z fotela Heleny to nie nakarmiłby paru dzieciaków?
    Inną sprawą jest, że dzieła dawnych dekoratorów w tysiącach egzemplarzy nie powstawały, fakt, były unikatowe, natomiast pajączek Starcka trzepany jest maszynowo - ale to przypomina wypisz-wymaluj dzieło muzyczne: raz skomponowane, trzepane setkami po filharmoniach albo na kompaktach…
    Zgadzam się, że wydźwięk moralny zjawiska czerpania nadmiernych korzyści z posiadanych zdolności jest dwuznaczny, wszelako akceptujemy rynek w innych aspektach, to i w tym wypada…

  236. rysberlin  1 luty 10,   18:27

    ciekawy Passent
    http://www.dziennik.pl/opinie/article538879/Passent_Nie_warto_bylo_ratowac_komunizmu.html

  237. rysberlin  1 luty 10,   18:33

    a michal aniol,zeenie,caly sufit obmalowal :)

  238. Designer sufitowy… :)

  239. Rynek nie zawsze najlepiej traktowal artystow - bywali tacy, co glodem przymierali za zycia, by potem ich dziela stawaly sie dla niektorych inwestycja finansowa. No i zaleznosc od arystokratow swieckich i koscielnych, zwana patronatem, to tez jednak niedokladnie wolny rynek w dzialaniu…

  240. Święta prawda Moniko. Wydaje się, że teraz artyści biorą rewanż za lata poniewierki ;)
    Wolny rynek przyspieszył i kiedyś jeśli zarabiał przede wszystkim artysta (o ile zarabiał oczywiście) to teraz zarabiają: artysta, jego menago i cała kupa innych dystrybutorów.

  241. Ale na to niewiele da się poradzić. Co zrobić, jeśli artysta wyprzedza epokę i za życia niczego sprzedać nie może? :)

  242. Weźmy takiego Bobika:
    pies artysta doceniany niesłusznie tylko przez wąskie grono bywalców kilku blogów. Tak daleko wyprzedza swoją epokę, że wyżarł już cała produkcję pasztetówki do 2030 roku…
    Ale niech minie parę lat, ludzkość nagle się obudzi i jego dziełka będą czytane namiętnie. Wszyscy będą się zastanawiać, co to były za wspaniałości: pasztetówka, podgardlana, salceson - nikt im tego nie powie, bo ja będę milczał jak zaklęty…

  243. O, tak się teraz będę tłumaczył. Nie zrobiłem kokosów na literaturze, bo wyprzedzam swoją epokę. :lol:

  244. Kot Mordechaj  1 luty 10,   19:24

    Zeen, jestem ostatnia osoba, ktora krecilaby nosem na ladny design albo nie wydalabym na niego ostatego pensa. Rzecz w tym, ze bardzo, bardzo wiele ze wspolczesnego designu kompletnie nie liczy sie z funkcja . I pajaczek jest tego najjaskrawszym przykladem. Pajaczek ma byc trzymany w chrakterze rzezby na kontuarze, bo w zadnej szyfladzie sie nie zmiesci, a juz nie daj boze jesli chesz wycisnac z jego pomoca cytryne. Bo niby gdzie ma ten sok splywac? No, gdzie? Nie dosc, ze po rekach (bo przeciez naciskajac na owoc musysz podtrzymywac nozki, to jeszcze musisz podstawoc pod to jakies naczynie! No i cena za kawalek aluminium z tasmy produkcyjnej (£39) jest nieco poroniona.
    Albo slynny szezlong w ksztalcie S. Piekny, jak stoi na tle szklanej sciany z ladnym widokiem na zewnatrz, ale jakby przyszla ci fantazja polozyc sie na nim, a potem przewrocic na bok, to lepiej sie poloz obok, na podlodze.
    Inne - tegoz pier… Starcka wanna - ta przepiekna owalna, rzezbiarska - zawsze fotografowana posrodku duzej lazienki wielkosci mojego salonu. Jej brzegi kompletnie nie uwzgledniaja faktu, ze ktos bedac w wannie musi miec pod reka szampony, mydla, szczotki, ze o innych akcesoriach kapielowych nie wspomne. Gdzie to polozyc? Na podlodze? Ale tez nie byloby wygodnie, gdyz wanna jest na tyle wysoka. ze nie mozesz siegnac do podlogi reka.
    Tu skopiowalam stolik kawowy.
    http://www.habitat.co.uk/fcp/product/browse/Low-table/962440

    No jest on ladny w swej prpostocie , nie ma dwoch zdan. Ale nawet za darmo nie wnioslabym go do domu, bo oznaczaloby to, ze nie moge wpuscic zadnego malego dziecka do mieszkania, bo niechybnie uderzy sie glowa o tem strasznie ostry rog, a slyszalam tez o labradorze, ktory sie tym pokaleczyl.
    Ostatnie dwa lata spedzilam poszukujac wygodnego fotela i bardzo mi sie marzylo cos ladnego i wspolczesnego. I jest ich w sprzedazy wiele. Tylko albo ceny sa polowy rownowartosci najdrozszej Micry (rzeczony Balzak), albo sa to domowe wersje fotela ginekologiocznego, gdzie tylek jest nisko, zato nogi w gorze! W kocu znalazlam cos uzywanego , co zostalo zaprpojektowane w… koncu XVIII wieku, bo designer myslal o CZLOWIEKU, a nie zeby ladnie wypasc w Mediolanie czy na stronach magazynu wnetrzarskiego.
    Moje pierwsze w LOndynie krzsla, kupione na wyprzedazy w jednym z najelegantszych sklepow londynskich Heals (metalwe, fantastycznie designerskie) , z zimie darly wszystkim babom rajstopy, zas w lecie pozostawialy na tylku idealna krate. Musialam je oddac i kupic XIX-wieczne francuskie kopie ludwikow, bo tez zostaly pomyslane dla czlowieka. da sie na nich siedziec. Byly znacznie tansze i znacznie porzadniej zrobione (skoro przetrwaly ok. 140 lat) niz te te zaprojektowane przez Magistrettiego.
    Wiem, ze ladny design kosztuje. Ale nauczylam sie nie placic za humbug.

  245. To bylam ja, Helena, a nie Mordka. Sorry, Kotku.

  246. rysberlin  1 luty 10,   19:35

    bo najwazniejsze,Heleno to przekonac innych ze ten wlasnie

    produkt” swiadczy o tobie”,guscie,pozycji zawodowej,spolecznej,

    a dzieci i psy moga mieszkac w innych pokojach :roll: :)

  247. Heleno,
    mnie pajączek się podoba jako forma, nie odmówię mu urody. Nie mam pojęcia jak się sprawdza w praktyce - to nieco inna sprawa. To, o czym piszesz, czy przedmioty użytkowe są ergonomiczne, wygodne w użyciu ma kolosalne znaczenie.
    Natomiast jeśli chodzi o łazienki P. S. to jest zaprojektowana cała seria tego wyposażenia i są także odpowiednie mydelniczki, wieszaczki na ręczniki itd, itp.
    Starck wydał już 3 serie łazienek i wszystkie się sprzedają naprawdę nieźle. To samo z Fosterem - producenci - w tym wypadku Duravit - zarabiają na tych nazwiskach, to jasne, ale urody tym urządzeniom odmówić nie sposób. Modna od lat purystyczna linia tych produktów cieszy się niezmiennie dużym wzięcie.
    Oczywiście wśród ludzi, których stać na to i mają gust zbieżny z tym trendem.

  248. A teraz coś zupełnie nie a propos lub a propos czegoś zupełnie innego, jak kto woli:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7517098,Bp_Pieronek_zmienia_zdanie__Portal_Pontifex_jednak.html

  249. Ha, ja rozumiem, ze jako forma. Ale skoro sprzedaja go w sklepach kuchennych jako wyciskacz do cytryn, to formy nie mozna oddzielic od funkcji.
    A o fyunkcji dzis malo kto mysli. Jest to chyba jakas reakcja na czasy, kiedy funkcja byla ponad wszystko, ale malo bylo duszy (Bauhaus).

    Ha! Dobrze, ze ten portal wloski postraszyl Piernika.
    “Portal Pontiflex postraszyl Piernika” - jakaz piekna aliteracja, even if I say so myself. Sam Bobik by sie nie powstydzil.

  250. Może dlatego, że funkcja ma coraz mniejsze znaczenie w przypadku pewnego life stylu. Gdybym spędzała 12 godzin na dobę w korporacyjnym biurze, nie miałabym rodziny, to mogłabym sobie wyburzyć wszystkie ściany działowe w mieszkaniu, na środku walnąć przeszkloną łazienkę (w końcu Starcka trzeba jakoś wyeksponować), a kuchnię mieć do ozdoby. No, może ze skrzętnie ukrtą w szafce mikrofalówką do odgrzewania mrożonek.

  251. Vesper - you are SOOOO right! :lol:

  252. Bo dobry Bóg już zrobił, co mógł, teraz trzeba zawołać fachowca…
    … od kreowania potrzeb, ot co.

  253. Jest jeszcze jeden trend, niby pochodny od szacunku dla tradycyjnego polaczenia uzytecznosci z wartoscia estetyczna, wypracowanego przez kokolenia artystow-rzemieslnikow. Ale ten trend wystepuje teraz czesto takze w celach pay-and-display. Nikt na XIX-wiecznych w stylu kuchenkach po kilkadziesiat tysiecy dolarow nie gotuje, nikt nie uzywa stolow kuchennych prosto ze stron starych powiesci do przygotowywania potraw, albo do wspolnych rodzinnych posilkow. Tak naprawde uzywa sie glownie dyskretnie ukrytej mikrofalowki (kazdy wtedy, kiedy mu wygodnie), albo jada sie na miescie. Ale zyje sie w scenografii, ktora opowiada inna historie…

    A co do magazynow wnetrzarskich jeszcze, to one tez czesto wlasnie sprzedaja wnetrza z gotowa juz historia, tyle, ze nie nasza. A dobre wnetrze powinno te indywidualna historie jakos opowiadac. Dlatego wlasnie wiele wnetrz urzadzonych przez profesjonalnych dekoratorow, choc niby nic nie mozna im estetycznie zarzucic, objawia sie nam jako banalne i nieciekawe, mimo wstawienia do nich wielu drogich zabawek.

  254. Tak, Moniko, coś w tym jest. Najmilsze są wnętrza, które powstają latami, może nawet pokoleniami. Choć z tym też nie można przesadzać. Na różnych etapach życia miewamy różne potrzeby, wnętrze musi się do tego dostroić.

  255. a nawet, skoro mieszkanie jest na lata, kreując wnętrze przydałoby się przewidzieć swoje przyszłe potrzeby, a nawet je odpowiednio wykreować, żeby nie zaskoczyły w nieodpowiednią stronę ;)

  256. Ja nwaet rozumiem tych ludzi, ktorzy zapraszaja dekoratorow, daja im budzet i mowia: chce miec cos takiego jak widzialem w zamku na Loara czy w Szkocji.
    Czesto nie maja ani czasu, ani wypbrazni na to w czym czuliby sie dobrze, a wiedza, ze chca miec gniazdo, przjazna przestrzen, ktora podnosi na duchu i pozwala zapomniec o swiecie na zewnatrz. Bo faktycznie po to by dom “opowiadal historie” trzeba miec czas, pozazawodowe zaiteresowania, a nie tylko pojemny budzet. A poniewaz budzety dzisiejsze sa glownie z ciezkiej pracy, a nie dziedziczone i poniewaz tylu ludzi musi czesto zmieniac prace, miejsce zameiszkania, nawet kraje, to nie pozostake nic innego jak wolac wnetrzarza i zostawiac mu metne isntrukcje co do wystroju tego gniazda.
    Tak, wnetrza, ktore faktycznie syca dusze, musza ewoluowac, musza byc odredagowywane na nowo w miare zmieniania sie naszych zainteresowan, i przezyc estetycznych i duchowych i tego jak siebie samych widzimy. I trzeba chyba miec odwage rozstawania sie z rzeczami, ktore przestaly sprawiac nam radosc i przyjemnosc.
    Dla mnie samej takim wzorem jest nasza 93-letnia Jasiunia, ktora nie waha sie rozstac z tym czego juz nie lubi i kupc cos nowego - nowy obrus, nowy zegar na sciane, czerwony garnek czy lampe stojaca. Teraz kiedy sama nie moze wychodzic z domu z powodu postepujacej slepoty (pieprzona plamka zolta!) to bardzo rozpacza, biedactwo. Ale jej dom jest dla mnie cudowny, bo opowiada TYLE historii i dzwoni tyloma starymi zegarami, ktore zbierala przed laty wraz z mezem. Jeden bardzo piekny mnie podarowala w zeszlym roku - Charlesa Fordhama, zegarmistrza JKM.

