- Obawiam się, że w niedzielę znowu zostanie wybrany nie ten prezydent, co trzeba - wygłosił Bobik z bardzo ważną miną, popatrując, czy sąsiadka docenia jego wyrobienie polityczne.
- Też się prorok znalazł! - prychnęła Labradorka z przekąsem, - Jak zostanie wybrany, to przecież będzie taki, jakiego ludzie chcieli.
- E, tam - zaprzeczył elegancko Bobik. - Ludzie mają to jakoś tak urządzone, że zawsze wybierają tych, których nie chcą. Wystarczy prasę po wyborach poczytać, telewizję pooglądać, z taksówkarzami pogadać… Zawsze się okazuje, że wybrano kogoś niewłaściwego.
- Ale przecież, o ile wiem, ludzie specjalnie po to chodzą na te wybory, żeby właśnie nie wybrano tego, kogo nie trzeba.
- Niby tak - bez przekonania przyznał Bobik. - Tylko że jak już wybory się skończą, to zaraz opuncja zaczyna udowadniać, że stała się okropna katastrofa i najlepiej byłoby całe te wybory zrobić jeszcze raz.
- Jaka opuncja? - zdumiała się Labradorka.
- No, ta kolczasta, która tylko patrzy, jak takiego wybranego ukłuć.
- To się nazywa opozycja - poprawiła szczeniaka Labradorka.
- Znowu musisz wszystko wiedzieć lepiej! - rozzłościł się Bobik. - Może w innych krajach to się nazywa opozycja. Może tam to służy do pilnowania tych wybranych, żeby nie robili głupot i żeby im się w głowach nie poprzewracało. Ale u nas służy tylko do kłucia, więc to musi być opuncja. Mam do takich rzeczy nosa, odkąd go za bardzo do jednej opuncji zbliżyłem.
Labradorce nie chciało się kłócić. Było zbyt gorąco, a poza tym mgliście przypominała sobie, że jakaś historia z pokłutym nosem faktycznie kiedyś tam się Bobikowi przydarzyła. Powoli, żeby się zanadto nie zmęczyć, przewróciła się na drugi bok i zapytała:
- Słuchaj, a gdyby się od tej opuncji po prostu trzymać z daleka? Czy wtedy nie mogłoby się okazać, że wybrano kogoś właściwego?
- Nie da rady - zasmucił się Bobik. - Bo mnie nie chodzi o ten duży gatunek opuncji, który się hoduje w parlamentach. Ja mówię o tych małych opuncjach, które wszędzie rosną jak, nie przymierzając, chwasty jakieś. Ich się nie da uniknąć. Mogę nie oglądać telewizji, mogę nie czytać prasy, przy pewnym wysiłku mógłbym nawet nie kontaktować się z internetem. Ale chyba nie wyobrażasz sobie, że podczas jazdy taksówką ani raz nie otworzę pyska do taksówkarza?
piątek, 02 lipiec 10 | Autor: Bobik
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu, korzystając z RSS 2.0
Możesz dodać komentarz, albo dać trackback z twojej strony.
Możesz dodać komentarz, albo dać trackback z twojej strony.
Jeśli chcesz dodać odnośnik do komentarza, wykopiuj jego link, klikając (prawym przyciskiem myszy)
na datę komentarza.
na datę komentarza.
545 komentarzy
545
dodaj komentarz
do Bobika
Bobik. Wiem, ze ani Ty, ani ja nie jestesmy moherami, tylko raczej kaszmirami. Ale moze jednak NA WSZELKI WYPADEK zapalic swieczke i pasc na kolana i ublagac tego Kota w Niebie aby otworzyl oczy i naprowadzil wyborcow na wlasciwa sciezke?
Nie wiem co o ty myslisz, ale ja bym dal Panu Kotu szanse
Prasówka. Powiedzmy, że poranna
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8090794,Pospieszalski__Jezeli_to_nie_byl_zamach_pt___Jak_zlikwidowac.html
Mordko, ale jak zapalić świeczkę pod prysznicem? A w jakimkolwiek innym miejscu nie widzę w tej chwili możliwości przetrwania.
Raczej o to mi szło, że w tej chwili cała polska perspektywa polityczna wydaje się kończyć na wyborach. A ja mam takie ezoteryczne przekonanie, że istnieje także życie po wyborach.
I w tym życiu powyborczym będzie tak, że ktokolwiek wybory wygra, ten dla niemal połowy narodu będzie niewłaściwym prezydentem.
Jeżeli zostanie wybrany “nasz” kandydat, zapewne życzylibyśmy sobie, żeby druga strona przyjęła to z godnością, dała mu przynajmniej na początku pewien kredyt zaufania i nie pchała kija w szprychy. Nie ma powodu przypuszczać, że “oni” również by sobie tego nie życzyli. No, już jasne, o co chodzi?
Ale ja właściwie nie o tym pisałem, że nasz kandydat jest lepszy, bo kto to wie, ten wie, a kto wiedzieć nie chce, ten się nie dowie.
Jeśli atmosfera przedwyborcza przetrwa bez zmian do powyborów, to tak naprawdę ani “nasz”, ani “ich” prezydent nie będzie miał najmniejszych szans na jakąkolwiek normalną, pozytywną działalność. Z góry będzie stał na straconych pozycjach, bo wszędzie będzie się nadziewał na te opuncje, hodowane przez tę połowę, która chciała kogo innego.
Ja sobie tak kombinuję na zasadzie “nie rób drugiemu co tobie niemiło”, a w wersji maksymalistycznej “rób drugiemu, co tobie miło”.
Oczywiście, każdego polityka można i należy później rozliczać z tego, co zrobił. Ale nie byłoby dobrze, żeby rozliczanie zaczęło się jeszcze zanim zdoła cokolwiek zrobić, tylko dlatego, że nie nasz. I ja o tym właśnie, żebyśmy popierając naszego kandydata nie popadli w robienie tego, co nam nie byłoby szczególnie miłe.
Wszystkiego 10 minut. Można zacząć od czwartej http://www.tvn24.pl/10850,1,kropka_nad_i.html
Cos Ty, Bobik, zanadto kompinujesz. Jesli wygra ichni kndydat, to bedzie po prostu i obiektywnie bardzo zle. Beda klotnie, awantury, niepodpisywanie ustaw i nominacji, coraz wieksza polaryzacja spleczenstwa, stokrotki, haki, insynuacje. Nie bedzie nawet pani Marii. Bedzie sto razy gorzej niz za Naszego Drogiego Poleglego w Drugim Katyniu.
Wiec na kolana, Piesku i wznosic modly dp Nieba!
Bobiku, bardzo bym chciała, żeby było tak, jak piszesz, ale zgadzam się z Heleną (oprócz kolan).
Popadam w rezygnację, bo granice brawury już nie istnieją.
Ale ja wcale nie twierdzę, że druga strona zdobędzie się na jakiekolwiek sympatyczne gesty wobec mojego kandydata, bo aż taki prorok to ja nie jestem.
Ja tylko piszę, jak by dobrze było, żeby było. I przy tym wychodzę z założenia, że wymagać zawsze należy zacząć od siebie, nie od innych. No i jeszcze jedno mam założenie: to, że inny pies kury porywa, dziury pod żywopłotem kopie i swoją psicę gryzie, wcale nie usprawiedliwia mnie, kiedy robię to samo.
Jasne, nie będę szczęśliwy, jeśli wygra Kaczyński i już nieraz pisałem dlaczego. Ale myślę też o tym, że ileś tam milionów Polaków nie będzie szczęśliwych, kiedy wygra Komorowski i nie można tych milionów tak po prostu zlekceważyć, albo odpisać na straty. Więc w sumie jestem za tym, żeby bez względu na to, kto wygra, od poniedziałku spróbować ten katyńsko-przedwyborczy dół raczej zasypywać, niż pogłębiać.
Sluchaj, Bobby, to jest tak. Kiedy w Wlk. Brytanii odbywaja sie wybory, to ktokolewiek je wygra - nasi czy nie nasi, nie ma dramatu. Mozna wtedy oczekiwac wyzszych lub nizszych podatkow, wiekszeego czy mniejszego sceptyczmu wobec europejskich struktur, takiej badz innej polityki spolecznej, mniej panstwa lun wiecej panstwa , lepszych lub gorszych stosunkow z AmerykA. ale da sie zyc i spokojnie sobie czekac az nielubiany przez nas rzad speltakularnie przegra nastepne wybory. Mozna narzekac i get on with life. Nie ma dramatu, jest tylko inna formacja u wladzy, ibaczej widzaca dobro kraju i spoloeczenstwa.
Ale to nie jest sytuacja w Polsce. Jesli wygra skurczybyk, zapabnuje burdel wielszy niz przed katastrofa smolenska. Burdel. Nie sposob bedzie reformowac niczego, ustalac nowych ustaw (bp nie beda podpisywane), beda nieustanne klotnie i fintanny, oceany zlej krwi.. POlska zmarnowala bardzo wiele juz czasu i musi wreszczie zaczac prawdziwe reformy. Tego nie da sie przeprowadzic jesli w Palacu zasiadzie Kaczynski.
Szczeslowosc jego elektroratu is the least of my problems. Niech bedzie nieszczesliwu, niech nie przeszkadza w rozwoju kraju. Dosc majsterkowania i majstrowania.
Mordko, nie musisz się nawet szczególnie przejmować szczęśliwością elektoratu pisowskiego, ale wiesz, czego chce większość elektoratu platformerskiego - żeby było normalnie. A normalnie to jest właśnie tak, że w kampanii wyborczej podbija się wprawdzie różne bębenki, ale po wyborach nie robi się nadmiernego dramatu z tego, że wygrali nie nasi, nie odmawia się z nimi współpracy i nie usiłuje wkopać w glebę nawet wtedy, kiedy usiłują zrobić coś sensownego.
Koty są walecznymi samotnikami i można się od nich nauczyć, jak pilnować swojego interesu i bronić stanu posiadania. A psy są stadne i dobro stada leży im na sercu, nieraz nawet bardziej niż własny interes, więc są skłonne wleźć pod stół i na różne rzeczy machnąć łapą, żeby tylko nie zaczęła się ogólna szarpacka.
Ja bym chciał takiej normalności i wiem, że muszę zacząć od siebie. Nie zacząć trepować przeciwnika natychmiast po jego wygranej, tylko poczekać i punktować go potem, kiedy rzeczywiście zacznie robić te wszystkie okropieństwa, o które się go podejrzewa. Bo jak zacznę trepowanie na wszelki wypadek, to wiadomo - im silniejsza akcja, tym bardziej zacięta reakcja.
Ujmując rzecz z innej strony - każdy gatunek źwirząt spełnia jakąś tam rolę w systemie ekologicznym.
Gdyby mi się chciało kandydować w tej drugiej turze, to na szefa sztabu wyborczego wziąłbym kota, ale po wygraniu wyborów na doradców i współpracowników powołałbym dużo psów. A jastrzębie to bym chyba pozsyłał na placówki dyplomatyczne, żeby mi nie przeszkadzały w tworzeniu Krainy Łagodności.
Wiesz Bobiku, wygrana Kaczyńskiego to byłby ciekawy eksperyment i możliwe, że zasłużyliśmy na kolejne przeczołganie. Ale ja tu mieszkam i wolałabym nie. Nie mam najmniejszego zamiaru ryć dołów, ani nikogo do tego zapędzać. To nie jest mój sposób na życie. Wróg nie jest mi do niczego potrzebny. Komorowski wyciągnie rękę i nie będzie triumfalistycznie spychał na margines, przynajmniej spróbuje łatać. Przy Kaczyńskim nie ma na to najmniejszej nadziei.
Cos mi sie widzi, ze Haneczka jest kociego rodzaju
Paweł i Gaweł w jednym domu spali
i kołdrę jedną też mieli
że z charakteru obaj byli mali
wojny bywały w pościeli
Bronią w tych walkach różne były sprzęty
najczęściej walczyli słowem
jeden i drugi zdrowo jest walnięty
jakby upadli na głowę
Bywało także: kołdra poszła w górę
i nagła gęstość powietrza
co wypełniało dom po samą górę
ścinała jak jaka sepsa
Dość niebezpiecznie było być w pobliżu
Pawła i Gawła – choć braci
jak to w pościeli, bywali w negliżu
czyli zwyczajnie bez gaci
Gdy rozpętały się utarczki słowne
dobrze być było daleko
w ruch bowiem każdy puszczał niewymowne
czasem przydatne poniekąd
Kłótniom i swarom końca wciąż nie widać
pościel podarta już w strzępy
wciąż niemożliwa mityczna Kolchida
prędzej już dzikie ostępy
No a rodzina? Cóż ma biedna zrobić?
wstyd swój obnosi po siołach
i kombinuje jak ich przysposobić
jednego z drugim matoła…
Heleno, trochę spsiałam

A tak w ogóle, to do każdego jestem w stanie zawołać “Ja i ty jesteśmy jednej krwi” i poczekać, co będzie. Wagi tak mają
Organizacje pozarządowe dostarczyły list Premierowi - http://www.racja.org.pl/content/view/768/1/
Ja chyba jestem bardziej psia niz kocia, jak Bobik.
Wydaje mi sie, ze sporo winy lezy tez w jezyku uzywanym do okreslania przeciwnikow politycznych, zwlaszcza podczas kampanii (kiedys ladny artykul o polskich realiach mial w GW prof. Markowski). Najlatwiejsze i najskuteczniejsze sposoby, takie jak np. pomniejszanie przeciwnika, mowienie o nim zawsze w sposob pogardliwy, nazbyt czeste malostkowe zauwazanie cech naprawde majacych male znaczenie w zyciu politycznym, zostaje i po kampanii, a poza tym odbija sie rykoszetem, bo druga strona wlasnie moze sie potem przedstawiac jako ofiara nagonki, choc w rzeczywistosci co innego sie dzieje i o co innego chodzi. (W sumie mnie, na przyklad, jest wszystko jedno, czy prezydent jest wysoki czy niski, lysy lub nie, a nauczenie noszenia garnituru i protokolu dyplomatycznego powinno byc oferowane kazdemu wybrancowi. Za to problemy dotyczace wizji przyszlosci znikaja w takim kontekscie.) Chyba jakas nadzieja jest to, ze wiekszosc ludzi - na szczescie - na codzien nie zyje polityka - chyba, ze w niej pracuja, albo sa pacjentami szpitali psychiatrycznych - i nawet nie bardzo chce sie im o niej mowic, jak sie ich probuje na takie rozmowy naciagac. Byc moze wlasnie odstrecza je za bardzo spolaryzowany sposob mowienia o niej. Tu zreszta duza wine ponosza media - nie tylko w Polsce, bo i w Ameryce narzeka sie, ze donosi sie zawsze o tych sprawach w konwencji horse-race, czyli kto idzie do przodu, i kto wygra, a reszta spraw znika z dyskursu publicznego, ale nie z zycia zwyklych ludzi.
Tu zreszta mam pretensje nawet do osoby, ktora skadinad bardzo szanuje, prof. Srody, bo kiedy uzywa w publicznym dyskursie slow takich jak “kruchta” i “sredniowiecze” (ostatnio w jednym z wywiadow) , to choc dosadnie wyraza swoj punkt widzenia, robi to od razu w sposob, ktory odstrecza czesc osob wahajacych sie to w jedna, to w druga strone, czyli odbiera sobie zdolnosc perswazyjna. I przy okazji robi to, o czym pisal prof. Markowski. A ze tego sie tak nie zauwaza, kiedy robi to zwolennik “swojej” opcji, to juz stwierdzono naukowo w wielu interesujacych eksperymentach socjo-psychologicznych.
Wagi, haneczko, miewają bardzo różnie - ja też jestem Wagą
, ale żeby mi nawet Kaczor powiedział osobiście jak Monice Olejnik “ja bardzo licze na paniom”, to nie byłabym chyba w stanie do niego powiedzieć “ja i ty jesteśmy jednej krwi”…
Jeszcze jak było teraz o tym Gierku, to już mnie po prostu cholera wzięła
Wszystko to jest prawda i o upadku obyczajow w publiczbym dyskursie mozna mowic do wylysienia ogona. Jednak mnie naprawde chodzi w tej chwili nie o diagnoze dlaczego jest tak a nie inaczej, lecz o to ze ew, wygrana Kacznskiego jest dla Polski KATASTROFA, autentyczna katastrofa.
Bo oznacza to nie przyjecie jeszcze przez kilka lat Karty Praw Podstawowych ( a to ozancza np silowe pozbawianie rodzicow praw do dziecka, bo sa… za biedni!) , dalsze zapadanie sie systemu sadownitwa (ostatnio ogloszono wyrok w kwestii tz.w. inwigilacji prawicu po SIDEMNASTU latach od wniesienia do sadu, zas “krotkim” okresem jest ca 8 lat), dalsza integracje kosciola i panstwa, dalsze haniebne i bezwstydne partyjne zawlaszczenie mediow publicznych. Wygrana Kaczynskiego oznacza ze obecny rzad ma znow zwiazane rece i nie jest w stanie przeprowadzic NICZEGO.
To jest w kategoriach katastrofy, a nie mniej czy bardziej sympatycznego prezydenta. I dlatego samopoczucie wyborcow JK ma w tej chwuli malo przejmuje, a takze powody dlaczego strony brzydko ze soba rozmawiaja.
Odpowiedziałabym “Ja na pana również”
Bardzo żałuję, że życie pozagrobowe jest mało aktywne. Chciałabym, żeby stanął oko w oko z p. Mikołajską…
Mordechaju, chyba się nie do końca rozumiemy. Ja też mam dokładnie takie same obawy jak Ty, jak chodzi o ewentualną prezydenturę Kaczyńskiego, ale jeżeli zostałby wybrany, to nie uważam, żeby należało mu od razu podkładać nogę na zasadzie “im gorzej tym lepiej”. Rzucać mu się w objęcia nie mam zamiaru, ale robić za psuja tylko po to, żeby mu utrudnić życie, też nie muszę. Dopiero jak mi się czymś konkretnym narazi, to mogę warczeć.
A dlaczego uważam, że tak jest lepiej, to już Monika dobrze opisała, w związku z czym mogę sobie spokojnie iść obejrzeć drugą połowę bardzo dobrego meczu.
Ja jakos jestem pewna, ze pisia era juz sie skonczyla. Nawet jesli JK wygra za pomoca roznych trickow jeszcze tym razem to naprawde szybko straci popularnosc. W najgorszym wypadku utoruje to droge dla mniej prawicowego prezydenta w przyszlosci. JK okazal sie trudnym przeciwnikiem. Trzeba bylo przeciw niemu wyciagnac co mielismy najlepszego czyli Tuska.
Moniko, tez zalamywalam rece nad szczeroscia prof. Srody po pierwszej debacie, kiedy to mowila Piesiewiczowi jaki to ten Komorowski beznadziejny, ale co robic musimy na niego glosowac. W telewizji, na cala Polske. Takie rzeczy sie mowi publicznie dopiero po wyborach, kiedy swoj kandydat zwyciezy.
Co innego my tutaj w malym gronie. Chociaz i tak w paru sprawach Guardian nas podczytywal.
A kto mu noge podklada, Bobik? Jaaaa? A czekac az zrobi cos zlego tez mi sie nie chce. Znam go jako dzialacza polityznego nie od dzis i wiem, ze ubiega sie o to by dalej paralizowac prace rzadu i parlamentu - nie robi z tego tajemnicy. Bo Polska jest najwazniejsza, a Polska to ja - wedle Kaczynskiego.
I nigdy nikt na swiecie nie glosuje na idealnego kandydata. Wybiera sie zawsze tego, ktory najmniej bedzie psul.
W przypadku JK genialne slowa wypowiedzial prosty chlopak, Lech Walesa : oni sa zawsze o tylko destruktami.
Ale Holendrzy wycięli numer!
mylilem sie
mamy tylko 32° ( sprawdzilem slowo przedupaly nie istnieje, niewiedza nie jest usprawiedliwieniem
)
udaje sie na cisze przedwyborcza
pojawie sie jak bedzie czas swietowac (?) zwyciestwo (?????????)
p.s. Bobiku, wycieli, oj wycieli, za oknami vuvuzeluja
Rysiu, a w bezokoliczniku sprawdzałeś?
Już wiem, skąd się bierze psia łagodność. Po prostu psy wszelkie potrzeby krwiożercze załatwiają sobie w ramach oglądania piłki i potem już nie muszą.
Że Paweł z Gawłem niewymowne swoje
wciąż darli w biegu do stołków,
rzekła rodzina, co dosyć tych wojen
miała i obu matołków:
chcecie czerepy rubaszne rozwalać,
wiecznie podgryzać się chyłkiem,
to proszę bardzo, ale od nas z dala
i gaci bez, z gołym tyłkiem.
Bo wy krzyczycie “ach, ważne to sprawy!”
albo łapiecie za szable,
a my musimy przez wasze zabawy
płacić za ineksprymable.
Rysiu, o tej porze jeszcze zelują? To szewcy mają taki długi czas pracy?

Moze jak dzisiaj taka niespodzianka w pilce noznej, to juz wyczerpal sie limit niespodzianek na ten weekend (optymistyczna wersja czytania z fusow, a przy okazji kolejny dowod zbawiennego wplywu tego sportu na wszystko)?
Tak, Kroliku, przy tym samym wywiadzie zalamalam rece (przy okazji spoznione zyczenia dnio-kanadyjskie
).
A ja sie od wczoraj ciesze, ze W.S.Merwin zostal Poeta Laureatem. Tu zapis wywiadu z nim w PBS. Ostatni tom jego poezji, ‘The Shadow of Sirius” dostal Nagrode Pulitzera w dziedzinie poezji w zeszlym roku, juz druga w jego karierze. Wiele rzeczy, o ktorych mowi jest mi bardzo bliskich, w tym to, ze poezje trzeba dzieciom czytac jak najwczesniej. Wyjatkowo zasluzyl na to wyroznienie.
http://www.pbs.org/moyers/journal/06262009/transcript1.html
Moniko, może Twoje córcie będą ciekawe - http://wiadomosci.onet.pl/2193097,16,astronomiczne_odkrycie_polskich_gimnazjalistow,item.html
Dziekuje, Tereso.
Swietna wiadomosc. I jaka symetria, ze uczniowie, ktorzy dokonali odkrycia byli z Gimnazjum Miejskiego im. Mikolaja Kopernika! 
Bardzo ciekawa rozmowa, po ktorej czuje sie wytracona z koleiny, ale staram sie nie zastanawiac dlaczego.
Merwina ladnie tlumaczyl na polski Piotr Sommer - szikalam na polkach jego tomu przekladow “nowojorskiej szkoly”, ale nie moge znalezc.
Tak, oczywiscie, dzieciom nalezy zaczac czytac wiersze bardzo wczesnie, zanim wszystko rozumieja, a nawet kiedy bardzo neiwiele rozumieja. Ja slyszalam w domu bardzo wiele wierszy, jeszcze przed czwartym rokiem zycia, jescze na Syberii. Puszkin, Burns w przekladach S. Marszaka, Bialik, - to njawczesniejsze wspomnienia. Ale wtedy to, mam wrazenie, nie bylo niczym nadzwyczajnym, tylko w domach sie czytalo naglos. W radiu tez bylo duzo wierszy i leteratury.
Nie można powiedzieć, żeby futbol dzisiaj nie dostarczał emocji.
Zaraz znowu cisza wyborcza.
Czy ktoś jeszcze zdąży powiedzieć JAREK DÓPA
Nie, to nie. Dobranoc Państwu
Helena może zdążyć, bo u nich inny czas.

Ja nie zdążyłem, bo ciężko przeżywałem tragedię Ghany.
Pewnie Królik do moich łez się dołączy.
Też płaczę
Gyana żal mi szczególnie. Chyba strasznie ciężko dojść do ładu z tym, że się zawiodło nadzieje całego kontynentu.
I żal, że go już nie będzie na mistrzostwach, również z przyczyn estetycznych. To taka piękna twarz.
You know who is DUPA.
Jasne, wsie znajut, kotoryj car durak.
Bobiku, on grał znakomicie we wszystkich meczach. Wszechświatem może ktoś nie gra w kości, ale mniejszymi rzeczami, kto wie…
O, i teraz mnie puknęło, że kompletnie zapomniałem o przepisie na bliny carskie. Lecę po pergaminy.

Haneczko, grał świetnie, ale publiczność jest nieubłagana - na pewno najbardziej mu zapamiętają tego niestrzelonego karnego.
Mało publiczna jestem
Mialam malo nadziei na awans Ghany. Byli super i doszli bardzo wysoko. Nie ma co plakac. I wogole za duzo placzu i mazania sie na boisku jest na tym Mundialu. Tough it out! W hockeyu nikt nie ryczy na boisku jak male dzieci. Slyszycie Wlosi?
Powiem wam, ze w naszym domu kibicuje sie tradycyjnie Brazylii (gdzie jest andsol? czy w zalobie?), bo gra wychodzi im tak naturalnie czasem, jak taniec, ale ucieszylo mnie zwyciestwo malej Holandii. Uruguay tez w sumie gral super. Chyba bede stawiac na Niemcy, chociaz obudzili sie dopiero jak dokopali im Serbowie, ale tacy sa jacys szybcy i skoczni na boisku. Tez mam nadzieje, ze w pierwszej trojce bedzie Holandia. I Argentyna. Hmmm nie wrozy to dobrze Uruguayowi.
Okej, to teraz wreszcie bliny carskie. Przepis podstawowy, z monastyru, jest taki:
3 szklanki mąki gryczanej
2 szklanki mąki pszennej
5 dag drożdży
5 jaj
10 dag masła (roztopionego)
1 l mleka
1 łyżka soli
1 łyżka cukru
Przygotować rozczyn z połowy mąki, mleka i całości drożdży, zostawić do wyrośnięcia Do rozczynu dodać resztę składników - mleko, mąkę, roztopione masło, żółtka, sól, cukier, na końcu delikatnie domieszać białka ubite na pianę. Zostawić na 15-20 minut, potem smażyć małe (7-10 cm średnicy) bliny, po kilka na patelni (tak jak placki ziemniaczane).
) - od czysto gryczanej, poprzez pół na pół, do czysto pszennej i w każdej wersji były dobre. Drożdże brałem suszone i świetnie się sprawdzały - nie bawiłem się wtedy w żadne rozczyny z połowy, tylko od razu mieszałem wszystko i zostawiałem do wyrośnięcia, a pianę dodawałem tuż przed smażeniem. No i oczywiście nie zawsze robiłem aż tyle, ile w przepisie (to jest baaardzo duża porcja), ale on się świetnie dzieli przez 5, czyli można wszystkiego wziąć 2/5 albo 3/5.
A teraz uzupełnienia. Smażyłem te bliny w najróżniejszych proporcjach mąk (tzw. chożdienije po mukam
Bardzo ten przepis polecam, tylko nie jak się ma gości, bo zawsze w końcu wychodzi na to, że trzeba lecieć po kolejne jajka, drożdże, mleko, itd.
Króliku, pewne rzeczy są niemożliwe ze względu na układ tabeli rozgrywek. Jeżeli w pierwszej trójce Niemcy, to na pewno nie Argentyna i vice versa. Jeżeli Urugwaj, to nie Holandia. No i jeżeli Hiszpania, to na pewno nie Paragwaj.
There goes my perfect line up!
No wiec Niemcy, Holandia i Paragwaj. Moze byc?
W wygraną Paragwaju z Hiszpanią jakoś nie mogę uwierzyć. Ale w przypadku ich przegranej - Niemcy, Holandia, Hiszpania? Sama Europa? Niee, to by było jakoś nie w porządku. W końcu na tym Mundialu Europa wcale nie była taka znowu dominująca.
Ale nie chcę też powiedzieć Argentyna, Holandia, Hiszpania, bo Niemcy to jednak “nasi”.
Teraz sobie uświadomiłem, że teoretycznie istnieje możliwość finału Niemcy - Holandia. Wyobrażacie sobie, co by się wtedy działo w mojej okolicy, która jest ścisłym pograniczem niemiecko-holenderskim i mnóstwo ma takich kibiców, którzy mieszkają tu, a pracują tam i na odwrót?
Cos zaczyna podejrzewac, ze nie wszystko mi Bobik objasniles.
Np. co to sa “tabele”. Ale never mind. Wiem dosyc, zeby s uczonym widom mudrieca chranit’ molczanje w waznom sporie…
Mam nadzieje, ze moze ktos nas jeszcze zaskoczy. No i zawsze jakos dobrze kibicowac plucky little Holland.
Heleno, ak sie zastanawiam nad tym czemu teraz mniej sie razem czyta z dziecmi, i tak mi sie szybko pomyslalo, ze moze to troche wina obecnej segmentacji kultury popularnej na grupy wiekowe, a kiedys z braku innych atrakcji jednak i poezje, i powiesci w odcinkach tak sie czytalo, jak teraz sie moze jeszcze oglada rozne seriale telewizyjne, albo futbol, albo reality shows.
Bobiku, dziekuje za przepis na bliny, i za wskazowke co do dobrej podzielnosci. I na razie znikam na pierwszy rodzinny weekend od kilku tygodni.
Kilka jeszcze lat temu pracowalam dla child protection agency, dalo mi to okazje do wielu wizyt domowych. I od rodzin biednych po zamozne standard byl taki, ze kazde dziecko mialo swoj pokoj w nim swoj telewizor. Rodzice mieli swoj telewizor w family room, recreation room i w sypialni. Podobnie wszyscy czlonkowie rodziny mieli swoje komputery. Za wyjatkiem dzieci moze ponizej moze 10-ciu lat. Wiec wszyscy byli od siebie b. odizolowani i kazdy ogladal cos innego. Do tego zajecia pozalekcyjne, wieczne dojezdzanie samochodem, brak czasu na posilki, a co dopiero na czytanie.
Ja jako dziecko b. duzo czytalam, chociaz rodzice mi wlasciwie nie czytali, ale w domu bylo tylko radio, a telewizor rodzice kupili jak mialam 16 lat. Czytanie bylo po prostu popularne, wymienialo sie ksiazki, o ksiazkach sie mowilo, dostawalo sie ksiazki w prezencie. Musialam ukrywac niektore ksiazki przed ojcem. Pamietam jak mi zabral Slowka Boya, tego degenerata.
Bobiku wiec moze jednak Niemcy Holandia Argentyna mozliwe?
Tak, dzisiejszy swiat i dziecinstwo sa nierozpoznawalne w porownaniu z naszym. I zawsze cos za cos. Moje roze kwitna od maja do grudnia, ale nie maja zapachu. Podonie - pachnaca nicotiana, nie pachnie, ale kwiaty sa pootwoerane za dnia. Od lat szukam tej wieczornej, juz nie istnieje w przyrodzie.
Nie, Króliku, Niemcy grają jutro, tfu, dziś z Argentyną i ten, kto przegra, nie ma już szans na finał. Albo - albo.
To jest równocześnie podpowiedź dla Mordki, czym jest tabela rozgrywek. Ona określa kto z kim gra i kiedy i kto przechodzi dalej. Czyli jeżeli na obecnym etapie Niemcy grają z Argentyną, to tylko jedna z tych drużyn, ta wygrana, może brać udział w kolejnym etapie i dojść do finału.
Pachnąca nicotiana jeszcze istnieje w Niemczech. W tym roku jej nie mam, ale 2 lata temu miałem. I mam też herbacianą różę, która kwitnie przez całe lato i pachnie.
A czy ta nikotiana otwierala sie tylko noca, a za dnia wygladala jak zwiedla?
Dzień dobry
http://www.gala.pl/gwiazdy/wywiady/zobacz/artykul/elzbieta-dzikowska-jaka-ze-mnie-wanilia.html
Też dzień dobry.
Jestem w zasadzie pewien, że za chwilę słoń albo lew mi wylezie zza brzozy. Albo jakaś insza fauna dostosowana do obecnych temperatur.
Nie poszedł Bobik do Afryki, to przyszła Afryka do Bobika.
Mama z kolei wydaje się w afrykańską florę zmieniać. Co na nią spojrzę, to widzę małobaby.
Jesli jest rozlozystym małobabem, to OK. Mozna w jej cieniu spoczac.
Na małobabie też haubicę można powiesić, by zaznała trochę cienia - taki afrykański Kołobrzeg
Można też zawiesić skrzypce - taki afrykański Babilon
Ale cienia to mama za dużo nie rzuca
Za to rzuciła ziemię, skąd nasz ród…

A tata jak zechce może sobie zawsze rzucić kości.
Lubię Elę Dzikowską
Znam ją od lat i podziwiam jej niespożytą pozytywną energię. Też bym tak chciała, ale jestem za leniwa 
To powyższe to a propos linku Teresy. A co do rzucania kości, to nie widzę taty Bobika w takiej roli
Znany psychologiczny mechanizm, Pani Kierowniczko - najbardziej pożąda się owocu zakazanego lub niedostępnego. A jak zawsze można, to po co?
A co do niespożytej energii, to Kierownictwo niby mało ruchliwe?

