czwartek, 11 luty 10 | Autor: Bobik

Fragment z książki prof. dr Pusia von Rottweilera pt. “Miska w dziejach pieska. Rys historyczny i manifest miskistyczny w jednym”, która ukazała się nakładem pracy w 2010 roku w Yorku.

W odległym, niemal już mitycznym okresie naszej historii pies był wilkiem i nikt by się nie odważył traktować go jak psa. Owszem, musiał czasem zapoznać się z bliska z takimi wykwitami ludzkiej myśli technicznej jak maczuga, widły, cep, a w późniejszych czasach nawet dubeltówka, ale nie wpływało to znacząco na jego status. Wzbudzany w ludziach lęk gwarantował wilkowi pewne podstawowe minimum szacunku.
Nic nie trwa jednak wiecznie, nawet status. Między część wilków a człowieka weszła w pewnym momencie dziejowym potężna, nieokiełznana siła, zwana Miską. Z początku była to siła bezosobowa, bez wyraźnego oblicza. Co bardziej filozoficznie usposobione wilki czasem szeptały o niej z obawą, widząc jak młodzież porywa rzucane przez ludzi w krzaki osmalone kości niedźwiedzia kopalnego, ale były to szepty na tyle abstrakcyjne i wyspekulowane, że nie przekładały się na żadne konkretne środki zapobiegawcze. Młode wilczki były skłonne lekceważyć te, jak to nazywały, starcze bajania. Czy ktoś widział kiedy Miskę? Czy ktoś jej dotknął? - wołał jeden lub drugi zapalczywy podrostek podczas wieczornego wycia i starszyzna nie potrafiła znaleźć na to żadnej sensownej odpowiedzi, poza dobra, dobra, pożiwiom, uwidim.
Aliści Miska nie zasypiała gruszek w popiele. Boczkiem, chyłkiem, smakowitym odpadkiem, niezbyt dokładnie ogryzionym żeberkiem realizowała swój dalekosiężny plan. W końcu tak potrafiła narzucić się zbiorowej, wilczej i ludzkiej wyobraźni, że poczęto konstruować jej pierwsze, nieudolne i prymitywne, ale w dużej mierze funkcjonalne wizerunki. Zaczęło się od wysuszonych skorup i marnej ceramiki, a skończyło na srebrnych i złotych posągach Miski, z wygrawerowanym imieniem właściciela. Ale to jeszcze byłby drobiazg. Znacznie istotniejsze jest, że równolegle wśród wilków kult Miski zataczał coraz szersze kręgi i powodował przełomy duchowe, skutkujące zerwaniem dotychczasowych więzi socjalnych, zmianą trybu życia, a nawet częściowym odcięciem się od własnego genomu. Krótko mówiąc, doszło do przeistoczenia wilka w psa.
Kult Miski związał psa z człowiekiem, a jednocześnie był powodem ich istotnego, trwającego do dziś sporu ideowego. Głęboka duchowość psów nie pozwalała im zapomnieć, że czcią należy otaczać samą istotę Miski, czyli jej zawartość, a nie zewnętrzne, świecidełkowe przejawy. Tymczasem ludzie, z natury bardziej powierzchowni, upierali się przy formie, wykazując wyraźne tendencje do lekceważenia treści.
Uczciwość naukowa nie pozwala mi nie zauważyć, że nie ma takiego kultu, który uniknąłby wynaturzeń i ślepych uliczek. Sprzeniewierzenia się podstawowym wartościom miskizmu nie uniknął również pieski ród, jak to dowodnie wykazały prace Petita Papillona, znawcy francuskich piesków i ich obyczajów. O ile jednak większość psów potrafiła nie tylko zachować swe najświętsze tradycje, ale i wzbogacić je o nowe duchowe wymiary, o tyle u ludzi kult Miski przybrał postać zaiste karykaturalną, w skrajnych przypadkach prowadząc nawet na manowce nonsensownego konsumpcjonizmu dóbr niejadalnych.
Jak widzimy, powszechne przyjęcie miskizmu odebrało nam oparty na strachu szacunek człowieka, a zarazem stało się podstawą naszej psiej tożsamości. Czy musimy jednak godzić się na oddanie najgłębszego, najistotniejszego rdzenia tej tożsamości w ręce ludzi? Czy musimy trwać w uzależnieniu od płytkich, nierozumnych istot, których rola dla miskizmu sprowadza się do narzucania mu nieustannych błędów i wypaczeń?
Odpowiedź brzmi: nie musimy! Cała Miska w łapy psów!

Możesz śledzić komentarze do tego wpisu, korzystając z RSS 2.0
Możesz dodać komentarz, albo dać trackback z twojej strony.
Jeśli chcesz dodać odnośnik do komentarza, wykopiuj jego link, klikając (prawym przyciskiem myszy)
na datę komentarza.

536 komentarzy

  1. Pewien znajomy beagle byłby zachwycony, ale nie wiem, jak długo by pociągnął swój psi żywot, gdyby mu dać wolną łapę w kwestii jedzenia. On po prostu nie potrafi przestać

  2. Nie ma sprawy. Zaraz mu załatwimy Psipeen, który go będzie skutecznie kontrolował. :cool:

  3. Tego się obawiałam. Każda rewolucja kończy się jednak jakąś formą totalitaryzmu :roll:

  4. No, ale jednak NASZ totalitaryzm jest wiele ładniejszy niż ICH totalitaryzm, nieprawdaż? :cool:
    Jak karnawał, to karnawał! ;)

  5. NASZE zawsze ładniejsze od ICH, cokolwiek by to było ;)

  6. Było nie było, o gustach się nie dyskutuje, tylko udowadnia się ich wyższość ogniem i mieczem. ;)

  7. Helena sięgnęła Brooku, ale głosu nie dała. :-( Czy nie należy nam się choćby drobne jęknięcie struny? :roll:

  8. No, sluchajcie, Pieseczku, .. ledwo do domu wpadlam - glodna i wymarznieta i zmeczona droga, bo to jest u czorta na kuliczkach, w Barbikanie, z dalekim dojsciem od stacji metra i nieco krotszym powrotem, ale poniewaz wsiadlam wracajac nie w ten pociag, to sie troche wydluzylo :oops: .
    O spektakly napisze, jutro - albo przed albo po poludniu, bo jestesmy zaproszone do restauracji w Richmond, tylko nie pamietam na ktora.
    Spektakl byl bardzo piekny, ale oczywiscie jak u tego sukinkota Brooka, zawsze on wiecej stawia pytan, niz udziela odpowiedzi - za moje pieniadze! .

  9. Ja myślę, że z wszystkimi Miskami tak było w historii, że pojawiają się jako Idea, potem zwolna materializują się Stroną Wypukłą, a dopiero gdy są Nieodzowne i Panujące, ujawnia się ich Strona Wklęsła. Nawiasem, czy 8 plus 5 to 14? Zaraz zobaczymy.

  10. Na temat 8 plus 5 są tak sprzeczne teorie, że lepiej faktycznie sprawdzić w praktyce. :roll:
    A jak chodzi o Miski, to prof. Pusio obawia się właśnie ich Strony Wklęsłej. Czy słusznie, to się też okaże w praktyce. Chociaż… Może i już się poniekąd okazuje?
    Nu, pożiwiom, uwidim. :roll:

  11. Oh, my, there’s the next challenge, six plus one. How exciting. Let me guess… Click to hear an audio file? … come on, it’s adding, not reading that I have problem!

  12. Och, andsol, no, chociaż odrobinę czystej, katolickiej etyki… proszę… W mowie, w myśli i w uczynkach :oops:

  13. @rysberlin: przypomniałeś mi, że i ja mam zachlanności książkowych regałów - w istocie Helena dobrze pamięta, na str.98 Nowość: Szczęście w aerozolu jest dobrotliwie kapiący śliną wilk: “Piszcie, piszcie… ja to później przeczytam!”

  14. Dobrze, Bobiku, to ja już nie będę, tylko przed spaniem jedna wątpliwość. Czy u Psów bywają Pupy Wklęsłe czy wszystkie są Wypupłe?

  15. No, żeby tuż przed snem zadać mi tak wyczerpujące zadanie, jak Pupy Wypupłe…
    Andsol, obawiam się, że masz w sobie coś z Nie-do-końca-dobrego-Ojca. Co może mi przeszkodzić w wypiciu porannej Kafki. :cool:
    Albo to tylko szczeniakom tak się zdaje, jak na jakieś pytanie nie potrafią odpowiedzieć. ;)

  16. rysberlin  12 luty 10,   07:20

    ciagle nowe padanie sniegu :)

    a wiec zimy koniec to byla plotka
    Babki z Gdyni pierzyna cieszy sie,ja mniej
    glupi S-Bahn drwi sobie

    brykam,fikam (piatek) :D

  17. rysberlin  12 luty 10,   07:54

    na dobry dzien :)

    http://www.youtube.com/watch?v=JBTh0Kmx6II

    :D

  18. Widzę w pracy von Rottweilera kilka rzeczowych błędów i, szczerze mówiąc, powątpiewam w jego kompetencje… Po pierwsze, w tym wczesnym okresie nikt nawet nie słyszał o cepach czy widłach, że o dubeltówce nie wspomnę, gdy one się pojawiły, pies już od dawna chodził przy nodze. A powodem tego - i tu drugi poważny błąd - nie była wcale Miska, lecz kości rzucane jak i gdzie popadnie (ci Pierwotni to byli straszni bałaganiarze), Miska pojawiła się dużo później jako formalizacja istniejących już stosunków. Zaś sam kult Miski swoje apogeum ma w corocznych Wyborach Miski, o czym vR. też nie wspomina. Więc skoro w tak krótkim fragmencie mamy kilka poważnych błędów merytorycznych, to aż strach myśleć, jak przedstawia się reszta dzieła tegoż “znawcy”. Choć w zasadzie patrząc na sam tytuł, można już resztę wydedukować - w końcu wszystkie niemal manifesty to zwykła bujda na resorach, nie ma toto prawie nigdy nic wspólnego z naukową metodologią i rzeczowością, a służy jedynie szerzeniu własnej ideologii.

    podpisano
    supersor Hoko Poko

  19. lobby misek niskobudżetowych, ot co

  20. ps. Hoko, dlaczego Ci wsysło blog? kara za krytykę vR?

  21. zdaje się, że serwer padł… u Komerskiego też… doradziłem mu hosting i tera będzie na mnie :roll:

  22. e, już działa :)

  23. no działa. od tego ulepszania się aż skusiłem na wykupienie edycji CSS u Łotra i teraz nie wiem co z tym zrobić :roll:

  24. :lol:
    jak to, co robić? edytować! :lol: jak się nie znasz na css, to sa w sieci rozmaite kursy, ewentualnie mogę to i owo doradzić :)

    a ile to kosztuje? może taniej byłoby własny serwer :)

  25. 15 dolców za rok. poćwiczę u Łotra i zdecyduję potem, czy iść na własne.
    no wiem, że edytować, po to mam. zatem przejrzę w sieci rozmaite kursy, o to i owo się spytam ;)

  26. Dzień dobry :-) No, toż ja fomie od dawna mówię, żeby wykupił blog własnościowy, ale kto by tam psa słuchał…
    Mój tata też jakoś powiedział, że jak ktoś nie wie co zrobić, to niech wrzuci w wyszukiwarkę krótki kurs css i się dowie, pod warunkiem, że się nie pomyli i zamiast css nie wpisze wkpb.

    Nie pada, nie śnieży, nie mrozi nadmiernie, ale co mi z tego. :-( Czuję się dziś tak okropnie przymulony, że chyba wszystko trzeba mi będzie dwa razy powtarzać, żeby dotarło.
    Zdecydowanie odradzam zestaw kapuśniak + pączki + wódka. :roll: Nawet jak ta wódka jest winem, tylko w nieopatrznie przesadzonej ilości. :oops:

  27. czy przymulony Bobik powtórzył aby dokładnie słowa taty? :roll:

  28. Ponieważ gwarancji dać nie mogę, to na wszelki wypadek dorzucam “…albo jakoś tak”. :roll:

  29. Dzien dobry! Na sprawozdanie z wczoraj musicie jeszcze poczekac. bo taksowka na ten proszony urodzinpwy lunch w bretonsloej restauracji Chez Lindsay (naszej ulunine) prezyjezdza juz za poltprej godziny, a mam sie ubrac i zapakowac nasze prezenty.
    Tymczasem sie podziele tylko moim zdumieniem, bo po poltpra roku nie sluchania, udalo mi sie dzis uruchomic Tok FM i uderzyla mnie nowa moda w prezentowaniu dziennika i przegladow prasy. Chodzi wiec o to aby w najbardziej nieoczekiwanym momencie, np miedzy imieniem a nazwiskiem badz w srodku gramatycznegp zwiazku zgody stawiac zdecydowana intonacyjna kropke.
    A wiec - Sad skazal bylego wicepremiera Andrzeja.
    Leppera na ….
    W Vancouver wciaz brakuje.
    Sniegu.
    Ksiaze Karol wraz z malzonka w polowie.
    Marca zlozy wizyte w Polsce podala ambasada.
    Brytyjska.

    Ktos moze.
    Wytlumaczyc o co.
    Chodzi? :shock:

  30. Ja.
    Na pewno.
    Nie mogę.
    Ponieważ wymowa niektórych polskich radiowców (zwłaszcza, niestety, co młodszych) już od dobrych kilku lat potrafi wywołać u mnie nagłe napady alergii połączone z drgawkami. Kompletna amatorszczyzna, przekonanie, że im szybciej, tym lepiej, niewyniesiona z domu ani ze szkoły znajomość poprawnych końcówek no i ten akcent… hmm… przez delikatność powiem proletariacki, choć tak naprawdę ciśnie mi się pod łapy raczej knajacki.
    Kiedy jedziemy autem do Krakowa, mamy podrodze przegląd (przesłuch?) wielu lokalnych rozgłośni i zaprawdę, powiadam Wam, nie napisałem powyższego bez podstaw. :-(

  31. Ha! nie mowiac o tym, ze zdaniem Radia Tok-FM ( a takze licznych polskich dziennikow) malzonka brytyjskiego nastepcy tronu wciaz nosi nazwisko swego pierwszego meza - Parker-Bowlesa. To pocosmy te zabe jedli z rozwodka?

  32. Pusio von Rottweiler  12 luty 10,   12:02

    Szanowny Panie Hoko Poko!
    Pańskie nieuzasadnione zarzuty na tyle mnie zdenerwowały, że zdecydowałem się przerwać pisanie piątego tomu “Słonia a sprawy pieskiej”, żeby dać im natychmiastowy odpór.
    Jak Pan może zauważył, zacytowany fragment mojej książki był skrótowym, bardzo skondensowanym przekrojem dziejów psiości, od prehistorii aż do czasów współczesnych. Pojawienie się w takim przekroju cepów i wideł, a później - jak zaznaczyłem - również dubeltówki nie powinno dziwić, zwłaszcza jeżeli weźmie się pod uwagę wielowiekowe egzystowanie wilczości obok powstałej w międzyczasie psiości.
    Wyborom Miski poświęciłem cały XXV rozdział mojej książki, poleciłbym więc po prostu jej przeczytanie w całości. Wyrokowanie na podstawie krótkiego, wyrwanego z kontekstu fragmentu nie świadczy dobrze o Pana naukowej rzetelności.
    Z Pańskim kompletnym (chciałoby się wręcz powiedzieć: typowo ludzkim) niezrozumieniem abstrakcyjnego, filozoficznego aspektu miskizmu trudno nawet dyskutować. Jak większość ludzi nie potrafi Pan odróżnić transcendentnej, nieuchwytnej istoty Miski od jej bytu jako obiektu. A przecież wspomniany przez Pana okres kościzmu jaskiniowego jest najlepszym przykładem na to, że Miska jako Ding-an-sich nie jest bynajmniej konieczna do intuicyjnego, jak również praktycznego stosowania zasad miskizmu.
    A w ogóle, gdybyś Pan był psem, to byśmy inaczej pogadali!
    Z głębokim, nieustającym warkotem,
    Prof. dr Pusio

  33. Cubalibre  12 luty 10,   13:09

    Niektóre źródła (prof. Wołkow z Wołkogradu i PD Wolfgang von Wolfsburg) podają, że od pewnego czasu żaden dalszy wilk nie popadł w dobrowolną zależność od Miski, a nawet Kości rzucanych tu i ówdzie :cool: Bada się korelację z początkiem występowania maczugi, wideł i dubeltówki :cool:

  34. W Wielkiej Wilkipedii Wilków pojawiła się niedawno hipoteza, że misiacja wilków była efektem migracji niewilkiego niedźwiedzia (misia) do stumilowego lasu. Naturalna potrzeba misy znalazła sobie nowego nosiciela i padło na wilka, bo miał doświadczenie w noszeniu razykilka.

  35. Na uboczu naukowych dyskusji:

    http://wyborcza.pl/duzy_kadr/1,97904,7553441,World_Press_Photo_2010___najlepsze_zdjecie_na_swiecie.html

    Nie wiem. Mi się nie wydaje szczególnie ciekawe.

  36. Prace prof. Wołkowa niewątpliwie poszerzyły nasze rozumienie wilczości, co przyznał również prof. von Rottweiler w artykule “Nie kijem go to pałką i dlaczego”. Niektórzy psiści zwrócili w tym kontekście uwagę na aspekt obróbki termicznej Zawartości Miski i związany z tym stopień jej łykowatości. Wydaje się, że wilczość skorelowana jest dodatnio z wysoką tolerancją na łykowatość (por.: wilcze łyko), które to zjawisko w przypadku psów występuje rzadko i niechętnie.
    Hipoteza o misiacji wskutek migracji nie jest całkiem od rzeczy, ale rzecz w tym, żeby Miska była dostępna bez pokonywania zbyt długich dystansów.

  37. rysberlin  12 luty 10,   13:37

    vesper,moze chodzi o wymiar polityczny?!?

    mnie podobaja sie dwa :zolnierz w gaciach i festiwal w
    Raimbowland(nostalgia mlodosci w latach 70 :) )

  38. To zdjęcie na dachu mnie też nie rzuciło na kolana.
    Za to bardzo mi się podobało to z zimorodkiem. :-)

  39. Cubalibre  12 luty 10,   13:49

    Zimorodek i Antarktyka.

  40. Widzę teraz, że poprzednio nie dooglądałem do końca. To jeszcze bym do tych, które mnie się podobały dorzucił ptaszydło antarktyczne i modę z Mali, a do tych, które jakoś poruszyły, żyrafę i tego żołnierza w gaciach.
    W kometarzach pod tymi zdjęciami ktoś podał link do bardzo ciekawego blogu fotograficznego
    http://www.boston.com/bigpicture/

  41. O, zaraz tam znalazłem coś dla siebie. :lol:
    http://www.boston.com/bigpicture/2010/02/dogs_and_sleds.html

  42. Szanowny Panie Rottweiler

    Z dubeltówki możesz Pan najwyżej ciotkę pocałować, bo wspominaniem o niej w poprzednim kontekście skompromitowałeś się Pan dostatecznie. A teraz się Pan migasz transcendencją i “nieuchwytną istotą”, co jest typowe dla wszystkich mętnych pseudo i paranaukowców, poszukiwaczy perpetuum mobile i świętego Graala, fantastów, dla których rzetelna metodologia badawcza to rzecz najzupełniej obca. Znamy takich gagatków aż nadto dobrze. Ale, jak już wspomniałem, ów “manifest” w tytule Pańskiego dzieła wiele tłumaczy - jesteś Pan zwykłym ideologiem, który pod płaszczykiem niby to naukowej teorii przemyca i propaguje swoje obłędne wizje i przesądy! Nie z nami te numery, Rottweiler!

    Hoko Poko

  43. Jak dla mnie - bezkonkurencyjne: Wydarzenia / Strefa Gazy, choć to bardziej malarstwo już niż fotografia prasowa.
    Moda w Mali i Gwinea Bissau też przykuwają uwagę na dłużej. Reszta jakoś tak nie bardzo…

  44. Moja uwagę, podobnie jak fomy, najbardziej przykuła Strefa Gazy, choć tylko ze względu na kompozycję. W sumie nic ciekawego, ale oko jednak lubi symetrię i na niej się zatrzymuje.

    Zimorodek wydał mi się ciekawy ze zględu na punkt widzenia, żyrafa poruszająca. Moda w Mali wizualnie ciekawa, ale nie ponad standard. Pozostałe zdjęcia nie za bardzo.

  45. Pusio von Rottweiler  12 luty 10,   14:46

    Szanowny Panie Hoko Poko!

    Już pobieżna lektura Pańskiej odpowiedzi pozwala wnioskować o wystąpieniu u Pana niebezpiecznego schorzenia o nazwie “prawda w oczy kole”. Występujesz Pan z obcej Prawdziwej Psiości pozycji tzw. “rzeczowości”. Tak jakby obrona tradycji, obrona najświętszych wartości naszej Miski nie była podstawowym zadaniem naukowca, ważniejszym od rzekomego “obiektywizmu”!
    A w ogóle, że tak spytam niedwuznacznie, jakiej rasy był Pański dziadek, hę?
    Ja się z Panem cackał nie będę, tylko oddam Pańskie enuncjacje w łapy prof. Buldoga z Psipeenu. On już będzie wiedział, co z tym zrobić!
    I niech się Panu nie wydaje, że zasłonisz się Pan swoim Kotem Bojowym. Prof. Buldog już nie takie koty spożywał na śniadanie i to przed kamerami!
    Ja nie ulegnę Pańskiej represji! Wszelkimi dostępnymi metodami będę walczył za naszą Miskę, a nie waszą !

    Pusio von R.

  46. Bo one jakieś takie pozowane, żeby było ładnie. Żyrafa wygląda na pracowicie ułożoną.

  47. Ha! Panie Rottweiler! Wyszło szydło z worka! Pan rasista jesteś, ot co!

    I zdecydowanie masz Pan wypaczone pojęcie “zadań naukowca”, jeśli wpisujesz w nie obronę wartości, choćby i najświętszych - dla nauki nie ma nic świętego, a skoro Pan o tym nie wiesz, to Pan jesteś podwórkowy szczekacz, a nie naukowiec.

    A Buldogiem proszę mnie tu nie straszyć, nie z takimi przyjemniaczkami moje kanapowe tygrysy już sobie radziły!

    Hoko Poko

  48. Wojna się kroi, czas rwać szarpie :roll:

    Dziwne, ale nie sypie :shock:

  49. Pusio von Rottweiler  12 luty 10,   15:30

    Taaa… Panie Hoko Poko. Wartości się nie podobają, co?
    Już my zadbamy o to, żebyś Pan został odpowiednio napiętnowany z psambony. I żeby telewizja Pana w “Sprawie dla rottweilera” pokazała.
    W PSAN-ie też Pan nie masz czego szukać. Mam tam trochę kumpli, którzy wiedzą, czym powinna być Prawdziwa Nauka i na które drzewo należy odsyłać antywartościowców i psaborcjonistów. Nie będzie tak, żeby przypadkowi misialscy paszkwilowali zasłużonych psofesorów i lekceważyli ich w pocie ogona wypracowaną porcję naukowej pasztetówki.
    Jeszcze Pan pożałujesz strony, po której się Pan znalazłeś!

    P.v.R.

  50. Sayre’s Law, przypisywane zreszta Kissingerowi, twierdzi, ze: “In any dispute the intensity of feeling is inversely proportional to the value of the stakes at issue.” , dodajac przy tym: “That is why academic politics are so bitter.” ;-) A przeciez biedny Pusio pewnie zyje wedlug zasady: “publish or perish”, zeby dostac granty… :roll:

    Te zdjecia z mojej lokalnej, niestety kurczacej sie, gazety rzeczywiscie ciekawe (boston.com to internetowa wersja The Boston Globe). A nagrody to juz inna sprawa…

    Wymowa radiowa z pauzami w srodku zdania, odnotowana przez Helene w Tok FM, to jedna irytujaca maniera polskich mediow. Druga jest nieustanne przerywanie rozmowcy, zwlaszcza, gdy ma cos ciekawego do powiedzenia. Na pocieche - w brytyjskim angielskim mozna sie irytowac Estuary English, gdzie wiele spolglosek zastepuje sie wszechobecna glottal stop (zwarciem krtaniowym). W Ameryce za to istnieje rozprzestrzeniajaca sie Uptalk (maniera mowienia, wywodzaca sie z Kaliforni, w ktorej wszystkie zdania sa wypowiadanie we wznoszacej sie intonacji, dotad zarezerwowanej dla pytan). Kazdy niesie swoj krzyz jezykowy… ;-)

  51. Czuję się bardzo niezwyczajnie :shock: http://wyborcza.pl/1,75248,7552931,Zjazd_egzorcystow__jak_wypedzic_szatana_z_opetanego.html

  52. Moniko, ja nie wiem, czy ten Pusio taki biedny. Podejrzewam, że posiada przyzwoitą posadkę, silną grupę wsparcia za plecami i całkiem niezłe perspektywy na przyszłość. ;)

  53. Haneczko, być może wspomniana w tekście Wódka z Radia Niepokalanów przynajmniej częściowo sprawę wyjaśnia? ;)
    Ale chyba dobrze, że wreszcie dowiedzieliśmy się, jakie są najczęstsze przyczyny opętania: okultyzm, ezoteryzm, wschodnie metody medytacji i homeopatia. Ja w każdym razie od dziś dobrze się zastanowię, zanim wejdę do jakiejś apteki. A jak już wejdę, to tylko w towarzystwie egzorcysty. :roll:

  54. Homeopatia? 8O
    Wszystko jasne - lekarstwo rozcieńczone ale diabeł stężony.

  55. O ile mnie logika nie myli, z zaliczenia homeopatii do przyczyn opętania wynika dość jasno, że przyrost diabła jest wprost proporcjonalny do stopnia rozcieńczenia lekarstwa. Stąd już tylko krok do ścisłego, naukowego wyliczenia ile diabłów mieści się w jednostce homeopatycznej.
    Ze wschodnimi metodami medytacji już nie jest tak prosto, bo to trzeba liczyć w Omach, na dodatek pisanych tak: ॐ. :roll:

  56. Bobiku, “biedny” bywa czesto uzywany w znaczeniu ironicznym (”Et Tartuffe?”… “Le pauvre homme!”…). ;-) Totez dla mnie von Rottweiler zostanie nadal “biednym Pusiem”… :lol:

    “Taka osoba może słyszeć głosy. Medycyna uzna to za jednostkę chorobową. Egzorcyści szukają przyczyn.” :shock:

  57. Rany boskie! Na dywaniku u Pani Kierowniczki wszyscy stale słyszą jakieś głosy! I jeszcze się tym chwalą!
    Nic ino zbiorowe opętanie! 8O

  58. A niektórzy to nawet przy tym widzą jakieś kolory, czują jakieś smaki 8O

    Też mi się to spodobało: Medycyna uzna to za jednostkę chorobową. Egzorcyści szukają przyczyn
    Nie ma to jak zgodna współpraca nauki i Kościoła :)
    Choć akurat o ten pięny kwiatek posądzałabym raczej piszącego tekst. Właściwie celowo nie używam słowa “dziennikarz”, bo dziennikarze tych internetowych materiałów dla GW raczej nie piszą. Zdarzają się w nich czasem takie rzeczy, że …

  59. Z oglądanych zdjęć, najbardziej mnie zdjął podpis: Żołnierze amerykańscy odpowiadają na niespodziewany atak talibów. Dobry przymiotnik to niespodziewany przymiotnik.

    A co do kursu css: wolałbym samouczek misiacji. Czy to bardzo boli?

  60. To akurat byl cytat z wypowiedzi ks. Grefkowicza (chociaz dzisiaj z tymi cytatami rzeczywiscie nigdy nie wiadomo)… ;-)

    Sama raz rozmawialam z osoba, ktora mnie przekonywala, ze homeopatia sprowadza szatana, a medytacja grozi opetaniem, wiec raczej brzmi mi to autentycznie dla pewnego srodowiska. Bardzo dziwne sa zreszta takie rozmowy, kiedy wlasciwie nawet nie ma co sie wdawac w jakas dyskusje, po podstawowe zalozenia sa tak odlegle, ze bardzo trudno w ogole cos innego zrobic, niz kiwnac glowa, i szybko sie przeniesc w inny kat pokoju (na szczescie przy przyjeciach na stojaco nie jest sie skazanym na kogos dluzej, niz wymagaja tego podstawowe maniery). ;-)

  61. Zależy od trybu. W czynnym raczej nie, ale w biernym może boleć.

  62. W to, że ktoś widzi związek między homeopatią a szatanem, to akurat wierzę. Ludzie w różne rzeczy wierzą. Bardziej mnie zdumiewa sformułowanie o szukaniu przez egzorcystów przyczyn dla jednostek chorobowych. Rozumiem oczywiście sens i intencje, ale wydźwięk był komiczny :)

  63. Jeżeli misiacja ma coś wspólnego z zabiegiem określanym w kręgach ludowych jako “wymiśkowanie”, to niestety, boli. I to długo. :-(
    Zaznaczam od razu, że znam to tylko z relacji innych psów i Kota Mordechaja, bo mnie na szczęście Moi nie pozwolili wymiśkować.

