Rozterki wieku szczenięcego

nie, 14 grudnia 2008, 03:23

Nadchodzi taki dzień w życiu szczeniaka, kiedy trzeba pomyśleć o przyszłości. Już nie wystarcza uganiać się za piłeczką i dawać się smyrać po brzuchu. Niewidzialna ręka upływającego czasu pisze na ścianie ognistymi literami poważne słowo OBOWIĄZKI. I już wiadomo, że coś się skończyło, coś się zaczyna, a w ogóle to lepiej szybko samemu wpaść na jakiś pomysł, zanim się zostanie wpadniętym.
Najprzyjemniej, a i niesprzecznie ze zdrowym rozsądkiem, byłoby uczynić zabawę obowiązkiem, hobby pracą, namiętność źródłem zarobku i codzienność przygodą. Szczęścia i dostatku to wprawdzie nie gwarantuje, ale pozwala myśleć o niezaliczonych jeszcze dniach bez obrzydzenia. Ale gdyby wszystko było proste, to co zrobilibyśmy z krzywiznami? Między intencją a realizacją leży piekło, wybrukowane nie tylko dobrymi chęciami, ale i prozaiczną nieumiejętnością, niemożnością, niesprzyjającymi warunkami, pechem, a nawet, w przypadku niektórych psów, złą karmą.
Dla stworzeń o skłonnościach do rozmyślania tu zaczynają się schody. Czy pies, który zrezygnowałby ze swoich pragnień, zasłaniając się złą karmą, jest rozsądnym psem, czy głupim? I czy nie należy wziąć pod uwagę, że pragnienia nie zaspokaja się karmą, tylko czystą, żywą wodą? A czy nie jest aby słuszne w ogóle przestać dzielić kudłaty włos na czworo, tylko po prostu pójść do pierwszego lepszego komisariatu i zapytać, czy przypadkiem nie mają wolnego etatu dla psa-cywila, który marzy o zostaniu mundurowym?
Tak się stale huśtać między poezją marzeń a prozą życia to jest w gruncie rzeczy cyrkowa sztuczka. Ale zauważyłem, że pies, który tej sztuczki nie chce się nauczyć, jest do końca życia skazany na pilnowanie obejścia. No, powiedzmy sobie szczerze – znam przyjemniejsze zajęcia!

O czym rozmyśla psina, gdy duża być zaczyna,
to ja najlepiej wiem.
W temacie „me marzenie” chce każde prawie szczenię
być policyjnym psem.

Lecz gdy chcesz być służbistą, masz drogę wyboista
przeróżnych pełną raf.
I często się po drodze wygłupić trzeba srodze
i mnóstwo strzelić gaf.

Podbiegasz do sąsiadki, chcąc schwycić ją za gatki
i zaraz słyszysz: stop!
I już ci ktoś powiada: w policji nie wypada
wyprawiać takich szop.

Pod nosem klniesz „cholera!” i złapać chcesz dilera,
a tu kolejny szok,
bo to nie żaden diler, a znany dość jubiler,
choć ululany w sztok.

Dopadasz więc faceta, co sztywny jak sztacheta
banknotów trzyma kiść…
Porażka! Tacy ciecie cenieni są w tym świecie
i ich nie wolno gryźć.

Dostajesz jeszcze szansę, podchodzisz z reweransem
do pani ę i ą
i nokaut, nie znasz życia – w kajdankach dziś do kicia
za przekręt wezmą ją.

Z boleści i frustracji nie możesz zjeść kolacji,
a dalej działać chcesz,
lecz jakże tu brać udział, gdy nie znasz się na ludziach
i stale robisz clash?

Gdyś zagryźć się gotowy, przychodzi ci do głowy
że to był tylko test.
że z niepewnością walka to standard i normalka,
gdy ktoś szczenięciem jest.

A jeśliś nie szczenięciem? Cóż, możesz krótkie spięcie
wywołać (i nie raz)
lecz gdy założysz z góry, że lepsze synekury,
to jaki z życia szpas?

Więc po przemyśleń chwili, znów szczenię we mnie kwili
radośnie szarpiąc smycz:
w marzeniach już gotowy-m być pieskiem mundurowym!
I po to był ten spicz.