  257. Mnie nikt i nic nie zaskoczy: kreuję od lat swoją potrzebę bycia wysokim, przystojnym blondynem, inteligentnym, z poczuciem humoru, eleganckim i subtelnym w każdym calu, wykształconym, ujmującym stylem i dyskretnie pomocnym ludziom… ;)

  258. Ale takie wnętrza tworzone latami są właśnie efektem dostrajania się do następnych i następnych potrzeb. Każde pokolenie coś tam wnosi, coś wynosi, przestawia, przemalowuje, przywiązuje się do różnych okropieństw i nie wyobraża sobie życia bez nich…
    Nasze kolejne wnętrza wykazują niewątpliwe duchowe pokrewieństwo z krakowskim mieszkaniem. Nie przez przypadek - po prostu zawsze już w fazie projektu dochodzimy do wniosku, że w takim klimacie najlepiej się czujemy i w gruncie rzeczy w ogóle nas nie obchodzi, co akurat jest modne i wzbudzające zazdrość sąsiadów. Więc w jakiś sposób wleczemy za sobą te pokolenia krakowskich mieszczan przez kolejne niemieckie domy. Ale ponieważ jeszcze nigdy nie mieszkaliśmy w domu młodszym niż stuletni, to jakoś się to wszystko ze sobą nawzajem i z naszymi potrzebami bez tarć zgrywa. ;)

  259. Ja nawet nie wyobrazam sobie jak sie mieszka w domu stuletnim, choc bardzo chetnie spraewdzilabym. A nawet - jeszcze chetniej - dwustuletnim… :lol:
    Wszystkie domu w jakich kiedykolwiek mieszkalam byly zbudowane za mojegp zycia :sad:

  260. zeen, nie wierzę, że nie zaskoczyłoby Cię, gdyby Ci się nagle tę wykreowaną potrzebę udało zaspokoić. :D

  261. W domach stuletnich i więcej mnie się mieszka świetnie. One były jeszcze budowane “na wieki”, nie na najbliższe 20 lat i to się w nich jakoś czuje. Dają poczucie bezpieczeństwa, nawet jeżeli są trudne do ogrzania. ;) I często posiadają jakieś urocze niedoskonałości czy pozorne nonsensy (z punktu widzenia nowoczesnego wnętrzarstwa) - przybudówki, zakamary, schodki prowadzące donikąd i takie inne. To zmusza do wnętrzarskiej kreatywności, czy się chce, czy nie chce. :-)

  262. Moja kamienica ma ledwie sześćdziesiątkę, ale nie wymieniłbym jej na podskakującego nastolatka, bo tendencje jakoś w kiepską stronę poszły…

  263. Bobik…
    Nie wierzę, że nie poczujesz się zaskoczony, kiedy nie uda mi się wykreowanej potrzeby zrealizować…

  264. iiiiiiiiiiiiiii… zaprzeczenie ledwie potrójne

  265. rysberlin  1 luty 10,   22:23

    zamiast pism “wnetrzarskich” polecam Wam mala ksiazke,o tym czym sa przedmioty i my w ich otoczeniu,jak zaspakajaja nasza proznosc,a my udajemy ze chodzi tylko o “dobry gust” :D
    http://www.designboom.com/cms/images/-Z93/ls1.jpg

  266. rysberlin  1 luty 10,   22:26

    zeen,ja taki wlasnie jestem-no moze bardziej siwy niz blondyn,ale

    reszta to ja calkowicie 8)

    tak bywa :)

  267. Nie powiem, że nie liczyłem na rozbudowanie przeczeń… :)

  268. rysberlin  1 luty 10,   22:26

    bywajcie

    zasilam szeregi spiacych :)

  269. Tyś Rysiu ideał znaczy…
    To Ciebie trza do Sèvres zabalsamować czem prędzej…
    Ja to osiągnę dopiero za całe pięćdziesiąt sześć minut…, eeeech życie…

  270. Niedawno zastanawialiśmy się z mężem, czy by nie odciąć kuponów od lokalizacji naszego nieszczęsnego mieszkania i nie wynająć go na jakąś kancelarię czy inny notariat, a dla nas kupić coś nowego. No i wyszło, że jednak nie. Te nowe budynki są jakieś takie bez duszy, mieszkania za grube setki tysięcy, a w środku panele podłogowe i karton-gips. Za każdym razem wychodzi jednak, że wracamy na stare śmieci :)

  271. ja nawet nie chcę myśleć jaki fart mnie spotkał, kiedy kupowałem swoje em, bo ktoś jeszcze uzna, że limit szczęścia to jeszcze od wnuków podebrałem ;)

  272. W dawnym budownictwie też bywały różne mody, ale jednak nie tak “bezwzględnie obowiązujące”. Magazynów wnętrzarskich nie było, rynku materiałów budowlanych nie opanowało kilku wielkich producentów, gusta nie były kształtowane przez seriale, itp., itd. Nawet polska norma nie istniała. ;) I dzięki temu te stare mieszkania to jeszcze indywidua, a nie klony.

  273. O tak, Bobiku - na szczescie tradycja zostala uksztaltowana jeszcze przed doba uniformizacji i “bezwzglednie obowiazujacych trendow”, podobnie jak jadane przez nas potrawy wymyslono tez szczesliwie wczesniej. ;-) W moim przypadku tez jakos zawsze konczy sie na tym, ze mieszkam w starych domach, o wyraznie okreslonej, czasem nawet wybujalej osobowosci. I w przypadku mieszkania nie w miejscu urodzenia, ciekawie sie uklada interakcja tego, z czym sie wyroslo z tym, co wlasciwe dla nowego miejsca. Bo nowe miejsce wlasnie, zwlaszcza, gdy jest stare, juz ma swoje wlasne wymagania i oczekiwania, ktorym nie mozna isc wbrew, tylko trzeba sie z nimi wdawac w dialog. ;-)

    A co do wyrzucania niepotrzebnych juz przedmiotow, to rynek nie spi, i sa juz magazyny doradzajace i na ten temat. Ktos to kupuje, wiec widac jest zapotrzebowanie na wyrzucanie w grupie i wedlug nowych trendow i regul… ;-)

  274. To jest szczególnie fascynujące, kiedy wprowadza się do domu, gdzie ślady dawnych mieszkańców jeszcze są zachowane. W naszym poprzednim domu i ogrodzie pełno takich śladów było. Nawet na drzwiach wisiała jeszcze marmurowa tablica “Peter Wartmann”.
    Ten dom stał przez wiele lat niezamieszkały i jakoś tak się złożyło, że nikt przy nim nie majstrował. Stało tam jeszcze kilka mebli, w bardzo złym stanie, ale stół dało się uratować. Zabraliśmy go do nowego domu i jadamy na nim do dziś.
    A w nowym domu obecność duchów na początku w ogóle nie była odczuwalna, być może dlatego, że poprzedni mieszkańcy bardzo źle się z nimi obchodzili. :roll: Ale w miarę jak zaczęliśmy przywracać taki stan, jak posiadłość mogła mieć przed stu laty, duchy zaczęły się pojawiać. Na razie tylko tu i ówdzie trzeszczą, ale z czasem może nawet coś się pokaże w samej bieliźnie. ;)

  275. Ciekawe rzeczy opowiadasz, Bobiku, i to juz po polnocy… :roll:

    A my sie dwukrotnie zaprzyjaznilismy z poprzednimi wlascicielami kupionych przez nas domow. Wlascicielka naszego obecnego domu, Alice, zwana takze przez wszystkich w okolicy Puchatkiem (z czego wynika, ze mieszkamy w Chatce Puchatka), :-) przeniosla sie, ze wzgledu na wiek, do mniejszego mieszkania nieopodal, gdzie nie musi sie martwic odsniezaniem ani innymi podobnymi sprawami. Ale wpada do nas na herbate, a my do niej - bo okazalo sie, za mamy ze soba bardzo duzo wspolnego i pod wzgledem osobowosci, poczucia humoru i zainteresowan, a nawet pod wzgledem powiazan rodzinnych (jej najmlodszy syn wlasnie ozenil sie z Hinduska.).

  276. Jestem gleboko poruszona wysluchanym przed chwila wykladem publicznym Terry Prachetta na temat eutanazji. Pratchett, jak wiadomo byl trzy lata temu, w wieku 59 lat zdiagnozowany na PCA, rzadka wczesna forme Alzheimera. Sam juz nie jest w stanie pisac, ale dyktuje do komputera, ktory zapisuje z glosu.. Wlasnym glosem odczytal tylko wstep, zas caly wyklad zostal wygloszony (genialnie!) przez jego przyjaciela Tony’ego Robinsona. Samemu Aitorowi jest tez trudno czytac. Ale sam wyklad byl bez zadnej taryfy ulgowej.
    Choc mowil o sprawawch trudnych i bardzo powaznych, byl to wyklad tak blyskotliwy i dowcipny, ze cala sala wybuchala smiechem i oklaskami (”Jak ja ppotrafie sluchac! Jak odkurzacz!”), ale przez sekunde widzialam wsrod zebranych zalana lzami cudowna twarz Jeremy Ironsa.
    Musze to sobie przemyslec. Bo od wielu lat jestem zdaecydowanym przreciwnikiem LEGALNEJ eutanazji.

  277. Ja nie jestem przeciwnikiem legalnej pomocy w samobójstwie, przede wszystkim z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że właśnie nielegalność tego procederu stwarza większe pole do nadużyć (nie ma żadnych psychologów, żadnej komisji, wszystko zależy od widzimisię lekarza czy pielęgniarki), a po drugie - skoro nie odmawiamy prawa do samobójstwa osobom zdrowym (chyba już nigdzie w Europie nie ściga się prób samobójczych jako przestępstwa), to dlaczego mamy go odmawiać ludziom chorym, udręczonym przez chorobę i bez szans na normalne, godne życie? A przecież ci ludzie już często nie są nawet w stanie zwlec się z łóżka i wyskoczyć z okna czy rzucić pod pociąg. Dostarczenie im możliwości łagodnego, bezbolesnego odejścia na własne życzenie jest nieraz naprawdę aktem miłosierdzia.
    Oczywiście można z przyczyn religijnych czy innych być przeciwnikiem samobójstwa jako takiego. Ale jeżeli się uznaje prawo do niego, to według mnie nie należy potępiać i ścigać prawnie kogoś, kto je pomoże popełnić w sposób humanitarny.
    Pewnie, że należy legalną eutanazję obwarować wieloma zastrzeżeniami i nie zrobić z tego rutynowego zabiegu, jak wycięcie wyrostka. Ale nie zostawiać w szarej strefie.
    Dalej nie będę, bo czuję, że mi się zaczyna ziewać, a to nie jest najlepszy stan do poważnych rozważań.

  278. Doczytuję, wreszcie przejrzałam na oczy :-) Sypie :-(

  279. mody w sypaniu też się zmieniają…

  280. Dzień dobry. :-) Rzeczywiście się zmieniają. U mnie sypanie dziś poszło w minimalizm. Sam jeszcze nie wiem, czy mi się to podoba. ;)
    Chyba się tutaj kawy napiję, bo bar wyruszył na Wyprawę i nie chce mi się po jedną filiżankę kawy aż do Indii na Biegunie Północnym zasuwać. :-)

  281. można się zsuwać na desce po grzbiecie lawiny…

  282. Cubalibre  2 luty 10,   11:09

    Eutanazja jako indywidualny akt miłosierdzia nie budzi mojego sprzeciwu, jeśli nie ma wątpliwości, że została zastosowana na wyraźne życzenie umierającego, który świadom beznadziejności swego stanu ma dość czekania, aż się np. udusi od krwotoku albo z powodu postępującego paraliżu mięśni. Przepraszam za drastyczne przykłady, ale uważam, że w dzisiejszych czasach nie ma prawie konieczności umierania z powodu bólu fizycznego. Gorszy jest ból duszy, udręka, poczucie niepotrzebności, bycia ciężarem, także finansowym, dla rodziny i społeczeństwa. Podobno 50 procent wydatków na leczenie przypada na ostatnie 24 miesiące naszego życia. Dawanie chorym i starym do zrozumienia, że kilka gramów barbituranu uwolni ich i rodzinę od nadmiernego stresu, może przerodzić się u chorego w poczucie obowiązku skorzystania z oferty.
    “Wiesz, babciu, będziemy musieli sprzedać twój dom, aby cię utrzymać w tym domu opieki…” :roll:

  283. Cubalibre  2 luty 10,   11:11

    Sorry,
    widzę, że temat już inny, ale tak mi wczorajsze jeszcze siedzi w myślach…

  284. A mnie siedzi w myślach inny wczorajszy temat, na który nie miałam czasu zabrać głosu.
    Ja jednak z przyjemnością w pewnym momencie życia zamieszkałam w lokalu, który był budowany dla mnie. Po tych wszystkich latach nie chciałam już innych, obcych duchów. Mebli “z duchami” mam ledwie dwa i pół (za to piękne) i to mi absolutnie wystarczy. Urządzałam się pod kątem koloru i formy, wybierając te, wśród których mi miło.
    Inna sprawa, że na sprzątanie burdlu ostatnio zuuuupełnie nie mam czasu… :-(

  285. Może to zależy od tego, czy trafiało się na duchy przyjazne i opiekuńcze, czy na jakieś wredoty, które tylko patrzyły, jak by tu humor popsuć? ;)
    Ale oczywiście, że w urządzaniu koniec końców o to chodzi, żeby we wnętrzu dobrze się czuć i dlatego nie wyobrażam sobie urządzania się według jakiejś sztancy, choćby i wybitnej architektonicznie. Owszem, można z magazynów podłapać pewne pomysły, tak samo jak przez oglądanie domów zaprzyjaźnionych, ale potem zawsze trzeba sobie z tego zrobić własny miszmasz, jeżeli ma być miło. ;)

  286. w IKEI czuję się jak w domu, a w domu jak w IKEI…

  287. Mnie problem eutanazji też ciężko na wątpiach leży i nawet mam pewne opory co do poruszania go na blogu, gdzie z konieczności pisze się skrótowo i z uproszczeniami. To są bardzo skomplikowane i delikatne kwestie zarówno etyczne, jak i prawne i nie chciałbym ich zwulgaryzować. Ale mogę wyrazić własne, subiektywne zdanie - ja bym chciał mieć możliwość podjęcia decyzji o rozstaniu się z życiem, jeżeli miałoby ono być już tylko cierpieniem i niecierpliwym wyczekiwaniem końca. A jeżeli taki moment miałby nastąpić, to najchętniej odszedłbym z jaką taką godnością i w sposób łagodny. I nie chciałbym wtedy ani mieć poczucia, że wdaję się przez to w jakieś nielegalne machinacje, ani obciążać sumienia lekarza, ani narażać go na prawne konsekwencje. Tylko tyle.

  288. Cubalibre  2 luty 10,   12:05

    Bobiku,
    ja myślę dokładnie tak samo, ale już dziś w wielu krajach eutanazja bierna jest możliwa i praktykowana, wszystko zależy od sumienia lekarza.

  289. Trudny temat od rana. Chyba nie zabiorę głosu. Za ciężki kaliber przed śniadaniem.

  290. Rano 8O to tylko lekkie kolibry…

  291. Takie w sam raz na jeden kęs

  292. Też coś tak czuję, że jedna kawa to trochę za mało na ciężkie tematy. Chyba wypiję drugą i zakąszę kolibrem, a potem się zobaczy. ;)

  293. tylko żeby nie łaskotało od środka…

  294. To może jednak kiwi zamiast kolibra. Nieloty nie łaskoczą.

  295. Mysle, ze wszyscy sie mozemy zgodzic z tym, ze jestesmy za, jak pisze Cubalibre, indywidualnym aktem milosierdzia i za tym by odchodzic z godnoscia.
    Schody zaczynaja sie wtedy kiedy Panstwo wydaje nam na to zezwolenie. I moze nawet nie tyle nam, co lekarzowi, ktorego niejako zwalnia z odpowiedzialnosci podejmowania najtrudniejszej deczyji jaka w medycynie istnieje. Moj stosunek do eutanazji uksztaltowaly dwa incydenrty: rozmowa z kolega, ktorego jedyne pozne dziecko umieralo na leukemie w wieku bodaj 15 lat (i ktotej szwedzki lekarz cichcerm pomogl umrzec), oraz jeden dzien spedzony w Hospicjum sw. Krzysztofa pod Londynem w towarzystwie Dame Cecily Saunders, matki wspolczesnego ruchu hospicjowego, z ktora przeprowadzilam wywiad, “chodzacy” potem z szesc razy w radiu.
    Ty jest jej Obit: http://news.bbc.co.uk/1/hi/uk/4254255.stm
    Zarowno wojujacy ateusz A. jak i zarliwa chrzescijanka Dame Cecily byli przeciwni legalzowaniu eutanazji, z powodow m.in. bardzo podobnych do tych, o ktorych pisze Cubalibre. I te powody nie daja mi spokoju do dzis.