  64. rysberlin  12 luty 10,   16:56

    Moniko,najpierw zaczynamy myslec,powoli,ociazale ale jednak,
    nastepnie oddajemy sie medytacji i to juz tylko kroczek malutki
    do opetania(jezeli do tego homeopatycznie pilismy herbate to tragedia pewna-obled) 8) :D

  65. Ja tam nie wiem, czy ten blog też nie jest aby zbiorowo opętany. Wiem skądinąd, że oznaką opętania jest mówienie językami, a przecież tu każdy jakimś językiem mówi. 8O :-(

  66. rysberlin  12 luty 10,   17:04

    z Krauzego strona 29

    zajac w plaszczu i z aktowka mowi do kameleona siedzacego sobie(z glupim wyrazem w oku!)

    “To nie sztuka byc kameleonem!Sztuka nim nie byc,a moc sie zmieniac,jak zajdzie potrzeba!”

    ide szukac naszego “kapusniaka”(bez paczkow) :)

  67. A wiesz, Bobik? Jako nastolatka miałam nawet paranormalne zdolności. Potrafiłam przesunąć przedmioty trzymając dłoń w odległości kilkunastu centymetrów od niego oraz wprowadzać ludzi w rodzaj transu. Podobno dziewczyny w okresie dojrzewania miewają jakieś zaburzenia w elektryce układu nerwowego i moga raobić takie dziewne rzeczy. W każdym razie mama mi zabroniła tych praktyk. Tego oraz dotykania telewizora, bo zawsze wysadzałam bezpieczniki :) Ustawiam się więc w kolejce do uznania za opętaną.

  68. Ach, Niepokalanów…

    Boję się, że Ojcowie Egzorcyści mają prze(g)rane. Oni się zjeżdżają, a szatany się zlatują, a jeśli jeszcze dodać te śniegi na drogach…

  69. http://www.tvn24.pl/-1,1642784,0,1,szatan-coraz-czesciej-straszy-polakow,wiadomosc.html

  70. A ja to niby nie mam paranormalnych zdolności? Potrafię z Nadrenii wyczuć, kiedy w Londynie będzie serwowany bażant, albo strącić ze stołu talerz z kotletem w ogóle go nie dotykając. No bo pociągnięcie za koniuszek obrusa nie jest przecież dotknięciem talerza.
    I taki pstryczek od satelity zawsze mnie kopie, a innych nie, więc z elektrycznością też mam coś poprzestawiane.
    Zaczynam organizować blogową pielgrzymkę terapeutyczną do Niepokalanowa. Rezerwacja miejsc na zasadzie kto pierwszy, ten lepszy. Ilość ani jakość opętania nie będzie brana pod uwagę.

  71. :lol: :lol: :lol:
    - Właśnie to trzeba zmienić. Musimy wyjść z tej ciemnoty – mówi jezuita dr Aleksander Posacki, teolog katolicki, znawca teorii egzorcyzmów.
    Ciemnotą według jezuity dr jest rzecz jasna “postrzeganie egzorcystów jako szarlatanów”. :D

  72. To też znamienne:

    – Psychiatrzy częściej dostrzegają niemożność poradzenia sobie z konkretnymi przypadkami – przekonuje ojciec Posacki.
    – Mam wrażenie, że jest dokładnie odwrotnie. Coraz więcej księży uznaje naszą rolę - odpowiada profesor Andrzej Czernikiewicz, kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

  73. Ale musicie przyznać, że metoda diagnostyczna “na stułę” jest po prostu rrrewelacyjna. Kudy tam psychiatrom do takich wynalazków. :roll:

  74. Andsol, miło że jesteś :D . Masz rację, ten atak był oburzający. Żeby faceta w gaciach, na pozycję… No nie mam słów :roll:

    Piję białą herbatę Dragon Pearl jako antidotum, bo czuję, że widok obu speców, niebezpiecznie zbliża mnie do stuły :shock:

  75. Chociaż z drugiej strony, bardzo chciałabym mieć znajomość języków nieuczonych ;-)

  76. No, to jak już jesteśmy przy opętaniu, chichocie szatana i temu podobnych przyjemnościach, to pozwolę sobie wrzucić garść cytatów, które znalazłem wczoraj na blogu u andsola.
    Ostrzegam, że przy czytaniu lepiej siedzieć, a osobom o słabych nerwach radzę ten post w ogóle pominąć. Zaznaczam też, że zapoznanie się z tym materiałem powoduje długotrwały stupor i znacznie utrudnia prowadzenie pojazdów mechanicznych, bo przed oczami dziwne plamy zaczynają latać.

    “Rasizm kryje w sobie pewne zdrowe myśli, które dotychczas znane były tylko w szczupłym gronie lekarzy i biologów. Dziś przyszedł czas na ich rehabilitację”. (”Ateneum Kapłańskie” rok 1938, zeszyt 1, str. 23)

    ” Trudno nie przyznać słuszności twierdzeniom HITLERA, żyd pozostał obcym ciałem w organizmie narodów europejskich (…) Żyd zwalcza obcą jego psychice kulturę, wyrosłą na podłożu chrześcijaństwa. Jego przeobrażenie może się dokonać tylko na drodze religijnej - przez szczere, bezinteresowne przyjęcie chrześcijaństwa”. “HITLER jest doskonałym znawcą psychologii tłumu i twórcą nowej, genialnej taktyki”;

    “Dzisiejsza III Rzesza podjęła tytaniczną próbę realizacji wielkiej idei, która ma przynieść odrodzenie ludzkości. Niemcy stały się obok Włoch rzecznikiem ideologii o zasięgu ogólnoludzkim ” (”Ateneum Kapłańskie” rok 1938);

    “Zasady wychowawcze nacjonalizmu niemieckiego są WZORCEM dla innych narodów. W nacjonalizmie odbija się dusza Niemiec “. (”Ateneum Kapłańskie” 1937 r., zeszyt l str. 152):

    Autor wszystkich cytatów jest kardynał Stefan Wyszyński.

  77. O cholera

  78. Wiem, ze sie na mnie zaraz wszyscy rzuca, ale bardzo mi sie podoba to zdjecie na dachu, o zmierzchu, kobiet prorestujacych przeciwko sfalszowaniu wyborow w Iranie. Bardzo. Bo wiecej mowi o pokonywaniu wieloletniego strachu niz zdjecia, ktore ogladalismy w prasie kiedy protesty trwaly. Kim sa te trzy kobiety, ktore wyszly wieczorem na dach? Nie wiemy nawet w jakim sa wieku, bo sa omotane szmatami. Czy sie boja i czym ryzykuja? Kim moglyby byc gdyby nie przyszlo im zyc w kraju pinkwolonej rewolucji islamskiej?
    Czy moglabyn tak samo kez6czec z dachu w podobnej sytuacji?
    Bardzo dlugo chcialam sie wpatarywac w to zdjecie, kiedy je zobaczylam pierwszy raz - zeszlego lata.
    Cieszw sie, ze ono jeszcze kogos poruszylo, bo choc jest “skromne”, rozbudza we mnie jakas ogromna empatie. Takie lubie, bo pokazuja bardzo skromnymi srodkami cos co niekoniecznie dociera do naszej swiadomosci jak ogladami bardziej konwencjonalne migawki z protestow - bo sa zaskakujace i nieoczekiwane.
    Drugie zdjecie, zupelnie wstrzasajace - War is a personal thing - z ta polowa czaszki, w ramionach - matki? - na tle liczbych butelek z lekarstwami wokol szpitalnego lozka.

    Przwed chwla wrocilam z tego spotkania w restauracji. Byla tam dwu- i -pol-letnia Lila (wnuczka naszej przyjaciolki Leny W) ktora na pytanie jakie chcialaby lody na deser, odpowoedziala jak Bobik, bez namyslu - miesne!
    Jesli chodzi o moje lody - to mialam escargots na przystawke, a na glowne galette a l’andouille. Jak zawsze chez Lindsey. I wspanialy cidre Kerisac w kamionkowych miseczkach. T’was good.

  79. och,to zdjęcie z połową czaszki zapomniałem wymienić, a też mnie dźgnęło. Ale to na dachu po prostu jako zdjęcie nie wydaje mi się zbyt ciekawe. Mojego oka nie przyciąga na tyle, żeby skłonić mnie do rozmyślania o tym, jaką historię opowiada.
    Niemniej jednak rzucać się na nikogo nie mam zamiaru, bo przecież mowa o tym, co się komu podoba, a to jest z natury rzeczy subiektywne i nikt tu nie ma racji albo nieracji. :-)

  80. To ja też się narażę. Przeszkadzają mi długie paznokcie. Nie nadają się do kogoś niepełnosprawnego.
    Kobiety na dachu do mnie nie przemawiają, bo konieczny jest kontekst, czyli podpis. Bez niego mogą wołać np. dzieci do domu.

  81. rysberlin  12 luty 10,   19:10

    bez podpisu Heleny,zdjecie jedno z wielu,interpretacja dopiero

    robi je

    a tutaj cos ciekawego bardzo z Wroclawia(a moze i z miejsca podobnego lecz innego)
    http://wyborcza.pl/1,75248,7548091,Co_nasi_licealisci_zrobiliby_z_zebrakami__gdyby_mogli.html

  82. rysberlin  12 luty 10,   19:27

    mlodzi ludzie robia sobie czesto “jaja” z kazdego problemu i tylko tak moge sobie wytlumaczyc “radykalnosc” pomyslow

  83. Haneczko, ale dlugie paznolcie ma matka, a nie zolnierz! I w zyciu tak jest - tragizm moze isc ramie w ramie z kiczem i tragizna matka moze byc ktos kto nie wyglada jak Niobe na greckiej rzezbie, tyko taka tlustawa pani w bialym sweterku,z dlugimi paznokciami.
    Oczywioscie, ze do zdjecia na dachu potrzebny jest podpis - wlasnie dlatego, ze nie pokazuje ono “Wolnosci wiodacej Lud na barykady” - ta nie potrzebuje podpisu, ale moment
    malo teatralny i na poerwszy rzut oka malo bohaterski, ktory jednak nabiera szczegolnej wymowy jesli sie zna kontekst : to nie sa kobiety, ktore przyszly rozwiesic bielizne na dachu. To sa kobiety, ktore z narazeniem zycia
    (w kontelscie tej zamordowanej uczestniczki ulicznej demonstracji) protestuja przeciwko oszustwu wyborczemu i satrapii.

    Cytaty z Wyszynskiego sa porazajace. A ze zostaly one “zapomniane”, wcale sie nie dziwie. Zapomniano przeciez znacznie pozniejsze pibloczne wypowiedzi Prymasa Tysiaclecia - jak wzywal do glosowania na liste Frontu Jednosci Narodu czy co wygadywal w Czestochowie gdy w stoczni gdanskiej trwal strajk.

  84. Rysiu, ja to wczoraj czytalam, zastanwaijac sie skad pewnosc, ze jakas jedna recepta moze byc lekarstwem na problem tak spolecznie zlozony jak zebractwo. “Zawodowa aktywizacha zebrakow” moze pamoc tam, gdzie zebractwo jest skutkiem biedy i dlugotrwalego bezrobocia, ale wiemy ze na margines znacznie czesciej dzis trafiaja ludzie dotkinieci alkoholizmem, narkomania, chorobami psychicznymi lub kobiety eksploatowane przez mezczyzn w swoim srodowisku. I to potrzebne sa nielatwe rozwiazania wielorakie , czesro wielowarstwowe dla roznych - rozne, w pierwszym rzedzie - moim zdaniem - dekryminalizacja osob zmuszonych do zebractwa.

  85. Rysiu, ja tez podejrzewam, ze wiele t.zw. “radykalnych pomyslow” sa rzucane dla jaj. Sama mialabym taka pokuse na ich miejscu. :lol:

  86. rysberlin  12 luty 10,   20:03

    Heleno,jak sie do drugiego sniadania te gazete czyta
    to ma sie “bardzo radykalne pomysly” :D

  87. Oczywioscie, ze do zdjecia na dachu potrzebny jest podpis - wlasnie dlatego, ze nie pokazuje ono “Wolnosci wiodacej Lud na barykady” - ta nie potrzebuje podpisu

    To zdjęcie też nawet nie potrzebuje, bo i tak wiadomo o co chodzi. Myślę, że nikomu nie przemknęło przez myśl, że te kobiety przyszły na dach wieszać pranie. Treść jest jasna. Tylko konkurs fotografii prasowej stawia na równi z treścią efekt wizualny, a on w przypadku tej fotografii jest, chyba się zgodzimy, po prostu taki sobie.

  88. Heleno, kicz mi nie przeszkadza. Opieka kłóci mi się z paznokciami, którymi można skaleczyć. Zdjęcia z Word Press często wydają mi się silnie pozowane dla potrzeb. Trudno mi wierzyć w autentyczność, w tym przypadku, że to ona zajmuje się nim na co dzień.

  89. To zdjecie jest robione wyraznie w szpitalu - szpitalne lozko, szafki na scianie i jakies urzadzenia, rzadki lekarstw. Wiec nie przyszlo mi nawet do glowy, ze to w domu.
    Nagradzane sa zdjecia w roznych kategoriach i wtedy sila rzeczy rozne rzeczy sie licza bardziej niz inne. Od zdjecia reportazowego ( a w tej kategporii zostalo nagrodzone to na dachy) nie oczekujemy tego samego co od zdjecia pokazujacego nature w akcji. Reportazowe musi byc przede wszystkim “prawdziwe”, zawierac ciekawa narracje , a nie “ciekawe” kompozycyjnie i kolorystycznie w tym znaczeniu w jakim ciekawe jest zdjecie zimorodka.
    Oddam zdjecie zimorodka za to na dachu :lol: :lol: :lol:

  90. Cubalibre  12 luty 10,   20:36

    Nobody knows

  91. Już się cofam ;-) , opieka automatycznie kojarzy mi się z domem.

    Przeżuwamy Wyszyńskiego. Podejrzewać, a widzieć i wiedzieć, to nieprzyjemnie różne rzeczy.

  92. Cubalibre  12 luty 10,   20:39

    Niektóre psy nie są tak wytrwałe jak Bobik

  93. To smutne, ale po przeczytaniu wypowiedzi Wyszynskiego wcale nie usiadlam ze zdumienia, bo niestety wcale nie zaskakuja, jak juz zreszta zauwazyla Helena. W koncu to byly czasy “Rycerza Niepokalanej”… A swoja droga, to wczoraj wykrakalam ten temat linkiem do porad z The Atlantic Monthly, na temat tego, co robic, gdy na proszonym obiedzie ktos zaczyna wychwalac Hitlera jako wegeterianina i zwolennika zakazu palenia… ;-) Jednym slowem, chyba trzeba wynajac autobus na te wycieczke egzorystyczna do Niepokalanowa, Bobiku. :-D

    A tu The Atlantic:
    I faced a similar situation once. An acquaintance told me that although Hitler was a mass murderer, his opposition to smoking and advocacy of vegetarianism made him a public-health pioneer. I responded by saying something akin to “Go shit in the ocean.”

  94. Oddam zimorodka za zdjęcie lizanej pani w śmiesznej czapeczce.

  95. Dobre zdjęcie reportażowe tym się różni od reportażu pisanego, że przekazuje narrację nie linearnie, tylko w jednym momencie, w jednym rozbłysku. Więc nie można powiedzieć, że strona wizualna się tu nie liczy. Nie chodzi tu o nienaganną kompozycję i “ładność”, ale o trzaśnięcie oglądającego z punktu w łeb, tak żeby widząc zdjęcie nawet gdzieś między artykułem o kolejnym narzeczonym Dody, a ogłoszeniem o sprzedaży dalmatyńczyków, zwrócił na nie uwagę.
    Mnie to zdjęcie z dachami w ten sposób nie walnęło, więc nie spełnia dla mnie kryteriów dobrego zdjęcia reportażowego. Ale jeszcze raz mówię, że to są subiektywne odczucia, kogoś innego mogło walnąć.

  96. Witam z pierwszego dnia zimowej olimpiady w Vancouver!

    To zdjecie z Irankam na dachu jest fantastyczne. Bardzo im teraz kibicuje. W Irankach nadzieja dla kobiet tego obszaru.

    Wyszynskiego tez pamietam jak po wydarzeniach tzw sierpniowych (1976) mowil, zeby zajac sie praca, siac na roli a nie protestowac, czy cos w tym rodzaju. Czas veryfikuje poglady.

    Jeszcze na chwile z osobistej dzialki. Otoz mam zasade, ze nie skladam skarg na tzw service people jesli cos sknoca czy nawet zachowaja nie jak trzeba. Ale wczoraj zadzwonilam ze skarga na listonosza, bo chcialam mu oddac list nie do mnie adresowany, a poprzedniego dnia doreczony przez pomylke, a on po prostu sobie poszedl , wsiadl do swojego mini-samochodziku doreczycielskiego i odjechal, pomimo, ze kilkakrotnie i grzecznie wolalam za nim ” Hello, sir, hello!”. Otoz dzisiaj z poczty oddzwonili, przeprosili i powiedzieli, ze ten listonosz jest po prostu gluchy i trzeba do niego mowic stojac do niego frontem. No ladnie. Nauka z tego taka, ze zasad nalezy sie trzymac.

  97. Jest dobrze, różnimy się, kawałkami :-)

  98. Śliczne te psieciowe dowcipy. :lol:

  99. To z New Yorkera! Najlepsze jakie sa. jesli nie liczyc dowcipow-rysunkow Matta z Daily Telegrapha!

  100. Cubalibre  12 luty 10,   21:16

    No to jeszcze jeden ;)

  101. No dobra, czasy Rycerza Niepokalanej, czy różne niemądre wypowiedzi prymasa po wojnie, ale ja i tak byłem zszokowany. Przede wszystkim dlatego, że nic mi nie wiadomo, iżby prymas kiedykolwiek głośno powiedział: “tak, zdarzyło mi się przed wojną pisać rzeczy obrzydliwe i haniebne, młody byłem, głupi, w złe towarzystwo wpadłem, ale teraz tego żałuję i już tak nie myślę.”
    W zasadzie nie jestem zwolennikiem ustawicznego grzebania w życiorysach i wyciągania różnych grzeszków młodości, które przez lata zdążyły stracić znaczenie. Ale są rzeczy takiej wagi, że nawet po latach znaczenia nie tracą. Takie koszmarne wypowiedzi, za które ktoś nigdy nie przeprosił, to nie jest dla mnie mały pikuś.

  102. Masz gleboka racje, Bobik. Takie rzeczy nalezalo odszczekac. Rozumiem, ze nie mial jak zrobic tego za zycia bo byloby to wielka gratka dla czerwonego. Ale zostawil po sobie wspomnienia. I tam nalezalo sie byc moze z tego rozliczyc, nie isc do grobu z takim Grzechem na sumieniu. Grzechem wobec ludzi przede wszystkim.

  103. Tak, ja mogłam się domyślać, ale on wiedział, i nic. To się nie przedawnia.

  104. …Nowy Rytuał Egzorcyzmów z 1997 roku, podpisany przez Jana Pawła II - dobra, rezygnuję z css, Bobik mnie zniechęcił do misiacji, a na okres karnawału to może być przydatniejsze od Chińskiego Kursu Pisanek Bezjajecznych. Gdzie by to znaleźć…

  105. rysberlin  12 luty 10,   21:47

    Bobiku 21:18,jestes bardzo,bardzo mlodym pieskiem inaczej

    wiedzialbys ze ONI z KK nigdy DOROWOLNIE nie przepraszaja :!:

  106. rysberlin  12 luty 10,   21:50

    wczoraj czytajac link Moniki i wpis u “andsol” z komentarzem

    telemacha tez myslalem ponadkontynentalna telepatia :D

  107. rysberlin  12 luty 10,   21:53

    kroliku,Twoja olimpiada w czasie mojej nocy leci,a szkoda lubie

    uprawiac ogladanie sportu :roll:

    p.s.dlaczego nie wyslalas piesow za listonoszem :oops:

  108. Zaraz, zaraz, pogubiłem się… gdzie by znaleźć co? Egzorcyzmy, pisanki bezjajeczne, chińskie kursy, czy karnawał?

  109. Cubalibre  12 luty 10,   22:01

    Co rozumie pies, gdy się do niego mówi :roll:

  110. No, prosze - ledwo zostala powolana do zycia nasza dwuosobowa (ja i krolik) partia milosnikow zdjecia Na dachu, a juz dziennikarka z GW tez sie dio niej zapisala:

    http://cwiczeniazpatrzenia.blox.pl/2010/02/World-Press-Photo-zdjecia-wyrywajace-serce.html

    I co wiecej podaje link do calej serii zdjec War is personal.
    Dwa szczegolnie zaskoczyly: - pierwsze - spiacej mlodej koboety z lekko rozmazanym makijazem.
    Ale na drugim dopierow widac, ze jest ona zlozona w trumnie.
    No i zdjecie ojca trzymajacego male dziecko na kolanach. Dopoero po chwili widac, ze ma uciete dlonie. War is personal, indeed.

  111. rysberlin  12 luty 10,   22:03

    Andrzej Krauze-str 100

    czarny obsliniony wilk ciagnie na postronku zapierajaca sie przestraszona biala owce:”Oj,bo strace do ciebie zaufanie!”

    dobranoc :D

  112. Ach, dopiero teraz do mnie dotarło, że Królik ma olimpiadę u siebie. :-)
    I jakim ona jest gościem, Króliku? Idzie z nią wytrzymać, czy stale się domaga pralinek i szampana, a jak dostanie, to zdziwia, że marka nie ta? ;)

  113. jak to gdzie? w guglu. jak w guglu nie ma, to nie istnieje…

  114. A to jest moj ulubiony po wszystkoie czasu - z tego samegpo zrodla co Cubalibre:

    http://www.newyorkerstore.com/Dogs/Dog-trying-to-bring-slippers-to-master-looks-pleadingly-at-cat-who-has-the-other-slipper/invt/114756

    Kiedys znalazlem to zreprodukowane na kartce do wyslania i kupilem kilka. Jak chcialem kupic wiecej, to juz nie bylo :evil:
    A inne, ktore kiedys dedykowalem Matyldzie z Concorde, Mass, to jak kot przed lustrem recytuje Blake’a (Tiger, tiger…)

  115. Kot Mordechaj  12 luty 10,   22:21

    Myslalem, ze zmienilem wizytowke powyzej, ale mi widac nie wyszlo :evil:

  116. Kot Mordechaj  12 luty 10,   22:24

    I jeszcze jeden klasyczny, bardzo a propos tego wpisu , bo o miskizmie: beagelek lezy na kozetce i opowiada psychoterapeucie o swych krzywdach: I jeszcze przesuneli mi miseczke….

  117. Podoba mi się Nowy rytuał. Oczami duszy widzę, jak podpisuje.

  118. Kot Mordechaj  12 luty 10,   22:31

    Ten:

    http://www.cartoonbank.com/1995/They-moved-my-bowl/invt/106583

    I juz wiecej nie bede, I promise, bo sam sobie zaczynam przypominac bylego szefa mojej Starej. Jak sie mu pozwolilo opowiedziec jeden bardzo brodaty dowcip, to pozniej trzymal Stara za guzik i zadreczal przez godzine dowcipami, ktpre ona znala z siodmej klasy. I jako podwladna musiala, kurcze, sluchac! I co gorsza - smioac sie! :evil: :evil: :evil: :evil: :evil:

  119. Mordko, Matylda pamieta swietnie te wersje Tyger, Tyger… :-D Zwlaszcza, ze na New Yorkerze cwiczyla technike przewracania stron jako male dziecko. ;-)

    Bobiku, chyba potrzebuje jakiegos szybkiego tymczasowego egzorcyzmu przed planowana wycieczka, bo wlasnie wrocilam od Debry (homeopatia, yoga, medytacja, ajurweda, aromaterapia - jednym slowem czysty satanizm, nie mowiac o pysznym jedzeniu - wlasnie wygrali pierwsza nagrode na najsmaczniejsze gotowe potrawy w Nowej Anglii, wybrani glosami czytelnikow The Yankee Magazine). ;-)

    A co do partii zdjecia Na Dachu, to prosze mnie do niej wliczyc. Swietne sa zreszta serie zdjec, wlasnie bardzo kameralnych, czarno-bialych, dotyczacych zwyklych ludzi w niezwyklych sytuacjach, publikowanych na przyklad przez Harper’s - co sie zreszta zgadza z ogolna linia tego pisma, mocno pod wplywem Howarda Zinna (people’s history)…

  120. O, widze, ze nasza partia rosnie w sile z godziny na godzine!
    Moze wystawimy kandydata na prezydenta?

  121. Przy guscie do kameralnych zdjec, wyrazajacych wielkie dramaty w malej skali, raczej niewielkie widze szanse dla jakiegokolwiek kandydata, na jakiego sie zdecydujemy (nie wieksze niz to, ze hierachowie koscielni zabiora sie za przepraszanie za przynajmniej niektore swoje wypowiedzi lub dzialania)… No, chyba, ze nasza kampania reklamowo-wyborcza zdecyduje sie jednak na inna stylistyke. ;-)

  122. A tu ta sama stylistyka, Heleno (i ukryta, mniej znana Ameryka…)

    http://www.youtube.com/watch?v=33ohOR66r_s

  123. :smile: :smile :smile:

  124. Rufusa Wainwrighta matka Kate McGarrigle (Montrealerka) wlasnie niedawno zmarla. Kate byla rozwiedziona z Loudonem. Bardzi lubie ich sluchac (mala Marta Wainwright tez potrafi spiewac). Potrafila ze swoja siostra spiewac pieknie w tzw harmonii. Kto zechce niech sobie je wyszuka i poslucha.

    Bobiku, Olimpiada sie zachowuje jakos bez wielkiego halo. Zaczelo sie od tragedii. Gruzinski saneczkarz zabil sie w trakcie probnego zjazdu.

    Partia Na Dachu jak najbardziej powinna mianowac kandydata na prezydenta. Mozemy tez walnac manifesto: Kim jestesmy, o co walczymy?

  125. Tak, Kroliku - ci Wainrightowie (i krewni, i powinowaci) bardzo utalentowani. To jeszcze, zamiast manifestu partyjnego, dorzuce Beautiful, spiewana przez siostre Rufusa, Lucy. A sama piosenka, Charlie Poola, jest dla mnie wyjatkowo blake’owska (bo to jest jakas kontynuacja, w koncu Blake pracowal rekami, nie tylko glowa). I jeszcze do tego dobrze ilustruje pojecie piekna - sundara…

    http://www.youtube.com/watch?v=r3XwH9MEZp4&feature=related

  126. rysberlin  13 luty 10,   07:26

    zimowo

  127. rysberlin  13 luty 10,   07:27

    smutne,zamiast szczescia w sporcie smierc

  128. rysberlin  13 luty 10,   07:28

    i tutaj taz cieplo o “wygranym” zdjeciu

    http://www.sueddeutsche.de/,tt8m1/medien/881/503109/bilder/?img=0.0

  129. rysberlin  13 luty 10,   10:03

    dla Moniki, tak dobiega konca legenda

    http://www.zeit.de/politik/ausland/2010-02/usa-politik-kennedy

    szkoda,moze za kilka lat…..

  130. Dzień dobry. :-) Jeżeli wczorajsze opętanie zbiorowe jeszcze się trzyma, to znalazłem zbiorową imprezę egzorcystyczną, do której można się podłączyć. ;)
    http://www.youtube.com/watch?v=KFvx9vKRHw0
    A tu jeszcze jeden filmik, który pokazuje, że nawet duchowni katoliccy zaczynają powątpiewać w złego ducha, kiedy w grę wchodzi konkurencja. :D
    http://www.youtube.com/watch?v=6cPn0G6DO1w&feature=fvw

  131. Za cztery godziny inauguracja “mojego” UTW. Trzymajcie proszę kciuki żeby w tych okolicznościach przyrody i przy innych destraktorach i pokusach, nie zawiodła publiczność. O resztę jestem spokojna.

