Kierowniczka

Wielki czyn Kierowniczki chcę opiewać ostro,
mową w supły związaną, nie łatwą, nie prostą,
nie dla pracującego przeznaczoną ludu
(bo lud z mów nie rozumie i tak ani dudu),
ale dla wykształciucha, co nie z soli-roli,
tylko z tego, na ile WordPress mu pozwoli.
To była księga pierwsza. Aliści na kompie
wpisał mi się ciąg dalszy: ja jeszcze nastąpię! :-)

Walecznej Kierowniczki w jej parciu do zbiorów
nie powstrzymałby nawet wywar z muchomorów,
niech Zeus przeciwników jej ma w swej opiece,
gdy zechcą przeciwstawić się jej w bibliotece.
Pośród szczęku czyneli i szyneli prężnych
nadludzkich dokonuje ona dzieł orężnych,
straszny pies łańcutowy zęby na nią szczerzy,
lecz ona, nieulękła, do archiwum bieży,
przebija się przez zwłoki cymeliów spiętrzone,
i chwyta tarantellę w dłonie zakrwawione.
O, nie zadrży jej ręka ani włos na głowie,
gdy o Niderlandczyka koncertach się dowie,
niźli życie jej milszy interes publiczny
( jego głosem „Wyborcza” oraz „Ruch Muzyczny”),
i w tejże słusznej sprawie rzeczone szpargały
zasłania własną piersią oraz ciałem całym,
by o nich opowiedzieć spragnionym słuchaczom.
Niechajże narodowie wżdy postronni baczą:
nie zmażą wrogie kręgi, ni zazdrosne sitwy,
Kierowniczki dokonań na polu tej bitwy.
A ja, którym wyśpiewał je w blogowej izbie,
będę w słonku jej chwały grzać się tu na przyzbie.