  296. Nie twierdzę, że te powody są nieistotne i nie należy się nad nimi zastanawiać. Ale mój wielki sprzeciw budzi właśnie pozostawianie takiej decyzji lekarzowi. Po pierwsze, lekarz nie jest P.B., żeby on miał decydować o czyimś życiu i nie widzę żadnych powodów, żeby jego tym obciążać, czy dawać mu ten przywilej. On powinien tylko wykonywać wolę pacjenta, być w tej sprawie sługą, a nie sędzią. Po drugie - ja bym chciał móc podjąć tę decyzję sam, a nie być zdanym na łaskę lub niełaskę lekarza. Bo wtedy wychodzi na to, że jeden umierający ma szczęście, jeśli trafi na lekarza, który zgodzi się skrócić jego cierpienia, a drugi pecha, bo ma do czynienia z lekarzem niewrażliwym, strachliwym lub przeciwnym eutanazji. To nie jest sprawiedlwe i nie mieści się w moim pojęciu prawa.
    A wspomniany lekarz i Dame Saunders byli ukształtowani w czasie, kiedy jednak podejście do legalnej eutanazji było inne (na ogół nie mieściło się to w głowie) i nie było jeszcze żadnej praktyki w tej materii. Dziś i podejście się nieco zmieniło, i można zobaczyć, jakie są skutki legalności eutanazji w tych krajach, które się na to zdecydowały. Więc i podstawa rozmowy może być nieco inna.

  297. Nie wiem czy da sie to otworzyc:

    http://www.bbc.co.uk/iplayer/episode/b00qmfgn/Richard_Dimbleby_Lecture_Shaking_Hands_with_Death/

    To jest ten wczorajszy publiczny wyklad Terry’ego Pratchetta, ktory proponuje m.n. rozne dobe rozwiazania kwestii prawnej eutanazji, jednak nie odpowiada na pytanie (albo nie do konca odpowiada) na pytanie, ktore wzudza we mnie najwiekszy niepokoj: co z ludzmi, ktorzy nie tyle uwazaja, ze chca umrzec, co ze maja obowiazek umrzec - by zaoszczedzic najbliszym cierpienia, wydatkow na opieke etc.

  298. Nie masz racji Bobiku, sadzac. ze powaznie o eutanazji mowimy dopiero od niedawna. Ten problem jest walkowany od co najmniej dwustu lat. Wole, aby za kazdym raz, decyzje podejmowal w swoim sumieniu lekarz niz Trybunal, jak proponuje to sir Terry. Wole, zeby sie zmagal z ta deczyja, niz chowal sie za parawanem prawa.
    Kazdy niemal praktykujacy lekarz takie dezyzje podejmuje.

  299. O ile wiem, warunkiem zgody na eutanazję jest ileś tam rozmów z psychologami, których zadaniem jest wyławiać takie właśnie przypadki, kiedy życzenie śmierci nie jest “obiektywnie uzasadnione” (okropne określenie, ale chyba wiadomo, o co chodzi). I żeby uniknąć “śmierci z obowiązku” należałoby zadbać o to, żeby to sito było naprawdę gęste, a psycholodzy kompetentni i uwrażliwieni na możliwe “pozaobiektywne” motywacje. No i żeby nie tylko formułowali odmowę, ale też postarali się tym osobom, chcącym umrzeć w gruncie rzeczy dlatego, że nie mają ze strony rodziny dostatecznego wsparcia, pomóc żyć dalej.

  300. Cubalibre  2 luty 10,   13:04

    Bobiku,
    czy sądzisz, że jeśli eutanazja będzie legalna, to każdy lekarz Ci bez oporu przepisze odpowiednią dawkę specyfiku na życzenie? Albo pójdziesz do apteki, zażądasz trucizny i aptekarz wyda bez problemu pod warunkiem, że nie na wynos?
    Mówimy cały czas o eutanazji biernej czyli o umożliwieniu samobójstwa. Czynna niesie za sobą jeszcze więcej problemów.

  301. Intuicyjnie opowiadam się za opcją Heleny. Nie ufam zbiorowemu sumieniu. Grupa nie ma sumienia, nawet ta złożona z najzacniejszych ludzi. W grupie indywidualne poczucie przyzwoitości każdego z jej członków sie jakoś rozwadnia, słabnie, zamiast wzmacniać. A jeśli jeszcze dochodza do tego procedury, sumienie w ogóle może się wyłączyć. Nie mam pomysłu, jak te kwestie rozwiązać, ale komisjom nie wierzę z urzędu.

  302. Heleno, ja nie mówiem, że poważnie o eutanazji rozmawia się od niedawna, tylko że zmienił się ton tych rozmów, podejście do sprawy, sposób myślenia, co jest całkowicie normalne. Na tym polega w ogóle historia myśli, że każda nowa formacja umysłowa inaczej sprawy widzi.
    I ja na przykład widzę to tak, że absolutnie nie chcę, żeby taką decyzję podejmował za mnie lekarz-praktyk, tylko chciałbym mieć do tego określone ramy prawne. Chciałbym wiedzieć, na czym stoję i o co w razie czego mogę się upominać, bo mam do tego prawo, a nie trząść się, czy aby trafię na odpowiedniego lekarza.
    Jeszcze raz powtórzę: lekarz nie jest ani bogiem, ani sędzią i nie do niego takie rozstrzygnięcia należą. Nie musi nawet, u licha, być dobrym człowiekiem, bo nie za to pobiera pensję. A ja nie chcę być zależny od jego sumienia (bądź jego braku), tylko chcę żeby w razie czego mógł podać mi odpowiedni środek, nie zostając automatycznie przestępcą.

  303. Cubalibre, oczywiście, że nie mówię o kupowaniu trucizny na receptę, jak aspiryny. I oczywiście uważam, że eutanazja powinna być dopuszczalna tylko w skrajnych przypadkach, w praktyce tylko jak chodzi o nieuleczalne, połączone z wielkim cierpieniem choroby. I że jej warunkiem powinna być jasno wyrażona wola psychicznie zdrowego pacjenta. I że dostęp do niej powinien być trudny, żeby ograniczyć możliwość nadużyć. I też myślę o eutanazji biernej, czyli o dostarczeniu pacjentowi (zwykle już przykutemu do łóżka) środka do popełnienia samobójstwa.
    Sam mam tu zesztą mnóstwo niepewności, jak chodzi o praktyczną stronę. Ale kiedy mówimy o zasadzie, to jestem za tym, żeby eutanazja była rozumiana jako akt miłosierdzia, do którego mam prawo, a nie muszę być skazany na czyjeś widzimisię. A jeżeli jest to prawo, to nie bardzo widzę, jak mogłoby się wtedy obejść bez procedur.
    Zauważmy, że te procedury nie są po to, żeby ciało zbiorowe skazało kogoś na śmierć (jak w przypadku sądów, w czym mnóstwo ludzi nie widzi żadnego problemu). Tu decyzja o życiu lub śmierci należy cały czas do zainteresowanego, nie do żadnego ciała zbiorowego. Procedury byłyby tylko w celu stwierdzenia, czy ten zainteresowany rzeczywiście pragnie śmierci, czy tylko nie umie sobie poradzić z życiem i są możliwości pomożenia mu w inny sposób, niż tylko przez umożliwienie samobójstwa. Jasne, że na pewno nie byłyby doskonałe, jak to zwykle procedury, ale przecież niedoskonałość procedur prawnych nie jest powodem do zrezygnowania z prawa jako takiego.

  304. mizerykordia, tak?
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Misericordia

  305. Nie zmienil sie “ton”, czyli nie zaszla jakas zmiana jakosciowa naszej obecnej debaty nad eutanazja, nastapila zmiana ilosciowa - znacznie wiecej ludzi odchodzi od argumentow religijnych (Dame Cecily, zarliwa chrzescijanka nigdy sie do argymentow relogijnych nie odwolywala), znacznie wiecej o tych sprawach sie debatuje publicznie, wzrosl odsetek ludzi domagajacych sie legalnej eutanazji, mamy lepsze srodki przyspieszania smierci jak i lepsze metody opieki paliatywnej. Ale watpliwosci pozostaly dokladnie te same.
    Przy lozku chorego lekarz jest “bogiem”. Jest. Wole, zeby to on podejmowal (w porozumieniu z pacjentem, choby niewerbalnym, jak dzis ) te decyzje niz aparat panstwowy. Bp tak jak dzis aparat panstwowy decyduje czy spolecznej sluzbie zdrowia oplaca sie leczyc X czy Y, tak jutro aparat panstwowoy lub jakis inny moze zdecydowac czy oplaca sie aby ktos beznadziejnie chory zajmowal miejsce w szpitalu. TO sie juz w duzej mierze dzieje, to jest fakt. Znamy zbyt duzo przypadkow, kiedy admionistracja szpitala ( a nie lekarz opiekujacy sie) decyduje, ze ktos juz nie wyjdzie ze spiaczki i wbrew najblozszym odlacza pacjenta od aparatury. Aby “zaoszczedzic pieniadze podatnika”, “musimy podejmowac trudne deczyje”, ‘’spoleczna sluzba zdrowia musi rozumnie gospodarowac swoimi ograniczonymi zasobami” etc.
    Nie mialabym chwili spokoju, ze ktos inny niz moj lekarz i ja sama podejmujemy decyzje czy warto mnie jeszcze trzymac przy zyciu.

  306. Heleno, w gruncie rzeczy różnica między nami polega na tym, że Ty najwyraźniej masz olbrzymie zaufanie do lekarzy, a ja nie. Bo, jak sama zresztą piszesz, różni lekarze się zdarzają i z różnych powodów takie czy inne decyzje podejmują. Lekarz ma prawo do swoich poglądów, religijnych i innych, które wcale z moimi zgodne być nie muszą, więc dlaczego niby koniec końców mam być zależny od jego rozstrzygnięcia, bez względu na to, jakie sam podejmę?
    Ja nie chciałbym ani żeby decyzję o pożegnaniu się z życiem podejmował za mnie lekarz, ani ciało zbiorowe, tylko żebym mógł to zrobić sam. A ciało zbiorowe ma tylko stwierdzić, czy nie ma przeciwwskazań do wykonania mojej woli.
    Chwili spokoju to bym nie miał, jeśli KTOKOLWIEK podejmowałby taką decyzję za mnie, korzystając z istnienia szarej strefy, niedomówień i zdawania się na domysły.

  307. to tak a propos, ale lżej:

    Budzi się facet w samochodzie, patrzy, aparatura medyczna, rurki, fiolki, lekarze, sanitariusze.
    - Gdzie jedziemy?
    - Do kostnicy.
    - Ale ja jeszcze żyję!
    - A my jeszcze nie dojechaliśmy…

    Wywołany uśmiech dedykuję wszystkim, którzy głowy i sumienia lekarzy chcieliby jeszcze obciążyć decyzją o uznaniu kogoś za praktycznie umarłego, tylko chuchnąć i pieczątkę przybić.

  308. Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy, który poprzez pominięcie lekarzy i ciał zbiorowych może lepiej pokazuje, dlaczego jestem za legalnością. Załóżmy, że jestem śmiertelnie chory, nikt nie potrafi mi wskazać jakiejkolwiek szansy wyleczenia, zacząłem już cierpieć, ale jeszcze jestem w domu i mogę się poruszać. Nie chcę czekać na moment, kiedy będę zupełnie niesprawny i bezradny, więc podjąłem decyzję samobójczą, zgromadziłem odpowiednio dużo tabletek nasennych i jestem gotów. Tylko nie chciałbym tego robić potajemnie, chyłkiem, wstydliwie, w samotności. Chcę pożegnać się z bliskimi, chcę, żeby ktoś kochany trzymał mnie za rękę, żeby powiedzieć komuś jeszcze jakieś ostatnie słowo, ze świadomością jego wagi. Ale jeżeli umrę w ten sposób, to przy obecnych przepisach narażę tych, którzy zgodzili się mi towarzyszyć, na odpowiedzialność karną. Na przykład za nieudzielenie pomocy i niezawiadomienie odpowiednich służb, pomoc w eutanazji, itp. I nieważne, że wyroki w takich wypadkach zwykle nie są zbyt wysokie. Ważne, że na razie pomoc przy eutanazji robi przestępców właśnie z tych, którzy mają najwrażliwsze sumienia.

  309. Ale w prawdziwym zyciu jest chory. ktory moze juz nie jest w stanie mowic, jest w starsznych bolach , choc dwa dni temu nie przyjmowal wiadomosci o swojej smierci (tak bylo z nasza przyjaciolka Zosia w Gdyni rok temu), a po to by zebral sie trybunal potrzeba bedzie zapewne w praktyce paru miesiecy i trzeba aby wszyscy zainteresowani mieli czas pkreslonego dnia o okreslonej godzinie. I jest lekarz, ktory jest w stanie podac nieco wiecej morfiny. Wystarczy aby ktos z najblizszych spojrzal mu gleboko w oczu i skinal glowa.
    Tak to czesto wyglada w praktyce. Lekarz nie musi byc “dobrym czlowiekiem”. Wystraczy, ze jest czlowiekiem. Tak bylo w przypadku 14-letniej Joanny, corki mojego kolegi ze Szwecji. Tak robia lekarze majacy na codzien z chorymi na raka.
    Ale sa tez inne przypadki - niedawno brytyjskie malzenstwo udalo sie do Dygnitas aby zakonczyc zycie razem, ona miala raka, on mial depresje z tym zwiazana i “obiecali sobie, ze razem zakoncza zycie”. I jest to cos czego moje sumienie nie przyjmuje - nie samobpjstwa jako takiego, ale calej otoczki majestatu prawa.

  310. Cubalibre  2 luty 10,   14:42

    Ja tam wolę bardziej zaufać lekarzowi niż sędziom i komisjom. Według moich znajomych jedną z ważniejszych spraw w życiu obok zdobycia i utrzymania przyjaciół jest znalezienie godnego zaufania tzw. lekarza domowego lub chociaż zaprzyjaźnionego zwykłego lekarza, na którego można liczyć w sytuacjach ostatecznych. Należy to zrobić, póki się jest zdrowym i sprawnym, aby mieć czas poznać doktora i jego poglądy i w porę móc zmienić go na innego, lepiej odpowiadającego naszym oczekiwaniom. Po paroletnich kontaktach typu pacjent-lekarz (nie towarzyskich) można już to i owo o takim lekarzu powiedzieć i wysnuć wnioski na temat jego postawy etycznej. Z czasem można z nim pogadać o wszystkim. Rozmowę na temat ewentualnej pomocy w skrajnych sytuacjach życiowych prowadzi się łatwiej, gdy aktualna sytuacja nie jest podbramkowa.

  311. Chory, który nie jest w stanie sam zadecydować, to już inna sprawa - tu wchodzimy na teren eutanazji czynnej. I to jest naprawdę wiele trudniejsze - chyba nawet w tej chwili nie bardzo mam energię, żeby się z tym zmierzyć. Ale ja dotąd mówiłem o eutanazji biernej, czyli ułatwieniu lub nieprzeszkadzaniu. I tu jestem za legalnością.
    Majestat prawa mi nie przeszkadza. W końcu decyzja o zakończeniu życia jest sprawą poważną i może nawet nie jest źle, kiedy odbywa się w jakimś majestacie.