  132. Trzymam, trzymam, wszystkie łapy w robocie. :-)
    Jeżeli pokusy, mogące odciągnąć publiczność, są natury kulinarnej, to mogę się z nimi rozprawić. :cool:

  133. rysberlin  13 luty 10,   11:21

    tez trzymam :D prosze zdaj relacje

  134. W tym linku od Rysia bardzo mnie pozytywnie zaskoczyło, że polityk dobrowolnie (nie zmuszony jakimś skandalem) ustępuje ze względu na problemy osobiste tudzież alkoholizm i jeszcze publicznie się do tego przyznaje. Na ogół dla polityków nie są to żadne poważne powody do wycofania się, a jeżeli już, to publicznie nie pada o tym żadne słowo, tylko jest jakieś motanie, że Staszek, że koń, że drzewo.
    Może trzeba być Kennedym, żeby móc sobie na to pozwolić? ;)

  135. Mielismy tu w Zjednoczinym Krolestwie podobne odejscie - przywodcy Partii Liberalnych Demokratow, trzeciej co do wielkosci w kraju. Charles Kennedy byl dosc popularnym politykiem w kraju, kiedy do BBC zaczely docierac sygnaly o jego problemie alkoholowym, ktore usilowal starannie ukrywac. Mowilo sie takze, ze wsrod dzialaczy jego partii krazy petycja “Kennedy musi odejsc”.
    Wreszcie w 2002 roku znany dziennikarz BBC Jeremy Paxman zapytal w wywiadzie Kennedy’ego wprost: Czy jestes alkoholikiem? Czy prawda ze co wieczor wypijasz w domu, za zakmnietymio drzwiami butelke scotcha? Czy prawda, ze nie byles na gloswaniu w Parlamencie tego i tego dnia, bo miales zbyt duzego kaca?
    Nikogo wprawdzie takie pytania w Wlk. Brytanii nie oburzaja, tak jak w POlsce kiedu znacznie uprzejmiej sformulowal swe pytania posel Palikot wzgledem Prezydenta. TYm niemniej Paxman nie mial zadnych dowodow w reku i BBC przeprosila Kennedy’ego. Paxman kategorycznie odcial sie od przeprosin i powtorzyl, ze pytanie jego bylo zasadne - mamy prawo wiedziec dlaczego przywodca liberalow nie stawia sie w Parlamencie na waznym glosowaniu .
    Sprawa przyschla na prawie trzy lata, az w 2005 roku Kennedy dowiedzial sie, ze dziennik Independent przygotowal material na jego temat i ma on byc lada dzien oglpszony, w ktoprym znalazla sie informacja. ze trzy lata przedtem, (kiedy tak gwaltpwnie zaprzeczal) Kennedy leczyl sie na alkoholizm - bez skutku.
    Na dzien przed publikcaja Charles Kennedy stanal przed kamerami, przeprosil wszystkich i oswiadczyl, ze rezugnuje z funkcji przywodcy partii, bo jest alkoholikiem i oglasza nowe wybory na przywodce. Bedzie w nich sam tez kandudwal i niech jego towarzysze sami zdecyduja kogo chca.
    Towarzysze pokazali mu czewrona kartke i wybrali kogo innego.
    Kennedy juz podobno nie pije, czasami komentuje cos w tv (jest dziennikarzem z zawodu) i ponoc bardzo sie przyjazni z Jeremy Paxmanem.

  136. No, mówiłem przecież, że trzeba być Kennedym. :D
    Ciekawe, jak wysoko stoją szanse, że PP zaprzyjaźni się z Palikotem. :lol:

  137. Pewnie mniej wiecej takie, ze JKMosc zaprosi mnie na szefa protokolu.

  138. Oczyma duszy ujrzałem JKMość mówiącą do Heleny: ej, szefowo, pilnujcie no lepiej tego protokoła, bo znowu w szkodę wlazł i musieliśmy być not amused. :lol:

  139. Kot Mordechaj  13 luty 10,   15:03

    No coz, byc moze Krolowa faktycznie nie bylaby amused, ale jej poddani mieliby nieustajace jaja w Palacu i Parlamencie. A przeciwnicy Monarchii parlamentarnej zwiekszyliby swoje szeregi, o czym od dawna bezskutecznie marza.

  140. Helena byłaby znakomitym, twórczym szefem protokołu. On by (ten protokoł) rozkwitł, zbarwniał i język by mu się rozwiązał. Jestem za :D

  141. No to niech na początek Helena przedstawi swoje exposé, jakie wprowadziłaby w protokole zmiany i nowości. Czemu tylko poddani JKM mają mieć zabawę? :-)

  142. A czy ja mowilam, ze chcialabyn byc szefem protokolu?
    Krolowa - to co innego !

  143. Wszystko poszło dobrze, dziękuję za trzymanie kciuków :)

  144. Nooo, jotko, gratulacje! A jak tam śpiewy i inne swawole? “Taka gmina” itp.? To było dzisiaj, czy prawidłowo kojarzę? :-)

  145. Dyscyplina pracy coś nie dopisuje. ;) Brakuje sprawozdania z Brooka, no i z otwarcia UTW. To drugie - okej, było dopiero dziś, więc jeszcze możemy poczekać. :-) Ale Brooke się już należy jak psu zupa. :cool:

  146. Poleciałem po Argentyńczyka, bo otwarcie bez oblania chyba się nie liczy. :-)
    No to za Jotkę, UTW i otwarcie - po raz pierwszy! :D
    I ostrzegam, że nie ostatni! :cool:

  147. to ja resztką piwa obleję. ale gdzie na tym utw prysznice do umycia się po oblaniu to mnie nie pytajcie

  148. Szanowni mężczyźni,
    szanowne kobiety,
    kiedyś was wiek trzeci
    dołapie, niestety.

    Zamiast wtedy w ciepłe,
    zaszywać się w bety,
    biadać, żeście słabi
    i ślepi jak krety,

    miast noga za nogą
    wlec się jak chabety,
    lepiej zakładajcie
    uniwersytety! :D

  149. No, trudno, nie chcialam przynudzac, ale skoro sie Gospodarz dopomina, to niechaj bedzie.
    Spektakl “11 i 12″ jest oparty na mocno autobiograficznej ksiazce bardzo pomoc znanego i cenionego w Afryce pisarza malijskiego Amadou Hampate Ba, ktorej centralnym bohaterem jest jego wiejski nauczyciel islamu, medrzec i mistyk suficki Tierno Bokar. Rzecz sie dzieje w Zachodniej Afryce pod francuska administracja, w latach trzydziestych, gdzie rzeczywiscie doszlo do strasznej wewnatrzplemiennej masakry, ktora zapoczatkowal konflikt czysto teologiczny - czy pewna modlitwe nalezy powtarzac 11 razy czy 12 razy dziennie - oni uzywaja czegos w rodzaju “rozanca” z nanizanymi paciorkami.
    Jest to od pierwszej sceny bardzo urodziwe przedsatwienie odbywajace sie na prawie pustej scenie (jak czesto u Brooka, ktory powiedzial kiedys: daj mi pusta przestrzen, a zrobie z tego przestrzen teatralna) , na ktorej rozciagniete jest czerwono-ziemiste plotno, zakreslajace ramy akcji scenicznej. To plotno bedzie w spektaklu na rozne sposoby sie przeistaczac - w lodke na rzece, w calun, w ziemie zbroczona krwia, w ziemie, ktora przykrywa groby. W tle widac drzewo, a raczej jego goly pien, co jakos natychmiast kojarzy sie - mnie przynajmniej - z inna sztuka, gdzie jedynym elementem scenograficznym jest gole, bezlistne drzewo, a dwoch facetow, Vladimir i Estragon w oczekiwaniu na Wielkiego Nieobecnego prowadza nieustajace rozmowy o cierpieniu, o smierci, o sensie ludzkiej egzystencji , o niemoznosci pogodzenia wiary z rozumem, o nie dajacych sie z rozumem pogodzic sprzecznosciach tej wiary.
    I to beda tematy i watki, ktore porusza takze “11 i 12″, zadajac podobne co Beckett odwieczne pytania i nie znjadujac, jak i Beckett zadnych rozumnych odpowiedzi.
    Tu jest poczatek spektaklu, w ktorym Prowadzacy, pokazuje jeden paciorek - ziarno krwawego konfliktu wewnatrz najpiekniejszej ze wszystkoch szkol islamu, sufi - wyznawanego przez wiekszosc muzulmanow, ktorego centralnym nakazem jest milosc, milosc totalna i tolalna tolerancja wobec kazdego zywego stworzenia, wobec kazdej religii, milosc i tolerancja wszechogarniajaca:

    http://www.youtube.com/watch?v=v-zKZvgdCy8

    Sztuka napiosane na kanwie powiesci przez Marie-Helene Estienne, stale wspolpracujaca z Brookiem (podobnie jak japonski muzyk towrzyszacy akcji scenicznej na starozytnych japonskich instrumentach - swietne!) nie opowiada historii konfliktu, tylko pokazuje go w scenkach, opowiada w filozoficznych przypowiesciach, winietkach, obrazach. Obsada jest calkowicie miedzynarodowa (dwu Palestynczykow, Afrykanin, Marokanczyk, Franko-Polak - 22-letni Maximilien Seweryn, syn Andrzeja) - wszyscy na zmiane graja Murznow i Francuzow i to oczywoscie wzmacnia jedynie przekaz, ze ogladamy cos co ma kompletnie uniwersalna wymowe, a nie tylko jest przypisana do okreslonego miejsca i czasu. Religia jest bardzo piekna i wzniosla, ale glupim, ariganckim jej wyznawcom zarliwosc wiary kompletnie myli sie z plenienna solidarnoscia i lojalnoscia, z polityka, az zaczynaja sie nawzajem mordowac - w glebokim przekoaniu, ze bronia slusznej sprawy. A tak ladnie mowi suficki medrzec Tierno Bokar o tym czym jest Bog - jest balym swiatlem, ktore przepuszczone przez pryzmat okazuje sie byc wielobarwna tecza - czyli jak rozumiem roznymi sposobami znajdywania, dochodzenia do Boga.

  150. http://www.youtube.com/watch?v=8KMHgh1-lhA&NR=1

    A w tym fragnemencie przedstawienia uczniowie szkoly Tierno Bokara odkrywaja, z biali sraja na ciemno dokladnie tak samo jak czarni, tylko do wycieranoa sie uzywaja bardzo duzo zadrukowanego papieru - zamiast kamienia. :lol:

  151. Jotko, najserdeczniejsze gratulacje. Kawal dobrej roboty!

  152. O, Heleno, dopiero teraz moglam dotrzec do komputera, ale warto bylo. :-)

    Ciekawy zbieg okolicznosci, ze o tym bialym swietle, w podobnym kontekscie zreszta, byla prosta piosenka Charlie Poole’a (pisal i komponowal swoje melodie na poczatku XX wieku) pt. “Beautiful”, ktora wczoraj wieczorem zlinkowalam. Ale zbiegi okolicznosci zaczynaja sie robic interesujaca blogowa specjalnoscia… Dobrze, ze Bobik te wycieczke organizuje. ;-)

    A ja dzisiaj mam znowu mocno zabiegana sobote, i za chwile musze znowu wychodzic, wiec tylko jeszcze pogratuluje Jotce sukcesu, :-) i doniose Bobikowi, ze odbylam ciekawa sasiedzka rozmowe z Galileo na temat pomnika, ktory w koncu wystawiono jego imiennikowi w Watykanie niecale dwa lata temu. Sadzac z wyrazu jego pyska, bylo mu raczej wszystko jedno, ale Tracy twierdzi, ze chyba jednak troche docenil, ze z czasem jednak wyszlo na jego (z 400-letnim mniej wiecej poslizgiem). :-D

    Rysiu, Patrick K. zrezygnowal z tych powodow, co w zlinkowanym przez Ciebie artykule, i z troche szerszych, ale o tym wiecej, jak bede miala moment, bo to troche dluzsza historia.

  153. Kamienia? 8O Praktycznie wszyscy znani mi muzułmanie do podcierania się używają butelki z wodą. ;)
    Dzięki za relację, Heleno. Nie pójdzie pies do teatru, to przyjdzie teatr do psa. :-)
    I zdrowie UTW - po raz drugi po raz pierwszy (bo toasty wznosi się ponoć zawsze po raz pierwszy) :-)

  154. Moniko, kiedy przed laty pracowalysmy w Nowym Dzienniku z moja (ukochana! - bo wiem ze zaglada…) kuma Renata i papiez JPII rehabiliotowal Galileusza, Renatka wymyslila cudny tytul do wiadomosci w naszej gazwcie: No wiec jednak sie kreci! :lol:

  155. Moze w Zachodniej Afryce przed wojna nie bylo za duzo butelek na zbyciu? Albo wode musieli przynosic z bardzo daleka? :smile:

  156. Galileo… A, już wiem. To ten pies, który zerknąwszy na swój ogon szepnął znacząco: eppur si muove… ;)

  157. Teraz nie wiem, czy zwalić na Łajzę, czy uznać, że po włosku i po polsku to dwie różne rzeczy. :D

  158. Zaraz wychodze w gosci, caly dzien b. zabiegany.

    Jotko, gratulescu! Czy na inauguracji spiewano co planowalas?Jak wyszlo?

    Tylko pozazdroscic Helenie londynskich teatrow!

    A teraz na winko i film!

  159. Więc gdybym nie ruszył nigdy odwłoku z Wrocławia, też mógłbym zobaczyć tego Brooka… Ach, te okrutne wybory: albo kultura albo natura (czytaj: picie, rozpusta, windsurf i carnaval no Sambódromo)…

  160. Dobrego winka, Króliku, dobrego filmu i mniej zabiegania. Nie zawsze trzeba bardzo się spieszyć. ;)

  161. Z Wrocławia do Londynu też jednak trzeba by było ruszyć odwłokiem. ;)

    Na słowo “karnawał” chwilowo reaguję wysypką, chociaż rozum mi mówi, że Nadrenia Brazylii nierówna. ;)
    Windsurfing to nie psia specjalność. :roll:
    Ale jak chodzi o picie i rozpustę… No, nie wiem, czy w tym układzie na pewno wybrałbym Brooka. :lol:

  162. Przeciez wino i rozpusta to nie zajac?
    Znaczy - nie zajace. A Brook jak najbardziej zajac.

  163. Nie zając? 8O
    Heleno, najwyraźniej jesteś jeszcze za młoda, żeby wiedzieć, że wino i rozpusta to jak najbardziej zając. :lol:

  164. No proszę, to uniwersytet Jotki już trzeci wiek…
    jak ten czas leci…

  165. Nie wszystkim. Helenie najwyraźniej nie leci. :lol:

  166. No, mnie dawno stanal na 31-ym.

  167. A kiedy? Tak ca w 1970 ?
    Bo mnie też dawno stanął, chyba w 31-ym…
    :lol:

  168. Zeen, do budy, na kozetkę, albo do geriatry! :cool:

  169. Zeen, w 70-tym to ja jeszcze z pieluch nie wyszlam.

  170. Akurat w 1970 z pieluch się wyjść opłacało, bo wreszcie można było kupić Johnny Walkera poza Pewexem. :D

  171. Tak, ale tylko czerwonego, a on się nadaje wyłącznie do na paliwo do Tupolewów…

  172. Bobiku, licznik coś się zacina.

  173. To juz wiem czego u mnie zeen w domu pic nie bedzie.

  174. Zacinanie licznika?
    Te gorzkie żale to nie do Bobika.
    Jam nie natura, ani nie Bóg,
    żebym na licznik pomóc coś mógł. :cool:

  175. Heleno, jak czerwonego JW wysyłasz do Tupolewów, to znaczy, że nigdy się ze wstrząsającym, ba, porażającym smakiem Vistuli nie zetknęłaś. :-)
    Czego zresztą spokojnie pozazdrościć Ci można. ;)

  176. Bobiku, żaden pies tak prawdziwej prawdy nie powiedział ja Ty w zdaniu Na słowo “karnawał” chwilowo reaguję wysypką, chociaż rozum mi mówi, że Nadrenia Brazylii nierówna. Oj, nierówna, a wiem o czym mówię, bo mam za sobą karnawał w Nadrenii. Myślę, że dziś jest lepiej, bo już nie ciskają w tłum enerdowskimi cukierkami, ale z pewnością pozostał duch radości ze spotkania w rodzinnej trumnie.

  177. JA? JA?!!! JA dalabym czerwonegi JW do Tupolewa?!!!!!!
    CZY JA NA GLOWE UPADLAM?

  178. Drobne ogłoszenie. Internetowe obniżanie licznika (hell is the limit), dyskretnie i sprawnie. Ceny konkurencyjne. Na kopercie z zaliczką zaznaczyć “wieczna wisienka”.

  179. Enerdowskie cukierki dołączyły do niegdysiejszych śniegów, ale staruszki wyrywające sobie nawzajem z rozedrganych, niepewnych dłoni pięciogramowe porcje proszku do czyszczenia sraczy jak najbardziej pozostały.
    A żeby ta trumna jeszcze była moja rodzinna, to może bym zacisnął zęby i przetrwał. Ale ja tylko przypadkowy, niespieszny przechodzień… ;)

  180. Andsol, jak przy okazji ciśnienie też obniżasz, to niemal codziennie masz u mnie pewne zlecenie. Tak w okolicach przeglądu prasy.

  181. Heleno, za to, że na głowę nie upadłaś, mogłem ręczyć tylko między 18.00 a 19.00, dopóki Cię miałem w zasięgu słuchawki. Teraz już za późno. :lol:

  182. Krecenie nosem na czerwonego JW jesr w moich ksiazkach grzechem kardynalnym, jak filipinski kardynal Sin. Za to sie idzie prosto do piekla i sie jest w sasiednim kotle obok Pol Pota, Dzengis Chana i Kim Ir Sena.
    Czerwony JW jest wielkim Darem Niebios dla Ludzkosci.

  183. No to skąd się wzięło to paliwo do Tupolewów? 8O

  184. Zeen! Zeen! Zeen, slepy Kundlu!

  185. Cholera! Już czwarty miesiąc szczeniaczego życia mi leci, a tak jakby coraz mniej rozumiem. 8O
    Czy mógłbym poprosić o chociaż częściowe rozjaśnienie mroków?
    No, Oświecenia pożądam!

  186. TOOOOO:
    http://www.blog-bobika.eu/?p=293#comment-38755

  187. Mniej więcej od tego momentu przestałem rozumieć i właśnie on jest mi podsuwany jako wyjaśnienie? 8O
    E, chyba lepiej wrzucę to, co wrzuciłem przed chwilą u PK, czego w tej chwili słucham, a co prawdopodobnie, znając siebie, już kiedyś wrzucałem, nawet jak nie pamiętam. Ale nie szkodzi, są rzeczy na niebie i ziemi, których zawsze posłuchać można.
    http://www.youtube.com/watch?v=10PeINdMuow&feature=related
    Niczego to wprawdzie nie wyjaśnia, ale przynajmniej przyjemność sprawia. :-)

  188. Czego nie rozumiesz? Zeen chcial wrzucac JW do tupolewa, ja natomiast schowalam przed nim wlasna butelke.
    Dzizaz!!!! :shock:

  189. Jak ktoś tu jest ślepym kundlem, to tylko ja. :oops: Nie do końca dostrzegłem, który nick przynależy do którego komentarza i stąd się pogubiłem kompletnie. :oops:
    W ramach ekspiacji po pierwsze ponownie wejdę w kontakt z Argentyńczykiem, po drugie nie uwierzę, że zeen w swoim czasie nie docenił dyskretnej, ale jednak wyczuwalnej wyższości czerwonego JW nad Vistulą.
    No, chyba że wampiryczna strona zeena do śmiercionośnych właściwości wyżej wymienionej odczuwa jakiś niezdrowy sentyment. Było nie było, u wampira by to nie dziwiło. ;)

  190. Na dobranoc jeszcze tylko się zachwycę elegancją walki politycznej Pana Prezesa
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7557766,Kaczynski__Sa_haki_na_Sikorskiego.html
    No, wolno mi i tyle! :cool:

  191. Kwestia haków na cały alfabet ma proste wyjaśnienie. Gra planszowa “Mały donosiciel” nie była dobrym pomysłem wychowawczym taty Kaczyńskiego.

  192. Ooo… andsol. Jesteś klasycznym niedoceniaczem. Jak wreszcie wyjdzie na to, że tata K. miał rację, to zmienisz, chłopcze, swoje błędne poglądy pedagogiczne. I choćbyś profesorem był, to zwyczajnie nic Ci nie pomoże. :roll:

  193. Chyba rzeczywiscie wzial sobie te gre zanadto do sercal. I to nie tylko w zamilowaniu do donosicielstwa, ale i do ogolnej, szeroko pojetej malosci, ktora z fizycznym wzrostem nie ma nic wspolnego…

    Bobiku, Galileo nie tylko na ogon spoglada, i wychodzi mu, ze jednak sie kreci. Cale jego futro dobitnie mu o kreceniu sie przypomina (jest bardzo dorodnym, labradoodle). :-)

  194. No to ja już nie będę kręcił, tylko wprost, uczciwie i bez podtekstów udam się na spoczynek no… no, jakiś tam. Na którymś z kolei kontynencie na pewno w końcu wyjdzie na nocny spoczynek. ;)

  195. Jak przeskoczysz pare kontynentow, to Ci nawet moze z tego popoludniowa drzemka wyjdzie. ;-) Milych snow o pasztetowce. :-)

  196. Po takiej nocce Bobik zapewne wstanie po południu i nie dostanę szybko intrygującej mnie zagadki: dlaczego staruszki wyrywają sobie pięciogramowe proszki do czyszczenia sraczy i co to ma wspólnego z karnawałem :shock:
    A nostalgię za dedeerem to już jesienią widziałam, gdy jechałam pociągiem z Düsseldorfu do Bonn i zacne panie po pięćdziesiątce nawalały się rozkosznie winem musującym pt. Rotkäppchen, chyba awansem z okazji Dnia Jedności Niemiec. I to zorientowany Bobik, z którym się spotkałam parę dni później, uświadomił mi, że ten Czerwony Kapturek to kultowy szampan z DDR: http://www.dw-world.de/dw/article/0,,3866531,00.html

  197. Errata: po “nie dostanę szybko” powinno być oczywiście słowo “rozwiązania” ;-)

  198. Dzien dobry.
    Ja tez wczoraj zdazylam przed pojsciem spac dowiedziec sie o zapowiedzi Prezesa jakimi metodami zamierza PiS walczyc w wyborach prezydenckich. Nie zdziwilo mnie, ze zamierza, ale jednak zdziwilo, ze gotow jest dzielic sie tym z prasa. Znaczy sie - jego rozbrajajaca prostodusznosc. Pelna gotowosc odslonic sie przed elektoratem od strony malosci, podlosci i genetycznego bolszewizmu - czegos co zwyczajny skurwusyn jednak stara sie ukrywac przed swiatem. Ten jest skurwysynem extraordinaire .

  199. Najśmieszniejsze jest to, że on chce walczyć bronią, dzięki której przegrał na własne życzenie :lol:

  200. I to tez swiadczy o wielkiej prostodusznosci Wielkiego Nabzdyczonego Statega. :lol:

  201. Doro,
    zważywszy, że “Taką gminę” wykonywał chór amatorski, to wyszło to naprawdę dobrze. Pozostałe utwory - “Wesołe jest życie staruszka”, “Trzynastego”, “Gaudeamus” i nasz hymn, również wypadły nieźle. Te dwa ostatnie wspólnie z publicznością, która miała wydrukowany tekst obu utworów.
    W wielkim stylu rozpoczynamy obchody Roku Chopinowskiego - to zasługa Gminnego Ośrodka Kultury.
    Barszczewska czyta listy Chopina, przy fortepianie Nahorny i taka gmina :)

  202. - taka gmina, bez “i”

  203. Dzień dobry. :-) Pani Kierowniczka miała rację z tym, że zbyt wcześnie to zapewne nie wstanę. ;) A jak już wstałem zbyt późno, to musiałem najpierw załatwić sprawy absolutnie podstawowe, w rodzaju pognania przez pola, no i zeszło mi do tej pory.
    Nadrabiam więc i szybko rozwiązuję zagadkę. Podczas karnawałowych pochodów, odbywających się w każdej chyba miejscowości powyżej 10 mieszkańców (nie mylić z mieszańcami), z ogromnych wozów-platform, na których jadą przebierańcy, rzucane są w tłum drobne prezenciki. Tradycyjnie były to cukierki i inne rzeczy typu łakociowego, ale potem różne firmy zaczęły podrzucać rzucaczom swoje reklamówki. Stąd właśnie zdarza się, że na głowy ludu lecą torebeczki z kremami, szamponami lub rzeczonymi proszkami do czyszczenia sraczy.
    A wśród stojących na trasie pochodu, machających i wołających “helau!” wyróżniają się dwie grupy łowców prezentów: dzieci i staruszki. Przy czym te ostatnie mają niebywale rozwinięty instynkt łowiecki i są w stanie nawet poturbować jakiegoś bezczelnego gówniarza, który chciał im sprzątnąć sprzed nosa cenną paczuszkę popcornu. Nie mówiąc już o poturbowaniu innej, konkurencyjnej staruszki, bo to jest jak w banku. :roll:

  204. A czy zdarza sie, ze firmy rzucaja np. rolexami czy flakonami z Agent Provocateur? Albo biustonoszami z Rigby and Peller?
    Chetnie skopie kazdego gowniarza, ktory mi wejdzie w droge.

  205. He, he. Kiedyś, o ile dobrze pamiętam w Kolonii, jakiś geniusz wpadł na pomysł rzucania w tłum Prawdziwymi Banknotami. To dopiero były jatki… :razz:

  206. Aaa, to z latwoscia potrafie sobie wyobrazic - tyle razy widzialam to na filmach…

  207. Poczytalam sobie na forach rozliczne domysly jakiego haka maja Kurduple na Radka S. Najbardziej przekonujace jest to, ze zna osobiscie Rona Asmusa.

  208. To jeszcze nic. Pan Prezes na pewno mu wyciągnie, że znał osobiście Erasmusa z Rotterdamu. :roll:

  209. No pewnie! Przeciez razem z Erazmusem palili haszysz w Dolinie Kandaharu!

  210. rysberlin  14 luty 10,   16:29

    niedzielne leniwe dziennnn dobryyyyyy

    oczywiscie bez haszyszu ale po skscesach karnawalowych
    file:///Users/rys/Desktop/Fotos/ichhal.jpg

    syn trafiony “malutkim” proszkiem do mycia-do wyboru czego :!:

    :)

  211. rysberlin  14 luty 10,   16:30

    jotko :D , trwaj

  212. Przepraszam za nanoszenie błota, ale wróciłem do haków. Samo słowo - mam wrażenie - jest przyczepione (wyinterpretowane?) przez dziennikarzy. Pan J.K. mówi godnie o “zastrzeżeniach”, o których jednak nie mówi, bo to tajemnica państwowa. Zdumiewające, że tak szybko może przestać nią być. A może przecieknie do szakala Jacka Kurskiego, który wyszczeka?

    Niezależnie od tego czy słowo “hak” padło w rozmowie, co to za kraj, w którym można powiedzieć dziennikarzowi: “gówno juz jest w wiaderku przy wentylatorze, czekamy tylko na wejście gości”?

  213. Co to za kraj?
    A to Polska właśnie… :-(

  214. rysberlin  14 luty 10,   17:36

    moze terez :)
    http://farm5.static.flickr.com/4048/4355991203_49aca70007_o.jpg

  215. Rysiu, staram się i nie ukrywam, że Koszyczek mi w tym pomaga :)

  216. Rysiu, co Ty dziecku zrobiłeś? 8O

    Jotko, jeżeli to jest pomocne, to mogę tego Argentyńczyka co wieczór tu przyprowadzać. :-)

  217. Zamilowanie do sekretow panstwowych, jako ulubionej zabawki wladzy, wystepuje (jesli to jakas pociecha, choc przyznam, ze marna) takze u kuzynow PP na calym swiecie. Na przyklad Dick Cheney spopularyzowal wyrazenie “safe undisclosed location”, a Donald Rumsfeld - “known knowns and known unknowns”. To ostatnie nawet zamieniono w poezje… ;-)

    http://www.slate.com/id/2081042/

  218. Lepszy Argentynczyk niz Chilijczyk, Bobiku - przynajmniej jesli chodzi o unikanie wpadek na wieksza skale. ;-)

    http://www.timesonline.co.uk/tol/news/world/us_and_americas/article7024750.ece

  219. Myślę, że bez szczególnego wysiłku można by również z wypowiedzi PP i PP (Prezydęta i Prezesa) układać utwory poetyckie. Zaszyfrowane, niedostępne umysłom profanów, wynalazcze językowo… Ciemna materia w narodowym sosie.

