Popular Tags:

Optymistyczny zwierz

pt, 10 kwietnia 2020, 19:20

Gdybym ja miał dłuuugi ogon,
jak na przykład jakaś żmija,
w sercu by mi było błogo
i bym czuł, że los mi sprzyja.

Gdybym ja miał łap dwadzieścia,
a nie cztery, jak mam dziś,
szybciej zaszedłbym do Brześcia,
a to bardzo miła myśl.

Gdybym głowę miał ogromną,
rzędu słonia, przykładowo,
resztę psa bym mógł mieć skromną,
dość już szpasu miałbym z głową.

Ale choć tych nie mam zalet
(innych w gruncie rzeczy też),
nie krzywduję sobie wcale,
bom optymistyczny zwierz.

Matrix

sob, 4 kwietnia 2020, 00:16

Szybkim krokiem Prezes w cudną przyszłość bieży,
patrzy – a na drodze Matrix jakiś leży.
Jak śmie ten typ podły zagradzać mi drogę?
Ale wiem, co zrobię: ominę go blogiem.
Zawył Matrix głośno, z głowy włos wyrywa:
oj, doloż ty, dolo moja nieszczęśliwa,
jak ten blog mocarny weźmie mnie w obroty,
zaraz z tożsamością będę miał kłopoty,
już mnie przerażenie ogarnia najczystsze,
bo w tworzeniu fikcji nie ja – Prezes mistrzem.

Pewna żaba

czw, 12 marca 2020, 22:51

Pewna żaba była słaba,
więc przychodzi do lekarza
i z precyzją się wyraża:
oto chorób moich wykaz –
tu mnie boli, a tam strzyka,
tu mnie łupie, a tam drapie,
dreszcz przeszywa mnie jak rapier,
łeb mnie świerzbi, rwa naddziera,
kaszel męczy jak cholera,
wrzody jakieś mam nieładne
i tu zaraz trupem padnę.

Lekarz koso na nią zerka:
pani weszła bez numerka,
pani bez kolejki chce tu
ciągnąć korzyść z NFZ-tu!
Na nic wszelkie słowa puste,
proszę jutro przyjść o szóstej,
po numerek się ustawić,
wtedy pani nikt nie spławi.

Poszła żaba od doktora,
myśli sobie: jestem chora,
wniosek stąd, że w samej rzeczy
nie mam zdrowia, by się leczyć.
Gdy w numerkach cele szczytne,
Ja im ten numerek wytnę,
rzeczywiście padnę trupem
i niech mnie całują w płetwę.

Nic nie piła, nic nie jadła
i faktycznie wkrótce padła,
a pan doktor głową kręci:
co za naród, ci pacjenci,
nie chcą ani odrobiny
wykazywać dyscypliny
wolą umrzeć już bez słowa,
niźli się zarejestrować.

Dwie Polski

pon, 17 lutego 2020, 17:51

Chwała poecie, który zdarł
z prawdy figowy listek!
Że Polska ma oblicza dwa,
to dziś już oczywiste.

Powstańca dusza, serce lwa,
co umrzeć chce dla Sprawy,
samego Piasta DNA –
to twarz Polaków prawych.

A lewych? Tu diabelska szczeć,
na świński ryj zadatek,
hańbiąca powołanie płeć
niechrzczonych zwykle matek.

Gdy jedna Polska pośród łez
z historią się rozlicza,
ta druga mówi „drapał pies!”
i czyta Gombrowicza.

Gdy pierwsza w róg złocony dmie,
piętnuje niczym Skarga,
druga na blogach, w sieci mgle,
świętości sobie szarga.

Tam kir żałoby, dzwonów jęk,
męczeństwo, salwa, chwała,
a tu ironia, ścichapęk,
i – o, takiego wała.

Z jednej i z drugiej słychać chór:
jak razem wytrwać dłużej?
Rozdziela je graniczny mur
(a może to przedmurze?).

I w obolałej głowie się
pytanie gdzieś pelęta:
jak mają mieć te Polski dwie
jednego prezydenta?