  312. Jesli Ci chodzi o to by dalej nie leczyc i odlaczyc od aparatury to brytyjskie prawo na to zezwala i nie ma problemu.
    W Hospicjum sw. Krzysztofa, jak opowiadala mi dame Cecily nikt nikogo sila przy zyciu nie trzyma, stosujac “nadzwyczajne” srodki.
    Ona zawsze rozmawiala ze swymi pensjonariuszami upewniajac sie jak dalece moze interweniowac w ratowanie zycia. Ale jesli ktos mowil: pozwolcie mi umrzec w sposob naturalny, to takie zyczenie bylo ZAWSZE respektowane.
    A wiec mowimy naprawde tylko o podaniu srodkow usmiercajacych.

  313. Cubalibre, ale przecież często lekarz w szpitalu wcale nie jest tym dobrze znanym, zaufanym lekarzem domowym, tylko jakimś tam facetem na dyżurze, który lata jak kot z pęcherzem i na filozoficzne rozmowy nie ma czasu. Zwłaszcza w przypadku szybko rozwijających się raków traci się kontakt z lekarzem domowym, a rozmawia głównie z onkologiem, którego nawet nie ma czasu się zbyt dobrze poznać, zanim się umrze.
    No i może się też przecież zdarzyć, że ten latami “urabiany” lekarz zaufania umrze wcześniej ode mnie (jak ostatnio mój wspaniały dentysta), przejdzie na emeryturę, lub wyjedzie do innego miasta. I co wtedy?

  314. Heleno, nie chodzi mi “tylko” o odłączenie aparatury, bo zdarza się, że pacjent może żyć bez niej, ale okropnie cierpi. Więc chodzi mi, z grubsza mówiąc, o podanie na życzenie środka łagodnie uśmiercającego, który chory będzie sobie mógł sam zaaplikować, jeśli taka jego wola.

  315. Cubalibre  2 luty 10,   15:06

    Bobiku,
    pech się zdarza. Może trzeba stawiać na kilku lekarzy ;) Nie ma obowiązku umierania w szpitalu wśród lekarzy biegających z pęcherzem.
    Nie jest łatwo o środek łagodnie uśmiercający do zażycia doustnego. Skuteczna jest duża dawka pewnego barbituranu, ale aby ją zażyć należy najpierw wypić środek przeciwwymiotny. To tak od strony technicznej :roll: Tabletki nasenne mogą zawieść i się obudzisz jeszcze “chorszy” :(

  316. Zgadzam sie z Cubalibre. I mialabym bezgraniczne zaufanie zarowno do swego lekarza domowego, Birmanczyka Koko Gyi, jak i swej onkolozki Ms Szah*.

    ____________
    Nie wiem czy wiecie, ale w Anglii historycznie tylko do lakarza “zwyklego” mowi sie per doktor Gyi , ale do specjalisty czy profesora med. mowi sie zawsze i tylko per Mr, Mrs, Miss czy Miz (Ms) XYZ. A wiec zwyczajny dentysta jest dr, ale juz ortodontyk jest Mr.
    Bo w dawnych czasavh doktorem mogl byc cyrulik, zas po uniwersytecie byl juz Mr.

  317. Ale moze bylo to odwrotnie i cyrulik uwazany byl za “specjaliste” - np od trepanacji czaszki czy upuszczania krwi ?

  318. Cubalibre  2 luty 10,   15:25

    Do lekarzy po prostu trzeba mieć szczęście

  319. Jeśli dobrze pamiętam z niezbyt ciekawie prowadzonej na studiach historii medycyny (czego to nie robiliśmy, by jakoś się mignać od zajęć z tego przedmiotu), to lekarz w znaczeniu physician stał w hierarchii zawodowej nieporównywalnie wyżej od chirurga (surgeon). Z reguły physician w ogóle nie zniżał się do dotykania pacjenta, co najwyżej mógł go posłuchac przez jakąś trąbkę, postukac młoteczkiem, obejrzeć wydzieliny lub wydaliny itp. Surgeon zakładał szwy, opatrunki, puszczał krew, czyli paprał się w brudach i był zdecydowanie mniej szanowany jako profesja. Dopiero niedawno to się przemieszało.

  320. Ten Mleczko jest prosto z zycia i dobrze pamietam jak moj Ojciec po powrocie z Senegalu gdzie prowadzil badania, mowil w rozmarzeniu: Oni tam maja TYLE wszczepiennej zoltaczki typu B!

  321. Masz racje, Vesper, sprawdzilam i “specjalista” mogl byc cyrulik, a wiec Mr. A po studiach - dr. I tak to “u nas” zostalo do dzis. I zmieniac tego nie zamierzamy. :lol:

  322. Widzac powazne argumenty z obu stron, sklaniam sie jednak ku pozycji Heleny, i to nie tylko dlatego, ze praktycznie rzecz biorac czasem nie starcza czasu na zebranie sie szacownego komitetu, ktory mialby decydowac. I nie tylko dlatego, ze ludzie starsi i nieuleczalnie chorzy mogliby zaczac podskornie wyczuwac, ze oczekuje sie od nich (nie tylko rodzina, ale spoleczenstwo), zeby odchodzili wczesniej i nie robili soba klopotu. I nie tylko dlatego, ze grupy czesto wlasnie maja mniej sumienia niz jednostki, i wydaja zaskakujace decyzje. Po prostu decyzje dotyczace bardzo skomplikowanych sytuacji o dziwo lepiej sie podejmuje na poziomie emocjonalnym i jednostkowym (choc dobrze byc do nich jakos przygotowanym). Nawet wybor najlepszego dzemu truskawkowego robiony grupowo, z lista wymaganych cech “dobrego dzemu” do odhaczenia przez wszystkich czlonkow komitetu okazuje sie zwykle porazka (prawdziwy eksperyment - najlepszy dzem najlepiej sie wybiera, gdy kazdy kieruje sie wlasnym doswiadczeniem zyciowym, w tym przypadku dotyczacym dzemow; eksperyment oczywiscie chcial zbadac czemu w niektorych dziedzinach decyzje podejmowane zespolowo nie sa najlepsze). Moze nalezy wiecej czasu poswiecic etyce medycznej, i etyce w ogole? A potem jednak zawsze pozostaje pewna przypadkowosc, ktorej do konca nie da sie uniknac i z ktorej tak naprawde i tak sklada sie zycie. Bo przynajmniej jakas czesc ruchu na rzecz eutanazji wydaje mi sie odruchem do kontroli kiedy i jak odejdziemy, niz tylko czysta checia ulzenia cierpieniu, ktore jest nie do zniesienia. To zupelnie zrozumiale, i bardzo bliskie duchowi naszych czasow, przynajmniej w bogatszych czesciach swiata, gdzie slusznie sie podkresla prawo do decydowania o sobie, ale tak do konca chyba jednak nieprzewidywalnosci wszystkich okolicznosci zycia i smierci i tak nie da sie przewidziec.

  323. No właśnie, może jak ktoś miał szczęście, to jest skłonny składać swój los w ręce lekarza, a ja akurat nie znam takiego, do którego miabym zaufanie stuprocentowe i chciał mu oddać decyzję o moim życiu. Wolę w razie czego sam i legalnie, nie jak złodziej.
    I to, że nie jest tak łatwo popełnić samobójstwo łagodnie przy pomocy ogólnodostępnych środków jest dla mnie dodatkowym argumentem. Bo w takiej krańcowej sytuacji wolałbym mieć do nich dostęp, niż musieć korzystać z opcji podpociągowej (co za stres dla maszynisty!). A lekarz żeby mógł mi ich legalnie dostarczyć (niechby nawet założył kateter, jeśli dożylnie, a ja bym tylko własnoręcznie odkręcił kranik).
    Co do komisji, to nie jestem wielkim wielbicielem biurokracji, ale praktycznie nie bardzo sobie wyobrażam inne rozwiązanie. Tylko że ja taką komisję widzę nie jako “dwunastu gniewnych ludzi”, którzy biorą mnie w obroty i miażdżą paragrafami, tylko jako rozmowy z psychologami (minimum dwoma), z lekarzem, z etykiem, może z kimś jeszcze. I ich rolą byłoby głównie stwierdzenie, że nie ma przeszkód prawnych ani innych, żeby lekarza upoważnić do ułatwienia mi śmierci.
    Ta komisja nawet nie musiałaby się zbierać, bo każda rozmowa powinna być przeprowadona indywidualnie. Może wystarczyłoby prawo weta, kiedy ktoś jakąś poważną przeszkodę widzi? Ale to już teraz kombinuję na poczekaniu, nie mam przemyślanego. W każdym razie byłoby to jak najbardziej odwoływanie się do indywidualnych sumień, tyle że nie jednego lekarza, a kilku osób, działających - no właśnie, w majestacie prawa, a nie cichcem i półgębkiem.
    I oczywiście ci wszyscy specjaliści powinni być dostępni szybko, bo śmiertelnie chorzy czasu na czekanie faktycznie nie mają.

  324. Powiedzialas dokladnie to, Moniko, co caly czas podskornie czuje, ale nie umialam wyrazic tak elokwentnie jak Ty.

  325. Widac, Heleno, jadamy podobne dzemy zyciowe…

  326. Moze. :lol:

  327. Jasne, że prawo nie może przewidzieć wszystkich sytuacji. Ono w praktyce przede wszystkim określa, co jest zabronione. A ponieważ w większości krajów zabroniona jest eutanazja, to każdy chcący (z jakichkolwiek motywacji) w niej pomóc, automatycznie musi się postawić poza i ponad prawem. To mi się nie podoba.
    Poza tym nie bardzo rozumiem, dlaczego wobec wyrażonej przez pacjenta woli rozstania się z życiem lekarz miałby zawsze być bardziej kwalifikowany do poparcia lub zakwestionowania tej decyzji niż np. psycholog. Bo lekarze mają “z natury” lepsze sumienia? No, bez przesady…
    I prawdą jest, że ja np. chciałbym mieć możliwość kontroli, kiedy i jak odejdę. Nie twierdzę, że na pewno z niej skorzystam. Ale lepiej by mi było ze świadomością, że ta możliwość istnieje.
    Od razu uprzedzam, że już nic więcej nie powiem (na razie przynajmniej), bo mi bibliotekę zamkną. ;)

  328. Psycholog, ktory dopiero poznaje pacjenta, i to w szczegolnej sytuacji, tez czesto wcale nie wie lepiej. Na to trzeba mu nieco czasu, porownan z zachowaniami przed obecna, pelna cierpienia sytuacja, testow psychologicznych (z praktycznych powodow, chocby wypelnianie stosow formularzy moze nie pasowac do dramatycznej sytuacji). Inaczej jego decyzja tez moze byc w sumie przypadkowa i nieadekwatna do sytuacji.

  329. Cubalibre  2 luty 10,   17:03

    Die Beihilfe zur Selbsttötung ist in Deutschland nicht strafbar.
    Wiedziałeś o tym, Bobiku?
    Lekarz niemiecki nie ma jednak prawa wystawić recepty na śmiertelną dawkę barbituranu, bo to jest wbrew przepisom o medykamentach.
    Mnie się zdaje, że w sytuacji beznadziejnej chcesz wprawdzie sam decydować o momencie odejścia, ale potrzebujesz oficjalnego potwierdzenia, że Twoja decyzja nie była pochopna.
    Jak ten gość u Mleczki stojący z kamieniem u szyi nad rzeką. Przechodzący mężczyzna po wysłuchaniu jego skargi:
    “Nikt mnie nie potrzebuje”
    rzuca się do pobliskiej budki telefonicznej, dzwoni po pomoc i po chwili przyznaje: “Faktycznie :(

  330. Noto niech jeszcze opowiem troche o tej Cecily Saunders i jej zwiazkach z Poska. Bo bylam pod wielkim wrazeniem. kiedy poszlam spedzic ten dzien w zalozonym przez nia hospicjum.
    Bylam bardzo dobrze do wywiadu przygotowana. Przeczylam wszystkioe wycinki prasowe (to bylo przed dostepem do internetu) przechowywane skrzetnie w naszej genialnej bibliotece wycinkow.
    Powitala mnie wysoka szczupla osoba, z siwymi wlosami, zaczesanymi do tylu w koczek, w szarej sukni wysoko podpietej kamea. Wygladala troche jak dama klasowa albo zakonnica. Z kotem na ramieniu. Przedstawil;a mi kota:
    Morfeusz, od morfiny, ktorej tu duzp uzywamy i ktora jest zbawieniem dla wielu ludzi. Szlysmy najpierw dlugim korytarzem obwieszonym obrazami, najwyrazniej tego samego autora. Wiedzialam, ze jej mezem jest najstarszy wowczas polski malarz na emigracji, Marian Bohusz Szyszko. Wstapilysmy na chwile do jego pracowni, znajdujacej sie na najwyzszym pietrze tego slicznego, starego domu w ogrodzie pelnym wtedy kwitnacych zonkili. Przywialam sie z dostojnym starcem siedzacym przed sztalugami z pedzlem w reku. Dame Cecily szepnela mi, ze nie jest juz w stanie malowac jak kiedys, ma juz demencje starcza, ale codziennie spedza dni w pracowni. Powiedziala tez: Modle sie, aby umarl przede mnae, abym mogla byc z nim …
    Od tego zaczelysmy nasza rozmowe. O pozegnaniach.
    Opowiedziala mi jak sie to zaczelo. Byla pielegniarka w 1947 roku, kiedy jednym z jej pacjentow byl umierajacy na raka ocalony z Holokaustu polski Zyd, imieniem Dawid. Przeszedl przez pieklo, a teraz umieral w Londynie i ona nie bardzo mogla go z lap smierci wyrwac. W tych ostatnich tygodniach jego zycia wybuchl miedzy nimi wielki romans.
    A kiedy umarl dowiedziala sie, ze zapisal jej wszystkie pieniadze jakie mial - £500 funtow, zanaczajac aby wydala je na “okno do zycia”. Nie bardzo rozumiala czym mialoby byc to okno. Pieniadze wlozyla na konto i nie miala odwagi z nich korzystac.
    Wkrotce po smierci przechodzac kolo sklepu zobaczyla w oknie obraz, ktory strasznie sie jej spodobal. Weszla do srodka i zapytala kto jest autorem i czy moze go poznac aby sie umowic na ewentyalne kupienie. Myslala, ze Dawid nie mialby nic przeciwko temu, aby chociaz czesc tego spadku po nim wydac na obraz. Bo przeciez pierwszy raz w zyciu miala na koncie prawdziwe pieniadze.
    Tak poznala Mariana. Obrazu nie kupila, bo dostala go w prezencie.
    . I wkrotce potem sie pobrali. I wtedy wlasnie nagle wpadla na pomysl, ze kupi dom, w ktorym umierajacy beda mogli umierac pod opieka tych, ktorzy nie beda ich na sile trzymnali przy zyciu - posrod piekngo ogrodu, obrazow, z kotemn na lozku, bez szpitalnej bieli i wojskowycvh kocow.
    Gdzie rodziny beda mogly towarzyszyc najblizszym w tej drodze, byc nawet w tym samym lozku (pamietala jak bardzo jej brakowalo wspolnego lozka z Dawidem).
    Rozmawialysmy czy mozna z umierajacymi mowic o smierci i w jaki sposob, o eutanazji, o tym czy trudno jest znalezc personel do takiego hospicjum i o tym jak sie sama przygotowuje na smierc meza.
    Wracalam do Londynu po tej wizycie odmieniona i podniesiona na duchu.
    Cecily Saunders umarla 4-5 lat temu. Maz umarl wczesniej. Miala tak jak chciala.

