Upiorniki dziadowskie

Upiorny Gość

Buuuhuuu…
Wszędzie ciemno, wszędzie głucho,
czas napełnić sobie brzucho,
więc upiornie wyć zaczynam:
jest tam który? Halo! Wina!


Wziąłbym nawet od człowieka
bordeaux, rioję lub malbeka,
lecz mam problem, dusza mnie łka -
jak mam podejść do źródełka,
kiedy ja się jak cholera
boję Kota Schroedingera?
Łkam więc tylko jak dziecina,
w krótkich słowach: halo! Wina!
Buuuuu…..


Lekko Duch

Na party lecę, na party,
lekko niczym kamikadze,
coś zdmuchnę z konta lub z karty,
żeby trochę ulżyć Adze,
albo jęknę lekko marty-
rologicznie, podprowadzę
beton lub przyciężkie żarty,
zbagatelizuję władzę,
na stół rzucę nos utarty…
Będzie drobna zawierucha,
lecz cóż to dla Lekko Ducha?
Hu-ha!


Demon Maxwella

Straszną zadano mi pokutę
za czyny me kaprawe,
miast wina – losie, co za smutek! -
wciąż muszę żłopać kawę.
Toastu nigdy nie wychylę,
o zdrówku nie ma mowy,
mdłe, przesłodzone spędzam chwile
z Potworem Ciasteczkowym.
Ach, gdybyż wina chociaż kropla
skończyła mą udrękę!
Zaraz bym tu wykonał hopla
i zawył z dużym wdziękiem:
huuuuuuuu…


Aga

Duch Czasu ubożeje
Bo czasu coraz częściej nam brak
Na namysł, na troskę, na przyjaźń,
Na wątpliwości, na takt.
Wśród sprzętów, natrętów, przekrętów
Slalomem, po trupach, choć strach
Gnamy, gdzieś gubiąc po drodze
Cenny czas – w tanich grach.
A oto nasza nagroda,
Wygrana gorsza od straty:
To czas, w znaczenia ubogi
i duch – karłowaty.


Demon Kawowy aby zahulał
W kawie się musi znaleźć Kahlua.
Mnóstwo likieru,
Kawy ciut, ciut
I zaraz demon
Wyje jak z nut.
De-mo-niiiii-cznieeeee


Duszny nastrój ropuchy
Obrodził w ubogie duchy.
Duchy – do puchy
Ropucha – w tryb skruchy.
Hm, hm.


Duch Czasu

Kto mnie wołał i chciał czego?
Kto robił tyle hałasu?
Fakt, trafiło na biednego,
co ma wciąż za mało Czasu,
toteż piję tylko łyka,
duszę biorę w trok – i znikam.


Demon Maxwella

Duchu, marny puchu, ty wietrzna istoto,
dajże mi się napić, chodzi tylko o to!
Przyjmę ja napitek nawet od straszydła,
byleby nie kawę, bo mi strasznie zbrzydła,
buuuuu!!!


Aga

Pij, demonie, pij
Potem szklankę zbij
Gdy w suchym pysku suchy kaszel sucho gdera.
Pij, demonie, pij
Gdy cię woła żmij
Odkrzyknij dziarsko: „Będę walczyć, lecz nie teraz.”
‘Bo teraz piję.’


Schroedinger niecnota
Uszkodzić chciał Kota
(lecz tylko połowicznie).
Kot podziękował ślicznie
Za taki wredny personel
I najął inny, o którym usłyszał,
Że eksperymenty robi
– lecz tylko na myszach.