    Że politycy w każdym kraju w praktyce lubią się hakami posłużyć, to chyba nie tajemnica (państwowa). Ale rzeczywiście mówi to dość wiele o społeczeństwie i życiu politycznym danego kraju, jeżeli polityk za ważniejsze (i skuteczniejsze) od przedstawiania siebie w pozytywnym świetle uważa pomachanie hakiem.
    Nie jestem przesadnym wielbicielem hipokryzji, ale bez pewnej jej dozy, nazywanej dobrymi obyczajami, życie socjalne zaczyna ulegać rozkładowi. Bo jak tu żyć socjalnie, jeżeli wszędzie kły, pazury i wentylator obok wiaderka z gównem nieustannie pracuje na najwyższych obrotach… :-(

  220. Ale numer, literówki w mennicy! :lol:
    A Łajzę też tam mają? ;)

  221. Tak, zycie spoleczne na pewno ulega wtedy rozkladowi, jak napisales, Bobiku, totez napisalam, ze marna to pociecha… :-(

    Najzabawniejsze, ze te literowki w mennicy przez pare lat byly zupelnie przez nikogo niezauwazone. :lol: A Lajza to dopiero bywa z falszerzami pieniedzy (w koncu mozna na to spojrzec jako na wyrazenie tego samego sentymentu troche innymi slowami)… ;-)

  222. Zainspirowana tworczpscia Rumsfelda, siegnelam do tworczosci Pana Prezydenta i tam znalazlam poemat jak nizej:

    W pokreslonej sytuacji

    Polsce

    potrzebna jest koncepcja

    kontroli państwowej, która

    obejmuje wszystkie

    dziedziny życia publicznego,

    nie pozostawiając sfer

    niczyich.

    Większość

    naszego społeczeństwa jest na szczęście

    heteroseksualna.

    Ród ludzi wyginąć by musiał,

    gdyby było inaczej.

    Tu nasuwa się porównanie

    z pewną częścią

    twórczości naszego wybitnego

    poety Herberta:

    Trzeba kochać ludzi, bo szybko odchodzą.

    Bo ja się nie podjąłem

    pracy w przedszkolu,

    tylko prezydenta państwa, które

    jest w pokreślonej

    sytuacji,

    i ma określone

    interesy.

  223. Zamiast autor! autor! zawołam w kierunku przypadkowego społeczeństwa: tytuł! tytuł! :lol:

  224. Sorry, Tytyl mi nie wyszedl, a jest pierwsza lonijka od gory: W pokreslonej sytuacji…

  225. No i jeszcze jeden dluzszy poemat epocki zatytulowany “Moje Uniwersytety”

    Dziewięćdziesiąt lat
    to w życiu uczelni
    w państwie,
    które właśnie
    dziewięćdziesiąt lat temu odzyskało
    niepodległość,
    już bardzo dużo.
    Wiele polskich
    uczelni, a właściwie
    ich miażdżąca większość, ma
    przecież historię znacznie krótszą,
    tylko
    Uniwersytety Warszawski, najstarszy
    z naszych Jagielloński,
    powinienem
    wymienić może
    na pierwszym miejscu,
    ale sam
    jestem z Warszawskiego Uniwersytetu,
    Wileński,
    Lwowski –
    także starsze od Warszawskiego
    miały
    historię dłuższą,
    można by jeszcze wymieniać
    różne Instytuty jak
    Marymoncki
    czy Puławski.
    Można by mówić
    o Wyższej Szkole Medycznej
    czy Prawniczej w Warszawie w okresie
    Księstwa Warszawskiego,
    czymś
    co później
    zostało zmienione w
    Uniwersytet Warszawski.
    Można by pewnie
    wymieniać w Galicji,
    jeżeli chodzi
    o wyższe szkoły rolnicze,
    również
    inne przykłady,
    ale
    uniwersytet to jest w istocie
    w naszym kraju piąty,
    bo krótko później dopiero
    powstała Akademia Piastowska,
    tak się bodajże nazywała,
    która po roku się zmieniła w
    Uniwersytet Poznański,
    znany
    dzisiaj
    nam wszystkim
    jako Uniwersytet Adama
    Mickiewicza.
    Mogę tu się o kilka miesięcy mylić,
    ale generalnie
    rzecz biorąc tak
    historia Polski uniwersyteckiej wygląda.

  226. Heleno :lol: :lol: :lol:

    A przy okazji zostala odkryta tajemnica panstwowa: skrot PP nie oznacza tylko Pozeracza Ptifurkow (copyright: Blog Bobika), ale takze ma ukryte znaczenie: Pierwszy Poeta (IV RP). :-D

    W ostatnim utworze uderzylo mnie uparte dazenie poety do prawdy (dotyczacej chronologii zycia uniwesryteckiego w Polsce), polaczone z uznaniem nieuniknionej niepewnosci poznania (”moge sie tu o kilka miesiecy mylic”). No i ciekawe zastosowania list jako chwytu literackiego (pewnie zwiazane ze skrzywieniem zawodowym i wlasnymi, glebokimi obsesjami). ;-)

  227. Nie mogę się zdecydować co lepsze: “Moje uniwersytety” czy “W pokreślonej sytuacji”. :lol: :lol:
    Zakładam, że “poemat epocki” nie jest literówką, tylko ze wszech miar słuszną nazwą nowego gatunku literackiego. W końcu te epokowe dzieła nie mogą być tak sobie po prostu zaliczone do któregoś ze starych, niesłusznych gatunków. :D

  228. Heleno, nigdy nie sądziłem, że znak końca linii to tak potężny trop poetycki.

  229. Ja zdecydowanie wyrozniam Moje Universytety, bo troche refleksyjne, a zarazem oddaja pelnie tematu, i, niecharakterystycznie dla typowej poezji, nowatorskie w tym, ze nie zostawiaja miejsca na niedomowienia.

  230. Jeszcze by tylko niedomówień brakowało! Żeby sobie każdy mógł złośliwie cokolwiek domówić! 8O

  231. W pokreślonej sytuacji poemat epocki Moje Uniwersytety jest najlepszy…
    Poetyka PP tyka…

  232. że też Piasci nie mogli od razu Mickiewiczem… :roll:

  233. Pewnie Rzepicha im nie pozwoliła… :roll:

  234. W piaście coś zgrzytało…

  235. Widocznie kołodziej odwalił fuchę

  236. i do tej pory nic się nie zmieniło, wciąż odnoszę wrażenie, że rządzenie krajem nad Wisłą jest wykonywane “na fuchę”, czyli po godzinach poświęconych na główne zajęcie…

  237. Ja jednak po namysle zdecydowanie wole “W pokreslonej sytuacji”, urzeka mnie radosny optymizm tego wiersza ( Nasze spoleczenstwo/ jest na szczescie w wiekszosci/ heteroseksulane..) w polaczeniu ze smiala wizja swiata, o ktorym mozna tylko marzyc, ktory odszedl, ale ktory mozna wsoolnym wyslkiem wskrzesoc - kiedy mowi np o kontroli panstwowej ” która
    obejmuje wszystkie
    dziedziny życia publicznego,
    nie pozostawiając sfer
    niczyich.”
    A tez nie brakuje w tym wierszu elementow facecyjnych, swiadczacych o usilujacym wybic sie na powierzchnie, ale trzmanym w ryzach poczyciu humoru Podmiotu Lirycznego:
    “Bo ja się nie podjąłem
    pracy w przedszkolu..”

  238. i na takim fundamencie piąty w istocie w kraju…

  239. Szkoda, ze podmiot nie podjal sie pracy w przedszkolu. Jest to bowiem ta dziedzina zycia, w ktorej jest bardzo trudno wprowadzic kontrole panstwowa… Kazdy kto uczyl w przedszkolu wie, ze nie sposob jest tam uslyszec wlasny glos, ba! krzyk w ciaglym dzieciecym harmidrze. A jednak dzieci ewentualnie naucza sie czytac i pisac bez scislej kontroli panstwowej… Tu akurat moim zdaniem Heleno, radosny optymizm podmiotu wydaje sie byc troche strachem podszyty i jednak klarownosc Moich Uniwersytetow bardziej do mnie przemawia.

  240. Fakt, słabością Moich Uniwersytetów jest pogardliwe przemilczenie uczelni Jotki, niemniej dzieło jest przejmujące. Przejęło pałeczkę po tych, co to: :moim uniwersytetem były lasy kabackie”…

  241. Jak już o klarowności mowa, to PP jest również twórcą urzekających prostotą i jasnością przekazu krótkich form, niemal haiku. Jak np. ten wybitny utwór pt. “Lepiej”.

    Dla kraju takiego jak Polska,
    lepiej
    żebym to ja
    został prezydentem
    niż Donald Tusk.

  242. No nie wiem… Bobiku, bo kto tu jest podmiotem? Czy to “ja” tak uwazam, czy moze “Polska” tak sadzi, a moze nawet “Donald Tusk” tez mysli, ze “ja” bylby lepszym prezydentem.
    Poza tym nie widze uzasadnienia dlaczego “ja dla takiego kraju jak Polska”, a inne kraje? Czy bylby on niedobrym prezydentem , a wkazdym razie gorszym niz Tusk dla innych krajow? I co znaczy “dla takiego kraju jak Polska”. Czyli jakiego, moze szczegolnie latwego do rzadzenia? Wtedy naprawde nie ma sie czym chwalic. A jesli Polska jest szczegolnie trudnym krajem do rzadzenia to moze podmiot powinien najpierw pocwiczyc na jakims latwiejszym kraju. Bobiku, ja tu nie widze zadnej klarownoci, clear as mud…

    Chociaz jak zeen zauwazyl ta bezczelnosc w pominieciu UTW jotki troche mi obrzydzila Moje Uniwersytety.

  243. Bardzo sluszne uwagi krolika, ale ja sie jeszcze zastanwiam czy piszac o “kraju takim jak Polska” Autor ( tu tozsamy z podmiotem lirycznym) nie mial na mysli kraju w ktorym (na szczescie) wiekszosc stanowia heteroseksualisci. Moze Tusk nadawalby sie bardzoej do kraju z homoseksualna wiekszoscia - starozytna Grecja, ze specjalnym uwzglesdnieniem wyspy Lesbos, Anglia ( od dawna wiadomo), niektore stany Ameryki, Watykan?

  244. Nie wiem Heleno… wydaje mi sie, ze to tylko z ojcowskiej troski, zeby “rod ludzi” nie wyginal. Autor powinien spac spokojnie, ostatnio jak sprawdzalam bylo ludzi na Ziemi ponad 6.5 miliarda! Tez Autor moze pogadac o tym z Bratem, ktory wcale a wcale sie nie przyczynia zeby rod ludzi nie wyginal.

  245. E, nic się nie znacie na literaturze. Osią konstrukcyjną tego utworu, a zarazem jego myślą przewodnią są słowa “lepiej żebym to ja”. Zarówno Tusk, jak i taki kraj są tutaj jedynie odobnikami, poetyckimi dodatkami do ja. “Lepiej żebym to ja” - czyź może być większa jasność? :roll:

  246. A czy Moich Uniwersytetów to już aby ktoś nie napisał? ;-)

  247. No, owszem, Doro, bodajze Maksym Gorki. No i co z tego? Nie mozna jeszcze raz?

  248. Bobiku, nie zgodze sie z toba. Mysle ze Helena i ja (i teraz ty) dokonalismy dekonstrukcji tekstu zgodnie z teoria krytyki literackiej Jacques’a Derridy: kazdy tekst zawiera kilka nielogicznych i przeciwstawnych znaczen. Zatem kazdy tekst ma wiecej nia jedna interpretacje. Sam tekst tylko laczy te interpretacje. Odczytanie interpretacyjne tekstu jest w zasadzie niemozliwe.

  249. No, ale to już wtórność… :lol:

  250. Doro, moze zeen napisze o jego uniwersytetach w lasach kabackich…

  251. A, bo moja interpretacja była lacanowska, nie derridowska. Imaginacyjne, symboliczne i realne, połączone w borromejski węzeł. Znaczy - imaginacyjne jest “lepiej”, symboliczne “żebym”, a realne “ja”.
    Ale nielogiczne znaczenia jak najbardziej jestem skłonny do tej interpretacji podłączyć. W końcu cudze teorie są po to, żeby je twórczo wykorzystywać. :-)

  252. Raczej w kabakach (na motywach jesieninowskich)

  253. Szkoda, że nie umiem dobrze rysować. Bo właśnie mi przyszedł do głowy pomysł na narysowanie Prezesa w stroju pirackim, z przepaską na oku i z hakiem zamiast dłoni. W sam raz na karnawał.
    Widzę to oczyma duszy, ale przełożenia motorycznego na łapę nie mam. :-(

  254. Króliku, czy za dekonstrukcję prezydenta nie dostaje się przypadkiem dwóch latek? 8O
    Właściwie nawet mam nadzieję, że tak jest, bo ja, według Heleny, mam odsiadkę jak w banku, więc chętnie zebrałbym większą grupę do towarzystwa.

  255. Bobiku, dwa lata jak dla brata. Dekonstrukcja nastapi w wolnych wyborach. Czy to juz w przyszlym roku?

    Kto byl waszym ulubionym prezydentem w Polsce po 1989 roku? Moim Lech Walesa. Zawsze troche sie denerwowalam na publicznych wystapieniach, szczegolnie za granica, co tez zaraz palnie, ale jakos w sumie dzieki tlumaczom wszystko gralo. Tutejsze elity myslaly pewnie, ze to taka ludycznosc prostego elektryka, moze nawet czarujaca… Prezydent jaki jest kazdy widzi.

  256. Tlumacze byli niezastapieni i jego tutejszy, KP troche mi opowiadal jakie czychaly na niego zasadzki i jak cudnie potrafil jako tlumacz z nich wybrnac.
    Lata temu moj szef wreczyl mi szpule z nagranym przez telefon wywiadem z Lechem, ze slowami: Tego belkotu jest ze 45 minut. Czy moglabys skrocic to do szesciu minut, ale na boga zrob z niego MEZA STANU.
    “Zrob z niego meza stanu” zostalo potem na trwale w folklorze redakcyjnym.

  257. Jak nożyczki są z Solingen to chyba i z Balzaca da się zrobić Leca.

  258. rysberlin  15 luty 10,   07:33

    jeszcze ciagle lezy snieg,chyba mamy zime tysiaclecia :)

    trwa i trwa,czy mozna z niej “zrobic meza stanu” i nozyczkami
    redakcyjnymi skrocic?,tak o kilka dni

    brykam w poniedzialek,najpiekniejszy dzien tygodnia(ja lubie)

    brykam,fikam :D

  259. jeśli “moje uniwersytety” odniosą rynkowy sukces można będzie się spodziewać prequela “moje licea, moje gimnazja”.

    zima bez zmian

  260. He he, uniwersytety w Lasach Kabackich to mam ja, bo tam mieszkam :-D

  261. rysberlin  15 luty 10,   11:09

    uniwersytety moje wasze,ale teraz mam w rece dwie ksiazki

    “Hexen Fiebel”-elementarz wiedzm

    i na wszelki wypadek ” Erste Hilfe bei magischen Unfällen”
    -pierwsza pomoc przy wypadkach przy wiedzmowaniu
    (tlumaczenie z kolorytem :) )

    :D

  262. Dzień dobry :-) Myślę tak i myślę nad tym pytaniem Królika i stwierdzam, że żadnego z poprzełomowych prezydentów nie mógłbym nazwać ulubionym. Ale za to nie mam problemu z określeniem, którego najbardziej nie lubię. ;)

    Zima faktycznie taka, jakiej w Nadrenii jeszcze nie widziałem. Ale prawdę mówoąc wolę te śniegi i mrozy, niż rozgildzianą, błotnistą papkę, jaka mi się tu każdej “zimy” pelętała pod nogami. Tak że o nożyczki na razie nie wołam. :-)

    Sequelem “Moich uniwersytetów” nie mogą być gimnazja, bo za czasów edukacji PP jeszcze nie istniały. Ale na prequel pt. “Moje przedszkola” już pewnego rodzaju wskazanie było. ;)

  263. A propos zimy :-)
    http://www.polityka.pl/galerie/1501833,4,galeria-andrzeja-mleczki-2010.read

  264. Dzień dobry. Jeśli kawa nie działa, to jak się obudzić?

  265. klepać po policzkach? :roll:

  266. Szybka przebieżka przez zaśnieżone pola?
    No, wiem, nie każdy ma pola pod nosem, nie każdy lubi szybko biegać, zwłaszcza jeżeli jest jeszcze w piżamie, niektórzy narzekają, że podczas biegu kawa im się wychlapuje, itd. Ale na razie nie mam lepszego pomysłu. ;)

  267. rysberlin  15 luty 10,   12:51

    vesper,spac dalej :)

  268. Spać dalej… zaraz widać, że Ryś ma już duże dzieci. ;)

  269. Pomysł dobry, Rysiu, ale niewykonalny. Trzeba zachowac przytomność umysłu, trzeba być gotowym na wszelkie ewentualności, trzeba być zwartym i gotowym do skoku, trzeba działać, wykazywac Zaangażowanie i Entuzjazm. Tylko jaaaaak?

  270. rysberlin  15 luty 10,   12:59

    duze dzieci male klopoty,male dzieci sen do pierwszej lapczywej kawy :)

  271. rysberlin  15 luty 10,   13:01

    brykac,fikac,vesper(tylko nie chlap kawa na “persa :) ) :D

  272. Ktoś by musiał za sznurki pociągać, żeby tymi ziewającymi kończynami poruszać. Idę zrobić herbatę. Idąc przynajmniej nie zasnę. Co za dzień …

  273. A dlaczego idąc nie można zasnąć? Ja to potrafię. :-) Czasem rodzina się ze mnie nabija, kiedy biegnę przez sen, Energicznie i z Zaangażowaniem wymachując łapami. :D
    Ale może to nie jest taka zła myśl, żeby sobie na godziny poranne zaangażować umyślnego do pociągania za sznurki?

  274. Jeśli umyślnego, to raczej do Wykonania Zadań, żeby można było Pozostać w Spokoju.

  275. Dzien dobry,
    And now somethn’ completely diff’rent.
    Jakby jakims cudem pojawila sie w Waszych telewizjach seria BBC “Lark Rise to Candleford” to bardzo namawiam do ogladania bo jest rozkoszna. Tak rozkoszna jak niegdys “Upstairs, Downstairs”.
    Przeslicznie grane.
    Tu podsuwam do obejrzenia fragmencik - dzieje sie na poczcie, prowadzonej przez postac imieniem Dorcas, ktora przejela urzad pocztowy w malym miasteczku Candleford po smierci swego ojca, do stolu podaje sluzaca Minnie, przygarnieta przez Dorcas z jakiegos dickenswskiego workhausu i jest jeszcze maly Sydney, porzycony przez ojca, ktorego Dorcas wziela na wychowanie.

    http://www.youtube.com/watch?v=2PCgFH-eLRM&feature=SeriesPlayList&p=0709AC8F9A904848

    Mozna tam obejrzec jeszcze onne frag,enty serii, od ktorej jestesmy wraz z E. kompletnie uzaleznione.

  276. na niespanie całkiem niezła jest tabaka… :roll:

  277. To dobre dla piratów, takich jak Kapitan Foma

  278. Dla pirata równie dobra może być papuga, siedząca na ramieniu i zaczynająca wrzeszczeć przy każdej próbie zaśnięcia. :-)

  279. i jeszcze mogłaby dziobem za ucho szarpać…

  280. Byle tylko ukradkiem kawy nie wypijała… :roll:

  281. Kot Mordechaj  15 luty 10,   16:54

    Notatka sluzbowa

    Obywatel Pies Bobik (Bob, wzglednie Robert) widziany byl w stanie szwedajacym sie na sasiednim blogu w towarzystwie mlodocianegp Jamnika, w czasie kiedy zaniedbywal obowiazkow na wlasnym. Swoim bandyckim zwyczajem wyprawial facecje.
    Zostal wytropiony przez Sledczegp Kota Morde-haka.
    Zachodzi podejrzenie, ze bedzie wszystkp zwalal na nawal obowiazkow albo uzyje innych pokretnych tlumaczen,

  282. Jak nietrudno było przewidzieć, Prezes wcale nie powiedział tego, co powiedział.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7562859,J_Kaczynski__Nikt_nie_zbiera_hakow_na_Sikorskiego.html
    Niepowiedzenie powiedzianego to zresztą ostatnio najwyraźniej obowiązujący w prawicowych kręgach trynd. I wcale nie można wykluczyć, że się powszechnie przyjmie. :roll:

  283. Hi, hi, Morde-haku, po co pokrętnie, jak można prosto? Nie byłem tam, gdzie byłem, nie robiłem tego, co robiłem, a jak ktoś twierdzi inaczej, to go podam do sądu. :lol:

  284. @vesper: Jeśli kawa nie działa, to jak się obudzić? Czemu, ach czemu? Najważniejsze, to żyć zgodnie z naturą. Własną.

  285. Oświadczam, że jestem w posiadaniu urządzenia do obserwacji poważnego kręgu podejrzeń, którego centrum stanowi prezes PiS. Wiedza moja oparta jest na faktach, których ze względu na przyrzeczenie dochowania tajemnicy nie mogę ujawnić. Krąg jest olbrzymich rozmiarów, sięga granic Rzeczypospolitej i ciągle rośnie. Istnieje niebezpieczeństwo, że za kilka miesięcy objąć może swym zasięgiem Europę a następnie całą kulę ziemską. Dla dobra ludzkości apeluję, by rząd Donalda Tuska jak najszybciej podał się do dymisji, gdyż nie jest zdolny opanować rosnącego kręgu podejrzeń, który w niedalekiej przyszłości może sięgnąć granic układu słonecznego i zagrozić stabilności Drogi Mlecznej.

  286. rysberlin  15 luty 10,   17:14

    Heleno,wiem ze cenisz Banksy
    http://www.banksyfilm.com/

    :)

  287. @andsol Moja własna natura jest sprzeczna z naturą ogółu i organizacją życia społecznego, w tym również handlu. Gdybym żyła zgodnie z własną naturą, to byłabym aktywna wyłącznie nocą, w dzień spałabym snem sprawiedliwego, skazując się na robienie zakupów w Tesco, tam zaś nie ma dobrego wina i szynki parmeńskiej, a jeśli nawet jest, to podróba jakaś podłego gatunku :roll:

  288. To rzeczywiście jest ze strony świata nader podłe, że od tylu wieków nie zrobił nic, żeby dostosować się do sów. :roll:

  289. Tak jeszcze dla porządku: nie interesuje mnie, czy Prezes w swojej wypowiedzi użył słowa hak, czy nie użył. W ogólnej świadomości hak to jest jakaś nieznana ogółowi informacja, której ujawnienie może kogoś zdyskredytować czy skompromitować. A więc dokładnie to, o czym mówił JK, czyli użycie tego słowa przez dziennikarzy było uprawnione, nawet jeżeli z różanych ust Prezesa ono nie padło. A czy haków używa się do szantażu, czy do innych celów, to już osobna historia.

    zeen, ale nam chyba powiesz, co zaobserwowałeś? ;)

  290. Kot Mordechaj  15 luty 10,   19:39

    Nie wiem co sie tak wszyscy uwzieli na Prezesa Haczynskiego. Nie uzyl slpwa “hak”, tylko powoedzial, ze - hehe bedzie bardzo zabawnie hehe jak hehe Sikorski zostanie kandydatem na hehe prezydenta bo hehe 3-4 osoby w panstwie znaja o nim takie hehe rzeczy ze strach pomyslec. Ujawnienie tych hehe rzeczy byloby wrecz przestepstwem, bo sa objete panstwowa tajemnica, wiec jego, znaczy sie Haczynskiego, moga brac na tortury, a on tajemnicy nie zlamie, no chyba, ze tajemnica najwyzszej wagi panstwoej sama sie wyda akurat w czasie hehe kampanioi wyborczej hehem a wtedy bedzie zaabwnie, bardzi zabawnie.

    Tak sie zastanawiam, czt nie zalozyc malej kolekcji hakow na Stara. Bo do glowy by Wam nie przyszlo co ja o niej wiem i jakich rzeczy sie tu przez te wszystkie lata naogladalem.
    Oczywiscie byloby bardzio niestosowne, abym to nagle ujawnial, chyba, ze naprawde nie bede mial wyboru. Ale wszyscy by zbaranieli jakbym puscil pare z pyska. Widzialem ja w roznych…hmm.. sytuacjach… :wink:

  291. Gdyby Haczyńscy i ten cały PiS wpadli na taki pomysł, żeby ze zwierzętami wejść w spółkę, to dopiero by zaczęli być niebezpieczni! Bo kto tam o tym myśli, żeby nie prowadzić pewnych rozmów przy psie, albo ukrywać jakieś lewizny przed kotem. Co najwyżej sprawdzi, czy pluskw nie ma w pobliżu, ale na fretkę to już nie zwróci uwagi.
    Zwierzęta, my mamy coś bardzo istotnego w łapach. Informację! Nie bądźmy durne i wykorzystajmy to do skończenia na zawsze z tym wydzielaniem nam pasztetówki, bażantów i kotlecików jagnięcych!

  292. Zaraz wychodze celebrowac urodziny mojej starszej siostry.

    Powiem wam, ze po smierci tego gruzinskiego saneczkarza odechcialo mi sie olimpiad. Mowi sie teraz, ze ten tor byl poprawiany napredce, bo byl za niebezpieczny. Ten Gruzin nie mial na tyle doswiadzenia w saneczkarstwie i na tym trudnym i prawdopodobnie blednie zaplanowanym torze w szczegolnosci, zeby umial sie uratowac. W rozmowie telefonicznej a ojcem mowil, ze sie bal tego toru.

    Olimpiady sie zrobily za wielkie, za dlugie, za wiele konkurencji i za bardzo wysrobowane sa juz rekordy.

    Uff, gryzlo mnie to od dwoch dni…

    Pogoda tez nie sprzyja tej olimpiadzie. W Vacouver jest cieplo i leje deszcz. Tam jest tak zawsze. To nie globalne ocieplenie. Bylam w Vancouver kiedys w lipcu. Bylo slonecznie. Znajomi powiedzieli, ze lalo od wrzesnia bez przerwy. Wysoko w gorach oczywiscie zawsze spada kilka metrow sniegu, ale w Vancouver rosna palmettos , agawy i cala masa semi-tropikalnych roslin kwitnacych caly rok.

  293. U nas tez sie sporo mowi o tym torze. Mnie ta historia tak przybila, ze jak widze transmisje z olimpiady, to szybko sie przerzycam nam inny kanal.

    A Mordce wyrwe ogon z tlustego zadu jesli pisnie choc slowko o tym co to wiemy… I tez jestem gotowa poopowiadac to i owo - zwlaszca w kwestii tego drogiego zlotego karpia w oczku wodnym u sasiada…

  294. Z dedykacją dla Prezesa Haczyńskiego:
    http://www.youtube.com/watch?v=zKvhVssO348&feature=related

  295. Przyznam się, że ja się w ogóle olimpiadami niezbyt podniecam i nigdy ich nie oglądam. Teraz oczywiście słyszałem o tym wypadku i jasne, że strasznie żal mi się tego sportowca zrobiło, ale tak samo, jak wszelkich innych ofiar wypadków, a nie dlatego, że akurat olimpijczyk.
    Ale rozumiem, że jeżeli ktoś jakiekolwiek wydarzenie sportowe śledzi z przejęciem, to taka tragedia radość z tego śledzenia może mu odebrać. Nawet wręcz powinna.

  296. Vesper, nawet bez dedykacji zaraz widać, o kogo chodzi. :lol:

  297. Pisze Helena: U nas tez sie sporo mowi o tym torze. A u nas i chyba nigdzie nie mówi się o średniej życia i jakości zdrowia dawnych wyczynowych sportowców. Gdyby takie rzeczy wyrabiano z kurczakami na fermach, Greenpeace wielkie protesty by organizował, a przecież niejeden kurczak wdałby się w cokolwiek z dobrej woli, żeby tylko nie żyć w ścisku i hałasie.

    Ktoś od medycyny sportowej wyjaśniał mi, że te panie od gimnastyki nie rosną, bo co ich organizm ma zasobów i możliwości, to wszystkiego używa na leczenie mikrozłamań i kontuzji doznawanych bezustannie. Przecież oprócz nich jedyne postacie miotane jak worki z mąką to w brutalniejszych odcinkach Tom & Jerry.

