Śnieg

Nie wiem, co ludzie w tym widzą.
Zwłaszcza ci mniejsi biegiem,
z piskiem rzucają się do drzwi,
by spotkać się z tym… no… śniegiem.

Ktoś zwykle za nimi coś krzyczy,
że czapka, że szalik, że grypa…
A co tam! Rozum do kąta,
bo białe zaczęło sypać.

Mój nos nie kapuje za Chiny,
dlaczego to takie mecyje?
jak coś do sensu nie pachnie,
to czy na pewno to żyje?

I łapom to zimne kleiste
niewiele wydaje się warte.
Cóż to jest dla łap za radocha,
że będą wkrótce wytarte?

Ogona już nawet nie pytam,
bo z góry znam jego opinię.
Mokry tak dobrze jak suchy,
choć siądź ty i płacz, nie wywinie.

Całości psa więc ta sprawa
podoba się umiarkowanie.
Co całość ma z takich opadów?
Lepsze jedzenie? Czy spanie?

Nie dosyć, że piesek z natury
zmartwienia przeróżne ma liczne,
to jeszcze mu trzeba dokładać
zjawiska atmosferyczne?