Dwa wiatry

nie, 9 Grudzień 2018, 23:40

Jeden wiatr – w tyłek brał,
drugi wiatr – siłę miał,
więc skutecznie i bezpiecznie
po posadkach i pośladkach
grzał…

Jeden wiatr (psu on brat),
co na stołek wlazł, to spadł.
Nie miał nosa, nie miał pięści,
nigdzie się nie umiał wkręcić,
choć przefrunął drogi szmat,
gdzieżby tam był jego ślad,
gdzie skutecznie i bezpiecznie
grzał posadki i pośladki
drugi wiatr…

Głupi wiatr, ładny kwiat,
parska śmiechem cały świat.
Co za gamoń! Ach, niezdara!
Choćby się najbardziej starał
do konfitur nie doleci,
gołym zadkiem zawsze świeci,
nieżyciowy, pal go licho!

Milczmy lepiej o nim. Cicho…

Piosenka nieprawdziwego Polaka

sob, 1 Grudzień 2018, 00:21

Patrząc w lustro widzę cynicznego gracza,
co w światowym spisku z rana palce macza,
zaś wieczorem katolikom robi wbrew
i z dziateczek ich wysysa polską krew.

Na zakusach obrzydliwych czas mi płynie,
ciągle patrzę, gdzie podłożyć lewą świnię,
więc prawdziwy wie mieszczanin oraz chłop -
za działania te należy mi się kop.

Refren:
Kiedy gęba zakazana choć koszerna,
gdy nieprawdziwości w ślepiach płonie błysk,
niechaj chroni mnie pancerna sempiterna,
by na ciosy ją nadstawiać, a nie pysk.

Towarzystwo też mam równie diabła warte,
wciąż zajęte podgryzaniem orła ćwiartek,
bo gdy świeci gołą kością biedny ptak,
to dopiero tym narodu zdrajcom w smak.

Gdy to wszystko ładnie się zreasumuje,
to aż dziw, że ziemia nosi takie szuje,
lecz czy można choć przez chwilę dziwić się,
że Prawdziwy Polak chciałby im dać w de?

Refren:
Gdy ci obelg towarzyszy rzeka wierna,
gdyś sprzedawczyk, Judasz, komuch i nie nasz,
niechaj chroni cię pancerna sempiterna,
byś dostawał w nią – i mógł ocalić twarz.

Apofatycznosc i hermeneutyka

pon, 19 Listopad 2018, 00:41

Apofatyczność przefrunęła
ogrodu sporą połać
i siadła na natury dziełach
jak duża, tłusta pszczoła.

Hermeneutyka się nadęła:
niech pani tu pozwoli,
najlepiej zabrać się do dzieła
przy tykach od fasoli.

O, tak! – apofatyczność na to
z zapałem jęła bzykać -
wyłożyć chcę fasoli kwiatom,
czym raczej nie jest tyka.

Ta druga krzyknie: cóż ja słyszę!
Co to za dziwne racje?
Ja zaraz tykę tu opiszę,
i dam interpretację.

Za kudły się złapały w biegu
i każda mocno trzyma,
a z tyłu cicho tykał zegar,
nadeszła jesień, zima…

Już tyki w szopie, już fasola
w kociołku gdzieś wymięka,
a one ciągle w szczerym polu
targają się po szczękach.

Jest morał: spór nie zawsze warto
wieść w każdej czasu krzynie,
bo życie ma znaczone karty
i nim ktoś wygra – minie.

Ballada strzelców

pt, 9 Listopad 2018, 23:56

Raz strzelców gromada przy długim weekendzie
spotkała się gdzieś, gdzie chciał traf
i jęła osadzać się w modnym dziś trendzie:
trza bronić tradycji,
piw-paw!

Gromadnie podpierać jej trzeba filary,
czyś prosty jest chłop, czy też graf,
czyś ślepy jak kura jest vel pan Hilary,
czy wzrok masz sokoli,
piw-paw!

W jej imię poświęcić być trzeba gotowym
swe życie lub choć w łokciu staw,
gdy przyjdzie lewego bić prawym sierpowym
lub stawiać przedmurze,
piw-paw!

A gdy się tradycji chce trzymać nakazów,
nie bojąc się wpadek ni gaf,
myśl jedna do głowy przychodzi od razu:
kiełbaski i piwo,
piw-paw!

Hej, strzelcy, za ruszta i flachy wraz chwyćmy,
nie jęczy niech nikt, że mu caf-
ło treść pokarmową z nadmiaru tradycji,
wszak Polak potrafi -
piw-paw!