Też jestem wstrząśnięta samokrytyką Kierownictwa (że niby leniwe)
A i podróży PK by starczyło, żeby obdzielić z pół blogu. Dowodem zdjęcia na Picassie
Bobiku, znajomy Polak, który też “rzucił ziemię” (a cień ma całkiem spory), opowiadał mi, jak w Kilonii na jakichś polskich uroczystościach rodacy śpiewali Rotę, nie ograniczając się do jednej zwrotki. Szczególnie zabawnie w ich ustach brzmiało: “ni dzieci nam germanił”
Kości zostały rzucone
gruchot od tego był spory
tak mąż porzucał swą żonę
bo w kościach miał niedobory…
Polak, Polak über alles!
Niemiec nie podskoczy wcale
ruski nie ma też co szukać
a pepiki do kaduka!
wszystkich obcych mamy w nosie
kisim się we własnym sosie…
Taaaak. Kierownitwo slynie z lenistwa i pewnej takiej nieruchawosci na cala Odesse z przyleglosciami nad Baltykiem.
Widzę, że nam się całkiem ładny idiom stwarza…
- Jak on wygląda?
- O, to facet ze sporym cieniem.
- A jego żona?
- Eee, chudzina taka, ledwo cień rzuca…
W tym kontekście nieźle brzmi: zacieniony

Żona w cieniu męża - oznacza już zupełnie co innego
Jakby ktos chcial cos w cieniu małobaba poczytac, to bardzi ciekawy jest Pacewicz* (w Opiniach GW), ktory dopiero dzis sie pokazal. Tlumaczy ladnie arytmetyke wyborcza i generalnie mowi to samo co ja - hehehe, dlatego ciekawy.
————————-
*az sie boje zlinkowac…
W obecnych warunkach atmosferycznych rzucanie cienia na żonę dowodzi troski mężowskiej troski.
Pojawiają się też pewne problemy językowe. Czy taki troskliwy, rzucający cień mąż, to jest może cienias?
I czy podcienia to są objawy niedowagi?
a co znaczy: wycieńczony
Wycieńczony = cienki Bolek
Moje lenistwo bardzo mi dziś dokucza. Snuję się już pół dnia, do roboty się nie zabieram, nie chce mi się nawet wyjść po zakupy…
Lenistwo? Ależ skąd
Jest Pani aktywna inaczej 
A komuż w taki upał chciałoby się do czegoś zabrać?

To by chyba były wręcz objawy jakiegoś zboczenia…
Widac Organizm tego potrzebuje, a Organizmu nalezy sluchac. Skoro nakazuje lezec do gory brzuchem i wsuwac lody, to woidac tak trza. Z Organizmem nie ma zartow, bo sie zemsci.
No, chyba, że jest to sałatka, którą rach ciach w trzy minutki i w zęby, i w zęby, i w zęby…

No dzięki Wam, że mnie wspieracie w lenistwie, ale wciąż niestety mam w pamięci tę górę roboty, która czeka i od której się nie wykręcę… chyba że rozdam innym
Szczodrość to ważna cecha każdego porządnego człowieka
Z górą roboty jak sobie radzić?

jednemu wsadzić
drugiemu wsadzić
trzeciemu wsadzić…
jak góra zniknie, świecie szeroki
jakie widoki…
Darmowego ludziska nie szanują, czasem nawet brać nie chcą. Żeby robotę upchnąć po ludziach, trzeba by ją sprzedawać za pewną opłatą, okazyjnie oczywiście, w megapromocji 100000%, ale jednak sprzedawać. Możemy, za pozwoleniem Gospodarza, postawić stragan obok Koszyczka, każdy wystawi co tam ma do zrobienia, i pod parasol.
Ponieważ cisza zapanowała i nie można pisać, kto dópa, to się powkurzam do Was na coś innego. Zjawisko to doprowadza mnie do szału od lat, ale wczoraj padłam jego ofiarą bezpośrednią. Chodzi o to, że kiedy osobnik płci męskiej (moje obserwacje dotyczą ludzi, ale może u psów i kotów podobnie to wygląda) robi coś głupiego, bądź coś mu się nie udaje, to robi to indywidualnie, we własnym imieniu. Kiedy coś takiego zdarza się kobiecie, to popełnia ona głupstwo w imieniu wszystkich kobiet świata. Stanowi żałosne potwierdzenie, że z pewnością wszystkie babki to idiotki.

Wiem nie od dziś, że zaburzam działanie niektórych urządzeń. Kiedyś, jako dziecko, miałam nawet zakaz dotykania telewizora i włączników światła, bo ilekroć ich dotknęłam, zawsze wysadzało bezpieczniki. Teraz tak źle już nie jest, ale nie mogę dogadać się na przykład z radiem i odtwarzaczem samochodowym, które to ustrojstwo działa pod warunkiem, że siedzę na tylnej kanapie. Kiedy siedzę za kierownicą lub na siedzeniu pasażera, radio nie odbiera lub trzeszczy, a odtwarzacz odtwarza jedynie oryginalne płyty, natomiast kopii zrobionych do samochodu już nie. Sprawdzone wielokrotnie. Na szczęście domowy laptop działa przy mnie lepiej niż przy mężu
Niestety, jestem niekompatybilna z urządzeniem na karty magnetyczne w myjni samochodowej. Karta włożona prawidłowo, ale nie może być odczytana. Czasem trzecia lub czwarta da się odczytać, ale wczoraj odpuściłam przy drugiej i poprosiłam człowieka z obsługi, żeby uruchomił myjnię. Włożył jedną z kart, które przy mnie nie dawały się czytać i pieprzone pudło zadziałało. Facet z obsługi, jak i inny koleś, czekający na swoją kolej do myjni, spojrzeli na mnie tak, jakbym miała IQ wróbla, a ten z obsługi raczył nawet wysączyć komentarz o tym, że karty należy prawidłowo wkładać. Na koniec wymienili rozbawione spojrzenia. Myślałam, że ich pogryzę. Nie pogryzłam, podziękowałam tylko uprzejmie za pomoc, ale właściwie żałuję, że nie pogryzłam
Może to jakieś pole magnetyczne czy ki diabeł?
Wciąż Duch Dziejów nam serwował
w narodowym sosie bitki,
twierdząc, że z nich ziemia, mowa,
oraz inne są pożytki.
Uwierzyła ludność cała,
że to z bitek naród wielki
i za Chiny już nie chciała
żadnych ruskich czy brukselki.
Bo od takich tryndów nowych
można przecież, panie dzieju,
całkiem się wynarodowić
i urazić Ducha Dziejów.
Choć już w dżinsach, bez kontusza,
choć z biletem do Berlina,
bitki pragnie polska dusza,
nie knedliczka albo blina.
Byle sos był jak się patrzy -
trochę soli, trochę roli,
trzech powstańców, dwóch tułaczy
i spirytystyczny stolik.
Ducha stracić to rzecz przykra,
jeszcze się przejadą na tym
ci, co pod unijny dyktat
z ostryg obgryzają gnaty.
Daliśmy się zrobić w konia!
Kto tak w głowach nam zabełtał?
jęknie durny makaroniarz
i niedobry, wrogi Teuton.
Po cośmy tę żabę jedli?
spyta kiedyś Francuz brzydki…
A my spoko, wiatr spod jedli
i te same ciągle bitki.
Vesper, na przyszły raz absolutnie pogryźć! W pewnych przypadkach nawet psy nie widzą lepszego wyjścia.
A tak ogólnie z Twoim spostrzeżeniem się zgadzam, ale do pewnego stopnia.
Według mnie chodzi o to, że ludzie stereotypowo reagują w sytuacjach, które ich już istniejące stereotypy myślowe im potwierdzają (i utwierdzają - taki rodzaj błędnego kółeczka). Tzn. gdyby ta historia z kartą zdarzyła się, powiedzmy, Rosjaninowi, to też spojrzano by na niego z góry, ale tym razem z podtekstem “wiadomo, Ruscy, cywilizacja jeszcze do nich nie dotarła”. Wystarczy, że da się kogoś zaliczyć do jakiejś grupy, na temat której ma się wyrobione zdanie i już można sobie radośnie zmniejszać dysonans poznawczy.
Swoją drogą, ten numer z zaburzaniem pracy urządzeń sam w sobie fascynujący.
Zwykle uprzedzenia vesper. Osoba ktora nalezy do grupy wobec ktorej nie ma uprzedzen popelnia czyn we wlasnym imieniu, jak slusznie zauwazylas, osoba nalezaca do grupy wobec ktorej sa uprzedzenia zawsze potwierdza albo umacnia te uprzedzenia. Z kobietami jest tak w innej dziedzinie. Wychowanie dzieci: jak go matka wychowala? A przeciez dziecko ma tez ojca, ale rzadko sie slyszy: jak go ojciec zle wychowal. Kierowanie samochodem: w Polsce jest rzeznia na drogach, bo mezczyzni jezdza brawurowo i po pijanemu, ale jak tylko cos sie stanie kobiecie, to zawsze jes t bo to baba za kierownica. Jak dobrze jedzie, to jedzie zupelnie nie jak baba. Takie gledzenie polglowkow doprowadza mnie do wysypki. Co mnie zdumiewa, ze czasem same kobiety to mowia!
Mozna tez kontynuowac z innymi uprzedzeniami i stereotypami ale nie chce sobie psuc humoru przed sniadaniem. Nie daj sie, vesper! Walcz sila i godnoscia osobista. Jestem po twojej stronie!
Wiersz Bobika w dziesiątkę…
Tak, zdecydowanie chodzi o uprzedzenia wobec określonych grup. A jako że kobiety są w Polsce najliczniejszą grupą, wobec której istnieją najsilniejsze uprzedzenia, zwłaszcza w kontekstach motoryzacyjnych, to sprawa wygląda jak wygląda. Najgorzej, że nie sposób z tym walczyć
Można się najwyżej nie przejmować i robić swoje.
Przypominam sobie niedawny komentarz Stanisława z blogu Kierowniczki, o kiepskiej grze pań w orkiestrach. To jest dokładnie to samo myślenie. Stanisław, dżentelmen wszakże przesympatyczny i darzący kobiety wielkim szacunkiem, wykazał się jednak w tym przypadku myśleniem stereotypowym.
Znikam na razie, bo muszę sobie wuwuzelę nastroić.
Dzisiaj nie wypada się pojawić w niemieckim pubie bez wuwuzeli. 
No ty popatrz! A jak moja Stara byla dzieckiem, to byla przekonana, ze we wszystkich orkietsrah na skrzypcach graja tylko kobiety - w srednim wieku, duze, wasate o semockim wygladzie.
A to dlatego, ze w pobliskim kinie, do ktorego czesto chodzila, przed kazdym seansem w foyer odbywal sie koncert miejscowej orkiestry, ktora grala kawalki z roznych oper i operetek. I tam byly trzy wasate siostry w sekcji smyczkowej. Tyle, ze Stara nie wiedziala jeszcze, ze to sa siostry, ale zawsze ja fascynowaly!
Stanislaw ma chyba corke. Dobrze, ze nie gra ona w orkiestrze.
To rycerstwo czasem (to nie do Stanislawa bron Boze) polega na traktowaniu kobiet jakby byly uposledzonym dzieckiem i moim zdaniem jest self-serving. Czasem skierowane wylacznie do kobiet na ktore ten rycerski mezczyzna ma po prostu chrapke, bo przeciez w domu nie odsuwa przy stole krzesla przy stole dla matki, siostry, zony czy corki, nie otwiera przed nimi drzwi do pokoju czy do lazienki, nie przypala papierosa itd…
Ja tam wole serdecznosc, zrozumienie i wspolczucie.
30 lat temu mowil mi o tych rycerskich obyczajach ze zdumieniem Meksykanin Alejandro robiacy w Polsce doktorat z ekonomii (???!!!), co tez to mezczyzna musi robic dla kobiety, a na zakonczenie dodal: “i tak jest az do slub”. Za sciana jego mieszkania mieszkala taka mloda para, ktora przed slubem troskliwy narzeczony po slubie maz tlukl na kwasne jablko.
Stanisław, o ile pamiętam, ma nawet dwie córki i syna. No i żonę, o której zawsze pisze Ukochana. I w ogóle jest bardzo w porządku, tym bardziej mnie tamta jego wypowiedź niemile zaskoczyła

Stereotypy mają to do siebie, że tak się wgryzają w podświadomość, że podgryziony nawet o tym nie wie
Ku pamięci mięci kupa…
http://www.tvn24.pl/-1,1663340,0,1,czlowiek–ktory-sie-sondazom-nie-klanial,wiadomosc.html
U Andsola zagwozdka, albo i nie, jak pewien gość w koło pisze u red. Passenta.
krolika zawiadamiam, że u mnie żałoby krótko trwają. Już jestem i uważam, że Holandii coś się należy mimo tego co ich przodkowie wyrabiali w Indonezji. I bawiłoby mnie gdyby półfinały były Urugwaj i trzy drużyny europejskie, a widzę, że jest przerwa i Niemcy dokładają Argentynie 1:0. A tak w ogóle jestem zaniknięty, bo wsiąkłem w ułamki ciągłe (continuous fractions, Kettenbruch). To bardziej pożera niż pirania. Ale jest nadzieja, że po wielu miesiącach człowiek podnosi głowę i mówi “ach. rozumiem”, ale rozumie coś zupełnie innego niz miał na myśli na początku.
Dzieje się. Bobik wróci głuchy, niemy i na noszach
Ten Tyminski startowal jako biznesmen z Kanady, ale w Kanadzie nikt o nim nie slyszal. Kiedys polonijna TV probowala go odwiedzic w domu w Toronto, ale przeganiala wszystkich gosposia, on z nikim nie chcial rozmawiac. Bedzie to po wsze czasy naszym narodowym wstydem, ze Tyminski wygral w wyborach z Mazowieckim. To takie antidotum na narodowa megalomanie. Z tym, ze w innych krajach tez niech sie wstydza vide: Silvio.
Andsol, gratuluje szukania z sukcesem pociechy w ulamkach i wogle zimnej futbolowej krwi, bo jak juz pisalam, dosyc tego mazgajstwa na boiskach tegorocznego Mundialu.
vierzunull
Haneczka to prorok jaki, czy co?
Istotnie wróciłem w stanie dość ostrym i na dodatek bardzo głodnym. Samo piwo jednak psa nie nakarmi 

I z cudowną zamianą piwa w wino. 
To, co się tu na ulicach, w domach i w knajpach dzieje, jest nie do opisania. Wydaje się, że jest jeszcze większe wariactwo, niż zwykle w takich przypadkach, ale to może przez wuwuzele.
Drugi mecz już w domu, z solidnym kotleciskiem.
Dramaturgia meczu Ghany z Urugwajem była wielka, niespotykana - w ostatniej sekundzie meczu niewykorzystany karny, co w konsekwencji wyeliminowało Ghanę, która miała tę szansę i grała wspaniały mecz. Mecz Niemców był wspaniałym pokazem całkiem nowego futbolu. Niemcy odrobili lekcję i nie dali pograć Argentynie, górowali w każdym elemencie gry, perfekcyjnie współpracowali ze sobą, mieli wszystko: technikę, szybkość, przegląd pola i co ważne - skuteczność. Zadziwia, że indywidualnie prezentowali nie gorszą technikę od Argentyny, z Serbią przeżyli najsłabszy dzień turnieju i teraz mogą przegrać tylko sami ze sobą. Dramaturgii ciąg dalszy - Hiszpania vs Paragwaj: dwa karne w odstępie pół minuty dla dwóch drużyn, oba niewykorzystane…
W końcu desperacka akcja zwycięskiej Hiszpanii, która w sumie zaprezentowała szerszy wachlarz zagrań i w niespotykany sposób - na raty - strzeliła bramkę po dwóch strzałach, w których były trzy słupki…
Mistrzostwa uważam za otwarte, dopiero w ćwierćfinałach futbol okazał swoją nieprzewidywalność.
Bede musial nauczyc sie tego na pamiec, zanim wyskocze jutro na dach garazu. Sroki ocipieja z wrazenia.
Ucz się Kocie ucz, bo nauka to do potęgi klucz…
Szkoda Paragwaju
Wszystkie bramki mnie ominęły, bo musiałam akurat wtedy być tam, gdzie powinnam 
Niemcy rzeczywiście świetni. W największej tajemnicy przyznam się, że oglądałam. W pracy
Znaczy się Urugwaj też leży w Europie? Czy dopiero będzie leżał?
Andsol, jak przegra, to będzie leżał w Afryce
Czy ktoś tak twierdzi, bo nie zauważyłem…
Ale faktycznie: wejście Urugwaju do Europy, zaplanowane jest na trzeci kwartał…
Nie wyłącznie, ale głównie dla Heleny http://wyborcza.pl/1,75480,8076960,Dzika_roza.html
A nie można by w ogóle wszystkich kontynentów przenieść do Europy? Podróżowanie by się zrobiło znacznie łatwiejsze, no i większą część żeglugi dalekomorskiej można by zlikwidować.
Mistrzostwa rzeczywiście dopiero teraz się zrobiły takie, jakie powinny być od początku. No, ale lepiej późno niż wcale.
Bobik, kontynenty niech sobie zostaną, wszystkie kraje przenieść trzeba. A potem wypierd…. jak który podskoczy…
Byłoby gdzie
Zostały trzy mecze, nie licząc o trzecie miejsce - jeśli będzie, bo nie wiem.
Zakładająć, że będą równie ciekawe, co ostatnie, to 6 meczów z 64 robi dosyć marne mistrzostwa…
Trzeba myśleć pozytywnie. Zważywszy, że mogło nie być ani jednego dobrego meczu na 64, możemy dobrą szóstkę uznać za i tak niezły wynik.

Przepraszam, siódemkę, bo mecz o 3 miejsce ma być.
No tośmy oglądali czternastoprocentowe miszczosfa….
14 procentów to miszczostfa winne. Do starej whisky trochę im brakuje, ale zawsze jednak trochę mocniejsze od piwa.
Dzieki, Haneczko, zaczelam to dzis czytac, ale jakos nie moglam jeszcze.
Na tym zdjeciu wyglada dokladnie tak, jaka ja zapamietalam z ostatniego spotkania - natknelysmy sie na siebie w Warszawie, w Czytelniku na Wiejskiej. Rozmawialysmy krotko, moze 5-10 minut, bo ja sie spieszylam na jakies spotkanie.
Winne miszczosfa?
Sherry, Pinot Noir i Malbec - o ile zaliczymy sherry do tyj kategorii - było nie było tysz wino…
G O O D L U C K ! ! !
Happy Independence Day!
Troche wychowania patryotycznego z Ulicy Sezamkowej:
http://www.youtube.com/watch?v=skkM2zPFPy0&feature=related
Mordko, mam wątpia zasuplone z obawy
Poprzednio chociaż widziałam frekwencję. Z obecnej dziupli nic nie widzę. Niech już będzie wieczór, najgorsza jest niepewność.
Haneczko, ja sie tez obudzilem pelen najgorszch obaw.
Czytam, ze frekwencja jest wyzsza niz 2 tygodnie temu.
To swiadczy o wiekszej mobilizcaji. Ale czyjej?
:trzesawka:
I tylko trzech w dupe pijanych przwewodniczacych komisji wyborczch z rana. Trzech na caly sredniej wielkosci europejski kraj! To tez swiadczy o mobilizacji, bless’em!

POlicja tez nie spi i juz zlapala jedna zbrodniarke:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8097012,Kioskarka_zlamala_cisze_wyborcza__Policja__sprawdzamy.html
Dzień dobry
Tutaj taka cisza przedwyborcza, że można by całkiem zapomnieć się zmobilizować. Ale na szczęście jest jeszcze internet, w którym cisza krzyczy. 

No dobra, już się zmobilizuję, dajcie się tylko kawy napić.
Independence Day to brzmi jakoś tak optymistycznie. Niech będzie naprawdę Happy!

Wychowując się patriotycznie z Orłem kliknąłem przy okazji na inny kawałek, którego nie mógłbym nie wrzucić. Przede wszystkim z myślą o Helenie i Monice, ale nie tylko.
http://www.youtube.com/watch?v=wYUBnHuYm5U&feature=related
Ooo, to moj ulubiony kawalek, zwlaszcza “I didn’t understand all of it, but I’m sure English people love it!”

Polecam Państwu - http://przewodnik.onet.pl/38,1660,1617724,0,1,artykul.html
A tu typowa michnikowszczyzna i neoboloszewia z Ulicy Sezamkowej pokazuje swoja umyslowa miernote z okazji 4 of July:
http://www.youtube.com/watch?v=M8zGB5BFTkg&feature=related
Wzruszylam sie, bo arcb. Zycinski glosowal dzis w budynku mojego liceum na Podwalu, gdzie obecnie miesci sie jakis zespol szkol ekonomicznych. A jeszcze uswiadomilam sobie, ze w moich czasach w Lublinie najblizszy tej szkoly punkt wyborczy miescil sie w slynnej lubelskiej Chachmei Jesziwa, gdzie rezydowal wowczas Instytut Medycyny Pracy i Higieny Wsi - pierwasza praca mego Ojca w Lublinie, z ktorej wywalono go za podanie prawdziwych statystyk chorob zakaznych w Polsce w naukowej pracy opublikowanej w jakims zachodnim periodyku medycznym.
Na Fourth of July - Stars & Stripes Forever gra sam Vladimir Horowitz:
http://www.youtube.com/watch?v=2uNh3Um7LaM&feature=related
Jakaz on ma nieziemska, piekna twarz starego Aniola!
Czytalam gdzies, ze Horovitz w mlodosci “leczyl sie” z homoseksualizmu eleltrowstrzasami, ale o dziwo! nie wyleczyl sie, wiec jakos to wysublimowal i ozenil sie z Wanda T.
A ja wlasnie doszlam do statystycznego wniosku, ze niezaleznie od tego, kto zostanie wybrany, zostanie wybrany maxi 25-30% glosow spoleczenstwa. Bo statystyczne 40-50% ma to z drugiej strony brzucha, a statystyczne 50-60% glosujacych i tak lacno by sie wzajemnie pozabijalo (zwlaszcza zwolennicy jednego z dwoch panow na litere Ka)
Caly szkopul w tym, ze jak slusznie zauwazyl Bobik, na jednego z kandydatow nie glosuje zaden z naszych rozmowcow, ani statystycznych, ani niestatystycznych… Niewidzialne jakies, czy cus…
A co tam, tez Wam sie nalezy moj poranny dialog wyborczy:
Autentyczny, sprowokowany
Pod oknem Instytutu Polskiego, w aureoli swiatla, stoi dragal krzywogeby, chudy jak szparag i wyprezony. W wieku zdecydowanie postpoborowym.
Na pierwsi dynda mu karteluszek z napisem: “Maz zaufania”
- Prosze Pana, a gdyby na Pana miejscu byla kobieta, to nazywalaby sie zona zaufania? pytam, robiac oczy dziewicy nieskalanej i niewinnej do bolu
Chlopine zatkalo
- E, nie prosze Pani, pewnie tez maz. Na pewno maz…
- A, to znaczy zaufanie poslubia tylko facetow? Czyli do facetow nie mozna miec zaufania?
- No nie, to nie tak
- No to dlaczego tylko maz?
- Wie Pani, nie wiem.
- No widzi Pan, sam Pan ma wypisane, ze maz a zaufanie to dwie rozne bajki. Inaczej byloby “Maz zaufany”. A moze i “Maz z zaufaniem”?
W tym momencie perlistym smiechem parsknela Pani Czlonek Komisji Wyborczej, przed ktora lezal nedzny stosik list z dosc jednak rzadkimi w porownaniu z litera Ka nazwiskami na litere Gie
Szparag sie splonil i wyprezyl jeszce bardziej
Inchallah!
Bawcie się dalej jak najlepiej (na ile Wam się uda wobec wyborczej trzęsawki), a ja idę jechać do Kolonii.
Bobiku, jadę iść!
Idz jechac Bobiku,
Happy Independence Day dla Moniki!
U nas goraco, Krolowa nam sie troche z grzeje. Bedzie u mnie jutro.
Oczywiscie, ze “jade isc”.
Kiedys czytalam, jakie tortury musi przechodzic JKM w upale . Chodzi o jej stroje - musza one byc z w miare ciezkiego materialu, zeby nie podwiewalo spodnice i zeby silne swiatlo reflektorow nie przswietlalo jej az do bielizny. No i nie moga sie gniesc w upale. I musi zawsze miec rajstopy i wysokie obcasy.
Ale ona jest bardzo, bardzo dzielna. A jej matka majac powyzej stu lat wyszla ze szpotala po operacji na noge na wysokich obcasach. Tez nie bylo zmiluj.
God speed, Bobiku, w Twojej waznej misji.
U nas mozna bylo juz wczoraj glosowac, i na cale szczescie, bo dzisiaj juz moge sie oddac obgryzaniu paznokci i przygotowywaniu salatek na swiateczny piknik w parku. Ale pewnie nikt z nas nie przebije polskiej lekarki w Indiach, ktora przejechala 1000km, zeby zaglosowac w punkcie wyborczym w New Delhi. (Swoja droga, to rzeczywiscie powinno byc glosowanie listowne, albo przez bezpieczne polaczenie internetowe, jak juz pisala wczesniej Helena.)
A dzisiaj - Happy Fourth! - oby dla nas wszystkich.
Muppety z Orlem z Moral Majority przesliczne. Ja ostatnio mam z orlem klopoty, bo dzieci nauczyly sie tej pozy w jodze, i caly czas ja wszystkim zarzadzaja, a jest to poza przy ktorej latwo wywrocic sie na dziob (stoi sie na jednej nodze, jednoczesnie sie skrecajac w korkociag). Moze i dlatego przerozne patryjotysy tak latwo na dziob sie wywracaja…
A czy ta polska lekarka z Indii nie nazywala sie czasem dr Helena Pyz? Bo jesli tak, to jest to nadzwuczajna postac, swiecka zakonnica (cokolwiek to znaczy), prowadzaca samodzielnie osrodek dla tredowatych. A w dodatku chodaca na szczudlach po przebytym w dziecinmstwie polio.
Kiedy sluchala naszego radia w Indiach na krotkich falach, zaczela pisac do mnie listy, a pozniej spotkalysmy sie w Londynie, kiedy przyjechala na fundraising dla swojego osrodka.
To jest lamed wownik. Nigdy Heleny w zyciu nie zapomne. Byl o niej pare lat temy ladny artykul w Obcasach i zdjecie na okladce.
Ale moze to byla jakas inna lekarka?
O, tu, ma haslo w Wikipedii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Helena_Pyz
Tak, Heleno, to ona! Fascynujaca i piekna postac. Tym bardziej nie dziwie sie, ze te 1000km przejechala (na pewno nielatwo), bo to pasuje do takiej wlasnie osobowosci.
Wiedzialam!!!!
Tylko Helena takie numery! Na szczudlach!
Jej mlodsza siostra przed laty byla au pair u Stoppardow - Toma i Miriam i moja E. cytowala mi smieszny wierszyk jaki Stpppard napisal o “Miss Pyz”.
A dzis w nocy ogldalam pierwszy raz w zyciu wyrezyserowanego przez niego “Guildensterna i Rosencranza”. Nigdy nie widzialam tego ani na scenie ani na ekranie, choc kiedy pierwszy raz zjawilam sie w Nowym Jorku byl to najwiekszy hit off-Broadwayu. Czytalam to na studiach i bardzo mi sie podobalo, bo sam pomysl jest kapitalny aby opowiedziec Hamleta z perspektywy dwi epizodycznych ( i kompletnie wymiennch! )bohaterow dramatu. I tam wciaz dla mnie dzieja sie bardzo smieszne rzeczy jezykowo, i zabawnie zastosowane sa szekspirowskie “lustra” i teatr w teatrze.
Ale ledwo dotryzmalam do konca filmu - juz tego sie nie da ogladac. Moze w teatrze byloby lepsze.
W teatrze lepsze, bo do tego potrzebna jest pewna konwencja sztucznosci. Widzialam swego czasu wersje studencka w Anglii, a potem, juz jakis czas temu tutaj, w Cambridge. Ekran telewizora za bardzo ciagnie w strone realizmu.
Mam nadzieje, ze nie rozgotowalam ziemniakow na salatke. Ale nawet Whole Foods czasem rozgotowuje, a potem sprzedaje taka packe jako “Old-Fashioned Potato Salad”. Zaraz zobaczymy, czy mi wyszla old-fashioned.
Przepis na austriacka salatke ziemniaczana. Moja siostra przywiozla go z Austrii wieki temu:
750 gr dosc malych ziemniakow w skorce
2 galazki tymianku
2 lyzeczki soli
1 mala posiekana cebulka/ lub trzy tzw green onions
1 lyzka cukru
pieprz
pol szklanki octu winnego lub z cydru jablkowego
cwierc szklanki oleju orzechowego lub rzepakowego
1 szklanka odchudzonego rosolu (cieply)
zielona pietruszka
Jeszcze cieple ugotowane w wodzie z sola i tymiankiem ziemniaki obrac i pokroic w plastry. Dodac wszystko inne i delikatnie wymieszac. Zajadac do wszystkiego. I nie jest to zadne austriackie gadanie!
No to u i u mnie już po niezagłosowaniu na Jarka.

