Wierszyk pokutny

niedz., 17 października 2021, 16:04

Informuję, że w moim pokutnym wierszyku cytaty z maili, które cierpliwie uświadamiały mi ogrom moich grzechów, nie są wzięte w cudzysłów.

Łka cicho Bobik, chodzi jak struty,
chmurne ma loczki nad czołem,
bo korespondent w ramach pokuty
podał mu kawę z popiołem.

Niechaj moralny zrozumie karzeł,
pijąc tę wstrętną miksturę,
że sprawiedliwość wreszcie ukarze
jego występki ponure.

Popielnym smakiem już się odbija
każde bezecne szczeknięcie,
i widzi Bobik – Jezus, Maryja! –
jakim był podłym zwierzęciem.

Już włosienicę zakłada burą,
kadłub ukrywa pod stołkiem,
jęcząc: żydowską-m jest agenturą,
oraz niemieckim pachołkiem.

Wciąż wyskokowych imam się trunków,
z Bogiem bezczelnie gram w kości,
zero pod czaszką mam pomyślunku
i zero kreatywności.

Z patryjotyzmu robię mielone,
honor oddaję za boczek.
Och, chyba sam się piekłem pochłonę
i sam dam sobie wyroczek.

Chętnie w anioła bym się przerobił,
ale to sprawa nieprosta…
Gorzko, oj, gorzko płacze ten Bobik,
bo jeno sznur mu się ostał.

Kumoterstwo

sob., 2 października 2021, 20:53

Niechże łzę szczęścia z pyska bobiczego otrę!
Po raz pierwszy w mym życiu
zostałem kumotrem,
a wiem, że kumoterstwo to ogromna siła.
Nie miałem dotąd łapy,
co by łapę myła,
kiedy trudno dostępnych pożądałem potraw,
to szedłem do kolejki,
a nie do kumotra,
kiedy forsy mi zbrakło lub się zepsuł piecyk,
liczyłem na łeb zmyślny
wcale nie na plecy.
Lecz koniec z tą udręką, dziś odkryłem nagle,
że nie muszę samotnym wciąż być czarnym żaglem,
że ramię do ramienia, do kumotra kuma
i się z psiny niewielkiej zrobi groźna puma…
Niestraszne mi już sknerstwo, zdzierstwo i harcerstwo,
przed wszystkim mnie ochroni
ono –
kumoterstwo!

A jeśli jeszcze w zacnym kumoterskim gronie
udałoby się spotkać w jakimś tam Londonie,
to będę skłonny przysiąc i przed świętym Piotrem:
mało rzeczy tak cieszy, jak bycie kumotrem.

Zaszafie

pt., 10 września 2021, 12:29

Za szafą pająk, za szafą kurz
i ciasno jak cholera,
lecz to jedyne jest miejsce już,
gdzie patos nie dociera.

Wawelskich dzwonów żałobny zgrzyt
nie mąci tam zadumy,
bo pośród moli niewielki zbyt
na narodowe fumy.

Weź prowiant, wodę lub inny płyn,
rodziny fotografie
po czym per pedes, bez kół lub szyn,
się udaj na Zaszafie.

Siedź tam, wpychając stoper do usz*
i nie wydając głosu,
i myśl: no, dobra, ciasno, pył, kurz,
lecz całkiem bez patosu.

*Licentia poetica zgodziła się na tę formę

* * *

niedz., 29 sierpnia 2021, 00:02

To nie ja się starzeję, to pejzaż się zmienia,
klematis sięgnął już pierwszego piętra,
rzeka wyprostowała koci grzbiet,
gruba, wyfiokowana sąsiadka z parteru
nie siedzi w oknie, umarła lub wyszła.
Stoję przed bramą, zaglądam do środka
przez kółko wychuchane w mrożnym kwiecie
i widzę siebie na ławce w pociągu,
tłumaczącą niemądrym, nieufnym dorosłym,
że nie my odjeżdżamy, że to świat ucieka.