Laudacja

wt, 26 października 2010, 01:30

wygłoszona na uroczystości z okazji II rocznicy istnienia Bobikoblogu
przez prof. buldoga habilitowanego Szczękosława Szarpackiego

Szanowni Zebrani!
Poproszono mnie o uświetnienie tego jubileuszu, doceniając nareszcie moje zasługi na polu koniczyny, które niejednokrotnie osłaniałem własnymi kłami przed zdziczałymi, zagrażającymi podstawom pieskiego bytu hordami gryzoni. Ze względu na obecność kamer i dostojników zgodziłem się z radością wygłosić niniejszą laudację, mając przy tym na uwadze, że do spełnienia tej – nie waham się powiedzieć – misji i tak nie znaleziono by nikogo głodniejszego.
(frenetyczne oklaski całej sali)
Przyznam od razu – Pies Bobik nigdy nie był i nadal nie jest bohaterem mojej bajki. Niepokojem napawało mnie jego nieopanowane, wesołkowate merdanie ogonem, a odrazą przejmowało wyciąganie łapy nawet do przeciwników ideowych. (burzliwe kłapanie, skomlenie „słusznie! słusznie! szanować łapy!”) Nawet młody wiek i brak doświadczenia życiowego nie mógł usprawiedliwić takich ekscesów, jak próby dostrzegania belek we własnych oczach, lub – co jeszcze gorsze – przypisywanie kotom jakichkolwiek cech psich. (stłumione warczenie z lewej strony sali) Trudno też uznać za zasługę wobec psiości kalanie własnego legowiska i niedwuznaczne natrząsanie się z warktości, wiktuałów (vide osławiona, prześmiewcza „Oda do pasztetówki”) i w ogóle wszystkiego, co psiej duszy drogie. (groźne, narastające warczenie z prawej strony sali)
Nie ukrywajmy, są i tacy, którzy uważają za warte dostrzeżenia, czy nawet pochwały, niektóre dokonania naszego Jubilata w zakresie szczecanto moderato. Niektórzy z nich mają wręcz czelność przyznawać się do tego publicznie. (nieśmiałe ruchy nielicznych ogonów w środku sali) Zastanówmy się jednak, gdzie dzisiaj byłaby psiość, gdyby wszyscy zechcieli brać przykład z Bobika i nieustannie wykonywać rytualne gesty zaproszenia do zabawy, zamiast obnażonym uzębieniem dawać do zrozumienia, kto tu rządzi i dlaczego? Przestrzegał przecież wielki myśliciel epoki Ogrodzenia, Łydkosz Huzia-Dopadlewski: takie będą piespospolite, jakie ich młodzieży poszczuwanie. A wieki później dodawał dramatopiesarz, Drzysław Tarmosiński: lecz nogawki szarpać, bo trza, by zdartymi były. Czyż możemy z łapą na sercu powiedzieć, że Bobik pojął głęboką mądrość zawartą w tych słowach i zastosował się do niej w praktyce? (liczne szczeknięcia „nie możemy!”, „nie pojął!”) Czy możemy stawiać go za przykład niewinnym szczeniętom, których serca i umysły są jeszcze otwarte na właściwe, przyrodzone psom ideały? (powszechny jazgot „nie możemy!”, „nie stawiać!”) Powołajmy się tu na jakże słuszną myśl psilozofa Zębana z Ostrawy: zły to pies, co zapominając o swym świętym powołaniu, stara się być dobrym psem. (entuzjastyczny aplauz)
Szanowni Psłuchacze!
Chcę teraz przejść do sprawy najbardziej bolesnej, urażającej duszę każdego Prawdziwego Psa jak kleszcz w uchu lub rzep pod ogonem. Gdyby nieprzystojne wybryki Bobika ograniczały się do jego prywatnego obejścia, można by uznać, że ich szkodliwość jest na tyle ograniczona, iż nie warto o to drzeć kłaków. Niestety, szczeniak ten dobrał sobie grupę podobnych jemu postaci, z których większość trudno w ogóle nazwać psami. Wystarczy wspomnieć, że spora część jego tzw. Towarzystwa zalicza się do ludzi!!! (okrzyki „hańba!”, „odebrać serdelki!”, ” „wysterylizować bez litości!”) Innych gatunków nie będę wymieniał, ze względu na szacunek dla moralności publicznej. (pojedynczy okrzyk „więcej moralności!”) Nie sposób jednak nie dostrzec, że działalność wspomnianego Towarzystwa brutalnie ingeruje w prawo naturalne, zakładające wzajemną wrogość wszystkich jednostek, bez względu na ich przynależność i stawia pod znakiem zapytania fundamentalną zasadę niemożności dogadania się wobec najmniejszej choćby różnicy zdań. Chyba każdy przyzna, że trudno zachować spokój w obliczu takiego podeptania odwiecznych, niewzruszonych przekonań wszystkich zdrowych rasowców, a nawet kundli. (oburzone ujadanie i inne wyraźne oznaki niezachowania spokoju)
Życząc więc drogiemu Jubilatowi wraz z jego Towarzystwem docenienia ich wysiłków przez osiłków, pragnę równocześnie wezwać wszystkie świadome zagrożeń płynących z bobiczyzmu psy do natychmiastowego czynu!
(donośne wycie, spontaniczne gryzienie i ogólny tumult, niezakłócony nawet wniesieniem na salę pasztetówki oraz wytrawnego Naści Psumante)