Nie przyniosłem z punktu wyborczego takiej ładnej anegdoty jak Teresa, ale przyniosłem inną, bardzo bobiczą. Akurat kiedy podszedłem do stolika, pani z komisji odezwała się do koleżanki - słuchaj, idź szybko do bufetu, może jeszcze dostaniesz tę kiełbasę. - Wyborczą? - zapytałem z nadzieją, ale okazałą się, że pracowniczą i nie dla psa.
Dziekuje, Kroliku.
Przepis bardzo mi odpowiada, bo nie lubie tej salatki z majonezem, a wlasnie z takim cieplym (na poczatku) winegretem. Ziemniakow udalo mi sie nie rozgotowac mimo przerw na telefon.
Jeszcze jeden powod, Bobiku, zeby powaznie przemyslec sens ciszy wyborczej - jakby jej nie bylo, to do ostatniej chwili mozna byloby na kielbase wyborcza liczyc.
Sądząc po rozkładzie frekwencji, może być ciężko.
My właśnie po głosowaniu. Zosia zakreślała, wrzucała głosy do urny i beztrosko łamała ciszę wyborczą, zachwalając naszego kandydata
http://wyborcza.pl/1,75478,8098691,Wschod_poszedl_glosowac__A_miasta_.html
Vesper, nie dobijaj i tak ledwo zipię. Idę patrzeć.
Mamy Komorowskiego!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
vuvuzela…………..
poszedlem pojechac
dojechawszy poszedlem i wrzucilem
aby tak zostalo
Na razie 6,2 różnicy.
Wstrzymujemy oddech i nie wypuszczamy z siebie powietrza dopoki nie bedzie czarno na bialym w te lub wewte.
Ale wypić na tym wstrzymanym oddechu można?

No to chlup za niepotwierdzonego Bronka!
Wrecz nalezy, bo inaczej wybory uniewaznia.
Oj. Ojoj. Uffffffffffffffff.
I love you all,
Nie wiem, zaczynam naprawdę wątpić w inteligencję JK, on teraz publicznie przyznaje, że dzięki smolenskiej katastrofie udało mu się tak daleko dojść i ma dalej zamiar jechać na tym koniku. Mam nadzieje, ze media to odpowiednio zinterpretują.
No to dzisiaj na razie piccolo! Ale już teraz wstawmy dużego sekta do lodówki.
One step at a time, Panno Koto. Osiagnieciem juz jest, ze nauczyl sie usmiechac po porazce , a nie - jak jego brat - zarzucac GW ze zamordowala ksiedza Popieluszke czy cos tam takiego bylo…

Tak, zachował się jak trzeba - pogratulował zwycięzcy i zrobił dobrą minę do złej gry. Chyba zrobiliśmy zdecydowane postępy w dążeniu do normalności.
Jescze moze ucywilizyjemy watahe?

No nieeee, szczególnie o przegranych tak nie wypada…
W końcu wygląda na to, że możemy sobie pozwolić na wielkoduszność.
Zbigniew i Tytus Hołdys - http://polki.pl/viva_artykul,10019161,0.html .
Chociaż mówiłem: nie róbmy draki,
jak nie wygrają nasze chłopaki,
teraz radośnie merdam ogonkiem,
bo jednak bardziej byłem za Bronkiem.
Co zlego w tym aby miec ucywilizowana opozcje, usmiechnieta i zdolna do podstawowycvh gestow uprzejmosciowych?
Jestem za ucywilizowaniem i właśnie dlatego jestem też za tym, żeby dorzynanie watah i inne takie określenia zostawić barbarzyńcom.

Znaczy, nie żebyśmy się w ogóle wyzłośliwiać nie mieli, bo bez tego byłoby okropnie nudno, ale przynajmniej piszmy dópa przez ó z kreską.
Teraz coś niewyborowego. Jako wybitna artysta muzyczna daję czasami tu i ówdzie gościnne występy i dziś sobie pomyślałem, że właściwie na własnym blogu też mógłbym jakiś koncert powtórzyć.
Koncert zaraz czas zacząć… Bobik zastrzygł uchem,
skoczył i nader zgrabnie w locie złapał muchę
(bo rasowy artysta, jak go doszły słuchy,
na koncercie wystąpić nie może bez muchy),
odrzucił lok znad czoła, kurs bezbłędnie wziął ku
scenie, podwinął ogon i zasiadł na stołku,
po czym, wpatrzony w nuty niby w udko kurze,
z wdziękiem położył łapy dwie na klawiaturze
i zagrał… Pierwsze takty bobiczej muzyki
obudziły drzemiące w fotelach jamniki,
co psilharmonii będąc stale bywalcami,
siedziały w pierwszym rzędzie, przed innymi psami.
Zaczęło się szczekanie smętne i płaczliwe,
jakby na salę wpuścił ktoś borsuki żywe,
bo borsuk ma tak dziwną władzę nad jamnikiem,
że ten głos z siebie daje jak po strunach smykiem.
Od razu, nie czekając i nie myśląc wiele,
włączyły się z przeciągłym wyciem trzy spaniele,
które dźwięki umiały modulować świetnie,
przez to, że swemu panu podwędziły fletnię.
Za chwilę dog zaszczekał, najgrubiej jak da się,
głosem, co zdał wzorować się na kontrabasie,
setery ogonami posępnie zamiotły,
warcząc równo, miarowo, jak bębny lub kotły,
a wyżły, wspominając sznycle i kotlety,
tony z gardeł wydały słodkie niczym flety,
lecz zaraz ową słodkość zmącił pomruk srogi,
bo trąbiąc się do akcji włączyły buldogi.
Na to, gdy już zaczęły się numery dęte,
york z yorkową oboje gruchnęli lamentem,
co niejakie współczucie wzbudził między psami,
uspokoił nastroje i stopniowo zamilkł.
Bobik, ciągle na scenie i z muchą pod szyją,
czekał, kiedy się wszyscy wywarczą, wywyją,
wyszczekają… gdy wreszcie instynktu porywem
wyczuł, że teraz solo grać może prawdziwe,
to tak dał po klawiszach i tak się rozbrykał,
że aż przeszło po sali coś jak woń befsztyka
i każdy pies, co nie był na uszy kaleką,
szeptał w trwożnym zachwycie: Mistrzu, jeszcze deko!
Wtedy Bobik - artysta, koneser i smakosz -
się oblizał, wykonał swój ostatni akord
i za nic sobie mając brawa oraz bisy,
na pasztetówkę szybko pobiegł za kulisy.
Oddycham na pół gwizdka
pytanie do madrych ( to znaczy kazdego z Was ) na Bobik Blog,
dlaczego prawie polowa uprawnionych do glosowania olala
wybory? a co z “Polska jest najwazniejsza”. co lub kto odstrasza ludzi?
paryska Teresa slusznie dziwi sie , ze 25% wyborcow (8 mln tylu glosowalo na Komorowskiego) zadecyduje o tym kto zostanie prezydentem!!!!!!
p.s. gratulacje sztabowi wyborczemu pana Kaczynskiego, swietna robota !!!!!!!
p.s.2 gratulacje (zlosliwe) tez dla sztabu pana Komorowskiego, mieliscie na szczescie za malo czasu zeby zawalic wszystko, wezcie sie do pracy bo inaczej przegracie wybory do parlamentu w przyszlym roku
zmeczony przedupalem, upalem, poupalem
w objecia snu ide………..
O dorzynaniu watah, Pieseczku, nikt tu nie mowil, tylko o cywilizowaniu.
Co sie taki touchy-feely zrobiles?
Poza tym, nie spieszmy się jeszcze z tą wielkodusznością wobec przegranych:
http://wybory.gazeta.pl/wybory/1,106728,8100069,Pierwsze_czastkowe_wyniki__Komorowski_50_61_proc__.html
Watahy dopiero wyjdą z podziemia. One nie do dorżnięcia. Oj, będzie się działo.
Dobranoc wszystkim 
Rysiu, łagodnych objęć
A mnie się Palikot podoba: http://wyborcza.pl/10,82983,8099892,Janusz_Palikot__przegrala_Polska_proboszczow.html?bo=1
Może Komorowski wygra różnicą jednego głosu - http://wybory.wp.pl/kat,1025913,title,Znany-jasnowidz-juz-wie-kto-wygra-w-wyborach,wid,12433734,wiadomosc.html
Pierwsze wypowiedzi
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,8099783,_Boje_sie_mitu_falszowania_wyborow_.html:
Heleno, ja wiem, że o dorzynaniu to nie Ty, to kto inny.
Ale cywilizować możemy nie watahy, tylko np. cywilizowanych inaczej. 

Za co zresztą też nam się oberwie, że salon i wywyższanie.
Bobiku, coś nie wyszło, możesz naprawić?
Aaaa, dzięki!
Chyba pójdę spać, nim dostanę zawału: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,8100069,Pierwsze_czastkowe_wyniki__Komorowski_50_61_proc__.html
Pardon, dopiero teraz zauważyłam, że ten tytuł już tutaj egzystuje.
Rys! Ładne słowo: przedupałem! Można go na pewno szerzej zastosować.
Rozmowa z prof. Środą:
http://wyborcza.pl/1,107448,8098391,Wyborcza_dogrywka_na_zywo.html
Dobry materiał na krimi: http://www.arcor.de/content/aktuell/news_panorama/79586234,1,artikel,Mysteriöser+Unfall+mit+Leiche+im+Kofferraum.html
Dane PKW z 51,5% obwodów: frekwencja 54,18% Bronek 49,59% Jarek 50,41%

Tfu! PKW podało, że wygrywa o włos Kaczor (z 51,5 proc)

Łajza. I co teraz będzie?
Jestem wstrząśnięta, ale nie zaskoczona.
Vesper, dużo ludzi szło do wyboróhttp://wyborcza.pl/1,75248,8097525,_Szatan_Komorowski___Oburzajaca_agitacja_podczas_mszy.htmlw po mszy:
Bobiku, znowu mi coś przeskoczyło!
Będzie Polska powiatowa.
Nie tylko powiatowa. Będzie Polska męczenników, świętych, pomników, zniczów…..
I to będzie musiało wystarczyć zamiast reform.
Nie popadajmy w przesadę. Prezydent nie ma aż takiego wpływu na bieżącą politykę. Oczywiście, to by była katastrofa, ale jakoś przeżyjemy. Mam nadzieję, że dane z dużych miast skorygują ten ostatni wynik.
No, wyniki z 80,39% obwodów: frekwencja 54,82% Jarek 48,6% Bronek 51,32%. Tak już lepiej
Już mi odrobinę lepiej, ale ciągle mam trzęsionkę. Niepotrzebnie się napiłam…
Chyba wliczyli juz duze miasta. Tylko zeby znowu sie nie zmienilo. Zdecydowanie nerwowo sie robi.
Pan z PKW czyta: sześć MILIONY
Nie mogę, niestety, brać udziału w blogowej rozmowie, bo muszę telefonicznie zapobiegać zawałowi serca u Kota Mordechaja.
Biedne kocisko…
W mojej komisji prawie 77 proc. na Bronka
Sytuacja zmienia się z minuty na minutę. Z Mordechajem już dłużej nie mogę, bo aparat telefoniczny odmówił posłuszeństwa.
Oni mnie do grobu doprowadza
Jak szesc tysiecy, to i szesc miliony.
Kto do grobu doprowadzi - oni podliczacze głosów, czy oni telefoni?
A w ogóle - nie panikujmy. Przecież mamy w zanadrzu czarnego konia - Jadzię Staniszkis. Dane PKW mogą być niepewne, ale że Jadzia w prognozach się myli, jest zawsze pewne.
Ludzie, spokojnie, Niemcy już wygrali z Argentyną!
Dobra, dobra. Tradycyjnym sprawdzianem jak zwykle będą Holendrzy. Wiadomo, że najtrudniej wygrać z takim prawie swoim, a jednak nie całkiem swoim.
52,63 do 47,37. Następna konferencja PKW, finalna, po południu.
No proszę, a ja myślałem, że finał dopiero w niedzielę.

Ale tak czy owak, mówię Wam - na Jadzię można liczyć jak na Zawiszę. Który, ku ogólnemu zapomnieniu, miał przydomek Czarny.
Właśnie napisałam u siebie, i tu powtórzę, że to nawet dobrze, że jest prawie równowaga - bo PO będzie musiało zabrać się porządnie do roboty. Już Tusk powiedział coś o pokorze

No to dobranoc!
A, to się bardzo z Kierownictwem zgadzam, że PO w euforię i triumfalizm nie powinno popadać. O tym zresztą ten wpis - jeszcze przedwyborczy - napisałem, że ktokolwiek zostanie wybrany, to w praktyce połowa narodu będzie przeciw. I to koniecznie w dalszym przebiegu trzeba wziąć pod uwagę.
Tak, to są wyniki z 95% urny (odmiana jak “miliony”) i żeby to przeleciało na drugą stronę, ostatnie 5% musiałyby prawie w całości iść na Rycerza z Żoliboru.
Została tylko ostatnia broń: sfałszowane wybory. Ale przez kogo, komuchów czy Ruskich? Bo w tych wyborach Żydzi i masoni byli jakoś nieaktywny.
Andsol, Ty chyba życia nie znasz! Jak Żydzi i masoni spieprzyli robotę, to wiadomo, że wybory sfałszowali cykliści do spółki z Niemcami.
Wstyd! Dorosły facet, a głupio jak dziecko winnych szuka. I jeszcze na dodatek nie znajduje!
OK. Te wyniki beda mi musialy do jutra wystarczyc. Pojde sie przylozyc. :yawn:
Pewnie i mnie to spotka, szepnęła na to kotka…
wstalem i Bronek ciagle na czele
Wasz dramat przespalem
brykam z radosci (i to bez wstydu )

Poszłam spać po tych wynikach po 1 w nocy, trochę spokojniejsza, ale nie do końca. Obudziłam się o 5 z wrażeniem, że muszę coś natychmiast sprawdzić, po chwili do mnie dotarło, że muszę włączyć telewizor. I co za ulga, Bronek do przodu na tyle, że chyba można tego sekta dalej chłodzić.
Wstałam z trudem po tych pięciu godzinach snu (praca, misiu, praca…) i aż we łbie mi się zakręciło. A było iść spać zaraz po powrocie do domu i nie fundować sobie thrillera, jak widzimy - niepotrzebnie…
A andsolowi autorytatywnie powiem, że i Żydzi się przyłożyli. A co, nie poszłam głosować?
Pani Kierowniczko, sie wie, jak zwykle Zydzi, a pogoda ladna, plaza, woda, lody “Bambino”

niemiaszki w prasowych i RTV komentarzach z nieukrywana radoscia kometuja ” (…) . Sein(Komorowski-dop. rys)Erfolg ist ein Gewinn für Europa und Deutschland, (…)”
wygrana dla EUROPY i NIEMIEC !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
chyba wiec Zydzi, masoni i niemcy glosowali
nawet w pracy koledzy zadowoleni, (moze dostane kwiaty
) ale tez zdziwieni, ze “kartofel” szedl leb w leb
“Niemiaszki” mają szczególną sympatię do Tuska
Przez Tuskowego dziadka
Dzień dobry.
Miałem kilka niepolitycznych spraw do załatwienia, więc tylko po przebudzeniu sprawdziłem, czy “wsio normalno” i już żadnych komentarzy nie czytałem. Teraz sobie odbiję. 
Niemcy Tuska lubią i cenią, to fakt, ale też od bardzo chyba dawna żaden polski polityk nie był tu tak niepopularny, jak Kaczyński.
Tu komentarz Sąsiada - krótki a skuteczny.

http://www.polityka.pl/wybory/1507092,1,po-ii-turze-napiecie-opadlo-ale-pewnosci-nie-ma.read
Jeżeli Kaczyński, tak jak przewiduje Sąsiad, oprze swoją strategię polityczną na Smoleńsku, to może się na tym zdrowo przejechać. Ja prorokuję, że formuła Wielkiego Żałobnika zacznie się wkrótce po wyborach wyczerpywać. Większość ludzi będzie miała dość widzenia Smoleńska po każdym otwarciu lodówki. A i ciągła mobilizacja negatywna jest zbyt wyczerpująca psychicznie, żeby normalni ludzie to długo wytrzymali.
No, ale pożiwiom, uwidim.
No, patrzcie - znowu komentatorzy ściągają z naszego blogu

http://wybory.gazeta.pl/wybory/1,106728,8100531,Komentarze_po_wyborach__Komorowski_wygral_mimo_katastrofy.html
Tyle że u nas komentarze powyborcze w podobnym duchu były jeszcze przed wyborami.
Sasiad Sasiadem, ale gdzie sie, kurcze, ukrywa Pancia Profesorcia?
Strasznie jestem ciekaw jej naukowej ekspertyzy.
Pańci Profesorci jesteśmy winni duże piwo. W końcu gdyby nie zapowiedziała Jarkowego zwycięstwa, to Bronkowi by tak łatwo nie poszło.
Jak usłyszałam w przemówieniu JK o poległych i męczeńskiej śmierci, to mi się mdło zrobiło. Trzymał język za zębami przez całą kampanię, ale przy pierwszej okazji musiał to powiedzieć. Mam nadzieję, że będzie nadal uderzał w te tony, ze zdwojoną siłą, wszak musi odrobić milczenie na potrzeby kampanii. I mam nadzieję, że ludziom nadmiar smoleńszczyźnianej martyrologii się przeje.
Pancia Profesor juz wczoraj wTV gadala, ale bezwalecznie i bez
skrzydel ( moze Red Bulla podeslac)
POZNAN 72,3%
SZCZECIN 64,54%
MOI !!!!!!!!

