Druga godzina lustracji dobiegała końca, a Bobik dalej nie wiedział, co sądzić.
- Cóż się tak wpatrujesz w siebie jak w obraz? - zapytała z niedwuznaczną kpiną Labradorka.
Szczeniak jak zwykle nie zrozumiał ukrytej intencji i z pełną naiwnością odszczeknął:
- No właśnie, chodzi mi o mój obraz. Czy jestem bardzo krzywy?
Tym razem nie zrozumiała Labradorka.
- Krzywy? To znaczy skręcony w lewo lub w prawo? - spytała, wietrząc aluzję polityczną.
- Nie, nie w tym sensie - zaprzeczył Bobik. - Ale w jakim, to sam do końca nie wiem. A chcę wiedzieć, bo od tego zależy, z którymi chłopakami mam trzymać.
- Chyba musisz wejść w szczegóły - westchnęła z cierpiętniczą miną Labradorka, na wszelki wypadek zajmując strategiczne miejsce na kanapie.
- W szczegółach to było tak: dzisiaj w psiej szkole część psów ustaliła, że w najbliższym tygodniu alfą będzie Dog Angielski. A wtedy pozostali zaczęli okropnie szczekać, że Angielski nigdy w życiu, bo on jest za bardzo salonowy i prostych psów nie rozumie. I że oni wolą Pitbulla, a w ogóle pasztetówka jest najważniejsza. Na to ci pierwsi oświadczyli, że na pasztetówkę zgoda, ale Pitbull za żadną cenę, bo jemu się zdarza złapać Człowieka za łydkę i nie puszczać, a to ciężki wstyd przed innymi gatunkami. To ci drudzy warknęli, że ci pierwsi się wywyższają i kombinują, a prostemu psu od tego kiełbasy nie przybędzie. Tamci wtenczas rozwinęli transparent “Jeden tylko, jeden cud, u nas jest kiełbasy w bród”, ale to nic nie pomogło, bo ci prości się na nich rzucili i zrobiła się ogólna kotłowanina połączona z gryzieniem. A ja stałem z boku i nie wiedziałem, do których się przyłączyć, bo zawsze mi się wydawało, że też jestem prosty pies, ale jakoś wolałbym, żeby alfą był Angielski. Z czego wynika, że chyba jednak jestem krzywy, tylko jeszcze dokładnie nie wiem, co to w praktyce oznacza i właśnie po to się lustruję, żeby to sprawdzić.
- I doszedłeś już do jakichś wniosków? - zaciekawiła się Labradorka.
- No, właśnie myślałem, że ty mi pomożesz - szczeknął przymilnie Bobik. - Bo ja, prawdę mówiąc, im bardziej patrzę na swoją gębę, tym bardziej nie wiem, jak to jest z tą moją krzywizną.
- To przecież proste… - zaczęła Labradorka i nagle urwała. Zerknęła w lustro, w którym przeglądał się Bobik i z dezaprobatą potrząsnęła łbem.
- To jest jednak bardziej skomplikowane, niż myślałam - sapnęła niechętnie. - Wszystko przez tę gębę. Od niej sprawy się robią takie pogmatwane, że nawet ja nie umiem powiedzieć, co jest proste, a co krzywe.
sobota, 26 czerwiec 10 | Autor: Bobik
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu, korzystając z RSS 2.0
Możesz dodać komentarz, albo dać trackback z twojej strony.
Możesz dodać komentarz, albo dać trackback z twojej strony.
Jeśli chcesz dodać odnośnik do komentarza, wykopiuj jego link, klikając (prawym przyciskiem myszy)
na datę komentarza.
na datę komentarza.
370 komentarzy
370
dodaj komentarz
do Bobika
Bobik, to jest tak. Dog Angielski, jak sama nazwa wskazuje, zanadto kojarzy sie z Salonem. I nie chodzi bynajmniej o Salon24, tylko o ten wczesniejszy, ktorego redaktor Ziemkiewicz nie cierpi, t.zw. Salonem POdejrzanej Michnikowszczyzny.
Dog Angielski jest z definicji przecwienstwem Psa Polskiego. I oczywiscie, kazdy kto woli Doga Angielskiego ponad rodzima produkcje, musi byc wrogiem Rodziny (nie mylic z Rodzimy po ludzku - bo to czystej wody Michnikowszczyzna i nieodparcie kojarzy sie z in vitro, a potem juz prosta droga do zadan adopcji dzieci przez pary homoseksualne).
Zastanow sie nad tym i pomysl czy aby na pewno chcesz stac tam gdzie stoi ZOMO.
Skąd ja mogę wiedzieć, gdzie chcę stać,kiedy nawet nie wiem, jaki jestem?
A nie bardzo mogę się dowiedzieć, bo nie opuszcza mnie poczucie, że i lud, i salon, to są tylko przyprawione gęby, nie żadne realne byty.

Dawniej, póki klasy społeczne w marksistowskim rozumieniu realnie istniały i interes robotnika był wyraźnie sprzeczny z interesem kapitalisty, może łatwiej byłoby mi się określić. Ale dzisiaj? Jak robotnik jest akcjonariuszem własnej fabryki, to proletariat on, czy kapitalista?
Jako pies nader przeciętnie sytuowany finansowo i niezbyt ustosunkowany widzę swoje interesy raczej po stronie ludu - państwo bardziej opiekuńcze, niż liberalne, powszechność ubezpieczeń socjalnych i zdrowotnych, solidarność społeczna, dobrze funkcjonująca demokracja, bez prawnego uprzywilejowania bogatych i ustosunkowanych, przyjazne państwo z transparentnymi strukturami, sprawna administracja, szeroki dostęp do kultury… Ale jak tylko dodam do tego, że np. chciabym również parytetów, państwa faktycznie, nie tylko deklaratywnie świeckiego, albo krytycznego spojrzenia na własną historię, to zaraz krzyk się podnosi, że salonowiec ze mnie wylazł.
A niechbym się jeszcze ośmielił głośno szczeknąć, że ten, kto nie rozumie korzyści płynących ze świeckości państwa, czy chronienia praw mniejszości, jest według mnie po prostu głupi… No, to już bym był wróg ludu i wywyższacz pełną gębą.
Kolejną gębą.
Ale panstwo liberalne i opiekuncze nie jest sobie przeciwstawne. I opiekuncze nie znaczy bynajmniej, ze wie lepiej co ludziom potrzeba. Bo jak zaczyna tak myslec, to staje sie panstwem nieznosnym.
Może za bardzo skróciłem myślowo. Chodziło mi o liberalną doktrynę gospodarczą, która zbyt opiekuńcza nie jest. A państwo opiekuńcze w sensie welfare state, a nie natrętnej kwoki.
Co nie zmienia tzw. myśli przewodniej mojego postu - że usytuowanie PiS-u po stronie ludu, a PO po stronie salonu wydaje mi się sztuczne, mydlące oczy i z powietrza wzięte. To, że ktoś podbija ludowi maryjnego czy patryjotycznego bębenka, wcale nie oznacza, że lepiej reprezentuje jego interesy. A “kręgi okołopisowskie” usiłują ostatnio taki właśnie znak równości postawić. I mnóstwo ludzi się na to bierze.
Ja tam, Bobik, zawsze po stronie salonu przeciwko ludowi, ktory potrafi byc naprawde nie tego…. I Tobie tez radze!
Bobik, kto to jest Rooney, ktory ma jutro dac Wam popalic? Ten Rooney to jest napastnik czy obronca czy bramkarz? Musze wiedziec zawczasu. Odkad mialem wczoraj przyspieszony telefoniczny kurs futbolu, czuje, ze bede ogladal.
No właśnie. Dziś w Łodzi (na szczęście zdążyłam stamtąd wyjechać
) znów JK powtórzył zdartą płytę. Czyli to, co wcześniej mówił o służbie zdrowia i za co przegrał proces, opowiada w formie “ogólnej teorii wszystkiego” na temat PO. Że niby z tamtej strony szykują nam SKRAJNY EKSPERYMENT LIBERALNY przeciwko biednemu narodowi. Tym razem już bez konkretnych przykładów 
Rooney to napastnik.
Ale po meczu jestem do dyspozycji. 
Dalszego kursu futbolowego na razie nie będzie, bo muszę iść oglądać mecz.
No i jeszcze JK powtarza ostatnio jak mantrę, że jest za jakąś mityczną “teorią zrównoważonego rozwoju” (czym jest ona naprawdę, nie ma zapewne pojęcia), przeciwstawiając ją modelowi proponowanemu przez ministra Boniego, który jakoby postuluje rozwój metropolii kosztem prowincji, a co jest bujdą na resorach. Ale ludzie tego nie wiedzą, a JK na to liczy - i słusznie
Bede trzymal kcoiki za Roneya o przede wszystkim za SKRAJNY EKSPERYMENT LIBERALNY. Bo jestem straszny pies na liberalne eksperymenty i na wszystko co ma przymiotnik “liberalny”.
Na boisku siostrzeniec czy tam bratanek Kofi Annana, na trybunach Bill Clinton gwarzy z Mickiem Jaggerem… Z futbolu już się też jakiś cholerny salon zrobił.
Od kiedu to salon jest w NASZYCH kregach wyzwiskiem?
Dobrej nocy życzę. A jutro wyruszam na wakacje. Bawcie, tfu, lustrujcie się dobrze
Rozumiem, jotko, że wakacje z kartką do głosowania?

Kot, siadaj i nie krzycz. Salom.
Hu, hu, Króliku, Ghana przeszła do ćwierćfinału!

W reprezentacji Ghany grają dwaj “nasi” chłopcy - z Kolonii i z Berlina. Przy czym z jednym z nich dość ciekawa historia jest związana. Kevin Prince Boateng i jego brat Jerome urodzili się w Berlinie (Kevin jeszcze w Zachodnim) i obaj zrobili dużą karierę piłkarską, do gry w reprezentacji niemieckiej włącznie. A w zeszłym roku Kevin nagle oświadczył, że w drużynie narodowej Niemiec większych szans dla siebie nie widzi i będzie grał dla Ghany. No i w tych mistrzostwach tak się złożyło, że podczas meczu Niemcy-Ghana bracia Boateng grali przeciwko sobie w obu reprezentacjach. Taka futbolowa globalizacja.
andsolu, Mordechaja chciałbyś uciszyć?
Jak dotąd nie udało się to nikomu poza gotowanym bażantem.
Jotko, tylko nie pozwól tej kartce zdominować całych Twoich wakacji. Najlepiej zapomnij o niej do przyszłej niedzieli i używaj życia w sposób niezakłócony polityką.
Jutro damy Wam wycisk.
Wypoczywaj dobrze, Jotko. Glosuj na mniejsze zlo.
A Rooney jest naprawdę dobry, tylko musiałoby być go co najmniej dwóch. Dobrze, że Ghana. Głupio, gdyby z Afryki nikogo dalej nie było. Kamerunu mi szkoda, bardzo urodziwi.
Pani Doroto, a ludzie wiedzą, gdzie są trzy miliony mieszkań i Egipt dla każdego
? Ten drań cynicznie i z rozmysłem gra na najniższych instynktach. Dla mnie to niewybaczalne.
Mordko, Wy nam dacie wycisk? Bo mi zajady popękają!

USA nie daliście, Algierii nie daliście, Słowenii ledwo jedną bramkę Wam się udało wtłuc, Wasz Wayne ani raz gola nie strzelił, i Wy NAM macie zamiar dokopać?
Jak koniecznie chcecie dać wycisk, to sobie kupcie tubkę pasty do zębów.
Ja się nie dziwię, że Tusku w końcu nie wytrzymał i ostro przywalił:
http://wyborcza.pl/1,75402,8067817,Przemowienie_Donalda_Tuska_na_Kongresie_Platformy.html
Pytanie tylko, czy to pomoże, czy zaszkodzi…
Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. I dobrze, że Tusk nazywa, ktoś musi.
Bobiku, jak zmienicie trenera, to ja, może, zmienię preferencje
A kto to jest ten nasz Wayne? Bramkarz?
Tego sie musze nauczyc do jutra:
http://www.youtube.com/watch?v=HJWDl4j-wHU&feature=related
Mordko, cała reszta, choć teoretycznie napastnik. Nie jestem pewna, czy zna się na czymś oprócz piłki, ale na piłce zna się naprawdę
Ja jeszcze wracam do pytania Mordechaja, odkąd to salon w naszych kręgach jest obelgą. I zastanawiam się, dlaczego w innych kręgach słowa salon, elita, wykształciuchy są tak obelżywe i pogardliwe. Czy te kręgi nie zdają sobie sprawy, że wygrywanie “ludu” przeciwko “salonowi” jest znienawidzonej przez nie komuszej proweniencji. Że dokładnie to samo usiłował PZPR robić w 1968 czy 1980 roku. W tym ostatnim bezskutecznie, ale idea pogrywania na antyinteligenckich resentymentach, jak się okazuje, wcale nie przepadła, tylko została twórczo wykorzystana. I trzyma się mocno jak Chińcyki.
Do jutra, czyli dzisiaj, muszę się wyspać. Dobranoc
Jeszcze odmrużyłam jedno oko.
Bobiku, a czego ma się trzymać bolszewik od bogactwa dla wszystkich?
Haneczko, niemiecki trener wykazał dziś zaskakujące poczucie humoru.
Ponieważ angielscy piłkarze są nazywani lwami, zorganizował niemieckiej drużynie spotkanie z prawdziwymi lwami, żeby zobaczyli, że nie takie one straszne, jak to Anglicy malują. Lwy zachowywały się jak koty i z wyraźną przyjemnością dawały się drapać po brzuchach. 

A niemiecki trener sam też Loew.
Wlasnie przeczytalem, ze w ramach zmiany wizerunku na bardziej friendly, PiS rozszyfrowuje sie obecnie jako Piwo i Salceson.
Osobiscie uwazalem zawsze, ze bardziej pasuje Paranoja i Schizofrenia, ale Piwo i Salceson tez nie najgorsze, swojskie dla “ludu”.
Jeszcze nad inną rzeczą się zastanawiam: kto tak naprawdę gardzi tzw. prostym człowiekiem. Czy ktoś, kto mówi “nie podoba mi się u ciebie to i to i byłbym zadowolony, gdybym mógł na ciebie wpłynąć tak, żebyś to zmienił”, czy też ktoś, kto temu prostemu człowiekowi przyklaskuje nawet jak mówi bzdury, ponieważ w głębi ducha uważa go za ciemniaka, którego poglądy i tak nie mają znaczenia, bo chodzi tylko o to, żeby go wykorzystać wciskając mu jakikolwiek kit, a kiedy już będzie niepotrzebny kopnąć w de?
Jeżeli zarzucam PiS-owi manipulację, to nie tyle ze względu na zmianę wizerunku Jarka w kampanii, tylko właśnie przez to zagarnięcie dla siebie roli trybuna ludowego, przy równoczesnym absolutnie instrumentalnym i w gruncie rzeczy pogardliwym tegoż ludu traktowaniu. I to według mnie odróżnia populistę od prawdziwego trybuna ludowego, że populista nie bierze ludu na tyle poważnie, żeby próbować mu zaproponować jakiś program realistyczny, choć uwzględniający marzenia i aspiracje. Bo przecież jak lud i tak jest tylko trampoliną do władzy, to można mu obiecać gruszki na wierzbie. I tak nikt nie zamierza tych obietnic dotrzymywać.
O, tutaj
http://wyborcza.pl/1,75248,8067291,Sakiewicz_zawieszony_za__dupowatego_Komorowskiego__.html
jest taki cytat:
Wolę Kaczyńskiego, bo ufam, że nigdy nie pogodzi się z tuszowaniem śledztwa w sprawie największej tragedii po 1945 r., zadba o to, żeby Polska nie stała się zabawką w rękach ościennych krajów, a po jego zwycięstwie zwykli zjadacze chleba będą mieli choć jeden urząd dbający o ich prawa. Jeżeli dla osiągnięcia tego celu musi zakładać całkiem sympatyczne wdzianka, to jakoś tę kampanię przeżyję.
To jest dokładnie to, o czym mówię. Ustawienie Kaczyńskiego w roli (jedynego!) trybuna ludowego, który najlepiej wie, co dla ludu jest dobre, więc w imię tego może ciemnym ludem (który taki głupi, że wszystko kupi) manipulować jak mu się tylko spodoba. Czy to przypadkiem nie jest wiele bardziej paternalistyczne od przyznania, że komuś z pewną częścią ludu jest nie po drodze?
Jak zwykle myslalam ze wszyscy juz spicie, a to Bobik znienacka wysmarowal nowy spis.
Ghana jest super!
Piwo i Salceson, hm, mozna by bylo tez powiedziec Perignon i Ostrygi o PO, idac tym sladem, zle nie tedy droga. Nie zapominajmy, ze jeszcze kilka lat temu marzyl sie wszystkim PO-PIS. Te partie naprawde nie sa daleko od siebie. Z tym, ze PO ma jednak Tuska, ktory jest bezwzglednie najwiekszej klasy politykiem polskim dzisiaj. No i rzad to wciaz PO, wiec chyba juz dzisiaj JK by nie wzywal do umierania za parytet (po pochowaniu brata moze juz nie bedzie sie tak latwo umierac) i nie szedl na wojne z Rosja i Niemcami, a za przyjaciol mial Saakashvili’ego? Zreszta nie bede gdybac, bo mam przeczucie (jak z ta Ghana), ze wygra ehem! kandydat herbu Whatever.
Nie, nie wszyscy marzyli o PO-PiSie, i jeden Kot w zachodnim Londynie byl zalamany, jak LK wygral wybory prezydenckie, uwazajac go za nowe wcielenie towarzysza Szmaciaka. Bobik ma absolutnma racje, ze ichnia pogarda dla “salonu” i jednoczesnie glebokie kompleksy wobec wyklsztalciuchow sa rodem z PRLu.
Podejrzewam tez, ze JK nawet wierzy w to, ze jest dla Polski zbawieniem, bo ten salon urzadzi mu taka Polske, w ktorej bedzie sie czul zle, gdzie jego zle, bulejakie wyksztalcenie, zasciankowosc, nieznajomosc jezykow obcych i swiata beda bardzo widoczne, jego zaslugi w walce z komuna odejda w zapomnienie, ludzie sie beda smiali z jego przemowien i polszczyzny. On autentycznie takiej Polski nie chce i dlatego mysli, ze ma gleboka identyfikacje z “prostym czlowiekiem”.
Ha Mordechaju, nie zapominaj, ze Bracia byli juz w koalicji z takim prostm czlowiekiem jakim byl Lepper!
Jasne, ze J. K by nie mogl brylowac w czolowce przywodcow Europy i swiata, ale wciaz sa od niego gorsi demokratycznie wybrani: lapowkarz bigamista Zuma, Pani De Kirchner “pozyczajaca” pieniadze z funduszu emerytalnego, moj Silvio oraz ten wariat Saakashvili.
To nie o to chodzi, ze sa na swiecie przywodcy mniej od biego uczciwi, tylko, ze on jest zakuty leb, ktory budzi i wspiera w spoleczenstwie najgorsze odruchy i komp;leksy - skrajna podejrzliwosc wobec swiata i najblizszych sasiadow, przerazenie Karta Praw Podstawowych, nieufnosc wobec cakej klasy politycznej i intelektualistow, przekonanie o swej wujatkowosci, ktorej swiat musi sie uczyc, narzucanie wlasnych przekonan innym, te rzeczy.
Wolalbym miec zlodzieja za prezydenta niz paranoika, przekonanego, ze tylko tacy jak on pragna dobra dla kraju, a inni to sa zdrajcy. .
Doro,
OCZYWIŚCIE, nie tylko kartki, ale i dokładne dane adresowe lokalu wyborczego. Głosować będziemy w Amsterdamie. Wyruszamy na coroczne wędrówki po Europie z naszym wnukiem. Trasę opracowałam tak żeby być w mieście, w którym można oddać głos.
Mój Ślubny w pierwszej turze głosował w Cork, gdzie był z małym, prywatnym chórem i spiewał miedzy innymi Chopina. Gdyby kogoś to interesowało, to sporo na ten temat jest na stronie MyCork.
Bobiku,
postaram się dostosować do Twoich zaleceń, ale nie będzie mi łatwo.
Masz świadomość, że efekty Twojej lustracji przyjadę sprawdzić osobiscie? Wyposażona w jedynie słuszne skale pomiaru prawdziwej psiości, które otrzymuję licznie wraz z apelami o obronę i poparcie, etc..
Bywajcie
Dzień dobry.
Trochę mnie przeraziło, że Jotka przywiezie miarkę prawdziwej psiości, bo właśnie, podpuszczony przez andsola, ufarbowałem w celach kibicowskich ogon na niemieckie barwy narodowe.
Obawiam się, że jest to jedna z najgorszych rzeczy, jakie Prawdziwy Pies może popełnić. 
Nie wiem, czy zacząć już teraz szorować, żeby do przyjazdu Jotki zeszło, czy jeszcze trochę pokibicować, a potem przefarbować z powrotem na czarno?
O, choroba! Poszlem wczoraj spac jako stary zgrzybialy i wylinialy Kot na emeryturze i po przejsciaich, a obudzilem sie jako mlody polski inteligent!
http://wyborcza.pl/1,75968,8065438,Za_kaszaloty_trzeba_przeprosic.html
Ale chyba, Bobiczku, nie wyglądasz gorzej niż ta biedaczyna, bo gorzej już nie można:
http://picasaweb.google.com/110943463575579253179/SzanghajNiedziela#5475452978583535634
Jako mlody polski inteligent, uwazam, ze ten pudel jest zaj..sty i postmordernistyczny.
PostmoRdernistyczny - to dobre
Pudelka ufarbowała panienka z Szanghaju, która uganiała się za nim wokół klombu i ryczała ze śmiechu. Skorzystałam z okazji, też się uśmiałam i trzasnęłam zdjęcie…
To przecież od razu widać, że ta pieska to panienka. Panienki mogą sobie takie postmordernistyczne futra nosić, żeby nie wyglądały jak kaszaloty, ale męskiemu szczeniakowi nie wypada. Barwy kibicowskie to co innego…