  331. O tym wczorajszym wykladzie Pratchetta napisala juz Wyborcza:
    http://wyborcza.pl/1,75248,7518431,Brytyjski_pisarz_broni_prawa_do_smierci.html

  332. Bardzo piekna ta opowiesc, Heleno… I piekna postac.

  333. rysberlin  2 luty 10,   21:37

    pusto !!!

  334. rysberlin  2 luty 10,   22:05

    przeczytalem

    eutanazja w kazdej formie biernej(odstapienie od udzielania

    pomocy) lub czynnej (pomoc w “odejsciu”) jest forma

    pozbawienia innego czlowieka ZYCIA

    odbierajac zycie zadajemy smierc,bierzemy na siebie odpowiedzialnosc etyczna i moralna,lepiej oczywiscie jezeli jestesmy w stanie “sami sie usmiercic”,ale w innym przypadku zrzucamy te odpowiedzialnosc na barki innych,komisja,trybunal czy ustalone formy prawne (jak to jest w Holandi?) uchronia przed zbyt “lekkim” usmiercaniem,zaufany lekarz domowy
    moze usmiercanie przyspieszyc, ale ilu jest tych “zaufanych” domowych
    czy mamy pewnosc ze zawsz dobrze zrozumieja nasze intencje,
    czy mamy prawo narazac ich na watpliwosci moralne,kiedy znajac nas nie maja sily odmowic prosbie pacjenta lub rodziny
    o pomoc?
    slyszymy o tym ze wielu lekarzy po cichu sprzyla eutanazji
    przez zaniechanie “zbednego” leczenia ale czy powinna ta praktyka byc wyjatkiem czy regula,a moze powinnismy ksztalcic personel do wykonywania eutanazji,tylko czy to bedzie jeszcze lekarz ?

    prywatnie jestem za PRAWEM obywatelskim do wyrazenia
    zakazu podczymawania mojego zycia w okreslonych przypadkach medycznych(chocby przyklady Cubalibre)

  335. rysberlin  2 luty 10,   22:06

    ciagle pusto!!!

    ide do Baru :)

  336. Rzeczywiście pustawo. Może temat za ciężki? Chciałoby się zmienić, ale nie wiadomo jak, a że na dodatek ciekawy …

  337. Ciężki dzień. Temat też ciężki, ale lekki być nie może.
    Komisja jest jak trybunał, kieruje się literą. Lepiej, żeby w sytuacjach granicznych decydowało ułomne, ludzkie sumienie. Człowiek musi być odpowiedzialny za to, co robi, zwłaszcza przed samym sobą. Jeżeli decyduje, że należy pomóc odejść, niech to zrobi jako on, bez rozmywania odpowiedzialności. To są i muszą być decyzje skrajnie trudne. Wolałabym, żeby takie pozostały.

  338. Zaraz cos wymyslimy…

  339. Nie martwcie się, u mnie dziś jeszcze puściej :lol:
    Taki dzień…
    Tematu też nie ruszam :neutral:

  340. A zapomnialam Wam opowiedziec, ze Papa BXVI bardzo “nam”, Anglikom sie narazil wtykajac swoj dlugi nos w nieswoje sprawy. A co jak co, to najbardziej my, Anglicy nie znosimy jak nam Rzym robi kolo piora - zaraz wszystkie krzywdy sie przypominaja. Wiec wczoraj o tym dzienniki donosily z pewnym slabo skrywanym niesmakiem:
    A chodzi o to (doniesienie Reutera):
    _————————————————–
    W przemówieniu wygłoszonym do biskupów Anglii i Walii, którzy odwiedzili go w Watykanie, Benedykt XVI potwierdził, że zamierza w tym roku odwiedzić Wyspy. Ostatni raz papież był w Wlk. Brytanii 18 lat temu. Podczas spotkania biskup Rzymu zachęcił katolickich hierarchów z Wielkiej Brytanii do krytyki projektu tzw. ustawy równościowej, który aktualnie znajduje się w Izbie Lordów.

    - Wasz kraj jest znany z przywiązania do równości wszystkich członków społeczeństwa. Niestety, efektem niektórych praw, uchwalonych w osiągnięciu tego celu, są niesprawiedliwe ograniczenia wolności związków wyznaniowych – powiedział Papież do biskupów. - W niektórych przypadkach łamie prawo naturalne, na którym opiera się i które gwarantuje równość wszystkich istot ludzkich – dodał Benedykt XVI.

    Chodzi m.in. o zapisy, które zakazują odmowy zatrudniania osób ze względu na ich orientację seksualną. Zachodziła obawa, że Kościół będzie zmuszony do wyświęcania homoseksualistów na księży i zatrudniania ich w podległych sobie instytucjach. Przeciwko ustawie protestowały też inne wspólnoty religijne, zarówno niektóre chrześcijańskie, jak i m.in. muzułmanie. Na szczęście Izba Lordów wykreśliła najbardziej kontrowersyjne zapisy. Jednak Izba Gmin, jeszcze przez parę miesięcy zdominowana przez lewicę, może jeszcze teoretycznie uchylić decyzje wyższej izby parlamentu.

    sks/Reuters

  341. Myślę już tylko o tym, że jutro nowy dzień. Oby się potoczył, a nie kazał przepychać. Dobranoc :-)

  342. A teraz niespodzianka. Otoz jest to z pozoru tylko beznamietna relacja agencji prasowej. Zostala ona w tlumaczeniu lekko podrasowana, poniewaz zaczerpnelam ja ze slynnej Frondy, i dlatego zdanie “Izba Lordow wykreslila najbardziej kontrowersyjne zapisy projektu ustawy” , w nowej wersji brzmi : Na szczescie Izba Lordow etc… Na czyje szczescie nie zostalo powiedziane, ale rozumiem ze na szczescie redaktora Terlika z Betonu. Innych dodatkow nie chcialo mi sie juz szukac i porownywac.
    Nie udalo mi sie skopiowac linki (oni maja jakies zabepieczenia) ale kazdy moze sprawdzic pod Reuters uk.

    Mozna wiec w tlumaczeniu zgubic, ale zdarza sie tez i znalezc. :lol:

  343. No właśnie, Heleno. Przeczytałam i zaczęłam się zastanawiać, że skoro “na szczęście” to o co jest halo. I w konfuzji byłam. Dobrze że zrobiłaś post scriptum :)

  344. Przecież w KK jest tylu księży homo, że o co chodzi :shock: ;-)

  345. O, tak, tlumaczenia to ciekawostka, zwlaszcza jak sie cichutko dodaje, tu czy tam, jezyk wartosciujacy. To zreszta tak samo irytujace w niby neutralnych doniesieniach, gdy dziennikarze telewizyjni robiacy przerozne “interpretujace” miny przy czytaniu wiadomosci. ;-)

  346. No, cos takiego powiedzial dzis w radiu nieustraszony Peter Thatchel…

  347. Doro, moja przyjaciolka, wychowana po katolicku w rodzinie pochodzenia irlandzkiego, zawsze uparcie powtarza, ze to przez te merezki, koronki… :-D

  348. A tu sa brytyjskie reakcje zebrane przez mojego b. pracodawce:

    http://news.bbc.co.uk/1/hi/uk/8493280.stm

  349. Mnie dziś praktycznie na cały wieczór kompa odebrali, rzekomo dlatego, że na moim jest jakiś strasznie potrzebny program, którego nie ma na innych. :evil:
    Do ciężkiego tematu nie będę już wracał, bo on faktycznie dużo zdrowia kosztuje nawet przy smaych rozmyślaniach, tylko jeszcze Cubalibre odpowiem - nie wiedziałem, że akurat w Niemczech pomoc nie jest karalna, dziękuję za informację. Ale ja jeszcze nie wiem, gdzie będę chiał spędzić tzw. jesień szczeniaczego życia i jego zmierzch. ;) A w ogóle tak naprawdę mniej się przy tym wszystkim sobą osobiście przejmuję, bo jako niepoprawny optymista mam nadzieję, że jakby co, to zawsze uda mi się coś wykombinować, a i klepnięcie prawne nie jest mi potrzebne do własnych rozstrzygnięć etycznych, ale lubię mieć jasność co do tego, po jakiej stronie się opowiadam i dlaczego. ;)
    Swoją drogą - B16 to zmiana tematu na lżejszy? 8O On też potrafi polecieć ciężką artylerią… ;)

  350. Hmmm, czy ktoś pamięta, żeby jakiś dygnitarz kościelny został usunięty ze stanowiska za orientację seksualną? Może był precedens, tylko nie pamiętam :roll:
    A poza tym, skoro księża żyją w celibacie, to jakie znaczenie ma ich orientacja? :roll:

  351. Mereżki, koronki i sukienki :-D A jeszcze czasem w takich ślicznych kolorkach…

  352. No, orientacja pedofilna zaczęła ostatnio być na cenzurowanym. I zresztą przy tej okazji można było zauważyć, że najczęściej molestowani byli mali chłopcy, nie małe dziewczynki, co mogłoby być niejaką wskazówką… :roll:

  353. Mereżki, koronki, sukienki, zawrót głowy od kadzidła i orientacja gotowa.
    Czym ten szatan nie potrafi się posłużyć… :roll:

  354. To nawet w tym projekcie nie chodzi o duchowienstwo, ale o pracownikow instytucji koscielnych - szkol, domow starcow itp. “Prawo naturalne” nie zezwala na to by pielgniarka w domu starcow byla lesbijka, bo jeszcze nie daj Bog zacznie gwalcic staruszki. :shock:

  355. właśnie, czy w przypadku duchownych kk można w ogóle mówić o orientacji seksualnej? :roll:

  356. Przepraszam, że jeszcze w temacie, ale pisałem, kiedy Wy już o czym innym. Dołożyć swoją cegiełkę chciałbym do rozmowy:

    Bardzo ciekawe, co piszecie.
    Problemy prawne związane z eutanazją to pan Pikuś w porównaniu z pojawiającymi się etycznymi, a tu jak wiadomo, sprawa się komplikuje, bowiem nie ma jednej etyki dla wszystkich. Helena proponuje rozwiązanie dosyć atrakcyjne z punktu widzenia rodziny i pacjenta (sic! on w tym momencie już nie jest pacjentem!), pozostawiając ostatni ruch lekarzowi. No i tu Hipokrates stoi w opozycji do planowanych zdarzeń. Ale wolę już to, niż codzienne wyśmiewanie Hipokratesa, czego świadkiem byłem latami i wciąż bywam. Medycyną jak pisze Helena słusznie, od dawna rządzi ekonomia. Dziś to wielki biznes, koncerny farmaceutyczne uprawiają bandyckie praktyki, rządy zmagają się z deficytem, dyrektorzy szpitali takoż. Zdrowie niepostrzeżenie przestało należeć do nas, stało się własnością publiczną ze wszystkimi wadami związanymi z zarządzaniem dobrem publicznym.
    Dlatego uważam, ze eutanazję należy sprywatyzować…
    Żadne ciała zbiorowe, jak słusznie piszecie, nie będą w stanie podejmować słusznych decyzji. Po pierwsze i wystarczające: różne etyki…
    Niemniej ramy prawne są potrzebne, zatem w przypadku stwierdzenia przez co najmniej dwóch lekarzy z jednego ośrodka i trzeciego z całkiem innego, że pacjent jest w fazie termalnej, nie jest w stanie wyrazić woli – decyzja należy do rodziny ( ustalona kolejność, jak w sprawach spadkowych)
    Wola wyrażona przed sędzią uprawnia lekarza do umożliwienia łagodnej śmierci pacjenta.
    Sędzia winien mieć prawo kontroli przypadku przed wydaniem decyzji, która powinna być wydana w określonych ramach czasowych, nie trzeba dodawać, że ma to być dosyć szybko…
    Jeśli chodzi o ludzi chcących odejść z własnej woli, procedura winna być podobna: oświadczenie przed sędzią, który może tym razem jedynie przyjąć takie oświadczenie. Na jego podstawie obywatel dostaje receptę, za którą płaci jak za mandat w Szwajcarii – status majątkowy decyduje o wysokości opłaty. I nic więcej.

    Dlaczego tak?
    Rozważmy: samobójcy nie są karani, podejmują decyzję pod wpływem różnych czynników: racjonalnych choć częściej nieracjonalnych. W przypadku wizyty u sędziego jest przynajmniej szansa na refleksję, gdyż sędzia zawsze może zapytać o przyczyny, wszelako nie MOGĄ one decydować o przyjęciu woli obywatela. Dodatkową zaletą jest możliwość statystycznego uchwycenia przyczyn takich decyzji.
    Etyka dowolnego systemu filozoficznego czy wynikająca z dowolnego wyznania ma należeć do dokonującego wyboru. Urzędnicy państwowi mają służyć obywatelowi.
    I w tym sensie pisałem o prywatyzacji…

  357. A może gdyby zgodnie z prawem naturalnym pielęgniarka zaczęła polować na co starsze, słabsze egzemplarze i je zjadać, B16 poczułby się usatysfakcjonowany?

  358. zeen, ja z grubsza podobnie w duchu, choć czasem odmiennie w szczegółach.

  359. Chyba się trochę narażę, ale zaproponuję, by nie galopować aż tak daleko. Każda grupa w jakiś sposób określa kryteria przynależności do swojego grona. Przecież nie ma przymusu być katolikiem czy pracować w kościelnych instytucjach. Jeśli ktoś z jakichs przyczyn reguł przestrzegać nie chce lub nie może i znajduje się poza Kościołem, to chyba jakaś wyjątkowa krzywda mu się nie dzieje. To nie jest tak, że każdemu należy się wstęp wszędzie. Kościół jasno określił swój stosunek do związków homoseksualnych i według mnie, ma do tego prawo, niezależnie od mojego osobistego zdania na ten temat. Jest kilka reguł, które nie wszystkim muszą pasować, a które sa warunkiem pozostawania w społeczności katolickiej. Nie wszyskie przecież sa wymierzone w osoby o orientacji homoseksualnej. Reguły te się też do małżeństwa, aborcji czy antykoncepcji. Jeszcze raz podkreślę, nie podzielam opinii KK o szeroko pojętej seksualności człowieka, ale każdy ma prawo do własnych poglądów. Kościół może sobie nie życzyć obecności w swoim gronie osób, które reguły te łamią. Żadna ina sankcja za to nie grozi.