bywajacym, piszycym i czytajacym, a szczegolnie tym ktorzy
posli, pojechali i glosowali ( obojetnie na kogo )
kwiaty od rysia
TUTAJ
O, widzę, że róże obrodziły w tym roku.
Czy tacy co mogli jednie bezsilnie kibicowac, majac zwiazane lapy, tez sobie moga uszczknac troche tego rozowego ziela, rysiu?
Ze Smoleńskiem na sztandarze rusza w drogę
ten kandydat, co go wybrać już nie mogę,
za to kroi się tradycja całkiem nowa:
rządzić będzie biżuteria pałacowa…
Choć przegrany, ciągle lud mobilizuje,
mami go mirażem i konfabuluje,
już po kątach słychać jęki i westchnienia:
znów nie wyszło, chyba jednak on jest cienias….
A zwycięzca jest ostrożny w wypowiedziach,
inna sprawa, że zbyt dużo też nie wiedział,
zaś first lady z dużym cieniem sugeruje,
może się żyrandol nam emancypuje…
Nie zapowie tu na dłużej nic spokoju,
nikt zgromadzonego też nie sprząta gnoju
a Europa nam ucieka - lud wciąż sarka,
na zabawy w piaskownicy Bronka, Jarka…
oczywiscie Londynski Kocie, i ci noc cala do sluchawki telefonu przyklejeni
zeen
koniec przerwy
Oj, zeenie, kazde Twoje slowo tchnie prawda. Ale tymczasem jednak - westchnienie ulgi.
Piasek? Zgoda, ale mówiąc między nami,
lud się także lubi bawić łopatkami.
Cóż by zrobić jeden z drugim mógł kandydat,
gdyby głosów chór znaczenia mu nie przydał?
Leszek z Olkiem, Jarek z Bronkiem i tak dalej,
bez poparcia psu na budę by się zdali.
Kto by mógł bez przeszkód swoją wciskać ściemę,
gdyby lud się wcale nie pchał do foremek?
Jako ten, co się nie zamknął w kurnej chacie,
tylko też w wyborczych bojach zdzierał gacie,
muszę przyznać, chociaż mnie to nie zachwyca -
naszym wspólnym dziełem jest ta piaskownica.
Rysiu, dzieki za piekne roze.
Mialam tu, przygotowany na wszelki wypadek gdyby to Pan Jaroslaw wygral, artykul ktory znakomicie oddaje to co kiedys pisalam: ze obydwaj kandydaci to w sumie dosc podobni, na prawo od centrum, politycy.
http://fullcomment.nationalpost.com/2010/07/03/christopher-hitchens-the-narcissism-of-small-differences/
No a teraz PO ma prezydenture i rzad i albo wezmie sie do roboty albo nie. Wybory do Sejmu w przyszlym roku pokaza. W razie czego bedzie na Pania Kierowniczke!
Dzień dobry
Mnie obudziło o 4:30. Telewizor powiedział, pan mąż otworzył pytająco jedno oko i można było wreszcie spokojnie zasnąć, ufff.
Widzę, że blady świt cieszył się wielkim powodzeniem
Ten “narcyzm małych różnic” staje się bardzo dobrze zrozumiały w ujęciu biologicznym - organizmy zamieszkujące jedną niszę ekologiczną są w stanie konkurencji czy walki, jeżeli potrzebują takich samych środków do życia, tzn. pożywienia, terytorium, partnera, itd. Bo jeśli żywią się czym innym, to nie mają o co konkurować i mogą się tolerować, czy nawet wchodzić w układy symbiotyczne. Mechanizm agresji wewnątrzgatunkowej jest zresztą znany od dawna i wielokrotnie opisywany.
Tu dość dobre streszczenie na ten temat:
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5416
O, popatrzcie, jak lud się łopatkami po łbach pierze.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88722,8100159,Klotnia_wyborcow_pod_Palacem_Prezydenckim.html
Nie zauwazylem tam policji. Pewnie musiala odpoczac po wczorajszej niebezpiecznej operacji lapania kioskarki, ktora zlamala cisze wyborcza .
komentarz do linki Bobika ( lopatki po lbach)
O, K….!!!!!!!!
tutaj cos na” temat”-koniecznie komentarze tez
http://pytania.wordpress.com/
Dyskusja z podnoszeniem glosu. Zrobilo sie swojsko.
Mysle, ze Hitchens, donoszac z roznych ognisk zapalnych globu, dobrze cala rzecz zauwazyl. A do artykulu z racjonalisty dorzucilabym juz najnowsze badania zachowan altruistycznych i empatycznych (niektore przeprowadzone w ostatniej dekadzie, juz po powstaniu tego artykulu), bo i one takze odzwierciedlaja “cechy wrodzone”, i daja pewna poprawke dla determinizmu biologicznego tylko w jedna strone. No i przynajmniej mozna powiedziec wrzeszczacym pod palacem panom, ze nie moga sie tak zupelnie schowac za Freuda i Wilsona.
(Paul Bloom, juz wspomniany tu przeze mnie psycholog z Yale, zajmujacy sie tymi tematami, twierdzi, ze gdy zaczal studiowac psychologie, byl umiarkowanym optymista, potem przeszedl na spory pesymizm, by w koncu, pod wplywem wynikow wlasnych badan i kolegow, dotrzec znowu do rownowagi miedzy pesymizmem i optymizmem. Ale w popularnej swiadomosci ciagle chyba kroluje freudyzm, i patrzac na scenki takie jak powyzej, nawet trudno sie temu tak dziwic…)
Rysiu, jakie piekne roze!
Oderwijcie się http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,8099545,Wpadki_na_maturze__przepis_na_gofry_zamiast_wypracowania.html
Psychiatry przy tym nie było.
Moje drogie kaszaloty,
moja stara dosyć ma,
ściągać swoje pasy cnoty,
każda mi tu chętnie da…
Pałac wciąga, pałac nęci,
bowiem władza to jest to,
ja tu będę prezydęcił
a ochłapy rzucał psom
Polska? A to dobre! Przecie
to dla mych polowań kraj
dobrze już wy o tym wiecie
i nie róbcie sobie jaj…
Fuzję mam przygotowaną,
na kaczory kulki też,
polowanie jutro z rana
a na obiad drób już jesz…
Na Jamajce to opiszą
bo tam prasa dobrze wie
gdzie ogóra dobrze kiszą
i gdzie można dobrze zjeść
Światowida pięć twarzyczek
chórem będzie śpiewać mi,
cztery ma? – jedną pożyczy,
do-re-mi-fa-sol-la-si!
skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie
chcieliście Bronka, no to go macie…
skumbrie w tomacie pstrąg
aleś narodzie wsiąkł….
No tak… z Jarkiem, ani chybi,
ten pstrąg nie byłby tak rybi,
ani skumbria ta, skubana,
tak w tomacie unurzana.
Słonko by świeciło jaśniej,
nikt nie nosiłby kufajki…
Gdzie tę wsadzić myśl? No właśnie.
W wersji light to między bajki.
Żeby Polska była Wolską
Jarek robił wszystko i
walił nawet o blat piąstką
lecz się nie spełniły sny
O potędze nieustannie
marzył Jarek wielki wódz
marzył chyba niestarannie
bowiem zgubił do niej klucz
W cieniu brata on zbyt długo
przechowywał swoją moc
tego cienia dostał smugą
jakby wzięli go pod koc
Niezliczone wierne rzesze
wodzić będzie wciąż za nos
on nie pójdzie nam w pielesze
wciąż przyrządza ostry sos
Tak waleczny to zawodnik,
że popalić jeszcze da
aż nam pospadają spodnie
bo on w Wolskę ciągle gra
Złóżmy się na emeryta
kupmy mu malutki kraj
będzie pierwszy do koryta
i niech tam urządza raj…
Rysiu, przez przypadek też trafiłem wczoraj na zlinkowany przez Ciebie tekst. I znacznie ciekawsza od wykłócania się, czy autor chciał dokopać Kaczorowi, wydała mi się ta anegdota na końcu, świadcząca o tym, że młodsze pokolenie w Niemczech na prymitywny nacjonalizm jest jednak dość impregnowane. Sądząc z moich obserwacji, średnie w większości też. I podejrzewam, że hasło wyborcze “Niemcy są najważniejsze” byłoby tu dla polityka gwoździem do trumny. A w Polsce przynajmniej dla połowy narodu było przekonujące (i nic tu nie zmienia wykręcanie - sorry, Mordko - kota ogonem, że rzekomo tylko w obliczu podziału społeczeństwa miała ta Polska być najważniejsza). Co więcej, nawet przeciwnicy polityczni Kaczyńskiego najwyraźniej uznali, że tego hasła w żaden sposób nie da się podważyć, podchodzili więc do niego na zasadzie “no tak, oczywiście, najważniejsza, tylko my mamy lepszy pomysł, jak jej zrobić dobrze”.
Dla mnie ta najważniejszość Polski to jest kompletny myślowy anachronizm, ale spróbowałbym to powiedzieć na - czyimkolwiek! - wiecu wyborczym…
Bardzo ciekawa uwaga, Bobiku! Gdyby sobie wyobrazić, że którekolwiek z Unijnych państw nagle w ramach kampanii zaczyna forsować siebie … Zgrzyt jak widelcem po szkle. A u nas nie. U nas spróbuj zasugerować, że interesy Polski jako części wspólnoty są ważniejsze niż te partykularne, to Cię zlinczują i wzywą od probrukselskich szpiegów
Jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie, zanim się zintegrujemy, zwłaszcza na poziomie mentalności.
Kraj dla Jarka? Myśl to miła
i kusząca, lecz - o rany,
czymże na to zasłużyła
ludność Malty lub Gujany?
Innym strzelę więc pomysłem,
który przebić będzie trudno,
by Jarkowi kupić wyspę,
nawet dużą - i bezludną.
Choć bezludna będzie wyspa
Ten, co ma od dawna kota
Zwoła widma, mity, strachy…
Bez nich umrze wszak patriota.
rysiu, jaka piekna ta roza!
Genialne sa Wasze dialogi!
Uwazam, ze co rzad powinien zrobic jak najszybciej to dopilnowac szkolenia pilotow. Takze pod wzgledem odpornosci na jakiekolwiek naciski, ktore bylyby odstepstwem od planu lotu lub podwyzszaly ryzyko. Tez musi byc wiecej przelatanych godzin i treningi w symulatorach roznych katastrof.
Jak pisano wiele razy w ciagu ostatnich kilku lat: Leszek Miller cudem wyszedl z katastrofy helikoptera, tragedia pilotow, ktorzy wylaczyli systemy samolotu CASA i podjeli ryzykowne ladowanie, i oczywiscie Smolensk.
Pewnie pilotujemy samoloty tak jak jezdzimy samochodami po polskich drogach, to musi sie zmienic.
W Bobiczym przedpalacowym linku jest wlasciwie tylko jeden taki bardzo wrzeszczacy histeryczny pan, reszta jest spokojna.
Mialam poswiecic jeden dzien na celebrowanie, ale nie moge sie powstrzymac.
Ta Polska jest najwazniejsza to nie jest za madre haslo. Jesli chodzi o otaczajacy swiat to jest to aroganckie mowic innym, ze ktorymi sie jedzie na jednym wozku, ze sa mniej wazni. Jesli chodzi o sprawy wewnetrzne to jasne, ze najwazniejsza, bo nie ma z kim konkurowac. Chyba, ze jak u Pawki Morozowa chodzi tu ze panstwo wazniejsze jest od jednostki czy wlasnej rodziny, ale to jest takie sowieckie gadanie. Mamy tego przyklad w USA gdzie grupa rosyjskich szpiegow uzywala nawet swoje (?) dzieci jako “decoy”, w swojej pracy ku chwale ojczyzny. Ciekawe co te dzieci musza teraz przezywac. Jeszcze inny z tych szpiegow, podajacy sie za Peruwianczyka, powiedzial, ze choc kocha swojego 17 -letniego syna to ojczyzne kocha bardziej. Niech sobie to dziecko teraz przepracuje.
Rece opadaja.
Nie bardzi rozumiem po jakie licho polskim oficjelom potrzebne sa samoloty rzadowe. Nawet angielska krolowa lata po swiecie samolotem rejsowym, podobnie rzad, ktory tylko bardzo rzadko czarteruje dla siebie samolot, korzystajac glownie z BA.
To prawda, ze w Ameryce istnieje samolot (niewielki) dla prezydenta -Airforce One, ktorym leci z nim zreszta zawsze caly korpus dziennikarski. Ale w wiekszosci krajow zachodu nie do pomyslenia jest taka instytucja jak “samolot rzadowy”.
To jest jakas pozostalosc po komunie, ze rzad musi latac wlasnym samolotem. W dzisiejszych czasach, kiedy nas, zwyklych ludzi namawia sie, aby samolotami latyac jak najrzadziej z powodow ekologicznych, rzad RP moglby zrezygnowac z takich apanazy i latac sobie pierwsza klasa normalnym samolotem.
Volare necesse est, administrare non est necesse.
Z pyska mi to wyjales!
Wyspę tak, pierwszego sortu
oraz bardzo dobry wikt
wyspę tak, ale bez portu
by nie dobił do niej nikt…
Niech samotność nie dokucza
a więc wszystkich wiernych tyż
niech na wiecach sobie huczą
czyli wraz z nim cały PiS…
Antywolscy wizjonerzy
Miło pomarzyć 
Eech jak marzyć, no to marzyć
kogo jeszcze pozbyć się
trza uważać, bo przydarzy
to się właśnie jeszcze mnie…
Zatem idźmy już na całość
(widzę ja ten oka błysk)
świat posiada wszak tę małość,
że zabraknie na nim wysp…
Skąd ta “polska najważniejszość”? Najpewniej z zaborów, z okupacji… Czkawka z czasów, kiedy Polski nie było.
Stąd też i ta “zaborowa” wyborcza mapa…
Nie tyle chodzi o integrację czy jej brak, co o wyleczenie się z kompleksów. Idiotycznych.
Zgadzam się Pani Kierowniczko, że zabory, okupacja, nie zgadzam się natomiast na idiotyczność kompleksów.
Kompleksy ma prawie każdy, źródłem ich są niezliczone sploty okoliczności i ich wpływ na psychikę. To nie jest nic idiotycznego, to obiektywna rzeczywistość.
A obiektywna rzeczywistość jest też taka, że przyzwoitość nakazuje czuć co najmniej skrępowanie w obliczu bardziej cywilizowanych krajów, kiedy ich obywatel wizytuje naszą ojczyznę potykając się na ulicach o leżących pijaczków a łeb ma poobijany latającymi w powietrzu kurwami.
A ojczyźniany kompleks Kaczor akurat celnie wykorzystywał, mając przy tym sporo racji obrazując jak narodowych interesów bronią Niemcy, Francuzi czy Anglicy choćby w kwestii dopłat dla rolników. Rząd Tuska nie potrafił sformułować inteligentnego przesłania w tym zakresie. Ostatni rząd, który zrobił to znakomicie, to Mazowieckiego: integracja, w przyszłości NATO, modernizacja technologiczna.
No dobrze, ale skąd ci pijaczkowie i te kurwy w powietrzu?
Właśnie stąd, że zamiast podnieść dupska i coś robić pławią się w beznadziei. W życiu z niej nie wyjdziemy, jeśli nie będziemy tego sami chcieli i nie poczynimy nic w tym kierunku.
Pewno, że nie wszystko od razu. Ale przynajmniej zacząć trzeba.
Zebrało mi się na moralizatorstwo, ale wścieka mnie taka postawa: jesteśmy beznadziejni, bo… jesteśmy beznadziejni. I dlatego jesteśmy wspaniali, dlatego Polska jest najważniejsza, a inni to pepiki, szwaby, żabojady, kałmuki? Coś się tu nie zgadza.
Znacie Państwo - http://wiadomosci.onet.pl/1617814,2678,1,rewolucja_na_antypodach,kioskart.html ?
Kaszpirowski tylko liczył i wiele osób przed telewizorami czadziało, Kaczyński zrobił sobie mantrę z “Polska jest najważniejsza”. W takich razach bardziej istotna jest intonacja i mowa ciała niż słowa. Z drugiej strony dobrze byłoby, żeby w przyszłości bzdurnych haseł nie było. Może nie będzie?
Wiecie, mnie się najgorsze wydaje nawet nie to, że mamy kompleksy, bo to się i innym narodom zdarza
, tylko że od lat, a może i wieków te same. I wciąż taki sam, też już dość niedzisiejszy, znajdujące wyraz. Dlatego mówiłem o anachronizmie myślowym. Bo nawet kompleksy mogą się z czasem zmieniać (czy nawet całkiem zanikać) pod wpływem przeżyć, doświadczeń, autoanalizy, itede, itepe. A u nas ugrzęzło jak czwórka Chełmońskiego w listopadowym błocku. 
To nie takie proste „zamiast podnieść dupska i coś robić pławią się w beznadziei”
Dobrze zdefiniował to właśnie Kaczor i dlatego wśród wykluczonych ma poparcie, posłużę się cytatem jednego z internautów: „…..Oczywistą rzeczą jest, że walka z Kaczyńskim i PiS wykoleiła zupełnie zdolność postrzegania rzeczywistości, w której lekarze są bezkarni, komornicy najlepiej opłacanym zawodem prawniczym, lączącym cechy prywatnej inicjatywy z urzędem publicznym, zaś Rzecznik Praw Obywatelskich impotentem, a członkowie Krajowej Rady Sądowniczej, tradycyjnie cynikami przymykającymi oko na korupcję w wymiarze sprawiedliwości. etc.”
W kwestii „pepiki, szwaby, żabojady, kałmuki” to działa znany z dowcipu mechanizm: w piekle jest podział na stojących w szambie i na ćwiczących w nim przysiady…
Nie jesteśmy beznadziejni , bywamy gorsi i bywamy lepsi, najczęściej zaś podobni. Beznadziejni trafiają się wszędzie. To prawda, że trzeba coś robić, ale po latach feudalizmu i zniewolenia niełatwo zbudować aktywność społeczną opartą na zaufaniu, o które wciąż trudno w obliczu niesprawności państwa w tak wielu obszarach.
zeenecku, ależ ja wiem, że nie jesteśmy beznadziejni. Mnie chodzi o to, co ci pijaczkowie sądzą. Ja się do nich nie zaliczam i większość tu piszących zapewne też nie, i myślę, że jest nas dużo więcej
Nie wiem, czy nie wmawiamy sobie, że ugrzęzło. Z przyzwyczajenia i przez zasiedzenie. Jakoś nikt nie próbuje nas sprawdzić. Upycha się nas w przaśnym grajdołku, który nijak nie przystaje do rzeczywistości. I garb nam po nic, i aureola niepotrzebna. Czemu brakuje odwagi, żeby to powiedzieć? Przecież mnóstwo nas żyje bez tego balastu.
Mnie sie nie wydaje, ze ci, ktorzy glosowali na Kaczke, czuli sie “wykluczeni”. Wykluczeni z czego? Z polowy spoleczenstwa? Przeciwnie, oni sie czuja sola ziemi. Ostoja “prawdziwych wartosi”. I oni TO wlasnie slysza od kaczora i od Radia Marja i w kosciele. A liberalna inteligencja tak sie boi tego “Ludu”, ze nawet nie reaguje specjalnie jak na jej oczach dzieja sie rzeczy straszne. Ile osob zareagowalo na wypowiedz Naszego Drogiego Meczennika Katynskiegi, kiedy wypowiadal sie na temat krzyzy w szkolach i urzedach? Ile osob go ofuknelo? Kto zareagowal (procz paru bab z orgabizacji kobiecych) kiedy redaktor jakiegos pisma nazwal Alicje Tysiac morderczynia, i powtorzyl to za nim Terlikowski? “Tam gdzie stalo ZOMO” jest puszna anegdota, ale przeciez to jest potwarz tak mosntrualna, ze nalezalo domagac sie glosno i jednoznacznie odwolania tych slow. W Parlamencie nalezalo sie domagac, bojkotowac i nie zapraszac do radia .
Kto i kiedy domagal sie ustapienia tego posla z PiSu, co namawial Beger do czegos tam, obiecujac jej bezkarnosc w sadzie? Przeciez wysmiewano sie z Beger, a nie uznano zlozobnej jej propozycji za szczyt korupcji!
Tak bedzie jak jest, dopoki tego Ludu nie zacznie sie wychowywac do demokracji. Tak, wychowywac! Do demokracji!
Haneczko, ale przecież w tym właśnie wic, że mnóstwo Polaków tego balastu nie ma i żyje w rzeczywistości mentalnej całkowicie nowoczesnej, ale jest też spora grupa takich, którzy ugrzęźli i zarzucają brak patriotyzmu każdemu, kto usiłuje go rozumieć inaczej niż w tych anachronicznych kategoriach. Stąd ten wcale niewyimaginowany podział na dwie Polski.
zeen ma oczywiście rację mówiąc o słabości i niesprawności państwa. Tylko czy można to zmienić przy pomocy dziewiętnastowiecznych schematów myślowych i zaśniedziałej retoryki? Albo zaklęć w rodzaju “Polska jest najważniejsza”, “Bóg, honor, ojczyzna”, “nie będzie Bruksela pluć nam w twarz”, za którymi nie idzie żadna konstruktywna propozycja jak to wszystko dopasować do europejskiej czy światowej rzeczywistości? Czy można wzmocnić państwo przez ustawiczne psucie jego struktur i utrudnianie obywatelom zrozumienia, na czym dobre funkcjonowanie nowoczesnego państwa polega? Bo przecież wysuwanie na pierwszy plan polityki historycznej i religijności, albo jawne lekceważenie dla prawa, kiedy jest z nim nie po drodze, raczej tego zrozumienia nie ułatwia.
Można się zastanowić nad bardzo w sumie prostą rzeczą: które państwa funkcjonują lepiej i skuteczniej? Czy te, nazwijmy to, pragmatyczne, które koncentrują się na rozwiązywaniu problemów, czy ideologiczne, skupiające się na obronie wartości? Niemcy, czy Korea Północna? Norwegia czy Iran? Wnioski chyba nasuwają się same.
Prawda, nawet w tych dobrze funkcjonujących państwach są grupy wykluczonych, potrzebujące swojej reprezentacji. Tylko że do tego wcale nie musi się używać narodowych czy religijnych haseł. Dlatego tak często tu na blogu mówimy o potrzebe silnej lewicy, która potrafiłaby interesy wykluczonych wyartykułować i o nie walczyć. Może uwolniłoby to wreszcie polską politykę od tego dziewiętnastowiecznego narodowego balastu.
http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/sprawa-dla-reportera/wideo/01072010/1963253
Zaryzykuję, pomądrzę się (czyt.: pogłupię).
Mity popękały. One mają pewien zakres wytrzymałości, ale zbyt wiele licha je opadło. W każdym społeczeństwie mitologie są pod presją zmian, ale zmiany można oswoić, odczarować, jeśli nie przychodzą chmarą. Mity w Stanach są od ich początku takie same (We, the people oraz In God we trust, niby sprzeczne, ale dobrze się uzupełniające) i są (były?) solidnym spoiwem w świecie szaleńczych zmian technologicznych. To właśnie słynny prowincjonalizm owego ludu, to nie chodzi o kowboja lecącego na bombie atomowej, ale o dzielnych chłopców w Iraku i zacnych turystów w Paryżu dziwiących się, że ludzie nie żyją normalnie, czyli jak u nas, w NJ czy WV.
Albo Francja ciągle jak za czasów Rewolucji narzekająca na mydlarzy i ich ceny oraz w gruncie rzeczy uwielbiająca królów, robiąca ich nawet z socjalistycznych prezydentów.
A u nas rozbito kraj, zlepiono kraj, szyto pomagające żyć bajki byle jak, wedle XIX-wiecznej mody (jak usunąć z naszej historii dziesięciu bajkopisów to zniknie połowa tego, co w naszym mniemaniu jest historią), i stare mity gwałtownie dowodziły swego niedostosowania do nowych ugrupowań społecznych w nowych miejscach, nowych granicach, nowych typach rodzin. Więc mity dostały kociokwika i trzymają się dziwnych korzeni. Pradziadkowie dzisiejszych młodych ludzi bełkotali “silni zwarci gotowi” a potem wstydzili się przyznać do tego. Dziadkom wpojono jakieś kaczany o “ziemiach odzyskanych”. Ojcowie na serio wierzą, że to JPII i Solidarność załatwili komunizm. Krótko mówiąc, wielcy jesteśmy i basta.
Nasza religijność nie wspiera etyki ale ją zastępuje, nasze ceremonie nie upiększają obyczajów ale są nimi. I to we wszystkim tak, całujemy ciągle panie w śliczne drobne rączki ale mamy je (nie rączki) gdzieś, chcemy mitu mocarnej Polski z historii ale Wrocławia też nie oddamy dziś Czechom itd. Strach myśleć, bo jak się zaczniej myśleć, trzeba będzie wyznać ignorancję. Niewiele wiemy o sąsiadach, jeszcze mniej o sobie.
Jak jest zawierucha, ludzie nie myślą co trzeba zmienić, ale jak robić, żeby było tak jak przedtem. W tym klimacie prymitywne mity cieszą się, że nadal są przydatne. A zwisają z nich teorie spiskowe do koloru, do wyboru, no bo jak my jesteś wielcy, a w dupę bierzemy, to czemu?
Tereso, o, tyle ja się tego naoglądałem…
A do mnie przyskoczyło z krócicą wołając: pieniądze albo życie.
No, może w nieco zmodyfikowanej wersji: aby obejrzeć ten program należy wnieść opłatę techniczną.
Z Francuzami to jest tak, że oni niezbędnie potrzebują do życia arystokracji, bo inaczej lud nie miałby jak dowodzić, że nie zapomniał o ideałach Rewolucji. Ale u nich naród nie jest pęknięty, bo zawsze w razie czego wszystkich pogodzi jakaś restauracja - z dobrym vin rouge.
Hmm, staram sie chwile pomyslec w straszliwym dzisiaj upale, i wychodzi mi cos takiego, ze pewnie nie mozna tak zupelnie natychmiastowo przeskoczyc paru kolejnych faz rozwojowych. Kraje Europy Zachodniej, do ktorych sie porownujemy mialy czas na bledy i slepe uliczki duzo wczesniej niz my (to jest czasem trudno przyznac, bo tak bardzo chcialoby sie juz byc pelnym czlonkiem dosc ekskluzywnego klubu). Najlepiej oczywiscie byloby uczyc sie na cudzych bledach, ale czesto jednak jest to bardzo trudne. Nie mowiac juz o tym, ze przeciez historii innych krajow, a nawet, nieco dokladniej, ich terazniejszosci tak sie dobrze nie zna, nawet jak juz wszedzie mozna pojechac tylko z dowodem osobistym (i nie kazdego stac). Na pewno winne sa i zabory, i koniec epoki feudalnej tak naprawde dopiero w drugiej polowie XIX wieku, i komunistyczna zamrazarka, i kolejne utraty elit. Przez to nagle znalezlismy sie ze swiadomoscia troche nie z tej epoki, przynajmniej u sporej czesci spoleczenstwa, co oczywiscie meczy i zlosci tych, ktorzy ze swoja swiadomoscia zdolali nadazyc pomimo niesprzyjajacych okolicznosci - czyli lepiej wyksztalconych i bardziej otwartych (a takich przeciez tez jest sporo, jak zauwazyla Haneczka). W koncu to troche interesujacy eksperyment - zrezygnowac z czesci wlasnej suwerennosci bardzo szybko po jej odzyskaniu. Wyspiarscy Anglicy tez mieli z tym swoje problemy, i Dania swego czasu tez (z innych powodow niz my, ale jednak). Moim zdaniem, byla to decyzja madra, ale cyniczni politycy graja umiejetnie na poczuciu niedosytu suwerennosci, ktory byc moze zostal u niektorych, i ktory dobrze sie wpasowuje w ogolna tradycje, nie tak zupelnie zawsze oparta na fikcji, ze inne kraje, czasem nasi sojusznicy, nas jakos zdradzili. No i dodatkowo, osoby, ktorym nie powiodlo sie ekonomicznie w nowym systemie (nie zawsze z ich winy, do czego takze nie zawsze chcemy sie przyznac, az w koncu zabiera sie za to za nas Naomi Klein, albo przypomina o tym Teresa S.), beda takze wietrzyc zdrade, i stana sie swietnym materialem dla tych samych politykow. W Stanach zreszta wystepuje dosc podobne zjawisko, teraz pod postacia Tea Party, ktora ma obecnie poparcie u juz okolo 20% spoleczenstwa amerykanskiego.
A z tym wychowywaniem Ludu, to owszem, ale jak wychowywac? W wychowywaniu dzieci obecnie sie raczej nawoluje do niewpadania w ciagle porowywanie dziecka do lepiej uczacego sie, czy lepiej zachowujacego sie rowiesnika, bo choc ta metoda kusi swoja prostota, to w koncu wywoluje wlasnie kompleksy, a nawet gorsze zachowanie i nadrabianie mina. Moze lepiej byloby postawic na nieco mniej polajanek wobec Ludu, a wymagania zaczac od siebie, np. w sferze walki o przyzwoite media publiczne, zeby ci, ktorzy wiekszosc swej wiedzy o swiecie i kraju czerpia z telewizji mieli lepsze zrodlo informacji o tym, jak jest gdzie indziej, i jak mogloby byc w Polsce, bez ciaglego pietnowania, ze sa zapoznieni i powinni szybko podciagnac skarpetki i wziac sie w garsc? Bo skutek czesto bywa odwrotny - tzn. wytwarza sie gleboka nieufnosc do “wywyzszajacych sie, pouczajacych wszystkich elit”, ktora potem skutecznie wykorzystuja sprytni politycy, przykladajac plaster na rany na narodowym ego… I kolko sie zamyka.
Zas o mitach amerykanskich, nadmienionych przy okazji przez andsola, odezwe sie innym razem, bo juz dzis za goraco. Dosc, ze nawet pozytywne mity w rekach cynicznych politykow i przy niedoinformowanym spoleczenstwie bywaja bardzo niebezpieczne…
A teraz na serio o mitach - ja bym się na pewno nie posunął do twierdzenia, że mity są w ogóle niepotrzebne i wszystkie należy od ręki zlikwidować ukazem. Ale historia wielu narodów pokazuje, że z mitami należy po prostu uważać, bo niektóre z nich, nawet te przez jakiś czas odgrywające pozytywną rolę, potrafią nagle przybrać oblicza szkaradne, czy wręcz demoniczne.
Nie jest prawdą, że mity są całkowicie niesterowalne i na ich obecność w życiu społeczeństw nie można wpływać. Że są jakąś tam “emanacją ducha narodowego”, albo czymś podobnie pokręconym i w związku z tym wyłącznie astralne ciało narodu mit podtrzymuje lub unicestwia. Nośność mitu jest jak najbardziej w doraźnych celach podkręcana lub wytłumiana przez polityków, ideologów, artystów, demagogów i innych takich.
Od wybranych przez nas polityków mamy prawa domagać się odpowiedzialności - również w obchodzeniu się z mitami. I jeśli nieustannie serwują nam ogromne porcje mitów szkodliwych, wołać głośno, że jest to spyża niestrawna. Bo politycy odchodzą, a nasze żołądki zostają.
He, he, Moniko, Łajza nie śpi, żeby spać mógł ktoś.
Oj, tak, Bobiku.
Dlatego tyle roznych lajz pisalo kiedys jako Szekspir William.
(Na wszelki wypadek jednak dorzuce, ze to sa z kolei mity okoloszekspirowskie, zreszta czesciowo zainspirowane snobizmem, bo jak taki zwykly przedstawiciel lower middle class smial pisac arcydziela? Tak mogli tylko pisac albo arystokraci, albo absolwenci Oxfordu, a najlepiej obie te kategorie w jednym.)
optymistyczny deszcz, mala przerwa od afrykanskiego
powietrza
tereny zielone nawodnione, rys moze brykac w zielen soczysta
brykam, fikam
linki do Helena 00:26
http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci/artykul/begergate;koniec;rzadu;kaczynskiego,207,0,187855.html
i tu
http://www.abendblatt.de/nachrichten/nachrichten-des-tages/article820639/Bestechungs-Skandal-in-Polen-versteckte-Kamera-lief-mit.html
oraz tu
http://www.pis.org.pl/unit.php?o=partia
Partia ma trzech wiceprezesów. Są nimi Marek Kuchciński, Adam Lipiński, i Zbigniew Ziobro.
raz korupcja-zawsze korupcja
kogo kupuje teraz pan Lipinski wiceprezes PIS?
i czy tak jak wtedy za pieniadze podatnikow?
Wczoraj wieczorem padlam ze zmeczenia w trakcie Waszej rozmowy, ale chce uzypelnic co powiedzialam. Oczywoscie, ze “nalezy zaczynac od siebie” i o to dokladnie mi chodzi - ze polskie warstwy wyksztalone, intelogencja - odpuscila, wycofala sie ze swej roli kulturotworzej, przestala byc wzorcem postepowania i zaczela sie przygladac wszystkiemu z boku, a nawet przyjmowac postawy, ktore dotad byly czesciej spotykane wsrod marginesu.
Dla mnie kompletnie przelomowym momentem byla historia tasm Renaty Beger - moze dlatego, ze bylam akurat wtedy w Polsce i obserwowalam to wtedy z bliska. Kiedy je pokazano w tv, powtarzalam : to jest koniec, to jest ostateczna kompromitacja tego rzadu i tej formacji. Uwazalam i dalej uwazam, ze prosta baba Beger zdobyla sie na nieslychany akt odwagi i integrity, zezwalajac na filmowanie rozmowy z prawa reka Jaroslawa Kaczynskiego, odslaniajac wlasna prawna vulnerability, odgrywajac idiotke.
I bardzo szybko sie okazalo, ze jej uczynek nie zasluguje w oczach tych warstw wyksztalcoych ani na szacunek, ani na obrone , a jedynie na drwiny i pogarde. Przypomniano wiec jej i “kurwiki w oczach” i nawet to, ze bedac juz w Sejmie, zaliczyla mature!!! Jej matura byla przedmiotem nieustajacej fali facecji w CALEJ polskiej prasie - HAHAHAHA! Beger poszla zdawac mature!
I oczywiscie sprawa tasm rozeszla sie po kosciach, rzad nie upadl, bo nikt nie domagal sie jego natychmiastowego ustapienia, oprocz politycznych konkurentow, ktorzy sami nie byli dostatecznie gotowi do macenia wody.
I to wszystko, to odpuszcznie, to przejmowanie przez inteligencje postaw z marginesu, nie stalo sie ostatnimi laty. To sie zaczelo duzo wczesniej. Sama zauwazylam to jeszcze na poczatku lat siedemdziesiatych, kiedy spotykalam sie z przyjaciolmi z Polski - ludzmi z paropokoleniowa tradycja inteligencka, z dyplomami od ilus pokolen. Sa to niejednokotnie dzis ludzie z najwyzszej polki “tworcow kultury”, zapraszani przed kamery, wydajacy glosne ksiazki, i tylko ja znam ich drobne podle i niegodziwe uczynki, ktore w pokoleniu ich riodzicow byly jeszcze nie do pomyslenia i ktore dla nich nie sa warte atramentu, zas moje zgorszenie swiadczy jedynie o naiwnosci i “braku elstycznosci”.
Jesli Ciemny Lud nie ma zadnuch wzorcow, do ktorych moze aspirowac (tak jak zawsze bylo), to oczywoscie sam dryfuje w strone marginesu, trzymajac sie kurczowo tego co uwaza za “tradcje”. Wtedy “tradycja” jest “obrona krzyzy” na Zwirowisku i protesty przeciwko Paradzie Gejowskiej Dumy, najlepiej z kamieniami w kieszeniach.
Heleno,
pisząc wykluczeni, miałem na mysli wykluczenie ekonomiczne, a co za tym idzie, dalsze wykluczenia ze społeczności. Chyba słyszałaś o beneficjentach przemian i o tych, którzy na nich nie skorzystali z różnych względów.
Słusznie zauważasz związek pomiędzy pozycją ekonomiczną a “prawdziwymi wartościami”.
Zjawisko ktoś opisał, nie pamiętam kto, ludzie z poczuciem krzywdy, bo nie skorzystali na przemianach, odwołują się do tych, którzy im w łatwy sposób tłumaczą skąd ich problem się wziął. I tu najczęściej następuje manipulacja, gdyż ludzie ci łakną bardzo wypełnienia pustki ideologicznej w jakiej sie znaleźli.
Dziś przyznają to najtwardsi liberałowie z prof. Balcerowiczem na czele, że błędem było forsowanie tempa przemian gospodarczych bez osłony prawnej dla tego procesu. Ani system prawny, ani społeczny nie były przygotowane na takie zjawiska jak masowe bezrobocie, konieczność przekwalifikowań, likwidacja PGR.
Nam tu w większości krzywda się nie dzieje, pamiętajmy jednak o okolicznościach tworzenia sporych obszarów biedy w srodowiskach, które niewielki miały wpływ na przemiany.
Paradoksem jest, że Solidarność popierała rząd, który forsował tempo przemian, wytwarzając przy okazji bezrobocie. Suma frustracji plus kilka haseł - z walką ze złodziejstwem (złodziejska prywatyzacja) na czele i mamy poparcie dla PiS. Pytanie brzmi - dlaczego lewica nie zagospodarowała tego obszaru? Odpowiedzi już tu padały, główną przyczyną były trupy w szafie…
A tak, a tak. Tu sie zgadzam.
Cóż to za dwór, gdzie tylko król
i błazen są rozgarnięci,
gdzie dworzan chór wśród pawich piór
a reszta – sami petenci…
Że król mądry, krótko powiem,
trudno uznać mi za skazę.
Gorzej, kiedy olej w głowie
ma w królestwie tylko błazen.
I dzień dobry.
No i Kot A.
Andsol, Bobik,
jeśli link do programu z 01.07. red. Elżbiety Jaworowicz “Sprawa dla reportera” się nie otwierać, proponuję w google wpisać: tvp1 sprawa dla reportera. Gdyby zaś i to okazało się nieskuteczne wyjaśniam, że szło mi o dwie wypowiedzi prof. Witolda Modzelewskiego, mianowicie:
- “Ten stanowi prawo, który je stosuje”, tu urzędnik przeprowadzający kontrolę w firemce dystybuującej olej opałowy (szkoda, że nie cukier, co byłoby bardziej czytelne).
- “Państwo pozornego legalizmu”, tak, tak, też o Polsce.
Obydwa reportaże prezentowane w programie są obłędne, a dzieją się naprawdę. Urzędnicy skarbowi liczą kary za błędy formalne w oświadczeniach klientów dustrybutorów oleju opałowego i ponoć już ich naliczyli na 3,5 mld zł (wszystkich dystrybutorów oleju opałowego jest 800), a sprawę określono “mafią paiwową”. Jedną firemkę np obciążono karą 8 mln zł. Wszystko po to by dystrubutorzy pilnowali żeby klient nabywający olej opałowy nie używał go jako oleju napędowego. Jakby sklep spożywczy miał pilnować by nabywca cukru nie produkował z niego bimbru (alkoholu), którego domowy wyrób jest zakazany.
W drugim przypadku dom zapisany przez umierającą matkę dzieciom został przejęty przez sprytnego “sąsiada, biznesmena”, bo sąd nie dopuścił do otwarcia testamentu, gdyż dzieci nie miały przedstawiciela. Ojciec dzieci znajdował się w szpitalu psychiatrycznym. Dzieci się pozbyto do rodzin zastępczych, zabrano je tam ze szkoły. Ojciec dzieci nie mógł ich reprezentować w sprawie testamentu, ale… mógł podpisać u notariusza akt jakoby sprzedaży majątku, wartego ponad milion złotych. W akcie notarialnym zapisano, że dom kwalifikuje się do kapitalnego remontu i ma 137 m2, gdy on ma 240 m2 i jest jak z pod igły. Zapisano też kwotę za jaką dom i posesja zostały sprzedane - 245 tys.zł. Ojciec mówi, że ów biznesmen obiecał opiekować się dziećmi. Pieniędzy nabywca sprzedającemu nie wpłacił, nawet tych 245 tys.zł. Prokurator przyjmie sprawę do rozpatrzenia… jeśli dzieci zwrócą biznesmenowi owe (zapisane w umowie kupna-sprzedaży) 245 tys.zł.
Takich spraw, znaczy nie do pomyślenia, są u nas tysiące i jedni na tym tracą wszystko, drudzy zyskują, pozostałym zaś skóra cierpnie, bo ich ciała prawidłowo odbierają komunikat, że też są zagrożeni, jeśli są ludźmi “z nikąd”.
Intelekt Kota jest z definicji

najwyższym możliwym stanem,
nie ma w nim miejsca dla prohibicji,
bowiem ma zawsze nalane…
Zeen, a umialbys mi to wyhaftowac krzyzykiem?
Bo Stara wlasnie odmowila, twierdzac, ze juz oczy nie te.
Mordko, nabrałeś nagle nabożeństwa do krzyżyka?