Przy okazji - strasznie gadatliwe ptaszysko w tej serii zdjęć Pani Kierowniczki to na moje oko gwarek. Strasznie marzyłem, żeby kiedyś taki u nas zamieszkał, ale jakoś się nie złożyło. Wielka szkoda, bo jakich wypowiedzi ja bym go nauczył…
Hanna Gucwińska opowiadała gdzieś o gwarku, który mieszkał w gabinecie jej męża i lubił mawiać jego głosem, co nieraz powodowało wściekłość petentów, zapewnianych przez sekretarkę, że pana dyrektora nie ma. Jak to nie ma, przecież wyraźnie słyszę, że jest!
Poza tym ptaszydło domagało się jedzenia okrzykiem chuda bieda, zdechnę z głodu!, a kiedy otoczenie zachowywało się nie po jego myśli, wrzeszczało wielkim głosem kto tu rządzi, kto?!!
Ten gwarek też gadał (po angielsku, nie po chińsku), niestety na obrazku nie widać, co mówi…
Przy następnej podróży Kierownictwo musi nie tylko cykać, ale i nagrywać.
Inteligentne ptaszydła, jak papugi i gwarki, jeżeli od młodości są wychowywanie “w rodzinie” lub podobnym polu socjalnym, nie plotą mechanicznie byle czego, tylko wiążą wypowiedź z kontekstem, czyli mniej lub bardziej rozumieją, co mówią. Najsłynniejszym przykładem jest oczywiście Alex, wychowany przez Irene Pepperberg, ale ten gwarek od Gucwińskich to też był niezły numer.
Tfu! Poryczalem sie czytajac ostatnie slowa Alexa wypowiedziane do badaczkl: You be good. I love you.
Czy szare papugi afrykanskie sa jadalne?
Czytając jak czytając, ale na wideo można usłyszeć, jak Alex mówi “I love you” i w ogóle jaki był genialny…
Mordko, szare papugi afrykańskie może i są jadalne, ale raczej przez lamparty, niż przez średniej wielkości koty domowe.
Well, I donno…
Czy te szare papugi sa wieksze od szarej wiewiorki?
Nie tylko większe, ale też bardziej dziobate i pazurzaste.
No no, tylko bez PoPisów proszę!

To znaczy papuzie i gwarkowe przenajchętniej
A o pudelkę mam pretensję, nie należy bawić się zwierzętami. Nie ma czegoś takiego jak żywa zabawka
Zdziwilbys sie, Bobik, jak pazurzaste i zebate potrafia byc te amnerykanskie drzewne potwory. I jakie zwinne.Zaczely dawno juz okupacje tych Wysp i rozpedzily rudzielcow, ktpre maja juz tylko swe male enklawy w Szkocji, pod ochrona, niestety.
Też nie cierpię traktowania zwierzęcia jak zabawki, ale jeżeli pudelka została tylko pryśnięta jakąś farbą w sprayu, to jej trauma była znacznie mniejsza, niż moja w trakcie strzyżenia.
Znacznie większe pretensje mam do takich “miłośników zwierząt” jak ta walnięta milionerka, która uczyniła Conchitę główną spadkobierczynią. Jeżeli naprawdę chciała dla zwierzątek dobrze, to dla Conchity mogła przed śmiercią znaleźć kochającą rodzinę i zostawić jakąś niewielką, ale przyzwoitą sumkę na zaspokajanie jej normalnych, psich potrzeb, a resztę zapisać jakiemu psiemu przytułkowi czy organizacji walczącej o prawa zwierząt. Zostawianie milionów jednej rozwydrzonej psicy, podczas kiedy dosyć jest na świecie psów (i nie tylko psów) okropnie traktowanych i potrzebujących pomocy, uważam za nieprzyzwoitość! 
Mordko, walnij się w pierś - czy sam przypadkiem nie przyłożyłeś łapy do dyskryminacji rudzielców? A kto miauczał wniebogłosy, że rude gryzonie są fałszywe? Czy to aby nie była woda na młyn szarych wiewiórek?
Nie, nie przylozylem sie do dyskryminacji. Stwierdzenie, ze rude gryzonie sa z natury falszywe, jest z dziedziny genetyki, a z genetyka nie dyskutujesz (patrz: genetyczni patryjoci). Nie mam im - rudym gryzoniom - tego za zle, nie przeszkadza mi to (some of my best friends sa rudzi) zwlaszcza jak sami sie przyznaja do swej rudosci i nie zmieniaja nazwisk na Szewczyk, Krawczyk czy Lasota.
Podobnie - karly sa zlosliwe, blondynki glupie, kaczory msciwe.
Bobik, to o ktorej nasz Rooney ma Wam dac w kosc?
Takiego eventu nie przewiduje się.
Jeżeli natomiast w pytaniu chodzi o to, o której “nasi” przepuszczą walec przez Wyspiarzy, to już wkrótce, o 16.00.
O! O! To lece po piwo i salceson!
Dowiedzialem sie (nie powiedziales mi tego Bobiku! :evil:) ze bez co najmniej szsciopuszkowej skrzynki piwa nie da sie tego ogladac przez poltprej godziny!
Mordko, o 16 naszego czasu, weź poprawkę na Wyspy
Noo, wydawało mi się, że sixpack przy meczu to taka oczywista oczywistość, że nawet kompletnemu analfabecie futbolowemu tłumaczyć tego nie trzeba.
Oglądanie tylko przez półtorej godziny jest poważnym błędem. Jak się nie chce stracić ostatniego, decydującego kwadransa, należy wziąć pod uwagę przerwę i oglądać przez godzinę i 45 minut.
Należy także wziąć pod uwagę ewentualną dogrywkę 2 razy 15 min. z malutką przerwą i ewentualne karne
Jestem gleboko zgorszony, do sedna jestestwa.
W polskim sklepie, gdzie wlasnie nabywalem zywiec i salceson, wszyscy maja zamiar kibicowac Niemcom, bo “to i tak som nasze chopaki!”.
Zapowiedzialem surowo, ze zglosze ich do Home Office’u i jeszcze sanepid na sklep poszczuje.
Mysle, ze sie opamietaja.
Niemcy, gola, Niemcy, gola, taka jest kibiców wola!
Zależy których
No tak, można było przewidzieć, że Angllcy uciekną się do wszelkich możliwych środków. Do śpiewania hymnu nawet Jaggera zatrudnili!
Tylko czytam
Bez salcesonu i na sucho 
Zywiec i salceson, czyli Mordka nagle przeszedl na diete ludu. Jak juz wiemy skadinad, takie przemiany wystepuja czasem w naturze.
Wczoraj byl bardzo zajety dzien, wiec nie zdazylam zyczyc Jotce milych wakacji
i napisac, ze zaluje bardzo, ze moja (i to bez zadnego cudzyslowu) druzyna nie przeszla dalej, choc jednoczesnie ciesze sie z wygranej Ghany. A zaluje tak naprawde z przyczyn pozasportowych - bo wlaczenie sie Stanow w futbolowy swiat to wazna rzecz dla popularnej amerykanskiej swiadomosci, ktora bardzo dlugo cierpiala, i cierpi do dzis, na wlasna wersje poczucia wyjatkowosci, umiejetnie wykorzystywana przez politykow. No, ale i tak to naprawde cud, ze doszli tam, gdzie doszli.
A co do lustracji krzywizny, to ja Ci sie wcale nie dziwie, Bobiku. Wybor miedzy Angielskim i Pitbullem akurat nie wydaje mi sie az tak okropnie trudny (ze wzgledu na charakter Pitbulla i jego nie do konca przewidywalne napady gryzienia), ale ogolnie to jest bardziej skomplikowane niz by sie to wydawalo z obserwacji tylko polskiej sceny politycznej. Co zrobic na przyklad z takim Bushem Mlodszym, ktory skutecznie sie w mediach wykreowal na swojego chlopa, oddanego wlasnie ogladaniu sportu i sixpacks (swego czasu zaslynal z tego, ze omal sie nie udusil preclem do piwa, nabyl nawet nie do konca przekonujacy dla rodowitych teksanczykow wiejski akcent z tego stanu). Gdy startowal przeciw Gore’owi (tez zreszta z rodziny o dluzszych politycznych tradycjach i z pewnoscia nie biednej) wyborcy mowili, ze chca na niego zaglosowac, bo z nim mozna pojsc na piwo. Po czym za swoich obu kadencji dla zwyklych ludzi nie zrobil absolutnie nic, ale za to bardzo podniosla sie stopa zyciowa 1% populacji. Ale tu juz wchodzimy na teren slynnej ksiazki “What’s the Matter With Kansas”.
A dzisiaj wielu komentatorow amerykanskich podsumowuje z kolei ostatni tydzien w polityce, a jest to szczegolny tydzien, ktory sie zaczal od skandalu a skonczyl sie na rezygnacji znanego generala. To samo w sobie jest juz niezwykle interesujace, ale dodatkowym aspektem tych wydarzen jest to, ze odkryciem prawdziwego oblicza generala (ktory dawno powinien byc zdymisjowany) zajal sie magazyn “Rolling Stone”, w sumie specjalizujacy sie nie w polityce, a w muzyce rockowej. I sprawa zastanawiajaca (i zauwazona przez obserwatorow prasy i sceny politycznej) jest to, ze “Rolling Stone” jest outsiderem w donoszeniu na tematy polityczne - i dlatego, zwlaszcza ostatnio robi to swietnie, duzo lepiej niz profesjonalinie zajmujacy sie tymi samymi sprawami eksperci z najwiekszych gazet. Co nie znaczy, ze oni takze nie wiedzieli o problemach z MacChrystalem (calkowita pogarda dla cywilnej kontroli nad wojskiem, co jest przeciez niezgodne z konstytucja). Wiedzieli, ale filtrowali to co wiedzieli na uzytek czytelnikow, zeby nie stracic dostepu do politykow i generalow. Jednym slowem utozsamili sie z klasa polityczna, zamiast jej pilnowac, po to, zeby moc spokojnie donosic o szczegolach, ale nie o tych najbardziej niepokojacych, dotykajacych sensu calej strategii (bo wtedy straciliby tak wazny w ich dziedzinie dostep). I w takim znaczeniu “elity”, elity jednak bywaja niebezpieczne, co zauwazyl dzisiaj sledzony przeze mnie i Krolika komentator, Frank Rich z NYT. I wszystko jedno, czy te elity mowia z akcentem oksfordzkim czy ze swojsko-rustykalnym akcentem.
http://www.nytimes.com/2010/06/27/opinion/27rich.html
No i czy polski sklepik nie miał racji? Tylko nasze chopoki dla Niemców strzelają.

Z przykrością przyznaję, że druga bramka dla Anglików powinna być uznana, ale przyjmijmy, że to była kara boska za Wembley 66.
Kara boska to powinna być wieczorem dla Argentyny
Wyglada na to, ze niemiecka solidnosc i ciezka praca znowu zaowocuja, przynajmniej w pilce. Gratulacje.
Wlasnie sobie rozmyslalam Moniko nad ta odwieczna pogarda w armii dla cywili, ktorzy sprawuja nad nimi kontrole. Ktos juz wspomnial, ze Eisenhower zdymisjonowal McArthura, kiedy ten zadal wsparcia na dalsza wojne w Azji i pozwolenia, aby mogl spuscic 34 bomby atomowe na Chiny, co by zakonczylo te wojne “zwyciestwem”.
Inna rzecz, ze general, ktory zastapil McArthura zazadal 38 bomb atomowych.
Dzsiaj we Wprost sarkastyczny i zwiezly artykul Tomasza Lisa na temat przeszlych JK obietnic, spostrzezen i osadow; tak dramatycznie pozniej roznych w zaleznosci od koniunktury. Od razu Komorowski jawi sie prawie jak swiety.
Totez Eisenhower, emerytowany general, a potem prezydent sprawujacy cywilna kontrole nad armia, ostrzegal otwarcie przed wplywami the military-industrial complex (jak dotad niezbyt skutecznie). I to mimo, ze byl republikaninem (ale wtedy republikanie nie kojarzyli sie tak bardzo z Tea Party i Sara Palin).
Podrzucam mowe Eisenhowera z 1961 roku, w ktorej ostrzegal przed militaryzacja polityki amerykanskiej, bo jak sie to czyta, i przypomina sie przemowy Busha, ktory sie ze sluzby w Wietnamie wymigal dzieki rodzinnym koneksjom, ale za to z luboscia poslugiwal sie rozwiazaniami militarnymi, z ktorymi zyjemy do dzis, to ma sie podobne uczucie (moze jednak wieksze, bo stawka o duzo wyzsza) jak po lekturze Lisa na temat relatywnych zalet dwoch kandydatow w nadchodzacych polskich wyborach. Nie wszyscy generalowie, jak sie okazuje, pogardzaja cywilami (teraz znanym bylym wojskowym rozwijajacym mysl Eisenhowera jest konserwatywny historyk z Boston University, ktorego syn, Andy, zginal zreszta w Iraku).
http://www.h-net.org/~hst306/documents/indust.html
No trudno. Przegralismu z calkiem respectable wynikiem 4:1, ale zato wygralismy II wojne swiatpwa, ktora byla wazniejsza.
Po namysle dochodze do wniosku, ze moze kibicowanie pilce nozmej nie jest dla Kota - za duzo tryska ze mnie testosteronu. Odtad jedyne mistrzostwa, ktorym zamierzam kobicowac to szachy, brydz, no i moze ganianie patykiem pileczek po zielomym stole.
Piwo wypilem, salceson pozarlem.
Nieuznanie naszej bramki jest skandalem. Sedzia-kalosz.
No dobra, Mordko, nie będę się znęcał. “Nasi” byli po prostu lepsi, ale wynik powinien być 4:2.

Ale nie rezygnuj, proszę, z kibicowania. Teraz już Anglia nie będzie grać, to i poziomu testosteronu w następnych meczach nie będziesz musiał tak wysoko windować. A w końcu każdy mecz to świetny pretekst, żeby zaopatrzyć się w kolejny sixpack i salceson.
Vitajcie! Bobiku napisałeś bardzo ciekawy tekst. Twoje rozważania są słuszne. Ja mam to samo ..
Gdy popatrzę w lustro to uwierzyć nie mogę i zadaję sobie pytanie . Ja to czy nie ja?? Szczegółów Ci oszczędzę.
Mam jednak radę, nie wiem jednak czy Cię zadowoli. Przeczytałam w ostatniej Polityce wywiad /pozorowany/ z Mrożkiem. Dawno się tak nie ubawiłam.
Pani Justyna przytacza fragmenty różnych wypowiedzi autora.. I ten właśnie artykuł Ci polecam . Toż to same złotouste wypowiedzi. Co ciekawe ja powiedziałabym to samo
Brawo! Szkoda że Mrożek wyjechał. On wiedziałby na kogo glosować
. Muszę jeszcze wspomnieć o artykule o jedzeniu mięsa Pana Piotra A. Otóż ja jestem wegetarianką ale gdy widzę fajnego kotleta to w ten dzień nie jestem. No chyba tak trzeba… 
pa !
Co do pudla, to nie tylko w Chinach są fałszywi przyjaciele zwierząt.
Co do artykułu z GW, podlinkowanego przez Kota Mordechaja, myślę, że rzadko kiedy jedno zdanie niesie tyle optymizmu i wiary, że możemy wyjść z kurhanów, katakumb i mauzoleów i zacząć żyć jako normalny kraj:
“Nie wybieram ojca, ale urzędnika państwowego, który załatwi dla mnie konkretne sprawy” - usłyszałem od pewnego młodego człowieka, który co prawda na Komorowskiego głosował, ale źle się z tym czuje.
Jednak co ten drugi ojciec moze mlodemu czlowiekowi zalatwic, to podroz w czasie, do przeszlosci, zasciankowosci i antagonizmow.
Bobiku, co to byl za wspanialy mecz, prawda? Zwyciestwo niemieckie zasluzone i w sprawie godnej poparcia.
Moniko, Eisenhower mial racje. Wystarczy popatrzec jak bankowy system wymknal sie z pod kontroli, oraz kto moze kontrolowac ponad narodowe koncerny, szczegolnie w krajach o slabej wladzy panstwowej.
No i ledwo zdążyłem wyprowadzić się na spacer i zrobić kolację, a już muszę dalej oglądać.