  298. Między innymi z powodu awersji do sportu wyczynowego, nie śledzę żadnych olimpiad, mistrzostw, mundiali i innych. Sport w takim wydaniu traci cały swój sens :(

  299. Trafiłem w telewizji na odcinek komediowej serii “Boston Legal”, w którym Concord postanowiło wystąpić ze Stanów Zjednoczonych w imię obrony tradycyjnych amerykańskich ideałów, naruszonych według obywateli miasta przezrząd Busha. Dawniej pewnie w ogóle bym nie złapał, gdzie jest wic, a teraz złapałem. :-)
    Blog, moje okno na świat! :lol:

  300. Nawet więcej niż okno. Świat w miniaturze po prostu ;)

  301. O wyczynowych/zawodowych sportowcach akurat wczoraj z kimś prowadziłem rozmowę i też mówiłem o tym z przerażeniem. A już to, co się dzieje np. w Chinach, absolutnie fermę drobiu przypomina.
    Sport wyczynowy uprawiają ludzie młodzi (często po prostu dzieci), którzy o kruchości życia, zużywalności ludzkiego ciała, chronicznym cierpieniu fizycznym, itp. pojęcie mają żadne. Media, trenerzy, rodzice, nauczyciele - wszyscy wciskają im kit, że stanięcie na jakimś tam podium to jest najwyższe szczęście i warto dla tego poświęcić dzieciństwo i młodość. Jak te dzieciaki mają same wpaść na ten pomysł, że poświęcają często również całą resztę życia, skazują się na ból, czy nawet kalectwo, którego odwrócić już się nie da?
    Cay współczesny sport ze szlachetną ideą olimpijską nic dla mnie nie ma wspólnego. No, przyznaję, jestem kibicem futbolu :oops: ale bez najmniejszych złudzeń. To jest medialny show i tyle. Może nawet o tyle uczciwszy, że wiadomo: masz się dać pokopać i skatować, ale przynajmniej za duże pieniądze.
    A jak o piękno sportu chodzi i czystą, niekomercyjną z niego satysfakcję, to jestem w to w stanie uwierzyć tylko tam, gdzie żadnych, ale to żadnych nagród nie ma.
    No, dobra, niech będzie. Lizaki dla zwycięzców dopuszczę. ;)

  302. Chyba w kolorpwym dodatku do GW lata temu czytalam wstrzasajacy reportaz o szkolach baletowych w Polsce, gdzie najwieksze wrazenie robilo wlasnie to, ze tych tancerzy ksztalci sie na rozkusz, malo kto liczy sie z icvh zdrowiem, ze kobiety dostaja bardzo wczersnie, czesto przed trzydziestym rokiem zycia jakis strasznych chorob stawow, czesto przestaja wczesnie miesiaczkowac i koncza kariere o wiele za wczesnie ze zrujnowanym zdrowiem. Rozmawialam potem z amerykanska kolezanka, Angela, tancerka baletu wyksztalcona w Rumunii, w szkole baletowej byla od siodmego roku zycia i ona twierdzila (zreszta w tym artyluke tez to padlo) , ze takie rzeczy dzieja sie z tancerzami nieumiejetnie prztgotowanymi do zawodu, w zbytnim pospiechu.

  303. Ha, Bobiku, no widzisz. :-D A ja dzis w trybie pilnym doradzam mezowi i koledze, gdzie sie maja zatrzymac w Warszawie w przyszlym tygodniu i obdzwaniam rodzine, ze beda mieli goscia na obiedzie. Swiat jest maly, bardzo maly… ;-)

    Concord nigdy na Busha nie zaglosowalo, nigdy. Nawet na tego nieszczesnego Browna ostatnio tez nie. Republika Concordzka i tyle (drugie takie miasto to Cambridge, Mass, ktory tez sie zartobliwie nazywa republika). ;-) No i caly nasz stan to oficjalnie tez “the Commonwealth of Massachusetts” (nawet gubernator nam co roku wyglasza przemowe na temat stanu stanu.) :lol:

  304. Ha! ja juz od poltora roku, Moniko, zyje w przekonaniu, ze Concorde, Mass jest najcudniejszym miastem w Ameryce. Odkad uslyszalam Twoja opowiesc jak przyjechalas do Concorde pierwszy raz w zyciu… : smile:

  305. Teraz to ja już też z Concord jestem obcykany. :lol: Ale jeszcze półtora roku temu nie byłem.
    Moniko, przypomnij mężowi, żeby nie próbował przewozić z Polski tak groźnego materiału terrorystycznego jak róża cukrowa. :cool: Na pewno by się wtedy na jakąś czarną listę dostał. ;)

  306. Wiesz, Heleno, mnie sie wydaje, ze my tu wspolnie razem sobie tworzymy taki Concord na internecie, wlasnie gdzies od poltora roku… :-) A jak nam cos nie pasuje, to sie odrywamy albo buntujemy, albo zakladamy partie… ;-)

  307. O, dobrze, ze mnie ostrzegles, Bobika (ciocia z Krakowa zawsze mi podsyla). :-) A dlaczego jest to teraz na liscie artykulow zakazanych? :shock:

  308. Nie wiem, jak to wygląda w tej chwili w szkołach baletowych w Polsce. Mam nadzieję, że lepiej niż kiedyś. Ludzie mają więcej kontaktów ze światem, nie są skazani na jedynowładztwo rosyjskich nauczycieli.
    Ja od dzieciństwa byłam giętka jak trzcinka, rozciągliwa jak guma i bardzo roztańczona, więc balet się o mnie upominał dwa razy. Na szczęście mama postawiła veto. Sama uprawiała gimnastykę artystyczną, amatorsko wprawdzie, w szkolnych sekcjach, ale z sukcesami. I z kontuzjami. Kilka pamiątek posportowych zostało jej do dziś, kilka odezwało się właśnie teraz. Dlatego moje pomysły, by zająć się na serio baletem klasycznym kwitowała zawsze “po moim trupie”. Pozwoliła mi jedynie uczyć się tańca trzy razy w tygodniu po 3 godziny w ramach zajęć pozalekcyjnych, a potem tańczyć modern amatorsko. Wtedy byłam zrozpaczona, teraz wiem, że miała rację, bo w tamtych czasach rzeczywiście ze zdrowiem tancerzy nikt sie nie liczył. Mam koleżanki w moim wieku, które są fizycznymi wrakami. Dwie są już po wymianie stawu biodrowego i przechodziły tę operację krótko po trzydziestce.

  309. No, trochę podkoloryzowałem, tylko w bagażu podręcznym róża jest tak groźna. ;)
    Chciałem kiedyś zawieźć Helenie do Londynu słoiczek wyciągniętej spod serca róży, ale miałem jedynie bagaż podręczny, więc tylko tam ją mogłem włożyć. Róża natychmiast wzbudziła podejrzenia i została zdyskwalifikowana, chociaż proponowałem, że mogę ją odkręcić i zacząć wyjadać, żeby udowodnić, że nie ma się jej co bać. Ale propozycja odkręcenia słoika z tą podejrzaną substancją wzbudziła jeszcze większy popłoch i kazano mi go szybko odstawić. W końcu udało mi się tylko wybłagać, że pozwolono mi tę morderczą konfiturę odnieść i wręczyć tacie, który czekał, kiedy przejdę przez kontrolę, żeby mi jeszcze pomachać.
    Ponieważ jednak uczciwy pies ze mnie, to przyznaję, że tenże sam słoiczek w bagażu niepodręcznym do Włoch doleciał bez przeszkód i tam został Helenie wręczony w glorii i chwale. :-)

  310. Nie wszyscy mają takie szczęście jak Vesper, żeby trafić na rozsądnych rodziców. I odnoszę to nie tylko do baletu lub sportu, ale i do różnego rodzaju castingów, do których pociechy nieraz siłą pchane są przez opętanych rodzicieli. Po tym niby nie zostaje kalectwo fizyczne, ale szkody psychiczne też w wielu wypadkach nie są do naprawienia.
    Często zresztą jest tak, jak to Vesper opisała, że dzieci same też chcą, a nawet się domagają i wtedy otoczenie uważa, że wszystko jest w najlepszym porządku, bo przecież nikt nie stosuje przymusu, wręcz przeciwnie. Tylko że to jednak jest rolą rodziców, żeby czasem powiedzieć “po moim trupie!”.

  311. Dziekuje, Bobiku ;-) - bardzo przydatne, bo choc maz bardzo duzo po swiecie lata, to zwykle znikad inad nie przywozi tak egzotycznych prezentow, jak konfitura z rozy. ;-) I lata wylacznie z bagazem podrecznym po tym, jak kiedys kolega musial stawiac sie na oficjalne spotkanie w dzinsach i swetrze, w ktorych podrozowal przez Atlantyk, bo bagaz glowny dolecial, jak juz jego w odwiedzanym miescie nie bylo… I tak dobrze, ze dolecial. ;-) Chyba ze (co przeczuwam) rodzina w drodze powrotnej go jednak za mocno objuczy…

    Temat dzieci pchanych przez ambitnych rodzicow do sportow wyczynowych to czesc wiekszego tematu juz nie tylko dotyczacego sportu czy baletu, ale dzisiejszego podejscia do dziecinstwa w ogole (bo to sie jednak zmienia, i zmienia, i znowu zmienia…) W kazdym razie, rzeczywiscie, Vesper miala szczescie. Mnie przerazaja dodatkowo opowiesci o agresywnych i ambitnych rodzicach, ktorzy wdaja sie na przyklad w bojki z sedziami Little League (baseball), kiedy decyzje sedziowskie sa nie po ich mysli.

  312. Monika pisze: Mnie przerazaja dodatkowo opowiesci o agresywnych i ambitnych rodzicach… Parę lat temu w szkole chłopców doznałem szoku, w czasie kończących rok szkolny gier i igraszek, a ściślej w czasie meczu piłki nożnej, jeden z tatusiów siedzący tuż za siatką oddzielającą tatusiostwo od graczy zwymyślał dobrze ustawionym barytonem synka od skurwysynów, bo ten mógł, a nie wbił gola. To był jeden z elementów użytecznych w rozmowie z synami, żebyśmy jednak znaleźli im inną szkołę. Nie mam złudzeń co do jakości tatusiostwa w nowej, ale ponieważ szkoła nazywa się “Colégio Adventista”, to jakoś mniej wypada ujawniać swe rodzicielskie ambicje w prostych terminach.

  313. Roza od Bobika jest cudna - jeszcze mam odrobine na dnie sloika. Jadlam ja ostanio kilka dni temu na Pancake Day - z nalesnikami (gotowymi, ale bardzo, bardzo dobrymi i wlasnie rozpaczam, ze sie juz w sprzedazy kolo mnie skonczyly). Tak wyglada moja dieta w tej chwili :oops: .

    Kiedy mialam dziewiec lat, moja najblizsza przyjaciolka Inka Sorzuk zaciagnela mnie do szkoly cyrkowej zapisywac sie. Inka byla starsza o rok i dlatego ja sie z jej zdaniem bardzo liczylam i robilam wszystko co mi kazala. W nagrode pozwalalam jej przepisywac moje prace domowe z matmy i wypracowania. Poszlysmy w tajemnicy przed moimi rodzicami, bo podejrzewalam, ze bylby dramat gdybym powiedziala.
    Przed sprawdzianami ogladalysmy faceta, bardzo groznie wygladajacego, ktory wyczynial nieprawdopodobne sztuki ze swa corka, wyraznie mlodsza od nas. Kazal jej chodzic na linie, podrzucal ja w powietrzu, robil jakies mlynki i generalnie tak mnie wystraszyl (bylam dlaczegos przekonana, ze nasze sprawdziany beda wygladaly jakos podobnie i bardzo mi sie nie chcialo maszerowac, krecac pupa po linie pod sufitem). Udalo mi sie jakos przekonac Inke, ze moze jednak bylo to zbyt pochopnie podjete postanowienie.
    Wycofalysmy sie dyskretnie ze sporej grupy dzieci, ktore tez przyszly sie zapisywac do szkoly i tez w wiekszosci bez rodzicow.
    Wieczorem opowiedzialam o tym w domu i chyba pierwszy raz w zyciu bylam goraco chwalona za rozumne postanowienie.
    Inka jednak poszla do szkoly baletowej i zostala tancerka od jakichs bardzo egzotycznych tancow. Bylam juz dawno w Polsce, kiedy zaczela mi poslylac zdjecia w jakichs cudownych wschodnich kostiumach. Mam je do dzis.

  314. Opowieść Andsola przypomniała mi, jak to mój ludzki brat zapragnął kiedyś, żeby go zapisać na piłkę nożną. Chodziło o mały, prowincjonalny, amatorski klubik, nie żadne tam wielkie mecyje i Bayern Monachium. Mama poszła na rozmowę z trenerem i kiedy dowiedziała się, jakie będą JEJ obowiązki (poza opłatami oczywiście), to zdębiała. Kilkugodzinna obecność na treningach lub meczach w każdą sobotę, przynoszenie w tęż sobotę i przy różnych innych okazjach ciast i sałatek, uczestniczenie w jakichś zebraniach, obrębianie sztandarów, malowanie transparentów i inne robótki ręczne, opieka nad dziećmi podczas wycieczek… itp, itd. Nie mniejsze byłyby, rzecz jasna, obowiązki taty.
    To i krótki rzut oka na pozostałych rodziców, którzy wszystkie te zadania wykonywali z pokorą, wymagając w zamian od dzieci, żeby były skłonne oddać życie i zdrowie za swój klub, wytarczyło, żeby mama użyła tego argumentu z moim trupem. W ten sposób mój ludzki brat nie został piłkarzem ani wielkim, ani nawet małym, a mama sprawia wrażenie w 90 procentach żywej.
    Za te brakujące 10% odpowiada już całkiem co innego, nie futbol. ;)

  315. U nas Bobiku bylby to hokej oczywista i twoja mama musialaby jeszcze dokupic do tego samochod typu van, zeby pomiescic torbe ze sprzetem do hokeja oraz wlasne walizy przy okazji turniejow w zaprzyjaznionych miastach. Po tych latach poswiecen potem okazuje sie, ze najlepiej w hokeja i tak graja chlopcy i dziewczynki z malych miasteczek, ktorzy maja lyzwy przypiete od drugiego roku zycia i lodowisko za rogiem, na ktorym lod jest przez 8 miesiecy w roku.

    Lubie ogladac kobiecy hokej. Sa swietne technicznie i nie wala sie po glowach kijami jak mezczyzni. Kanadyjska kapitan druzyny grala w zawodowych meskich klubach Szwecji i Finlandii.

  316. właściwie to nie wiem jaka dziedzina ekspresji, potraktowana poważnie, nie przynosi prędzej czy później zauważalnych autodestrukcyjnych skutków. czy to fizycznych, czy to psychicznych. natura chyba nie przewidziała człowieka na długowiecznego wyczynowca.

    ktoś mi zakosił rum do kawy :|

  317. Dzień dobry :-) I co, z tym rumem to zaraz pewnie będzie na mnie?
    Twórcze przekształcenie zasady prokuratora Wyszyńskiego - dajcie mi psa, a ja już kij znajdę. :evil:

    Tym, u których sypie, mogę gratis odstąpić świecenie i topnienie. :-)

  318. Pewnie kot wyzlopal. Znam to.

  319. Jak zwykle. Kot wyżłopał, psa powiesili. Nihil novi sub sole, a soli nadal brakuje. :-(

  320. Przeczytałem ten artykuł
    http://wyborcza.pl/1,104506,7561129,Po_co_nam_caly_ten_internet_.html
    i aż mi się zrobiło głupio, że tak biadolę. Przy mojej częstotliwości korzystania z internetu dobrostan powinienem mieć podniesiony do potęgi. ;)
    No to naprzód, w sieć i keep smiling! :lol:

  321. Janke i Zaremba ujawniaja tajemnice najwyzszej wagi panstwowej, o ktorej wiedza tylko trzy osoby w panstwie:

    http://blog.rp.pl/janke/2010/02/16/sprawe-sikorskiego-trzeba-ujawnic/

    Swoja droga nie rozumiem jednej rzeczy - skoro bialoruskioego agenta z Bialorusi ujeto na Litwie, dlaczego musial on byc deportowany do Polski?

  322. Ten moment musiał kiedyś nastąpić. Kapitan Foma, z wyrazem dezorientacji na twarzy pyta why is the rum gone? Wszyscy wiedzą przez kogo i why :roll:

  323. to stara tradycja, że do Polski. ekstradycja. jeszcze z początków lotnictwa… :lol:

  324. vesper,
    :lol: :lol: :lol:
    dobrze, że nie ma rumu, bo bym się zachłysnął na śmierć…

  325. To by była kompromitująca śmierć dla Pirata :)

  326. Heleno, sądząc z komentarzy u Jankego ma to coś wspónego z pochodzeniem żony Sikorskiego, jak zresztą wszystkie nieszczęścia, które spadają na nasz zbolały, zaprzedany złym mocom (mimo pozostawania pod osobistą opieką Maryi) kraj. :roll:

  327. Z artykulu podeslanego przez Bobika ucieszyla mnie jedynie wiadomosc, ze statystycznie jestem mloda, wyksztalcona i bogata.

  328. Może tak naprawdę nikt tego rumu nie ukradł, tylko schował na wieczór? Dziś koniec karnawału, wypadałoby jakąś imprezę urządzić. :-)

  329. jak kompromitująca? umrzeć od czegoś, co się kocha? :roll:

  330. A ja nie tylko jestem młody, wykształcony i bogaty, ale jeszcze do tego w jednej chwili zacząłem statystycznie mieszkać w wielkim mieście. Bez żadnych dodatkowych kosztów! :-)

  331. Tajemnica Państwowa jeszcze na wokandzie? No to… Wprawdzie nie wypada w dobry towarzystwie opowiadać starych i głupich dowpcipów, ale co mi tam

  332. Andsol :lol: :lol: :lol:

  333. A, jak tak, to wszystko jasne. Znaczy, między Jarcią a Radkiem to są zwykłe porozwodowe szarpacki. Jak będzie już ustalone, kto bierze kasę i progeniturę, to się wszystko uspokoi. A na swoje wyjdą, jak zwykle, papugi. :D

  334. foma, śmierć kompromitująca, bo nie od nadużycia, tylko od niewłaściwego zastosowania ;)

  335. Tak, tak, w dzisiejszych czasach pirat nie może już być z awansu. Powinien skończyć przynajmniej Krótki Kurs Rumologii Zastosowanej. :-)

  336. i w żadnym wypadku szkolenie nie powinno się odbywać na sucho…

  337. Ludzie (oraz Psy, Koty i Rysie, nie zapominając o Królikach), czy nie można by było wprowadzić do seminariów duchownych lekcji interpretacji poetyckich? Bo naprawdę, nie dla przesądów antyklerykalnych i prożydowskich, cierpię. Jak mówią o ubogacaniu to już mnie z lekka skręca, ale dziś abp Nycz odpalił coś takiego… No, zerknijcie:

    <Wspomnienie ks. Jerzego Popiełuszki prawdopodobnie będzie obchodzone 19 października. - To dzień jego śmierci, czyli narodzin dla nieba- tłumaczył abp Nycz.

    To chyba przez te zamieszanie z narodzinami nienarodzonych.

    Niestety później… Dla zmarłego - jak i wszystkich, którzy za swoje przekonania decydują się ponosić wszelkie ryzyko - mam uznanie, jeśli niekoniecznie poparcie. Rozumiem, że ubeki go brutalnie wykończyli, ale zawarta w tym zdaniu sugestia:

    I ujawnił, że otrzymuje już prośby o relikwie ks. Jerzego.

    że SB mogło porwać księdza na kawałki, obraca tragedię w szopkę.

  338. foma zły  16 luty 10,   15:20

    że niby UB zainwestowało w dewocjonalia?
    ale pozwolę sobie publicznie nie rozwijać pomysłu andsola, bo bluźnierstwa też mają swoje granice…

  339. Poetyka polskiego KK ma ścisły związek z jego niejednokrotnie opisywaną ludową, aintelektualną formułą. I nie można jej zmienić, nawet czysto powierzchownie, jeżeli nie sięgnie się do różnych ironistów, wątpistów albo podważaczy, a przecież sięganie do nich mogłoby zachwiać fundamentami, na których opiera się cały gmach.
    W najbliższej przyszłości nie widzę perspektywy jakiegoś dużego przeorania na niwie języka religijnego. Target KK jest głównie ludowy, więc należy używać takich środków stylistycznych, które do tego targetu trafiają. Ale równocześnie, wskutek użycia tychże środków, nie ma większych szans na rozszerzenie targetu, bo osoby wrażliwe językowo mają chyba wbudowany gen alergii na ubogacanie.
    Ale może jest w tym i jakiś przewrotny sposób obrony? Bo właśnie ta naiwno-ludowa pseudopoetyckość i nieporadność sprawia, że kpienie z wypowiedzi hierarchów czasem mi się wydaje aż za łatwe. Trochę tak, jakbym z dziecka się wyśmiewał. I muszę sobie dopiero przypominać, że to nie są dzieci, tylko osoby zajmujące dość eksponowane, publiczne stanowiska i mające olbrzymi wpływ na sposób myślenia i zachowania moich rodaków, czyli jak najbardziej podlegające krytyce.

  340. A mnie bardzo martwi jezyk Gazety Wyborczej i to ze dnosi o domniemanych cudach jakby byl to obiektywny, bezdyskusyjny fakt. “Jednak bardzo wiele osób za wstawiennictwem ks. Popiełuszki doznało szczególnych łask, na przykład uzdrowień z ciężkich chorób.”
    Wiele osob …doznalo… uzdrowien za sprawa nieboszczyka. Nie “wiele osob uwaza, ze doznalo uzdrowien”, ale zwyczajnie doznalo. Bo sie modlili do ks. Popieluszki i to sie ikazalo skuteczniejsze od chemioterapii
    Przeciez nie napisaliby: Samobojca terrorysta przebywa w tej chwili w objeciu ilustam dziewic. Nie, nie napisaliby. Albo: Na wyspach Vanuatu Bog John Frum ponownie uszczesliwil mieszkancow zrzucajac z nieba 5 ton nawozow sztucznych. Swiadkiem cudu byli wszyscy mieszkancy wyspy.
    Nie, nie napisaliby. Ale ze ks. Popieluszko z nieba uzdrawia, to normalka dla Gazety Wyborczej.

  341. @Helena: i tu widzę przewagę portugalskiego i mu podobnych. Używanie w podobnych przypadkach trybu wskazującego, a nie łączącego, byłoby odczuwanie nawet prze prosty duchem ubogacany miłujący Pana lud jako błąd gramatyczny.

  342. Z tym ubogacajacym jezykiem to jest trudna sprawa, bo juz dawno, nie tylko KK, ale i inne instytucje stawiajace na ludowosc, nauczyly sie dobrze grac na wlasnie naiwno-populistyczno-antyelitarnych emocjach. Jak sie to (slusznie!), krytykuje, to sie od razu ujawnia, ze samemu jest sie w jakis sposob podejrzanym wedlug tych samych ludowych kryteriow. Totez gra w ubogacanie pewnie jeszcze dlugo sie nie skonczy… W Stanach Sarah Palin i prawicowo-populistyczna telewizja Fox juz od jakiegos czasu krytykuja Obame za to, ze uzywa telepromptera (w ten sposob podwazajac jego wizerunek osoby pozbieranej intelektualnie - choc wiekszosc politykow od lat takiego urzadzenia uzywa zamiast kartki z najwazniejszymi punktami do poruszenia). Palin za to uzywa podobnych udogodnien, tyle ze w stylu low-tech (zapisuje sobie dosc podstawowe punkty dlugopisem na wnetrzu dloni - np. “obnizyc podatki”, co w koncu nie jest odkryciem u kogos z jej pogladami). A jednak, gdy zwolennicy prezydenta, w tym jego rzecznik prasowy, zwrocili na to uwage, zaraz okazali sie rozpieszczona i wywyzszajaca sie elita…

    http://www.nytimes.com/2010/02/14/opinion/14rich.html

    A co do GW, i jej stylu pisania o cudach masz absolutna racje, Heleno. Leniwe dziennikarstwo w najlepszym razie, w mniej optymistycznej wersji - tez jednak mysla o targecie…

  343. Paskudny rok. Pchamy, szarpiemy, ciągniemy :evil:
    Haczyński cudny :lol:
    Dobrze, że jesteście :-)

  344. Haneczko, u mnie cały ostatni był taki. Nie twierdzę, że teraz nagle się zrobił raj, ale jakby - odpukać - szarpnięcia trochę słabsze. Czyli można liczyć na to, że nie zawsze się wyłącznie popieprzy. ;) Ale jakby kciuków trzeba, to posiadam,służę. :-)
    A w razie czego powtarzam sobie ten tekst o najdłuższej żmii. :cool:

  345. No i jak z tym zakończeniem karnawału? Mam wnosić Argentyńczyków, Chilijczyków i innych takich? ;)
    Dziś nawet po tokaj mogę skoczyć, skoro taka wola ludu. :cool:

  346. Kot Mordechaj  16 luty 10,   21:34

    Oto na co Stara wydaje moj spadek:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7568496,Aukcja__Obroza_psa_Karola_Dickensa_za_ponad_11_5_tysiaca.html

  347. To ja Polo Coctą wznoszę…

  348. Tokaj wola półludu. Lud to połowa od mamy, druga połowa ślachecka, ale bez herbu, bo nie opłacała carom stosownych opłat, bo nie miała środków, bo je upłynniła i wypiła. Jak wygram w totka, to zapłacę im z odsetkami i wtedy Wam pokażę!

  349. Mordko, podejdź do tego filozoficznie. Już lepiej, żeby przeputała spadek na obróżkę, niż na jakąś pinkwoloną wykałaczkę. Z obróżki zawsze możesz mnie zrobić drobny prezencik, więc się tak całkiem nie zmarnuje.

  350. Zeen, żądam wyjaśnień! Dlaczego Polo Coctą? 8O
    Choryś? :-(

  351. No, dobra, to udaję się po tokaj. :lol:

    Żądanie tokaju raz na blogu padło,
    a że Bobik dbały o picie i jadło,
    udał się do kraju, gdzie Tisza i puszta,
    żeby te wybredne zaspokoić gusta.

    Psa po drodze spotkał węgierskiej postury,
    szczeknął więc przyjaźnie: Się masz, kundlu bury!
    Czy byś bratankowi mógł pomóc troszeczkę
    i rzekł, skąd wytrzasnąć mam tokaju beczkę?

    Węgier przyzwoite dość miał obyczaje,
    łapę jak należy, bez fochów podaje,
    obróżkę nieznacznie na szyi poprawia
    po czym grzecznie słowem “Kutya” się przedstawia.

    Kutia? - Bobik na to poruszył uszami -
    czy to nie mak z miodem oraz rodzynkami?
    Cóż, pies deserowy może wiedzieć lepiej,
    w którym deserowe wino kupić sklepie.

    Więc nie kombinując, o nic nie pytając,
    Bobik nasz za Kutyą biegnie niczym zając,
    bowiem skądsiś pewność ma, że z tego kraju
    wróci z pożądaną tak beczką tokaju.

    Po godzinie Kutya do piwniczki wbiega,
    Bobik również dąży, gdzie jego kolega,
    patrzy, a tam beczek i butelek składy,
    że zeen nawet wypić nie dałby ich rady.

    Zacukał się Bobik, widzi - to nie psoty!
    Oj, chyba z transportem będę miał kłopoty!
    Kutya na to: nie rób zbędnego hałasu,
    tylko mów, czy wolisz furmint czy też aszú?

    Tu się Bobik na tę woltę niespodzianą
    poczuł jak oślina, której w żłoby dano
    i mówi do Kutyi ze zmarszczonym czółkiem:
    dawaj, bracie, tego i tego beczułkę.

    Nie ma sprawy - na to Węgier mu odpowie -
    jeśli blog za moje raczy wypić zdrowie,
    bo ten tu zapasik to się dla mnie liczy
    głównie jako środek toastoleczniczy.

    Drogi Kutyo! - rzecze Bobik tonem dziarskim -
    Ten toast masz pewny jak w banku szwajcarskim.
    Nie masz wszak na blogu ni jednej osoby,
    która by życzyła pieskowi choroby.

    Leci na blog Bobik, leci ledwie dysząc,
    u szyi dwie beczki tokaju mu wiszą,
    jak wreszcie doleci, szybko lub pomału,
    będzie można oblać koniec karnawału. :-)

  352. A co, nie wolno? :shock:
    Zdrowym, co by nie… oryginalny chcę być, a co…

  353. Kot Mordechaj  16 luty 10,   22:18

    No niechaj mie kule bija! W SZESC MINUT to napisales, Przyjacielu? Czy tez tu jaks szara siec czy Uklad zadzialal?

  354. Kot Mordechaj  16 luty 10,   22:25

    A jak sie rozchodzi o te obroze po Dickensie, to obawiam sie, ze Stara kaze sobie ja do trumny zapakowac :evil: Nawet opylic nie bede mogl.
    A wogole jestem podjerzliwy, co do tego czy mial psa. Kota i owszem bo istnieje zdjecie, ale psa? Smierdzi mi to jakims przekretem.

