Popular Tags:

Pyrrus

wt, 14 Sierpień 2018, 23:28

Łazi Pyrrus, twarz spoconą
ociera chitonem.
Jak to jest: wygrałem pono,
a mam przewalone.

Lecz ważniejsze mi, na Herę
razem z Afrodytą
żem – zważywszy ten numerek -
dalej celebrytą.

Każdy by mi rąsię podać
ma niezwykły zapał,
więc już wcale mi nie szkoda,
żem wszystko przechlapał.

Wygrać, przegrać – bez znaczenia,
byle, na Jowisza,
o tyczących mnie zdarzeniach
każdy niemal słyszał.

Wartości rodzinne

nie, 5 Sierpień 2018, 00:22

Miłość rodzinna rzecz nader zbożna,
fundamentalna, twierdzić by można,
wszak pierwszą myślą takiego syna
jest: kto da papu, jak nie rodzina?

Lecz tutaj druga myśl w pełnym biegu:
oprócz rodziny mam i kolegów,
którzy doprawdy, komu jak komu,
ale mnie to chcą na pewno pomóc.

Z wiekim zapałem do tego rwą się,
żeby ich rąsia myła mą rąsię,
by kolesiowski sen nam się ziścił -
syci, bezpieczni, a przy tym czyści.

Niejedną matkę ssie cwane cielę -
tutaj rodzina, tu przyjaciele,
tutaj agencja, a tutaj spółka -
i już do pensji dopisuj kółka.

Że lud wyraża jakieś obiekcje?
No, to etyki trza mu dać lekcję:
przyjaźń, rodzina, wzajemna pomoc,
toż to wartości są, jak wiadomo.

I tak wartości mota się siatka…
Ktoś coś pyskuje? To się go zatka,
A kto właściwie w tej całej matni
jest tak naprawdę ssany? Podatnik.

Niektórym żal jest tego biedaka,
lecz władza nad nim nie będzie płakać,
no bo on przecież nie z władzy winy
żadnej u żłobu nie ma rodziny.

Niech przeprosi

sob, 7 Lipiec 2018, 23:48

Ten chłopiec to jest zwykły chomąt
i na komuszym chodzi pasku!
Gdy ja, nie stojąc tam gdzie ZOMO,
zburzyłem jego babki z piasku,
on podle chciał mnie gwizdnąć w kuper.
Więc za to, że mu plułem w zupę
i słusznie nasikałem w sosik,
niech weźmie, bydlak i przeprosi.

Ja wiem, w zabawie różnie bywa,
szybkie się jakieś rzuci słowo,
„baranie”, „chamie”, albo „spływaj”
i już się robi pokojowo,
i już miażdżone chrzęszczą palce.
A w znojnej tej o pokój walce
czyj najdonośniej słychać głosik?
Mój! Zatem trzeba mnie przeprosić.

By jeszcze lepiej trafić w sedno:
czasami bywam tak wpirzony,
że mogę walnąć w mordę wredną,
nie patrząc na te tam bontony,
buldogiem mogę poszczuć brzydkim,
by wpił się kłami w dziadka łydki,
sierpowym prawym mogę skosić…
No, czy nie trzeba mnie przeprosić?

Współpracy chcę zadzierzgnąć więzy
i z niezłym robię to wynikiem,
mój własny wciąż zmieniając język
i wrogów niszcząc retorykę.
Co? Nie podoba się? No, cacy,
to guzik będzie ze współpracy,
to kopać będę i tarmosić,
póki ten chłopiec nie przeprosi.

Kibic i kibol

nie, 17 Czerwiec 2018, 23:36

Kibic i kibol w jednym stali domu,
na różnych piętrach, jak skądinąd wiemy.
Kibic spokojny, nie wadził nikomu,
ale ten kibol wciąż stwarzał problemy.
To w łeb, to w zęby, to kopa w podbrzusze,
to transparenty o tym, kto do gazu,
zabić gotowy był za czapkę gruszek,
zelżywych wiąchą rzucając wyrazów.
Znosił to kibic, wreszcie dość miał trochę
i do kibola suplikę zanosi:
przestań odstawiać wreszcie taką wiochę,
bo będę musiał z tobą zrobić cosik.
A kibol na to: weź sp….aj, koleś,
bo ci przyj…bię, k…a, tym bejsbolem!

Cóż było robić? Kibic, już wkurzony,
myśli: a może by zamknąć stadiony?
Wielkie się przez to zaczęły rozróby,
polityk jeden zrobił minę mądrą:
ten kibic chyba chce kiboli zguby,
a to Narodu przecież zdrowe jądro.
Inny ktoś krzyknął: bzdury kibic plecie,
my opiszemy go w Polskiej Gazecie,
ostrzem krytyki go będziemy chlastać,
bo wszak potęgą kibol jest i basta!

Nazajutrz kibol smacznie sobie kima,
bo po południu dopiero zadyma,
więc kibicowi jeszcze nic nie grozi,
lecz gdy się zacznie, to – rączki do bozi.

Optymistyczny morał nie nadchodzi,
na próżno szukać go w następnym zdaniu.
kibol panoszy się w Warszawie, w Łodzi,
w Gdańsku, Krakowie, Bytomiu, Poznaniu…