Wszelkie skargi, zażalenia tudzież interpelacje rozpatruję dopiero po meczu.
Uwazaj Bobik na ilosc testosterony w e krwi i nie zblizaj sie do Labradorki.
A, tak, Kroliku, banksterzy… Ostatnio najlepiej sie za nich zabral prezydent z elity (Roosevelt), a do deregulacji przyczynili sie szczegolnie swoj chlop Clinton (z arkansanskiego tzw. white trash - choc ja tego okreslenia nie lubie - acz po Oksfordzie i niezwykle utalentowany) i drugi swoj chlop GWB (tez na swoj sposob utalentowany, i obdarzony sprytem wlasnym i specjalistow od kampanii wyborczych - co prawda sam ledwie sie dostal do Yale, jedynie dzieki rodzinnym koneksjom, i ledwie je skonczyl, ale za to byl przedstawiany jako czlowiek z ludu).
Mordko, jak Ci sie salcesonowo-piwna dieta futbolowa znudzi, to przerzuc sie na diete wimbledonowa - truskawki ze smietana, duzo szampana, i inne lekkie light refreshments do szampana (np. malenkie kanapeczki z wedzonym lososiem).
Tylko dlugosc meczow nie jest ostatnio zbyt latwa do przewidzenia. 
Indeed, Moniko, indeed - wimbledonskla dieta bardziej salonowa (zapomnialas o Pimie) , ale nawet Salonowy Kot musi czasami wytarzac sie w czyms przyziemnym, aby nie zapomniec how the other half lives. Nie wiem po co, but there you are.
Bobiku, Niemcy zagrali znakomicie. Już jestem ciekawa meczu z Argentyną
Ludzie, niech żyje Białoruś
!!!
Moniko, bardzo cierpię z powodu braku Wimbledonu
Nie mam Polsatu i to jest jedyny wielkoszlemowy turniej, którego nie mogę oglądać 

Bobiku, przełamałam się. Przymknę oko na trenera. Niech tylko Niemcy porządnie sprawdzą Argentynę
Tak, Mordko, jeszcze Pim. Ogolnie nazywam to well-balanced diet.
Haneczko, wyrazy wspolczucia z powodu braku Wimbledonu na ekranie telewizora.
Myślicie, że mogę przyjmować gratulacje w imieniu Niemców?

Chociaż właściwie czemu nie, z moim trójkolorowym ogonem?
Argentyny się dosyć boję, ale dziś widać było, że oni też błędy robią, mimo że wygrali. W każdym razie ich mecz z Niemcami zapowiada się ciekawie.
Muszę teraz nieco uspokoić skołatane nerwy i uczcić minutą zadumy tych walecznych odpadniętych, których z różnych powodów najbardziej mi żal - Amerykę, Meksyk i nieszczęsną Koreę Północną.
Bobiku, już osiem minut po czasie
Jak pięknie wyglądał Bielan
Czerwony, spocony, bez dyżurnego krawata (zszarpniętego w rozpaczy)
I te koszyki prezesa z lat siedemdziesiątych 
Nawet dziewięć
A jak ja mam uspokoić nerwy bez skonsumowania naraz tygodniowej porcji pasztetówki? Tego się przecież nie da zrobić w ciągu 8 minut.
Bobiku, czyżbyś się starzał
@andsol, jestem przyjacielem zwierząt , rzadko jem mięso ale w zamian co? Czy to co nazywamy owocem czy jarzyną jest jeszcze rośliną czy już czymś innym.? Natomiast nigdy nie zjadłabym tuńczyka. Miłego tygodnia
Jarzębino, tak sobie czasem myślę, czy to przypadkiem lustra nie są winne, że się w nich nie rozpoznajemy.

Tuńczyka zjadłbym o każdej porze dnia i nocy, nawet gdyby się okazało, że jest rośliną.
jarzębino, o fałszywych przyjaciołach zwierząt wspomniałem tylko dlatego, że jakiejś pani pudel pomylił się z choinką (teoretycznie mógł to być jakiś pan, sfrustrowany odrzutek z Akademii Sztuk Pięknych). W kwestie jedzenia zwierząt nie wdaję się na ogół na forum publicznym, bo to jest zapraszaniem nieznajomych osób na sparring partnera. A na temat statusu ontologicznego innych form życia nie wypowiem się z innej przyczyny, po prostu nie rozumiem o co chodzi
Co do tuńczyka, nie mam pojęcia jakie on ma wymiary więc nie wiem czy ja bym go zjadł (ale podejrzewam, że nawet bardzo dużego zdołałbym zmóc w ciągu miesiąca). Poszedłem do grafik google’a, żeby to ocenić, ale tam są głównie jacyś rozebrani panowie. Jeśli to są tuńczyki, to zgadzam się z Tobą.
Tuńczyków są różne gatunki, od dosyć małych do olbrzymich, 4,5 metra długości. Te najczęściej łowione w celach konsumpcyjnych mają gdzieś 2 - 2,5m.
Nie jestem w stanie wyrzec się ich jadania, bo jest to jedna z najsmaczniejszych rzeczy na świecie, ale uważam przynajmniej, żeby pochodziły z połowów oszczędzających delfiny (one mają rodzaj umowy towarzyskiej z tuńczykami i przy ich nieostrożnym odławianiu zaplątują się w sieci), bo czemu jeszcze one mają cierpieć na tym, że ja jestem tuńczykożercą.
A pudle to jest jedna z najnieszczęśliwszych psich ras, bo ze względu na ich warunki naturalne wyjątkowo nadały się do tego, żeby ludzie robili z nich idiotów.
Trochę a propos prawdziwych i nieprawdziwych przyjaciół zwierząt
http://archiwum.polityka.pl/art/przyroda-nie-nadaza,359477.html
Od wielu lat krąży mi po głowie taka myśl, że niemądry, a czasem wręcz samobójczy stosunek ludzi do natury jest efektem powstania wielkich religii monoteistycznych (zwłaszcza, choćby ze względu na zasięg, chrześcijaństwa i islamu), które postawiły człowieka w centrum świata, na podwyższeniu, oddzielając go grubą kreską od “pozbawionej duszy” natury. Czynienie Ziemi człowiekowi poddanej uznano wręcz za boski nakaz, no i owoce tego zbieramy do dzisiaj.
Spróbujcie zatwardziaemu kreacjoniście (obojętne jakiego wyznania) opowiadać coś o ekosystemach. Obśmieje się jak norka amerykańska i pójdzie kopnąć muchomora.
Bobiku, co wygląda na samobójcze nastawienie i jednego gatunku może wyglądać na samoregulację w wielogatunkowym środowisku. Jak gatunek nie umie współżyć z resztą przyrody to sam się wyeliminuje.
Co nie odejmuje zasadności Twojej uwadze. W istocie, to conieco, które zasłyszałem o innych nastawieniach metafizycznych nie mieści obłąkanego przekonania, że jesteśmy jakimś tam szczytem pomysłów boskich.
Wiencem Stworzenia jest Kot (rymuje sie z God, gdyz zoistal stowrzony na Obraz i Podobienstwo) .
Tymczasem nie doszluy mnie zadne sluchy, by jakies koty niszczyly lub wyrabaly jakas puszcze, wylapaly wszestkie dodo, wytrzebily wieloryby i poglowie dorsza .
No tak, lemingi też się samoregulują.

Ciekawe, czy uważają, że PB stworzył leminga na obraz i podobieństwo swoje?
A tak w ogóle, to PB nie popiera ludzi jako takich, tylko drużynę Argentyny. Dziś to znowu zademonstrował.
Niechaj mi ktos przypomni, abym nastepnym razem jak zechce byc ludowy, nie kupowal zywca, jak mam pod reka heinekena. To okropne piwo, nie wiem co mi do lba strzelilo.
Czuje sie caly zamulony, jak nigdy.
Hi, hi, o ile się nie mylę, głównym akcjonariuszem Grupy Żywiec, trzymającej m.in. żywiecki browar, jest właśnie Heineken.

Może to zamulenie, Mordko, to od uderzeniowej dawki futbolu?
Niech sobie trzymaja browar, jesli chca, ale piwo robia lepsze. Never again - zywiec! Never again - ludowy Mordka!
Szkoda.
Tak Ci do mordki było w salcesonie…
Taki tytul przeczytalem w GW : Komentatorzy oceniają: “Remis ze wskazaniem na Komorowskiego”.
Mysmy tez dzis mieli remis ze wskazaniem Niemcow
No, ale ten remis ze wskazaniem na Niemców przynajmniej mnie ucieszył. A ten drugi…
Hmm.
zapowiada sie genialny tydzien!slonce przyszlo i zostanie, zostanie,
zostanie
koniecznie kazdemu polecam wypasione, oczy lubia dyskretne swiatlo
brykanie wskazane jednak troszeczke wolniej
brykam, fikam
tutaj njpiekniejsza w Polsce aleja platanowa
pilka nozna, mistrzostwa swiata do tego to dziwna historia, ludzie

zapelniaja fotele przed tv lub w palacym sloncu wypelniaja place przed ekranami, dochodzi tez do poswiecen w malowaniu ciala w barwy ochronne, a nawet farbowania tego co wazne coby przyjemnie w merdaniu wygladalo
ksiazka na lipiec z inspiracji andsola
Anita Halina Janowska “Krzyzowka”
autorka wspomina dziecinstwo i mloda mlodosc z humorem, bez zadecia moralnego, a przeciez jest wojna, a ona sama “Mischling”.
tak samo opisuje kilka lat powojennych
niesamowicie prosty “codzienny” jezyk nawet w chwilach grozy,
cieply wiara i dowcipem
w polowie lat 80-tych przeczytalem “Eichmann w Jerozolimie”
Hannah Arendt ( tlumaczenie, chyba pan Szostkiewicz?)
zlo, zlo, zlo dlugo chodzila mi po glowie
dlatego tez widzac u kolezanki w regale Neal Bascomb “Wytropic Eichmana” przywlaszczylem sobie do czytania i od dochodze powoli do konca
polecam tylko tym z mocnymi nerwami
i to na tyle SPIOCHY
Dzień dobry.
Potwierdzam informację Rysia, że pogoda w Germanii zupełnie włoska, czy może nawet afrykańska. Już o tak wczesnej porze ma się ochotę chodzić na golasa. 

Jestem za tym, żeby prezydentem zostawał ten, kto na stałe potrafi zapewnić dobry klimat.
zmiana ustroju na szamanizm?
Albo coś w tym rodzaju. Znudził mi się już ustrój z nieodpowiednim klimatem.
Poranna prasówka głównie o debacie. A ja swoje zdanie i tak już mam
Wybory… Nie chcę być psujem,
lecz niech je weźmie cholera,
bowiem nie na to głosuję,
co koniec końców wybieram.
Tu wnerwień mych krótki wykaz:
tęgiej nie mogę mieć miny,
gdy wybrać chcąc polityka,
dostaję ojca rodziny,
gdy równość ceniąc i chwaląc
myśl poprę pewnego pana,
że biologicznie kaszalot
to jest kobiety odmiana,
gdy w świecką stronę chcąc truchtać
(ten wybór leży mi cosik),
nagle ląduję gdzie kruchta
i na nią idzie mój głosik,
gdy bez kompleksów chcąc widzieć
każdy swój wieczór i ranek,
muszę głosować - o wstydzie! -
na patriarchalny zaścianek.
A przy tym… choć długą listę
takich kandydat ma chorób,
to w sumie jest oczywiste:
nie mam innego wyboru.
Bronek to żaden full wypas,
lecz pojmie każdy, kto kuma,
że choć niemiła jest grypa,
wszak lepsza znacznie niż dżuma.
Choć nie wybiorę z podziwem,
nie będę cały w skowronkach,
to widząc alternatywę -
no trudno, dam głos na Bronka.
Oj tak tak, Bobiczku, oj tak tak…
Juz wydrukowane u Ukochanego Sasiada
Nie dość, że po prasówce często mnie samo z siebie roznosi, to jeszcze i Mordka mnie też roznosi.
do linki vesper o przyrodzie
i tak to bedzie gdy nas zabraknie
http://farm5.static.flickr.com/4122/4742160264_4f14f1d546_b.jpg
http://farm5.static.flickr.com/4093/4742159040_0cf4137f73_b.jpg
pieknie zielono i spokojnie

A ja kiedys przed laty ogladalem w tv taka symulacje jak wygladalyby nasze miasta i kompleksy przemyslowe po 25 latatch nieobecnosci czlowieka, gdyby nas zabraklo, np wskutek uderzenia meteorytu.I byloby wlasnie jak na zdjeciach Rysia.
Dlatego tak bardzo podobało mi się “Wielkie solo Antona L.”.
Oj!
Pancia Profesorcia niezadowolona z pupila:
http://www.dziennik.pl/polityka/wybory-prezydenckie-2010/article635227/Staniszkis_o_Kaczynskim_To_karygodne.html
Osobiscie nie uwazam, ze Kaczynski popelnil grzech sugerujac rozmowy z Rosja o Bialorusi. Z Rosja TEZ nalezy o tym rozmawiac. Oczywoscie nie przed kamerami, ale nie widze niczego zlego, aby za kulisami namawiac Rosje, by ze swej striny wywierala wplyw na swego sojusznika, Dyplomacja zajmuje sie tym nie od dzis.
Oczywoscie po to by Rosje naklaniac w jakiejkolwiek sprawie nalezy z nia miec w miare przyjazna wymiane dyplomatyczna. Czy Kaczynmski sie do tego nadaje, to jest inny temat.
Też znam takie symulacje, co by się stało po zniknięciu ludzkiego gatunku, ale i bez nich wcale nie tak trudno dojść do wniosku, że natura bez człowieka świetnie sobie poradzi, a człowiek bez niej nieszczególnie. Tym bardziej zdumiewają mnie wszelkie konstrukcje myślowe, mające uzasadnić, że to właśnie człowiek jest koroną stworzenia i szczególnym wybrańcem Pana B.
Oczywiscie gwoli uczciwosci nalezy wspomniec, ze “wieniec stworzenia” uzyty jest w Ksiedze w tym sensie, ze Czlowiekowi dane bylo zakosztowac owoca z Drzewa Wiadomosci. Wolna wola i te rzeczy…
Biblia nie upiera sie,ze czlowiek jest fizycznie najlepiej dostosowany, tylko, ze posiadl wiedze Dobra i Zla.
No i awansowalem na obronce Biblii.
Mordko, chyba przeoczyłeś pewną prostą zasadę, ważną nie tylko w dyplomacji, ale również w życiu społecznym, a nawet towarzyskim.
Jak ja z Azorkiem obszczekuję Burka - że wredny typ, że swoim szarpadłem nie daje się nikomu pobawić, a wczoraj bezczelnie porwał Reksiowi kość z miski - i kombinuję, jak mu utrzeć nosa, równocześnie próbując Burkowi się nie narazić, bo z takimi wrednymi typami nigdy nie wiadomo, to wszystko jest dobrze, póki Burek się o moich konszachtach z Azorkiem nie dowie. Ale gdybym podczas wieczornego wycia publicznie ogłosił wszystkim psom, że z Burkiem to ja sobie poradzę, bo dogadamy się w tej sprawie z Azorkiem i wspólnie sprawimy mu łomot, to jaki bym ja był? No? Głupi czy jeszcze głupszy? 
Wolna wola? Świadomość dobra i zła? A kto ustalił, że akurat to jest najważniejsze i świadczy o byciu koroną stworzenia? Może pies, kot, czy krokodyl, hę?

No, chyba że wyjdziemy z założenia, że Pan B. naprawdę, bez wątpienia istnieje i w swoim czasie z dużym upodobaniem zajmował się dyktowaniem swoich kolejnych testamentów.
Dopisuję, żeby mi ktoś nihilistycznej łatki nie przyszył: ja nie neguję pojęć dobra i zła, ale uważam je za pojęcia właśnie, nie żadne samoistne byty. Za czysto myślową konstrukcję, wygłówkowaną przez człowieka, choć mającą oczywiście olbrzymie konsekwencje praktyczne.
rysberlin (08:22), ta aleja to na Jasnych Błoniach?
Ale pono tylko czlowiek te pojecia posiadl, na rowni z PB, ktory mu je sprytnie podsunal w postaci Drzewa z owocami -pamioetaj, ze Biblia pisana byla zanim ta pani badaczka zaczela rozwijac duchowo Aleksa, a dr Jane G. zamieszkala wsrod malp.
Bobiku, u Sasiada Jaruta odezwala sie do Ciebie mowa wiazana!
Podrzucam, troche w biegu, interesujacy artykul z najnowszego NYRB, na temat memuarow Christophera Hitchensa, piora Iana Burumy. O Hitchensie i tutaj niedawno mowilismy, a to co pisze Buruma jest tez interesujace w odniesieniu do elit, w tym elit intelektualnych (jest tam i wzmianka o Michniku) i ich roli opiniotworczej - i jak sie z tej roli rozne postaci wywiazuja (wiele zalezy od indywidualnej osobowosci i rodzinnej historii).
http://www.nybooks.com/articles/archives/2010/jul/15/believer/?utm_medium=email&utm_source=Emailmarketingsoftware&utm_content=978073492&utm_campaign=July152010issue&utm_term=TheBeliever
A ja niestety musze sie poczolgac w straszny upal w teren, mam nadzieje, ze nie na dluzej niz musze. Dobrze, ze w lodowce czeka zapas tajnej broni przeciw upalom.
Mordko, ja się zgadzam, że to, o czym piszesz, stoi w Biblii, jak również z tym, że jest ona nieco starsza od Jane G.
Zgadzam się i z tym, że Biblia jest piękną i w wielu (nie wszystkich!) miejscach mądrą księgą. Ja tylko nie widzę powodów, żeby ją traktować jak Prawdę Objawioną, skoro nie jestem przekonany do takiego szczegółu, jak istnienie Pana B.
A skoro nie wierzę w istnienie Pana B., to jak mogę uważać, że to on ustalił kryteria przyznawania koron stworzeniom, a człowieka stworzył na podobieństwo? 
A to Ci może nasunąć myśl, że ja się nie upieram przy jakiejś absolutnej prawdziwości tego, co szczekam (albo co inni szczekają), bo są sytuacje, kiedy nie da się tego sprawdzić. Ja się tylko staram o możliwie poprawne stosowanie tych tam różnych jeżeli a to b i jeżeli b to c. 
Pamiętasz może z kociej szkoły, coś to tam było z przesłankami i wnioskami…
Och, bardzo miły ten komentarz u Sąsiada.
Uśmiecham się do Jaruty tutaj, bo tam boję się wchodzić. Nie ze względu na Sąsiada, rzecz jasna, tylko na niektóre duże, złe psy, co tam się kręcą.
Link od Moniki przeczytam później, bo właśnie stwierdziłem doświadczalnie, że nie umiem równocześnie blogować i oglądać meczu.
andsol (15:50) tak
tu tez
a tu w tle Urzad Miejski
Tak, kłopot z takimi ludźmi jak Hitchens jest właśnie w sile, z którą objawiają raczej niż wyrażają przekonania. Połączyć to z inteligencją i paru talentami i mamy potworny myślowy miszmasz. Wydaje się celna partyjska strzała Burumy: a man of faith.
Ponieważ w naszym świecie bardziej cenimy błysk doszytych ozdóbek niż jakość tkaniny i szwów, nie uchronimy się przed bezustannym oglądaniem tych wielkich i wielosłownych trybunów. A w jakiej kolejnej świętej sprawie, to się okaże.
Bardzo ciekawe wydało mi się wprowadzenie. dotyczące elementów biograficznych. Chyba to poprawny ślad, gdy nieraz do analizy biorą się politolodzy i ideolodzy, trzeba by najpierw pogadać z psychologami.
Oj, na gbura-m wyszedł (a może zaledwie ujawniłem swą naturę), nie podziękowałem Monice za cenną linkę. Niby czytuję NYT, ale przecież nie doszuka się człowiek sam z siebie tego, co naprawdę warto czytać.
rysberlin: jej, ile to lat temu chodziłem tam. Z menażkami, niosąc z domu na Niebuszewie obiad ojcu do Radia…
I ja dziekuje Monice, bo naleze do wielbicieli Hitcha. On naprawde chce lepszego swiata i popiera uniwersalne wartosci. Z tym, ze czasem przy takich probach wsiada sie na zlego konia. Ale przynajmniej probuje! Skrajnosc opinii i wymiana jednego kultu na drugi czasem dotyka osoby, ktore wogole maja z umiarem problem. Hitch jest chain smoker, funkcjonujacy alkoholik. Nie zna szarej strefy. Nadzwyczj efektywny w dyskusji i dzielny w roznych nieprzyjemnych sytuacjach!
Biedni Slowacy!
Strzelili bramke w ostatniej minucie!!!!
Co najmniej o dwie za mało, żeby wygrać, Mordko.
A wiecie, że ja się ludzi w typie Hitcha (przynajmniej takiego, jaki się ukazuje w tej biografii) zwykle boję? Często, poza misjonarskim, irytującym przekonaniem o własnej racji, mają również przerośnięte ego i niby kochają Ludzkość, ale pojedynczych ludzi obdarzają raczej pogardą lub obojętnością. Owszem, sprawiają wrażenie, że o coś naprawdę im chodzi, bo jest w nich bardzo silna potrzeba bohaterstwa lub ofiary, samospalenia się na jakimś - najlepiej dobrze wyeksponowanym - ołtarzu (tu rzeczywiście trzeba sięgnąć do wątków biograficznych i psychologicznych, żeby to zrozumieć), tylko że jak dobrze poskrobać, to chodzi nie o Sprawę (bo ją mogą w każdej chwili zamienić na jakąś inną), a o ja, ja, ja.
No, co poradzę - jakoś mnie do takich typów nie ciągnie, choć nic nie mam przeciw nieumiarkowaniu w paleniu i piciu.
idiotyczne
http://www.youtube.com/watch?v=17hEcSsv57g&feature=related
mozna kliknac na ikonke pilki noznej pod zdjeciem i mamy efekt
stadionu RPA
andsol, a ja myslalem Ty jestes z Wroclawia, ja mieszkalem
tutaj
mieszkanie nagrzane, podobno leci zaraz pilka w TV, a to zabawne
http://wyborcza.pl/1,75248,8070145,Czego_nie_wolno_homoseksualiscie____debata_o_tolerancji.html
widzialem wczorajsza “debate” w polskiej TV, nic nowego, jak z minionej epoki, ale moze tak ma byc, kto wie!!!
Wykrzywiam się kiedy niesmacznie jeść dają
gdy moją jedynkę cęgami chwytają
wykrzywiam się w tańcu i w trakcie gimnastyk
lub także gdy pieprzy uczony scholastyk
gdy ktoś niespodzianie podłoży mi ostu
to jakby mnie smagał pokrzywą po prostu…
Krzywizna nie spędza na szczęście snu z powiek,
bo zwykle na co dzień, to ja prosty człowiek…
Bobiku,
możesz zajrzeć do poczty?
Dostałam linka - http://bip.kprm.gov.pl/g2/2010_06/2872_fileot.pdf i nie wiedzieć czemu (szok jakiś czy co?) wydawało mi się, że żeby był do czytania - ja muszę go skopiować i wkleić, a skopiować się mi nie udawało. Tymczasem każdy może czytać co pod linkiem bez dodatkowych (moich) umiejętności w zakresie kopiowania pdf-ów.
Tereso, ciekawa linka, czy to jest autentyczne?
czy mozesz cos wiecej o tym, co, kto i jak napisac?
teraz dobranoc
Już chciałem na intencję andsola poświętować trochę z okazji zwycięstwa Brazylii, a tu taki pasztet…