Bywa tak, jak w “Sprawie dla reportera”, bywa też inaczej, czyli normalnie. Program pani Jaworowicz zajmuje się (z reguły skutecznie) sprawami bulwersującymi i kuriozalnymi za razem i takie one właśnie są - kuriozalne. O większości sporów rozstrzyganych przed polskimi sądami nie ma potrzeby robić programów reporterskich, bo przebiegają one w granicach zdroworozsądkowych norm (czasem może norm rozszerzonych). Nie róbmy z Polski legalistycznej pustyni. Znam co najmniej kilkanaście spraw, w których normalny obywatel, człowiek z nikąd, bez przynależności do jakiejkolwiek grupy nacisku, wygrywa spory z państwowymi instytucjami. Znam też oczywiście takie, w których instytucje, z sądami włącznie, zdają się impregnowane na zdrowy rozsądek, ale pokażcie mi państwo, w którym do takich patologii nie dochodzi. W Polsce świadomość i kultura prawna jest jeszcze stosunkowo niska, choć to się zmienia. Nie ma jeszcze rozbudowanych instytucji obywatelskich, różnego rodzaju stowarzyszeń, gotowych służyć pomocą prawną, więc wiele osób nie może skorzystać z prawa dochodzenia swoich racji przed sądem, ale to też się zmienia. Może wolniej niż by się tego chciało, ale nie sądzę, byśmy byli legalistycznym Bantustanem.
No, troszke “bantustanem” jest - przynajmniej jesli chodzi o niespotykana raczej nigdze w swiecie kwestie ciagniecia sie spraw latami. Np. ta, o ktorej wiem od pierwszego dnia wniesienia jej do prokuratury ( o powazne malwersacje funduszow warszawskiej delegatury waszyngtonskiego Instytutu ds Wspierania Demokracji w Europie Wschoidniej - IDEE) czeka juz 8 lat na ROZPATRZENIE:
http://www.idee.org/liquidationIdee.html
Vesper,
nie zgadzam się, bo tych spraw jest tak wiele, nikt nie zdoła policzyć ile w roku, a Jaworowicz jedna, program półgodzinny i raz w tygodniu. Postaw się w sytuacji poszkodowanych, ich milony, bo z tysięcy różnych powodów, każdy zaś cynicznie wykorzystywany do imentu wskutek owego pozornego legalizmu. Bardzo celne określenie, bardzo.
Parę lat temu opowiadano mi o kontroli skarbowej w firmie, kiedy to polecono owej firmie zapłacić vat za dostawcę towaru, ponieważ ów dostawca go nie zapłacił, a nawet nie poksięgował faktur sprzedaży. Wyrzucał te faktury do kosza jakoby, zamiast się z nich rozliczać. Wiesz ile kosztuje udowadnianie, że się nie jest wielbłądem i że jedynie nielicznych na to stać? Że o stratach na zdrowiu nie wspomnę.
Ilu ludzi trafiło tą metodą straciło dach nad głową, a nawet trafiło do bezdomnych, ktoś wie?
Polskę krzyż łupie, to tyleż głupie,
że tu korzonków nie kupi,
zaś gdy się przyjrzeć pracy biskupiej,
to krzyż i łupie, i łupi…
Właściwie chciałem napisać dokładnie to, co Vesper. Prawda, że polską świadomość prawną tak ogólnie uważam za niewysoką (przydałoby się więcej seriali “okołoprawnych” w stylu anglosaskim zamiast “Plebanii”), ale znam kraje, gdzie jest znacznie gorzej, tzn. gdzie ustawy nie są warte papieru, na którym zostały spisane, a w praktyce prawo i tak stanowi doraźnie urzędnik czy kacyk. No i nie ukrywajmy - nawet w bardzo legalistycznych krajach prawo znacznie częściej staje po stronie bogatych i sprytnych. I bardzo wątpię, żeby to zjawisko kiedykolwiek całkiem zanikło. Może być tylko rzadsze i mniej dojmujące, właśnie dzięki podnoszeniu kultury prawnej społeczeństwa.
Na serio szczekam - “Law and Order” zamiast “Plebanii”, “Boston Legal” zamiast “Kiepskich”.
A tu jeszcze dorzucam ciekawa hustorie tej Fundacji i malwersacji jej funbuszy przez dwie Panie z Towarzystwa i inteligenckich rodzin:
http://www.idee.org/report%20of%20zofia_liquidation%20of%20IDEE_pol.html
Tereso, sorry, ale w legalistycznym kraju, w którym mieszkam, rozsądny właściciel najmniejszej nawet firmy albo przed jej założeniem dokładnie zapoznaje się z wszelkimi przepisami, które mogą go dotyczyć, albo w koszt inwestycji wlicza adwokata i doradcę podatkowego, a jak mu z kalkulacji wychodzi, że go na nich nie stać, to z założenia firmy rezygnuje, bo wie, że może popłynąć.
Oczywiście bywają też nierozsądni właściciele firm, ale o to trudno winić stan prawny państwa.
Heleno, Niemcy są krajem znacznie bogatszym (co ma niewątpliwy wpływ na funkcjonowanie sądownictwa), a i tu pewne sprawy potrafią się ciągnąć latami. Zwłaszcza mało prestiżowe, jak np. azylowe. Znam rodziny, które już 10 lat czekają…
Ale chyba nie siedemnascie jak w wypadku sprawy o inwigilacji prawicy. Sprawa Nieznalskiej ciagnela sie bodaj 11 lat.
Przecioaganie spraw azylowych w sadach jest czesto na korzysc azylanta - z mojego doswiadczenia tutejszego, choc nie trwaja one zazwyczaj dluzej niz poltpra-dwa lata i sa swiadomie odwlekane przez adwokatow azylanta.
Nie wydaje mi sie tez, by wieloletnie odlegiwanie sie sprawy w sadzie bylo skitkiem ubostwa panstwa. Raczej zlego systemu sadowniczego i braku nalezytej ochrony prawnej obywatela. Przeciez niektorzy podejrzani.nieskazani latami siedza w areszcie. Pobyt w areszcie jest podobno drozszy niz w hotelu pieciogwaizdkowym.
Bobik,
Teresa ma rację. Dziś to odbywa się tak: radny PO ma informacje o organizowanych przetargach na usługi miejskie, ma też swojego faworyta, którym jest kolega partyjny prowadzący działalność w potrzebnej dziedzinie. Kłopot stanowi stający do przetargu konkurent, oferujący atrakcyjne warunki. Co radny robi? On nie łamie prawa, a skąd! On dyskretnie nasyła kontrolę skarbową na konkurenta kolegi, sugerując ukrywanie obrotów itp.
Urzędnik zawsze znajdzie, jak chce i taka firma postawiona w podejrzenia, eliminowana jest z przetargu.
To skuteczny sposób. Kolega wygrywa, firma konkurenta latami się wyplątuje z podejrzeń lub wcześniej plajtuje.
Takich przypadków znalazłem w ostatnim półroczu ok. 20.
Rozsądek tu nie ma nic do rzeczy, żeden prawnik nie pomoże.
Tereso, ja nie mówię, że nie tak nie jest, ale są również liczne przykłady na dobre funkcjonowanie istytucji prawnych, tylko jak każdy dobry przykład, mało sa one medialne. Nie odmawiaj mi, proszę, zdolności empatii z poszkodowanymi. Mam ją i to dość rozbudowaną. Nie mogę się jednak zgodzić z tak jednostronnym obrazem polskiej rzeczywistości sądowniczej, choć co do diagnozy, że dobrze nie jest, w zasadzie się zgadzam. I wierz mi, szlag mnie trafia za każdym razem, kiedy widzę, jak nieprzygotowany, spóźniony na rozprawę sędzia, orzeka w ważnych ludzkich sprawach, kiedy nawet nie kryje się z tym, że do akt nawet nie zajrzał, ale reaguje wielką obrazą, gdy poczynić do tego aluzję. Sądy niższych instancji w tym celują. Ale im wyżej, tym większy skok jakościowy i o tym też warto wspominać, bo jeśli stosować urawniłowkę i wszystko potępiać w czambuł, to na szerszą skalę jest to demotywujące i pogłębiające poczucie beznadziei.
Zeenie, każdy zna takie przykłady z własnego otoczenia, ale proporcje przetargów ustawianych do rzetelnych zmieniają się na korzyść tych ostatnich, zwłaszcza od czasu, kiedy firmy startują do przetargów wraz z kredytującymi je bankami w ramach programów partnerstwa publiczno-prywatnego. Rodzaj korupcji, o którym piszesz, jest w tych warunkach znacznie utrudniony. Może za wcześnie jest twierdzić, że odchodzi do niechlubnej historii, ale przekonanie Polaków o stopniu skorumpowania jest nieproporcjonalnie duże do rzeczywistości. Pod tym względem zdecydowanie się ucywilizowaliśmy.
Chwileczkie - ja tu nie chcę sprawiać wrażenia, że jestem zachwycony stanem polskiego sądownictwa, bo nie jestem. Staram się tylko zachowywać pewne proporcje i nie mieszać pewnych rzeczy.
Ubóstwo lub bogactwo państwa na działanie systemu prawnego ma wpływ niewątpliwy. Bogatsze państwa stać nie tylko na zatrudnienie większej liczby ludzi w prokuraturze i sądaownictwie, czy na lepsze ich opłacanie, ale i na zapewnienie solidnego wsparcia prawnego mniej zamożnym obywatelom. To wszystko mam wpływ na funkcjonowanie całego systemu, włącznie z możliwościami jego lepszego zorganizowania.
To, co zeen opisuje, jest oczywiście skandaliczne, ale chyba nie wynika tylko ze stanu sądownictwa, bo takie sprawy najczęściej do sądów w ogóle nie docierają. Wiadomo też, jak trudno je udowodnić, bo wszyscy zainteresowani trzymają buzie na kłódkę. I jeżeli takie machloje są nagminne, mimo ustaw korupcyjnych, to według mnie jednak warto się zastanowić również nad świadomością prawną społeczeństwa, nie tylko nad stanem sądownictwa.
Dlaczego w Niemczech większości ludzi nie przychodzi do głowy, żeby wziąć lub dać łapówkę? Wcale nie dlatego, że się boją kary czy kontroli. Nie zauważyłem tu jakichś szczególnych kontroli antykorupcyjnych. Nie przychodzi dlatego, że tego po prostu “się nie robi”, a przy tym wiadomo, że urzędnik prawie na pewno tej łapówki nie weźmie. Dlaczego polityk nie zatrudni na ciepłej posadce śwagra lub kuzyna? Nie dlatego, że pójdzie siedzieć, jak to wyjdzie, tylko dlatego, że byłby skończony dla opinii publicznej i z dalszą karierą mógłby się pożegnać.
Nie o to chodzi, że bronię niewydolnego systemu sądowniczego, bo walczyć o jego usprawnianie też warto. Tylko że sądy za nas wszystkiego nie załatwią. Jak długo na pewnego typu machlojki czy zachowania będzie społeczne przyzwolenie, tak długo prawo nie potrafi ich skutecznie wyeliminować.
Przepraszam, że nie na temat, ale bulwersuje mnie nowa pisownia niektórych polskich słów, także i na tym blogu, i już doprawdy zaczynam wątpić, kiedy czytam “z kąd, z tąd, z nikąd, z tamtąd…”
A z kąd że znowu 
Czy moje przyzwyczajenie do skąd, stąd, stamtąd, znikąd, jest już archaiczne?
Z tąd do wieczności?
Cubalibre, masz racje co do pisowni “skad”, “stad”, ale wazniejsze jest, chyba, ze rozmawiamy nie obawiajac sie czerwonego dlugopisu z poprawkami ortografii, stylu czy zwiazku zgody. Nie? Bo zaczne sie bac!
Heh, Heleno, nie bądź taka bojaźliwa
Przecież nie czepiam się ani literówek, ani żadnych innych błędów
Ja po prostu zaczynam wątpić, bo tyle razy spotykam te “z kąd”, że już nie wiem, co jest prawidłowe
I tyle.
Cubalibre, jak o mnie osobiście chodzi, to do ortografii mam raczej stosunek stąd-dotąd i staram się na własną łapę nie rozszerzać dowolnie jej reguł.
Ale skądinąd wiem, jakim problemem potrafi być np. ciężka postać dysleksji, czy pewne schorzenia wzroku, a w pewnych przypadkach także długotrwały pobyt za granicą i brak codziennego kontaktu z polszczyzną. Pisze się wtedy z błędami nie dlatego, że się prawidłową pisownię, bądź współblogowiczów lekceważy, tylko dlatego, że się inaczej nie potrafi, mimo wszelkich wysiłków.


I przykro by mi było, gdyby dyslektycy czy astygmatycy mieli poczucie, że ze względu na swój feler nie powinni zabierać głosu na blogach. Bo przecież oni nie mają mniej (albo mniej sensownie) do powiedzenia tylko przez to, że nigdy nie są pewni, czy powinni pisać stamtąd, czy z tamtąd.
Oczywiście, możemy podkreślić, że prawidłowo jest stąd, stamtąd i znikąd. I może nawet dyslektyk to zapamięta - ale zaraz zrobi błąd w innym miejscu.
Dyslektycy mieli już wystarczająco trudne życie w szkole, więc może chociaż na blogach miejmy dla nich trochę wyrozumiałości.
Masz rację, Cubalibre. Zważywszy jednak na tempo wymiany komentarzy, średnia poprawnościowa na tym blogu i tak jest wyższa od przeciętnej. Chyba nie chodzi nam o to, by powstrzymywac się od szybkiej reakcji na czyjś głos, ze strachu przed literówką czy spacją nie w tym miejscu, gdzie trzeba. Nie zawsze jest czas na przeglądanie tego, co się napisało, choć to pewnie żaden powód do dumy.
Co do meritum. Też jestem jak najdalsza od zachwytu, ale uważam, że jednostronne myślenie i komentowanie rzeczywistości prowadzi do utrwalania patologii. Zdajemy się nie zauważać zmian i bez względu na fakty nadal twierdzić, że jest beznadziejnie i gorzej być nie może. Od takiego postrzegania spraw już tylko krok do stwierdzenia, że nie warto wkraczać na drogę prawną w rozstrzyganiu sporów, bo będzie się ciągnąć latami, bo korupcja, bo i tak nic nie wskóram. A tymczasem, bliska mi osoba właśnie wygrała w sądzie sprawę, dość precensową, przeciwko pewnej bogatej i znanej z prawnej samowolki państwowej agencji i to już w pierwszej instancji. Sprawa trwała 3 miesiące od złożenia pozwu. Ale była to sprawa bardzo dobrze przygotowana od strony merytorycznej - ze wskazaniem przepisów wewnętrznych pozwanej agencji i ich sprzecznosci z obowiązującymi ustawami, ze wskazaniem orzecznictwa Sądu Najwyższego w sprawach, które tematycznie odległe, ale definiowały sporne punkty w tej sprawie. Czyli da się, ale trzeba się rzetelnie przygotować. Co oczywiście znowu zahacza o kwestię świadomości prawnej obywateli, wykształcenia samych prawników oraz dostępu do usług prawnych.
Ze zacytuje klasyka: Cipy and vklej!
A swoją drogą, powtarzające się błędy faktycznie mogą spowodować kociokwik i poczucie, że już się samemu nie wie, jak jest dobrze. Skarżył mi się kiedyś jeden nauczyciel niemieckiego z Polski, że jak u trzydziestego z kolei ucznia widzi w zadaniu “die Buch”, to jest skłonny trzydziestemu pierwszemu poprawić “das Buch” jako błąd.
Pamiętam
Musi byc “die”, bo ksiazka jest rodzaju zenskiego! TA ksiazka . Diese Buch!
Komorowski rezugnuje z przynaleznosci partyjnej, ale “serce zostawia w PO”.
Och! Gdzie jest Kluzik -Roskowska! Dawac ja tu szybko!
To jest też kwestia uwstecznienia przez coraz większą zależność od programów edytorskich. Kiedyś, w przypadku wątpliwości, pisałam sobie słowo na kartce w dwóch wersjach ortograficznych i przeważnie wersja z błędem po prostu głupio wyglądała. Teraz odręcznie piszę już tylko listę zakupów, więc cokolwiek napiszę odręcznie, to mi wygląda obco
Teksty w edytorze poprawiane są automatycznie, ale na blogu pisze się bez edytora.
W moim własnym przypadku problem wynika też z zanurzenia w fachowych tekstach angielskojęzycznych i korespondencji i większej wprawy w szybkim pisaniu bez polskich znaków diakrytycznych. Po polsku piszę właściwie tylko na blogu Bobika i Kierowniczki. Szybciej wzrokowo wyłapię błąd w spellingu niż orta w polskim tekście.
Ja programy ortograficzne całkiem świadomie wyłączam podczas pisania, a ewentualnie włączam (oczywiście nie na blogu, tylko tam, gdzie musi być napisane picobello
) dopiero po zakończeniu, żeby wyłapać literówki. Daje mi to podwójną korzyść - po pierwsze edytor nie robi mi automatycznych idiotyzmów, po drugie jeśli mam wątpliwości na temat jak się coś pisze, to muszę natychmiast sprawdzić. A jak sprawdzę, to już potem wiem. 
Ech, ci politycy. Nawet spełniając jasny wymóg prawny wstawia jakieś sentymentalne gniotki o posiadaniu serca. Gdyby mniej studiował drzewa rozpłodowe a więcej dzieła o fukcjonowaniu państwa, mniej by pitolił.
Wybacz, Bobiku, że Ci nadepnę na ogon, ale nie lubię tych uzasadnień o ciężkiej postaci dysleksji - to są poważne, ale rzadkie problemy, a odwołujących się do nich leniwych obywateli multum. A może nie leniwych, a mało oczytanych. Rozpoznaję w mgnieniu oka właściwy klucz w ich pęku jeśli używam go codziennie, tu nie ma czasu na stosowanie rozumowań, to tresura (czasami wspomagana logiką, ale logika na ogół przeciwstawia się obyczajom językowym).
To nie jest hasło kęsim na widok nieortodoksyjnego zapisu stąd; po przeczytaniu trzech tomów Nafty niedzisiejsza pisownia paru wyrazów silnie mi się nasuwała; ponadto dużo bardziej mi przeszkadza niedopracowanie stylistyczne niż ortograficzne. Jeszcze ponadciej, wiem, że wiele osób nie nauczyło się pisać bezwzrokowo na klawiaturze i zmyłki są częste, a co mi tam. W pośpiechu, w braku podglądu tekstu komentarza (jak u Łotra) pewna ilość potknięć jest chyba nieuchronna. Ok, ale po co przygotowywać dla nich miękkie lądowanie?
HURRA!!!
Mozna juz otwierac nastepna butelke szampana. PiS przegra najblizsze wybory parlamentarne. Ma juz blogoslowienstwo Pani Profesor Pytii Delfickiej:
http://www.dziennik.pl/polityka/wybory-prezydenckie-2010/article639876/Staniszkis_urzeczona_przegranym_szefem_PiS.html
To nie miał być kij w mrowisko, tylko dokładnie to, co ten niemiecki nauczyciel bardzo dobrze wyraził: “die Buch” albo “der Pferd”


Nikt się nie musi tłumaczyć emigracją, dysleksją, roztargnieniem, szybkością pisania, koniecznością nadążenia palców za myślami…
Nic tu więcej nie skrytykuję, bo potem jeszcze muszę przepraszać za dodatkowy stres, a nic nie jest mi bardziej obrzydłe, jak przysparzanie komuś dodatkowego stresu
Dodam tylko, że ponowne przeczytanie przed wysłaniem robi dobrze każdemu tekstowi.
Co nagle to po diable
Cubalibre, a kto powiedział, że kije w mrowisko są z założenia złe?

Licząc się oczywiście z tym, że może się to spotkać z kontrkrytyką. 
Jeżeli tylko taki kij nie obraża nikogo, nie narusza netykiety bądź dobrych obyczajów, to jest nawet bardzo przydatny, bo pozwala się wymienić myślami na jakiś kontrowersyjny temat. Ty mówisz, że Ci się jakieś zjawisko nie podoba, inni wprawdzie nie twierdzą, że im się podoba, ale podają powody, dla których tak a tak się dzieje i dochodzą do wniosku, że może to nie jest żadna wielka tragedia… W czym rzecz? Pogadaliśmy sobie i nikt się o krytykę nie obraził.
Krytykujcie wszyscy spokojnie.
Jak zbędności ról można zaznać,
dobrze widać na tym przykładzie:
nie potrzeba w królestwie błazna,
gdy ma ono Staniszkis Jadzię.
andsolu, zgadzam się z tym, że wiele osób leniwych zasłania się dysleksją, ale to nie znaczy, że taka przypadłość nie istnieje. I oczywiście nie będę od wchodzących na blog żądać świadectwa od lekarza.
Po prostu zakładam, że powody nieortograficznego pisania mogą być różne i należy to wziąć pod uwagę.
A ponieważ miałem do czynienia z kilkoma naprawdę ciężkimi dyslektykami, to wiem, jak im jest przykro i głupio, kiedy otoczenie uważa, że im się po prostu nie chce. Więc uznałem za wskazane wysłanie sygnału, że nie zostaną tu zlinczowani z powodu błędów.
Ech, nikt się przecie nie obraża, a co racja, to racja. Napisany tekst dobże pszeczytać, bo choćby najmondżej coś napisać, z błendami bedzie gópio wyglądać.
A, jak tak, Bobiku, to jeszcze dorzuce swoje trzy grosze.
Wydaje mi sie, ze rozmowa blogowa jest m.in. dlatego interesujaca, ze nie jest to wydawanie wypolerowanych oswiadczen wlasnej pozycji, a duzo bardziej zapisana w internecie wersja rozmowy przy kawiarnianym stoliku. I w zwiazku z tym taki szybki zapis przynosi ze soba cale dobrodziejstwo inwentarza - swiezosc i szybkosc reakcji na wypowiedzi innych, szybkie i dowcipne riposty, zastanawiajace i zabawne non-sequiturs, a takze powtorzenia, przejezyczenia, i nawet bledy jezykowe. Kilkukrotne czytanie wlasnych tekstow, z nastawieniem na wyszukiwanie wlasnych, drobnych przeciez bledow, moze przydusic pozytywne strony pisania w mniej zobowiazujacej formie. A tego przeciez byloby szkoda. Nie mowiac juz o tym, ze stracilibysmy radosc z zaskakujacych i smakowitych literowek, ktore pojawiaja sie od czasu do czasu w formie premii…
(P.S. Wielu znanych pisarzy anglosaskich nigdy nie opanowalo do konca zasad ortografii i interpunkcji, czasem wrecz z zalozenia swiadomie je odrzucajac. A mimo to wiele bym dala, zeby dostac list od Emily Dickinson, Walta Whitmana, czy Marka Twaina…)
Zabim jeszcze istniala taka jednostka zaburzeniowa jak dysleksja, moja babcia - nauczycielka literatury powtarzala, ze w kazdej klasie jest co najmniej jeden, a najczesciej kilku uczniow z jakims zaburzebniem mozgu, ktorzy nie sa w stanie pisac poprawnie - przestawiaja literay lub cale sylaby, pisza litery odbwrotnie itp. Ona to jakos wiazala z faktem , ze w tamtch czasach dzieci leworeczne zmuszano do praworecznosci (moja matke zreszta tez! i ona jest lekko dysleltyczna jesli chodzi o mylenie b z d, p z q) i ze to czesto idzie w parze. Ona to mowila wylacznie na podstawie obserwacji i nie obnizala stopni dyslektykom. Ale byla w tym dosc odosobniona.
W pracy mialam kolezanke od dzwieku, ktora jako dziecko uczestniczyla w pierwszych badaniach nad dysleksja w Anglii. Zupelnie nie byla w stanie pisac recznie, o wiele lepiej wychodzilo jej kiedy nastaly komputery.
A sama kiedys mialam instruktorke od plywania. Olive nie byla w stanie zapisac na kartce mojego imienia, wychodzilo jej Neleha, Lehena itp, a jak juz doszlo do zapisania mojego telefomu, to musialam jej wyrwac notes z reki i sama zapisac.
Sam wprawdzie nie mam problemów typu dyslektycznego, ale potrafię zrozumieć dyslektyków poprzez inny mój mikrofeler. Zdarza mi się otóż nie rozpoznawać twarzy.
I to dobrze znajomych, setki razy widzianych. Ale czasem coś się w mechanizmie ich “odczytywania” zacina i potrafię wtedy koło kogoś znajomego przejść, patrząc na niego pustym wzrokiem, nie witając się, albo reagując na powitanie zdziwieniem. Po prostu w tych momentach zacięcia nic mi ta twarz nie mówi.
Jest to w praktyce znacznie mniej uciążliwe, niż dysleksja (zwłaszcza że nie jest notoryczne), ale na trochę nieprzyjemności towarzyskich i służbowych już mnie naraziło. Ale co mogę na to poradzić? Po prostu tak mam i juszsz.
A probowales ich wachac, kolego?
Osobiscie doskonale odczytuje mordy i twarze i mam do nicg znakomita pamiec, ale kiedy moj brat wrocil po parodniowym pobycie w szpitalu, nie rozpoznalem go w pierwszej chwili i chcialem pogonic kota. Bo smierdzial nieznajomo. Bylo mi wtedy okropnie glupio i nawet pozwolilem mu rzucic sie na moja miske z lososiem. Byl bardzo glodny, bo w szpitalu kattegorycznie odmawial jedzenia tanich puszek.
Bobiku, a po glosie znajomych rozpoznajesz? Wtedy troche ratowaloby Cie, gdyby znajoma, a nagle zapomniana twarz pierwsza sie do Ciebie odezwala… Ale niektore twarze maja z kolei to do siebie, ze chetniej sie obraza, ze ich nie rozpoznano, niz powiedza komus pierwsze dzien dobry.
Zas co do dysleksji, to cierpi ona troche na to samo w publicznej percepcji, co np. depresja, przy ktorej otoczenie, nie calkiem sobie zdajac sprawe z sytuacji, potrafi zachecac cierpiaca na to schorzenie osobe, zeby nie byla tak leniwa (wbrew pozorom przy glebokiej depresji nie tyle odczuwa sie smutek, co calkowita bezsensownosc zajmowania sie drobnymi i wiekszymi obowiazkami, co niezorientowani moga zinterpretowac jako lenistwo).
Noo… węch to jest całkiem inna rozmowa. Na węch to ja nawet potrafię określić, w jakiej okolicy mój befsztyk jadał siano.
Jak ktoś się do mnie odezwie, Moniko, to problem jest z głowy, bo choćbym i nawet nie od razu go skojarzył, zawsze mogę udawać, że skojarzyłem.
Najgorsi są tacy obrażalscy, którzy sami się nie odezwą, ani innego znaku nie dadzą, ale potem łażą i opowiadają, że Bobikowi się we łbie przewróciło i znajomym nawet dzień dobry powiedzieć nie raczy. 
Tak wlasnie podejrzewalam, Bobiku. Jestes w takim razie wielka gratka dla osob, ktore poszukuja powodow do obrazy, a tu dostaja taki prawie podany na tacy…
30 lat temu znajoma mojej Starej, prawdziwa baronessa, byla tak sfrustrowana, ze w bardzo drogiej prywatnej szkole swego 8-letniego syna nie mogla przekonac nauyczycieli, ze syn ma dysleksje, ze sama zalozyla szkole dla dzieci dyslektycznych i zostala w niej nauczycielka. Dobrze jej nie poszlo, bo latami musiala procesowac sie z jednym Bardzo Znanym Domem Towarowym, gdyz nazwa szkoly kolidowala z nazwa sklepu. A nazwa pochodzila bodaj od miejscowosci.
Po latach rzucila barona i uciekla z nauczycielem matmy. I przestala byc baronessa. Gazety wszystkie o tym pisaly, a Stara rozpaczala, bo juz nie mogla wspomniec mimochodem w rozmowie: moja kolezanka, lady Eliana to i tamto…
Nie wiem, czy uciekanie z nauczycielem matmy jest w dobrym tonie.
Zawszeć to jednak wykształciuch. Do stylowego uciekania z służą ogrodnicy albo lokaje.
Chwalic Boga, otworzyla juz nowa szkole:
http://en.wikipedia.org/wiki/Hampton_Court_House
Ja uwazam, ze zwracanie doroslym ludzion uwagi jest niepotrzebne, szczegolnie w przyjaznej towarzyskiej rozmowie. Po pierwsze odciaga od tematu. Po drugie dlaczego ktos popelnia bledy? Chyba Cubalibre nie mysli ze to dlatego, ze nikt mu jeszcze na to uwagi nie zwrocil i piszacy po prostu o tym nie wie, ale jak sie dowie to juz wiecej bledow robil nie bedzie? I wogole po co poprawiac piszacego? Po co taka misja w towarzyskich rownoprawnych kontaktach? Nalezy sie cieszyc, kto moze, ze sam takich bledow nie popelnia. Ja sie staram pisac najlepiej jak moge, ale, brother, jak sie sama potem przeczytam to zaluje, ze nie ma takiej komendy “unsend”. Podobno ma byc!
Chwalą mnie, że jestem bardzo mądrym psem.
Skapowałem sam z siebie, na czym polega ten wic z zaplątywaniem się smyczy wokół latarni lub drzewa i teraz już zawsze wymijam przeszkodę z tej strony, co prowadzący, a nawet jak się (bardzo rzadko) na chwilę zagapię, to robię w tył zwrot i się odplątuję. U psów to jest coś w rodzaju doktoratu. 
do Bobika z 5 VII 17:43
tak, tak, tak , Bobiku, jezeli flagi i glosno spiewany hymn to w
solidarnosci z kopaczami pilki, ale nigdy bo my “ponad”
lubie ten dystans ( jak i imbissy na Kreuzberg udekorowane
)
Szwarz-Rot-Gold
Bobiku, tak na wszelki wypadek przypomnę co mówiłem (stoi nieco wyżej, 14:50), nie lubię tych uzasadnień [...] ponadto dużo bardziej mi przeszkadza niedopracowanie stylistyczne niż ortograficzne. Że problem istnieje i nie jest do śmiechu - wiem doskonale, mam b. inteligentnego członka rodziny z tą wadą dostrzegania. Myśli świetnie, tak się też wyraża, przy pisaniu potrzebuje korektora.
Chyba nie znajdziesz mego kwękania na to w Sieci. A co mi to przeszkadza, że Helena pisze jakby klawiatura jej pływała pod ręką - słynna linguistic redundancy sprawia, że bez wahań odczytuję jej tekst i chyba nie przekręcam jej sensów. Pisze jak pisze bo ma jakieś przyczyny, może to lubi.
Ale Culibare podała przykłady nieco innego charakteru (jak mi się zdaje). To są kłótnie z językiem, nie z zapisem i chciałbym mieć dobrą duszę, która mi każde tego typu przewinienie przypomina (z grubsza rzecz ujmując domyślam się, w której części gramatyki błądzę). I takie uwagi poczynione u Ciebie, gdzie można mieć zaufanie do dobrej woli odwiedzających Cię nie maja nic wspólnego z ochrzaniankami z forum GW, gdzie podobnym przewinieniem komentator rzekomo dowodziłby fałszywości tez, dyplomu szkolnego i charakteru.
Bobik i Ty tez:”No i nie ukrywajmy - nawet w bardzo legalistycznych krajach prawo znacznie częściej staje po stronie bogatych i sprytnych.”

