Wątek

nie, 13 września 2020, 14:06

Koń, co łeb ma rozłożysty,
włosień kręty, kuzyn glisty,
skunks, śmierdzielem czasem zwany,
pyton w kłębek zawijany,

szakal z panią szakalową,
wielbłąd z garbem, cielę z krową,
brzuchorzęsek (część planktonu),
dzwoniec od wielkiego dzwonu,

perłopławy i omułki,
mole z kredensowej półki,
psotne dziecię szympansicy,
stado wróbli wprost z ulicy,

ubłocone lekko prosię
i tasiemca metrów z osiem –
tyle właśnie na początek,
może zmieścić wiersza wątek.

Cubalibre z coca-colą,
tonic (chociaż to dziwoląg),
sok z porzeczki, kwaśny dosyć,
kawa z mlekiem (jak poprosić),

mineralki pełna balia,
fanta, sprite, spirytualia,
i opasły sagan wrzątku –
to należy też do wątku.

Lecz gdy wątek jest nieświeży,
ciężko nam na wątpiach leży,
jest wątpliwy dla wątroby,
inne niszczy też podroby,
wtedy całkiem jest w porządku,
żeby mu powiedzieć “won-tku!”

Placek ze śliwkami

pt, 28 sierpnia 2020, 22:51

Umarł Bobik, umarł, stęknął, padł i zamilkł;
piec mu się zachciało placek ze śliwkami,
a że z takim plackiem roboty od groma,
wziął i się przekręcił nasz nieszczęsny ziomal.

Ktoś teraz powinien nad zwłokami płakać:
umarte na ament, dola pieska taka,
leżą równe, sztywne, pod cienkim całunem,
nie cieszy ich befsztyk ani dobry trunek.

Ale zamiast płakać, towarzystwo chwackie
leci na wyścigi podzielić się plackiem,
tryska sok śliwkowy, leci cukier-puder,
co zwłokom potrzebny już jak psu na budę.

Nagle trup odrzucił prześcieradło białe:
co tak sami jecie, ja też chcę kawałek!
Po czym się w konsumpcji wysunął na czoło
i tak smętny wierszyk skończył się wesoło.

Titanic

sob, 15 sierpnia 2020, 01:06

Tropik dokoła, nie drgnie ni listek,
dżdżu łakną suche trawy.
Drzewo cieniste, napój pienisty
nie załatwiają sprawy.

Trzeba się w marzeń pogrążyć nurcie,
chłód wyobraźnią stworzyć –
o, tutaj chlusta woda po burcie,
że tylko łapę włożyć,

a tu lodowa góra nadpływa
po oceanu falach,
biała i zimna, wyższa niż Krywań,
na upał wprost jak znalazł.

Gdy wizję taką potrafisz wykuć,
żyć w tych tropikach nie strach –
ciało zanurza się w Atlantyku
i cudnie gra orkiestra…

Szela-György

śr, 29 lipca 2020, 22:08

W zacnym zajeździe „Zdrowy duch”,
w sobotę przed niedzielą,
robili w interesie ruch
György D. z Jakubem Szelą.

Wypili borowiczki ćwierć
i piwa tak z pół baku,
bo najpierw stawiał Dózsa György,
a potem Szela Jakub.

Gdy już ze łbów kurzyło się
(najlepszy czas dla planów)
rzekł do Jakuba Sz. György D.:
„Chodźmy pognębić panów!”

Z krzesła się zerwał Jakub Sz.
i rzecze: „przyjacielu,
jeśli pognębić panów chcesz,
to wstąp do PSL-u!”

Popukał w czoło się nasz György,
kufel wychylił spory,
„Jakubie, gotuj się na śmierć,
na głowę-ś ciężko chory.”

Szatańsko się roześmiał Sz.
(a piwo ciągle pije),
„Smierć mi niestraszna, dobrze wiesz,
bo dawno już nie żyję.

Sam bym z rozkoszą w pański bok
spiczastą wetknął żerdź,
(tu, rozmarzony mając wzrok,
przytaknął Dózsa György),

ale zmieniły czasy się,
metody już są inne.
Ty nie rozumiesz György´u D.
rzeczywistości płynnej.

Dziś nie wystarczy żądać krwi,
rozwalić łeb motyką.
Jeśli chcesz gnębić, mówię ci:
zajmij się polityką!”

Dózsa zasępił się i zbladł,
jakby mu dał kumysu,
po czym na pomysł świetny wpadł:
„Zapiszę się do PIS-u!

Jeśli już gnębić, to na full,
rozprawić się z elitą,
na wykształciuchów patrzyć ból,
rżnąć piłą brać domytą!”

Tu Jakub Sz. i Dózsa György
skończyli napój boski
i poszli w dal przez Orlą Perć,
przez galicyjskie wioski,

przez łan beretów, Polskę B,
ojczyznę piękną naszą.
I duchy ich, założę się,
wciąż jeszcze gdzieś tam straszą.