Jeżeli ten list jest autentykiem, to jest to jeden z najbardziej skandalicznych dokumentów, jaki w ostatnich czasach ujrzały moje ślepia. I wcale się nie dziwię, że Teresa w szok wpadła, bo i ja na razie w stuporze, choć coraz bardziej zbliżającym się w stronę warkotu.
No, niezle, niezle.
Podalam to dalej na wypadek gdyby nie widzieli - do dr Fuszary. Nie znalazlam adresu prof, Srody.
Teoretycznie nie powinnam była się dać zaskoczyć, gdyż nie ulega wątpliwości że KK trzyma pierwsze skrzypce, ale przyjmowałam, że to co się dzieje to zakulisowo, w szeptanej formule. A tu proszę - regularna oficjalna zależność. List jest prawdziwy. Po pierwsze dostałam go z dobrego źródła, po drugie są tam takie dane jak znaki dla pism, daty, adresy, nry telefonów, a nawet adres mailowy.
Ponosiłam po blogach i forach. Ciekawe czy na “Polityce” przejdzie?
Tak, o ile list jest autentyczny, to rzeczywiscie co najmniej zaskakujacy. Tymczasem Sad Najwyzszy USA pozwolil na dalsze prowadzenie sprawy sadowej pociagajacej do odpowiedzialnosci BXVI, jako ostatecznie odpowiedzialnego za ukrywanie ksiezy molestujacych dzieci (jako szef calej organizacji). Zobaczymy tylko co w koncu zadecyduje sedzia prowadzacy sprawe.
http://www.huffingtonpost.com/2010/06/28/majority-catholic-supreme_n_627846.html
Za to reprymende dostal kardynal Schoenborn za mowienie, ze warto byloby pomyslec o zniesieniu celibatu.
A co do Hitcha, to mimo, ze z zainteresowaniem i pewna fascynacja sledze jego poczynania i wypowiedzi, to mysle o nim podobnie jak andsol i Bobik. Szczegolnie zadziwiajace bylo jego poparcie dla wojny w Iraku, chyba wlasnie tylko wytlumaczalne przez pryzmat psychologii. Pamietam, ze gdy sie opowiedzial za wojna w Iraku (swietnie o tym, ze nie ma do niej podstaw, na ktore sie powolywala administracja Busha donosil wtedy Seymour Hersh, ktory juz wczesniej zaslynal z doniesien o masakrze w Mai Lai, a i potem takze sie zasluzyl, byc moze zapobiegajac zbrojnemu konfliktowi z Iranem pod koniec prezydentury Busha), bylo to dosyc szokujace, jak na gloszone przez niego poglady, choc juz wczesniej byl przeciez znany z przekory - ale co innego przekora w malych sprawach, a co innego w tak duzej. A potem zaczelam sie zastanawiac, i doszlam do wniosku, ze przeciez nie tylko on przeszedl podobna droge, bo tzw. neokoni, czyli obecne prowojenne lobby w Stanach, to w duzej mierze tez byli lewicowcy, ktorzy gdzies po drodze, w okolicach Reagana, a nawet wczesniej, zagubili czesc spoleczna misji, ale dalej czuli szczegolny pociag do interwencji w innych krajach, nawet gdy swiat juz przestal byc dwubiegunowy (przedtem mozna ich bylo uznac za liberalow sprzeciwiajacych sie swiatowemu komunizmowi). Na obrone Hitchensa mozna tylko dorzucic, ze w odroznieniu od twardych neokonow, i byc moze w ramach czesciowego powrotu do poprzednich pozycji, przynajmniej aktywnie protestowal przeciw technice interogacyjnej zwanej waterboarding, ktora nazwal po imieniu tortura. Neokoni, oczywiscie, tak by tego nie nazwali. W kazdym razie fascynujace sa te przemiany i usprawiedliwienia, i przyczyny dla ktorych zachodza - czesto bardzo osobiste, jak to zauwazyl Buruma. I fascynujace zestawienie Seymoura Hersha z Hitchensem - a obaj naleza do tej samej opiniotworczej klasy…
Zastanawiam się (dalej z zastrzeżeniem- jeśli to autentyk), jaki odzew mediów i publiczności wzbudziłoby ujawnienie czegoś takiego w … nie, nie podłożę się i nie napiszę w normalnym kraju
, a w kraju faktycznie, nie tylko z deklaracji niewyznaniowym. W Niemczech w każdym razie zawierucha byłaby niewąska.
dopuszczam i taką możliwość, że jest to jakaś fałszywka podłożona z okazji wyborów, obliczona właśnie na wywołanie skandalu. Choć niezależnie od tego o pani minister Radziszewskiej swoje zdanie mam i mieści się ono w dolnej strefie stanów najniższych.
Ale właśnie dlatego, może trochę przez pryzmat mojego zniemczenia
rysberlin: szkoła podstawowa Szczecin, średnia Zielona Góra, uniwerek Wrocław, własne mieszkanie 20m2 Wałbrzych, logika by kazała iść potem do Pragi. Zresztą miło tam. Coś się znarowiłem z tą Brazylią.
A to Twoje miejsce tak panoramiczne, że nic a nic nie rozpoznam.
Lepsze miejsce panoramiczne niż paranoiczne.
Zielona Góra to, kiedyś, całkiem niedaleko ode mnie
Reszta to juz bardzo
No i czemu linka Teresy wcale a wcale mnie nie dziwi…
A mnie jednak szokuje, Haneczko. Bo czym innym są ustępstwa, mrugnięcia i siuchty na zasadzie “pan wiesz, a ja rozumiem”, a czym innym minister pozostający z Kościołem niemal w stosunku podległości służbowej i praktycznie przyjmujący polecenia od sekretarza Episkopatu. Są, k…a, granice brawury!
Bobiku, są, ale tu jest k…a Polska!
No tak.
To co dzisiaj w jadłospisie - panorama, czy paranoja?
Heleno, czy mogłabyś mi wytłumaczyć, dlaczego Cameron spotkał się z K. ? K. robi z tego wielkie, nobilitujące halo
Karkówka, Bobiku
Lecę spać 
Karkówka! Jest jeszcze zdrowy trzon narodu z całkowicie prawidłowym jadłospisem!
Bobiku, a jeżeli brawurą byłaby dziś sytuacja odwrotna? Pytanie po co utrzymywać teatr z figurami w cywilu, skoro rządzą mundurowi KK, można postawić?
Dokument wskazany przez Teresę nie szokuje, bo przyzwyczajeni jesteśmy, że każda rządowa jednostka państwowa ma swoją równoległą rządzącą jednostkę partyjną. Partia niby inna, bo nakazy nie przychodzą z Moskwy, a z Watykanu, ale nowomowa prawie taka sama.
Nie wiem gdzie podziala sie moja tolerancja, bo ja juz naprawde nie moge sie na nich wszystkich patrzec: Benedykta, kardynalow, biskupow.
W blizszych okolicach: jeszcze nie zdazylismy posprzatac Toronto po G-20, a tu juz krolowa E. II wyladowala w Halifaxie z powitaniem, ze dobrze jest byc “w domu”. Nie bylo jej w tym domu z 15 lat. Niemniej Her Majesty da sie lubic i jest jak wino im starsza tym lepsza. Royal Highness bedzie tez w moim miescie. Nalezy na te okazje odkurzyc leni kapelusz i rekawiczki. A tutaj, na wypadek gdyby i do was taki gosc zawital, kilka podstawowych zasad:
http://www.theglobeandmail.com/video/royal-protocol-tips/article1621709/
Przemknęło mi przez oko-ucho w tv: w Rio de Janeiro pastorzy założyli kościół ewangelicki dla osób homoseksualnych.
brykam, brykam w sloncem zalane tereny zielone
wypasione na nosie, cos do czytania w rece
bryku, fiku

Dobrego dnia, Rysiu
OK.
http://wyborcza.pl/1,75478,8075806,Rownosc_mini.html
Gazeta napisala o tym, pomijajac calkowicie kwestie wyslania prokejktu ustawy do akceptacji przez urzad Radziszewskiej, tej oslicy sakramenckiej. Zas biuro KEP sprawy nie komentuje, bo i po co - wystarxczy, ze za kulisami wydalo dyspozycje.
Haneczko, w jakim dokladnie celu brytyjski PM spotkal sie z Kaczynskim, to jeszcze dokladnie nie wiem - w prasie nie bylo o tym ani slowa, zas od wczoraj szukam jakiego komunikatu prasowego w tej sprawie na stronie 10 Downing Street. Jak dotad nie ma, ale moze dzis pozniej bedzie.
Zdaje sie, ze spotkal sie w ramach wsoplnej grupy w PE - ze zas nalezy do tej samwj grupy co PiS bylo mocno krytykowane przez Clegga w czasie kampanii wyboprczej i Cameron sie z tego tlumaczyl.
W trezch glownych dziennikach (Daily Telegraph, Times, Guardian) nie m o wczorajszej wizycie JK anu slowa. W dziennijach radia i TV tez nic nie bylo.
Widac uznana zostala za calkowicie niewazna.
Dzien dobry. Dzis wstalem w nieco lepszym humorku niz poszlem spac. Bo mi tak przykro bylo za tych Slowakow!
To co wyprawioaja papugi na drzewie obok sypialni wola o pomste do nieba. Podobno wygonily wszystkich wrobli z okolicy, a i tak bedzie na Koty. Ptaszyska te sa klotliwe i poruszaja sie malymi gangami. Nawet sroki sa nimi poirytowane.
Jest troche duszno, choc niebo jest zachmurzone.
Dzień dobry.
U nas też jakieś takie duszne, kleiste zachmurzenie, chociaż bez papug. Ciężko oddychać. Pogoda na hektolitr kawy.
Mordko, żeby Ci nie było aż tak strasznie żal tych Słowaków i żebyś wiedział, że przydarzyła im się rzecz całkowicie normalna, udzielę Ci kolejnej lekcji futbolu. Tym razem cytat z klasyka gatunku: mecz można wygrać, przegrać, albo zremisować.
tak Bobiku, i do tego pilka jest jedna, a bramki dwie
I gra się tak, jak przeciwnik pozwala. To akurat nie jest pozbawione sensu
Dzień dobry
Gorąco, coraz goręcej 
Dzień dobry

Heleno,
informacja o wysłaniu projektu przez Radziszewską (m.in. do KK, co jest oczywiste), zawiera się w notatce z “GW” w słowach: “Rząd wysłał do konsultacji społecznych projekt ustawy”.
To jest naturalne, natomiast odpowiedź - już nie
O, tu znalazłem więcej cytatów z klasyka
http://sport.interia.pl/wiadomosc_dnia/news/slynne-powiedzonka-kazimierza-gorskiego,751550
No, nie. Moim ulubionym po wsze czasy cytate sportowym jest relacja dziennikarza sportowego z otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Atenach: Na znak protestu muzykow Teodorakis dyrygowal orkiestra stojac do publicznosci tylem.
Chłe, chłe…
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8075415,Jak_poslanka_PO_zle_znaki_na_Twitterze_czyta.html
Na stronie biura brytyjskiego premiera:
Your search for Jaroslaw Kaczynski found 0 hits.
Mordko, spocznij
dziękuję 

JK wyglądał równie nieporadnie jak brat. W dodatku tłumaczka się spóźniła i było lekkopółśmiesznie
Ks Pirozynski obcina fiuta rzezbie w Zielonej Gorze:
http://wyborcza.pl/1,75248,8074310,Panie_prezydencie__oddajmy_rzezbie_przyrodzenie_.html
Tu jeszcze jeden kandydat do zdewastowania. Michala Aniola. W kosciele! Gdzie kobiety i dzieci!
http://www.dnamagazine.com.au/utility/image_viewer.asp?image_type=std&image_id=8235&parent_type=news_media&parent_id=2733
Też zauważyłem, że powodem wysłania listu przez panią minister były konsultacje społeczne i tu się wobec tego nie ma czego czepiać, ale nad odpowiedzią ks. Mrówczyńskiego nie powinno się tak po prostu przejść do porządku dziennego, kwitując tylko “a, bo u nas to normalka”. Jak ludzie i media regularnie będą się na takie rzeczy oburzać, to może wreszcie przestanie być normalka.
Co tak naprawdę mówi Episkopat w tej odpowiedzi, zwłaszcza we fragmencie o braku potrzeby tworzenia w Polsce regulacji prawnych w zakresie równego traktowania, które mogłyby się okazać “niebezpiecznym otwarciem podporządkowania Polski określonym naciskom”? (co za polszczyzna, psiakrew!) W przekładzie na nasze oznacza to: w d…e mamy ustrój demokratyczny i konstytucję, która poniekąd nakłada na państwo obowiązek zapewnienia faktycznej równości obywateli. W d…e mamy zobowiązania unijne. W d…e mamy niepełnosprawnych, staruszków, ciężarne kobiety, matki małych dzieci i w ogóle wszystkich, którzy na równościowych regulacjach mogliby skorzystać, jeżeli przy okazji skorzystałaby choć jedna lesba czy jeden gej. Chromolimy serdecznie ideę obrony praw mniejszości, dopóki MY jesteśmy w większości (bo np. w takich Chinach, czy choćby w Rosji, jak chodzi o niedyskryminowanie katolików, to już wcale nie chromolimy). I oczekujemy od polskiego rządu, że będzie chromolił razem z nami, nie przejmując się jakimiś takimi bzdetami jak nadrzędne akty prawne, czy kolejne wyroki w Sztrasburgu. Ważne, żeby Polska była katolicka!
Nie widzę powodów, żeby takie stanowisko uznać za normalne i nieszkodliwe. Kościół może wyrażać swoje zdanie w ważnych społecznie sprawach, ale nie wtrącać się w regulacje prawne, dotyczące również niekatolików i wywierać na polityków naciski, żeby konstruowali prawo po myśli KK . Będę to powtarzać jak Katon, do znudzenia, choćby już wszyscy mieli dosyć i o, tak oczami przewracali
A mnie interesuje do kogo jeszcze wyslano projekt ustawy w ramamch konsultacji spolecznych? Czy wszystkie organizacje spoleczne zaintertesowane ta ustawa otrzymaly kopie projektu i na ile ich glos jest wazny, jesli otrzymaly? Chcialbym wiedziec czy dostaly ja organizacje zrzeszjace mniejszosci narodowe, etniczne, religijne, seksualne, organizache kobiece i niepelnosprawnych.
Oczywoscie, ze wieklszosciowy kosciol, jesli sobie tego zyczy moze projekt dostac. Ale wolalbym aby rzetelnie przedstawil; swoje stanowisko, zasugerowal np. zmiany, bowiem nawolywanie do zaprzestania prac legislacyjnych nad ustawa rownosciowa i poprzestanie na tym jest szczytem hucpy.
Niech zyje sprawiedliwy sedzia Rafal Sadowski!
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8076327,Osiem_miesiecy__bezwzglednego_wiezienia__za_zabicie.html
Bobiku, skoro pani minister zapytała, to KK odpowiedział. Odpowiedział szczerze, co myśli. Właściwie minister nie musiała pytać, bo z góry było wiadomo, co episkopat odpowie, ale konsultacje społeczne to konsultacje społeczne. KK ma silną pozycję czy się to komuś podoba, czy nie, silne poparcie wśród konserwatywnie nastawionego społeczeństwa. Jak się episkopat przeciwko czemuś uprze, a władze państwowe go sobie wobec jakiegoś problemu zantagonizują, to żadnej równościowej regulacji prawnej nie wprowadzi się bez eskalacji społecznego konfliktu.
Przyznam, że mnie ton odpowiedzi episkopatu też zniesmaczył, ale nie zdziwił. KK przyzwyczaił się do dyktowania warunków, a nie przekonywania do swoich racji. Ale może się tego w końcu nauczy. Nauczyć się może również dzięki odpowiedniej postawie władz państwowych, które owszem, pytają o zdanie, biorą je pod uwagę, ale robią, co uważają za słuszne, tłumacząc przy okazji swoje racje. Każda ze stron musi się nauczyć cywilizowanego uczestnictwa w dyskursie społecznym.
Vesper, ja wiem, że w praktyce jest tak, jak piszesz, ale mnie się ta praktyka nie podoba, dlatego szczekam.