  355. Jakie sześć minut? Przecież już wcześniej pytałem, czy mam skoczyć po tokaj.
    Na temat psów i Dickensa sierżant Gugiel powiedział mi na razie tyle, ale już to powinno wystarczyć.
    http://query.nytimes.com/gst/abstract.html?res=9A03E5DA133CEE3ABC4053DFB366838A699FDE

  356. zeen, czy Ty mnie przypadkiem nie chcesz wziąć pod włos? 8O
    Zacznie się od polo cocty, potem zażądasz disco polo, a potem, jak już uśpisz moją czujność, zapragniesz, żeby Cię uznać za Prawdziwego Polaka.
    Znamy takich… :evil:

  357. Będzie jakaś impreza w Koszyczku? Przyniosłam chilijczyka, może się przyda?

  358. Fiu, fiu… Dwie beczki… Toż to bernardyny tylko jedną wyrabiały! Co z Bobika będzie jak mu broda urośnie…

  359. Vesper, nie będzie, tylko już jest. :-)
    Chilijczyk na dodatek do tych dwóch beczek pewnie że się przyda, jak w tym starym kawale - to postaw, złota rybko, jeszcze pół literka i będziemy kwita. :D

  360. Szarpnęłam się na aktywność. Grzaniec :-)

  361. Andsol, ja nie chcę, żeby mi broda urosła, bo mogłoby się okazać, że jestem brodaczem monachijskim i musiałbym się przeprowadzać. :-)

  362. To fajnie, że jest. Przynajmniej nie zmarnuję ostatniego wieczoru karnawału.

  363. Grzaniec w ząbek szarpany? Też go tu dawać! Zakładam, że dziś się wszystko wypije. :-)

  364. U mnie to już nie tyle chodzi o marnację ostatniego wieczoru, co o zalanie robaka. Bo niektórzy etymolodzy twierdzą, że słowo karnawał wywodzi się od carne vale, czyli żegnaj mięsko! :cry:
    Jak to dla psa nie jest powód do urżnięcia się na ostro i z przytupem, to ja już nie wiem, co jest. :roll:

  365. Bobiku, w Twoje łapy i pod tą żmiję :D

  366. Pod żmiję, pod żmiję, by zalać gadzinę,
    a i siebie przy tym zalać odrobinę,
    u-ha! :D

  367. To ja cytronetę doniosłem…

  368. A tak wogle to komu car nawalił?

  369. Andsolowi. Ale podobno da się zreperować. :-)

  370. Rzeczywiście, ale zanim wygra w totka, to mu zardzewieje ciutek…

  371. Skoro łysych można pokryć papą, to może da się i cara jakimś preparatem przeciw rdzy?

  372. Trzeba łysych pokryć papą
    i zarobić przy tym za to
    aby cara móc naprawić
    z rdzą się wreszcie móc rozprawić

    Potem jechać na wycieczkę
    wziąć ze sobą buteleczkę
    nie liczyć na totolotka
    niech na niego liczy jotka

    Ilu łysych nam tu wyszło
    ech, przed nami wielka przyszłość!
    fajnie, że rudych nie chcieli
    będziem kupę szmalu mieli!

  373. Może u zeena świeci łysina…
    Ja to fryzurę mam Rasputina!
    Rośnie mi tak już od carskich czasów
    w przepastnej głębi kabackich lasów,
    gdzie się ukrywam przed bolszewikiem,
    jak dotąd z całkiem niezłym wynikiem.
    Ze interwencje w me owłosienie,
    cóś nienadmiernie ja sobie cenię -
    mam do ucieczki zamiar się zrywać,
    gdy mnie papiści przyjdą pokrywać. :evil:

  374. Kot Mordechaj  17 luty 10,   00:12

    Papisci sa znani, wrecz notoryczni, jesli chodzi o pokrywanie - kaczka, szuflada, jak sie mowilo w dawnych czasach.

  375. O luba moja łysino
    jakże ci wdzięczny jestem
    za twoją bowiem przyczyną
    cieszę ludzkości resztę
    ci patrzą na mnie z wyższością
    grzywami potrząsając
    skóry mej głowy gładkością
    wyraźnie pogardzając
    gdy walczą ci z łupierzem
    ja czas spokoju mam
    ich zaś cholera bierze
    że cały jestem glam…

  376. Glamdziający i łysy typ z epoki carów -
    pozazdrościć zeenowi takiego piaru! :lol:

  377. Zostawiam na blogu resztę tokaju, lulki, tańce, hulanki i swawole, gdyby jeszcze w nocy ktoś miał ochotę skorzystać, a sam wycofuję się na posłanko, dedykując przy tym wszystkim w ogóle, a Haneczce w szczególe taką myśl dobranocną :-)

    Gdy ci się żmija w życie wkręci,
    nie myśl, że już po ptokach.
    Wszak ciągle kusi coś i nęci
    i płynie, płynie Oka

    i licznik od momentów lepszych
    wciąż jeszcze coś nabija,
    nie wszystko więc potrafi spieprzyć
    ta jedna, durna żmija. ;)

  378. Prawda, Bobiku :-) Na pohybel żmijom. Prędzej czy później, damy radę :-)
    Nasza cara też siadła. Dosłownie. Tylne zawieszenie. Kosztownie podnosimy. Szkoda, że nie wszystko jest tak łatwe do podniesienia :???:

  379. Dobranoc, Blogu. Jutro bedzie (moze) lepiej :smile:

  380. foma zły  17 luty 10,   08:45

    środa. koniec inwencji

  381. Dzień dobry. :-) Już jest jutro, więc zaraz się pilnie rozejrzę, czy widać gdzieś w okolicy to lepiej. :-)
    A jak nie będzie w okolicy, jestem nawet gotów poszukać gdzieś dalej. Ale do tego muszę mieć najpierw bazę w postaci dużej ilości kawy. ;)

  382. środa. koniec inwencji. kawa się znajdzie

  383. Cubalibre  17 luty 10,   09:54

    Jakie jutro? 8O
    Bobiku, wiesz co to jest jutro?
    To jest dzisiaj, tyle że… jutro :cool:

  384. Mordce i Kotom smakowitych misek :D

  385. Ach, rzeczywiście… Dzień Kota! :D
    To na razie - bażantów, łososi i jagnięciny, a wieczorem może mi się jeszcze Koty uda trochę ponosić na łapach. :-)

  386. Dziś, niestety, będę aż do wieczora nieobecny. Ale mogę zezwolić Mordechajowi, żeby z okazji Dnia Kota objął sobie władzę do mojego powrotu. A jak zechce jeszcze inne Koty dopuścić do współudziału, to tym lepiej. :-)

  387. Myślałem, że delegowanie obowiązków idzie tylko w dół hierarchii

  388. :evil: Dzien szmota! :evil: :evil: :evil:
    Niektrorym sie wydajem ze wystarczy rzucic w kota galazka kociej miety i byc dla niego tego dnia szczegolnie uprzejmym, i tyle wystarczy.
    Tymczasem jest to dzien, w ktorym chcialbym aby pamietano o moich neizbywalnych Prawach i Wolnosciach, o rownej placy za rowna prace, o prawie do kontroli wlasnej rozrodczosci, o prawach politycznych, o likwidacji szklanego sufitu.
    Tymczasem z Prawami Kota roznie bywa: klapka wyjsciowa zamknieta na noc, przymusowa kastracja w wieku szesciu miesiecy, zakaz “niszczenia” tapicerki, bezceremonialne zrzucanie z lezacego na podlodze kasznirowego swetra - moglym w nieskonczonosc mnozyc przyklady gwalcenia praw kociego rodu.
    Wiec prosze uprzejmie abysmy porozmawiali o Prawach, a nie o pinkowonej kociej miecie, ktora sam sobie moge przyniesc z ogrodu. :evil: :evil: :evil:

  389. Kot Mordechaj  17 luty 10,   16:30

    To byl moj wpis powozej. Nawet nie stac bylo kogos na zmiane wizytowki, abym sie mogl wpisac pod wlasnym Imieniem.

  390. Pierszy Kot IV RP  17 luty 10,   16:47

    Kancelaria Pierszego Kota IV RP sklada w imieniu Najwarzniejszego Kota w Panstwie moc goroncych rzyczen wszystkim czworolapom lerzoncym po stronie AK oraz wartosci patryjotycznych.
    Jednoczesnie Kancelaria zawiadamia ze jest w posiadaniu teczek z hakami. Bendom one urzyte w odpowiednim momencie wobec karzdego zomowca, knujoncego wzglendem Najwarzniejszego Kota w Panstwie. I nie som to czcze po gruszki.

  391. No tak, Koty od lat sobie pazury zdzieraja w walce o swoje prawa… :lol: Zastanawiam sie tylko, czy kocia sklonnosc do indywidualizmu nie jest pewna przeszkoda przy organizowaniu sie, bo z tymi Kotami to nigdy nie wiadomo, jaki maja poglad - no chyba, ze otwarcie i w czarno-bialych slowach opowiedza sie po stronie wartosci patryjotycznych… ;-)

    A tu dobra recenzja ksiazki Hilary Mantel na temat angielskiej reformacji (”Wolf Hall”, ostatni Booker), i tego, co sie dzieki niej uzyskalo jednak pare stuleci wczesniej niz w krajach katolickich.

    http://www.theatlantic.com/doc/201003/mantel-wolf-hall

    Ja tymczasem ide usunac troche bialego towaru, ktory Rhode Island odeslala nam z nawiazka, po tym jak przypadkowo wyladowal u nich w zwszlym tygodniu. Mam nadzieje, ze bedziemy mieli prad, bo dosc ciezki i mokry ten snieg, a wtedy drzewa maja niemily zwyczaj padania na slupy z przewodami elektrycznymi.

  392. Aaa, to chyba bardzo ciekawa ksiazka z tego omowienia i zaraz ja sobie zamowie, dzieki! To co mnie lekko niepokoi, to wspomniane “okraszenie” jej narracji i dialogow wspolczesnym idomem - malo co mnie tak wscieka, jak odwolywanie sie do pojec i zargonu, nieznanego w opisywanej epoce (dlatego po pierwszym odcinku serii BBC o Byronie, przestalam to ogladac, bo Byron mowil jezykiem bardziej pasujacym do Boba Geldofa czy Jonathana Rossa, niz angielskiego lorda, chocby i bardzo hippisowskiego :smile: )
    Obok tych trzech wymienionych portretow Holbeina bardzo mi zabraklo czwartego, podwojnego, ktory tyle mowi o epoce reformacji w Anglii - oczywoscie jego zdumieajacych (nie tylko ze wzgledu na czaszke) Ambasadorow i tym inwentarzem przemiotow na stole, i tym ledwo widocznym, a wlasciwoe prawie zupelnie niewidpcznym krucyfiksem strannie zaslonietym kotara - po lewej stronie plotna.

    Reformacja jest chyba najciekawszym okresem w historii Wysp i w tej chwili z zapartm tchem ogladam serie Davida Dimbleby Seven Ages of Britain - BBC at its best. Bardzo polecam gdyby sie gdzie pojawila.

  393. Moniko, zaskoczenie, że http://www.estantevirtual.com.br ma siedem różnych tytułów tej pisarki. Ale (needless to say) ostatnia powieść jeszcze nie przełożona. No to niech będzie tylko recenzja… Ale sobie ją zapamiętam (pogroził andsol).

  394. Dowlokłem się. :roll:
    Duckę roboty dziś miałem i jeden bardzo trudny problem do rozwiązania - może potem dokładniej o nim opowiem, bo ciekaw jestem Waszego zdania. Ale najpierw przez chwilkę herbata i łapy w górę, a potem kolację trzeba będzie zrobić.
    Ta scena rozmowy More’a z Cromwellem z pierwszej piłki jakoś mi przypomniała “Ciemność w południe”. Tzw. wolne skojarzenia. ;)

  395. Zamowilam i nawet Amazon mial to na fantastycznej wyprzedazy - £6,40 zamiat £19 - nowa w twardej okladce, a w przyszlym miesiacu wyjdzie to w paperbacku. Zaproponowal mi tez przy okazji “Fludd” i “Vacant Possession” tej samej autorki. POczekam az przeczytam Wolf Hall.
    A Mamie poslalam swiezutkiego “botswanskiego” McCall-Smitha, ktorego jak dorwie to nie wypusci z reki az nie doczyta do ostatnoej strony . Good.
    Opowedz, Bobiku, co sie tam dzialo. Wez herbatke do laptoka.

  396. Sniegu jakby troche mniej na ganku, wiec i ja sie z checia herbaty napije i uslysze Bobika sprawozdanie z pracowitego dnia. :-)

    Heleno, wtrety wspolczesne rzeczywiscie nieco raza, ale nie na tyle, zeby powaznie zepsuc calosc. A portretowanie arystokracji to w ogole delikatna sprawa i latwo przesadzic w jedna albo w druga strone (Byron jako Jonathan Ross, albo Byron sztywno pomnikowy). Zwykle Anglicy robia to dobrze, ale pewnie i BBC szuka nowej formuly. Zas ksiazki Mantel wlasciwie wszystkie sa warte przeczytania, nawet jesli ostatnia nie zostala jeszcze przetlumaczona na portugalski (Bobika moze zaciekawic “Eight Months on Ghazzah Street”, oparta o jej osobiste doswiadczenia jako zachodniej kobiety mieszkajacej w Arabii Saudyjskiej). Ja zas bardzo ja lubie takze za to, ze propaguje proze innej ulubionej przeze mnie pisarki angielskiej, troche zapomnianej, a niezwykle przewrotnej modernistki, Ivy Compton-Burnett.

  397. Ze sprawozdaniem jeszcze chwilę potrwa. Na razie, podśpiewując pod nosem “pójdziemy, dojdziemy”, czekam, żeby kolacja doszła, co powinno stać się gdzieś za 2 minuty. A chyba nikt nie spodziewa się, że zostawię parującą kolację i pójdę stukać w klawiaturę. ;)

  398. Ja sie nie spodziewam, Bobiku - no, moze w przypadku parujacej kielbasy sojowej, nieco trace pewnosc (ale jestem pewna, ze raczej cos takiego w Twojej kuchni nie istnieje)… ;-)

    Ja tymczasem poprzykrecam nogi stolikowi do kawy, bo “nieznani sprawcy” poodkrecali w nich wszystkie srubki - jak sie okazuje - juz pare dni temu, ale dzisiaj dopiero to wyszlo na jaw (na szczescie obylo sie bez ofiar w ludziach).

  399. A u mnie nieznani sprawcy wyzarli z lodowki czekolade, przyjeta z uprzejmosci i dobreg wychowania od sprzedawcy w rosyjskim sklepie. A potem porozrzucali w sypialni ubrania, ktore poprzedniego wieczoru byly ladnie poskladane na specjalnym krzesle.
    Zeby jeszcze chcieli przyjsc i porozwieszac bielizne z prania! Ale nie! Na to im fantazji nie starcza.

  400. No, teraz już mogę zacząć opisywać. Ale obawiam się, że bajka będzie długa, nawet jeżeli różne istotne szczegóły pominę.
    Najpierw informacje wstępne. Tam, gdzie pracuję, azylanci nie mieszkają wszyscy w jednym miejscu, tylko są porozrzucani po różnych domach socjalnych w mieścinie W. i okolicznych wsiach. Te domy mają bardzo różny standard. Najlepszy, zwany w skrócie HJS, mieści się w samym centrum i oczywiście jest obiektem marzeń, również dlatego, że pod nosem sklepy, szkoła, przedszkole, przystanek autobusowy, itp. itd. Natomiast mieszkanie na wsi oznacza prawie zupełne odcięcie od świata, bo autobusy rzadko, a samochodów azylanci zwykle nie posiadają.
    Ponieważ w związku z kryzysem instytucje państwowe też zaczęły oszczędzać, miejscowy Sozialamt postanowił zamknąć jeden z takich wiejskich domów azylanckich, bo mają dosyć miejsc gdzie indziej. Problemem wyszedł w związku z jedną z mieszkających tam rodzin - matka, ojciec, troje małych dzieci. U matki niedawno ujawniła się schizofrenia i jej stan jest w tej chwili trochę podleczony, ale nadal bardzo labilny. Tejże rodzinie zaproponowano przeprowadzenie się do obiektu marzeń, czyli HJS. Ojciec ucieszył się niezmiernie, ale matka zareagowała atakiem furii, po którym znowu na krótko znalazła się w szpitalu. Na pewien czas propozycję odłożono ad acta, ale potem znowu powróciła na wokandę. Sozialamt zwrócił się o opinię do psychiatrów, którzy odpowiedzieli trochę pytyjsko, że wprawdzie wskazane byłoby zostawienie matki na wsi, ale przeniesienie do miasta nie jest wykluczone, jeżeli spełnione zostałyby takie a takie warunki. Sozialamt bardzo się o spełnienie tych warunków postarał i był pewien, że teraz już wszystko będzie proste, ale w tym momencie do sprawy włączyła się grupa “ochotniczych pomagaczy”, opiekujących się azylantami już od dawna i bardzo dobrze osadzonych w miejscowej społeczności. Ta grupa wysunęła argument, że cała rodzina jest dobrze we wsi zintegrowana, może tam liczyć na pomoc (np. że w razie czego ktoś dzieci przypilnuje), że przeprowadzka może matkę zupełnie zdestabilizować, itd.
    Teraz sytuacja jest taka: przeprowadzka do HJS byłaby dla całej rodziny obiektywną poprawą warunków. Dzieci wprawdzie musiałyby zmienić przedszkole, ale i tak dopiero po wakacjach, a najstarsza dziewczynka, która w jesieni pójdzie do szkoły, po przeprowadzce nie musiałaby tak daleko jeździć. Znajomych rodzina ma również w mieście, nawet w tym domu, gdzie mieliby mieszkać, więc przeprowadzka nie oznaczałaby nagłej izolacji socjalnej, ale taki stopień integracji jak obecnie na wsi, zapewne nie byłby możliwy, a w każdym razie nie tak szybko. Ojciec, na którego w tej chwili spadła większość prac domowych, opieka nad dziećmi, itd., miałby oczywiście znacznie łatwiejsze życie, bo wszędzie blisko. Ale równocześnie nie można wykluczyć, że stan matki po przeprowadzce istotnie by się pogorszył, chociaż równie dobrze mogłoby być wręcz odwrotnie.
    Sozialamtowi zależy na tym, żeby rodzina jak najszybciej przeprowadziła się do miasta. Grupa pomagaczy nalega, żeby zostali na wsi. Lekarze na dwoje wróżą. W samej rodzinie ojciec jest (gorąco!) za przeprowadzką, a matka zależnie od dnia. A ja w tym wszystkim pełnię rolę koordynatora i przede wszystkim zastanawiam się, co dla tej rodziny rzeczywiście byłoby najlepsze.
    No i na razie dalej jestem jako ta sosna rozdarta.

  401. Nieznani sprawcy czasem też podrzucają panią hrabinę: http://www.youtube.com/watch?v=qfMni3F4Jlw ;-)

  402. Gdyby pani hrabina była już przetworzona na fłagrasa, to w zasadzie nie miałbym nic przeciwko jej podrzucaniu. :lol:
    Bo na salceson chyba się hrabin nie przetwarza? :roll:

  403. Hrabina wręcz przeciwnie, Bobiku, wyżera. Lubi szampana, ostrygi, pieprzówkę i szparagi ;-) W ciemności fosforyzuje.

  404. Przyjdzie do prostego psa, arystokracja jedna, ostrygi wyżre i jeszcze po nocy zaświeci! :evil:
    Ale tak właśnie podejrzewałem, dlatego od razu się zastrzegłem, że zgadzam się tylko na przetworzoną. ;)

  405. Co gorsza ona nie przychodzi, ją podrzucają, czasem nawet w koszu na bieliznę. Nie ma wyboru… Hrabina podrzucona po prostu jest.

  406. To zupełnie jak moje myszy. Też po prostu są. :roll:
    Ale żeby z myszami radzić sobie przy pomocy pieprzówki, na to jeszcze nie wpadłem. 8O

  407. To musi byc dosc popularna w tej wsi rodzina, skoro znalezli sie pomagacze, ktorzy chca aby zostala na wsi. I prawda jest, ze rodzina z jedna schizofreniczna osoba nie bedzie sie zapewne w miescie tak dobrze integrowac jak w malej lokalnej spolecznosci. Ludzie boja sie schizofrenikow, zas jednym z przejlenstw tej choroby jest to, ze choremu trudno jest zawierac blizsze przyjazni i nawiazywac relacje. Co innego relacje juz istniejace, powstale zanim schozpfrenia dala o sobie znac. W moim domu na 16 mieszkan byla jedna samotna schozfreniczka i sasiedzi bali sie jej jak ognia. Ja chowalam jej w garazu wyrzucane przez okna z pietra meble i sprzety, zwracalam, jak ona wracala po parotygodniowym pobycie ze szpitala, staralam sie utrzymywac dobrosasiedzkie stosunki, ale tez czasami mialam dosc Mary. Ona sie w koncu zadzgala nozem w czasie ataku i zmarla po parotygodniowym pobycie w szpitalu. BYlam jedyna osoba z bloku, ktora utrzymywala z nia serdeczne stosunki, ale przyjaznic sie bylo nie sposob, choc robilam nad soba wysilek.
    Wiec miasto moze byc bardzo samotnym miejscem dla takiej rodziny na dluzsza mete, choc pewnie bedzie lzejsze z powodu biskosci i dostepnosci wszystkiego.
    Intuicja mowi mi, ze wies jest lepsza, ale na miejscu tej rodziny pewnie bym sie rwala do miasta, zwlaszcza jesli proponuja in atrakcyjny adres w centrum. Ale otoczenie ludzkie jest chyba wazniejsze. Chyba. Chyba?

  408. Jestem ciężko zdumiona urzędem, któremu się chce rozważać i proponować, a nie odgórnie narzucać jedynie słuszne i bezdyskusyjne :shock:

  409. No tak, ale rodzina to nie tylko ta chora Ojciec jest bardzo towarzyski i “diełowoj”, więc na tej wsi dosyć cierpi. A dzieciom na razie na wsi jest świetnie, ale najpóźniej, kiedy pójdą do szkoły (a to już wkrótce), poczują się właśnie ze względu tę wieś izolowane. Bo szkoła jest w mieście, wszelkie zajęcia pozalekcyjne w mieście i większość koleżeństwa będzie mieszkać tamże. Dla innych dzieci w tej wsi jest to mniejszy problem, bo są wszędzie dowożone autem, ale ta rodzina nie będzie miała takiej możliwości.
    I tak się zastanawiam: jeżeli reszta rodziny będzie sfrustrowana, że ze względu na matkę musieli zostać na wsi i będzie mieć jej w duchu za złe, to czy to dla matki będzie takie dobre? No i czy interes matki jest tu absolutnie nadrzędny, wobec interesów 4 pozostałych osób?

  410. Tak, ja tez bym tej rodziny z malej, zintegrowanej spolecznosci nie przenosila. Oprocz tego, co napisala Helena (trudnosci u schizofrenikow w nawiazywaniu relacji, nie mowiac o przyjazniach), dla calej rodziny chyba obecna diagnoza, i zwiazane z nia objawy sa jednak szokiem, jesli diagnoza jest calkiem swieza. W tej sytuacji kazdy dodatkowy stres (a przeprowadzka zawsze jednak nim jest) moze byc niedobry nie tylko dla matki, ale dla nich wszystkich (bo przy takich chorobach cierpi cala rodzina). Co innego - byc moze - gdy sie choc troche do sytuacji przyzwyczaja (na ile mozna), matce dobierze sie odpowiednie leki (co zajmuje czas), i cala sytuacja zwiazana z choroba ulegnie jednak jakiej takiej stabilizacji. Wtedy mozna sie nad tym znowu zastanowic. Ale, jak rozumiem, Sozialamtowi zalezy na pospiechu, a to akurat sytuacja, gdzie pospiech jest najmniej wskazany. I nie wiem, czy w praktyce ten pospiech, zwiazany ze sprawami finansowymi, nie wygra z wszystkimi innymi argumentami.

    A swoja droga, to jakie warunki postawili lekarze, przy ktorych ich zdaniem ta przeprowadzka nie mialaby ujemnych skutkow?

  411. Haneczko, ten Sozialamt w W. należałoby oprawić w ramki i powiesić nad łóżkiem. Ja też drugiego takiego nie znam. A wiem co mówię, bo wcześniej pracowałem gdzie indziej i sam już czasem się do psychiatryka nadawałem właśnie z powodu tamtejszego Sozialamtu.
    Nie twierdzę, że wszystkie urzędy, z którymi mam do czynienia, są równie znakomite. Co to, to nie. Ale przyjemnie, że chociaż jeden. :-)

  412. Nie, nie mysle, ze interes matki jest nadrzedny wzgledem pozostalej czworki, natomiast mysle, ze na dlyzsza mete bedzie im na wsi lepiej ze wzgledu na takich sasiadow jakich oni maja w tej chwili.
    Brak transportu jest oczywoscie powaznym ograniczeniem, ale nie az tak chyba powaznym jesli rodzice zrobia prawa jazdy i kupia np. uzywany samochod.

  413. Według mnie interes matki nie jest nadrzędny. Może to zabrzmi okropnie bezdusznie, ale jestem zdania, że nadrzędny jest interes dzieci i ojca, który w tej chwili pełni rolę psychicznej i funkcjonalnej podpory tej rodziny. Chorej kobiecie, tak przyjmniej uważam, należy zapewnić możliwie najlepsza opiekę, ale to nie znaczy, że życie całej czwórki ma się kręcić wyłącznie wokół jej choroby. To sobie właśnie pomyślałam w pierwszym odruchu, kiedy przeczytałam tę historię.

  414. Moniko, Sozialamtowi wprawdzie zależy na pośpiechu, ale jednak zgadzają się sprawę odraczać, póki nie ma jakiegoś satysfakcjonującego dla wszystkich rozwiązania. Ale zrozumiałe też, że nie mogą sprawy ciągnąć w nieskończoność, bo oni też mają swoją nadrzędną jednostkę, która może powiedzieć dość i zacząć załatwiać sprawę po swojemu.
    Co do całej rodziny, napisałem już wyżej - przeprowadzka miałaby dla nich bardzo dużo plusów i ojciec jest absolutnie za. I nie jest tak, że w nowym miejscu nie znaliby nikogo - tu też mają dużo znajomych, chociaż raczej w społeczności azylanckiej, nie miejscowej.
    Zalecenia lekarzy były następujące: dodatkowy pokój dla matki, żeby mogła się tam w razie czego wycofać i mieć spokój. Załatwienie w mieście dla dwojga młodszych dzieci miejsc w przedszkolu od jesieni (bardzo trudno, bo miejsc mało). Do końca roku przedszkolnego zapewnienie dowozu dzieci do starego przedszkola. Zagwarantowanie opieki nad dziećmi w nagłych przypadkach (np. kiedy ojciec będzie musiał pojechać z matką do lekarza). Zorientowanie się, czy w nowym miejscu rodzina będzie miała od początku jakieś więzi socjalne. To wszystko Sozialamt załatwił po prostu wzorowo. I od lekarzy pewnie można by w związku z tym dostać OK. Ale ja wciąż jeszcze nie jestem całkiem pewien, czy dla mnie wszystko jest OK.

  415. Tam, gdzie chce większość, czyli ojciec i dzieci. Matka może dołować wszędzie, na wsi i w mieście. To reszta rodziny musi mieć odskocznie i azyle, żeby nie ugrzęznąć. Jedna frustracja to mniej niż pięć frustracji.

  416. A dla mnie jednak ujmowanie problemu w kategoriach, czy interes - obecnie schizofrenicznej - matki jest nadrzedny wobec interesu reszty czlonkow tej rodziny, czy tez odwrotnie, jest jednak nieco sztuczne, bo dopoki sa rodzina, i matka jest w tej rodzinie obecna, to jej stan zdrowia takze bedzie mocno rzutowal na stan psychiczny pozostalych jej czlonkow. Dla dzieci, na przyklad, moze byc mniej wazne, ze beda dalej jezdzily autobusem, niz to ze matka, gdy wroca do domu, bedzie funckjonowac lepiej raczej niz gorzej, bo one, mimo jej choroby, nadal jej potrzebuja. A ojcu trzeba koniecznie zapewnic “urlopy od obowiazkow”, bo bycie wsparciem i podpora calej rodziny w takiej sytuacji jest rzeczywiscie niezwykle trudne i obciazajace.

    A brak transportu byc moze tez choc czesciowo mozna nadrobic dzieki oddanej grupie pomagaczy, o ktorej wspomnial Bobik.