    Bardziej bulwersuje mnie inna rzecz - dlaczego z równym rygoryzmem KK nie traktuje własnych hierarchów i z równym zaangażowaniem nie zagląda im pod kołdry.

  360. „Jest kilka reguł, które nie wszystkim muszą pasować, a które sa warunkiem pozostawania w społeczności katolickiej.”

    Wybacz Vesper, że polemizuję, ale to brzmi jak obrona dowolnej sekty, czy innego związku.
    A pewien jestem, że nie o to Ci chodzi, wszelako sam uważam, że idea Boga jest piękna, chociaż przerasta ludzi, szczególnie funkcyjnych dowolnego Kościoła…

    „Kościół może sobie nie życzyć obecności w swoim gronie osób, które reguły te łamią. Żadna inna sankcja za to nie grozi.”
    Jaka inna? Żadnej nie wymieniasz, a tu trudno się z Tobą zgodzić. KK ma w Polsce wywalczoną pozycję dominującą i potrafi uprzykrzyć życie nawet ateistom, co dopiero wiernym, nie we wszystkim akceptującym reguły narzucane przez hierarchów. Sankcje są liczne i dotkliwe, co tu niejednokrotnie przykładami prezentowano, że o wyczytywaniu nazwisk potępianych na mszach tylko wspomnę…

  361. Vesper, ja w zasadzie uznaję prawo pracodawcy do stawiania pewnych wymagań, ale jednak mi się wydaje, że nie powinny one być dyskryminujące ze względu na rasę czy orientację seksualną, właśnie dlatego, że to od natury dane i wpływu na to się nie ma. Można oczywiście, jeżeli pracodawcą jest jakokolwiek organizacja religijna, żądać przestrzegania w pracy zasad tejże religii, tak samo jak np. zasad etyki profesjonalnej, Karty Bankowca (o ile istnieje) i różnych innych reguł, z ubiorem włącznie. Ale o ile ubiór można po pracy odłożyć, o tym, że się jest ślusarzem zapomnieć, a nawet prywatne poglądy na użytek pracy zmienić, o tyle rasy czy orientacji odłożyć się nie da. Można oczywiście homoseksualizmu nie demonstrować i na ogół również w banku rzadko kto to robi. Ale, jeżeli dobrze zrozumiałem, B16 nie chodziło o demonstrowanie, tylko o bycie takim a takim. No i oczywiście jest bardzo wielu homoseksualistów-katolików, którzy z ich wykluczeniem z katolickiej wspólnoty wcale się nie chcą pogodzić i o tyle mają do tego prawo, że Kościół jest ponoć właśnie wspólnotą wiernych, a nie własnością kilku hierarchów.
    A niezależnie od tego zawsze mnie trochę śmieszy powoływanie się w tym kontekście na prawo naturalne, bo - jak już tu kiedyś pisaliśmy- w naturze akurat homoseksualne zachowania są dość rozpowszechnione i wydaje się, że ona nie ma z tym szczególnego problemu. :-)

  362. Ogladam Law and Order, a to swiety czas w mojej religii, ale zaznacze tylko, ze - wyjatkowo! :lol: - zgadzam sie z Bobikiem. Kissu, kissu!

  363. Heleno, tylko żeby Ci przypadkiem to zgadzanie nie weszło w nawyk, bo się nudno zrobi jak jasna cholera. :cool:

  364. Spoko!

  365. … co zmusić może Gospodarza do niezgadzania się z sobą samym, by podtrzymać traycje polemiczne blogu…

  366. Zawsze zostana niuanse. Cala nadzieja w niuansach… ;-)

  367. Uzasadnienia, które KK znajduje dla obrony swojego stanowiska w wielu sprawach, że wymienię celibat i antykoncepcję jako pierwsze z brzegu, są tak czasem niedorzeczne, że aż zdumienie ogarnia. Co do B16 i jego potępienie dla “bycia takim a takim” jestem nieco zakłopotana, bo o ile mi wiadomo Katechizm KK nie uważa samego homoseksualizmu za grzech. Trudno mi więc znaleźć uzasadnienie dla takiego stanowiska Kościoła, które miałoby wykluczać z jakichkolwiek fukcji - nazwijmy ich roboczo - homoseksualistów niepraktykujących.

    Zeenie, to że dominująca grupa potrafi utruć życie tym, którzy do niej nie należą, to żadna nowość. Sama doświadczyłam, w zupełnie innym kontekście i wiem, jakie to bolesne. To, co nieudolnie być może, próbuję wyrazić, to że nie sposób zmusić jakiejś grupy wyznaniowej do przyjęcia reguł sprzecznych z ich zasadami. Żadne, najbardziej demokratycznie wybrane ciało polityczne, nie może wpływac na wewnętrzne regulacje w związkach wyznaniowych, o ile oczywiście regulacje te nie łamią prawa obowiązującego w danym kraju. Tu się można spierać, czy wykluczenie osób o orientacji homoseksualnej to akt dyskrymacji naruszający prawo, czy też nie. Jeśli tak, to dlaczego by nie rozważyć jeszcze bardziej ewidentnego przypadku. Otóż dlaczego kobieta nie może iść do katolickiego seminarium duchownego? Osoby o orientacji homoseksulanej stanowia jakiś odsetek wśród każdej z płci. Nie chce mi się teraz szukać jaki. Ale kobiety to nieco ponad 50% ludzkiej populacji. W Polsce mniej więcej też, może nawet nieco więcej niż 51%. To sie nazywa dyskryminacja. O ile skłonności seksualnych można nie praktykować (przynajmniej teoretycznie, KK twierdzi że tak jest), to płeć się po prostu ma i cześć. A księdzem katolickim kobieta być nie może. ALe w tym kontekście nie mówi sie o dyskryminacji, tylko o jakiejś regule. Nie widzę powodu, by te dwie sprawy traktowac różnie. Jeżeli kryterium płci decyduje, kto ma wstęp do stanu duchownego i to nie jest dyskryminacja, to dlaczego inne kryterium ma byc uznane za dyskryminację?
    Wiem, nadużywam trochę, bo w cytowanym przez Helenę arykule chodzi o osoby świeckie zatrudniane w instytucjach kościelnych, a nie o dostęp do stanu duchownego, ale mi chodzi o zasadę, którą się kierujemy, gdy wzburzamy się przeciwko dyskryminacji przez KK.

  368. W niezgadzaniu się ze sobą samym mam już niezłą praktykę. :D Ot, choćby teraz jestem zdania, że powinienem siedzieć na blogu do ostatniego Gościa, ale nie zgadzam się ze sobą, bo jutro muszę dość wcześnie wstać.
    Tak że jeżeli teraz mówię dobranoc, to w ramach autopolemiki. :-)

  369. Ale muszę jeszcze doszczeknąć, że odsunięcie kobiet od stanu i stanowisk duchownych na Zachodzie jak najbardziej jest tematem dyskusji i spotyka się z zarzutem dyskryminacji - nie ze strony państw czy prawników, tylko samych wiernych.
    I zmykam. :-)

  370. No wlasnie zeenie, ja tez jakos podobnie mysle.

    Vesper, jasne, ze KK moze promowac swoje kryteria i wartosci. Jednakze KK nie zaprasza do swojego grona mowiac oto sa nasze kryteria, kto chce niech sie zapisze. Kosciol chce narzucic swoje kryteria wszystkim, nawet swieckim obywatelom panstwa. Te kryteria zreszta sa coraz bardziej przedmiotem debaty. Kiedys tak bylo z rozwodem. Jeszcze kilka lat temu rozwod nie istnial w Irlandii. Ciekawe czasy przyszly dla KK.
    Oczywiscie zgadzam sie z Toba, ze tepienie we wlasnej hierarchii odstepstw od swiecie gloszonych zasad przychodzi KK z trudnoscia, a karanie za przestepstwa seksualne zostalo praktycznie wymuszone przez sadownictwo i prase.

    No, ale dzisiaj nam sie zebralo na ciezki temat (eutanazji). Ja mysle o umieraniu czesto musze przyznac, o moich starenkich Rodzicach, o kochanych osobach, o tych, ktorych umierania bylam swiadkiem, o tym jak chcialabym zeby postapili Moi, gdybym sama nie mogla podjac zadnej decyzji. Ugh…

  371. Króliku, z tym się zgadzam. Narzucanie własnej wizji przez KK i siłowe wprowadzanie jej do porządku prawnego wkurza mnie od lat. Tylko że to nie jest, według mnie, uzasadnienie, dlaczego instytucje świeckie miałyby robić to samo w drugą stronę. No, może trochę jest ;) ALe generalnie uważam, że takich rzeczy się po prostu nie robi. Ani KK państwu, ani państwo KK (z oczywistym zastrzeżeniem o przestrzeganiu prawa)

  372. Króliku,
    :)
    czeka nas niechybnie, choć wciąż od tego uciekamy, najcięższy z możliwych tematów: sempiterna M.
    Tu dopiero zaczną się trudności…
    ;)

  373. Vesper: instytucje swieckie reprezentuja szersze spoleczenstwo, maja swoich wybieranych w glosowaniu reprezentantow, niezawisle sady, wolna prase (nie mowie, ze wszystko jest perfekt). KK reprezentuje samego siebie. Jak sie ma nawolywanie Papieza do odrzucenia brytyjskiej ustawy rownosciowej do takieg naglowka z Huffungtin Post:
    http://www.huffingtonpost.com/2010/02/02/mike-mullen-calls-for-rep_n_446067.html

    To juz armia amerykanska jest bardziej zawansowana w rownosciowej akceptacji niz KK?
    Niektorych rzeczy juz sie po prostu nie robi.

    Zeenie: sempiterna M? Nie rozgryzlam nawet z pomoca sierzanta Google’a.

  374. a nie mówiłem :lol:
    trudności ma nawet sierżan Gugiel :)

  375. Cubalibre  3 luty 10,   03:00

    Króliku,
    nie będę podpowiadać, ale może się domyślasz, do czyjej d… sprowadza się większość dyskusji ;)

  376. Achaaaa, dzieki Cubalibre. Zeen czasami mowi b. zagadkowo, daje taki jakby rebus do rozwiazania.

    Rozmowy o M, ja tam lubie. To taka tkanka laczna, tonic do ginu itd itp…

  377. rysberlin  3 luty 10,   06:53

    brykam,w snieg i mroz

    jak zwykle do pracy z mysla ze dzieki temu ktos moze byczyc
    sie dzien caly :D

    pierzyna

    gazeta

    brykanko,fikanko :) :D

  378. Rysiu, proszę wracać na Wyprawę, a nie po pracach czy pod innymi pierzynami się chować ;)

    i zgadzam się, że zima, choć mogę polemizować z brygadą niuansów

  379. Dzień dobry. :-) Tak bywa, że wyprawy realne potrafią przeszkodzić wirtualnym (i na odwrót). Dziś chyba nie tylko u Rysia tak będzie. ;)
    A zima mi się gwałtownie topi, co chyba nie jest w porządku, bo najpierw się przecież topi Marzannę, żeby zima sobie poszła. 8O
    Ale w tym roku u nas w ogóle ta zima strasznie wahliwa. W jeden dzień kopne śniegi i mróz po pas, w drugi luj i roztop, a potem apiać od nowa. :roll:

  380. Widzę, że wszyscy wyczerpani po wczorajszym. No to dam Wam jeszcze pospać, a sam udam się w bezsieciowy teren.
    Ale po powrocie mogę sobie cały międzyczas doczytać, włącznie z ewentualną sempiterną M. :-)

  381. Polska M. zasypana razem ze swą sempiterną :-D

  382. Czy Miriam nie okazała się w końcu facetem? Czy może z racji nieoglądania mylę imiona z programu tivi? :roll:

  383. Miriam to w końcu po hebrajsku Maria. A Marynia to od jakiego imienia zdrobnienie? :roll:

  384. Od Marynaty :roll:

  385. Cubalibre  3 luty 10,   13:14

    :lol: :lol:

  386. Dzien dobry,
    Ja jeszcze wroce na chwilke do sprawy upomnienia papieza w kweswtii brytyjskiej ustawy rownosciowej.
    Echa jego ingerencji w sprawy brtyjskich inicjatyw legislacyjnych nie milkna, wscieklosc jest spora (choc nie powswzechna) i w tej chwli zbierane sa podpisy pod petycja przeciwko wizycie papieza w UK. I w prasie coraz wiecej publikacji krytykujacych postawe papieza i zwracajacych uwage, ze zadna wspolnota relogijna nie moze jednak podlegac innemu porzadkowi konstytucyjnemu niz reszta kraju.
    Tu jest glos komentatpora (wybrany z powodu krotkosci ) z dzisiejszego Timesa.

    http://www.timesonline.co.uk/tol/comment/faith/article7011670.ece

  387. Sorry = komentatorki Timesa.

  388. myślałem, że marynata zmiękcza a nie zdrabnia…

  389. Heleno, czy nie sądzisz, że te reakcje są trochę zbyt nerwowe? KK nie ma w Wielkiej Brytanii uprzywilejowanej pozycji, głos papieża jest tylko głosem papieża. Jeśli jakaś ustawa godzi w czyjeś interesy, to strona, która czuje się zagrożona, będzie się wypowiadać o ustawie tej krytycznie. Chyba nie można oczekiwać, że ktokolwiek, kto miał prawo o czymś arbitralnie decydować, będzie się entuzjastycznie odnosił do prób odbierania mu tego narzędzia kontroli. Wysłuchany jednak być powinien, jeśli mówimy o poszanowaniu praw wszystkich stron i poważnym traktowaniu adresatów danej normy prawnej. Co nie znaczy, że głos ten musi zostać wzięty pod uwagę. Społeczeństwo w swojej większości może mieć inne priorytety i jeśli uzna, że jakąś normę należy wprowadzić, wszelkie podmioty będą się musiały podporządkować. Jedyne, co budzi moje wątpliwości w tej kwestii, to w jaki sposób państwo może stwierdzić, co jest stanowiskiem związanym z religią, a co nie jest. Jeśli Kościół Katolicki prowadzi powiedzmy szkołę, czy szpital i korzysta ze środków publicznych na prowadzenie tej działalności, to sytuacja jest jasna. Powinien podlegać regułom obowiązującym wszystkich. Ale jeśli korzysta z własnych środków i z góry określa w swoim statucie, że stosuje kryterium konfesyjne przy zatrudnianiu pracowników, bo chce w ten sposób zapewnić sobie przestrzeganie własnych reguł w prowadzonej przez siebie instytucji, to chyba ma do tego prawo? Jeśli stosuje kryterium konfesyjne, to z definicji nie zatrudni osób, które według prawa kanonicznego nie mogą należeć do wspólnoty. Wymaganie, by jednak zatrudnił, wydaje mi się dość daleko idącą ingerencją.
    Tematem na odrębną dyskusję jest postawa KK wobec seksualności człowieka, a na jeszcze inną dyskusję, jakie postawa ta ma znaczenie w państwach, gdzie KK ma pozycję uprzywilejowaną. Wychodzę z założenia, że im większe wpływy, im większy zakres władzy, tym większa odpowiedzialność i tym silniejsza winna być tendencja do samoograniczenia, ale to oczywiście kompletna utopia. Żadna potężna instytucja sama z siebie się nie samoogranicza, czy świecka, czy religijna. No i jeszcze jeden temat, poruszony w naszej dyskusji, użyty raz czy dwa jako argument, ale tak naprawdę o nie dowiedzionej prawdziwości – czy oby na pewno instytucje religijne muszą mieć te same priorytety, co większość społeczeństwa. Większość społeczeństwa, a co za tym idzie, demokratyczna władza świecka (z przekonania lub dla poparcia), za priorytet uznała politykę równościową. Czy organizacje religijne muszą udzielać poparcia tym samym ideom? Dobrze by było, żeby ich nie sabotowały, ale zrobić, jeśli naprawdę nie mają do tych idei przekonania? Narzucać siłą?

