Smoczek

niedz., 13 listopada 2022, 16:50

Raz wymoczek pewien w barze
kawę sobie podać każe,
a barmanka doń pomyka:
czy pan Smoczek? Ten z wierszyka?
Co ta radość! Rzadko my tu
mamy takich celebrytów,
niebo dla mnie dziś łaskawe,
więc dam na koszt firmy kawę.
Tu wymoczek się zapłonił,
łapą drapnął się po skroni
i wykrzyknął: panno święta!
Wzięli mnie za prominenta!
Alem stwora prawdomówna,
fakty dla mnie to rzecz główna,
więc się przyznam, kurczę bladę –
tamtym Smoczkiem był mój dziadek,
a ja, mały, skromny żuczek,
to zaledwie jego wnuczek.
Wierszy o mnie nikt nie płodził,
w telewizji nie mam godzin,
nie obszczekał mnie Pudelek,
ludzkość o mnie wie niewiele,
więc by się ukarać za to,
sam zapłacę za macchiato.

Grób na Powązkach

niedz., 30 października 2022, 10:02

Piosnka radosna w duszy kląska,
serce przejęte szczęścia szałem:
grób odzyskałem na Powązkach,
grób na Powązkach odzyskałem!

Choć to posiadłość nieco grząska,
choć miejsce trochę osowiałe
to jednak – moje, na Powązkach,
jak bosko, że je odzyskałem!

Położą kiedyś mnie w gałązkach
jedliny, w jakiejś skrzynce małej,
tu, gdziem u siebie – na Powązkach,
w kwaterze, którą odzyskałem.

Prowadź mnie ścieżko życia wąska
przez środę, czwartek, poniedziałek
do tego grobu na Powązkach,
co go szczęśliwie odzyskałem.

Pytajnik

niedz., 9 października 2022, 22:44

Pytajnik to pokrętny znak,
bo niby się upiera,
że z odpowiedzią – ależ tak! –
znajomość chce zawierać,

lecz gdy odpowiedź u drzwi stać
już będzie, dzwonek wciśnie,
warknie: tej pani nie chcę znać!
po czym do innej pryśnie.

Choć sobie biedna nie wiem jak
tej znajomości życzy,
kiedy pytaniu to nie w smak,
nie może na nic liczyć.

Tylko po nocach czasem, gdy
już Bobik nawet ziewa,
pytajnik ma koszmarne sny
i potem się oblewa.

W zwątpienia skacze ciemną kadź,
tor myśli własnych śledzi:
„czy słusznie było kosza dać
tej właśnie odpowiedzi?

Ach, próżno sobie w brodę pluć,
bo to se uż ne vrati,
na zawsze już się będę czuć
jak jaki Osculati!”

Tak wyje, pije, pośród łez,
aż mokra jest pierzyna,
lecz rano już, o dziwo, jest
wesoły jak ptaszyna.

Już nie próbuje zerkać w szkło
i możliwości badać,
bo rankiem pytać nie ma co –
tu trzeba odpowiadać.

Bobik w Wenecji

czw., 22 września 2022, 23:05

Siedzę z Panem Administratorem
na San Marco pośrodku miasta,
wokół mrowie turystów spore,
słońce ostro po ślepiach chlasta.

Smycz mi zdjęto, bo cóż z niej zysku:
choćbym nawet zechciał dać dyla,
w tym zgęszczonym, spoconym ścisku
wręcz nie sposób szybko zapylać.

Siad jest krótki. Zaraz ktoś krzyczy,
że nie wolno siedzieć na schodach,
ale i tak pięknie – bez smyczy –
patrzeć tam, gdzie świetlista woda.

Psa niełatwo kupić przepychem,
albo innym dobrem na pokaz,
niemniej oddałbym pełną michę
za to miasto – befsztyk dla oka.

Co tu szczekać, w takiej scenerii
dzień codzienny ogon podkula,
mniej dochodzi świata brewerii,
trudniej pławić się w duszy bólach.

Zwykle robię prasówkę karnie,
lecz nie tu, w tej wrażeń zadymie,
bo pies, gdy go zachwyt ogarnie,
zapomina o Rzymie… Krymie…

I myślałem, zdziwiony nieco,
że o Polsce nie myślę wcale,
i płonęło jak w szklarskim piecu
wielkie słońce w Grande Canale.