Kot Schrödingera

Troszeczkę miauczeć mi nie w smak
na bytu trudny temat,
bo kiedy gdzieś procentów brak,
to mnie zazwyczaj nie ma.
Lecz gdy ktoś wniesie wina dzban,
naleje hojnym gestem,
ja bez wahania zmieniam stan
i w szybkim tempie jestem.
Cwałują chwile w siną dal,
raz trzeźwy-m, raz pod gazem,
i w końcu wszystko mi egal,
jestem i nie zarazem,
huuuu uuuuh!


foma

miałczy kotek miauu
mleczko wypić chciał
a tu leją mu szampana,
szampan ciepły, już od rana
czeka na szał ciał
po których by lał. Się


Bobik

Westchnął Kotek – o!
Co ci Kotku, co?
– Dość mam tych szampanów wszystkich,
daliby porządnej whisky,
to by było to!


foma

Pędzi kotek pędzi,
przez pokój przez kuchnię
chciałby dopaść barku
nagle… jak wybuchnie!
liże kotek łapę, wódką ranę leje
żadna tam psia jucha! ufff, wreszcie się dzieje


Aga

Zachciało się ropusze
do wielkiego świata
gdzie gracja, delegacja
RSVP i frittata.
Przewróciło się w głowie
niekumatej paskudzie:
Ruszaj w błoto – w salonie
nadymają się ludzie.


Czuj-Duch

Komuchy, zdrajcy, mafie,
mnie nikt nie nabuja,
ja zawsze gdzie chcę trafię,
wyłącznie na czuja.
Zasuwam w orlim pędzie,
czy słońce, czy plucha,
niosąc wszystkim orędzie,
że brak im Czuj-Ducha.
MEGO bójcie się tonu,
do ubogiej gejszy,
JA ze wszystkich demonów
jestem najstraszniejszy,
ha!


Aga

Zamknięta butelka
– obietnica wzruszeń.
Zamkniętą butelką
Was skuszę.
Zamknięta butelka
– kształt marzeń.
Zamknięta butelka
… no ile można czekać na korkociąg!


Demon Maxwella

Wina pić mi nie wolno przez klątwę straszliwą
i zakazu przestrzegam dotąd jako żywo,
ale o dereniówce nie było ni słowa…
To polejta i zacznie się inna rozmowa,
hahahahahahaaaaa!


Aga

Wino. Korkociąg. Akcja.
Stopklatka. Gdzie ciąg? Nie ma ciągu.
Miał być film akcji, nie wykres
notowań korkociągu!
Chcesz mieć akcję, schwyć korkociąg.


W Zdrowym Ciele Zdrowy Duch

Nalejcie mi prężnie, z wymachem, przysiadem,
bym wszystkim chorobom bez trudu dał radę,
nalejcie mi w biegu, w skoku i w rozpędzie,
od wina mi zdrowia chyba nie ubędzie,
hu-hu-ha!


Aga

Straszne otchłanie. W strasznych otchłaniach
demon demona strachem pogania.
Gnaj, straszny bracie, ruszaj, do czarta!
póki na Ziemię droga otwarta.
Ckni się demonom w strasznych otchłaniach.
Ach! Ckni się strasznie bez opętywania.
Nieopętanym też strasznie nudno,
Gdy demon milczy, wytrzymać trudno
– takie straszne rozanielenie człowieka ogarnia


Duch Przyjaźni I Współpracy

Towarzyszki i Towarzysze!
Mam zamiar w ramach współpracy
ululać się dziś na cacy,
póki będzie w czołgu paliwo.
Czy jest ktoś przeciw?
Nie słyszę.
No to lejta, kooperatywo!
Ziuuuuu…


Aga

Aaa… aaa…
były sobie duchy dwa.
Aaa… aaa…
niedopite, ciut rozbite obydwa.
Ach, śpijcie oba
sen z pewnością duchom się spodoba.
O północy prysną sny
Zakrzykniecie: ‘Teraz my!’
‘Czas na psoty, czas na gry.’
(Nie bądź bladym duchem
pochwal się łańcuchem!)


Ubogi Duchem

Wiem, mnie nie wpuszczą w te progi,
bom za ubogi.
Nikt nalać nie jest mi chętny,
bom niemajętny.
W pysk dają memu duchowi,
bo nie ta kiesa.
To ja się pójdę obłowić
do Prezesa.


Aga

Wbij się, duchu, w szelki
wnet się staniesz wielki.