  390. Zawody religijne w tym wypadku okresla sie jako zawody duchowne. I tu panstwo sie nie wtraca, kiedy dana grupa wyznaniowa okresla jakie warunki musi spelniac osoba duchowna. Natomoast instutucje “uslugowe”, takie jak szkoly, zlobki, domy opieki musza zapewnic swemu personelowi i klienteli takie same prawa na rynku pracy i zabezpieczenia antydyskryminacyjne jak wszystkie inne instytucje - z takiego zalozenia wychodzi projekt tej ustawy. W przeciwnym razie kazdy, kto z pomocy finansowej czy organizacyjnej panstwa nie korzysta, moze powiedziec, ze wprowadza wlasne reguly gry, bo zorganozowane religie nie maja w tym kraju jakiegos uprzywilejowanego statusu, polegajacego np na nie placeniu podatkow.
    Ciekawe jest dla mnie w tej chwili wymuszone de facto zyciem odstepstwo w Ameryce od dotychczasowej praktyki instytucjonalnej dyskryminacji gejow i lesbojek w wosjku. Kiedys bylo tak, ze zadeklarowany homoseksualista nie mogl byc do wojska przyjety, bo rzekomo wszelkie nawet potrencjalne praktyki seksualne bylyby naruszeniem dyscypliny wosjkowej (haha!) czy powodowalyby niepotrzebne konflikty wsrod zolnierzy.
    Odstapiono od tego 17 lat temu , wprowadzajac zasade, ze wojsko o seksualnosc nie pyta, a zainteresowany jej nie deklaruje i nie praktykuje.
    Od tego czasu az 100 tysiecy zolnierzy i zolnierek musialo z wojka odejsc, bo albo zostali przylapani na akcie homoseksualnym, albo - i to w wielu wypadkach - wystarczyl jeden donos, aby dowodztwo z takiego zolnierza musialo rezygnowac.
    POnoc najbardziej ucierpial na tym pion techniczny i nagle sie okazalo, ze wojsko ma np. bardzo niewielu tlumaczy jezyka arabskiego (??? :shock: ???), bo wszyscy zostali powyrzucani z wosjka.
    Wiec uznano teraz, ze w spoleczehnstwie nastapily tak glebokie zmiany swiadomosci, ze czyjs hpomoseksualizm naprawde juz malo komy przeszkadza, nawet pod wspolnym prysznicem. I teraz nie wolno bedzie juz wyrzucac lub nie przyjmowac kogos bo jest lesba czy pedalem.
    Ale ta zmiana swioadomosci rozciaga sie na wszystkie juz niemal spoleczenstwa zachodnie. I wielu ludzi w tym kraju, w Zjednoczonym Krolestwie, laickim i wielorasowym, wielowyznaniowym, wielokukturowym kompletnie nie rozumie, ze mozna kogos kto dobrze wykonuje swoje obowaizki wywalic z pracy za to czym z natury (jak to podkreslal wczoraj Bobik ) jest.
    Byla tu niedawno sprawa pewnej agencji katolickiej posredniczacej ( w imieniu Korony przeciez, a nie Kosciola) przy adopcjoi dzieci. I ta agencja odmowila przyznawania dzieci potencjalnym rodzicom , spelniajacym wszystkie ustalone przez panstwo kryteria, dlatego, ze rodzice byli jednoplciowi.
    Otoz panstwo rozumie, ze Kosciol nie pochwala zwiazkow homoseksualnych i wolno mu, ale nie wolno mu na wlasna reke wprowadzac dodatkowych kryteriow przy “rozdawaniu” dzieci. Musi albo zrezygnowac z tego pionu uslug albo sie podprzadkowac - jak to sie tu gornolotnie okresla - “the Law of the Land”.
    I ustawe rownosciowa po to sie wprowadza aby takim sytuacjom na przyszlosc zapobiec, zeby prawo bylo absolutnie jednoznaczne w tej mierze.
    Oczywoscie. ze Papiez ma prawo sie na tem temat wypowiadac, ale tu jest bardzo, bardzio zle widziane, kiedy czynniki koscielne wtryniaja sie do procesow legislacyjnych badz chca ustanawiac dla siebie oddzielne reguly postepowania. I z tym zgadza sie wielu brytyjskich katolikow wypowiadajacych sie i piszacycvh listy do gazet.
    Obecna kontowersja ma dla mnie jeszcze jeden aspekt nieco komiczny, gdyz Papiez przybywa tu aby beatyfikowac biskupa i dosc slabego pisarza Newmana - ikony katolockich homoseksualustow,. ktory sam nie byl od tego, jak sadzi wielu badaczy…
    Sponsorem Ustawy Rownosciowej jest bardzo znana poslanka Partii Pracy Harriet Harman. Dzis w Daily Telegrafie jest cudny rysuneczek: Zona mowi do meza: Gdyby Bog naprawde istnial, to by nie stworzyl Harriet Harman!

  391. Tak, Heleno, ja tez tak to widze.

    A dodatkowo, w Anglii zawsze sie jednak wlacza podskornie historyczne wspomnienie jak papisci chcieli sie wtracac w przeszlosci. Nie po to sie odpieralo Wielka Armade, nie po to sie robilo Glorious Revolution i wykrywalo Spisek Prochowy (nie mowiac juz o samym poczatku, to znaczy konflikcie Henryka VIII z KK, i ustanowieniu Kosciola Anglikanskiego), zeby teraz nagle Papiez wypowiadal sie o wewnetrznych sprawach dotyczacych legislacji. W Anglii naprawde to sie inaczej odczuwa niz w kraju o tradycji glownie katolickiej, i jest to niestety kolejne faux pas Benedykta, ktory raczej sie juz w nich specjalizuje… Moze trzeba bylo posprawdzac troche chocby gdzies w Wikipedii na temat mentalnosci angielskiej, podobnie zreszta jak w przypadku biskupa Williamsona?

  392. Cos dla Bobika, ktory zasadniczo (oprocz mniej wiecej raz na rok) ciast nie lubi - cakes with attitude… ;-)

    http://www.huffingtonpost.com/2010/02/01/the-meanest-cakes-of-all_n_444399.html?slidenumber=fMEdvf7wdIw%3D&&&&&&&&&&&&&

  393. Nie jestem gotowa polec w obronie B16, ale powstaje mi głowie pytanie, czy naprawdę, ale to naprawdę nie wolno mu wyrazić swojego zdania w sprawie, która chcąc nie chcąc Kościoła w Wielkiej Brytanii będzie bezpośrednio dotyczyć? Zrozumcie, proszę, że całą sferę merytoryczną pomijam. Pomijam, czy kwestie równości powinny mieć priorytet nad kwestią autonomii związków wyznaniowych. Z mojego punktu widzenia, gdy związek wyznaniowy prowadzi działalność z własnych środków i nie korzysta z publicznych dotacji i korzysta wówczas z pełni autonomii, to wszystko jest ok. Ale tę kwestię pomijam. Pytam jedynie, czy jest to aż tak wielkie faux pas, że zabrał głos w tej sprawie? Czy to nie jest przypadkiem tak, że innemu środowisku byłoby wolno, tylko nie KK, właśnie ze względu na historyczne zaszłości?

  394. Kot Mordechaj  3 luty 10,   17:32

    Zostalem poproszony przez E, do przekazania urbi et orbi, ze ona kategoryzcnie i zdecydowanie nie zgadza sie ze wszystkim co tu wysmazyla Stara na temat Ustawu Rownosciowej i ze jej zdaniem Panstwo chce wprowadzac za duzo regulacji i jej sie to nie podoba i dlatego nie moze sie doczekac az ten rzad przegra wybory.
    Cos tam jeszcze mowila, ale nie slychalenm zbyt uwaznie…
    Przekazuje jednak votum separatum poniewaz moja akademicka uczciwosc jest legendarna i jak dlugo Papiez nie domaga sie zakazu polowania na bazanty, to mam go w nosie.

    Gdyby mi ktos przyslal tort z napisem prezepraszajacym za zarazenie mnie herpesem, to zgadnijcie gdzie by taki tort wyladowal? :evil:

  395. Cubalibre  3 luty 10,   17:40

    A ten “You are old and have a small penis”?

  396. Zapewne jest w tym szczegolna nieufnosc wobec Kosciola Katolickiego wlasniem podyktowana zarowno przeszloscia jak i terazniejszoscia (stosunkiem do profilaktyki AIDS, problemow przeludnienia i kontroli narodzin, aborcji, myzogenizmu, ochrony pedofilow i dlugo mozna byloby wyliczac postawy, ktore dzis dla wielu ludzi w demokratycznynm swiecie sa juz nie do przyjecia) Zapewne gdyby buddysci zaatakowali brytyjska legislacje nikt by o tym nie wiedzial, bo gazety by to olaly. Ale buddysci nie rozporzadzaja taka iloscia “dywizji” jak Kosciol katolicki. Jest potega, do jakiej nie moze aspirowac zadne inne wyznanie.
    A obecny Papiez faktycznie zachowuje sie jak slon w skladzie porcelany i wyglasza rzeczy, ktore w wielu ludziach budza oburzenie, bo naprawde juz nie te czasy…

  397. Zajrzałem na blog jeszcze zanim zdążyłem się napić Herbaty Po Powrocie Do Domu i natychmiast łapy mnie świerzbią, żeby dopisać. ;)
    To chyba nawet nie o to chodzi, że B16 nie wolno tego czy owego powiedzieć, tylko że jako głowa państwa i Kościoła powinien się zastanawiać nad tym, co mówi i jakie to będzie miało reperkusje (tak samo jak niedawno biskup Pieronek). Jak ambasador X powie publicznie, że ambasadorowa Y ma krzywe nogi, to wprawdzie nie złamie żadnego paragrafu, ale będzie to oczywista gafa i nietrudno przewidzieć, że ambasador X nieźle oberwie po uszach, nawet jeżeli przypadkiem pani Y ma naprawdę kończyny dżokeja. Między “wolno powiedzieć” a “musi się powiedzieć” jest jeszcze cała gama niuansów. ;)
    W powyższym wywodzie też pominąłem kwestię jurystyczną, który przepis w UK jest nadrzędny wobec którego, jak również pewną niespójność myślenia B16, polegającą na tym, że skoro KK nie potępia rzekomo bycia homoseksualistą, tylko homoseksualne praktyki, to nie powinien potępiać również zatrudniania homoseksualistów, a co najwyżej nie życzyć sobie, żeby praktykowali. Chodzi mi tylko o problem odpowiedzialności - czy papież (kardynał, biskup, etc.) nie powinien na tyle ważyć słów, żeby nie powodować niepotrzebnych zadrażnień i nie pakować się co rusz w dwuznaczne sytuacje? W interesie własnej instytucji, bo przecież po iluś tam kolejnych gafach słowo papieskie zacznie być traktowane z lekceważeniem - o, znowu wystrzelił, a nie nabił.
    A teraz porywam - raz do roku - kawałek tortu i idę sobie zrobić HPPDD, a przy okazji zerknąć, czy mam w domu coś na kolację. :-)

  398. Hanna Wujkowska* w natarciu:

    http://glosrydzyka.blox.pl/2010/02/W-Radiu-Maryja-o-in-vitro-gluche-lesbijki.html

    ________________
    * Nie, to nie jest gra polslowek. Ona sie tak naprawde nazywa :oops:

  399. O, Heleno - widze tu nastepny material na napisy na ciasta inaczej… :shock:

    A co do buddystow, to oni bardziej stawiaja raczej na przeobrazenie wewnetrzne, totez az tak czesto sie na tematy polityczne nie wypowiadaja (co nie znaczy, ze nigdy). Zupelnie inna tradycja… Nie mowiac o tym, ze podobnie jak hinduizm czy protestantyzm, to nie jest scentralizowana instytucja, wiec rzeczywiscie i dywizji jest mniej, i nikt nie moze twierdzic, ze mowi ex cathedra za wszystkich wspolwyznawcow (co czesto jest podtekstem opinii wyglaszanej ze Stolicy Piotrowej, a i na nizszych szczeblach).

  400. Szszszterysta…

    Banda niuansów dopadła temat
    w chwili gdy miał się rozwijać
    bo wątpliwości banda wszak nie ma
    że temat trzeba obijać

    Raz go pod żebro, raz sujką w boczek
    aż dech w temacie zamiera,
    niuanse ni w ząb z nim się nie droczą,
    one na serio, cholera…

    Życie tematów jest w waszych rękach,
    niuanse: trochę litości!
    temat nie mówi już, tylko stęka,
    nie masz już z niego radości…

    Niuansodawco: zanim rozpoczniesz
    akcję tematu niszczenia,
    pomyśl przez moment, może widocznie
    nic nie masz do powiedzenia…

  401. Niuanse sa ciekawe, zeen, moze najciekawsze. Inaczej musielibysmy pisac jak jakis Wildstein albo Ziemkeiwicz. :lol:

  402. rysberlin  3 luty 10,   21:35

    poparcie Heleny :)
    http://www.faz.net/s/RubDDBDABB9457A437BAA85A49C26FB23A0/Doc~E91B9343C751D4624B01F389FC5307C89~ATpl~Ecommon~Scontent.html

  403. zeen :lol:

    The devil is in the details - takze… ;-)

  404. rysberlin  3 luty 10,   21:44

    link Heleny 19:24

    powala,mrozi

  405. Rysiu, ale przynajmniej wiadomo juz jakiego circa about wzrostu jest Pan Bog. Bog jest Sredni!
    Szkoda, ze nie daja nobli z teologii.

  406. Do Ziemkiewicza niuans przyszedł,
    (któż oprze się tym oczom)
    i rzekł: zmęczonym, ledwo dyszę,
    daj mi u siebie spocząć.

    Ziemkiewicz chwyta za maczugę
    by z mety go prześwięcić:
    nie będzie niuans jeden z drugim
    po tekstach mi się kręcić!

    Prawda niuansów truta jadem
    jest taka… no, niefajna,
    lecz na odchodnym dam ci radę -
    popróbuj u Wildsteina.

    Do Bronka niuans mknie na skrzydłach,
    radosną piosnkę nuci
    i prosi: wejdę ci bez mydła,
    jak tylko nie wyrzucisz.