Konsultacje społeczne to konsultacje społeczne, ale przecież Episkopat nie odpowiedział tak, jak np. organizacje niepełnosprawnych - nie podoba nam się ten projekt, ponieważ w tym a w tym punkcie nie uwzględnia interesów naszych członków i zamiast więcej równości daje jej mniej. Episkopat odpowiedział dokładnie to, co streściłem w poprzednim poście - nie życzymy sobie żadnej równości, choćby to miało być sprzeczne z wszelkimi innymi aktami prawnymi i międzynarodowymi zobowiązaniami. Nie dlatego, że to naruszałoby interesy naszych wiernych (już widzę, jak niepełnosprawni katolicy radują się ze skopania ustaw antydyskryminacyjnych), tylko w imię “niepodporządkowywania Polski określonym naciskom”. Ja bardzo przepraszam, ale czy to Kościół jest od polityki zagranicznej, czy może jakaś inna instancja?
Gdyby Episkopat odpowiedział “ten i ten punkt ustawy jest sprzeczny z doktryną katolicką i uważamy, że narzucenie go wierzącym będzie gwałtem na ich sumieniu”, nie pisnąłbym ni słówka. Ale ton tej odpowiedzi jest przecież niedwuznaczny: KK nawet nie będzie się wysilał na żadne uzasadnienia, po prostu oczekujemy od rządu, że oleje ustawę równościową i cześć. Bo przecież jest oczywiste, że polski rząd nie może chcieć “otwarcia Polski”.
A czy minister Radziszewska zareagowała jakimś tłumaczeniem - odmiennych od kościelnych - racji rządu? O ile się nie mylę, w ogóle nie zareagowała, co zresztą w jej przypadku jest czymś, co i mnie nie dziwi.
Co do tego nie ma dwóch zdań - praktyka konsultacji społecznych jest beznadziejna. Minister Radziszewska, gdyby chciała sobie wychować partnera do dyskusji, powinna poprosić (choć w zasadzie chodzi raczej o słuszne domaganie się) o uzasadnienie negatywnej opinii o regulacjach antydyskryminacyjnych i przedstawienie w jakim zakresie proponowane regulacje mogą zaszkodzić katolikom w Polsce. To by od razu ustawiało rozmowę we właściwych ramach - minister jako urzędnik państwowy konsultuje projekt, a nie prosi o wytyczne co do polityki rządu w tej sprawie. Zgadzam się - problem postawiono na głowie. Niestety, nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni.
Dla sędziego Sadowskiego BARDZO INTENSYWNE machanie ogonem.
Bo okrucieństwo wobec zwierząt absolutnie nie może być uznane za nieszkodliwe społecznie. Nie znałem ANI JEDNEGO bezinteresownego okrutnika wobec zwierząt, który by był całkiem w porządku wobec swojego ludzkiego otoczenia.
Mówią mi czasem starsze, mądrzejsze psy - Bobik, ty się tak nie przejmuj różnymi rzeczami, bo od tego dostaje się wścieklizny. Ale mnie się jakoś wydaje, że już lepsza wścieklizna niż nosówka, kiedy to wszystko ma się w nosie.

Niemniej jednak zauważyłem, że od wypicia kawy w odpowiednim towarzystwie objawy wścieklizny trochę u mnie łagodnieją. Chyba teraz właśnie filiżanka kawy wypita na blogu może mnie uratować.
W ten gorąc tropikalny napiję się herbatki miętowej zamiast kawy, jeśli to również może uchronić Cię przed wścieklizną.
Nieważny napój, ważne uczucie.
Tylko ja sobie do “prawdziwej” herbaty nawrzucam, północnoafrykańskim sposobem, liści świeżej mięty.
Ale idea z miętą na upał jest faktycznie bardzo sprytna. Wykorzystam po kawie.
Mięta z guaraną jest bardzo okej, właśnie piję.
Byle nie z guaną.
Guarana to też niezły pomysł. W upały tak bardzo chce się spać …
No i na wzmiankę o spaniu zamiast herbaty z jakimś zielskiem zachciało mi się kolejnej kawy…
To moze zielona z lodem i cytryna? Mnie jakos stawia na nogi w upaly, o ile w lodowce jest jeszcze sorbet z mango.
A mrozona herbata z mieta to przysmak z poludnia Stanow, i tez bardzo dobry wynalazek.
U nas jutro ma byc juz chlodniej, z tym, ze wedlug wczesniejszych prognoz mialo byc chlodniej juz dzis…
Wlasnie przeczytalam, ze Angela Merkel tez jest obrazliwa, i nawet po przeprosinach tkwi w stanie obrazonosci. To chyba przez te upaly (i gasnaca gwiazde polityczna). A moze tez cos z tym ma wspolnego lokalizacja geograficzna, bo politycy anglosascy zwykle wtedy jednak usmiechaja sie do kamer przez zacisniete zeby - w ramach stiff upper lip, zas obrazanie sie uwazane jest za forme okazywania slabosci. No, ale dobrze ze na tym swiecie sa fascynujace roznice kulturowe, bo mozna sie nad tym zastanawiacrzygotowujac kolejna porcje mrozonej herbaty.
Moniko, sorbety kupujesz, czy robisz sama? Ja mam wielką słabość do cytrynowego. Z mango też bardzo lubię, ale wobec cytrynowego jestem bezbronna.
Cytrynowy tez bardzo lubie, ale moje dzieci wola z mango, i ja sama tez wobec niego wykazuje wieksza bezbronnosc.
Czasem robie sama (w weekendy), ale na codzien mam tak swietny w pobliskim sklepie Debry, ze w upal jego latwa dostepnosc i smak jak zrobionego w domu (bez zadnych chemicznych dodatkow i z organicznych owocow) jednak wygrywaja. W ogole ten sklep Debry moze naprawde sprowadzic na manowce, i chyba powinno na szyldzie wisiec odpowiednie ostrzezenie. 
Mam w takim razie pytanie. Zawsze wrzucałam owoce do gotującego się karmelu, ale ktoś mi ostatnio podpowiadał, żeby robić z surowych. Pomyślałam, że mniej by z tym było roboty. Jestem ciekawa jak Ty robisz. Gotujesz, czy miksujesz surowe?
http://wyborcza.pl/1,75477,8073923,Malezyjski_imam_zamiast__Idola_.html
Vesper, miksuje surowe, dodajac minimalna ilosc cukru (tak naprawde to syrop klonowy, albo z agawy), w zaleznosci od tego jak juz slodkie sa owoce (do cytrynowego trzeba duzo wiecej niz do z mango, ktore czasem nic wlasciwie nie potrzebuje, jesli uda sie upolowac dojrzale, i najlepiej zoltej odmiany). Maszynka do lodow nie protestuje, i rzeczywiscie mniej roboty.
Pimpłem se…
Wybór mam ograniczony,
co więc wybiorę w niedzielę?
Nie mogę wybrać swej żony,
korzyści byłoby wiele…
Już raz ją przecież wybrałem,
szczęśliwy jestem do dzisiaj,
gdyby tak kandydowała,
z troski by nikt dziś nie łysiał…
Ugotowane by było,
wyprane i wysprzątane,
inteligencją nie siłą
byłoby poukładane.
Reprezentacja od dzisiaj
niech wreszcie jest na poziomie,
nie to, co kiedyś, gdy przysiad
obowiązkowy był w formie.
Lenistwo nareszcie w cenie
na łeb, na szyję by spadło,
za to by było jedzenie –
każdy by chyba miał sadło…
Muszę to chyba powiedzieć
nareszcie to narodowi:
możecie jutro być w biedzie,
gdy jam jest prezydentowicz…
andsol; Plac Grunwaldzki
z budynkiem Radia i Telewizji, wczesny Gierek
A, to i ja se pimpnę…
Mało w świecie tym rzeczy,
które pewną są kartą,
ale nikt nie zaprzeczy,
że rodzina to wartość.
Więc czyś prostym jest gminem,
czy też herbu-ś jest korab,
zawsześ winien rodzinę
swoją poprzeć w wyborach,
Tylko pies, gdy głos odda
na bliskiego mu człeka.
słyszy: co to za moda?
Na swojego się szczeka?!
Jak już se pimpłem, tom zajrzał do ansola, gdziem szukał wpisu, który chyba był zapowiadany. Nie znalazłem, ale po lekturze wstecz do kwietnia stwierdzam, że naprawdę warto
było
i to nie był czas przepimpany 
Człowiek to ciemne jest zwierzę,
ślepy na słowa i gesty
mocno w to niestety wierzę,
że wobec zwierza mu nie wstyd.
człeku, ty czarny baranie
z ciebie to niezły jest głąb
widzisz ogona machanie
i nie rozumiesz ni w ząb…
Sluszne i piekne slowa, zeen. Tez tak uwazam i zawsze powtarzam.
Dostałam z Warszawy:
WYBORY 2010
Nie jestem już żaden smarkacz,
Łeb mam pokryty siwizną.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo zbyt cię kocham, Ojczyzno!
Niejeden ciężar na barkach
Dźwigałem, znosiłem trudy.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo dość mam kłamstw i obłudy.
Gdy spytasz mnie, niedowiarka,
Dlaczego? Wyznam ci szczerze:
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo w żadną zmianę nie wierzę.
Skąd wiem, że wybór niedobry?
Nie wierzę w zmiany oblicza,
Bo nie chcę powrotu Ziobry
I teczek Macierewicza.
Bo nie chcę mieć Prezydenta,
Co straszy gejem i Żydem,
Co w każdym widzi agenta,
I może zaszczuć jak Blidę.
Na Jarka nie oddam głosu
Za czasy, gdy był premierem,
Za ten upadek etosu,
I koalicję z Lepperem.
Za to, co wciska ludowi,
Na co pozwala i sprzyja,
Za to, co pisze Sakowicz
I głosi Radio Maryja.
Za sieć podsłuchów i haków,
Wydanie walki elitom,
Za to, że skłócił Rodaków,
Za IV Rzeczpospolitą.
Dziś w duszy mej zakamarkach
Odkrywam decyzji sedno:
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo nie jest mi wszystko jedno.
Wybaczcie drwinę i sarkazm,
Odporność z wiekiem się zmniejsza.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo Polska Jest Najważniejsza
Wojciech Młynarski
No piknie, autorów owego wiersza przybywa… najpierw był Palikot, który umieścił na swoim blogu, wyjaśniano, że niejaki Dąbrowski to napisał i nawet widziaqłem filmik, jak deklamował, a teraz Młynarski….
Musi to być dobre, skoro tak wielu to przypisują
Nie mogę sdię zbyt aktywnie zajmować blogiem, bo Hiszpanie wreszcie trafili i teraz może być ciekawie. A po popołudniowych nudach między Paragwajem i Japonią należy mi się trochę rozrywki.

Do andsola zaglądam regularnie i też nie żałuję.
Znalazłem…
http://www.youtube.com/watch?v=UHJR1mmkIso&feature=channel
zeen,
poślę wniosek nadawcy
Szymborskiej juz tez dopisywano
Z pewnoscia jednak nie jest to W. Mlynarski.
Ale ze Slowackim bylo to samo!
Słynną moją frazę:
ciemno wszędzie, głucho wszędzie
gówno było, jest i będzie
też przypisywano niejakiemu Szekspirowi…
Sympatyczny gosciu. Taki co kazdy Kot chetnie by go zaprosil na bazanta czy lososia.
Zaraz, Mordko, mówisz o zeenie, czy o Szekspirze?
Młynarski napisałby raczej:
Miłe panie i panowie bardzo mili
w czas wyborów zastanówmy się co lepsze:
czy na Bronka zagłosować, czy też go do dziury schować,
zawsze nami mogą rządzić zwykłe wieprze…
Lecimy Osiecką…
Niech żyje bal!
bo wybory to bal jest nad bale
niech żyje bal!
weź w nim udział szewczyku, kowale,
orkiestra gra
jeszcze czas jest i drzwi są otwarte
i każdy cham
wrzucić może tam wciąż swoją kartę…
A tera białeszewszczyzna:
Wybory wybory wybory wybory
Widzimisię rozhowory
Stuporbrzęk
Miły dźwięk
A idźta wy wszyscy do obory…
Mowilem o Dabrowskim, ale chetnie doprosze zeena i Szekspora. Bobik, Ty sie tez czuj zaproszony.
A kto to jest Szekspor?
mickiewiczowszczyzna:
Litwo, łoj czy zna cię kto, ty jesteś azylem
ile cię cenić trzeba, by być polskim grzdylem
co pięć lat wybieramy, czytaj: rządzą chamy…
Kampania przed drugą turą wyborów prezydenckich kojarzy mi się nieodmiennie ze Świdrygą i Midrygą. Nawet parafrazować nie trzeba.
Szekspor to jest ten facet, o którego do dziś trwają spory, czy w ogóle był.
A, to mnie się z kolei wybory nieodmiennie kojarzą z Lisem Witalisem, zwłaszcza z tym fragmentem:
Już wybory rozpoczęte -
Któż zostanie prezydentem?
Lis spryciarzem był bezsprzecznie,
Więc o głos poprosił grzecznie,
Wszedł na pień i w słowach kilku
Tak powiedział:
- Zacny wilku,
I wy, wszyscy tu zebrani,
Tak przeze mnie szanowani,
Albo mówiąc wprost - zwierzęta!
Macie wybrać prezydenta.
Czyż jest ktoś, kto nie pamięta
Zasług lisa Witalisa?
W pięciu tomach ich nie spisać!
Otóż ja przed wielu laty,
Gdym był młody i bogaty,
W ciągu jednej tylko wiosny
Zasadziłem tutaj sosny,
Buki, dęby - niemal wszystko,
By zwierzętom dać schronisko!
Dla was szereg lat z zapałem
Drób w kurnikach hodowałem,
Dla was w chlewach tuczę wieprze,
Byście mieli życie lepsze.
Jestem waszym dobrodziejem,
A sam nie śpię, a sam nie jem,
Tylko myślę dniem i nocą,
Jak zwierzętom przyjść z pomocą…
Mruknął niedźwiedź do sąsiada:
- Co tu gadać - dobrze gada!
Szepnął borsuk: - Jaka swada,
Jaka dykcja i wymowa,
To przynajmniej tęga głowa!
A tymczasem lis po chwili
Ciągnął dalej: - Moi mili,
Nie namawiam, ale radzę:
Jeśli dziś otrzymam władzę,
Daję słowo, że zasadzę
W ciągu pięciu dni na piasku
Drzewa mego wynalazku.
Już nie szyszki, nie żołędzie,
Ale rosnąć na nich będzie
Schab surowy i pieczony,
Boczki, szynki, salcesony,
Mortadela i serdelki,
Mięs przeróżnych wybór wielki,
Nawet prosię w galarecie,
Jeśli tylko zapragniecie.
Wszystkim oczy aż zabłysły:
- Lis niezgorsze ma pomysły,
Niech zostanie prezydentem!
- Czy przyjęte? - Tak! Przyjęte!
Niedźwiedź objął go za szyję
I zawołał: - Niech nam żyje!
- Żyj nam, lisie Witalisie! -
Powtórzyły za nim rysie,
Kuny, tchórze i jelenie
Oraz całe zgromadzenie.
Po wyborach zgodnie z prawem
Lis od wilka wziął buławę
I do domu cztery kozły
Z wielką pompą go zawiozły.
Kiedy jechał leśną drogą,
Wpierw widziano jego ogon,
Co jak ruda chmura zwisa,
A dopiero potem - lisa.
Kto zapomniał, co było dalej, a chce sobie przypomnieć, może to zrobić tu
http://www.apronus.com/learnpolish/witalis.pdf
Byron się włancza…
Błądzić po całym świecie jak wyrzutek,
W ubiegłe patrząc lata, coraz gorsze:
To moja dola, a słodzi jej smutek
Myśl, żem w wyborach wciąż wybierał gorsze
Lecz co najgorszym? Nie dbam o to wcale,
I wybranemu takie słowa powiem:
Nie pozwól mówić wciąż o sobie: wale,
Boś mimo wszystko wybrańcem, albowiem…
Ciekawy głos w dyskusji o równouprawnieniu. Ja się pod tezą Elisabeth Badinter podpisuję. W Polsce, poza modą i społeczną presją na perfekcjonizm, należałoby dodać jeszcze czynnik KK.
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,8060257,Kobiety_wracaja_do_kuchni.html
zeen, gdybyś to wrzucał zachowując chronologię, to już jutro moglibyśmy “Historię powszechną literatury wyborczej” wydać.
A tu nasza ulubiona prof. Sroda: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,8077663.html
Przeczytałam blog “do tyłu” i nie widziałam tego linka, więc wrzucam.
Pimpanie bomba!!!
Vesper, też właśnie przed chwilą czytałem ten tekst o książce Badinter i trochę byłem rozdarty. Bo ona ma dużo racji, ale moim zdaniem w odniesieniu tylko do części kobiet. A w drugiej fali feminizmu (która jest bardzo niejednorodna) dużo kobiet nie stawia już wyłącznie czy głównie na samorealizację zawodową, tylko chce mieć również możliwość zajęcia się przynajmniej przez jakiś czas dzieckiem i domem. I mnie się widzi, że ruch feministyczny nie powinien dążyć do wygranej jednej z tych opcji, a walczyć o stworzenie takich warunków (również mentalnych), żeby kobiety miały naprawdę wolny wybór - kariera, dziecko, albo jedno i drugie. Zależnie od tego, co komu w duszy gra, a nie pod naciskiem pracodawcy, prawodawcy, obyczaju, jak również własnych koleżanek-feministek.
Profesor Sroda jak zwykle nazywa rzeczy po imieniu.
Ty Bobik na łatwiznę nie licz, sam se chronologuj…
miłoszewszczyzną zajadę…
Który skrzywdziłeś człowieka prostego
wybór mu dając raz na cztery lata
źleś mu uczynił, ty podły lebiego
teraz mu po łbie niecna myśl kołata
Ledwie pisaty, bo czytaty wcale
potęgą kartki wyborczej zepsuty
idzie jak wszystkie marne szałaputy
niby lemingi w ucieczkowym szale
Nie bądź bezpieczny, poeta pamięta
i nie daruje, co innymi słowy
spadną rodziny twoje wszystkie głowy
Lepszy dla durnia schemat już gotowy
bo w czas wyborów gówno on pamięta…
zeen, Bobik: Wasze miłe słowa przyszły w wyjątkowo stosownym momencie, bo dzionek miałem taki sobie.
Co do przyobiecanego tekstu, ja go tak sobie od wielu lat, a innym od dwóch lat przyobiecuję i niespieszno mi nie ze strachu przed karą Bożą ale przed gadaniem niepotrzebnych rzeczy. Gdy czytam i słucham różnych słynnych panów na tematy podobne się wypowiadających (jak nie przymierzając omawiany tu niedawno pan na H, albo pan Richard D. albo nawet pan Bertrand R. w przeszłości), mam wrażenie, że jest u nich nadmiar uczuć, a w końcu jeśli PB nie ma to czemu tak się denerwować. Ale myślę, że lipiec (bez pracy dowożącego do szkoły i bez studentów) będzie dobrym momentem na spisanie się (w ograniczonym i skromnym sensie).
A z blogiem coś dziwnego się dzieje, spadam w czytalności katastrofalnie, do 1/4 uprzedniego poziomu. Myślę sobie: wczasy? Mundial? Wybory? Czy obczytałem się i nie mam już niczego do powiedzenia tym, którzy zaglądali? No ale tego tak szybko się nie dowiem. Trzeba siać i siać a nie wyć i wyć.
Masz rację. Tyle tylko, że my tu w Polsce zaczynamy jak zwykle od zejścia małpy z drzewa, zamiast spojrzeć na doświadczenia społeczeństw, które już ten etap przerabiały. My właśnie “walczymy” o większa ilość żłobków. Jak by to miało rozwiązać problem uczestnictwa kobiet w sferze publicznej, w tym w rynku pracy. Presja społeczna z kolei idzie dokładnie w kierunku opisanym przez Batinder. Jak byłam w ciąży, wprowadziłam absolutny zakaz przynoszenia do domu kolorowych pisemek parentingowych, że je tak ładnie marketingowym slangiem nazwę. Fundują kobietom takie pranie mózgu, że najsilniejsza jednostka się ugnie. Przyszła mama już na pół roku przed zajściem w ciążę łyka kwas foliowy, przyszła ama nie je tego, tamtego i siamtego, bo w czyhają tam śmiercionośne bakterie, przyszła mama zakłada słuchawki na brzuch, żeby dziecko posłuchało Mozarta, przyszła mama czyta bajki bo “cała Polska czyta dzieciom”, również tym nienarodzonym. Przyszła mama chodzi też na jogę i do fryzjera, ma perfekcyjny manicure, dwa razy w tygodniu spotyka sie z koleżankami, dwa razy w tygodniu wychodzi z mężem do teatru lub restauracji. No i oczywiście nie zaniedbuje swojej kariery. Życie seksualne też ma perfekcyjne, bo seks w ciąży cieszy podwójnie. Po porodzie rzecz jasna szybciutko wraca do figury, karmi wyłącznie piersią, później samodzielnie robi przeciery i kanapeczki z uśmieszkiem z pomidora, prowadzi dziecię na balet i kółko szachowe. To wszystko, ma się rozumieć, jako dodatek do wszystkiego, co wymienione wyżej. Wszak zaniedbać się nie może, kariery odpuścić też nie może, chyba że dorobi do tego ideologię. I wszystko fajnie, ale to jest zupełnie nieludzkie. Kiedyś kobiety miały po jedenaścioro dzieci, ale nie zajmowały im one tyle czasu i uwagi, co dziś jedno. W moim otoczeniu zdarzyły się dwie próby samobójcze wśród kobiet, matek małych dzieci (jedna niestety udana), a znajomych znowu aż tak wielu nie mam. Trochę, ale nie tłumy. Strasznie to wszystko niepokojące, ale panuje wokół sytuacji młodych matek totalne milczenie, jak by ze strachu o naruszenie albo tabu, albo poprawnopolitycznych aksjomatów.
Tak już w dużym skrócie, bo muszę jutro wstać wcześnie
, a nawet jeszcze ogrodu nie zdążyłem podlać
zeen -
Aż żałuję, że dziś nie jestem w stanie się dołączyć do zabawy, no ale nie jestem.
andsol - mogę Cię pocieszyć (jeżeli jest to jakakolwiek pociecha), że nie Ty jeden zaobserwowałeś ostatnio ostry spadek frekwencji blogowej. Od kilku osób już to słyszałem, a i po spadku liczby komentarzy w wielu miejscach to widać.
Ale chyba jest to aktualnie, oprócz (z wiadomych względów) blogów politycznych, raczej wyjątek, niż reguła.
Muszę przyznać, że bobikowa statystyka jest niezwykle stabilna, z bardzo niewielkimi wahnięciami, co oczywiście ze swojej strony komentuję serdecznym merdaniem i duuużym uśmiechem pod adresem Szanownego Czytelnictwa.
vesper - ten nacisk na perfekcjonizm jest rzeczywiście nieludzki, ale zastanawiam się, czy rzeczywiście ma to związek z “kontratakiem patriarchatu” i feminizmem ekologicznym, czy też są to najzwyklejsze zabiegi marketingowe, mające na celu wciśnięcie kobietom (olbrzymi target!) kolejnych poradników i gadżetów, które ułatwią im dojście do tej, rzekomo koniecznej, perfekcji.
To jest bardzo ciekawy i istotny temat, toteż postaram sięwrócić do niego jutro, bo nie chciałbym go zbyć.
Z koncepcją patriarchalnego spisku też się nie zgadzam, a feminizm ekologiczny uważam za zjawisko na tyle marginalne, że nie może mieć ono aż tak wielkiego wpływu. Zabiegi marketingowe na pewno sie przyczyniają do tworzenia presji, ale muszą trafiać na podatny grunt, żeby aż tak napsuć. Zastanawiam się raczej, co tworzy ten grunt. Może brak kontinuum doświadczeń między pokoleniem matek i ich dorosłych córek. Międzypokoleniowy transfer doświadczeń uległ chyba przerwaniu. Wiedza starszych pokoleń nie rozwiązuje dylematów współczesnego pokolenia młodych rodziców. Dlatego szukają oni wiedzy w innych źródłach. Informacji jest zalew, trudno odróżnić te cenne od chłamu, można dostac oczopląsu od nadmiaru. A marketing podsuwa gotowe rozwiązania.
Wazne, wazne tematy dzisiaj poruszyliscie, gdybym tylko jeszcze miala sile sie wypowiedziec!
Wczoraj czytalam wywiad z Mrozkiem, jakby to Mrozek ujal, bez Mrozka. Dzisiaj zeen pojechal poezja wyborcza, jakby to mistrz sam zechcial powiedziec.
Zrobilam przglad prasy i polecam wywiad ze Zbigniewem Brzezinskim, ktorego opinie do mnie dosc trafiaja.
http://www.polityka.pl/swiat/rozmowy/1506746,1,rozmowa-ze-zbigniewem-brzezinskim.read
A tu, sprzed paru miesiecy co prawda, o akademickich programach Yiddish. Ciekawe czy na polskich uczelniach jest program o jezyku i kulturze Yiddish?
http://www.mindingthecampus.com/originals/2010/02/yiddish_rises_again.html
Andsol, milych wakacji. Mnie chyba nie chodzi o PB, bo jesli istnieje to nie interweniuje, ale o autorytaryzm pewnych hierarchii religijnych.
Panno Koto, Magdalena Sroda jak zawsze niezawodna. Dzieki.
Ciekawy ten artykul o powrocie do zainteresowania Yiddish, Kroliku. Dzieki.
Podobnie interesujacy artykul podeslany przez Vesper, na ktory moj poglad pokrywa sie zupelnie z pogladem Bobika. Tylko dodalabym jeszcze do sily marketingu takze na nowo-rozbudzone aspiracje dotyczace statusu w calym pokoleniu swiezo upieczonej polskiej klasy sredniej - stad obsesja organizowania kazdej minuty wolnego czasu dziecka w pozyteczny dla niego sposob. Trend ten jest w Stanach poddawany juz od jakiegos czasu sporej krytyce, moze dlatego, ze sie wczesniej zaczal, podobnie jak wczesniej przyszly kolejne fale feminizmu, o ktorych wspomnial Bobik. A przy nielicznym obecnie potomstwie takie kapitalistyczne inwestowanie w latorosli jest w duzej mierze odpowiedzialne za zwiekszone obowiazki obojga rodzicow.
No i jeszcze tez tylko skrotowo dopisze ( dzien sie dodatkowo wydluzyl przez eksperyment z zielonym atramentem, wedlug Zosi - udany), ze poezje zeena swietne, a na blog andsola i ja z przyjemnoscia zagladam.
brykam, wypasione na nosie, ksiazka (nowa
)
juz 20°, bedzie srodowoslonecznie
brykam, fikam