bledy, bledy, za swoje przepraszam, mimo ze nie jestem tym

dyslekty….. to i tak wale mocarne, wiem!, staram sie unikac i mimo to sa…..
dzisiaj ponownie mecz, wazny, jednego mniej do zwyciestwa bedzie
w niedziele final, nasi wygraja, zrobimy kielbaski z rusztu
ostroznie z ogniem
Króliku,
Ja się wtedy po prostu nie mogę skoncentrować na temacie dyskusji. Gdyby to był mój wróg, to pal sześć!
czy ja kogo poprawiam? Misjonuję?! Poczułaś się urażona, to ja bardzo przepraszam. Szczerze i z przyklękiem.
Mam taką przypadłość i cierpię, kiedy w moim towarzystwie ktoś rozprawia na jakiś ważny temat, a między zębami ma szpinak od obiadu
Tak, Kroliku, masz oczywiscie racje. Dlatego Miss Manners (z wyksztalcenia zreszta antropolog) uwaza zwracanie uwagi doroslym na takie drobiazgi za uchybienie manierom…
Tu przypomnial mi sie, nie wiedziec dlaczego, przypadek z kolei Amerykanina w Paryzu, ktory w latach piecdziesiatych zatrzymal sie w mieszkaniu znajomego w jednej ze starych kamienic, w ktorych toalety byly wspolne, na korytarzu. Otoz przypadkiem ktoregos dnia otworzyl do drzwi do toalety na swoim pietrze i zastal tam juz korzystajaca z niej Francuzke. Zamiast udac, ze calego zdarzenia nie bylo, chcial pokazac, ze jest jak najbardziej zorientowany w regulach savoir vivre’u. Postanowil wiec otworzyc ponownie drzwi, zeby przeprosic. Dama nie pozwalala drzwi otworzyc, wiec skonfudowany Amerykanin nadal usilowal je otworzyc, wyrazajac swa skruche w dwoch jezykach. Autentyczny list od wlasnie tego Amerykanina Miss Manners podawala jako jeden z przykladow na to, ze najlepsze czasem bywa wrogiem dobrego, w dziedzinie manier takze…
Oh brother again, a gdzie sa moje maniery? Cubalibre mnie przeprasza z przyklekiem! Cubalibre, ja bardzo lubie twoje posty, a teraz pewne jeszcze bardziej wiedzac, ze sa napisane piekna stylistyczna i ortograficzna forma! Ha, bedziesz musial je teraz czujnie sprawdzac, ale jak sie ma swietna reputacje…
Czasami moja forma pisania pozostawia wiele do zyczenia. Pisalam szybko, w pracy, a takie dosadne pisanie sprawia wrazenie troche nerwowego.
A z tym szpinakiem w zebach, to mozna oczywiscie powiedziec komus, zeby moze uniknal publicznego zaklopotania, ale nie we wszyskich okolicznosciach: nigdy gdy ci ktos wyznaje milosc czy najskrytsze zmartwienie. Wydaje mi sie ze to daje tako zakodowana wiadomosc, ze sie nieuwaznie mowiacego slucha.
Powiem jeszcze, ze mam taka traume z dziecinstwa i mlodosci w Polsce, kiedy wiele osob nieznajomych zwracalo mi uwage, czesto w nieuprzejmej formie: kierowca w autobusie, ze zasnelam na przednim siedzeniu, konduktor w pociagu, pani w miesnym, facet w domu towarowym, ktory uwazal ze noszwe za dlugi plaszcz, sklepowa na Mazurach, ze oddalam nieumyta butelke po mleku (mieszkalysmy w namiocie)-”mam nadzieje, ze nie bede miala kiedys takiej synowej jak pani!” , pani w tramwaju, ze ja nic nie obchodzi moja rodzina, kierowca karetki pogotowia, ktora przyjechal zabrac mame do szpitala…. Az mi sie nie chce tego wszystkiego pamietac.
Friendly reminder jest do zakceptowania, ale hej, jesli spotkacie mnie gdzies na ulicy z papierem toaletowym powiewajacym ze spodni, rozpieta bluzka czy rozporkiem, do not worry, I will be fine!.
Teraz kciukotrzymanie za Holandie.
Bo najgorsi, proszę pani,
są ci dobrze wychowani
i to z tego wychowania
włazi do czyjegoś wychodka.
Ze szpinakiem na zebach to rzeczywiwscie moze byc DYSKRETNY friendly reminder, ale nie nalezy przesadzac ani z wlasna wrazliwoscia, ani z dbaloscia o doskonalosc bliznich. A gdybym Cie, Kroliku, zobaczyla idaca ulica, z papierem toaletowym powiewajacym ze spodni, to przede wszystkim bardzo bym sie ucieszyla, ze Cie widze. A z tego papieru moglybysmy razem sie posmiac, przy filizance herbaty na przyklad.
Ja w tym miejscu proponuję, żeby ogólnie wszyscy wszystkim dali buźki, bo nikt, w żadnym momencie, nie miał złych intencji, a przy okazji przedyskutowaliśmy kilka ciekawych spraw.

No i, jak wiadomo, zgoda buduje.
Znam gorszych andsol, ale nie umiem opisac wierszem.
Wy tam kłóćta się, kto zły,
a ja wiem: najgorsze pchły!
A ja sie ucieszylam, przegladajac Polityke, ze po polsku wyszla wlasnie znana ksiazka Michaela Pollana, “W obronie jedzenia”, w ktorej przypomina, ze jedzenie ma sprawiac przyjemnosc, a nie tylko dostarczac te, czy inne, modne chwilowo, wyodrebnione skladniki odzywcze. Wlasciwie to nie jest takie odkrywcze, i Psy oraz Koty od dawna o tym wiedza, ale przyjemnie sobie o tym poczytac, i poczuc moralne wsparcie w tym kierunku.
Dzieki Moniko, filizanka herbaty bardzo mile antycypowana.
My tu gadu-gadu, a tam mala Holadia wygrala z Urygwajem.
Kto wie dlaczego Helendrow po angielsku nazywa sie Dutch, a nie Hollender (jak po polsku) albo Netherlander (jak po niderlandzku).
“a tam mala Holadia wygrala z Urygwajem”


Holandia ma 16,5 mln ludności a Urugwaj ledwie 3,5
Ale nie przejmuj się króliku, ja to wiem dopiero teraz
I dlaczego w każdym języku na Niemcy jest określnie zupełnie niepodobne do Deutchland?
Jeszcze dla królika:
http://komerski.pl/2008/04/o-holender/
polecam naszego sympatycznego kolegę
16.5 miliona! Nie moze byc! Na takim malym kawalku ziemi wielkosci chustki do nosa?
No jak króliki, no jak króliki…

Wprawdzie komerskiego uzupełniać nie trzeba, ale ponieważ już znalazłem dla Królika inny link, to wrzucę.
http://en.wikipedia.org/wiki/Dutch_language#Names
A określenia w różnych językach niepodobne do Deutschlandu dlatego, że zanim się ten deutsch w językach germańskich pojawił, to już istniały w innych językach określenia wywodzące się od Germanów, Alemanów, czy - w językach słowiańskich - nieco wyższościowe słowo Niemcy.
Komentator niemiecki w czasie meczu cały czas podkreślał, że cały Urugwaj ma mniej ludności niż Berlin,
Zeen, bardzo ciekawe, dzieki. I ciekawy ten komerskiego blog. Szkoda, ze dowiedzialam sie o nim teraz jak autor gdzies sie zapodzial.
Dzieki, Bobiku, zaraz sobie poczytam. Na razie jest u mnie 32 C., chyba tylko u andsola moze byc dzisiaj cieplej.
Z kolegą komerskim to jest tak: albo jest wyjechany, albo wcina golonkę, a w tej czynności lepiej mu nie przeszkadzać…
Po glebszym przestudiowaniu tematu Holandii (wiki page-dzieki Bobiku) widze, ze ta chusteczka do nosa byla bardzo imperialna. Jakos mi wypadlo z glowy, ze Holendrzy sie panoszyli w calej Oceanii. Gdybym wiedziala, to trzymalabym kciuki za maly Urugwaj. Teraz jest juz za pozno!
U mnie jest dzisiaj cieplej, Kroliku. Teraz 35 stopni, a przedtem bylo jeszcze troche wiecej. Wybitnie sorbetowo…
Króliku,
od czasów kolonialnych Holendrzy przeszli długą drogę, stwarzając dobrze zorganizowane społeczeństwo i sprawną gospodarkę, otworzyli się na świat, przyjęli imigrantów z byłych koloni, stworzyli świetne warunki asymilacji i jedno z liberalniejszych społeczeństw.
Teraz to inny kraj.
Natomiast Urugwaj też ma nieco za uszami. Nie byli potęgą kolonialną, ale przyjęli trochę emigrantów niemieckich i pozwalali im znikać w swoich skromnych terytoriach…
Nie miej zatem wyrzutów
Dobry ten komerski. Wiedzialam, ze Dutch ma wspolny zrodloslow z Deutsch, ale nie mialam pojecia, ze “Pennsylvania Dutch” to jednak Niemcy, a nie Holendrzy - kolonia holenderska byl przeciez niedaleki Nowy Jork, ktory poczatkowo nazywal sie New Amsterdam.
Ale przypominam sobie przygode, ktora wywrla na mnie i Renacie potezne wrazenie, Przed laty wybralysmy sie na weekend na wycieczke do Pensylwanii. I zahaczylysmy o jakies miasteczko, gdzie, jak nam powiedziano, wlasnie trwal bazar. Natychmiast skierowalysmy sie w strone bazaru, a kiedy przybylysmy na miejsce, oczom naszym ukazal sie las czerwonch flag ze swastykmi - jeszcze gdzies mam zdjecia. Na kazdym, KAZDYM stoisku znajdywalysmy pamiatki pohitlerowskie - helmy ze swastykaimi, skorzane pasy od mundurow ze swastykami i napisem Gott mit Uns, i nawet! nawet znalazlysmy medal za stlumienie Powstania Warszawskiego. Chodzilysmy po tym bazarze odretwiale ze zdumienia, wokol slychac bylo jezyk niemiecki. Zastanawialysmy sie czy jest to legalne, ale zapewniono nas, ze to sa pamiatki dla “kolekcjonerow historii II wojny swiatowej”. Mialysmy bardzo powazne watpliwosci przgladajac sie kupujacym i sprzedawcom. Panowala ta atmosfera karnawalu.
Do dzis wspominamy te przygode. Nie zabawilysmy dlugo w miasteczku i wyruyszylysmy w dalsza droge.
Pozostałością po Nowym Amsterdamie jest Brooklyn - po holenderskim Breuleken (to się czyta dokładnie tak samo)
Sprry, Breukelen oczywiście.
A tego tez nie wiedzialam!
Tez bylabym odretwiala, gdybym na podobny bazar trafila, Heleno, przy okazji weekendowej wycieczki. A swastyka jest przeciez takze pieknym symbolem, przynoszacym szczescie, tyle, ze w innych kulturach, np. w Indiach, gdzie do dzisiaj zreszta sie go uzywa, bo przeciez nie oni sa winni hitlerowskiego zastosowania tego swietego dla nich i bardzo starego symbolu. Ale nie te konotacje pewnie mieli na mysli sprzedajacy medale za stlumienie Powstania Warszawskiego…
http://en.wikipedia.org/wiki/Swastika
Karta do głosowania, Nepal, 2008 rok
http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc4/hs033.snc4/34034_125549070819731_100000939159370_126565_3384876_n.jpg
O wlasnie, Beato.
tylko 13°C brykam wiec przed przedupalem
wypasione, ksiazka, dobry humor, przez zielone do S-Bahnu
Dzień dobry
Co ten Ryś opowiada, że nie ma upału? A właśnie że jest!
Trochę się ostatnio zmartwiłem, że w końcu nie zostałem prezydentem, choć niewątpliwie byłem najlepszym kandydatem, ale teraz widzę, że jest dla mnie jeszcze lepsza fucha. Marszałek Sejmu. Spełniam wszystkie kryteria:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,8109350,_Mowi_dzien_dobry_i_nie_trzyma_rak_w_kieszeniach__.html
Dzień dobry mówię regularnie (i nawet mam dowody na piśmie), rąk w kieszeni nie mogę trzymać, z braku zarówno rąk, jak kieszeni, no i nikt nie może o mnie powiedzieć, że mu nie odpowiadam jako człowiek.
Mordechaju, czy Koty jadają ośmiornice?
http://www.sport.pl/MS2010/1,104120,8108496,MS_2010__Osmiornica_jasnowidz_typuje_awans_Hiszpanow.html
Owszem, nie wzgardza, ale pod warunkiem, ze stwory sa poddawane tylko bardzo krotkiej obrobce cieplnej, gdyz dluzsza niz 20 minut (zas na patelni 2 minuty z kazdej strony) powoduje, ze osmiornica robi sie jak podeszwa.
Co do konkretnej osmiornicy Pauli (bo osmiornbice sa jednak rodzaju zenskiego , nikt nigdy nie slyszal o osmiorniku) , to bym poczekal na wygrana Hiszpanii.
Jesli Hiszpania wygra, wtedy Paule mozna skonsumowac za kare, zeby nie krakala na przyszlosc.
Tako rzeklem.
No dobra, zgadzam się na odroczenie. W końcu dwa lata temu w kwestii Niemcy-Hiszpania Paula się rąbnęła. Ale jak tym razem powiedziała prawdę - na patelnię!

A sam polecę zobaczyć, jakie nastroje przedmeczowe są w terenie.
Bibiku,
no i przed Komisją Hazardową nie występowałeś
Twoja kandydatura ma większe szanse.
Ośmiornica, która kracze?
“Ośmiornice są rozdzielnopłciowe. Cechuje je rozwój prosty, bez stadium larwalnego. Moment zaplemnienia jest poprzedzony tańcami, prezentacją barw godowych. Podczas samego zaplemnienia samiec umieszcza za pomocą hektokotylusa (jest nim zazwyczaj 3 ramię od prawej) pakiety spermy w jamie płaszczowej samicy. U niektórych gatunków hektokotylus odrywa się od ciała samca. Takie oderwane ramiona znajdowano w jamach płaszczowych samic. Po zaplemnieniu samice niektórych gatunków mogą przechowywać przez jakiś czas pakiety spermy. Po zapłodnieniu samice składają bogate w żółtko jaja w (zależnie od gatunku) szczelinach skalnych lub muszlach. Na uwagę zasługują samice żeglarka, składające jaja do delikatnych muszli będących wytworem ich ramion, które potem unoszą się po powierzchni wody. Ośmiornice jak większość głowonogów rozmnażają się raz w ciągu życia i giną po pierwszym okresie rozrodu.”
Ohyda
Będzie dziś potrawka z ośmiornicy
będzie dziś potrawka z ośmiornicy
nim weźmiesz ją w zęby
zajrzyj jej do gęby
tej samicy
O moja piłeczko rozgrywaj się
o moja piłeczko rozgrywaj się
Niemcy dziś przegrają
Hiszpanie wygrają
ucieszysz się
Głowonóg poniesie za to karę
głowonóg poniesie za to karę
a nikt nie chciał wierzyć,
że dziś na talerzu
frutti di mare…
Jak ktos nie lubi osmiornicy, na patelni czy poza, to zawsze moze zuc gume. Okazuje sie, ze zucie gumy, jedzenie donuts, i sprawianie sobie rozleglych tatuazy zupelnie nie podlega recesji. Co wiecej, jest dobra wiadomosc dla Kotow i Psow - w czasie recesji wydaje sie na nie wiecej.
http://www.huffingtonpost.com/2010/07/06/10-surprisingly-recession_n_628015.html
piekne 23°, a od jutra jak u Bobika juz teraz, upaly
nie jadam osmiornic, juz sama nazwa malo apetyczna
rozlegle tatuaze?, lekarstwo na trudne czasy ?
Moniko, okiem wyobrazni, rys w S-Bahnie i wszystko co widac
w barwna roslinnosc wytatuowane - marzenia jak ……
doatalem dzisiaj “ochrzan” w pracy
w dzisiejszym meczu na zwyciezce wytypowalem “niemiaszkow”

)
i zaraz przypomniano mi, ze dotychczys ZADEN moj typ nie
sprawdzil sie, dlaczego wiec zycze zle naszym? - pytano
ale slowo sie powiedzialo trzeba bronic swoich racji
sprawdzi sie
sprawdzi sie
sprawdzi sie ( albo wezme koropetycje ze zrozumienia kopania
pilki u corki
do po meczu
Ja też udzielam korepetycji z futbolu. Kot Mordechaj świadkiem, a nawet beneficjentem.

Muszę się przed meczem uwinąć ze zrobieniem obiadokolacji, żebym potem już ze spokojem ducha i ciała mógł zalec przed ekranem.
Może nawet piwo jakieś trzeba schłodzić?
Zanim zacznę gotować, muszę jeszcze zadać bardzo istotne pytanie. Czy ktoś na blogu śmie posiadać podwójne obywatelstwo?
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8109420,PiS_pyta__Kto_w_rzadzie_Tuska_ma_podwojne_obywatelstwo_.html
Pod jakims katem trzeba przeciez lustrowac, Bobiku. Takie nawyki nie znikaja z dnia na dzien…
Rysiu, oko wyobrazni zadzialalo.
A ten krotki artykulik wytlumaczyl mi, ze to nie moje zludzenie, ze na plazy obowiazuje obecnie kostium kapielowy i przynajmniej jeden tatuaz - no moze nie u wszystkich, ale u wielu (wedlug artykulu ok. 40% urodzonych pomiedzy 1960 a 1980 rokiem). 
Powtórzę: Niemcy mogą przegrać tylko na własne życzenie i jest czego się obawiać - dochodzą niepokojące wieści o niesnaskach w drużynie i usunięciu Ballacka, który się szarogęsił. Ale będę im kibicował, zdobyli moją sympatię swoją grą.
Witam,
jak powiedwialam, tak zrobilam. Oddalam glos w miescie Amsterdam i wybralam wlasciwego przzydenta.
Bobiku,
czy na celebracje tego wydarzenia moge sie zjawic jednak w poniedzialek?
Paula, radzę ci uważać! Chcesz po pierwszej połowie być siedmiornicą?

Ale z tym, że Niemcy mogą przegrać tylko na własne życzenie, to się nie całkiem zgadzam. Hiszpanie dziś naprawdę dobrze grają.
Jotko, ze mną jak z dzieckiem - poniedziałek, wtorek, jeszcze inny dzień… Możesz wybierać jak z menu.
Bobiku.
bedziemy w poniedzialek. Zadzwonie
Czapki z głów przed Hiszpanią. Niemców zgubiła kalkulacja i nastawienie na błąd przeciwnika. Byli mało agresywni i dziwnie bojaźliwi, ale mieli powody, Hiszpania rozegrała najlepsze spotkanie w turnieju.
Bloody f..cking sześciornica


Dawać tu patelnię, olej i dużo soli!
No fakt, że Hiszpanie byli dziś świetni. Ale Pauli i tak się nie upiecze. Jej się usmaży, po 2 minuty z każdej strony.
To dobrze dla futbolu, że dziś wygrała drużyna z większą fantazją i mniejszą kalkulacją. Przy założeniu, że Holandia rozegra dobry mecz, szykuje się widowisko na finał.
Niemcy zdobyli szacunek, nie dali plamy, ale dziś byli słabsi.
Rysiu, nie pokazuj sie jutro w pracy!
Ja nie mówię, że Hiszpania wygrała niesłusznie. Ja mówię tylko, że oni są jeszcze mniej moi, niż niemieccy “nasi”.
Bobik był szybszy, rysberlinie. Chodzi mi o siedmiornicę, która miała Ci napędzić apetytu. Co ja mogę, zalicytować w dół na pięciornicę? Nie da się, zbyt podobne do starfish, ohydnie nieapetyczej.
Ja mam dwa paszporty. Ale ten drugi jest niekonfliktowy, brazylijski, więc może nie o to chodzi? Już idę czytać o kosmopolitach w rządzie.
poslucham rady krolika, zostaje jutro w domu
poprosze tez moze o azyl u Bobika!!!
na glodniaka i bez paszportu ( Europa bez granic
) w kierunku
spania
( czeka mnie jutro lincz w pracy, zachowajcie mnie w pamieci
)
Nie mogę rozstrzygnąć, która z tych dwóch ludowych mądrości ludowych jest prawdziwa - nieszczęścia chodzą parami, czy szkło tłucze się na szczęście. Bo właśnie, zaraz po przegranej Niemców, pooooszły wszystkie kieliszki do wina oprócz jednego…

Jotko, w poniedziałek pijemy z musztardówek.
Rysiu, przynajmniej będziesz miał ładny nagrobek.
Tutaj leży ryś berlin. Jego przepowiednie
futbolowe zabrzmiały kumplom z pracy wrednie,
więc mimo że miał rację (a może dlatego),
zagrali sobie jego głową w kopanego.
Przechodniu, gdybyś prawdę komuś chciał rzec dzisiaj,
przypomnij sobie szybko los berlina rysia.
Osiem zręcznych ramiączek
pływało sobie w wodzie
jedno się oderwało
siedem jeszcze w odwodzie
siedem ramiączek wiło
czule się wokół kraba
jedno się zagubiło
sześć nadto jak dla szwaba
sześć ramiączek dosyć
się już nawywijało
głowonóg w niebogłosy
wył jak się jedno rwało
z pięciu ramiączek można
spleść jeszcze niezły koszyk
lecz bestię czworonożnożną
łatwiej już wypatroszyć
cztery to liczba miła
gdy jej nie robić kęsim
lecz jakaś dziwna siła
ciągnie nas dziś do mięsiw
z trzema głowonóg liche
szanse ma na przeżycie
a jedno cięcie ciche
sprawi, że będzie ciszej
zostały mu dwa ramiączka
i po co mu aż tyle?
trzęsie je już gorączka
czy z jednym nie jest milej?
głowonóg jednonogi
odegra nam piękny skecz:
spróbuje stąd dać nogę
bo przegrał nam ważny mecz
tłuszcz czeka zwierzę biedne
patelnia już grzeje się
przerżnął zwierz grę bez jednej
nie będzie smakował źle…
Tu ryś berliński leży
całkiem świeży
jak się źle prorokuje
tak się ląduje…
Ko-mizeracje all around.
Rysiu, dach garazu jest bardzo dobrym miejscem zeby przekiblowac burze i zle zamiary. Ilekroc Stara wyciaga koszyk do tego %^*”** weterynarza, dach garazu jest jedynym miejscem, na ktore nie skoczy.
Tu z rysiem leży nasza ośmiornica droga,
bez kończyn pochowano tego głowonoga.
Niech nie płacze nad rysiem dziecię ani żona,
bo jemu wszak zostały jeszcze dwa ramiona.
Choć pod powierzchnią to nie w S-bahnie
rysia chowanie
mimo iż robi ryś za umrzyka
pod ziemią bryka…
Co wolno oktopusowi
To nie z Berlina Rysiowi.
Chyba nie będzie smażony
(wie sagt man opingwolony?)
Moze sie Rys skutecznie ukryje za planowanym tatuazem i nie bedzie tak zle…
Polecam - http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/gowin-napieralski-to-golem-ktorego-stworzyla-po,1,3319125,aktualnosc.html
Ryś: żyjesz, czy się ukrywasz czy już smażysz?
Szkoda czasu na te smiecie, Teresko.
Bardziej mnie interesuje, czy Paula zostala wydana w lapy Hiszpanow, ktorzy wiedza jak postepowac z osmiorniczkami?
Kocie Mordechaju,
śmieciowe postawy mają tu decydujący głos, nie uważasz?
Nie uwazam
Dzień dobry
Obawiam się, że od wczoraj świat stanął na głowie i Paula wydana w łapy Hiszpanów doczekałaby się raczej pomniczka, niż konsumpcji.
Niech już lepiej w Oberhausen zostanie uduszona w piwie i spożyta z kartoflami tudzież sauerkrautem.
Mordko, ja nie uważam, żeby przeczytanie tego wywiadu z Gowinem było kompletną stratą czasu. On w końcu jest głosem pewnego skrzydła Platformy i mnie np. interesuje, co to skrzydło sądzi i jakie ma plany. Skąd, u licha, mam w przyszłości wiedzieć, którą partię mam popierać, jeśli nie będę miał pojęcia, jakie są poglądy różnych jej skrzydłowych? Nie mówię, że mam się w to wczytywać jak w Biblię
ale zerknąć warto, żeby wiedzieć z kim/czym ma się do czynienia.
Gowin zresztą powiedział w tym wywiadzie rzecz ciekawą i jak mi się wydaje mogącą mieć dużo wspólnego z prawdą, że tolerancja na Palikota nawet w samej PO zaczyna być bliska zeru. Ja też odniosłem wrażenie, że Palikot w odbiorze społecznym ostatnio traci. Że nie wyczuł momentu, kiedy trzeba było nieco przyhamować, bo styl, który się dobrze sprzedawał jeszcze parę miesięcy temu, teraz ma coraz mniej nabywców. I że ekscentryk pełni ważną rolę w społeczności, dopóki woła, że król jest nagi, ale nie kiedy zaczyna się wyśmiewać, że król ma takiego małego siusiaka…
Gowin jest kompletnie zmarginalizowany w PO, a w mediach jest cytowany tylko kiedy potrzebny jest wyrazisty glos ws in vitro.
Palikot byl zakneblowany w swej partii ( i zgodzil sie na to) az do wyborow. Skorzystal z pierwszej nadarzajacej sie okazji, kiedy wolno mu bylo sformulowac opinie, ktora podzielam, ze moralna odpowiedzialnosc za lotnicza katastrofe spoczywa na Naszym Drogim Meczenniku Katynskim. POdziela ja prawdopodobnie wiekszosc ludzi w PO.
Nie uwazam, ze w calym PO narasta zniecierpliwienie Palikotem. Palikot jest tej partii bardzo potrzeby do wypowiadania rzeczy niewypowiadalnych, w sposob dosadny i slyszalny. Nie wierze, ze go wyklucza z partii. Wtedy role Palikota przejalby Niesiolowski, wzbudzajacy we mnie najwieksza odraze i znacznie bardziej niebezpieczny dla wizerunku partii.
JK pół godziny po zamknięciu lokali wyborczych mógł wreszcie otworzyć usta i powiedzieć swoje o poległych w katastrofie smoleńskiej, ich męczeńskiej śmierci (swoją drogą, to chyba u niego jakiś rodzaj zachowań przymusowych) i konieczności wyjaśnienia wszystkich okoliczności (z sugestią w głosie, że ma tu miejsce jednak jakiś szwindel). Palikot skontrapunktował to stwierdzeniem, że jak wszystkich okoliczności, to naprawdę wszystkich. Zgadzam się z Mordką, że Palikot ma licencję na wypowiadanie rzeczy niewypowiadalnych. Jego obecność na scenie politycznej, zważywszy na pisowski tupet w definiowaniu języka dyskursu politycznego, jest po prostu konieczna. Oczywiście z estetycznego punktu widzenia jest to obrzydliwe, ale kiedy kulturalni ludzie nie są w stanie zejść w dyskusji poniżej pewnego poziomu, a adwersarze wykorzytsują to w bezceremonialny sposób, taki Palikot załatwia całą brudną robotę.
A tu coś innego:
http://www.youtube.com/watch?v=whGlF-hjCaI&feature=player_embedded#!
Czyli jak się nauczyć makroekonomii z rapowego klipa. Jak nie lubię rapu, tak to uważam za świetne
Mordko, nie jestem przekonany o kompletnym zmarginalizowaniu formacji Gowina w PO. On sam może być przechowywany na bocznym torze, ale nie ma gwarancji, że nie wychynie nagle z kapelusza, więc na wszelki wypadek wolę jednak wiedzieć, co w trawie piszczy. Wiedzieć nigdy nie zaszkodzi.
Natomiast co do Palikota, to oczywiście że on jest PO przydatny do mówienia pewnych rzeczy, trochę na zasadzie “przecież wszyscy wiedzą, że to wariat” (tym się w razie czego zawsze można wykręcić), ale ja mówiłem o jego szerszym odbiorze, nie tylko partyjnym. Zaznaczyłem przy tym, że to jest tylko moje wrażenie, więc mogę się mylić, ale cóż, takie wrażenie mam - że grunt dla wyskoków Palikota jest w tej chwili mniej podatny. Może przez to, że one czynią zgodliwy imydż PO mniej wiarygodnym, a może z jeszcze innych powodów? I to nie o to chodzi, czy mnie osobiście bardziej podoba się Palikot, czy Niesiołowski, bo ja do tego ostatniego też mam swoje ale, tylko o pewien trynd w tzw. powszechnym odbiorze. Na mojego nosa ten trynd jest teraz dla Palikota dość niekorzystny.
ZYJE

podsylam wirtualne lody za duchowa i fizyczna pomoc
brykam na przerwe
Vesper, bardzo ładne, tylko muszę przyznać, że od strony wizualnej Hayek z góry wychodzi trochę na sirotę.
To znaczy, że wszystkie nagrobki Rysia na nic?