  417. Heleno, samochodu nie kupią, bo - pomijając już finanse - niepracującym azylantom samochodu posiadać po prostu nie wolno. Taki przepis i już. A żeby ktokolwiek w tej rodzinie zaczął wkrótce pracować, to raczej nierealne.
    Żadna grupa pomagaczy nie jest w stanie zapewniać transportu na okrągło, piątek, świątek. A tylko taki sprawę rozwiązuje, bo przecież codziennie - szkoła, zakupy, wszystkie dzienne sprawy.

  418. Tyle, ze to zycie BEDZIE sie krecic wokol jej atakow chorobowych, chca czy nie chca. To jest choroba, ktora w sposob bezlitosny zagarnia cala rodzine - na szczescie nie caly czas, tylko wtedy kiedy nadchodzi kolejny atak. I wtedy bardzo wazna jest ta siec wsparcia i poczucia, ze sie nie jest z tym sam na sam. Bardzo wiele takich rodzin sie rozpada, bp najblizsi, w tym takze dzieci, nie daja sobie rady psychicznie jesli chora osoba mieszka pod tym samym dachem.

  419. Moniko, ale tak naprawdę wcale nie ma gwarancji, gdzie matka będzie lepiej funkcjonować. Rozchorowała się w końcu wśród tej przyjaznej, wspierającej społeczności. I równie dobrze tam choroba może postępować. A wtedy to dla rodziny będzie obciążenie jeszcze większe - zrezygnowaliśmy ze wszystkiego, żeby mama lepiej się czuła i okazuje się, że niepotrzebnie.
    Poza tym muszę brać pod uwagę, że w mieście i ojciec, i dzieci będą mieć możliwości jakiejś odskoczni od choroby - wyjść na lody, do sklepu, na deptak, pojechać do większego miasta. A na tej wsi strasznie się to wszystko kisi we własnym sosie.

  420. Nie wolno miec samochodu nawet kiedy w rodzinie jest osoba na trwale niepelnosprawna? :shock: Tego nawer Anglicy nie wymyslili! A juz rozne idiotyzmy przeciez powymyslali!

  421. Matkę w zasadzie wszystko może zdestabilizować w bliższej lub dalszej przyszłości. Dzieci będą dorastały, sąsiedzi będą się czasem wyprowadzać, a nowi wprowadzać, ktoś gdzieś zbuduje nowy dom, sklep czy parking, a w spożywczym zatrudniona zostanie nowa sprzedawczyni. Nie sposób zapewnić chorej osobie całkowicie stabilnego otoczenia. Pozostanie na wsi nie daje gwarancji remisji choroby. Zakładam, że gdyby istniała konieczność hospitalizacji, czy codziennej terapii, lepsza infrastruktura do tych celów byłaby w mieście. Ułatwiłoby to ojcu łączenie opieki nad żoną z opieką nad dziećmi.

  422. Wolno byłoby mieć samochód, gdyby była osoba ruchowo niepełnosprawna. Ale tu nie jest. W nagłych przypadkach azylantom wolno wezwać taksówkę na koszt Socjalu, co oczywiście codziennych problemów nie rozwiązuje.
    No i utrzymanie samochodu - podatki, ubezpieczenia, benzyna - zwłaszcza jeśli się nim dużo jeździ, też jest dla niepracującego azylanta zbyt kosztowne.

  423. No właśnie, ja też mam takie obawy jak Vesper, że matkę zdestabilizować może cokolwiek, nawet nie tylko okoliczności zewnętrzne i całe to poświęcenie reszty rodziny i tak nie pomoże. Schizofrenia ma własną dynamikę, nie całkiem zależną od otoczenia, a często całkiem niezależną.
    A jak chodzi o dzieci jest jeszcze bardzo istotny aspekt - w wieku szkolnym coraz ważniejsze będzie dla nich, żeby mieszkały w normalnym domu, “takim jak wszyscy”. Żeby koleżeństwo nie wstydziło się do nich przychodzić. Ten dom w mieście jest normalny, a na wsi nie - to jest jednak dom azylancki, zapuszczony i odbijający od otoczenia. I im starsze dzieci, tym boleśniej to odczuwają.

  424. Moim zdaniem bynajmniej nie chodzi o to by zapewnic stabilne otoczenie - nie ma ono najmniejszego wpluwu na to kiedy atak sie rozpocznie, a kiedy skonczy. To jest kwestia biochemii mozgu, a nie psychiki i otoczenia. Beda okresy pelnej stabilnosvi i racjonalnosci i beda kompletne odloty, dluzsze pobyty w szpitalu. Rzecz jednak w tym, ze wiekszosc ludzi z ktorymi sie zetknelam w duzych miastach, schizofrenika sie boi i omija duzym lukiem czy jest “chory” czy “zdrowy” w danym momencie. Ze schizofrenia mozna zyc, ale trudno bardzo znalezc ludzi, ktorzy rozumieja dynamike tej choroby i ja toleruja.
    Co do niepelnosprawnosci. Wszystkie istniejace na rynku srodki na schizofrenie powoduja wiele dokuczliwych skutkow ubocznych po jakims czasie - dlatego chorzy czesto pzrestaja je brac i wtedy ataki wracaja with vengence. Jednym z gorszych skutkow farmakologii sa starszliwe spazmy miesni, nie zezwalajce czesto nawet wejsc czy zejsc po schodach. Wiec jest to wtedy niepelnosprawnosc jak najbardziej ruchowa. Nie wyobrazam sobie aby socjal nie bral tego pod uwage.

  425. Nieustanna lajza - a to z Bobikiem, a to z Monika. Bo nie umiem pisac szybko.

  426. Tym bardziej skłaniałabym się ku rozwiązaniu z przeprowadzką. Schizofrenik w rodzinie już pociąga za sobą jakąś formę stygmatyzacji, mieszkanie w ośrodku azylanckim to kolejny stygmat. Dobrze by było, gdyby dzieci zasymilowały się z otoczeniem, w którym będą funkcjonowac kiedyś jako dorośli, może nie tym samym, ale podobnym, bardziej przemieszanym, jak to w mieście. Przecież chyba nie spędzą reszty życia w tej samej wsi, a jeśli w niej pozostaną ze względu na chorobę matki, może się okazać, że w przyszłości poza tym środowiskiem nie będą potrafiły funkcjonować. Właśnie dlatego, że z powodu choroby matki przyjęłyby postawę dobrowolnej alienacji, na zasadzie “jesteśmy inni, bo nasza mama jest chora; nie wolno nam opuścić tego środowiska, bo tu jest dobrze i bezpiecznie, a gdzie indziej jest stasznie i źle”. Chyba jest takie ryzyko.

  427. Nie wiedziałem o tych skutkach ubocznych - będę się musiał zainteresować. Ale tak, gdyby doszło do niesprawności ruchowej, to oczywiście, że socjal wziąłby to pod uwagę.
    Jeszcze jedna konieczna korekta - to miejsce, do którego ta rodzina miałaby się przeprowadzić, to nie jest żadne duże miasto. Mieścina zaledwie i to z tych najmniejszych. Tyle że infrastruktura tam jest bardziej typu miejskiego, a na wsi jej nie ma ani trochę, co właśnie życie potrafi bardzo utrudnić.

  428. Trudna sprawa, bo niestety, rodzina czy nie, ale długofalowo interesy poszczególnych jej członków mogą nie być takie same. Mogą nawet stać w konflikcie. Jakoś przeważa we mnie opcja, by bardziej wesprzeć integrację zdrowych członków rodziny z otoczeniem, rozwój i lepsze warunki do kształcenia dzieci. Boże, ja wiem, jak to strasznie zabrzmi, ale napiszę - schizofrenii, przy obcnym stanie wiedzy medycznej, nie da się wyleczyć. Ta kobieta z dużym prawdopodobieństwem będzie chora do końca życia. Dzieci i ojciec muszą jakoś funkcjonować.

  429. Bez Łajzy dziś się chyba nie obejdzie, ale tak często bywa przy dyskusjach z dłuższymi postami. :-)
    A jeszcze co rusz uświadamiam sobie, że o jakimś aspekcie tej sprawy nie wspomniałem. Np. o tym, co poruszyła Vesper - że istnieje niebezpieczeństwo powstania takiego kokonu, poza którym ta rodzina nie będzie potrafiła funkcjonować. I jeszcze jedno - w przypadku ludzi niezależnych od Sozialu ewentualne błędne decyzje łatwiej byłoby na bieżąco korygować. Ludzie mogliby np. przeprowadzić się, ale jeśli zobaczą, że to był błąd, wrócić na wieś. Lub odwrotnie, gdyby zauważyli, że jednak im ta wieś nie służy, wynieść się do miasta. Ale tu w ten sposób się nie da. Każda decyzja, w jedną lub drugą stronę, będzie na najbliższe lata ostateczna.
    Rozumiecie, dlaczego mam od tego głowaból i niemożność powiedzenia sobie, że już wiem i od jutra zacznę obdzwaniać kogo trzeba w takim to a takim duchu?

  430. Na te spazmy najlepsza jest marijuana. Od jakiegos czasu istnieje na rynku specjalny spray marijuanowy, ale farmakolodzy tak dalece postarali sie aby lekarstwo nie bylo “rekreacyjne”, ze ono zwyczajnie nie dziala, jak sprawdzilysmy to na E. Poszlo do smieci.
    Musi byc prawdziwa marycha, z pomoca ktorej nasza niezyjaca juz przyjaciolka -lekarka w Afryce nawet skomplikowane operacje robila, bo nie bylo innych srodkow przeciwbolowych. Nie mogla sie nachwalic jaki to dobry srodek i bez skukow ubocznych. Mary- moja sasiadka tez miala zapasik.

  431. Przynajmniej z marychą problemów nie będzie, bo stąd do Holandii i bez samochodu, swobodną piechotką można dojść. :-) I ceny też nie są zaporowe.

  432. Bobiku, pomyślałam o jeszcze jednej kwestii. O pomagaczach. To cudownie, że wspierają tę rodzinę, że poświęcają swój czas i energię. Ale od pomocy otoczenia można się uzależnić. Moim zadaniem, każde rozwiązanie, które będzie wspierać większą samodzielność tej rodziny będzie lepsze od takiego, które skazuje na pomoc, choćby nawet najżyczliwszych sąsiadów. Znowu skupiam się bardziej na dzieciach i ojcu, a nie na chorej kobiecie, ale takie spojrzenie wydaje mi się bardziej zdroworozsądkowe.

  433. Vesper, wlasnie dlatego, ze schizofrenia jest choroba nieuleczalna, acz majaca czasem calkiem spore momenty wzglednego spokoju (oczywiscie - przy braniu lekow), i ze branie lekow ma przykre skutki uboczne dotyczace ograniczen ruchowych (i nie tylko!), mowienie o unikaniu uzaleznienia rodziny od pomocy z zewnatrz jest jednak - moim zdaniem - calkiem chybione. Takie rodziny zawsze beda wymagaly wiekszej pomocy, czy nam sie to podoba, czy nie. I nie mozna do tego przykladac miarek jak do zdrowych rodzin. Natomiast dzieci, w zwiazku z “dorosla” sytuacja napotkana wczesnie w zyciu, czesto bywaja calkiem zaradne, bo musza sobie radzic, gdy matka nie funkcjonuje.

    A reszte zostawiam chwilowo Helenie (z ktora jestem on the same page), bo moje dzieci tez nie lubia, gdy im parujaca kolacja stygnie. ;-)

  434. Bobuk, a teraz opowiedz: co ta rodzina ma na wsi, a co im proponuja w miescie - czy obecnie nieszka w oddxzielnym domu czy w jakinms “osrodku”? Czy w miescie beda mieszkac w bloku i jak duzym? Bo to jest wazne.
    Moim zdaniem “blok”, klatka schodowa etc nie jest dobrym rozwiazaniem w przypadku rodziny z chora na TE wlasnie chorobe. Bo jest ona “aspoleczna”, duzo halasow, krzykow, irracjionalnych zachowan narazajacych na powazne konflikty z sasiadami (Mary kiedys przyszla z mlotkiem i powybijala szyby w samochodzie, ktpory ktos mial czelnosc zostawic na miejscu nalezacym do E. - wiec ona to w obronie E. zrobila. Kiedy indziej zadzwonikla do mnie sasiadka, ze Mary zaczaila sie kolo jej drzwo z duzym kijem nad glowa - tak faktycznie bylo, jak wyjrzalam z okna. Po kazdym jej ataku cale podwprko zasypane bylo szklem - bo wyrzucala z okna naczynia, zas caly smietnik wypelniony byl jej meblami i sprzetami, zerwana podloga i kaflami ze scian. Rozumiesz, ze nie przysparzalo jej to przyjaciol w sasiedztwie, choc w tamtym czasie mielismy w bloku wylacznie Anglikow starej daty - tolerancyjnych i spokojnych).

  435. Chyba miałem cichą, a nierealną nadzieję, że na blogu wszyscy przemówią jednym głosem, uświadamiając mi, że sprawa jest w gruncie rzeczy prosta, a tylko ja przekombinowałem. ;)
    Ale w sumie widzę już, co muszę zrobić - jeszcze raz porozmawiać z lekarzami i pokazać im sprawę nie tylko od strony pacjentki, ale i całego jej systemu rodzinnego. Była wprawdzie już kiedyś taka rozmowa, ale wstępna i bez tego całego kontekstu przeprowadzkowego. A potem się jeszcze raz zastanowię.
    Bo ja się w duchu skłaniam raczej ku poparciu przeprowadzki, ale bardzo bym nie chciał zaszkodzić.

  436. Heleno, bardzo dobrze opisujesz swoje kolejne spotkania z Mary, ale chyba tez trzeba nadmienic, ze nie u wszystkich schizofrenia (a to bardzo szeroka diagnoza i tak) przejawia sie niekontrolowana agresja wobec otoczenia. Czesto wystepuje auto-agresja, a czasem po prostu halucynacje, zamieszanie myslowe i inne objawy, bardzo dotkliwe dla pacjenta i rodziny, ale nie tak niebezpieczne dla dalszego otoczenia. Tyle ,ze wszystkie te objawy chorego (a tez i jego rodzine) alienuja mocno z otoczenia. I dlatego chec pomocy jest szczegolnie cenna.

    W Stanach sami chorzy i rodziny bardzo protestuja przeciwko tylko takiemu przedstawianiu choroby, bo choc i tak bywa, to wlasnie najczesciej chorzy probuja sami sobie zrobic krzywde.

  437. Heleno, trochę już o tym pisałem, że jak chodzi o warunki czysto mieszkaniowe, to w mieście byłyby bez porównania lepsze. To jest wprawdzie blok, ale bardzo niewielki i pojedynczy, wśród niskiej zabudowy, a nie na osiedlu. Nowy i szalenie zadbany, z czyściutką klatką schodową, no, po prostu normalny, niemiecki dom. A na wsi też jest to rodzaj niewielkiego bloku, ale stary, brudny i w rozsypce. Remontowany na pewno nie będzie.
    I tu, i tu mieszkają wyłącznie azylanci, ale w tym domu w mieście bardziej “wyselekcjonowani”, tzn. tacy, którzy dają gwarancję, że nie będą smarować po ścianach i trzymać świniaka w wannie. No, co tu dużo gadać - jak na dom socjalny to jest po prostu luksus. I ludziom tam się jakoś chce utrzymywać porządek, dbać o otoczenie, malować, meblować i kłaść serwetki na komodzie. A w innych domych azylanckich im się nie chce.

  438. Ta osoba, o której piszę, agresji wobec otoczenia na razie nie przejawia, natomiast autoagresję tak. Co szczególnie dla dzieci jest przerażające i niezrozumiałe, dlatego bardzo się zastanawiam nad tym, w jakim otoczeniu lepiej będą mogły sobie z tym radzić.

  439. Nie mogę przemówić ani jednym głosem, bo mi go historia nieco odebrała. Więc rozumiem, że świat się skończy i to źle, ale przynajmniej w międzyczasie jest tu i tam nieco dobrych ludzi używających dobrych rozwiązań instytucjonalnych…

  440. Wiekszosc agresji Mary byla skierowana na siebie, ale i tak wszyscy cierpieli - bo powybijala szyby u siebie, bp zalala mieszkanie woda i powyrywala lampy z sufitu, co grpilo zalaniem z gory wszytkich instalacji na parterze. etc. etc/
    Tak, schizo ma szerokie spektrum i nawet ataki u jednej osoby moga byc ostrzejsze i lagodniejsze. U Mary to sie pogarszalo z uplywem czasu. Zalezalo to takze pd tego jak szybko zainterweniowaly sluzby psychiatryczne, W czasie jej ostatniego, fatalnego ataku, kiedy podzgala sie kuchennym nozem, przebijajac sobie pluca i watroba, ja w ciagu tygodnia wykonalam 11 telefonow do szpitala i bylam traktowana jak natretna mucha, choc Mary mnie oficjalnie zglosila jako next of kin - najblizsza Jezusmaria rodzine. Jej wlasna rodzina - bracia i bratowe nie chcialy jej znac, choc mieszkali w Kingston -pol godziny jazdy samochodem. Ywazali, ze powinna wziac sie w garsc i przestac byc zakala. Irlandzcy katolicy, by the way.

  441. Ludziom bardzo trudno przyjac, ze ta osoba naprawde nie kieruje wlasnymi poczynaniami, zwlaszcza, ze sa lepsze okresy i gorsze. Niektorzy schizofrenicy zreszta maja sie coraz gorzej, a niektorzy (choc zdarza sie to rzadko) maja np. jeden bardzo ostry epizod i to wszystko (choc nigdy juz nie mozna ich uznac za wyleczonych). Tym trudniej wlasnie nawet najblizszej rodzinie na te wszystkie zmiany reagowac. No i dla dzieci to szczegolnie okropna hustawka, bo one te matke widza, i jej emocjonalnie potrzebuja, a tymczasem raz przytula, a raz przeraza (nawet jesli to nie im, a sobie chce zrobic krzywde, bo dziecko, zwlaszcza male, utozsamia obecnosc matki z ogolnym poczuciem wlasnego bezpieczenstwa).

  442. Moniko, to oczywiste, że rodzina ta będzie przez bardzo długi czas potrzebowac pomocy z zewnątrz. Ale niesamodzielność jest stopniowalna. Można potrzebować pomocy, a można być na nią skazanym. Można gdzieś pojechac autobusem albo czekac aż ktoś z sąsiadów będzie miał wolna chwilę i trochę dobrej woli, żeby podrzucić swoim samochodem. Dlatego, Bobiku, zwróciłabym też uwagę na nazwijmy to strukture i dynamike pomocy, której rodzina ta doświadcza ze strony otoczenia na wsi. Do czego zmierzam. Czy istnieje jakaś większa sieć powiązań tej rodziny z otoczeniem (pokrewieństwo na przykład, czy objęcie pomocą przez jakieś stowarzyszenie), która zapewnia im tę pomoc, czy jest to raczej wyłącznie gest dobrej woli sąsiadów. Jak długo ta kobieta jest chora ergo jako długo otoczenie otacza ich wsparciem. Czy dobra wola tych ludzi była już w jakiś sposób wystawiona na próbę. Czy pomaga im większa grupa osób, których działanie podlega jakimś regulacjom, czy full spontan ludzi dobrej woli, dajmy na to skupionych wokół jednej czy dwóch osób nastwionych szczególnie prospołecznie. Bo jeśli full sponatn ze społecznikiem w centrum, to byłabym bardzo ostrożna. Takie idylle przeważnie trwają do pierwszego zgrzytu albo do wyłączenia się społecznika z roli. To są azylanci. Nawet nie imigranci, samodzielni finansowo, pracujący itd, tylko ludzie skazani na pomoc socjalną, a więc i bez choroby w rodzinie już niesamodzielni. Już stygmatyzowani, “obcy”. To nie amerykańskie miasto z artystowskimi tradycjami, tylko małe nadreńska wieś, w której lepsze szanse na asymilację ma nie indywidualista, tylko ktoś ze zdolnością społecznej mimikry. Sytuacja tej rodziny jest szczególnie newralgiczna. Nie można ich “wystawiać”. A co jeśli nastawienie tego wiejskiego otoczenia się zmieni? Jeśli któreś z dzieci będzie widziane w pobliżu miejsca, gdzie ktoś komuś wybił szybę? Normalnie można by było wzruszyć ramionami, że jakoś się wyjaśni, ale tutaj odwrócenie się tendencji do pomagania może byc sankcją za bardzo małe przewinienia wobec lokalnej grupy. Stabilniejszą sytuację daje pomoc ze strony jakichś instytucji, bardziej sformalizowanych grup. Życzliwość i akceptacja ze strony sąsiadów jest bezcenna, ale to wrażliwa zmienna. Gdybam oczywiście, snując czarne scenariusze, bo mam bardzo mało danych o tych ludziach i ich otoczeniu.

  443. Wiecie co, ja chyba muszę choć przez chwilę o czym innym. Bo dziś przez większość dnia zajmowałem się właśnie tą sprawą i jeszcze długo po zakończeniu godzin urzędowych leżała mi na wątpiach, a jutro będzie leżeć znowu, ale teraz dla własnego zdrowia psychicznego powinienem trochę zmienić klimat. ;)
    Nie słyszał ktoś jakiegoś dobrego kawału? A może Pan Prezydęt znowu coś zabawnego powiedział? :-)

  444. Niestety, nic mi o tym nie wiadomo. Pociesz się, że przynajmniej nie powstrzymała Cię przez zrobieniem bakłażanowego kawioru mała (4 i półletnia) liga obrony bakłażanów. Liga uznała, że trzymanie bakłażanów w rozgrzanym piekarniku jest przejawem barbarzyństwa i zaapelowała do moich uczuć wyższych. No i nie zrobiłam tego kawioru :(

  445. Vesper, nie bardzo rozumiem, co masz na mysli mowiac, ze male miasto nadrenskie nie jest amerykanskim miastem z artystowskimi tradycjami. Mysle, ze to chyba dosc oczywiste. Nie jest to tez polskie miasto, ani Zachodni Londyn, ani miasto chinskie… :lol: Co do pomocy zorganizowanej, to ufam Bobikowi, gdy chwali ten oddzial Sozialamtu, ale nie mozna tez przecenic dodatkowej pomocy, bo rodziny w takiej sytuacji potrzebuja duzo emocjonalnego wsparcia - niezaleznie od tego, pod jaka to jest szerokoscia geograficzna.

  446. Ha! W obliczu bakłażana wyłazi ze mnie skrajny sadysta, którego nie powstrzymałyby prawdopodobnie nawet łkania czterolatki. Odwróciłbym jej uwagę zezwoleniem na zabazgranie ściany, a kiedy zaczęłaby się oddawać tej rozkosznej czynności, ja bakłażana buch do piekarnika! A potem siec, miażdżyć, dźgać widelcem, sypać sól i pieprz na rany… :lol:

  447. Mam na myśli to, że są miejsca, gdzie ludzie dają sobie więcej przestrzeni na indywidualzm. Czyjaś mama jest chora, czyjaś nie, ktoś jest z Afryki, a ktoś z Azji, ktoś latem chodzi w wełnianym szaliku, a ktoś zimą w klapkach. I wszystko gra. Nie ma sankcji za odmienność. A są miejsca gdzie tak nie jest. Jeśli wieś nadreńska w jakikolwiek sposób przypomina bawarskie miasteczko, to tam przejawem odmienności obarczonym nieformalną sankcją może być niesortowanie śmieci. Na szwedzkiej wsi wystarczy natomiast robić zakupy w inny dzień niż środa lub mieć ganek pomalowany na inny kolor niz reszta. takie odmienności się sumują. Wyskoczysz z czymś raz, to nic się nie dzieje, ale w zbiorowej pamięci już jest zaznaczony krzyżyk. Wyskoczysz z czymś ponownie, to juz recydywa. Jeśli możesz sobie pozwolić, żeby mieć to w nosie, to się po prostu uśmiechasz i robisz swoje, z casem ludzie sie przyzwyczajają, ale jeśli nie masz równego z nimi statusu i jesteś skazana na ich pomoc, to już gorzej. Jak mówię, tej konkretnej społeczności nie znam. Gdybam.

  448. OK, to ja cos opowiem, co dzis slyszalam i bardzo mnie rozbawilo, i a propos socjalu, angielskiego. Czy slyszeliscie o takim obrazie, bardzo duzym naszego tyunajwiekszego zyjacego malarza Luciena Freuda, zatytylowanyn: Spiaca kierowniczka socjalu ?
    Tu jest ten obraz, sprezedany pare lat temu na licytacji za 20 milionow funtow szterlingow - osiagakac najwieksza sume jaka kiedykolwiek ktokolwiek zaplacil za obraz zyjacego malarza.

    http://www.guardian.co.uk/culture/2008/dec/21/sue-tilley-lucian-freud

    Ciag dalszy za chwile.

  449. Otoz rzeczona “kierowniczka socjalu” Sue Tully, pozowala do niego 9 miesiecy, dwa-trzy razy w tygodniu, zarabiajac za kazdym razem £20. Miala, jak opowiada spora frajde, nie tylko dlatego ze bardzo dobrze czyla sie w towarzystwie Freuda (prawnuka Zygmunta, coz to kurcze za fantastycznie utalentowana rodzina!), ale takze dlatego, ze po kazdej sesji zabieral ja na dobry obiad w drogiej restauracji obok pracowni.
    Skonczony obraz bardzo jej sie podobal i Freud zrobil jej prezencik na zokoczenie - sztych tego obrazu, ktory wreczyl oprawiony i podpisal.

    Ciag dalszy nastapi.

  450. Sztych zawisl w kwaterunkowym mieszkaniu kierowniczki socjalu.
    Wkrotce potem popadla ona w jakies klopoty finansowe, i bank, ktorem winna byla niewielka sume, naslal na nasza Wenus z Urzedu Swiadczen Sicjalntch komornika.
    Ktoremu to komornikowu Sue Tilley zaproponowala tenze sztych.
    Komornik obejrzal obrazek, skrzywil sie i odmowil.
    Zamiast tego skonfiskowal kierowniczce … czajnik ekektryczny i suszarke do wlosow!.
    Ciag dalszy nastapi.

  451. Ta konkretna wieś nadreńska nie jest może tak strasznie ortodoksyjna i zuniformizowana, tzn. pewien stopień odmienności jest tolerowany, ale bez przesady. ;) Kalifornia to na pewno nie jest. No i na pewno, jak to na wsi, nic nie pozostaje anonimowe, czyli jak ktoś zacznie od obrazu porządnego obywatela i dobrego sąsiada za bardzo odstawać, to nie ma tak, że ludzie wzruszą ramionami i pójdą dalej, albo powiedzą “nie moja sprawa”. To już faktycznie jest pewne napiętnowanie i groźba sankcji.
    Ale przyznaję, że za mało tę społeczność znam, żeby powiedzieć, na ile napiętnowaniem może być dla niej choroba psychiczna.

  452. Ladny ten obraz, Heleno, w tradycji rubensowsko-klimtowskiej. A czy ona pozowala w godzinach pracy, czy po? Bo interesujace jest to jej calkowite utozsamienie z wykonywanym zawodem w tytule obrazu. ;-)

  453. Poniewaz Sue potrzebowala i jednego i drugiego, z bolem wystawila sztych na licytatacje w Sothebys.
    Sztych zostal sprzedany za 27 tysiecy funtow szterlingow.

    Koniec opowiesci.

    :smile:

  454. Swietna historia, Heleno. :lol: Co prawda rozstala sie ze sztychem, ale jest teraz slawna.
    A z czajnikiem elektrycznym i suszarka tez by mi trudno sie bylo rozstac… ;-)

  455. Ach, jaka wspaniała kanapa! Chyba ze cztery psy średniogabarytowe by się na niej zmieściły. :D
    Ten Freud prawnuk w ogóle zresztą lubił kanapy. I słusznie, bo jest to w końcu zdecydowany postęp w stosunku do kozetki.

  456. Historia Heleny rzeczywiście cudna :) Tymczasem dobranoc

  457. Przychodzila do Freuda w weekendy i w dni pracy kiedy zaczynala pozniej. Jest zreszta urocza osoba. Opowiadala, ze jak poszla na wystawe Freuda kiedy byla w Royal Academy to stala kolo zannego krytyka, ktory wyglaszal strasznie okrutne uwagi pod adresem Wenus l do swego kolegi. POklepala go po ramieniu i powiedziala: to o mnie pan mowi - i obserwpowala z przyjemnosci jak krytyk zapadal sie pod podloge z zaanbarasowania. Urocza Sue.
    A obraz wspanialy. Widzialam go zanim zostal sprzedany.