Moniko, czy Zosia ma wycwiczony eksperyment na deszcz?
tak wieczorem, 15-20 minut i tylko na tereny zielone
zeen
zeen, Bobik do dziela wiec “mala historia wiersza bez chronologii”-bynajmniej i owszem bede czytal
andsol, Ty jestes caly, inni tez reszte mozna przebolec
a moja rada S-Bahn
Kolega, który przysłał mi wiersz objaśnia, że dostał go jako Młynarskiego i przyjmuje że skoro Pan Wojtek nie protestuje to pewnie tak jest
Pan Wojtek tymczasem może nie wiedzieć, że go wkręcają
, ja też
andsolu, wyrazy współczucia, ale i radości, skoro Tobie się nic nie stało. Też tak miałam i doceniam, że ja cała się ostałam
Auta szkoda, wszak przyjaciel człowieka.
Dzień dobry
Idea Rysia, żeby Zosia na życzenie zsyłała nam dwudziestominutowe deszcze na wybrane obszary wydaje mi się przednia!
Jeżeli ten numer nie jest jeszcze opracowany, to w imieniu blogu - a, co tam blogu, kraju, ludzkości! - proszę Zosię o jak najszybsze wdrożenie eksperymentów!
Naukowo opracowane zsyłanie deszczu będzie na pewno znacznie skuteczniejsze od modlitw w Sejmie.
Nie zdołałem wczoraj przeczytać wszystkich wieczornych linków, toteż dopiero dziś zobaczyłem, jaka przykrość andsola spotkała.
I tę zbójecką historię z własnoręcznym płaceniem sobie pierwszej części ubezpieczenia i późniejszym wydzieraniem sądowym. 
Współczuję serdecznie, bo w pewnym zakresach, tak jak Teresa, uważam auto za przyjaciela człowieka. Ale fakt, że ZNACZNIE gorzej byłoby skasować psa.
Do jidisz i Brzezińskiego jeszcze się nie dobrałem, ale mam solenny zamiar dziś po powrocie z terenu się dobrać.
kampania nabiera barw. Bardzo ładny wywiad z mamą Bronisława Komorowskiego. Świetny kontrast dla sylwetki kontrkandydata
http://wyborcza.pl/1,87648,8063830,To_dla_mnie_ojciec_Bronka_rwal_te_czeresnie.html?as=1&startsz=x
A tutaj fałszywy kontrapunkt, na dodatek z otoczenia BK
http://wybory.gazeta.pl/wybory/1,106728,8081247,Sikorski__Komorowski_wygra__bo_jest_samcem_alfa.html
Sztaby powinny pilnować ludzi o IQ poniżej pewnego pułapu, by się nie wypowiadali publicznie podczas kampanii
Jest i wiersz Młynarskiego - http://www.bronislawkomorowski.pl/poetyczna-kampania-wyborcza.html
cierpie
wiek robi swoje i dora klimatyzacja w pracy zostaje tam zamiast brykac razem rysiem do S-Bahnu
WO ma racje, chronmy sie przed tymi co moga wiatr w zagle dostac
http://wo.blox.pl/html
ide do lodowki
Starczy jeszcze w tej lodówce miejsca na psa średniej wielkości?
Dwa zdania trudno mi w tym upale sklecić.
Moje gorące ciało powróciło na blog, ale umysł chyba się rozpłynął gdzieś po drodze jak sorbet z mango.
Nie da rady - bez czegoś w rodzaju sjesty nie razbieriosz.
U nas dzisiaj zelzalo, moze przez ten wczorajszy zielony atrament. Dzisiaj eksperymenty pod drzewem w ogrodzie, nie wiem czy od razu z tego wyjda praktyczne rezultaty, bo moga zboczyc w kierunku pure science, ale sprzatania bedzie mniej niz wczoraj.
Vesper, przeczytalam wywiad z druga Jadwiga K., rzeczywiscie sprawiajacy sympatyczne wrazenie przede wszystkim normalnosci, a o to przeciez juz teraz chodzi. Zas Orlinski ujal troche bardziej wyczerpujaco to, co najlepiej krotko ujal Zagajewski w tekscie pokazujacym, ze nawet proza poeci potrafia schwycic maksimum tresci w krotka forme.
http://wyborcza.pl/1,75515,8055218,Krotki_list_do_wrazliwych_duszyczek.html
Zas co do wypowiedzi Sikorskiego, to with such friends, who needs enemies, nie pierwszy zreszta raz w tej kampanii.
Strasznie mi duzo od wczoraj watkow i linkow pouiciekalo, ale bylam bardzo zajeta. Jeden jednak mi szczegolnie pozostal w pamieci - to co Vesper pisala bardzo ciekawie o wspolczesnym wychowywaniu dzieci i nowej szkole myslenia, ktora nakazuje maksymalne organizowania dnia fzoecla.
Zrobilo mi sie smutno w omieniu tych dzieci. Sama dostrzegam, ze maja coraz mniej czasu na samotnosc i kontemplacje. Sama bedac dzieckiem nad wyraz towarzyskim i ekstrowertycznym, zawsze takich chwil bardzo potrzebowalam i WIEDZIALAM, ze potrzebuje. To byly te momenty,kiedy siegalam po dorosle wiersze i uczylam sie ich napamie, aby je miec w pogotowiu, czy siadalam sama przed akwarium i obserwowalam lub puszczalam wodze fantazji.
Nie dziwie sie, ze tylu dzieci diagnozowanych jest dzis na ADHD. Maja za duzo stymulacji z zewnatrz, a za malo wyciszenia wewnetrznego, ktore jest potrzebne i dzieciom i doroslym.
Czy juz o tym wspominalam? Ze dobrze jest do Was wracac po ciezkim dniu i nocy.
fcoecla+ dziecka
Tak, Heleno, masz racje. Kazde dziecko potrzebuje troche czasu dla siebie, czy to na kontemplacje, czy na prywatne eksperymenty. W Stanach ktore przez wspolczesne przemiany kulturowe czesto przwchodza wczesniej, istnieje juz potocznie uzywane pojecie the overscheduled child (efekt drugiej strony spuscizny protestanckiej), i mowi sie czesto o utracie dziecinstwa w tym kontekscie.
Mam nadzieje, ze dzisiaj juz troche lepszy dzien.
Tak. Dzisiaj jest znacznie lepszy, ale musialam odespac poprzedni, ktory trwal 38 godzin.
O, taka sama strata snu moze zupelnie sciac z nog prawie wszystkich. Moze jedynym wyjatkiem relatywnej odpornosci na takie braki snu, jaki znam osobiscie, jest moj maz, ktory ma takie dlugie dni, gdy wraca z Chin czy Japonii, i jeszcze jakos kontaktuje.
tak, tez tak mysle, ze “dzisiaj” dzieci maja coraz mniej czasu samemu cos zrobic, od wstac do spac z jednych zajec do innych
zawsze w ich przyszlosci interesie
a pani Kanclerz Merkel wlasnie dostala po lapkach i jej kandydat
na prezydenta RFN przepadl w dwoch glosowaniach
Moniko, sprzatanie sprzataniem ale daj przyzwolenie na mieszanie kolorow w sprawie deszczu, w Zosi nadzieja
Tych dzieci wożonych z angielskiego na tenis, a z tenisa na balet też mi dosyć żal, choć niby są tak świetnie zaopiekowane. Bo poza momentami na wyciszenie (tu przyznaję Helenie absolutną rację) bardzo ważny jest również czas na znalezienie sobie samemu, co kogoś interesuje, wciąga, bawi, kusi, a co odrzuca, mimo że według dorosłych bardzo się przyda w przyszłości.
To wszystko nie było drogą do kariery, a wyrazem ciekawości świata. Na angielski, owszem, też chodziłem, bo sam chciałem, ale gdybym zamiast tego zechciał zapisać się do Kółka Głaskania Zajączków, nikt by mi nie bronił.
Żebym ja miał tyle palców u wszystkich łap, do ilu kółek zainteresowań należałem w szkole (nigdzie nie musiałem jeździć i nikt mnie nie odprowadzał - sam biegałem). Zdecydowana większość zapałów kończyła mi się po roku i nie przydała się do niczego konkretnego, ale do dzisiaj nie żałuję, że nauczyłem się tańczyć poloneza, zbudować prostą lampę, hodować imponujące kryształy soli na kawałku włóczki, czy zagrać królewicza, jak nastąpi paląca potrzeba.
Szkoła i rodzice brali odpowiedzialność za moje wykształcenie, ale za zainteresowania brałem ją sam. I bardzo jestem wdzięczny wyżej wymienionym, że zostawili mi w tym wolną łapę. Bo dzięki temu miałem - i mam - w życiu strasznie dużo radochy.
No, tak, Bobiku, tak wyrazane zainteresowania to cos troche innego, niz ambitni rodzice, juz od urodzenia przygotowujacy pociechy do Harvardu czy Yale. A najsmieszniejsze, ze przy przyjmowaniu do tych szkol akurat najbardziej cenia takie ludzkie szczeniaki - ciekawe wielu rzeczy i same sobie wynajdujace zainteresowania - co Ty (akurat w tych dwoch uczelniach znam osoby zajmujace sie przyjmowaniem kandydatow).
Rysiu, wiesz, ze dla eksperymentatorow mam miekkie serce, wiec jak najbardziej jest szansa na jakies praktyczne wyniki w sprawie opadow.
I jeszcze podrzucam odcinek niezastapionego Artura na temat the overscheduled child:
http://www.youtube.com/watch?v=mVcrBwAz6_0
I druga czesc:
http://www.youtube.com/watch#!v=Z8rAusxd_-0&feature=related
Ja tez nalezalam do roznyh kolek zainteresowan, a niektore nawet sama zakladalam! Ale mnie chodzi glownie o ti, ze takim overscheduled dzieciom musi okropnie brakowac czasi na nicnierobienie, niezbedne jak sadze do wewnetrznego rozwoju, do ymocniania przyjazni, do oddawaniu sie mysleniu o niebieskich mogdalac czuy do wyobraznia sobie co bym zrobila gdybym miala realna wladze w swieie. Nie mysle abym w dziecinstwie chciala sie zapisac bp. do klasy medytacji, ale momentow medytacji pamoietam bardzo wiele od najwczesniejszych lat. Bezruchu. Ciszy. Wylaczenia sie.