Demon Maxwella

Kończy się kiedyś wszystko to, co się zaczyna
i choćby Bobik wołał jeszcze „halo! wina!”,
nie brzęknie szkło, nie skoczy dziś już nikt do Tesco.
Dobranoc ludzie, duchy. Dobranoc imprezo


Bobik

Psy się uśpiły, księżyc już w pracy,
przygotowane wszystko na cacy,
pod drzwiami czeka gości gromadka,
jak zobaczycie kto, aż was zatka:
strzygi, wampiry, demony, czarty –
można zaczynać Upiorne Party.
Bój homerycki wstrząśnie dziś nacją
Sił Halloweenu z Cywilizacją.
Co jedna strona, w odnośnym stroju,
zbierając siły ruszy do boju,
na drugą rzuci się zwartym szykiem,
to niech przywali tamta wierszykiem,
rymem dołoży lub rytmem ostrym,
by krew zaczęła tryskać na posty.
A jeśli rycerz który zobaczy,
że mu wierszyki nie leżą raczej,
że o rymnięciu myśli ze zgrozą,
niech siecze, kłuje, tnie i rżnie – prozą.


Wąpierz H.:

Niech ktoś zmierzy się z wąpierzem,
Zaraz będzie lecieć pierze!
Zaraz ja takiego śmiałka
zaknebluję, że aż załka!
Jak nikt umiem kręcić lody,
w Watykanie mam swe chody,
jeśli potknę się, to szybko
wybrukuję drogę Lipką –
czy to lato, czy to zima,
na wąpierza mocnych ni ma!


Jako asonans niejedno przejdzie.
A nieasonansowo może być np. tak:
Apeluję, jakem Wąpierz:
kijem feministkę złą pierz!


Chór Śmiertelnych Cywilizantów

Wąpierzowi w krótkich słowach:
postać z ciebie jest jałowa,
choć wyskoczyłbyś ze spodni,
żadnej głowy nie zapłodnisz,
twe przechwałki więc, człowieku,
onanizmem są poniekąd.
Niech cię diabli, niech cię katy,
zmykaj sobie w swe zaświaty!


Ksiądz Natanek

Oj dana dana,
pełno Szatana,
we wszystkich kątach, na wszystkich zmianach,
oj dana!
Lecz zwykły diabeł niech się odwali,
dzisiejszy szatan to jest Michalik,
czart najwcieleńszy i wampir zgoła,
a na dodatek jeszcze wilkołak!
Oj dana…
Oj dana dana,
sprawa to znana,
bez Michalika sprawa przegrana,
oj dana!
Piekielne sprawki bez niego leżą,
nawet zoofil nie dręczy zwierząt,
bowiem Złe może hulać zażarcie
najlepiej, gdy ma biskupa wsparcie,
oj dana!


Chór Śmiertelnych Cywilizantów

Chociaż Michalik pogrywa ostro,
zawsze wychodzi z tego dziadostwo,
chór nasz ni palcem kiwnąć nie zdąży,
a on już zdoła się sam pogrążyć,
już w drgawkach zwija się jego władza…
Więc cyt! Spróbujmy mu nie przeszkadzać.


andsol

Magdzia cioci się zwierzała,
że łuskać pestki uwielbiała.
– Oczywiście – ciocia pyta –
pestki te ze słonecznika?
– Z dyni – Magdzia odpowiada.
Ciocia na podłogę pada,
Z płaczem: – Żułabyś pistatio
To nie byłoby fellatio!
Tam gdzie miałaś podniebienie
Przez szatańskie to nasienie
Masz podpiekle! Krzyż na skroń
I do egzorcysty goń!
—–
Tak się dzieje gdy gendery
W naszym życiu biorą stery,
Lucyferyzm się rozwija,
Dynia pokazuje ryja.