Kurczę, tyle dobra się zmarnowało!
Ale dobrze, że żyje
Z tym Palikotem to ja widzę coś zupełnie odwrotnego - właśnie coraz przychylniejszy odbiór przez dużą część społeczeństwa. Zwróćcie uwagę na komentarze pod różnymi niusami o Palikocie. Coraz częściej są w tym duchu, w jakim pisze Mordka. I jeśli PO zrobi Palikotowi kuku, to już widzę, że strzeli sobie w stopę. Nie może mu zrobić nic, najwyżej pozbawić funkcji i dać mu upomnienie albo nawet naganę.
Zdumiewające, że PiS nie oburza się na Kurskiego, Bielana ani Brudzińskiego, który mówią jeszcze większe chamstwa niż Palikot, tylko w drugą stronę. Bo im wolno. Tylko Palikotowi nie wolno powiedzieć prawdy. Z jednym tylko, uważam, mógł sobie dać spokój - z tym badaniem ciała LK na alkohol. Tu przedobrzył. Ale cała reszta to przecież nic nowego.
PiS daje do zrozumienia, że Tusk ma krew na rękach (sam JK mówi o “chłopcach z zapałkami”, ewidentnie mając na myśli PO) - dobrze. Palikot odpowiada merytorycznie - źle. A wszyscy poddają się tej pisiej logice.
Bo pisia logika opiera się na braku logiki i myśleniu szablonowym, co większości odbiorców bardzo odpowiada. PiS sporo się nauczył od KK i wygrał wojnę o język dyskursu. To po pierwsze. Po drugie, dla większości słuchaczy nie liczy się treść komunikatu, tylko jego autor. Jeśli więc komunikatowi odwołującemu się do emocji i posługującemu się słowami kluczami przeciwstawić komunikat merytoryczny, ale wypowiedziany przez Palikota, to merytoryzm musi przegrać. Swoją drogą, PO powinna użyć Gowina do podłożenia dźwigni pod pisią logikę. To musi być ktoś świętoszkowaty według podobnych standardów, jakie panują w PiS. Te same rzeczy wypowiedziane przez kogoś innego (Gowin się w mojej opinii kwalifikuje jak mało kto
) miałyby lepszy wydźwięk.
In your dreams, Vesper!…
No co? Pomarzyć nie wolno?
Było tak miło, potem sięgnęłam po prasówkę i już mi ciśnienie wzrosło:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,8113481,Fatalna_pomylka_przy_liczeniu_glosow__Wola_niebios_.html
Zwracam uwagę na ostatni akapit, w którym mąż zaufania dzieli się swoimi impresjami
Moje wrażenie na temat Palikota wzięo się z ostatnich rozmów ze znajomymi w kraju. Nawet ci, którzy wcześniej serdecznie chichotali z różnych jego występów, teraz zaczynają się o nich wyrażać z dużym niesmakiem. Ale oczywiście nie upieram się, że jest to próba reprezentatywna dla całego społeczeństwa. Aczkolwiek mogłoby to wskazywać, że w odbiorze Palikota też zaszła duża polaryzacja.
A z Vesper absolutnie się zgadzam, że do wygłaszania niektórych poglądów PO powinna sobie sprawić jakiegoś świętoszkowatego Gowina Trojańskiego.
Przez cały dzień do naszej komisji przychodzili młodzi ludzie spod Warszawy, którzy na moje oko mieli lewe zaświadczenia o prawie do głosowania. Słyszałam, że w ten sposób głosy kupuje Platforma.
Czy taka wypowiedź nie jest aby oszczerstwem, które można podać do sądu?
Uważam, że pewien poziom idiotyzmu powinien być karalny.
Ale kto by miał pozwać do tego sądu?
Typowe pisie gadanie. Słyszałam itp…. Wszystko na tyle rozwodnione, żeby nie dało się z tym walczyć. Zresztą niby jak?
Podchodzę do tego podobnie, tylko z innej mańki
Legalistycznej. Jeśli mąż zaufania przy komisji wyborczej ma wątpliwości tej natury, co wyminione wyżej, to powinien je oficjalnie zgłosić. Lewe zaświadczenie uprawniające do głosowania? Toż to przecież sfałszowanie państwowego dokumentu, czyli przestępstwo! Jeśli mąż zaufania podejrzewa przestępstwo, to ma obowiązek je zgłosić organom ścigania, a nie puszczać w obieg w formie plotki. Dlaego więc mąż zaufania nie zgłosił swoich podejrzeń? To od czego tam jest?
Zgadzam sie z Vesper. Wypowiedz meza zaufania jest kryminalna i to ona powinna podlegac dzialaniem organow sprawiedliwosci. Bo maz zaufania to cos wiecej niz wozna w punkcie wyborczym. Albo formuluje swe oskarzenia i przedstawia dowody, albo trzyma morde w kubel.
A ja proponuję, żeby przy następnych wyborach mężem zaufania na Bemowie był Diego Maradona. On ma długoletnie doświadczenie w uzasadnianiu wygranej interwencją ręki boskiej.
Za Bronka zwycięstwo już w Platformie piją,
a tu na Bemowie la mano de Dios
jednym zręcznym gestem PO miesza szyki
i głosy wpisuje w odwrotne rubryki.
Widzisz, platformersie, jakeś się doigrał?
Gdzie Bóg maczał palce, nasz kandydat wygrał!
Jedna myśl w tym wszystkim tylko jest do bani,
że w skali krajowej wygrali szatani.
hehehehe

Hy, hy…
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8116044,Palikot_sam_zamowil_sondaz__ktory_cytuje_na_swoim.html
W sprawie Palikota blizej mi do Bobika i jego znajomych, a to dlatego, ze co prawda Palikot sobie wypracowal przestrzen, w ktorej wolno mu wiecej powiedziec niz innym (za co i ja jestem mu bardzo wdzieczna), ale jesli nie narzuci sobie chocby minimalnych wewnetrznych ograniczen (tak jak Dorze, i mnie wypowiedz o badaniu na alkohol w ciele wydala sie juz poza takimi minimalnymi ograniczeniami), to przestanie byc efektywny w tym, co robi - a bycie efektywnym to jednak najlepsze kryterium oceny polityka. A przestanie byc efektywny, bo nawet kiedy bedzie mowil dowcipnie, dosadnie, i z sensem (co przeciez zwykle robi), bedzie postrzegany, oczywiscie przy wydatnej pomocy politycznych oponentow, nie tylko z PiS, ale i z wlasnej partii, jako ktos kto caly czas mowi niepowaznie, i tak wszystko, co mowi nalezy traktowac. A to wchodzenie w szczegoly badania ciala na to czy tamto, to przeciez zatrzymanie sie dalej w zniczowo-cmentarnej tematyce, w ktorej i tak sie nie przebije drugiej strony, bo ona ma w tej dziedzinie juz wysoka specjalizacje. Tu juz nie ma o co walczyc, bo osob z nastawieniem, ze to byl spisek i meczenska smierc i tak sie zadnym nowym szczegolem nie przekona, a osobom o bardziej racjonalnym nastawieniu do swiata takie argumenty i tak nie sa potrzebne. W sumie wiec jest to dystrakcja i strata czasu, i wlasnej dobrej marki, ktorej byloby szkoda.
Niezależnie od oceny zamawiania takiego sondażu przez Palikota, przyznajmy uczciwie: 21% osób uważających, że wśród głównych przyczyn katastrofy była presja ze strony prezydenta, to wcale nie jest tak dużo. To znaczy, że bardzo zdecydowana większość narodu nie widzi żadnej winy LK, albo nie chce o tym mówić. W związku z czym, gdybym był politykiem pragmatycznym, ten temat odłożyłbym do politycznego lamusa, bo widać, że na wałkowaniu go zbyt wiele zyskać nie można, a stracić prawdopodobnie więcej. Można sobie o tym jeszcze rozmawiać towarzysko, przy stolikach, czy na blogach, ale nośność polityczna prezydenckiej winy za katastrofę jest w tej chwili chyba dość nikła. Bo nawet wśród tych 21% na pewno jest sporo osób, które o naciskach na pilota są przekonane, ale tak mają dość prymatu Smoleńska w polskiej polityce, że wcale o podbijaniu tego bębenka - w którąkolwiek stronę - nie marzą.
No, coś się Łajza ostatnio na Monikę i na mnie uwzięła.


Mogę jeszcze sformułować krótko, a dosadnie niebezpieczeństwo, przed jakim stoi Palikot. Gdybym to ja był politykiem, to opinia ekscentryka, a nawet wariata, wręcz by mi pochlebiała. Ale nie chciałbym mieć opinii bydlaka, nawet wśród moich przeciwników politycznych.
Ani psowi, ani kotowi taka opinia dobrze nie robi.
Pewnie nikt z nas, Bobiku, nie chciałby być uważanym za bydlaka. Ogólnie jednak Polacy nie są społeczeństwem o delikatnej uczuciowości ani też nadmiernie subtelnym, żeby to dość oględnie ująć. Wystarczy posłuchać codziennej polszczyzny, popatrzeć, jak ludzie się do siebie odnoszą, jak na siebie warczą przy najmniejszej sposobności, jak agresywnie na siebie reagują w sytuacjach, które wcale agrsji nie powinny wyzwalać, jak się popularny jest układ bezwględnej dominacji silniejszego w rodzinie, w szkole, w pracy. Stosunki międzyludzkie w Polsce są dość brutalne. Język pełen brutalności i wulgaryzmów. Palikot na tym tle nie odznacza się jakoś wyjątkowo wyraźnie. Co nie znaczy, że jego język i styl mi się podoba i zamierzam go bronić. Nie wierzę jedynie w to, że większość obywateli czuje się tak bardzo urażona jego chamstwem, bo to w końcu często ci sami obywatele, którzy parkują na miejscach dla niepełnosprawnych, wrzeszczą na swoje dzieci, trąbią na pieszych na przejściach. Może mam małą wiarę w człowieka, ale przesadzałabym z tą wrażliwością na Palikotowe chamstwo w społecznym odbiorze.
nie przesadzałabym, tak miało być
Polityka to rzecz dla twardych facetów. Zrozumiał to już dawno JK i aby osiągnąć swoje cele używa wszystkich mu dostępnych środków: chamstwa, podstępu, wyszukiwania haków, niszczenia ludzi fałszywymi oskarżeniami, oszczerstwa, udawania baranka tudzież podlizywania się nie tylko KK ale i komunistom. Gdyby dzisiaj żył Gierek, to by mu chyba kopnął w ten kaczy kuper.
A fakt, w jaki sposób potraktował Putina i Tuska w Smoleńsku, olewając ich po prostu, to nie chamstwo? I wszyscy mu wybaczają, bo żałoba, a on na tym koniku jedzie dalej i chowa swoją rodzinę na Wawelu, szczyt chamstwa i megalomanii, i nie obchodzi go, co o nim się myśli, on dopiął swego. A PO boi sią gęby otworzyć, nie słyszałam do tej pory krytyki z ich strony pod jego adresem, bo co, bo zgoda buduje? Ale dlaczego, do cholery, to ma działać tylko w jedną stronę?
Palikot mógłby się wiele jeszcze od niego nauczyć, przecież to co mówi Palikot to tylko powtórka z Kaczyńskiego, to tylko odwrócenie kota ogonem (sorry Mordechaju). Mam tylko nadzieję, że gdyby go naprawdę wylali z PO, nadal będzie się wypowiadał, ma przecież poparcie dziennikarzy. No i istnieje internet!
Vesper, przyznaję Ci całkowicie rację. Kto chciałby poza tym słuchać układnego i grzecznego Palikota? Ludźmi trzeba wstrząsnąć, żeby coś do nich trafiło. A że trafiło, to widać w sieci, już dawno nie czytałam tylu zgodnych komentarzy zgadzających się wlaśnie z Palikotem.
A ja mysle tak. Czy Kaczynski mial z rana alkohol we krwi nie ma najmniejszego znaczenia. Moze dobrze byloby aby mial, wowczas nie przejmowalby sie zanadto czy wyladuje na czas czy nie wyladuje.
) partyjni towarzysze i jakiej piany na puskach dostaje opozycja rombal Matke -Prawde w oczy, tak jak ja widzi. Taka jest jego rola w polityce. Nikt inny tego nie robi w Polsce. Nikt. Nikt absolutnie. Co tam w polityce! Nie robia tego nawet komentatorzy polirtczni i satyrycy. Latwo jest ukrecic leb Wojewodzkiemu, trudniej Palikotowi. 
Zgadzam sie, ze tej sprawy nie nalezalo podnosic.
Absolutnie natomiast i kategorycznie nie zgadzam sie aby Palikot nalozyl sobie kaganiec na morde po to by byc bardziej skutecznym politycznie. Polityczna skutecznoscia to on sie moze wykazywac w komisji Przyjazne Panstwo.
To czego ja, Kot Mordechaj, oczekuje od Palikota, to aby nie zwazajac na to jak bardzo zzymaja sie jego (jakze skuteczni!
A tez absolutnie nie wierze, ze ankietowani przez OBOP wszyscy mowili prawde. Bo ludzie sa zastraszeni tom zalobom narodowom i wstydzom sie powiedziec co naprawde myslom, jesli myslom niepoprawnie politycznie.
Dlatego musi byc ktos, kto nazywa rzeczy po imieniu i zacheca do zadawania niepoprawnych pytan, ktore owszem, padaja, ale bojazliwie i pokretnie.
Palikot nie ma krecic. Palikot ma rombac. In dlatego wybral polityke, ab odslaniac oblyde i zaklamanie, nawet jesli nazwiemy ja “skutecznym funkcjonowaniem na arenie politycznej.
Palikot pełni funkcję dworskiego błazna. Jak ważna to była funkcja, wszyscy wiemy z historii. Bo tylko błazen mógł to powiedzieć, czego nie mogli, czy się bali powiedzieć inni.
Mordko, jest jednak roznica miedzy kagancem, a minimalnym wewnetrznym ograniczeniem. Ja na pewno piszac, to co napisalam powyzej nie mialam na mysli kaganca. Ale glupie podkladanie sie, do tego o sprawe, w ktorej wszyscy maja juz i tak swoje stanowisko (niezaleznie od tego, czy sie z niego zwierzaja w odpowiedzi na ankiet, czy nie) jest, moim zdaniem, marnowaniem energii Palikota. Poza tym, skutecznosc perswazyjna, o ktorej pisal i Bobik, i ja, przeklada sie bezposrednio na skutecznosc polityczna. Kto narzuci odpowiednia narracje, tlumaczaca wyborcom swiat w miare spojny sposob, ten wygrywa wybory. Dlatego, zamiast wpasowywac sie we framing przeciwnika, nalezy samemu skutecznie przedstawic i narzucic swoja narracje (ktora i tak sie wpisuje w pare podstawowych scenariuszy, ktore nosimy w sobie - Propp mial racje nie tylko w dziedzinie bajek). Wchodzenie w szczegoly wypadku smolenskiego jest tkwieniem i tak w narracji przeciwnika politycznego, i strata czasu, i kapitalu politycznego.
Co do reszty - brutalnosci w zyciu codziennym, i politycznym, oraz znikomej roli prasy, i wlasciwie nieistnienia satyrykow -absolutna zgoda.
Palikotyzm wszelako odznacza się jednookizmem.
Drugie oko służy mu do trzymania w nim belki.
Przecież to, co wygadują jego koledzy: Niesiołowski, Gowin, Komorowski i inni, to co wyprawiają jego koledzy w terenie, czyli samorządach, to, czego nie robi Tusk, to, jak włazidupstwo dziwiszowe uprawia PO a za nią legalne władze to czym nazwać, jak nie belką. Cała nasza polityka to walka na cepy jednookich. Tak po jednej, jak po drugiej stronie.
Rzecz w tym, ze nie kazdy kraj potrzebyje instytucji “blazna”. Tam gdzie publiczny dyskurs jest swobodny, gdzie dzienikarze nie zachowja sie jak pensjonarki i nie leja lez prowadzac wywiad, tam gdzie nikt nie jest szantazowany faktem, ze polityk w oczekiwaniu na trumne usmiechnal sie do rozmowcy, tak gdzie pytania o role prezydenta w katastrofie lotniczeh sa zadawane w godzine po ogloszeniu tego wydarzenia w mediach - o! w takich krajach zaden blazen nie jest potrzebny.
Ale Polska takim krajem niestety nie jest.
Nie myślę, że wszyscy wiedzą. 47% wyborców nie wie, bo inaczej nie głosowaliby na JK. Oni uwierzyli w jego kłamstwa, więc wreszcie ktoś powinien nimi potrząsnąć
Właśnie powiedziała Jakubiak w Teleexpresie: “gdyby PO poważnie traktowało państwo….” sugeruje widzom, że PO ma ich głęboko gdzieś!
Wychodze po nowa klawiature, bo na obecnej pozostaly juz tylko q, f, x i v .
A Wy sobie piszta, piszta…
Mnie się jednakowoż dość trudno pogodzić z taką wizją świata, w której jest miejsce wyłącznie dla prania toporem po łbiech na jednym końcu i obłudy i zakłamania na drugim. Albo-albo, żadnych stopni pośrednich. A czy już nawet nie nadmierna delikatność lub dyplomacja, ale zwykła uprzejmość, lub zachowywanie form towarzyskich, to obłuda i zakłamanie? Czy stwierdzenie mówi pan nieprawdę zamiast łżesz chamie to szczyty hipokryzji?
Mnie jakoś bardziej leży dyskretna ironia, niż toporne szyderstwo, półuśmiech niż rechot, pan raczy żartować niż pie…isz, ch…u. 
Cały czas mi się wydaje, że nie jest dobre przykładanie dwóch miarek do tej samej sprawy. Jak oni rombią to są chamidła i durnie, a jak my rombiemy to jesteśmy rycerzami prawdy.
I nawet rombać można różnie, tu też mogą być półtony. Ja je wolę dostrzegać, jak również zauważać ten moment, kiedy ktoś zaczyna się poruszać wyłącznie w wymiarach czarno-białych.
Może rację ma Vesper, że przy ogólnej brutalizacji języka i metod walki politycznej w Polsce, już niewiele osób przejmuje się przegięciami. Ale ja nigdy nie ukrywałem, że jestem szczeniak starej daty i wcale nie chcę z tego rezygnować tylko po to, żeby być cool.
I żeby nie było… Ja już nie konkretnie o Palikocie, tylko tak w ogóle.
Trochę w nawiązaniu, a trochę offtopowo przypomnę, że tak sondaże, jak i wyniki wyborów, nie pokazują, co myślą ludzie i co wiedzą, a czego nie wiedzą. Sondaż zamówiony przez Palikota nie dowodzi, że zaledwie 21% społeczeństwa wiąże postawę LK z tragicznymi skutkami lotu do Smoleńska, a 79% tych faktów ze sobą nie wiąże. Wiele w sondażu zależy od postawionego pytania. Omawiany sondaż pokazuje jedynie, że 21% respondentów zaznaczyło tę możliwość jako trzecią co do ważności. Podobnie z procentem głosujących na JK. Nie jest prawdą, że 47% wyborców (sformułowanie od razu kojarzy się z 47% społeczeństwa, a przecież nie powinno) uwierzyło w kłamstwa JK. Motywacje do głosowania na JK moga być różne. Część uwierzyła w kłamstwo, część nie uwierzyła, ale uznała, że cel uświęca środki, część jeszcze 5 latmu miała ochotę zagłosować na Jarka, ale wystartował Lech, część ma zwyczaj głosować metodą wahadła, raz na tych, raz na tamtych, część jest wkurzona na PO, część po prostu nie lubi Komorowskiego, a część głosuje tak, jak im doradza osoba, którą uważają za autorytet. Powodów takiego, a nie innego wyboru może być mnóstwo.
P.S. Prześlę Bobikowi ładną ilustrację, jak powinno się rysować słupki wyników wyborów prezydenckich, to może zamieści.
A jeszcze o funkcji błazna. Ona jest potrzebna i trudno akurat mnie podejrzewać, żebym jej sobie nie cenił.
Tylko że jeżeli taką funkcję pełni satyryk, to wszystko jest na swoim miejscu. Ale jeżeli zaczyna pełnić ją poseł… Podobno w Polsce Sejm jest władzą najwyższą, czyli przywdziewanie przez posła błazeńskiej czapki oznacza, że w rolę błazna wchodzi sam król. Ja tam nie wiem, czy to jest dobrze… 

Nie mam posłowi za złe bycia ekscentrykiem. To jest dla mnie OK, to takie ubarwienie politycznego pejzażu. Ale błazeństwo? Hmm… Nie jestem pewien, czy nie lepiej byłoby to zostawić zawodowcom i amatorom z blogów.
Paula wskazuje na nowy wpis u Bobika…
Ja bym się nie czepiała, że rolę błazna wziął na siebie parlamentarzysta. To w końcu z definicji przedstawiciel narodu. Żeby nie było wątpliwości - harce pana Palikota nigdy mnie nie bawiły. Uważam, że bywał niepotrzebnie dosadny, wulgarny i chamski zdecydowanie ponad moja zdolność tolerowania takich postaw. Teraz jednak swoich wypowiedzi nie ilustruje sztucznymi penisami i nie uprawia happeningu. Z sugestią badania ciała LK pod kątem zawartości alkoholu we krwi moim zdaniem przegiął. Ale co do pozostałych kwestii ma rację, nawet jeśli to racja jednostrona i patrzy na rzeczywistość tylko jednym okiem. Po to w parlamencie jest 566 posłów i senatorów, żeby każdy uważnie, choćby jednym okiem, przyglądał się temu kawałkowi świata, któremu przyjrzeć się najlepiej potrafi.
Dopisz mnie, Bobiku, do szczeniakow starej daty (dziewietnastowiecznych)…
Albo zupelnie nowej daty, bo psucie sobie marki ciaglym waleniem cepem jednak podwaza wlasna skutecznosc… A juz zwlaszcza ja podwaza, gdy sie mowi, “glosujcie na nas, bo my jestesmy inni niz oni”, a jest sie takim samym. Bo wtedy nie ma wiekszych powodow, zeby nie glosowac na oryginal, zamiast na jego troche bledsza kopie (to sa zreszta konstatacje nie moje, ale specjalistow w dziedzinie psychologii politycznych wyborow).
No i zgadzam sie z Bobikiem, co do roli blazna. Niedobrze byloby, gdyby zrobilo sie za duzo poslow a la Nelly Rokita, ktora wahajacych sie nigdy do niczego nie przekona, a tylko juz uprzednio przekonani moga sluchac jej przedziwnych wypowiedzi, i znajdowac w nich jakis sens.
Mnie się wydaje, że Monika uchwyciła tu sedno dwóch odmiennych rozpraw o metodzie.
Jedną można by ująć skoro oni tak, to nam też wolno, a drugą skoro im zarzucamy, że robią brzyćko, to nie możemy robić tak samo. I ja najczęściej jakoś odruchowo wybieram tę drugą. 

Aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że poczucie dużego zagrożenia może i u mnie wywoływać skłonność do pierwszej opcji.
A tu słupki od Vesper
http://www.blog-bobika.eu/foty/wyniki-2010.jpg
zeen, to Pauli się udało zbiec z patelni?