Do dzis mi zostalo zastyganie, kiedy jestem zamyslona, z otwartymi ustami, na czym sie czesto lapie (nie mowiac o tym, ze E. mi to czasami wypomina, niezlosliwie). Pamietacie, opowiadalam historie, jak profesor, ktory - gdy mialam 9 lat - wycinal mi adenoida z nosa, powiedzial do otaczajacych go kolkiem studentow: Prosze zauwazyc charktersytyczny dla dzieci nie mogacch oddychac przez nos wyraz DEBILOWATOSCI na twarzy?
Nadmiar zainteresowań czasem jednak szkodzi, zwłaszcza jak się im daje wyraz równocześnie, a nie jedno po drugim.
Poszedłem obżerać się malinami z krzaka, zostawiwszy mięso w piekarniku, a jak wróciłem, to miałem pieczeń offsajdową.
Znaczy… taką tego… na spalonym. 
Very well done, jak chcesz sie nieco pocieszyc, Bobiku (choc wyrazy wspolczucia ze stanu kolacji).
Tak, Heleno, taka potrzeba na nicnierobienie jest bardzo wazna. Wydaje mi sie, ze jesli tego sie nie da dzieciom, nie moga ani rozwinac wyobrazni, ani poistniec w rownoleglych swiatach, ani rozwinac wlasnej duchowosci (cos zupelnie innego od instytucjonalnej religijnosci, choc niektore tradycyjne systemy religijne- wlasnie takie momenty ciszy tez przewiduja: buddyzm, rozne odmiany hinduizmu i jogi, a w zachodniej tradycji np. kwakrzy i unitarianie; mialam kiedys kolezanke, ktora ukonczyla szkole kwakrow w Philadelphii, i najbardziej sobie chyba cenila doswiadczenie wyciszania w swoim szkolnym doswiadczeniu).
A jako dzieci bylysmy do siebie troche podobne, jesli chodzi o potrzebe chwil wlasnej ciszy.
To jeszcze cos podrzuce, z programu Kristy Tippet na temat mindfulness, czyli tego, o czym pisze Helena. Tu wywiad z Jonem Kabat-Zinnem (psychologiem i terapeuta zajmujacym sie ta tematyka; jeden z podtytulow brzmi A Culture of Avalaibilty to Everyone but Ouselves).
http://speakingoffaith.publicradio.org/programs/2009/opening-to-our-lives/
Zgoda buduje a Polska jest najważniejsza - efekt dzisiejszej debaty BK i JK
Moniko, dzieki za Kriste, nie odpiszcze, przeslucham.
Przeczytalam “bonmoty” z debaty w GW i powiedzialam sobie w duchu: dzuma na oba wasze domy!
Nie doslowna dzuma, ale taka od serca plynaca
Wpadła z nagłą wizytą sąsiadka i odcięła mnie na jakiś czas od życia blogowego i wszelkiego innego, poza towarzyskim. Ale jak widzę, przynajmniej jak chodzi o politykę, niewiele straciłem.

A to, co rzeczywiście do strat można zaliczyć, może jutro nadrobię.
Dobrze, ze ten 38 godzinny dzien masz juz za soba Heleno.
Ten Sikorski, ze tez Anne Applebaum go nie kopnie w kostke pod stolem za takie gadanie.
Nie bede wiec czytac o debacie. Zreszta Panna Kota ja juz dla nas strescila. Dzieki.
Ja mam dzisiaj cudowny dzien. Choc napracowalam sie w pracy jak wol to teraz mam wolne az do poniedzialku. Jest slonce. Bylam z Synem na obiedzie na fantastycznym sznyclu wiedenskim. Jutro jest Canada Day. Krolowa jest z nami na te okazje. Wam tez zycze slonca, sznycla, dni wolnych i Krolowej…
Mnie wystarczy właściwie tylko sznycel, żebym miał cudowny dzień.
Nie oglądałem, a wiem dokładnie wszystko, co należy wiedzieć.
A pannakotowe streszczenie debaty jest istotnie palce lizać.
Z Sikorskim mogło być gorzej. Mógł Komorowski pisać, że nasz kandydat Sikorski to alfa maczo.
Nic tam, może do 2050 dorośnie. Wolę rozmowę o prawdziwych dzieciach.
Z Floripy jest Guga czyli Gustavo Kuertner (vide Roland Garros). I założył szkółkę, korty itp. I różni ambitni rodzice przywożą tu z São Paulo (700 km stąd) swoje pociechy, żeby żyły, uczyły sie i grały tu, stając się przyszłymi mistrzami. Oczywiście jakiekolwiek podobieństwo z żebraniem w dawnych wiekach na śliczne dzieci (czasami oślepione) jest nieistniejące.
Japonia ładnie pojechała w piłce nożnej. Trochę w tym zasługi Zico, mistrza kopania piłki nieruchomej, który był tam przez lata trenerem. No i zrobiła się moda na wiezienie japońskich dzieci do Brazylii, spędzają tu młodość i uczą się kopać, ku przyszłej chwale Ojczyzny. Oczywiście nie są tu rzuceni na japońskie bezludzie, Japończyków w São Paulo tyle, że zliczyć trudno, a może i się nie może. Ale Polaka spod Kutna pytam: czy skłonny by był wysłać dziecię do Południowej Afryki, żeby ćwiczyło ujeżdżanie strusi?
Na prowadzenie samochodu trzeba zdać egzamin. Ale rodzina to nie samochód.
Masz racje andsol, te dzieci sa trenowane czesto jak kiedys pudle w cyrku. Zwykle z cudownie utalentowanych profesjonalow/dzieci nie wyrastaja cudownie utalentowani zrownowazeni dorosli. Czasem jest ich po prostu szkoda, jak tych malych dziewczynek w konkursach pieknosci: wymalowanych, w stojach jak stripteaserki i na wysokich obcasach, serce peka.
Na zakonczenie mojego dnia Basil przyniosl zdechlego szczura do mojego pokoju. Bardzo byl z siebie zadowolony, a ze mnie juz po prostu zeszlo powietrze.
jutro juz piatek, dla tych co czekaja na koniec tygodnia
lepszej wiadomosci byc nie moze ( do tego 100% prawdziwa )
brykam w tereny zielone zadowolony dziecinstwem pod “komunistycznym butem”, zamkniete granice, $ dla wybranych,
ambicje rodzicow praktyczne - wyslac latorosl do spolecznej kolejki po sciereczki do naczyn z najlepszego na swiecie
“polskiego lnu” - to bylo zycie
brykam, fikam
jeszcze tydzien nauki (?) i berlinskie szkoly wysla dzieciaki na
wielotygodniowe wakacje - zasluzone
rodzice przyjda do ksiegarni zamowic szkolne ksiazki do nastepnej klasy wykupujac przy tym kieszonkowe wydania
wakacyjnych lektur - berlinczycy duzo czytaja i to jest dobrze tak
wczoraj dzien bez meczu, bylo WSPANIALE !!!!
nikt nie walesal sie noca po przysnietych ulicach vuvuzelujac
co za ulga
teraz brykam do przegladu pozycji…………..
Rysiu, nie ma już do kupienia niczego z polskiego lnu, nie ma fabryk, więc nie ma i upraw, wszelki ślad zaginął.
Parę lat temu cieszyłam się jak dziecko, gdy trafiłam na lnianą żakardową serwetę z rosyjskiego lnu, a w zeszłym roku dostałam w prezencie od koleżanki, która odwiedziła Wilno materiał z lnu na ścierki i może zrobię z niego żakiet… Waham się i waham
Gdybym miała kiedyś dostępne lniane nici do szydełkowania to bym się też cieszyła. Nikomu się nie śniło, że tak pospolitego u nas towaru może zabraknąć na zawsze.
Jedni rodzice posyłali dzieci w kolejki, drudzy nie posyłali, różni byli. Pracowała ze mną pani, której dwojga dzieci nie można było powstrzmać przed zakupami i które kolejki rozumiały chyba jako świadectwo na przydatność towaru. Miała zakupy zanim wróciła z pracy
, nie darowałyby jej gdyby zabroniła “łowów”. Przynosiła do firmy co dla niej było zbędne i zazwyczaj amator się na to znalazł. A dzieci do dziś są b.zaradne: jedno w Belgii, drugie we Francji, urządzone.
Rysiu, Balcerowicz nie śnił o tym by w sklepach towaru było tyle żeby kolejek nie było, ale o tym by ludzie mniej pieniędzy mieli - http://kuczyn.com/papers/publicystyka/zwierzenia_zausznika_20051101.pdf i udało się
Tereso, tego lnu, to prywatnie mi zal
za linke do “zwierzenia zausznika” WIELKIE DZIEKI, ale 150
stron to do czytania w domu po pracy
Na jednej z liczb bramki antyspamowej usiadła mi mucha całkowicie ją zasłaniając. Próbowałam ją przepłoszyć kursorem, ale nie reagowała; musiałam użyć ręki
Rysiu, bardzo jestem ciekawa Twoich refleksji. Polecam na potem jeszcze książkę oraz stronę internetową pt “www.polskatransformacja.pl” prof. Tadeusza Kowalika.
Upadek polskiego lnu jest niemal moja osobista zadra. Gatunkowo ten len nigdy dobry nie byl, ale po prywatyzacji przemysly lnianego byl juz najgorszy z jakim sie spotkalam. Dziwne to, bo koniunktira byla znakomita, tuz za miedza - na Bialorusi, Litwie czy w Rosji prodkuja cudowby gatynkowo len, robiac kokosy ze sprzedazy na Zachodzie, a Polski Len - szkoda gadac. Odwiedzalam sklep firmowy latamu ilekroc bylam w Warszawie, a nawet pofatygowalam sie do Gdanska, ale bardzo rzadko zdarzalo mi sie cos kupic. Latami, a nawet dekadami krolowaly niestety kiczowate zadrukowane obrusy, ktorch dzis nikt kupowac nie chce, paskudne pseudowieksjuie wzory, syntetyczne ostre kolory z przewaga rudych brazow.
Raz pojawila sie bielizna poscielowa i kupilam komplet, ale choc od kilkunastu lat przepiszczam ja przez pralke i b. wysokie teperatury, chropawe plotno nigdy nie zlagodnialo. nie zmieklo, jest sztywne i nieprzyjemne jak bylo pierwszego dnia. POdczas gdy przywieziony mi przez Mryncie P. komplet z Bialorusi, nalezy do ulubionych od pierwszego dnia - len jest cieniutki, jedwabisty , praktycznue nie wymagajacy prasowania.
Parenascie lat temu jedna dobra biznesmenkla zalozyla w Londynie sklep Volga i zaczel;a sprowadzac lny z Rosji. Raz w tym sklepie bylam, ale odstaraszyly mnie ceny - jedno prezescieradlo kosztowalo 10 lat temu 100 funtow! Ale sklep prosperuje, z tego co czytam, bo gatunkowo te lny sa lepsze od slynnych irlandzkich.
POlski Len upadl, bo na to zasluzyl i bardzo tego zaluje.
Nastepny do upadku jest Cmielow - manufaktura ceramiczna, ktora nie zauwazyla, ze od kilkudziesieciu lat produkuje to samo i w dodatku coraz gorzej.
Tu jest bielizna poscielowa z londynskiej Volgi, jedno przescieradlo na pojedyncze lozko, wciaz kosztuje 115 funtow i sklep prosperuje:
http://www.volgalinen.co.uk/catalog/browse/bed-linen
Dzień dobry
Mnie tam brak meczu nie cieszył, bo mieszkam w terenie mało wuwuzelowym, a futbol lubię. No, ale skoro Rysiowi przerwa w mistrzostwach tak dobrze robi, to wspaniałomyślnie jestem skłonny na nią przystać. Ale nie dłużej, niż do jutra! 


Muszę dziś ponapawać się chłodem, bo mają być tylko marne 33 stopnie. A jutro, pojutrze już do 40.
W jakiej to temperaturze białko się ścina?
Bobiku, pieski to nie jajka
za przedluzona przerwe sla

Tereso, jak przeczytam to dam znac
to niezla cena za przescieradlo 100 funtow
w modzie ( w ekologicznych kregach ) sa tez tkaniny z
konopi - drogie!!!
A nie mowilem!

Nikt mi nie chcial wierzyc kiedy od tygodnia powtarzalem na rozlicznych blogach, ze Pani Clintin ani sie nie spotka z zadnym z kandydatow na prezydenta, ani nie zlozy kwiatkow na Wawelu, bo Amerykanie rozumieja podstawowe reguly i jak ognia unikaja wizyt i gestow, ktore moglyby byc interpretowane jako proby wplywania na demokratyczne wybory w innym kraju. Nikt mi nie wierzyl i podsuwano mi pod nos rozliczne oficjalne oswiadczenia polskiego MSZ z komentarzem, ze bylby to skandal i afront wobec Polakow.
Tymczasem Hilarii ani w glowie zadne takie gesty i spotkania. Nie jest rzeciez samobojczynia. ie spotka sie nawet z premierem, zaangazowanym w kampanie.
Helenko,
mam w szafie sporo lnianych wyrobów ze starych czasów i ani jednego o jakich wspominasz. Obrusy w większości białe, w tym i dwa odcienie białego, także zdobione mereżkami. Bieliznę pościelową też z mereżkami, podoba mi się do dziś. Len kupowałam w białostockim sklepie, warszawski mnie zadziwiał manierą folklorystyczną, może dla turystów. Na ładne lniane wyroby można też było natrafić w Cepelii, fakt że drogie. W warszawskiej cepelii kupiłam haftowaną bluzkę, białą.
Miałam niegdyś czerwoną spódnicę (cienki len), której dół osobiście ozdobiłam prostym dziurkowanym, też czerwoną nitką, haftem. Miałam też granatowy żakiet z krótkim rękawem krój klasyczny, niebieską kamizelkę. Nie kupiłam ich gotowych, ale szyłam na miarę, gdy inni ubierali się w krempliny i bistory. Przytyłam po encortonie, pooddawałam.
Zgadzam się, były i te o których piszesz. Znajomi czymś takim wytapetowali ściany w dużej sypialni i dobrze się to prezentowało jak i prezentuje, nie do zdarcia
Meble wymieniali, ściany zachowali.
Rosyjski len był tutaj chyba niedostępny. A białoruskiego już w ostatnich latach kupiłam parę metrów na bazarze, znajoma zdobiła je irlandzim haftem, z resztek powstały atrakcyjne poduszki. Mnie z tego został obrusik 90 x 90. Nie podobało mi się, że splot był “niedbały”, czego jakoś na tym bazarze nie zauważyłam, ucieszywszy się że tyle lnu mogę nabyć, ale wyszło szydło z worka gdy chciałam podobny obrusik ozdobić haftem krzyżykowym (popielatym na białym).
Ćmielów - http://www.cmielow-sklep.pl/?gclid=CLfiiJj5yaICFYeB3godiE6T0w mnie też nie zachwyca.
Wolę rosyjską - http://www.kawaherbata.com.pl/03-rosyjskaporcelana/index.html . Możliwe, że z lnami było jak z porcelaną.
A czy ja nie mówiłem już dawno temu, żeby “na MSZ” pchnąć Mordechaja?
Jeżeli tylko myślałem, a nie powiedziałem głośno, to teraz nadrabiam z nawiązką.
“Ciekawostka” z beczki futbolowej: prezydent Nigerii, Goodluck Jonathan (to nie żaden wic, on się tak naprawdę nazywa), rozczarowany występem swej reprezentacji na Mundialu, zakazał narodowej jedenastce udziału w zagranicznych imprezach przez najbliższe 2 lata, jak również rozwiązał ichniejszy PZPN.

Wszystko przez brak w Nigerii niezatapialnego Listkiewicza. Gdyby go mieli, reprezentacja mogłaby grać stokroć gorzej, ale żadnych konsekwencji, przynajmniej dla działaczy, by nie było.
Rysiu,
to dobra wiadomość
, będę czekać.
Ojej, nawet nie wiedziałem, że ten Ćmielów aż takie okropieństwa produkuje. Pikasy zupełnie jak z lat 60-tych. Chyba że to ma być już jakiesik retro?