  458. Jakoś i mnie ta kanapa naprowadziła na taką myśl, że mógłbym wykorzystać pogodny nastrój, w który wprowadziła mnie Heleny historia i zwolna udać się w kierunku legowiska, licząc na przyjemne, dobrze się kończące sny.
    Co wcale oczywiście nie znaczy, że ci, którzy mają ochotę dalej rozmawiać, muszą się udać w moje ślady. ;)
    Dobranoc. :-)

  459. Dobranoc, Bobiku, dobranoc Wszyscy.

  460. zima bez zmian. kawa. żadnych skomplikowanych dodatków

  461. Cubalibre  18 luty 10,   10:42

    Bobiku,
    ta historia, w której jesteś koordynatorem (na ile decydującym?) dla mnie jest dość jasna - przeprowadzka bliżej cywilizacji ma więcej plusów niż minusów. Pomagaczom - ochotnikom (co to za osoby i z jaką motywacją?) ochota przejdzie z czasem, zwłaszcza jak dzieci podrosną, a matka nie wykaże poprawy. Zniechęcenie będzie tym większe, im mniejsza będzie wdzięczność okazywana za wsparcie. Rzeczonej rodzinie należy umożliwić jak najdalej idącą samodzielność i odpowiedzialność za własne decyzje. Skoro ojciec chce przeprowadzki, to niech o niej zadecyduje. Nie wiem, z jakiego kręgu kulturowego jest ta rodzina, ale pewnie raczej z takiego, gdzie ojciec jest “głową” i ma autorytet. Jeżeli ważne decyzje życiowe będą podejmowane za niego, to przy labilnej matce dzieciaki nie będą w ogóle miały poczucia bezpieczeństwa, bo w rodzinie “rządzą” obcy ludzie.

  462. Dzień dobry :-) Pogoda dziś u mnie jakaś taka… burkliwa. Chyba będę potrzebował trochę czasu, żeby wprowadzić się w jaki taki humor.
    Kawę bez dodatków, owszem, wypiję, ale z dodatkiem śmietanki. :-)

  463. Dzień dobry. Wstałem tylko po to, żeby przeczytać następną historię o Sue Tully. A tu nic. To ja dziękuję za taki komputer i wracam do spania.

  464. foma do okulisty…
    słońce jak szalone, plusy dodatnie za oknem, wiosną pachnie…

  465. zeen już było u okulisty i dostał różowe okulary. Gdzie jest to słońce, proszę zeena? Gdzie pachnie tą wiosną?

  466. Może Sue Tully już się znudziło pozowanie i też wróciła do spania? ;)

    zeen, foma niedawno sam się do okulisty wysyłał. Ale tylko w połowie. Chyba powinien wysłać i drugą połowę. :-)

  467. zeen śni ;-)

  468. Jak to gdzie?
    Za oknem! :)

    Słońce grzeje mą łysinę
    wiosny kroki w uszach dudnią
    gazda pierze swą gaździnę
    aby wyglądała cudnie…

  469. zeen, Ty też mnie do okulisty? 8O kto jeszcze…?

  470. Kot wyprany, powieszony
    i gaździna też na sznurze.
    Ach, radosne biją dzwony,
    gdy wiosennie jest w naturze! :-)

  471. Aby z wzrostem temperatur
    swą osobę czynić lepszą
    nie pij już denaturatu
    nie czyń twarzy jeszcze bledszą…

  472. Każdy ptaszek i robaczek
    do poróbstwa się zabiera,
    ach, jak życia jakość skacze,
    kiedy jest powyżej zera! :-)

  473. Na łysinie bazie rosną,
    myśl figlarna rośnie w głowie:
    co też ciekawego wiosną
    Pan Prezydęt znowu powie?

  474. wiosna ciepłym słonkiem grzeje
    nie narzekam na podagrę
    ciepły wiatr do portek wieje
    chyba już odstawię viagrę…

  475. Już piętnaście stopni w cieniu,
    krę do morza Wisła spławia,
    zeen po viagry odstawieniu
    bezskutecznie się przystawia… :lol:

  476. Niech nie będzie ci przeszkodą
    brak urody u kobiety
    nawet to, że nie jest młodą
    masz co robić: pisz kuplety…

  477. Trawka rośnie coraz gęściej,
    przez kałuże śmiga rower,
    dzieci brudne jak nieszczęście -
    zdałoby się zrobić nowe. :D

  478. Wiosna puka do ogródka
    dzieci chętne do zabawy
    znów potrzebna nowa kłódka
    by nie wyżerały trawy…

    …………………………….

    Legendarną jej urodę
    piewców opiewało sporo
    językową swą swobodę
    w jednym słowie zawrę: horror…

  479. Wyżłopałem już dosyć kawy, żeby odpowiedzieć cubalibre (10.42). A odpowiadam chętnie, bo to daje wgląd w system pomocowy, jaki wypracowano w tym, nazwijmy to, powiecie, o którym opowiadałem. Decyzja w tej sprawie, tak samo jak w innych tego typu, nie będzie należała (na szczęście) do żadnej pojedynczej strony czy instytucji. Niby mógłby autorytatywnie zdecydować ten, kto trzyma kasę, czyli Sozial, ale to by oznaczało też całkowite wzięcie odpowiedzialności. W związku z czym Sozial rozsądnie postanowił dać ciałom doradczym prawo weta. A z kolei ciała doradcze zgodziły się nie korzystać z niego na hurra, tylko szukać takich możliwości, które zadowolą wszystkich. Innymi słowy, wszyscy umówili się, że będą dążyli do konsensu i robią to rzeczywiście, bez podkładania sobie świń, bezwzględnego wygrywania swoich atutów i pokazywania, kto jest ważniejszy. I to, kurczę, już od lat funkcjonuje. 8O

    A przy okazji serdecznie dziękuję wszystkim, którzy zabrali głos w powyższej sprawie, bo mi to pomogło uporządkować moje własne myśli i argumenty.
    No i zawsze przyjemnie, jak chociaż na chwilę można myślenie zwalić na innych. :cool:

  480. Chłop niczego się nie brzydzi
    nie brak mu też animuszu
    zmiana skarpet raz na tydzień
    metr pięćdziesiąt w kapeluszu…

  481. Z kapelusza jest pożytek,
    bo gdy chłop doń zbierze dutki,
    to uniknąć może spytek,
    czemu urósł taki krótki. ;)

  482. Cubalibre  18 luty 10,   13:17

    Konsens czyli nikt nie decyduje jednostkowo? Głosowanie większością głosów czy decyzja rodziny (ojca), a może jednak Sozialamtu, przy wsparciu lub sprzeciwie ciał doradczych?
    Bo w końcu decyzja jednak zapada, jak sądzę.

  483. Nie głosowanie, bo wtedy to by była demokracja, wraz ze wszystkimi jej wadami. :-) Konsens, czyli dyskutowanie, rozważanie, szukanie i przedstawianie wciąż nowych możliwości rozwiązania sprawy, aż wreszcie wszystkie strony powiedzą: OK, z tym mogę żyć, do tego wariantu nie mam tak poważnych zastrzeżeń, żeby opłacało się konsens naruszać. Albo jeszcze lepiej: to rozwiązanie, mimo że wcześniej na nie nie wpadłem, jest dla mnie całkowicie satysfakcjonujące.
    Oczywiście wiele łatwiej jest stosować taką formułę w miejscowościach i społecznościach niewielkich, gdzie wszyscy wiedzą, że po wyjściu z sali obrad będą się na siebie natykać w wielu codziennych sytuacjach i jakoś tam są wzajemnie od siebie zależni. Ale spora porcja dobrej woli też jest do wytworzenia takiego układu niezbędna.

  484. Bo męska rzecz być daleko
    kiedy mowa o człowieku
    bo szansa jest, że to o nim
    a on właśnie z flachą w dłoni…

  485. Cubalibre  18 luty 10,   13:42

    W małych społecznościach konsens to często decyzja najbardziej dominującego, reszta, uzależniona, przyklaskuje. W sytuacjach skomplikowanych konsens może być próbą zepchnięcia decyzji na tego, który najmniej się potrafi wymigać od ponoszenia odpowiedzialności. Reszta przytakuje dla świętego spokoju lub liczy na rewanż w kolejnej odsłonie.

  486. E, zeen, miało być o wiośnie radośnie. :D

    Już rybka ogonkiem plusnęła w jeziorku,
    kwiatuszek pomachał już płatkiem
    i smuci się z lekka gonada w rozporku,
    bo tęskno jej tak za przydatkiem…

  487. rysberlin  18 luty 10,   14:00

    plyniemy :neutral:

    +4 :!: jak tak dalej bedzie w nocy mroz w dzien cieplp to
    wiosna moze przebisniegami zawitac :)

  488. rysberlin  18 luty 10,   14:01

    Heleny dykteryjka smakowita :D

  489. Cubalibra, oczywiście, że może być i tak. Ja opisałem sytuację, w której akurat jest inaczej. Można by długo analizować, dlaczego właśnie w tej miejscowości tak dobrze funkcjonuje i współpraca instytucji, i różne inne rzeczy, ale nie bardzo w tej chwili mam czas. W każdym razie im więcej takich “wysepek” społeczeństwa obywatelskiego, tym łatwiej uwierzyć w to, że to nie jest mrzonka, tylko rzecz do zrealizowania w praktyce. Co zresztą Monika pewnie potwierdzi na podstawie własnych doświadczeń. :-)
    Ale żeby nie było tak wszystko na różowo, zaraz dodam, że kiedy jakieś sprawy nie są rozstrzygane wyłącznie na miejscu, tylko w grę wchodzi jakaś jednostka nadrzędna, z większego miasta, to często zaczynają się schody… :roll:

  490. Cubalibre  18 luty 10,   14:04

    A kiedy już minie
    wiosenna gorączka
    I żuczek zapyli stokrotkę
    W rozporku zaswędzi
    majowa rzeżączka
    A krętek nagrodzi ciągotkę :cool:

  491. Rysiu, co tam przebiśniegami zawitać! Dziś rano przyjrzałem się temu, co wylazło spod stopniałego śniegu i stwierdziłem, że żonkile mają już z 10 cm. 8O
    Pies śpi, a żonkil mu na skwerze rośnie. :lol:

  492. I westchnie ciągotka: ach, jednak się kręci,
    bo pomnę jak kiedyś, przed rokiem
    ten sam krętek wiosną tak bardzo mnie nęcił,
    do spółki z tymżeż gonokokiem… ;)

  493. rysberlin  18 luty 10,   14:13

    Bobiku,ta rodzina to prawdopodobnie czeka jeszcze na azyl?
    jakie maja szanse na udzielenie azylu?

    majac osobiste doswiadczenie(bylismy Asylbewerber) namawialbym do przeniesienia sie do wiekszej miejscowosci(chociaz Heim pozostaje Heim_em,a
    wiec getto),pozostaje tylko kwesta choroby i tutaj trudno wziac
    jednoznacznie odpowiedzialnosc za ewentualne zle skutki
    przenosin

  494. rysberlin  18 luty 10,   14:16

    Bobiku,na moich terenach zielonych jeszcze 30-40cm sniegu
    to i zonkile i dadza rady :)

  495. Dokoła świergoty, kląskania i tańce
    robaczek radośnie swawoli
    zaś z pokoju lubej dochodzą różańce
    jak tu się rozmnażać do woli?

  496. Monika potwierdzi, Bobiku (w szczegolach pozniej). :-)

    U nas jeszcze troche zabiegany poranek, ale podrzucam szybko artykul z NYT, ktory daje nieco do myslenia na temat schizofrenii. Choc autor, a i pacjenci-schizofrenicy niekoniecznie odrzucaja leki psychotropowe, to sam ruch, zeby wiecej wsluchiwac sie w przezycia pacjentow, i nie traktowac ich od momentu diagnozy zupelnie przedmiotowo. I maja calkiem interesujace wyniki. Wydaje mi sie, ze zwlaszcza we wspolczesnym, nowoczesnym spoleczenstwie, stawiajacym najwyzej zaradnosc i samodzielnosc, czasem sie o tym zapomina. A nad skutkami takiego podejscia warto sie zastanowic (co nie znaczy, jak podkresla i artykul, ze nalezy porzucic leki).

    http://www.nytimes.com/2007/03/25/magazine/25voices.t.html?_r=2

  497. W rozgrzanym powietrzu na mięciutkiej trawie
    zadałem się z piękną dziewczyną
    i od tego czasu już tak się nie bawię,
    zadaję się z penicyliną…

  498. No co Ty, Rysiu, w jakich czasach Ty żyjesz? 8O Może kiedyś tak było, że azylant dowolnie wybierał sobie miejsce pobytu, ale już dawno nie jest. Azylant przez Zuweisungsstelle, zwykle na szczeblu landu, zostaje przypisany do ziemi i nie ma zmiłuj się. Zmiana takiej decyzji jest niemal niemożliwa i w mojej karierze udało mi się to wyskakać tylko raz, za pomocą niebywałych wygibasów. A chodziło o dwójkę irańskich, bardzo schorowanych staruszków, których syn z rodziną mieszkał 50 km dalej i zobowiązywał się zapewnić im opiekę. Trzy razy dostawałem odmowę, nie poskutkował nawet argument finansowy, że profesjonalna opieka nad tymi staruszkami dużo kosztuje niemieckiego podatnika. W końcu udało mi się namówić do współpracy “urzędową” lekarkę z Gesundheitsamtu, która wysmarowała odpowiedni papier z dużą ilością pieczątek i dopiero to zadziałało.

  499. Ujrzała penicylina
    na dachu marcowe koty:
    oj, wiosna już się zaczyna,
    znów będzie dużo roboty…

  500. rysberlin  18 luty 10,   15:14

    wiem,wiem,Bobiku,moja opinia dotyczyla tego konkretnego przypadku(tutaj maja oni prawo wybrac)!
    za naszych czasow nie wolno nam bylo opuszczac powiatu do
    ktorego bylismy “zeslani”

  501. rysberlin  18 luty 10,   15:33

    ciekawe mozliwosci Moniko jak moze to wygladac teraz?

    przy okazji przypomnialem sobie czytana kiedys ksiazke( :oops:

    ja jak zwykle tylko ksiazki) “zycie to nie bajka”

    Joanne Greenberg “I Never Promised You a Rose Garden”

    bohaterka,mloda(16/17) i niestety chora psychicznie,zyje w prawdziwym i stworzonym przez siebie swiecie,ktory jest realny,
    ktory tylko ucieczka,schizofrenia
    doskonale,wciagajaco opisana walka z choroba

    polecam :)

  502. puszcza wierzba listki swoje
    i ja puścić się nie boję

    liść nabrzmiewa w soki wszelkie
    i obrzmienie moje wielkie

    wszelki żywioł pary szuka
    mnie choć ósmy krzyżyk stuka
    robić też chcę za sokoła
    jestem pewien, że podołam

    niech no trafi się dzierlatka
    będzie ze mnie jeszcze tatka

    choć nie strzelam już jak z procy
    nie potrzeba mi pomocy

    lędźwia moje choć leciwe
    wcale nie będą leniwe

    lubię taką gimnastykę:
    ty kontaktem a ja wtykiem

    błysku może nie za dużo
    lecz przewody jeszcze służą

    przykazaniem bowiem bożym
    w dziele życia się dołożyć

    robię jak mnie nauczono
    tak, jak robi to mąż z żoną

    miałem przepiękne marzenia
    do momentu obudzenia…

  503. Dzien dobry,
    Alez tu wesolo i wiosennie-poetycko! Przyjemnie bylo zobaczyc, ze inni ciezko pracowali na moje przebudzenie, dzis wyjatkowo pozne, bo nie zmruzylam oka do rana, keidy na calego juz spiewaly ptaki.
    Ja wczoraj podjelam postanpowienie, ze dzis - nie ma zmiluj- poobcinam roze, ale pogoda jest tak mokra, ze nie ma sily. MNie tez juz wysoko powychodzily narcyzy i zonkile, a wraz z nimi chwasty pod rozami. Beda musialy poczekac.
    Przeczytalam tez podrzucony przez Monike artykul - z mieszanymi uczuciami. Ja z ta szkola “leczenia” schizo z pomoca cognituve bahavioural therapy tu sie zetknelam (uprawala to corka przyjaciol - psycholozka) i zawsze uwazalam to za straszliwy humbug i oszustwo. Popieralabym oczywoscie grupy samopomocowe, ktore dziela sie doswiadczeniami, wspolnie znajduja strategie radzenia sobie z choroba - by all means, ale jednak nie stawialabym znaku rownosci miedzy halucynacjami sluchowymi w schizofrenii a halucynacjami przezywanymi pod wplywem depresji, silnych emocjonalnych perturbacji czy srodkow farmakologicznych, takich jak tramadol, podawany mi po operacji przez kilka tygodni i wywolujacym u mnie i wielu innych ludzi potezne halucynacje. Roznica polega na tym, ze ja od poczatku wiedzualam, ze sa to “bardzo prawdziwe” ale jednak urojenia (choc nikt mnie nie uprzedzil zawczasu) , moglam “stanac obok” i je obserwowac, a nawet sie nimi bawic, czego akurat schizofrenik nie porafi dopoki trwaja.
    No i oczywiscie wlaczenie ciezkiej psychiatrycznej choroby w dyskurs wolnosciowy jest dla mnie mocnym przegieciem.

  504. Jak tę wiosnę już się czuje,
    kiedy zeen halucynuje!
    Niechże jak najdłużej kima,
    bo ma dobry wpływ na klimat. :D

  505. Heleno, ja mysle, ze to przegiecie jest jednak pewna odpowiedzia na poprzednie przegiecia, i tak sie toczy swiat… A terapii jakos dodatkowo pomagajacej (bez odstawiania lekow) na wlasnie staniecie obok, i spojrzenie na wlasne halucynacje z dystansem, jesli to moze dodatkowo pomoc, tak zupelnie bym nie odrzucala. I moze od razu powinnam powiedziec, ze sama znalam dosc blisko dwie osoby ze schizofrenia - obie non-violent. Jedna byl przyjaciel z dziecinstwa mojego ojca, a druga osoba to nieco dalszy, ale spotykany dosc czesto znajomy (blizej znalam reszte rodziny). Znalam ich rodziny, ktore z tym problemem zyly, i jakos bliskie mi jest, mimo wszystko, podejscie nieco szersze niz tylko farmakologiczno-somatyczne - takie chociazby jak opisane w ciagle, moim zdaniem, niezdeaktualizowanej ksiazce Kepinskiego o schizofrenii. I moze czesc mnie po prostu protestuje przeciwko automatycznemu calkowitemu spisaniu takich osob na straty (trudno, nie zrobilabym kariery w Sparcie), zastepujac mury szpitali psychiatrycznych wylacznie srodkami farmakologicznymi…

    Rysiu, oprocz Greenberg, jest tez oczywiscie “Obled” Krzysztonia, jest tez Susan Hill “The Bird of Night” (”Ptak nocy”, wydany po polsku), a i Goldinga “Darkness Visible” o te tematy zahacza. Podobnie ciekawe sa na przyklad ksiazki Ruth Padel na temat tych watkow, zwlaszcza “Whom Gods Destroy: Elements of Greek and Tragic Madness”.

    A poza tym niech zyje wiosna, glownie odbijajaca sie u nas w swiezym sniegu! :-D

  506. Drobny dodatek do wczorajszej rozmowy o poetyce hierarchów KK. ;)
    - Profesor Krzysztof Skubiszewski był człowiekiem, w którym czuło się wiarę nadprzyrodzoną - o byłym ministrze spraw zagranicznych mówił podczas mszy pogrzebowej Józef Glemp.

  507. CBT jako narzedzie wspomagajace radzenie sobie z objawami choroby - jak najbardziej. Byle nikt nie udawal, ze mozna leczyc schizo z pomoca psychologow. Bo juz im sie we lbach (psychologom) przewraca. :lol: :lol: :lol:

  508. Jozef Glemp, jest wybitnym oratoremm, slynnej w swiecie szkoly zoliborskiej…

  509. Ciągle nic o Sue Tully ? Dobra, no to wracam do spania. A potrafię długo. Miś andsol

  510. Ja bym bardzo był ciekaw subtelnego teologicznego rozróżnienia między wiarą nadprzyrodzoną, a wiarą przyrodzoną. Ciekawe, czy wybitny orator Józef Glemp kiedyś to wyłoży… :roll:

  511. A Skubi byl studentem najblizszej przyjaciolki naszej Jasiuni, prof. prawa miedzynarodowego na uniwersytecie genewskim, Krystyny Marek. Byla az do swej smierci bardzo z Niego dumna. I na szczescie nadprzyrodzona wiara nie powstrzymywala Go przed uzywaniem zycia takiego, jakiego by Glemp chyba nie pochwalil… Z tego co pamietam…

  512. Na Andsola wiosna bez Sue najwyraźniej w ogóle nie działa. ;)
    I tak właśnie wyginął ród niedźwiedzi. Przez nadmiar marzeń i niedostatek świadomości, że jak się nie ma, co się lubi… :cry:

  513. We lbach to sie moze poprzewracac paru profesjom, Heleno - psychologom, neurofizjologom, filozofom, i pisarzom. Kazdemu sfrustrowanemu pisarzowi, ktory watpi w sens swoich wysilkow polecam “Proust Was A Neuroscientist” Jonah Lehrer’a (a i psychologowi, ktory szybko potrzebuje porecznych cytatow z literatury). :lol: :lol: :lol:

    Glemp to szkola kujawsko-poznanska, o ile mnie pamiec nie myli. Znam kogos, kto z nim chodzil do szkoly… ;-) Ale nie wiem, czy Haneczka, Rys i Jotka sie do niego przyznaja. :lol:

  514. Szkielko i oko, Moniko, szkielo i oko! Reszta to metafizyka i wiara nadprzyrodzona, :lol: :lol: :lol:

  515. XVIII- i XIX-wieczne szkielko i oko, a tymczasem teraz to juz raczej MRI’s, CAT scans i field studies, ktore humanistom poprawiaja samopoczucie (a przy okazji chleb odbieraja specjalistom od wiary nadprzyrodzonej)… :lol: :lol: :lol:

  516. Rzadko się zdarza, żebym tak zgrabnie mógł podsumować jakąś dyskusję. ;) Dzisiejsze rozmowy z dwiema psychiatrkami i pracownikiem socjalnym kliniki doprowadziły do wspólnego wniosku, że najlepszym perspektywicznym rozwiązaniem dla całej rodziny będzie przeprowadzka do miasta. Lekarze po uwzględnieniu wszystkich aspektów zgodzili się, że rozwoju schizofrenii przewidzieć się nie da i równie dobrze może ona robić postępy (lub odwrotnie) tu, jak i tam, a szansa na samodzielność i normalne życie dla reszty rodziny większa jest w mieście. Czyli sprawę można uznać za załatwioną, bo ja też wetować tej opinii nie będę.

    A o czymś w rodzaju wiary nadprzyrodzonej to już będzie w następnym wpisie. ;)

  517. A tu tworcze zastosowanie internetu - tym razem przez profesjonalnych wlamywaczy. ;-) I jak tu nie mowic o postepie? ;-)

    http://www.huffingtonpost.com/2010/02/17/please-rob-me-site-tells_n_465966.html

  518. Gratuluje Piesku! Napewno dobrze Ci poradzili i dobrze, ze decyzja nie spada wylacznie na Twoje mocarne barki. Ide czytac likk od Moniki.

  519. Ja tez mysle, ze lekarze, znajacy cala sprawe w szczegolach, na pewno zdecydowali najlepiej, jak mogli. A przyszlosci do konca i tak nie da sie przewidziec.

    Link krotki, Heleno, ale nieco ostrzegawczy. ;-)

  520. A tu jeszcze dla tych, ktorzy uwazaja, ze ogloszenia drobne to czesto najlepsza czesc gazety:

    http://www.huffingtonpost.com/2010/02/18/creepy-classifieds-the-fu_n_466433.html

  521. KOchani, ja tez mam niezla wiadomosc - dostalam bardzo rzeczowa odpowiedz z Biura rzecznika Praw Dziecka. Sprawie wyrywania matce chlopca nadany zostal oficjalny tryb i ma to zbadac sad. Zgadzaja sie, ze tryb tej “procedury” byl niedopuszczalny.
    Niestety nie umiem tego skopiowac, wiec poslalam Bobikowi majac nadzieje, ze on potrafi i umiesci.
    Ciesze sie. Tak, ciesze sie.
    Zaraz napisze ppdziekowanie.

  522. Bobiku, proszę, nie wciskaj mi Glempa w brzuch :-( I tak siedzę po uszy w prymasach :-(

  523. Bardzo dobra wiadomosc, Heleno. Mam nadzieje, ze jakos i te indywidualna sprawe wyjasnia, i moze przy okazji przemysla, jaka procedura ogolnie jest dopuszczalna, a jaka juz nie - zwlaszcza, gdy chodzi o dzieci. Nie kazdy moze liczyc, ze jego sprawa zajmie sie ktos taki, jak Bobik, kto rozwazy konsekwencje swoich decyzji i dzialan. A chodzi przeciez o to, zeby podobne wydarzenia sie nie powtarzaly w innych miejscach.

    Z ta poznanskoscia Glempa to ja bylam, Haneczko. Teraz pomysl, jak cierpia zoliborzanie (ja na szczescie nie z tej dzielnicy, ale im wspolczuje)… :lol:

  524. Ona o tym tez pisze (dyrektorka z biura ombudsmana, ktora mi odpowiedziala).

  525. Moniko, Bobiku :oops:

  526. rysberlin  18 luty 10,   21:05

    Moniko,dziekuje za tytuly :) bede za kilka dni w szczecinie to
    z peczniejaca lista przetrzebie antykwariaty i ksiegarnie,a reszta
    w berlinie :D

  527. rysberlin  18 luty 10,   21:07

    miej te rodzine na oku,Bobiku

  528. rysberlin  18 luty 10,   21:16

    Helena 19:20 BRAWO!!!

  529. @Helena: czy dyrektorka z biura ombudsmana to ombudskvinna?

  530. Alem się uśmiał z tych drobnych ogłoszeń. :D

  531. Przerabianie odpowiedzi, którą Helena uzyskała od rzecznika, na dokument tekstowy zajęłoby dużo czasu, więc wrzucam to po prostu jako dwa obrazki:
    http://www.blog-bobika.eu/foty/RPG1.jpg
    http://www.blog-bobika.eu/foty/RPG2.jpg
    Też się bardzo cieszę, że rzecznik obiecał zająć się postępowaniem osób uczestniczących w odebraniu i procedurami. Bo niezależnie od tego, że miałem tu swoje zastrzeżenia do postępowania matki, to wykonawcy wyroku sądowego też mi ostro podpadli, a procedury w ogóle zawsze warto brać pod lupę i poprawiać, jeśli tego wymagają.
    I przyznaję - nie zawsze mam tyle energii, żeby jak Helena w każdej takiej sprawie pisać do wysokich instancji. Ale dobrze, że ona to za mnie robi. :-)

  532. Rysiu, jak wszystkich swoich klientów mam na oku, a nawet na obu oczach. Jak również na myśli, w sercu i na wątrobie. :cool:

  533. Dobra wiadomość. A najlepsza, że komuś chce się nad tymi decyzjami naprawdę serio zastanawiać. Odpowiedź rzecznika na interwencję Heleny też dobrze świadczy o urzędzie. Dzień dobrych wiadomości :)

  534. andsol - faktyczniem dziewczynka mbudsman to “ombudskvinna”, o czym nie wiedzialam, ale teraz juz wiem:

    The word “ombudsman” is of Swedish origin. It is the fusion of the word ombud (representative) and man (man). Caio T£lio translated the word as “the one that represents”, but its real meaning is “person with a delegation”. When the function was created in 1809, it received the denomination of “Justitieombudsman” (justice ombudsman).

    By the word’s origin, it would be wrong to form its plural as “ombudsmen”, since it isn’t an English word. The correct form would be “ombudsm„n”. Its feminine form would be “ombudskvinna”, that would be “ombudskvinnor” in the plural form. “Ombudsmen” is used as it is the case in this article. The Folha de S. Paulo makes use of the word “ombudsman” when the function is occupied by a woman.

  535. Dziwni ci Szwedzi. Czemu kobieta winna, że man się ombudził? Ja bym za to winił raczej ombudzik. :roll:

  536. Od tej “ombudsmana” z Folha de São Paulo dostałem kiedyś w jakiejś sprawie pokrętne wykręty, ale tak zakręcone jak gdyby była durnym samcem. (A jak raz była mądrą na ogół kobietą). Widać niewłaściwa końcówka rzuciła się jej na mózg.

536    
dodaj komentarz


Wpisz wynik dodawania ponizej w malym polu po lewej stronie

Click to hear an audio file of the anti-spam equation