Ja ją chyba na surowo…
Odnoszę wrażenie, że sprawa jest nieco bardziej złożona, jeśli spojrzeć z bardziej ogólnej perspektywy. Można przecież rozpatrywać skuteczność polityczną w odniesieniu do pojedynczego polityka, można też w odniesieniu do całego ugrupowania lub jeszcze szerzej - całego systemu politycznego określonego państwa.
W naszej politycznej rzeczywistości język sporu, jak i węzłowe punkty temetyczne, zostały narzucone przez PiS. Nie ma w tym miejscu sensu szczegółowo rozwodzić się, dlaczego tak się stało - to po prostu język prostych podziałów na naszych i onych, okraszony sosem z miłości ojczyzny i Najświętszej Panienki. Język i tematyka łatwa do przyswojenia. Każda próba narzucenia innego języka i skupienia uwagi na innych problemach, będzie bardzo trudna do przeprowadzenia, bo po takim daniu, wszystko będzie smakować mdło i nieciekawie. Łatwiej dyskutować o przyczynach katastrofy prezydenckiego samolotu, zwłaszcza jeśli uzbroimy się w gotowe wzorce myślenia, niż zainteresować się reformą systemu edukacji. Populizm zawsze był bardziej nośny od merytoryzmu, prawda?
Skuteczność polityczna partii będzie tym większa, im większa będzie zdolność jej członków do wygrywania nośnych medialnie sporów (przeważnie z zastosowaniem populistycznych metod) oraz prowadzenia własnej merytorycznej polityki nieco na zapleczu. W tym kontekście obecność na polskiej scenie politycznej Palikota jest konieczna tak długo, jak długo jest na niej Kurski, Bielan i spółka. Bo ktoś musi podejmowac z nimi dyskusję na populistyczne tematy. Nie jestem pewna, czy sposób prowadzenia tej dyskusji przez Palikota jest najlepszy z możłiwych, ale demagogii nie zwalczy się merytorycznymi uwagami, wypowiadanymi kulturalnie ściszonym głosem. Można oczywiście próbować, można też nic nie robić. Ale to będzie oznaczało oddanie walki walkowerem. Cała sprawa sprowadza się więc do skutecznośći PO jako całości, a nie skuteczności samego Palikota jako polityka. Taki błazen jest im potrzebny z punktu widzenia skuteczności ugrupowania, choćby po to, by przejmować dyskusję na niemerytoryczne tematy, by przez sprowadzenie do absurdu czy wulgaryzmy, czy estetycznego nadużycia, w ogóle zniechęcać do podejmowania ich w publicznej dyskusji. Mam wrażenie, że o to w obecności Palikota właśnie chodzi. Żeby jednak wyglądać ładnie w oczach wyborców, trzeba się jednocześnie jakoś od wybryków błazna odciąć, na przykład podpuszczjąc Gowinów i Sikorskich, by zaczęli się ostentacyjnie oburzać i postulowac wykluczenie z partii. W sondażach będzie ładnie wyglądać, ale błazen co musi być powiedziane, i tak powie. Nie zarzucałabym takiemu myśleniu braku politycznej skuteczności czy braku pragmatyzmu. Cynizm? Pewnie tak. Ale taka właśnie jest polityka.
Ach, coz za rozkosz miec tyle liter na klawiaturze!
Wracajac z nowa deska do domu, rzucilem okiem ma witryne sklepu ze starociami i zobaczylem stara metalowa kolatke do drzwi w ksztalcie… glowy Chrystusa w cierniowej koronie, czesc ruchoma (tluczek) byla zas w ksztalcie zawiazanej opadajacej chustki albo krawatu, zas dziurka do przybijania gwozdzia byla dokladnie posrodku czola, jak przestrzelona. Bardzo gustowny prezent. Moze ktos reflektuje?
A teraz odpowiadam.
Najpierw zeen. To nie do konca jest tak, ze palikotyzm cierpi na jednookizm. Co Palikot mysli o Niesiolowskim mozna wywnioskowac z tego, ze zjawia sie na Kongresie Kobiet czy na Paradzie Rownosci. Co mysli o Gowinie - chocby ostatnia akcja zbierania doniesien o agitacji politycznej w kosciele. To jest dosc wymowne. Gdyby polecial po nazwiskach, wylecialby ze swej partii szybciej niz do niej wszedl, szybciej niz gdyby zaczal w Sejmie rozdawac penisy. To mu jest akurat malo potrzebne. I nie jest jego zadaniem rozdrabniac sie na malych pikusiow ani walczyc z wlasna partia. On ( i spoleczenstwo obywatelskie) ma powazniejszych wrogow niz panowie Niesiolowski czy Gowin.
Po drugie.
Ach jak pieknie Bobik i Monika prawia! Tez bym chcial zyc w swiecie, gdzie panuje wersal i Miss Manners. Ale my mowimy tu o swiecie, gdzie i Bobik, i Monika stoja tam gdzie stalo ZOMO, sa do cna przezarci michnikowszczyzna i sa neobolszewia o ograniczonych mocach umyslowych - z tego co ostatnio slyszalam u redaktora Ziemkiewicza i jego kolegow. Nie chodzi o to by odpowiadac pieknym za nadobne, lecz o to by sie przedrzec przez fale oblakanego belkotu, ktory sie przez Ten Kraj przelewa. Kompletnym nieporozumieniem jest stawianie symetrycznie naprzeciw siebie Nelli Rokity i Palikota. Nelli zapraszana jest przed kamery i mikrofony dlatego, ze jest kompletna oslica, smiesznie mowi po polsku i nosi kapelusz. Palikot, bo ma ostrosc spojrzenia na ktora nie stac innych polskich politykow, bo wsadza kij w mrowisko. Jesli on zacznie zachowywac sie tak jak kulturalny i dobrze wychowany posel H. Wujec, to oczywiscie pies z kulawa noga nie bedzie go sluchal, tak jak nie slucha Wujca.
I prosze tez zauwazyc, ze Palikot nie mowi NIGDY - glosujcie na nas, bo jestesmy lepsi. On pokazuje jedynie co JEGO wscieka do imentu i dlaczego SAM zajmuje sie polityka. On naprawde olewa PO. Ale musi ja miec jako platforme dla siebie. I mnie sie to podoba w jego wydaniu. Bo swiadczy o duzej integrity.
I jest w tym skuteczny, jesli sadzic po reakcjajch na forach, gdzie mozna juz odwaznie mowic, ze Nieboszczyk ponosi moralna odpowiedzialnbosc za te katastrofe lotnicza. Nawet mysmy w tym miejscu tego tak otwartym tekstem nie mowili.
Tymczasem skonczylem.
Lajznolem sie z Vesper.
O, przepraszam, ja powiedziałam, ale mnie foma ofuknął, więc się poczułam ofuknięta
Owszem, ten wywód Vesper jest dość przekonujący. Może faktycznie na pewnym poziomie Palikot jest odważnikiem niezbędnym do zrównoważenia Kurskiego i spółki. Ale dwie uwagi mam. Pierwsza: nikt nie zmusza ani Kurskiego, ani Palikota do odgrywania akurat takich ról, jak odgrywają, więc ich wybór ról coś tam o nich mówi. I druga: nawet jeżeli uznam przydatność pewnych populistycznych zagrań, to jeszcze nie znaczy, że mają mi się one podobać i że mam się pod nimi podpisać.
Dla mojego - a niech będzie, że salonowego - podniebienia pewne numery Palikota miały smak przaśnego, ale jednak pożywnego żuru, a inne już zalatywały pomyjami. Jedne zgadzam się jeść i to bez nadmiernej przykrości, a od drugich odwracam się mówiąc fuj! Jak przez to jestem francuski piesek, to trudno.
Bobiczku, polityka to gra zespołowa, w której chodzi o pokonanie przeciwnika i zdobycie władzy. To jest truizm, ale jednocześnie politologiczny elementarz. Często w patrzeniu na politykę, zwracamy uwagę na ten element definicji, który skupia się na władzy lub pokonywaniu przeciwnika, ale zapominamy o jednym równie ważnym - że jest to gra zespołowa. W każdym zespole ludzie przyjmuja różne role. To, jaką sobie rolę wybiorą, oczywiście dużo o nich samych mówi, ale przecież nikt tu nie twierdzi, że Janusz Palikot to dżentelmen. Chciałabym go jedynie wybronić przez zarzutem zbyteczności na politycznej scenie oraz nieskuteczności.
Zawieszam chwilowo szczekanie, bo muszę jechać odebrać piękne, stare krzesło nie od kompletu, które wylicytowałem za całe jedyne 6 euro.
Ja nie mowilam, ze Palikot jest tym samym, co Nelli Rokita, ale ze przy braku uwagi moze sie nim stac. No i nie mam ja tak wyidealizowanego obrazu motywacji dziennikarzy, zeby myslec, ze zapraszaja go z wysokich pobudek (cienkosc intelektu, spostrzegawczosc - choc ma on te cechy), a wlasnie z powodow jego widowiskosci. I tu wszystko w porzadku, nie mam nic do tego. Ale protestowac, ze on w ogole ma sie NIGDY nie ograniczac - count me out.
Polityka zas jest i gra zespolowa, i jednoczesnie gra o kazdy pojedynczy glos kazdego wyborcy. I decyzje podejmowane sa w pojedynczych mozgach tychze. Polecam tu szczegolnie ksiazki Lakoffa i Westena, ktorych analizy sprawdzaja sie ostatnio ZAWSZE. A w polityce amerykanskiej jest mnostwo osob, ktore stosuja odpowiednik mowienia, ze ktos “stoi tam, gdzie stalo ZOMO”. Wystarczy wlaczyc FOXa, posluchac Rusha Limbaugh, Glenna Becka, rep. Bachmann albo rep. Bohnera. Wiec wmawianie naiwnosci i salonowosci amerykanskim specjalistom od tych tematow jest co najmniej zabawne (mnie mozna wmawiac, jak sie ma ochote, bo ja chetnie przylacze sie do Bobika klubu francuskich pieskow, choc dobry zur tez lubie, jak Bobik).
No a szersza debata np. o tym, kiedy nalezy sie zatrzymac, gdy sie powoluje na skutecznosc (czesto domnienana) mocno moralnie podejrzanych metod to temat dluzszej dyskusji - w Stanach i w Wlk. Brytanii np. na temat dopuszczalnosci tortur w ramach tzw. wyzszej koniecznosci. Ciekawe, ze wlasciwie wszyscy przedstawiciele armii amerykanskiej byli im przeciwni, wiedzac, ze kto mieczem wojuje od miecza ginie. Najbardziej ich stosowania chcieli cywile, i zepsuli bardzo dluga tradycje, oraz zniszczyli obraz panstwa amerykanskiego, ktorego od czasow Waszyngtona z zasady nie torturowalo. Szkody sa niepowetowane, a zyski niewielkie, bo tak uzyskiwane zeznania sa zupelnie niespolegliwe i nieprzydatne (duzo wiecej uzyskiwano wlasnie metodami tradycyjnymi, co juz wielokrotnie udokumentowano). Ale to juz dluzszy temat, i oczywiscie niedokladnie ten sam, co wybryki Palikota, ale ogolnie przypomina o tym jak latwo, w ramach chwilowego zachwiania mozna zniszczyc dluga tradycje juz dojrzalej demokracji. Brytyjczycy tez sie teraz wlasnie tym samym problemem u siebie zajmuja. Jednym slowem trzeba uwazac z haslem “cel uswieca srodki”…
Prosze bardzo, oto jezyk cywilizowanej debaty rodem z Rzepy:
http://www.rp.pl/artykul/505446_Kot_kleptoman_kradl_bielizne.html
Ciekawe, ze srokom takich epitetow sie nie przykleja.
Zdjęcie kociska śliczne!
vesper ( 13:10) - ja tego też nie wytrzymałem i choć na ogół unikam bieżączki (bo co i komu to da?) to odreagowałem u mnie na blogu…
vesper (18:40), tak, ktoś musi mówić językiem koniecznym w pewnych momentach, mowa na stadionie czy na Jasnych Błoniach ze względu na akustykę ma inne wymogi niż gawęda do skupionych łysin w Aula Leopoldina we Wrocławiu. Dlatego stanowczo i stale popieram Revelsteina i jego rozbuchane ataki na KK, choć mam dużo bardziej stonowane poglądy o szkodliwości tej instytucji i gdy mogę, unikam języka, który jest domeną tego blogera. Ale jeśli Kot z Nową Klawiaturą szczerze by chcial zyc w swiecie, gdzie panuje wersal i Miss Manners, to ktoś gdzieś musi zachować znajomość owych form i obyczajów. Czyli (niestety) trzeba jednocześnie rozgrywać tę samą grę w różnych planach, na potrzeby na dziś, na następne miesiące i na całe pokolenia. Myślę, że Myślące Kluby z racji swych talentów i antytalentów (jak mówić i myśleć ładnie umieją, wiem. Ale kto tu umie instynktownie bić bykiem w nos jak Kurski?) powinny dbać głównie o te najodleglejsze perspektywy. Na krótką metę ani nie pomogą, ani nie przeszkodzą. No, poza sytuacjami kryzysu narodowego (Stocznia Gdańska? KOR?), ale na szczęście od paru lat kryzysy narodowe nie za bardzo grożą.
Bobiku, nagrobki przydadza sie jak nie teraz to kiedys tam
vesper, 13:10
swietna ilustracja pis
Palikot razi (mnie) czesto jezykiem, ale wole bardziej grzeszacych slowem niz czynem ( calowanie w reke Pinocheta,
korumpowanie kolegow poslow-nazwiska znane “redakcji”)
na dobranoc ( jeszcze 28° )
http://wyborcza.pl/1,75248,8113495,PiS__Znowu_dostalismy_w_d___.html
zywy rys mowi dobranoc
Magdalena Środa - http://wiadomosci.onet.pl/2195460,,,,,1244911,11212,itemspec.html
Z dziś - http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/sprawa-dla-reportera/wideo/08072010-2130/1988984
No i co z tym krzeslem?
Akurat los tak zdarzyl, ze Lakoff wlasnie dzisiaj napisal kolejny komentarz na tematy polityki amerykanskiej, w ktorym bardzo dobrze tlumaczy obecne klopoty administracji Obamy, i ogolniej Demokratow sposobem w jaki przedstawiaja wlasny punkt widzenia stojac na gruncie pojeciowym przeciwnika (bardzo podobny zakres tematyczny do naszej dzisiejszej rozmowy).
http://www.huffingtonpost.com/george-lakoff/disaster-messaging_b_639040.html
A poza tym u mnie tez straszny upal…
No właśnie, ten upał… Chwilami nie mogę się przemóc, żeby się zbliżyć do laptoka, bo un się łokropnie grzeje.
Krzesło z tyłu mi się mniej podoba niż z przodu, ale ogólnie jest bardzo OK. A jak sobie jeszcze pomyślę o jego cenie, to jest po prostu super-hiper.
Przytulisz go tylem do sciany i nie bedziesz widzial. A to dobrze, ze super-hiper.
Na Lakoffa wciąż jeszcze za gorąco. Ale mogę Wam szczeknąć ciekawostkę o potędze futbolu.
Styl, w jakim grała drużyna niemiecka na Mundialu i jej multikulturalność, przysporzyły Niemcom więcej sympatii niż jakiekolwiek - nieraz drogo opłacane - kampanie reklamowe. Tak przynajmniej wynika z badań opinii. W Izraelu 1/3 młodzieży kibicowała w czasie mistrzostw Niemcom, z czego tutejsze media wydają się być szczególnie dumne. 
Zaloz Lakoffa do zakladek, Bobiku, na chlodniejsza pore.
A sukces w zdobywanou sympatii przez druzyne niemiecka tez wlasnie myslenie Lakoffa potwierdza, i poza tym to w ogole dobra wiadomosc.
Po ratowaniu sie sorbetem, jakos dzisiaj malo skutecznym, przeszlam na metode hinduska, i to dopiero mi pomoglo (juz tam oni cos o upalach wiedza) - zrobilam sobie supermocna masala tea, z mnostwem przypraw, i goracym mlekiem. I juz mi chlodno.
Krzesła do ściany przytulić nie mogę, bo stół jest jednym bokiem przyklejony do ściany. Ale to wszystko drobiazg wobec faktu, że to krzesło jest wyższe od innych i mogę na nim wygodnie pisać bez podkładania poduszek pod ogon.
Zbyt wysokie temperatury też zwykle zwalczam gorącą herbatą, tylko raczej do niej dorzucam świeżej mięty, bo z mlekiem nie cierrrrpię.
Chyba się muszę położyć i spróbować zasnąć, mimo nocnego upału, bo jutro wstawanie mi się kroi o takiej porze, że aż się wstydzę napisać.

Dobranoc.
Z mieta i bez mleka tez bardzo dobre anty-upalowe polaczenie polnocno-afrykanskie. Dobranoc, Bobiku.
male piatkowe brykanko
przed upalami zdazyc przez tereny zielone
powinni duzo pic

do S-Bahn, wypasione, ksiazka i mala butelka mineralnej,
w te teperature starsi
” Koszty transformacji ujawniają się zwłaszcza w postaci utrwalającego się zubożenia połączonego z bezrobociem, co może nawet prowadzić do załamania podstaw demokratycznych struktur państwa. ” - Jan Dębowski
—————-
” Procesy transformacji ustrojowej w pierwszej kolejności podważają ważne dla życia jednostkowego i społecznego poczucie bezpieczeństwa, a co za tym idzie, tworzą warunki sprzyjające powstaniu „społeczeństwa zagrożeń”, będącego zaprzeczeniem społeczności opartej na idei „wolności od strachu i nędzy”. Istotę nowego rodzaju zniewolenia człowieka - pracownika oddają słowa wypowiedziane przez jednego z przywódców strajków solidarnościowych w czasach PRL Mariana Jurczyka: „Dzisiaj jest ogromny bat na pracownika, nie tylko fizycznego, ale i umysłowego. W najgorszych latach komunistycznych robotnik nie był pod takim batem, pod takim pręgierzem jak dzisiaj. Dlaczego? Ponieważ są miliony ludzi bez pracy i przeciętny człowiek myśli sobie tak: odezwę się, podniosę głowę, to jutro po prostu dołączę do kolejki tej paromilionowej”. ” - J. D.
——————
” Owoce zwycięstwa przypadły tylko niektórym warstwom i kategoriom społecznym. Tego rodzaju sytuacja staje się więc źródłem frustracji, a tlące się zarzewie kryzysu gospodarczego połączone z wysokim wskaźnikiem bezrobocia i nieudolnymi rządami elit politycznych w sposób naturalny rodzą skłonności do konfliktów społecznych. Tym samym pojawiają się sytuacje dalekie od kreowania poczucia bezpieczeństwa w szerokim tego słowa znaczeniu. ” J.D.
——————
” Janusz Reykowski pisze na ten temat: „Obszary, które dawniej były zamknięte dla obywateli na skutek politycznych decyzji (np. podróże zagraniczne) okazują się teraz zamknięte z innego powodu - braku środków materialnych. Dostęp do podstawowych dóbr nie jest ograniczony przez «przydziały», czyli decyzje jakichś na pół politycznych gremiów, lecz przez pustki w portfelu”.
W związku z tym nasuwa się nieodparcie uwaga natury ogólniejszej, a mianowicie, że procesy transformacji i globalizmu zintensyfikowały zjawisko depersonalizacji, czyli zacierania (mimo wolności) podmiotowości człowieka i tym samym przyspieszają jego autodestrukcję. W następstwie mamy do czynienia z pozbawieniem jednostki ludzkiej odpowiedzialności za swoje czyny i sprawy wagi ogólnospołecznej. Dzieje się tak dlatego, że niezależnie od tego, jak paradoksalnie to zabrzmi, wywalczona wolność staje się opresyjnym narzędziem zniewolenia. ” -J.D.
—————–
” Albowiem prawdą jest, że świat zglobalizowany bynajmniej nie upowszechnił zamożności szerokich rzesz. Na odwrót - oddalają się one od dostatku. Kształtujące się w szybkim tempie społeczeństwo globalne stało się nosicielem pogłębiających się napięć socjalnych i specyficznych form permanentnej wojny. ” - J.D.
—————-
” … terroryści nie mieliby żadnych szans działania, „gdyż życie większości ludzki nie było w skali świata przynajmniej znośne”. J.D.
—————-
” „Okazało się – zauważa publicysta - że globaliści wcale nie potrzebują wielkiej wojny, by wymusić siłą respektowanie swych interesów. Wystarczy cyniczne operowanie głodem wobec nas, korupcją wobec elit i precyzyjnie lokowanymi wojnami lokalnymi wobec słabych państw”.
—————–
” • trudności w odróżnianiu dobra i zła są źródłem agresji, która wpływa na stopień poczucia bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego. ” - J.D.
—————-
” Należy czynić środowiska (zewnętrzne i wewnętrzne) bezpieczne dla człowieka: „Bezpieczne winno stawać się nasze zdrowie, nasze miejsce pracy, środowisko zamieszkania, instytucje użyteczności publicznej (dworce, stadiony, kluby, również szkoły, szpitale, ulice i osiedla), a także podróżowanie i własne mieszkanie. (…). Nastał zatem czas na tworzenie ładu porozumiewania społecznego, swoistej cywilizacji pojednania” (A. i H. Tofflerowie, Budowa nowej cywilizacji. Polityka trzeciej fali, Poznań 1996). ” J.D.
—————
Całość - na Berdyczów? - profesor filozofii Jan Dębowski: http://www.kulturaswiecka.pl/node/238
Poranne opary absurdu made in Poland
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8119391,Glosowali_na_Komorowskiego__bo_mial_za_duza_kratke.html
A co zrobić, kiedy kandydat z “większą kratką” w dodatku sam też jest większy i szerszy? To nie fair! Postuluję, by przy kolejnych wyborach rozwiązywać ten problem za pomocą eliksiru, od którego kurczyła się Alicja w Krainie Czarów
Dobrego dnia
Ja nie zauważyłam różnicy w wielkości kratek na kartach wyborczych, więc teraz ciekawa jestem czy ona, ta różnica, była.
Kinga Dunin oczykuje, że KK szlag trafi - http://www.przekroj.pl/ludzie_rozmowy_artykul,7094,0.html , po prostu
Bardzo, bardzo mnie zaniepokoil ostatni akapit swiadczacy o nieslychanej w demokracji dzikosci elektoratu pisowskiego:
“- Kiedy się zorientowała, podarła ze złości kartę do głosowania. Panią, która leżała obok cioci, spotkało to samo.”
Mam nadzieje, ze ciocie natychmiast zatrzymano i odwieziono do Tworek.
Jako astygmatyk tez bym glosowal na wieksza i grubsza kratke, ale nikogoi bym nie darl na strzepy.
Dzień dobrego.
Od razu widać, że Beata ma miętkie serce, skoro proponuje eliksir Alicji, a nie łoże Prokrusta. A ono może nawet i skuteczniejsze, bo przed przycięciem lub rozciągnięciem można dokładnie wymierzyć. 

Swoją drogą, dopiero teraz widać, że w dziedzinie identyczności polityków (żeby wyborcy nie mieli problemu z ich mniejszością lub większością) byliśmy światowymi pionierami. Wystartowaliśmy wprawdzie tylko z dwójką, no ale od czegoś trzeba zacząć. Jestem jednak pewien, że Amerykanie już wkrótce wykupią od nas licencję i w tamtejszych wyborach zaczną kandydować jednojajowe sześcioraczki, a potem jak póóójdzieee…
A Komorowski wybiera sie z pierwsza wizyta jako prezydent do… Brukseli!
Karygodne zerwanie z tradycja, ktora nakazuje przeciez pierwsza wizyte skladac w Watykanie.
Mordko, coś mi się widzi, że niedostatecznie wgłębiłeś się w cytowane przez Ciebie zdania. Ciocia podarła kartkę. Panią, która leżała obok (dlaczego pani wylegiwała się w komisji wyborczej, a nie na własnym łóżku? Czyżby bezdomna? A może urżnięta w trup?) spotkało to samo, czyli ciocia podarła na strzępy również panią. Zatem ciocię należało odwieźć nie do Tworek, tylko prosto na komisariat, a panią do kostnicy.
Jedni nie wiedzą, co piszą, drudzy nie wiedzą, co czytają, a społeczeństwo od tego głupieje i już w ogóle nie wie, gdzie kogo odwozić.
nie tylko kratka byla wieksza, ale do tego jeszcze pan Komorowski bezwstydnie byl pisany na poczytku ta sama litera co pan Kaczynski, hanba taka manipulacja
moze pan Prezydent leci do Watykanu, tylko w Brukseli maja tankowanie i on nogi rozprostowac lubi????????
Alez tak dokladnie to przeczytalem, Bobiku. Ciocia najpierw podarla kartke, a potem zabrala sie do darcia lezacej pani (ktora moze byla myszka?). Nikt o zdrowych zmnyslach nie rzuca sie na nieznajoma kobiete (no, chyba, ze jest myszka) i ja drze. Nalezalo zatem ciocie odstawoc do Tworek. A myszce nic juz nie pomoze, obawiam sie :evil:. Raz rozdarta - nigdy juz pozklejana.
POprawm Piesku, “pozklejana”, bo sie zaczna czepiac.
Łóstracyzm z powodó, rze astygmatyzm
Bezinteresowne czepialstwo, a nie lostaracyzm.
Szalet olbrzymi a przed nim stolik
a przy stoliku siedzi kobieta
wchodząc już czuję, że mnie coś boli
i nagle wiem już! Brak paryteta!
Do lupanaru sobie zaglądam
a tam znów same damy niestety
dam tych a jakże, zawsze pożądam
ale się pytam: gdzie parytety?
Za przeproszeniem: biurwa to słowo
oznaczające tylko kobietę
czy już odpowiedź mamy gotową
na biurwę męską, co z parytetem?
No a przysłowia? Co z nimi wreszcie?
tam gdzie kucharek sześć do kotletów
bardzo was proszę panie, umieśćcie
chociaż połowę – trzech parytetów…
Pod moja nieobecnosc na Parnasie, odpowiedzi udziela Bobik w godzinach przewidzianych.
Radze nie irytowac Zastepcy, po dobremu.
Środa z czwartkiem chciała kiedyś
przyjemności mieć paletę
próbowała ajurwedy
w końcu wyszło z parytetem…
http://www.tagesspiegel.de/meinung/oezils-opa-war-nicht-bei-der-ss/1879036.html;jsessionid=CBFCC574398E0EC341B214B4C195A91E
dla Bobika
( i nie tylko oczywiscie )
Łoranybłoskie.
Mogę walczyć z upałem albo z niemiecką biurokracją, ale nie z tymi dwiema zmorami naraz! 

Już się ani trochę nie dziwię, że można chcieć jakąś panią podrzeć na strzępy.
Odsapnąć muszę i uspokoić rozdygotane łapy kawą.
No popatrz Rysiu, co się na tym świecie porobiło. Dziadek Niemca Özila nie był w SS, a Polaka Tuska był w Wehrmachcie.
Język giętki z parytetem
szybko sobie daje radę:
tam gdzie dawniej była babcia.
będzie klozetowy dziadek.
Będzie też na prostytutków,
i kucharków popyt duży,
a gdy się znajdziemy w biurze,
pan biurwiszon nas obsłuży.
Lecz przyznajmy, w drugą stronę
też parytet nam się wmisza,
choćby, ot, do powiedzonek -
na mnie licz, jak na Zawisza!
Bobiku, dla uspokojenia łap ślę wyrazy empatii w sprawie niemieckiej biurokracji. Każdy początek pobytu stypendialnego w Niemczech też mnie przyprawia o dygot łap, a pewnie mam o wiele łatwiej niż Ty, bo to tylko garść zwykłych formalności a nie ludzkie losy. Krążę, w najlepszym przypadku od okienka do okienka, w gorszym - między oddalonymi od siebie budynkami, wypełniam niezliczone formularze, zbieram jakieś pieczątki i podpisy, przy czym średnio w połowie przypadków się okazuje, że Frau XY, ktora jest zustaendig w sprawie pieczątki urzęduje tylko trzy dni w tygodniu od 10-12 i własnie wyszła. No a nikt, kto nie jest zustaendig, mi potrzebnego formularza nie wyda…
Zawisz, zawisz, dyndaj śmiało

kiedy będziesz przed kobitą
na ponętne spojrzysz ciało
będziesz wtedy wielką pytą!
Wiedziałem, że na co jak na co, ale na empatię w sprawie biurokracji na pewno mogę liczyć.
JK zaprotestował przeciwko Schetynie nie przychodząc na głosowanie. Godzinę później głosował już na Wenderlicha i mu gratulował. No i czym on się różni od Palikota?
Z zagranicznych biurokracji najintensywniej doświadczyłam biurokracji francuskiej. Jeśli niemiecka w jakiejś części ją przypomnina, to szczerze współczuję. Czy w Niemczech też trzeba z dwutygodniowym wypredzeniem umawiać się na randes-vous, żeby sobie założyć konto w banku? To jest chyba coś, co mnie ostatecznie rozłożyło na łopatki.
Bobiku, liczyć możesz o każdej porze
Szczególnie od czasu kiedy z powagą w oczach wyjaśniono mi, dlaczego uniwersytet (w Twoim landzie) nie może mi wydać karty bibliotecznej, chociaż bardzo by chciał. Studenckiej, która zdaniem niemieckiej biurokracji dawałabymi uprawnień w sam raz jak na miesięczny pobyt, nie dostanę, bom nie studentka. Pracowniczej nie mogę dostać, chociaż jestem gościem w ramach partnerstwa instytutów, bo ma za długi czas wypożyczeń i mogłabym … wywieźć wypożyczone książki do Polski…
Przymuje najserdeczniejsze zyczenia i gratulacje - JKM ma zostac po raz pierwszy Prababcia. Prawnuk urodzi sie w grudniu w Hongkongu w rodzinie syna (11-ty w kolejce do tronu) ksiezniczki Anny. A w Hongkongu dlatego, ze tam pracuje jego ojciec, Andrzej Philips.
Moja wlasna Babcia, niestety, nie doczeka sie prawnuka - nie mam takich mozliwosci po jednej wrednej wizycie u tego Bydlaka-Weterynarza.
Noo, karta biblioteczna to jest bardzo poważna sprawa. Tu chodzi przecież o Staatseigentum.


Biurokracja francuska, z którą też swoje doświadczenia mam, jest od niemieckiej zarazem i okropniejsza, i bardziej strawna. Okropniejsza przez to, że burdel w niej bywa nieziemski, urzędnicy obojętni i niekoniecznie kompetentni, a przepisy bardziej zawikłane. Ale to potrafi czasem być dobrodziejstwem, bo takiego niekompetentnego urzędnika, który w gruncie rzeczy swoją robotę olewa i w tych zawikłanych przepisach nie chce mu się babrać, można czasem zażyć z mańki, wmawiając mu z bardzo kompetentnym wyrazem pyska, że zgodnie z paragrafem takim a takim powinien wydać decyzję taką i taką. Robiłem to nieraz i często się udawało. A z niemieckim urzędnikiem się nie uda, bo on weźmie Gesetzbuch i sprawdzi.
Na renedez-vous w sprawie założenia konta u nas też na ogół się trzeba umówić, ale terminy są krótsze.
Staatseigentum Staatseigentumem, ale muszę przyznać, że oryginalnym pomysłem jest zapraszanie obcokrajowców na pobyty badawcze i odmawianie im dostępu do biblioteki
Na szczęście spotkałam się z tym jak dotąd tylko w mieście B.
Kocie, gratulacje dla JKM na łapy Twoje
Her Majesty jest rozpromieniona, jak mi donosi kumpel z Palacu. I nie stracila glowy jak swegfo czasu Premier Thatcher, ktora wyszla kiedys z drzwi na Downing Street i obwiescila tloczacym sie tam zawsze dziennikarzom : ZostalYSMY babcia! (We are a grandmother!) . Strasznie sie z niej rozne paliKoty w Parlamencie natrzasaly ( u nas to co drugi jest paliKotem). Ale lagodnie i zyczliwie.
Oczywiscie JKM ma najdluzsze doswiadczenie polityczne w swiecie - 60-letnie i wie co kiedy powiedziec.
To nic w porownaniu z modnym juz od wielu lat w Stanach powiedzeniem “we are pregnant” (zwykle wypowiadanym przez przyszlego ojca)…
Ma ono swoje uzasadnienia, ale jednak nie cechuje sie ani precyzja jezykowa, ani biologiczna… 
http://wyborcza.pl/1,87648,8119460.html
“A pani nigdy nie klęczała, nauczyciel nie lał po łapach? Nie?! Nas kierownik szkoły pałą gumową lał, to dopiero bolało. A na ludzi wyszliśmy.”
pomysly na wychowanie zostaja do zycia konca
Ordnung muss sein, Beato
a jak wiesz w pracy swiete sa: godziny pracy (od-do) i przerwy
Rysiu, czyli nawet gdybyś bardzo nie chciał przerwy, to i tak musisz ją mieć?

tak to jest, dokladnie tak
Rys uprzedzil mnie ze zlinkowaniem tego artykulu z Wyborczej, ktory mnie tez porazil.
Nie fikam, nie brykam, a zbieram papiery, podpisuję i warczę. Może uda mi się wysłać do czegoś związanego z ubezpieczeniem (ono samo upycha to na inaczej zwącą się firmę) wszystkie papierzydła i w zamian dostać pieniądze za ten samochód, którego nawet nie chcieli składać do kupy. Ale habeas pedes oraz non habeas universitas więc narzekam umiarkowane, a warczę, żeby nie stracić formy.
Andsol, jestem gotow namowic Stara aby Ci zafundowala bilet do Londynu i karmila bazantami, gdybys tylko zechcial jejne papiery uporzadkowac, rozeslac co jest do rozeslania, przeprosic za spoznione platnosci etc. etc.
How’s that for a mitsvah?
Melduję się po powrocie od Starej Żaby i idę doczytać
Andsolu, furda samochód, furda papiery. Najważniejsze, że możesz powiedzieć: nad pedesami habeas korpus.
Haneczka wrocila!
Mordko, należy mi się solidny drap za nagłe zniknięcie
Pan mąż wyraził chęć wyjazdu byle dalej od, a to rzadkość wielka i wtedy trzeba działać błyskawicznie, żeby się nie rozmyślił, pracoholik jeden 
) .
Przez trzy dni byłam bez prasy, radia, TV i internetu. Jedyny wyjątek zrobiłam dla meczu Niemcy-Hiszpania (dla Ciebie, Bobik
Wzruszyłem się niemal jakby Niemcy wygrali, Haneczko.