Polski len zawsze był dla mnie podejrzany, bo nie dało się go nie prasować. A ja w kwestii prasowania jestem skończony polski leń.
Teresko, porcelane z manufaktury Lomonosowa tez kupowalam namietnie, jak krociutko niedakejo mojej pracy w Londynie istnial sklepik. Mam kilka artykulow, a troche riozdalam w charakterze prezerntow, zawsze wzbydzajacych zachwyt nawet wsrod powaznych kolekcjonerow. Niestet sklepik zniknal ze Strandu po ok. roku i nigdy go nie odnalazlam.
Cmielowska porcelana jest faltycznie troche smutna, ale ja wlasciwie miala na mysli co innego - te mabufaklture, ktora od pokolen produkuje szara ceramike w ten sam kobaltowy wzor i nie znam polskiego domu (mojego nie wylaczajac), ktory by czegos od nich nie mial. Sama ceramika jest podlego gatunku (kubek zaczal sie luszczyc po drugim wsadzeniu do zmywarki, po czym trzymalam go glownie w lodowce wypelniony swiezymi ziolami). Ale jest tego na rynku taka ilosc, ze odwracam glowe, jak widze witryne wypelniona ta produkcja.
Jesli zas chodzi o dobry polski len, to ostatni raz produkowano go przed I wojna swiatowa, jesli sadzic po poszewkach, ktore przetrwaly jeszcze z wiana Babci mojej E, ozdobione monogramami FT. Troche rozlaza sie juz w szwach, a zwlaszcza na zgieciach, gdzie byly niegdys prasowane, ale jakosc wciaz zachwya.
Pozniejsze lny byly znacznie bardziej zgrzebne i bardzo gniotace sie. Kiedys od Renatki dostalam w prezencie nocna biala koszulke z antycznego lnu i z koronkami. Ona sie nie gniecie! W tej chwili ma ja na sobie moja Mama, ktora wlasnie weszla do pokoju…
Mówta co chceta, ale pod jednym względem w Niemczech jest na pewno lepiej niż w Polsce. Tu już po wyborach prezydenckich…
Lajza z Bobikiem. A Kot M. zdecydowanie powienien byc zatrudniony przez polski MSZ, albo prznajmniej zbijac fortne jako ekspert radia i tv.
Helenko,
Z polskiej mam serwis obiadowy z Chodzieży (tu Ćmielowa mało) - http://www.porcelana24.pl/p,pl,1203,serwis+obiadowy+na+12+osob+chodziez+iwona+013.html , ale bez kwiateczków, samo “siane” złotko i jestem dosyć zadowolona. Trzeba kliknąć na obrazek, żeby go zobarzyć w powiększeniu i z wyraźniejszym wzorem, fotografia na stronie jest fatalna, aż dziw.
Mam trochę Łomonosowa i parę sztuk Kuzniecowa i to się z naszą nie porównuje. W Polsce chyba nie ma zbyt dobrego surowca na porcelanę, wzornictwo też pożal się Boże.
Łomonosowa teraz w Warszawie ile chcieć
To jest raczej kwestia procesu wypalania, niz jakosci glinki. No i wzornictwa, braku wyobrazni.
Mam (podarowany przez Jasiunie) komplet herbaciany wyprodukowany w Polsce w latatch wczesnych 50-ych, przez nieistniejacego juz chyba producenta Wawel. Jest to przedwojenny wzor (samej porcelany) Rosenthalowski, wciaz produkowany w Polsce, ozdobiony drobnym deszczem blekitnych niezpominajek i zlotym szlaczkiem. Na samej porcelanie tez odcisniety jest wzor.
Chcialam dokupic gladka stluczona przez mnie cukiernice (nie wiem po co, ale chuialam), ale kiedy bedac w Polsce natrafilam na ten wzor i wzielam to do reki, to odlozulam natychmiast - tak topornie wykonany, zato b. drogi.
A jakie ceny, Pani Kierowniczko? W Londynie (na samym poczatku po upadku ZSRR) nie byla STRASZNIE tania, ale jednak niezbyt droga, inaczej bym nie kupowala…
W Teresy lince do Łomonosowa są też ceny.
Kuzniecow znacznie tanszy od Cmielowa!
Szkoda, ze juz nie mam miejsca w kredensie i rzadko przyjmuje wieksze grono (powymierali mi…) !
Więcej - http://galinex.pl/porcelana-tradycyjna,67.html
Panna Kota przysłała mi coś bardzo ładnego
http://w889.wrzuta.pl/obraz/powieksz/0lkBPThwrC9
Och,to przepiekne, Panno Koto!
I jakie prawdziwe-zyciowe!
Nie uważacie, że (z niewyjaśnionych przyczyn) najlepiej ze wszystkich krajów została potraktowana Dania?
Dlaczego Kazachstan to Pani Stanislawa?
przelotem podsylam Wam rysunek Raczkowskiego z ONET
http://kartki.bronislawkomorowski.pl/wyslij-kartke.php?id=3
Króliku, to jest związane z serialem “Klan”. Występuje tam (tj. nie wiem, czy jeszcze, bo nie oglądam) niejaka Pani Stanisława, repatriantka z Kazachstanu, która zamieszkuje z rodziną Lubiczów w charakterze babci-cioci-służącej. Ma powiedzonko “Bożeż tymój” (piszę razem ze względu na akcent
) 
Swietna mapa, Panno Koto! A ja myslalam, ze zamiast Hitlera Niemcy zmienily nazwe na \”Ratujcie, Niemcy mnie bija\”, ale w sumie wychodzi na to samo.
Swego czasu ogladalam pare odcinkow Klanu na Polonii, zwykle sledzac, kto ma talerze Boleslawca (to a propos wczesniejszej dyskusji). A rosyjskiej porcelany musze rzeczywiscie poszukac, jak bede w Warszawie, skoro twierdzisz, Doro, ze jej sporo.
No właśnie króliku, też się nad tym zastanawiałam. Rozpytałam wśród znajomych mieszkających w Polsce, komuś skojarzyło się to z jakąś panią Stasią z serialu “Klan”, ale też nie był całkiem pewny.
Dzieki, Doro.
Mowilismy tutaj niedawno o Hitchensie. Wlasnie dostal bardzo niedobra diagnoze: rak przelyku/ tchawicy. Choroba mezczyzn po 60-tce ktorzy maja historie palenia i picia, bardzo niedobra prognoza, bo czesto symptomy sie pojawiaja gdy choroba juz jest zaawansowana. Bedzie leczony chemia. Trzymam kciuki za Hitcha.
Króliku, to chyba będzie to, jeżeli Dora też o tym pisze.
Rosyjska porcelana na tyle mnie zaciekawiła, że w najbliższym czasie odwiedzę tutejsze rosyjskie sklepy.
ze “wstydem” przyznaje sie do posiadania porcelany
duzego zastawu na 12 osob z cala przanaleznoscia, od lat w szafie
i Ćmielów
uzywamy wlasciwie tylko wloclawka (dosc starego) i boleslawca
mapa swietna
Wiecie, ja sie staram prowadzic tak minimalistyczne gospodarstwo kuchenne, ze na porcelane naprawde nie ma w nim miejsca. Moj dobry serwis oddalam tesciowej 20 lat temu. Chyba go nigdy nie uzyla, a teraz ma 80 lat i przestala gotowac, wiec wciaz jest w znakomitym stanie prosto z pudla. J uzywam bialych talerzy, z bialej porcelany, glownie japonskiej, zas polmiski i inne naczynia do serwowania mam od Sasa do Lasa, od Boleslawca, po rozne etniczne wyroby. Wzorem krolowej Elzbiety nie uzywam obrusa na stole. Stol jest to duzy stary i troche juz zjechany stol biblioteczny. Wszystko to dosc wesolo i eklektycznie wyglada.
Ale bardzo lubie podziwiac stara porcelane w muzeach, zamkach i palacach.
Kroliku, i ja za Hitcha trzymam kciuki. Wiem, ze natychmiast ma zaczac terapie i odwolal cala ture objazdowa zwiazana z wydaniem swojej ksiazki.
Panno Koto, znowu mialas nosa, tym razem z Pania St.
Rysiu, taki serwis chyba nie nadaje sie do zmywarki, prawda?
Kroliku, masz bardzo podobne gospodarstwo do mojego. Ja tylko robie wyjatek porcelanowy dla czajniczkow, ktore lubie dostawac z roznych stron swiata, i po pare filizanek. Nie lubie kompletow w ogole, a obrusow tez nie uzywam, jak Ty (to ogolnie zwyczaj nie tylko Elzbiety), z podobnych powodow (komu by sie chcialo prac i odplamiac przy malych dzieciach, a przy tym stol ma bardzo ladna sfatygowana powierzchnie, nad ktora dodatkowo pracuja dzieci).
kroliku, NIE i tak zlocenie juz wytarte troche, ale inne nasze ceramiczne skorupy tak
widze ze Ty, Monika i my mamy podobne upodobania “meblowe,
nasz stol tez duzy, Teak z odzysku (Recykling)
Hej Moniko, musze zrobic wyjatek dla czajniczkow do herbaty i paru filizanek, bo rzeczywiscie herbata chyba lepiej smakuje parzona i podana w pieknej porcelanie. A przy stole najwazniejsze jest pyszne jedzenie i dobre towarzystwo.
Hitcha lubie czytac, ale tez sluchac, bo mowi bardzo kolorowo i moim zdaniem idealnymi akapitami. Dla mnie jest to jakis dosc wewnetrznie uczciwy wobec samego siebie jegomosc. Nie wiem, moze sie myle. Mam nadzieje, ze sie jakos z tego dolu wyciagnie. Bede ciekawa jego perspektywy na rozne rzeczy po takim doswiadczeniu.
Dla mnie herbata to w ogole taki specjalny moment dla siebie, wiec nawet i po niej, jako czas wlasnie na mindfulness, moge przyjac na siebie zmycie paru (ale nie wiecej niz paru) filizanek, jesli maja zlocenie. A przy stole rzeczywiscie najwazniejsze to, co napisalas, Kroliku. No i okazalo sie, ze Rys ma tez podobny stol.
Zas Hitch to postac skomplikowana, i przez to interesujaca. W niektorych sprawach sie z nim nie zgadzam, w innych tak, ale na pewno mu teraz bardzo wspolczuje. A jego sposob mowienia nie jest az tak rzadki w uczelni, ktora skonczyl. Stad brytyjscy politycy sa interesujacy w sluchaniu, bo tylu z nich jest po Oxfordzie i Cambridge, nie mowiac juz o prywatnych szkolach, gdzie uczy sie sztuki debatowania tak, by nie uspic publicznosci.
Zas z drugiego Cambridge, niedaleko ode mnie, pochodzi ostatnie badanie na temat, ktorym zajmowal sie Hitchens, i co do ktorego zupelnie sie z nim zgadzalam, czyli technik interogacyjnych, i jak o tym pisze amerykanska prasa. Fascynujace, i szanuje Hitchensa, ze on sam nazwal rzeczy po imieniu.
http://www.salon.com/news/opinion/glenn_greenwald/2010/06/30/media/index.html
dla zwolennikow spiskowej teorii swiata o wymianie pieniedzy w
DDR
http://www.faz.net/s/RubB8DFB31915A443D98590B0D538FC0BEC/Doc~EEF4730938AA84841AB30A776755AA23B~ATpl~Ecommon~Sspezial.html
swietny wywiad ( po niemiecku
)
“Es ging in diesen Monaten darum, die DDR in einer Weise zu binden, die nicht mehr aufgehoben werden konnte. Denn es stand doch die große Gefahr eines „dritten Weges“ im Raum. Die DDR als weiterer Staat deutscher Zunge. Es kam darauf an, in diesen Monaten vollendete Tatsachen zu schaffen. Denn wären wir diesen Schritt nicht gegangen, hätten wir eine innerdeutsche Zollgrenze aufbauen müssen und das Recht der DDR-Bürger auf Leistungen als vollwertige Bundesbürger bestreiten müssen.”
sobie nie myslcie, ze mnie nie ma, tylko zajeta jestem stala obserwacja postepow:
http://picasaweb.google.com/WandaTX/NoaIKot?authkey=Gv1sRgCOuF5KKHsfvj8gE#slideshow/5488984568239756274
No to tymczasem
Mapa świetna, ale należy dołożyć kroplę dziegciu, że to przynajmniej 3 czy 4 wydanie. Było dużo podobnych podobnych, nie wiem czy prototypem jest Steinberga The World As Seen From New York’s 9th Avenue czy też trzeba to cofnąć ze sto lat, ale Europa przekształcona wedle narodowych fobii pojawia się nie tak rzadko.
Och, Wando! Z pewnoscia sie nie “bal”, tylko pragnal uniknac jakichs niekorzystnych i krzywdzacych Kota porownan.
Stara sie pyta czy kwiaty cukinii mozna smazyc na patelni czy tez musza byc zanurzone w glebokim oleju? Nie nadziewa, bo zycie jest za krotkie do nadziewania kwiatow cukinii.
Jeszcze ta mapa swiata.
http://www.gishumor.com/uploaded_images/WorldAsAmericaSeesIt-734390.jpg
Obie mapy swietne. Nie wiedzuialem, ze jest to znany zabieg satyryczny. Zawsze sie czegis na tym blogu naucze - nawet ja, ktory niczego niwe poterzebuje sie uczyc.
Mapy to rzeczywiście stary numer (z jednej z nich, amerykańskiej chyba z końca lat 70-tych, zostało nam w domu określenie Ameryki Łacińskiej - “przyjazne dyktatury”), ale ponieważ zmienia się świat i jego widzenie, to każda nowa wersja może być zabawna. I ciekawie te stare i nowe wersje porównać, bo widzi się wtedy, że nawet stereotypy nie są wieczne.
Tu jeszcze jedna mapa, jak świat widzą Amerykanie:
http://patrz.pl/zdjecia/mapa-swiata-wedlug-amerykanow
Jak się zaczęło o porcelanie, to przez chwilę czułem się jak kundel nad kundlami, bo chyba jeszcze nigdy w życiu nie udało mi się kupić zestawu mebli, serwisu obiadowego czy kawowego, jednolitej zastawy stołowej, 6 takich samych ręczników, itp.
Chyba jedyny komplet, jaki kiedykolwiek posiadałem, to był komplet zębów, ale i to przeminęło z wiatrem. 

Ale jak potem przeczytałem, że nie jestem z tymi niekompletnymi upodobaniami żadnym wyjątkiem i że inni też jadają na stole z odzysku i bez obrusa, to mi mój kundlizm jakoś w ogóle przestał przeszkadzać. Ba, przez wzmiankę o Królowej nawet wręcz nieco elitarnie się poczułem.
No widzisz, Bobiku, jak sie okazuje sa tacy, co z zalozenia nie lubia kompletow. Dla mnie one sa troche nudne. Niekompletnosc za to daje wieksze pole wyobrazni, i jest jakos optymistyczna przez swoja niezakonczonosc, dajac nadzieje na cos nowego, innego. No i poza tym jest wabi-sabi…
Ja oprócz upodobania do niekompletności tudzież eklektyzmu mam jeszcze ogromną czułość dla przedmiotów (najlepiej ładnych
), które po odsłużeniu swojego zostały przez właścicieli skazane na wyrzucenie z domu (może mi się z wyrzucanymi na bruk psami kojarzy?). Strasznie mi nieraz trudno nie przygarnąć jakiejś siroty z pchlego targu, second-handu, wystawki, chociaż wiem, że już nie bardzo mam dla niej miejsce. No i tak mi tych sirot przyrasta, przyrasta… 
Oczywiscue, ze komplety sa nudne i dlatego nasza porelana jest od sasa do lasa, procz tego co przyszlo w prezencie.
A juz meble szczegolnie. Stara uzywa obrusow do b. formalnych okazji (swieta, urodziny, starsi panstwo), a glowny stol obiadowy jest de facto ogrodowym, wloskim, z mozaiki roznobarwnych wypolerowbych wloskich kamieni. Mozna na nim stawiac wszystko i wszystko wylewac. Mam sliczne zdjecie na tym stole, ale nie umialbym umiescic.
No i wlasnie dlatego tez dobrze podstawowe rzeczy miec z odzysku, bo i sirotke sie czule przygarnie, i jeszcze troche miejsca zostanie dla istot zywych (choc, jak stol ma nogi, to kto go tam wie).
Nasz stol nie ma nogow. Tylko takie cos metalwe, barokowe.
http://wiadomosci.onet.pl/2192649,11,zaskoczenie_szefa_tvp_po_liscie_jurka_owsiaka,item.html
W kwestii tych kwiatkow pinkwolonych. Nikt nie odpowiedzial i zostaly spalone na wegiel. bo patelnia byla za goraca.
Zapomniałem ze szczętem o kwiatkach pinkwolonych, a na domiar złego przez jakiś czas nie miałem dostępu do laptoka.
A kwiatki na patelni smażyć można, ale najlepiej jak są zanurzone w cieście, oleju jest dość sporo, a temperatura kontrolowana.
Szkoda, że Noa pokazał tylko kota, a ani kawałka buzi.
Zanurzenie w ciescie odpada z powodu gluten. Chyba, ze w ciescie blinowym, gryczanym.
Nie widzę powodu, żeby nie mogło być gryczane.
Czy ja już podawałem przepis na rrrewelacyjne bliny gryczane, zwane blinami carskimi?
Sorry Heleno,
kwiatki cukinii mozna przyrzadzac na japonski sposob, w ciwscie w stylu tempura (wzietym od Portugalczykow), oproszyc w lekkim ciescie z wody i maki z przyprawami, smazyc w 180 C niestety w “glebokim ” oleju, za to b. szybko.
Mam ogromne przekonanie do japonskiej (i francuskiej- pomimo kompletnej plamy na Mundialu ugh…) kuchni. Sprobuj jesli masz ochote i daj znac.
bez glutenu? Chyba Monika podawala kiedys jakas make albo cos podobnego bez glutenu…
No, właśnie gryczana jest bez glutenu.
Ja smażę różne rzeczy w cieście na oleju kilkumilimetrowym i też jest dobrze. Tylko przewracać trzeba.
Niezbędna konieczność głębokiego oleju to mit.
Mnie juz smazenie nie bardzo sie podoba, bo musze po nim myc kuchenke. W imie czego sobie dokladac roboty? Wiec gotowanie, duszenie, pieczenie w piekarniku, tzw potrawki i od czasu do czasu grill czy rozen.
A jak się lubi smażone?
Ale jak się BARDZO lubi smażone? 
Ja wiem, ja wiem, wątroba, mycie kuchenki i te rzeczy.
No, jak sie az tak lubi to zadna robota nie straszna. A watroba? Nie bedzie ta to bedzie inna. Phi!.
To jest słuszne i naukowe podejście do rzeczy!
Lecę sobie coś usmażyć z całkowicie czystym sumieniem. 
Jak sie bardzo lubi smazone, to trzeba sie nim cieszyc ile sie da, ale wiele wersji pieczonych i grillowanych dosc dobrze udaje smazone.
No i czekam na przepis na rrewelacyjne bliny carskie (moze byc jutro, bo dzis juz pozna pora, a ja i tak chwilowo nie moge tracic czujnosci, bo niektore mlode osoby beda za chwile w wannie pelnej wody, co grozi m.in. zalaniem sufitu na dole).
A maka, o ktorej wspominalam byla rzeczywiscie gryczana, ale z bialej gryki, ktora podobno rosnie tylko w Maine i w Kanadzie. Dzieki kolorowi jest troche bardziej uniwersalna, i smak ma tez bardzo delikatny.
ja natomiast moglabym smazyc carskie bliny cala noc, ale nie mam maki grycanej. nie bedzie spania w ten weekend z powodu sztucznych ogni i petard. Moj Starszy Pies (przechodzilismy juz przez to wiele razy) po prostu umiera ze strachu z powodu tych hukow.
Moj dziadek Szczepan, jako jeden z nielicznych na jedrzejowszczyznie, sial gryke. Byla potem spozywana w wersji bialej i palenoj. Ale dzieci dziadka nigdy tej gryki nie polubily i moja Mama uzywala juz tylko kaszy mannej, jeczmiennej i krakowskiej (czy ta nie jest jednak z gryki?).
Ja wiec rowniez wychowalam sie bez gryki. Moj japonski sasiad nauczyl nas jesc przennogryczane kluski soba. Typowo letnie danie . Kluski na zimno wstrzasniete z sosem sojowym z kilkoma dodatkami.
Ja wlasnie zajadam sie tez typowym letnim jedzeniem: kanapka z chrupiacej bagietki z maslem, pomidorem i gruba sola. Ta sol pewnie tal zdrowa jak smazenie.
Ja tez bardzo lubie kluski soba, rzeczywiscie letnie danie. U nas byly dzisiaj swieze warzywa z pobliskiej farmy organicznej, a na deser swieze borowki amerykanskie. Bardzo lubie te farme, zwlaszcza, ze jak i inne instytucje concordzkie to takze miejsce spotkan i rozmow.
Czy te wszystkie wybuchy to z jakiejs kanadyjskiej okazji, ktora przegapilam, sluchajac zreszta paru probnych wybuchow przed naszym 4 lipca? I biedny Starszy Pies. Moze jakas waleriane mu przemycic (tyle, ze pewnie ma za dobry wech)?
A tu Farma Hutchinsa, ktorej otwarcie co roku oznacza poczatek lata i swietne jedzenie przez pare miesiecy (ich marchewki sa kultowe w miescie):
http://www.hutchinsfarm.com/Pictures.html
a ja lubie zyc, a zycie to tez smazone
)
(mimo mycia, szorowania plyty kuchennej
piatkowe przedupaly (ma byc tylko do 33°) zapowiadaja
niedziele z 38° i WYBORY, bedzie dobrze !
brykam w tereny zielone
Rysiu, “przedupaly”?

W trzeciej osobie liczby mnogiej?


Z zachwytu inwencją słowotwórczą Rysia aż zapomniałem powiedzieć dzień dobry.
A powiedziawszy szybko zmykam pośniadać na tarasie, póki jeszcze temperatura nie przekroczyła 30 stopni, bo potem to już będzie całkiem przedupane.
Dzień dobry, już jest
Kaczyzm nadciąga 
Córasek odleciany
Muszę się zebrać w sobie.
Też się spróbowałem zebrać i napisać nowy wpis, póki się nie roztopię albo nie zetnę. Napisałem, wrzucam i zabieram się do ledwodychania.
Przykro, Haneczko, że Córasek znowu daleko.
I teraz tylko czekać, kiedy wreszcie…
Wiem jak to jest. Moi prawie codziennie mi to robią, wychodząc do roboty.
Haneczko, nie trac ducha. Sondaze czesto sie myla. Pamietam jak przed wyborami w 1987 r. niemal wszystkioe sondaze przepowiadaly druzgocaca kleske Pani Thatcher. Druzgocaca!
Jej zwyciestwo (po raz trzeci) bylo lawinowe. BBC musialo na gwalt wycofywac z systemu kompyterowego wszystkie madre rozwazania dlaczego Partia Parcy wygrala a Torysi przegrali. I pisac nowe: dlaczego Maggie jest znow na Downing Street u jacy zaklamani sa wyborcy.
Tak bylo. Ubaw byl niezly i czerwone twarze od sciany do sciany.
So. Have faith! Choc przyznaje, ze i ja jestem od switu zdenerwowana.
Mggie, przypomne, nigdy nie przegrala wyborow, Zostala w polowie ostatniej swej kadencji zadzgana ciosami w plecy przez wlasnych partyjnych towarzyszy.
Heleno, i to przez tego nieudanego Johna Majora, ktory najbardziej sie potem wslawil swoim romansem.
Moniko, wczoraj bylo swieto Canada Day, stad to fetowanie.
Sondaze sa do kitu, myla sie na niekorzysc koserwatywnego kandydata, totez z haneczka bede obgryzac paznokcie do niedzieli wieczor.