Bobik

Drżyjcie, genderowcy! Wiedźma Pawłowicz w natarciu:
Ja się Gendera boję dość słabo,
wiem: chłop jest chłopem, a baba babą.
Baba to wiotka jak ja leluja,
a chłop ma tego, no… cechy płciowe,
do grzesznej akcji zawsze gotowe.
Podobno nawet są pierwszorzędne,
lecz w moim życiu dziewiczym zbędne,
bo jakoś wiążą się z tym, no… seksem,
tfu, lecę usta wytrzeć pumeksem!
(wbrew swoim zwyczajom przerywa i leci po pumeks, ale nie ulega
wątpliwości, że wróci)


Genderze, Ty tu nie pokazuj nóg, tylko bierz i walcz!
No, chyba że chcesz zaśpiewać:
Sex-appeal, to właśnie broń Gendera,
sex-appeal, prawicy sen odbiera,
choć
grzmi,
że to zło,
czapką nie przykryje go.
Jeden z drugim go z trybuny pognębić chce,
ustawą tnie,
ale ten Gender, on swoje wie.
Sex-appeal, dla każdej orientacji,
sex-appeal, do drinka, do kolacji,
tu
czas
wpaść już w tryl:
moja broń to sex-appeal.


mt7

Gender

Kto mnie wołał, czego chciał,
zebrałem się w com ta miał.
Bobik będzie gości miał,
jako chciał, jako chciał,
byle jeno wicher wiał.
Uuuuuaaaaayyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy!!!


Bobik

Jak było do przewidzenia, niezatapialna Wiedźma Pawłowicz wróciła i
rusza do ataku.
Dam ja wam związki, dam ja wam Gender,
zaraz się tego świństwa pozbędę!
Jak moc tradycji rzucę na szalę,
ten cały Gender nie piśnie wcale.
Pod obcas wezmę, po ryju skopię,
żeby dać dobry przykład Europie!


mt7

Gender (wpada niespodziewanie w liryczny ton)
Ech ty w życiu, ty w życiu jedyna
do mej wiedźmy wzdycham wśród marzeń,
lecz choć nie wiem, gdzie leży przyczyna,
ona wciąż mnie nie chce i odpycha.


Chór Śmiertelnych Cywilizantów

Puenta nagła zwieńczyła dramę:
Wiedźma zapluła nam się na amen.
Gładko ją zaraz wchłonęło piekło,
zatem Europa może odetchnąć


Bobik

Terlique:

Hop-siup, na golasa
jakże miło tak pohasać.
Gdy nie więzi mnie pas cnoty,
uruchamiam zaraz dotyk,
dalszych spraw też nie pominę,
czynem wspierać chcę rodzinę
i powstańców mieć gromadkę.
A tym, co nie ruszą zadkiem,
by Polaków było więcej,
śrubę wsadzę i dokręcę,
hahahahahaaaa!
(wstrząsa nim upiorny śmiech)


zeen

PIS skub!
Wesół z wioski:
Bo srebro i złoto to nic, chodzi o to
by z młodym być ciągle, najlepiej z zygotą…


Bobik

Zygota nas uczy, zygota nas bawi,
zygota papuzi ma wdzięk oraz pawi,
czy w mieście, czy na wsi, to przecież się wie,
że nie ma jak dobra zygota, ole!


zeen

Wesół z wioski:
Z zygotą i owszem lecz powiem ja ci,
że musi koniecznie tej samej być PC


Drżą przed nim nawet wszyscy biskupi
podpaść nikt nie chce, ooo… nie ma głupich
tak od kleryka do kardynała
administracja kościelna cała
Bo najstraszniejszy to księdza wróg:
Pan Bóg…


mt7

A co ja mam z nim robić, z tym golcem?
Też mu dokręcać? Eeee.
On może co najwyżej swoją żonę straszyć golizną.
Może niech orkiestrę założy.


