Zabawa z dżenderem

nie, 16 Wrzesień 2018, 12:16

Kiedy z dżenderem bawi się dziatwa,
księdza w tym rola wcale niełatwa,
wciąż musi karcić gromkimi słowy
i pokrzykiwać głosem surowym:
czekaj, dżenderze, niech ja cię chwycę!
Po coś Marysi wlazł pod spódnicę?
Teraz ja muszę jej w majtkach gmerać,
żeby wyciągnąć stamtąd dżendera,
a z drugiej strony już prosi Gienek,
żebym też wyjął mu ze spodenek…
Dobrze, dziecino, rozepnij pory,
obsłużę wszystkie chętne bachory,
bo nie ma zgody, by przyszłość nacji
uległa zdrożnej dżenderyzacji!

Trzecia rocznica

wt, 28 Sierpień 2018, 22:39

Ciągle jeszcze zdarza mi się trafić na jakiś nie znany mi przedmiot, który należał do Kingi, rękawiczkę, pierścionek, fiszkę z listą zakupów, jakąś kartkę z zeszytu, zapisek. Chwyta mnie to za gardło i długo nie puszcza, aż się zrobi mokro. Na ten wierszyk poniżej trafiłem w zeszycie do włoskiego. Napisała go do siebie jakoś na pociechę, nie myśląc na pewno o publikowaniu, i może jest na to za intymny, ale niech będzie na mnie…

Cóż widzę, ogon oklapł,
pod ślepiami jakaś smuga mokra…
wyraz pyska się zmienił,
ach Kłapouszku,
jak by cię wyrwać jesieni?

Bez tricków i pociech złudnych,
od których boli grzywa,
bo obaj przecież wiemy:
świat wcale nie jest cudny,
najwyżej czasem bywa.

Może w kopyto podrapać?
Senną muchę przegonić z sierści,
wyrzucić zeschłe bukiety,
by przestały plotkować o śmierci?
Albo na cichych łapach
podejść do parapetu,
gdzie siedzą myśli bure
i wygryźć ja, a potem
twój ulubiony fotel
owinąć w rosołu chmurę?
Lub postawić na straży przy łóżku
rozbrykane oko błękitu,
niech odpiera każdy smętny zamysł?

Wiem, dzisiaj jest do kitu,
ale nie bój się kłapouszku,
jakoś tę jesień przetrwamy.
Bolonia, wrzesień 2014

Pyrrus

wt, 14 Sierpień 2018, 23:28

Łazi Pyrrus, twarz spoconą
ociera chitonem.
Jak to jest: wygrałem pono,
a mam przewalone.

Lecz ważniejsze mi, na Herę
razem z Afrodytą
żem – zważywszy ten numerek -
dalej celebrytą.

Każdy by mi rąsię podać
ma niezwykły zapał,
więc już wcale mi nie szkoda,
żem wszystko przechlapał.

Wygrać, przegrać – bez znaczenia,
byle, na Jowisza,
o tyczących mnie zdarzeniach
każdy niemal słyszał.

Wartości rodzinne

nie, 5 Sierpień 2018, 00:22

Miłość rodzinna rzecz nader zbożna,
fundamentalna, twierdzić by można,
wszak pierwszą myślą takiego syna
jest: kto da papu, jak nie rodzina?

Lecz tutaj druga myśl w pełnym biegu:
oprócz rodziny mam i kolegów,
którzy doprawdy, komu jak komu,
ale mnie to chcą na pewno pomóc.

Z wiekim zapałem do tego rwą się,
żeby ich rąsia myła mą rąsię,
by kolesiowski sen nam się ziścił -
syci, bezpieczni, a przy tym czyści.

Niejedną matkę ssie cwane cielę -
tutaj rodzina, tu przyjaciele,
tutaj agencja, a tutaj spółka -
i już do pensji dopisuj kółka.

Że lud wyraża jakieś obiekcje?
No, to etyki trza mu dać lekcję:
przyjaźń, rodzina, wzajemna pomoc,
toż to wartości są, jak wiadomo.

I tak wartości mota się siatka…
Ktoś coś pyskuje? To się go zatka,
A kto właściwie w tej całej matni
jest tak naprawdę ssany? Podatnik.

Niektórym żal jest tego biedaka,
lecz władza nad nim nie będzie płakać,
no bo on przecież nie z władzy winy
żadnej u żłobu nie ma rodziny.