    Lecz Bronek dumnie się nadyma,
    by imydżowi sprostać:
    uduszę tymi cię ręcyma,
    gdy zechcesz u mnie zostać!

    Tu, widząc, że ma przerąbane,
    nasz niunas bladolicy
    zapłakał: ach, nie będzie dane
    mi zasiąść po prawicy.

    Odchodem ona mnie wymaże,
    najgorsze słowo powi,
    a potem jeszcze w końcu każe
    mi spieprzać jak dziadowi.

    Więc choć to duszy są katusze,
    to z bólu i z rozpaczy,
    chcąc nie chcąc się zaczepić muszę
    u włosa rozszczepiaczy.

    Cóż robić? Widać to jedyna
    życiowa moja szansa,
    bo nie ma w pryncypialnych gminach
    posady dla niuansa. :cry:

  407. rysberlin  3 luty 10,   22:11

    a, to “…..aby nie zmieniac przyzwyczajen…..”

  408. Moniko,

    first: hit home
    next: the devil in the details ;)

  409. rysberlin  3 luty 10,   22:19

    na dobranoc(z kalendarza :!: )

    1.

    Männl.Verkäuferin
    (Teilzeit) für sofort
    gesucht.

    2.

    Zimmer 131

    Neugeborene
    Vorratsraum

    :)

  410. Bobik! Znakomite! :lol:
    Chyba sie na pamiec naucze! :lol: :lol: :lol:

  411. A to z pewnoscia, zeen, tego juz ucza (albo powinni uczyc) juz w szkole. A jednak w wielu sytuacjach lepiej od razu stosowac sie do zasady “read the small print”… Oszczedza sie czas i energie, nie mowiac juz o unikaniu strat finansowych.

    Bardzo zabawne Rysiu. Steven Pinker uwielbia takie zbierac.

    Bobiku, HPPDD dala swietne wyniki (domyslam sie, ze tak Szary dziala na szare). :lol:

  412. Tak sobie spokojnie patrzę na Helenę…
    Czy ona ma tyle gigabajtów pamięci…?

  413. Jestem, zeenie, bardzo dobra z zapamietywania mowy wiazanej! Choc z wiekiem sie pogarsza troche :oops:

  414. A ja mam zdjęcie ławki w Niemczech z przyklejoną petycją, które przysłała mi koleżanka… http://musicavocale.wrzuta.pl/obraz/powieksz/8oB1XADg3Gy

  415. Piszę sobie drobnym maczkiem,
    bo jestem robaczkiem
    PISZĘ SOBIE TEŻ WOŁAMI,
    kiedy piszę z Wami…
    :lol:

  416. De profundis, Beato… :-D

    A tu o na temat homoseksualistow w armii amerykanskiej wedlug satyrycznego magazynu “The Onion” (za cenni dla spoleczenstwa, zeby ich narazac w walce) ;-)

    http://www.huffingtonpost.com/2010/02/02/general-says-gays-too-pre_n_446194.html

  417. Nie chcę wychodzić na zarozumialca, ale czy Monika czasem nie antycypuje…?
    :lol:

  418. Kot Mordechaj  3 luty 10,   23:05

    ANTYPSIA PETYCJA? :shock: :shock: :shock:
    What nvext? Antykocia? :evil: :evil: :evil:

  419. No właśnie :shock: I to w kraju, w którym mieszka Bobik!

  420. Kot Mordechaj  3 luty 10,   23:08

    Spazierengaenger moga sie wypchac trocinami… :evil: :evil: :evil:

  421. Poza tym skoro są SpazierGAENGER, to na co im ławka?

  422. Spoko, Mordko, takie kartki nie mają żadnej mocy prawnej. :D

  423. Gwoli prawdzie muszę przyznać, że taki Spaziergänger czasem też może potrzebować ławki, żeby podać przysmak swojemu yorkowi bez akrobacji i nadwerężania krzyża. :lol:

  424. Co się z armii amerykańskiej można ponabijać, to można, ale nie da się ukryć, że całkiem na serio była forpocztą desegregacji rasowej w Stanach. Tak że z tym antycypowaniem to wcale nie takie nierealistyczne :-)

  425. No chyba że tak… Znaczy że ten, kto to napisał, po prostu boi się, że przysmaki dla yorka mu się oblepią włosami?

  426. zeen, czasem widac zdarza mi sie cos przewidziec… :lol:

  427. Poza tym jest wolność słowa. Można sobie pisać i mówić głupoty, czy się jest spacerowiczem, czy papieżem. A inni maja wolność stukania się wymownie w czoło ;)

  428. Kot Mordechaj  3 luty 10,   23:28

    Please, Bobik. Ja z zamknietymi slepiami rozpoznam napis Nur fuer Deutsche! W kazdej poetyce… :evil: :evil: :evil:

  429. Znaczy że tylko dla owczarków ta ławka? I to nie Podhalańskich? 8O

  430. Psy się jeszcze nie uśpiły, ale już bardzo niewiele im brakuje. Jeszcze tylko mówią dobranoc i w bety. :-)

  431. Kot Mordechaj  4 luty 10,   01:52

    Dobranoc, Piesu. Nie daj sie Spaziergaengerom. :twisted:

  432. rysberlin  4 luty 10,   07:11

    czwartek,jeszcze tylko kilka godzin,pozycji porzegladnietych
    stosik,S-Bahn tu i tam,kilometrow 8 przez tereny zielone,
    gazet nmiej rozwinietych do czytania,herbat wiele(bardzo)
    i WOLNE :D

    brykam,fikam :)

  433. rysberlin  4 luty 10,   07:16

    sparerowac juz nie jest to co kiedys bylo,do czego to zmierzamy…………..

    :)

  434. razi w oczy, nic nie widać, nawet celu przed sobą…

  435. Dzień dobry. :-) Bezcelowe błąkanie się może być bardzo przyjemne, ale raczej nie w okolicy najeżonej rafami. :roll:
    A za rażenie w oczy w ogóle dziękuję. Akurat wczoraj mi się podczas pracy tak złożyło, że słońce uparło się atakować dokładnie to miejsce, w którym znajdowały się moje ślepia. Widząc moje rozpaczliwe łamańce i wygibasy, klienci brali mnie najprawdopodobniej za szurniętego. Albo za touretyka.
    A myślicie, że psu tak łatwo przesunąć meble? :-(

  436. Dzień dobry. To słońce jest bezlitosne.

  437. Luj zły, śnieg zły, mróz zły, zachmurzenie złe, słońce złe…
    Ludziom to naprawdę trudno dogodzić. Biedna pogoda tak się stara urozmaicić wszystkim życie, a tu tylko pretensje i huzia na Józia. ;)

  438. Mi tam się śnieg podoba. Mróz też fajny. Lubię zimę, dopóki nie muszę usiąść za kierownicę.

  439. Kot Mordechaj  4 luty 10,   12:19

    Dobry jest tylko obiad.

  440. żeby usiąść, trzeba najpierw się dostać do środka…

  441. Tak, trzeba sobie wydrążyć tunel w śniegu, i odsłonić rejestrację, zanim się zacznie auto odśnieżać. Wprawdzie zrobić dobry uczynek sąsiadowi nie zaszkodzi, ale nie zawsze ma sie nastrój do robienia dobrych uczynków.

  442. Dlaczego tylko obiad? 8O
    Czy nie jest to przypadkiem dyskryminacja śniadania, kolacji, podwieczorku i turkucia podjadka? :evil:

  443. Kot Mordechaj  4 luty 10,   12:40

    Ja mam zawsze nastroj do dobrych uczynkow i jakby ktos chcial np. bez przypominania przyjsc wyszorowac mi kuwete i zmienic piasek, to jestem jak najbardziej w nastroju. :twisted:

  444. Tak, tak! Wnikliwe pytania o dyskryminację wygodniej pominąć, co? :evil:
    Jak to było z tą belką w oku…? :roll:

  445. Dyskryminacja posiłku ze względu na porę dnia? Albo kolejność? Nie ma przeciwko temu jakiejś ustawy? Albo chociaz projektu?

  446. jest jedynie menu…

  447. Jak nie ma ustawy, to powinna szybko być!
    Nie ma tu jakiegoś prawnika, żeby odpowiednio sformułował?
    Zabrania się dyskryminowania posiłków ze względu na porę dnia i kolejność, w jakiej są spożywane, pochodzenie, częstotliwość występowania w naturze, cenę i płeć przyrządzającego.
    Dozwolone jest niedopuszczanie posiłków do spożycia ze względu na składniki, zapach, wygląd, wartość odżywczą i własne przekonania kulinarne…

  448. Cubalibre  4 luty 10,   13:29

    Vesper,
    żeby nie było, jak z tym gościem

  449. Nie podoba mi się ten przepis…

  450. Cubalibre, dokładnie o to chodzi :roll:
    Foma, przepisy są od tego, żeby się do nich stosować, a nie żeby się podobały

  451. Kot Mordechaj  4 luty 10,   13:39

    Wymieniem tylko obiad, bo zbliza sie Godzina, ale w tym domu Ustawa Rownosciowa w sprawie posilkow zostala przeglosowana wiekszoscia glosow jeszcze w kociestwie.

  452. A jakby tak urządzić konkurs piękności przepisów? :lol:
    Foma, podrzuć kilku kandydatów na Mistera Universum. ;)

  453. To bardziej wyzwanie dla Pana Radcy, ale coś poszukam. Jak zjem. Obiad. Bom głodny i mógłbym jakieś przecinki z przepisów wygryźć, zmieniając intencje prawodawcy, o ile jakiekolwiek miał :D

    vesper, ale jeśli przepis jest niestosowalny to kicha…

  454. Jeśli kicha, to trzeba mu dać sok z malin, położyć do łóżka i przykryć kołderką.

  455. Czy sok z malin można zastąpić rosołem? Bo wtedy sam bym może trochę pokichał…

  456. rosół chyba ciężko z poszewki sprać…

  457. A sok z malin niby łatwiej? 8O

  458. ale plama przyjemniejsza

  459. Przeczytalam cos, co mnie zmartwilo, naprawde.

    http://wyborcza.pl/1,75248,7525778,Dyslektykiem_mozna_zostac_tylko_w_podstawowce_.html

    A zmartwilo mnie to, ze orzekac o tym czy dziecko ma dysleksje beda znow w Polsce “komisje” pedagogiczno-psychologiczne. Zetknelam sie w swym zyciu zawodowym z paroma takimi “komisjami” orzekajacymi czy romskie dziecko moze uczyc sie w normalnej szkole czy musi byc oddane do specjalnej dla niepelnosprawnych umyslowo.. Wszystkie bez wyjatku skladaly sie z niedouczonych idiotek i jednego idioty (dyrektora szkoly w Nowej Hucie), Nasluchalam sie tez sporo od samych Romow jak taki assesment wyglada i stawaly mi wlosy deba.
    Corka mojej kolezanki, wowczas studentka II roku socjologii stosowanej, za moja namowa tez badala te komisje. Od jednej pani dyrektorki szkolnej uslyszala: Bo wie pani, Romowie sa genetycznie nizszym materialem niz Polacy. -Czy jest pani genetykiem? - zapytala rezolutnie 19-letnia wowczas Ruta. - No, nie trzeba byc genetykiem, aby to wiedziec - odpowiedziala nie mniej rezolutnie dyrektorka warszawskiej szkoly.
    Otoz do stwierzdenia czy dziecko jest dotkniete dysleksja, nie potrzebna jest ani komisja, ani “lekarz” - jak dotad. Wystarczy jedna osoba, ale bardzo dobrze, starannie przeszkolona w przeprowadzanii testow odpowiednich do wieku i wyksztalcenia osoby dyslektycznej i umiejaca te testy interpretowac. Dysleksja, podobnie jak inne zaburzenia pracy mozgu, ma bardzo szerokie spektrum , podobnie jak powiedzmy autyzm. I dlatego, jak zaleca Miedzynarodowe Stowarzyszenie d/s Dysleksji (IDA) testy musza byc wielogodzinne, nieraz powtarzane o innej porze dnia, i najwazniejsze - ktos musi je umiec odczytac.
    Ponadto pomysl, ze dysleksja bedzie badana tylko w podstawowce, jest jakies oblakane. Znam ludzi, ktorzy bardzo pozno w zyciu o swej dysleksji sie dowiedzieli. myslac o sobie przedtem ze sa zwyczajnie glupi.
    Jesli istnieje w Polsce jakies stowarzyszenie dyslektykow i ich rodzin, powinno protestowac bardzo halasliwie.

  460. Mogę się tylko podpisać.
    Mam w rodzinie późno zdiagnozowanego dyslektyka, który zdążył znienawidzić szkołę zanim doszło do diagnozy, a ponieważ i potem panie nauczycielki wolały uznać, że one się znają lepiej i to nie żadna dysleksja, tylko lenistwo, to już mu się nie odkręciło. :-(

  461. Cubalibre  4 luty 10,   16:54

    Dysleksja powinna być badana właśnie w pierwszych klasach podstawówki albo nawet w przedszkolu, ale najpóźniej wówczas, gdy dzieci zaczynają pisać i czytać. Od tego jest szkolny logopeda, który odwiedza klasy, robi testy i obserwuje wszystkich uczniów. Wcześnie wykryte problemy dają szansę odpowiedniej terapii i zapobiegną właśnie stygmatyzowaniu “głupków” klasowych i traumie z tym związanej.

  462. Powinna, jak najbardziej, ale nie zawsze jest. Więc nie można karać dyslektyków za to, że ktoś im w porę nie postawił diagnozy.

  463. Foma - najlepsze plamy, jak wiadomo, są z ponczu. :lol:

  464. Dobry wieczór. Byłem tu kiedyś, nieco goniąc, teraz miałem trochę więcej czasu. Na początku było bardzo śmiesznie, lubię gdy zwierzęta mówią same o sobie, to daje trochę pojęcia też o świecie, w którym ja żyję. Już kiedyś byłem rzecznikiem mojego psa i było to ciekawe. No więc zacząłem - i wsiąkłem, choć potem tylko po części było śmiesznie. Czasami całkiem nie.

    Historia o Dame Cicely Saunders nie do wiary.

    463 komentarzy, naprawdę? I ja to wszystko przeczytałem? To chyba pobiłem rekord młodości, kiedy odczytałem całą Sagę Galsworthy’ego. Ale wcale się nie skarżę.

    Chyba potrwa nieco nim nauczę się kojarzyć ksywki z poglądami. So well-knit group, to prawie lista dyskusyjna… To może świat nie jest płaski?

  1. sukienki balowe…

    Lady Gaga tényleg férfi volna? Calista Flockhart arca fakó smink nélkül Gwyneth Paltrow, mint egy múmia Reese Witherspoon arca sokkal markánsabb smink nélkül Fergie- mint aki épp most ébredt Tori Spelling hosszúkás arcformája még szembet…

465    
dodaj komentarz


Wpisz wynik dodawania ponizej w malym polu po lewej stronie

Click to hear an audio file of the anti-spam equation