Wolność

nie, 19 Styczeń 2020, 18:56

Koń wyścigowy, rączy zwierz,
na trakt raz wybiegł polny,
by tam obwieścić wzdłuż i wszerz:
ja wreszcie chcę być wolny!

Los mu pomocną podał dłoń,
skutecznie i w trymiga,
lez potem ani razu koń
nie wygrał już w wyścigach.

Odtąd w mordowni „Swojski smak”
ten koń codziennie gości,
rżąc do barmana – niech to szlag!
I co mam z tej wolności?

Pieśń karpia świątecznego

wt, 24 Grudzień 2019, 03:06

Cieszcie się choinką,
cieszcie się uszkami,
śniegową pierzynką
miększą niż aksamit,

cieszcie się rozmową
nad gorącym barszczem,
ja nie powiem słowa,
choć brew rybią zmarszczę.

Niby młody wilczek
w wanniem wczoraj pluskał,
a dziś? Lepiej zmilczę,
bo aż świerzbi łuska.

Radość? Dla mnie bujda!
Cieszcie się piernikiem,
a ja się dziś pójdę
urżnąć ze śledzikiem.

Noble

sob, 7 Grudzień 2019, 00:41

Pies do Sztokholmu zjechał raz,
wyhasał się na grobli,
po czym rzekł: tak bym chętnie wlazł
na rozdawanie Nobli.

Lecz na przeszkodzie fraka brak
stał oraz wzrost nikczemny,
pies więc pomyślał sobie tak
(bo wcale nie był ciemny):

ludzie pozorów lubią grę,
dostojność z nóg ich ścina,
więc w konia zrobię ich i się
przebiorę za pingwina.

Tak zrobił. Własny wygląd wnet
go nadął i ośmielił,
z nim na noblowski bankiet wszedł
bez żadnych ceregieli.

A tam ordery, szyk, ho-ho,
krewetki i łososie
a nade wszystko zapach, co
tak słodko wierci w nosie.

Pies węszy, niby męsko-dam-
skim gronem się zachwyca,
ale ten zapach… zaraz… mam!
to świeża polędwica!

Ach, cóż mi zawiedzionych stres,
czy gładkich mów aksamit?
Ćwierć mięsa w zęby porwał pies
i zwiał tylnymi drzwiami.

Królowa się zachwiała, a
król się za głowę złapał
lecz cóż to obchodziło psa?
On przecież się nachapał…

Koło morału warto by
obecnie się zakrzątnąć:
przy Noblach zawsze może ci
ktoś coś sprzed nosa sprzątnąć!

Pęknięta parówka

pt, 29 Listopad 2019, 13:21

W szczenięctwie beztroskim pękniętych parówek
zeżarłem ze trzy kontenery,
choć mama warczała: nieszczęsny półgłówek,
wszak na tym nie zrobi kariery!

Ty móżdżkiem byś lepiej się zajął, szczeniaku,
głowizną lub inną wędliną,
miast sterczeć dzień w dzień przy piu-bździu jakimś takim
z którego się nie da zasłynąć.

Czas leciał, co nieco mi podrósł gabaryt,
choć nadal przeciętny był dosyć,
przestałem przejmować się zdaniem mych starych
i tym, że z łbów siwych rwą włosy.

Przesądów nieczułych rzuciłem precz pęta
i jednak zrobiłem karierę
gdyż właśnie parówka, na długość pęknięta,
sztandarem mi była i sterem.

I patrzcie, narody – na biurku mym leży
recenzji pochwalnych dziś sterta,
już w Sejmie szczekają: ten Bobik to zwierzę,
co rychtyk ma duszę eksperta.

A zatem nie móżdżek się liczy, nie główka,
nie to jest potrzebne zwierzynie
bo wielkość prawdziwa, tak jak ta parówka,
bez móżdżku też na wierzch wypłynie.