Chór Śmiertelnych Cywilizantów
No, Terliku, za twe zbytki
hop do piekła, boś ty brzydki!


foma

Duch Dystansu:

ech, emocje, podniety, podskoki
najpierw się gotuje, chwilę potem spokój,
gender, radio, prasa, dzis jest, jutro inne
zamiast szukac rymu, ziewnę tylko z boku
uaaaaaaa (ziew duszno-upiorny)


Bobik

Zbliża się północ, Zespolone Siły Halloweenowe, coraz bardziej
przyciskane do ściany przez Genderowców, sięgają po Wunderwaffe.
Upiór Antoni:
Huuuuu huuuuu…
Bawicie się tu, świńskie ryje?
A tam gdzieś w lesie brzoza wyje,
ucięta w kwiecie… całkiem sama…
To na uczucia święte zamach,
żeby urządzać śmichy-chichy,
żłopać coś, nawet bez zagrychy
(którą, to przecież nie nowina,
Tusk dawno zaniósł do Putina),
gdy Naród zdycha, Prawda kona…
Lecz co tu gadać, rzecz sprawdzona,
że dla lewackiej tej hołoty
nic nie jest święte. Nawet trotyl!
Huuuuu….


Prawda

To wcale nie Terlique, lecz ja jestem naga,
a prawdziwa cnota to jest Lady Gaga,
o!


mt7

Widzę, że Duch Oko szybuje wysoko.


Chór Śmiertelnych Cywilizantów

O matko, Upiór znowu smęci…
A niech go biorą wszyscy święci,
lub wszyscy diabli, jak kto woli,
byle się wreszcie odpinkwolił,
zapadł pod ziemię, zniknął z oczu,
każdy by wtedy ulgę poczuł.
O, chyba wreszcie przyszła pora –
diabli porwali nam Upiora.


zeen

Wampir jestem, tak mnie zwą,
żywię się wyłącznie krwią
młodą krwią, tak na początek,
na śniadanie – krew dzieciątek.
Kiedy strawię już krew dziatek,
obiad: jasne, krew ich matek!
Od kolacji sybarycę:
każdą krwią się wtedy sycę;
młodych, starych, małych, dużych
bo wieczorem każda służy.
Przez noc całą sobie sączę
bo krwiodawców są tysiące!
Lecz nie ruszę, bo to nędza,
krwi katolickiego księdza …


Bobik

Wampir się chyba naigrawa –
wszyscy są równi wobec prawa,
jak równość to ma nie być szopa,
proszę duchowną krew też żłopać!


mt7

Czy Upiór Antoni Oko pogoni, bo przykrywa swoim pojawieniem jego
wystąpienie?
Antek, przestań się chłopie wygłupiać, idź się wyśpij.
Zobacz, życie ci ucieka, pożyj trochę, człowieku.


Ooo, już go wzięli do podziemnej celi.


zeen

Wampir nie ziemskim podlega prawom.
Kiszką mu wiszą. W dodatku krwawą…


Bobik

Minęła właśnie północ. Dowód?
Rozsypał duchów się korowód,
zniknęły diabły, strzygi, wampy,
jasno, bezdusznie świecą lampy,
lecz dodać ducha nam się stara
Wampirów naszych drogich para.


zeen

Wampir się najlepiej bawi
gdy ty krwawisz…


Bobik

Raczej się zbytnio tym nie zachwycę,
że wampir leci na mą krwawicę


zeen

Nikomu nawet i nie drgnie brew
bo wszyscy wiedzą: dobra psia krew!


Bobik

Pies też by umiał wyssać wampira,
gdyby już wkrótce nie szedł do wyra.


zeen

No to spokojnie kładź się kolego,
ja sączyć mogę i z leżącego…


Bobik

Pies padł ze śmiechu wprost na posłanie,
skończone party, skończony taniec,
głowę już złożyć czas skołataną,
więc jeszcze tylko ciche – dobranoc.


Nisia

Idź spać, Bobiku, idź, moje ptaszę,
a ja cię teraz nieco postraszę…
A kiedy rano złożysz poduszkę,
zewłok mój będzie pod Twoim łóżkiem!


andsol

Chór polski (odpowiednik greckiego) śpiewa:
Dzień za dniem powoli mija.
Coraz dłuższa życia szyja.
Wszystko wokół się pierdoli,
My w niewoli, my w niewoli.